![]() |
|
[17.06.1972] A trzeba było iść schodami | Nikolai & Philip - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17) +---- Wątek: [17.06.1972] A trzeba było iść schodami | Nikolai & Philip (/showthread.php?tid=3019) Strony:
1
2
|
[17.06.1972] A trzeba było iść schodami | Nikolai & Philip - Nikolai Petrov - 01.04.2024 Zostałeś wezwany do Ministerstwa Magii. (Jeżeli nie masz pomysłu na powód - jest jakiś problem z twoim rozliczeniem podatkowym... Ale możesz wymyślić coś swojego.) W każdym razie, po wejściu do Atrium zamiast schodów wybrałeś windę i to był błąd. Utknąłeś tam razem z postacią innego gracza. Nie ma światła, winda się trzęsie i zdaje się spadać... Nikolai trochę zaczynał się niecierpliwić. Ale tak tylko trochę. Niedługo miał minąć już miesiąc, od kiedy mieszkał ze w Anglii ze stryjem, a wciąż nie dostał wezwania po odbiór karty pobytu. Czyżby był jakiś problem z przetłumaczeniem dokumentów? Ale w takim wypadku powiadomiliby go wcześniej, prawda? Vladimir śmiał się z niego za każdym razem, kiedy wypatrywał sowy z listem i denerwował się, kiedy była to jakaś "mniej istotna" korespondencja (nawet, jeżeli istotna była). W końcu sowa się pojawiła, trzymając w dziobie białą, zapieczętowaną kopertę z jego nazwiskiem. Nareszcie. Do Londynu pojechał już następnego dnia, rano, żeby do Ministerstwa dotrzeć o w miarę "ludzkiej" porze. Godzinę w pociągu przespał, a pozostałe dwie spędził na gapieniu się przez okno i czytaniu książki, którą polecił mi stryj. O wiele szybciej byłoby się po prostu przed wejściem do Ministerstwa deportować, zamiast tracić godziny z dnia na podróż, ale Vladimir uprzedził go, że część teren była zabezpieczona przed deportacją, więc pomysł stracił sens. Teraz musiał już tylko znaleźć zniszczoną budkę telefoniczną. Niby proste zadanie, ale prawie wszystko dookoła zaczęło go rozpraszać i kiedy w końcu znalazł tę budkę, przez jakieś dwie minuty nie mógł przypomnieć sobie numeru, który miał wybrać na tarczy telefonu. W końcu jednak, ze srebrną przepustką w dłoni, zjechał windą pod ziemię, do Atrium Ministerstwa. -Woah - rozejrzał się, poderwał głowę. W Rosji nie miał wielu okazji do odwiedzania Ministerstwa, a gdy już musiał się tam udać, nie miał możliwości "zwiedzania", bo wizyty zawsze były szybkie, "Nie rozglądaj się" i "Trzymaj się matki". Nie potrafił więc określić, czy brytyjskie Ministerstwo było większe czy mniejsze od rosyjskiego, ale robiło wrażenie. Gdyby tylko nie było tylu ludzi... Dobra, Petrov, nie pora na to, upomniał się w myślach, wsunął dłonie do kieszeni płaszcza i poszedł w stronę wind. Chwila, na które piętro miał pojechać? RE: [17.06.1972] A trzeba było iść schodami | Nikolai & Philip - Philip Nott - 05.04.2024 Philip nie pamiętał, kiedy ostatnio miały miejsce jakiekolwiek problemy z jego rozliczeniem podatkowym. Od lat zajmował się tym jego księgowy i przez to miał podstawy sądzić, że zaszła jakaś pomyłka. Innego wyjaśnienia w tym momencie nie potrafił znaleźć. Zabrał ze sobą otrzymany list. Skorzystał z wejścia dla interesantów, wchodząc do jednej z londyńskich budek telefonicznych i wybierając kombinację cyfr 62442 na tarczy telefonu. Podał swoje personalia oraz cel przybycia, co umożliwiło mu uzyskanie przepustki i uruchomiło zainstalowaną w budce windę. Zawiozła go ona na poziom B8. Po opuszczeniu windy i znalezieniu się w Atrium spojrzał na Fontannę Magicznego Braterstwa. Postanowił podejść bliżej i wrzucił do niej jednego galeona, który opadł na jej wnętrze obok syklów i knutów. Pieniądze z dna fontanny zostawały przeznaczone na rzecz Szpital Św. Munga. Po załatwieniu sprawy, która go ściągnęła do gmachu Ministerstwa Magii, postanowił odwiedzić swojego kuzyna oraz siostrę. Francis pracował w Departamencie Magicznych Gier i Sportów na stanowisku kierowniczym, natomiast siostra została sekretarką w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Niestety, w tym pierwszym wydziale pracował również ich ojciec i Philip żywił nadzieję, że zdoła uniknąć z nim spotkania. Skierował swoje kroki ku windom. Musiał dostać się do Departamentu Skarbu, w którym mieściło się Biuro Kontaktu z Podatnikami. Liczył, że tam nie będzie takich kolejek jak zwykle. Jednocześnie musiał liczyć się z tym, że w oczekiwaniu na zostanie obsłużeniu spędzi w tym biurze większość swojego dnia. Zmierzając wciąż w stronę wind zauważył stojącego przed jedną z nich mężczyznę. Postanowił skorzystać na tym, że on oczekiwał na zjeżdżającą do Atrium windę. Zamierzał pojechać tą samą, jak już zjedzie. Widział jak czarodziej wchodzi do środka, dlatego przyśpieszył kroku i zdecydowanym ruchem dłoni zatrzymał zamykające się drzwi na moment przed zamknięciem się. Stanął pewnie w środku, spoglądając przelotnie na czarodzieja stojącego bliżej tablicy z przyciskami. — Proszę wcisnąć jedynkę. Dziękuję. — Skierował do niego uprzejmą prośbę oraz uśmiech, uwydatniający będące jego jednym ze znaków rozpoznawczych dołeczki w policzkach. Pozostawał przekonany, że nie grożą mu poważne kłopoty podatkowe. Poza tym nie widział powodu do zachowania się zupełnie poważnie. Tym bardziej, że nie został wezwany na przesłuchanie w Departamencie Przestrzegania Prawa. Prawdą było, że jedynie mógł być winien niewłaściwego zaparkowania swojej miotły, ale to nie powód do wzywania go przed oblicze czarodziejskiego sądu. RE: [17.06.1972] A trzeba było iść schodami | Nikolai & Philip - Nikolai Petrov - 05.04.2024 Stał przed windami i czekał, aż któraś zjedzie do Atrium, a głos stryja powtarzał w jego głowie instrukcje poruszania się. Ten Departament na tym piętrze, tamten Departament na tym. Ty musisz pojechać windą tu, iść tu, skręcić tam i wejść tu. Jak nie będziesz wiedział, pytaj. Czekał na te windę, wpatrzony w sufit, a palce dudniły mu w kieszeni kurtki, ruszając się w rytm jakiejś melodii, której nawet on nie kojarzył. Zdążył jeszcze doliczyć do trzynastu, gdy windą w końcu się pojawiła, zrobiła ciche dzyń i otworzyła drzwi. Nikolai wszedł do środka, wcisnął guzik z numerem piętra, na które potrzebował się dostać, i oparł się o tylną ściankę. Minęło dziesięć sekund. Drzwi zaczęły się zasuwać. Windą zamknęła się już do połowy, gdy Nikolai dostrzegł czarodzieja, zbliżającego się szybkim krokiem. Chłopak swoim ojcem nie był i nie miał zamiaru patrzeć obojętnie, jak windą zamknie się temu mężczyźnie tuż przed nosem, więc wyciągnął rękę i wcisnął przycisk, przez który drzwi znów zaczęły się rozsuwać. Czarodziej wszedł do windy. Po wciśnięciu guzika ze wspomnianą jedynką musieli odczekać kolejne dziesięć sekund. Nie pojawił się nikt więcej, by do nich dołączyć, więc tym razem windą zamknęła się do końca, szarpnęła lekko, światło zamrugał i winda ruszyła, trzeszcząc cicho. Nikolai zmarszczył brwi i przesunął wzrokiem po suficie windy. Czy ona powinna tak działać? A jeśli coś było nie tak? Westchnął cicho. Jego dłonie zaciskały się i rozluźniały w kieszeniach. Nieładnie było tak się gapić na nieznajomych ludzi i Nikolai przez całe swoje życie starał się pamiętać i stosować do tej zasady, ale tym razem nie mógł poradzić nic na to, że jego wzrok co chwila uciekał w stronę drugiego czarodzieja. Facet, jak facet. Nikolai był absolutnie pewien, że nigdy wcześniej się nie spotkali, ale był równie pewien, że tę twarz gdzieś widział. Nie mógł sobie jednak przypomnieć gdzie. Winda wciąż trzeszczała i ruszała się powoli. Światło znowu mrugnęło. RE: [17.06.1972] A trzeba było iść schodami | Nikolai & Philip - Philip Nott - 16.04.2024 Philip przywykł do tego, że większość albo nawet wszyscy ludzie przyglądają mu się w publicznej przestrzeni. Niejedno już widział i niejednego już uświadczył w swoim życiu, jak to przystało na czarodziejów mogących poszczycić się tego rodzaju popularnością. Z tym wszystkim nie miał najmniejszego problemu, dopóki respektowali stawiane przez niego granice. W tak ograniczonej przestrzeni, w której się znaleźli, to było utrudnione. Z jakiegoś, niejasnego dla niego powodu (bez względu na rozpoznawalność) przebywający w windzie ludzie spoglądali na siebie wzajemnie. Zaobserwował tę przedziwną prawidłowość, której sam doświadczał w tym momencie. Lekkie szarpnięcie, które nastąpiło po zamknięciu się drzwi windy, wydawało mu się zupełnie naturalne. Nie pierwszy raz jechał ministerialną windą ku górnym albo dolnym piętrom. Pewnym odstępstwem od znanej mu normy było to, że światło w windzie zamigotało jakby doszło do zakłóceń magii. Trzeszczenie mechanizmu nie wzbudziło w tym momencie jego podejrzeń, gdyż magia wprawiała w ruch skomplikowany mechanizm. Z tego co wiedział to te windy cechowały się niezawodnością. Tak naprawdę nie posiadał co do tego niezachwianej pewności - nie pracował w gmachu Ministerstwa Magii. Bywał tam wyłącznie sporadycznie w sprawach takich, jak ta albo odwiedzając parę osób. — Dzisiaj ta winda rusza się zbyt wolno, nie uważa pan? Można odnieść wrażenie, że dzisiaj występują jakieś zakłócenia magii napędzającej te windy. Przed opuszczeniem budynku Ministerstwa zgłoszę ten fakt w recepcji. Zależy mi na czasie i dlatego wybrałem windę zamiast schodów. Okazało się, że coś jest nie tak z moim zeznaniem podatkowym i mam zamiar to wyjaśnić. Jakby tego było mało to prowadzący moje finanse księgowy jest na urlopie. A co pana sprowadza do Ministerstwa? — Philip w oczekiwaniu na moment, w którym winda zjedzie na drugie piętro, postanowił zagadać do tego czarodzieja, który może będzie skłonny uczestniczyć w zainicjowanej przez niego wymianie zdań, mającej na celu znaczne uprzyjemnienie tak prozaicznej czynności, jaką było poruszanie się windą. Nie panowała tutaj absolutna cisza, jednak i tę przerywaną odgłosami towarzyszącym powolnemu przemieszczaniu się windy można było zagłuszyć przez parę chwil. RE: [17.06.1972] A trzeba było iść schodami | Nikolai & Philip - Nikolai Petrov - 16.04.2024 To mruganie światła, trzeszczenie mechanizmów, szarpanie i powolne działanie windy zaczynało go już martwić, a nawet trochę irytować, bo z tego, co mówił Vladimir, nigdy nie było żadnych problemów z windami W ministerstwie - a przynajmniej on nigdy żadnego problemu z nimi nie miał. Zawsze działały szybko i sprawnie, poruszały się cicho, a światło nigdy nie było ani za jasne, ani za ciemne. Dlatego zdziwiło go zachowanie tej windy. Ze schodów zrezygnował ze zwykłego lenistwa, bo nie chciało mu się wchodzić na kolejne piętra po schodach i się męczyć, skoro hodowla stryja zapewniała mu dużo ruchu. A trzeba było iść schodami, pomyślał. W tym momencie nieznajomy mężczyzna, którego na pewno skądś kojarzył, odezwał się i z jego ust popłynęła fala słów, składających się w zdania, które na chwilę oderwały Nikolaia od wewnętrznego wyklinania ministerialnych winda. -Słyszałem, że są niezawodne. - zaczął. -Często zdarzając się takie zakłócenia? Znaczy... Mój stryj tak zachwalał pracę tych wind, że są szybkie i ciche, i kiedy byłem tu ostatnio, też nie było żadnych problemów. A może po prostu mieli wtedy szczęście? Albo w międzyczasie pojawiła się jakaś usterka i winda nie powinna być użytkowana, a jakiś pracownik Ministerstwa, odpowiedzialny za te mechanizmy, zapomniał wystawić informację? Nikolai zgrzytnął zębami, wyobrażając sobie gościa w drogim fraku, przechwalającego się młodej stażystce, jak to ważną rolę w Ministerstwie spełnia, dbając o ministerialne windy, dzięki którym pracownicy mogą o wiele szybciej dotrzeć do swoich biur, a po pracy wyjść do domu, a interesanci mogą szybciej załatwić swoje sprawy, dzięki czemu kolejki nie są takie długie i nikt nie składa skarg, że musiał czekać 15 minut na swoją kolej. -Mam nadzieję, że szybko uda się Panu wyjaśnić ten problem, ale obawiam się, że jeżeli tak winda w magiczny sposób nie przyśpieszy, to wizyta tu zabierze Panu więcej czasu, niż miał go Pan zamiar poświęcić. Oczywiście, bez złośliwości. Winda znowu szarpnęła i Nikolai nabrał ochoty, żeby walnąć pięścią w którąkolwiek ze ścianek w nadziei, że jakimś cudem naprawi to mechanizm i winda zacznie działać, jak nowa. -Wysłali mi sowę, żebym odebrał Kartę Pobytu. Trochę się naczekałem i chyba będę musiał poczekać jeszcze dłużej, jeśli ta winda będzie działać tak, jak działa... Przepraszam, jeśli będę niegrzeczny, ale czy ja gdzieś Pana nie widziałem? - ciekawość wzięła górę nad nieciekawą sytuacją, a i może uda się podtrzymać rozmowę, jeżeli nieznajomy zdecyduje się odpowiedzieć. I jakby magia zareagowała na złość w głosie Kola jak i zamiaru drugiego mężczyzny, mechanizm skrzypnął przeciągle, winda szarpnęła kolejny raz i stanęła pomiędzy dwoma piętrami. Nikolai zamrugał kilka razy, obejrzał się i kilka razy wcisnął guzik z jedynką, jakby to miało cokolwiek pomóc, ale nie zrobiło absolutnie nic. Winda stanęła. -Pięknie... - burknął pod nosem. - No i co jeszcze? Zgasło światło. RE: [17.06.1972] A trzeba było iść schodami | Nikolai & Philip - Philip Nott - 05.05.2024 Sytuacja, w której się znalazł okazywała się z każdą chwilą bardziej niekorzystna. Gdyby poszedł schodami albo wybrałby inną windę to może nie byłoby takiego problemu. W chwili obecnej nie miało to jednak najmniejszego znaczenia. Było to zaledwie gdybanie, skoro tu i teraz znalazł się w windzie, której jak dotąd niezawodny mechanizm akurat w tym momencie zdawał się odmawiać posłuszeństwa. Nawet w siedzibie Ministerstwa Magii raz na czas niezbędna jest konserwacja zaczarowanych wind. Jednym z wielu pytań, na które nie znał odpowiedzi, było to czy Ministerstwo Magii wiedziało o tym problemie z windami. Możliwe, że to nie był pierwszy raz i inni pracownicy albo petenci doświadczali podobnych incydentów podczas przemieszczania się windą. Możliwe, że zostało to zgłoszone, jednak rozwiązanie tego problemu trochę potrwa. Jeśli tak było to czemu winda nie została czasowo wyłączona z użytkowania? Na te wszystkie i inne swoje pytania zamierzał uzyskać odpowiedź, jak tylko stąd wyjdzie. — Uważam, że nawet najbardziej niezawodny mechanizm powinien być co jakiś czas odpowiednio konserwowany. — Przedstawił temu czarodziejowi swoją opinię, którą należało nawet uznać za niepodważalny fakt. — Trudno odpowiedzieć mi na pana pytanie, gdyż nie pracuję w tym miejscu i dawno nie musiałem tutaj załatwiać swoich spraw. Dotąd nie miałem problemów. Zapytam o to siostry. — W obecnej sytuacji Philip mógł mówić wyłącznie za siebie. Jego siostra powinna okazać się znacznie lepszym źródłem informacji, jeśli chodzi o sytuację ministerialnych wind. — Na to właśnie liczę. Także w kwestii windy. Nie posądzam pana o złośliwość. — Odpowiedział temu czarodziejowi ze spokojem, również bez cienia złośliwości. — Widzę, że także w pana interesie jest to, aby wydostał się z tej windy. Mógł mnie pan widzieć na boisku do Quidditcha, jeśli pan jest zainteresowany tym sportem, na łamach prasy albo na jednym z bankietów. — Odpowiedział z cięższym, niż chwilę temu westchnięciem. Naprawdę nie rozumiał tego fenomenu. Jest bardzo znanym celebrytą, a to już nie pierwsza osoba, która zachowuje się jakby żyła przez długi czas z dala od cywilizacji i nie przejawiała fascynacji sportem czarodziejów. Dla niego to było niepojęte. Nie za bardzo mógł się nad tym dalej zastanawiać, gdyż winda szarpnęła po raz kolejny i stanęła pomiędzy dwoma piętrami. Nie dziwił się temu, że mężczyzna próbował naciskać przycisk. jak zgasło światło, Philip sięgnął po swoją różdżkę i rzucił niewerbalnie zaklęcie rozświetlające panujące w tej windzie ciemności. — Nie zamierzam czekać na to aż zostaniemy stąd wypuszczeni. — Poinformował tego mężczyznę, którego zamierzał zaangażować w próbę wydostania się stąd. RE: [17.06.1972] A trzeba było iść schodami | Nikolai & Philip - Nikolai Petrov - 05.05.2024 Gdyby obaj wiedzieli, że niezawodna dotąd winda Ministerstwa spłata im takiego figla, i to akurat w momencie, gdy obaj woleliby jak najszybciej załatwić sprawy, z którymi pojawili się w Ministerstwie, i wrócić do domów, z pewnością wybraliby schody. Dotarcie na odpowiednie piętra z pewnością zajęłoby im więcej czasu, niż przy użyciu działającej windy, ale nie musieliby przynajmniej denerwować się usterką, która mogła, ale również mogła nie zostać wcześniej zgłoszona. Nie musieliby się denerwować, że zepsuta winda nie została wyłączona z użytku i akurat oni musieli na nią trafić. I gdyby zacięła się pomiędzy piętrami, jeszcze mogliby spróbować otworzyć ją siłą i wyjść w innym miejscu, z którego, już schodami, mogliby przejść do odpowiednich Departamentów. Ale ta musiała zatrzymać się w miejscu, w którym nawet otwarcie drzwi rękoma nie dałoby nic. Nikolai zaklął w ojczystym języku i również wyciągnął różdżkę, z której końca wydobyło się jasne światło. Uniósł brew, kolejny raz zerkając na czarodzieja. Na boisku Quidditcha? Nie, Nikolai nie miał do tej pory okazji oglądać meczów na żywo. Prasa? Hm... Czyżby to jego twarz uśmiechała się ze zdjęcia w gazecie, którą tak często przeglądał jego stryj? Bankiet? Nah... Oho... Czyżby uraził gwiazdę? -Proszę wybaczyć, że nie skaczę z entuzjazmu, ale nie jestem największym fanem Quidditcha, tak więc członkowie drużyn nie są mi znani. Latanie na wyrwanym drzewku nie było wygodne samo w sobie, a co dopiero jeszcze latać za piłkami... Och, przepraszam. Tutaj używacie mioteł - poprawił się szybko. W sumie zaciekawiło go, czy ten mężczyzna, skoro był członkiem drużyny Quidditcha, miał kiedykolwiek okazję grać przeciw drużynie z Rosji... Czy wtedy Rosjanom udostępniono miotły, czy podczas gdy również latali na drzewach? Jak zareagowali na to Anglicy? W sumie powinien o to zapytać stryja. Vladimir interesował się Quidditchem bardziej, niż on. -Co pan proponuje? Alohomora nic tu nie da, a jeśli rozwalimy daszek i uszkodzimy mechanizm, kto wie, czy nie spadniemy? - oczywiście jemu również nie w smak było wołanie i czekanie, aż ktoś ich usłyszy i spróbuje ich uwolnić, ale plan, który miałby większą szansę ich zranić, niż im pomóc, nie był dobrym planem. A jeszcze nie wiedział, jaki plan tworzył się w głowie drugiego czarodzieja, który był od niego starszy, a przez to również powinien być mądrzejszy, więc powinien go posłuchać. RE: [17.06.1972] A trzeba było iść schodami | Nikolai & Philip - Philip Nott - 12.05.2024 Philip w pierwszej chwili miał wrażenie, że się przesłyszał. O ile potrafił zrozumieć to, że ktoś nie jest fanem tego szlachetnego sportu i nie zna nazwisk członków przynajmniej jednej drużyny Quidditcha, tak dalsze słowa jakie wypowiedział mężczyzna sprawiły, że zaczął zastanawiać się nad tym, czy faktycznie chce podtrzymywać tę rozmowę. Znalazł się w dość niekorzystnej sytuacji - utknął w ministerialnej windzie z kimś, kto nazywana miotłę "wyrwanym drzewkiem" i twierdzi, że latanie na podstawowym dla czarodziejów środku transportu nie jest wygodne oraz sprowadził cały jego zawód, całą jego karierę do latania za piłkami. Wzniósł oczy do nie sufitu, widocznego w nikłym świetle obu różdżek. — Miotły to powszechny środek transportu w tych stronach, jednak to nie jest wyrwane drzewko. Sprowadził pan Quidditcha do bezmyślnego latania za piłkami, wykazując się w tym momencie wyraźną ignorancją. Moja rodzina stworzyła wiele zasad obowiązujących do dzisiaj w tym sporcie. Jesteśmy niezrównani w tym. Starając się o pobyt w danym państwie, należy poznać jego kulturę i wykazywać minimum ogłady aby nie obrażać jego mieszkańców. — Z tonu jego głosu oraz wypowiedzianych przez niego słów dało się wywnioskować, że poczuł się urażony. Nie krył tego. Philip nie należał do grona osób, które nie mają odwagi powiedzieć tego, co myślą w danej sytuacji. Spojrzał teraz na tego mężczyznę z góry. Nie bez powodu uważał siebie za lepszego od innych na tym tle. Jedni go kochali, drudzy go nienawidzili i zazdrościli mu. Tego rodzaju zachowaniem doskonale wpasował się w wizję każdej z gwiazd, mającej swojej humory. Quidditch to coś więcej, niż latanie za piłkami - za tym krył się szereg skomplikowanych zasad, które zostały wymyślone przez jego krewnych, których ten mężczyzna również obraził. — Widzi pan, jedynie na czym się znam to latanie za piłkami. W mechanizmie windy nie ma żadnej piłki, bym mógł ją złapać. Ma pan wolną rękę. Ja jednak rozważam zaczekanie na to aż zostaniemy uwolnieni przez pracowników Ministerstwa. Ktoś na pewno zauważy, że jedna z wind nie funkcjonuje. — Początkowo naprawdę zamierzał samemu się stąd wydostać, tak teraz był skłonny zmienić zdanie. W jego głosie wciąż pobrzmiewało stosowne niezadowolenie, wywołane ignorancką postawą młodszego mężczyzny. Nie należał też do grona osób śpieszących na ratunek każdemu w potrzebie, zwłaszcza jeśli na to ten ktoś nie zasługiwał. Nie był rycerzem na białym koniu. Gdyby to zrobił to tylko po to aby nie spędzić ani minuty dłużej z tym czarodziejem w ograniczonej przestrzeni. RE: [17.06.1972] A trzeba było iść schodami | Nikolai & Philip - Nikolai Petrov - 12.05.2024 Naprawdę? Ale że NAPRAWDĘ? Ze wszystkich ludzi, mieszkających w Anglii... Ze wszystkich ludzi, mieszkających w samym Londynie, akurat w takiej sytuacji, akurat zamknięty w windzie, musiał trafić akurat na Gwiazdora? Nie mógł mu się trafić ktoś milszy? Przynajmniej Ugh... -Przepraszam, że w moich stronach używa się wyrwanych drzewek, a nie mioteł - powiedział, ale jego ton nie wskazywał na to, żeby było mu w nawet najmniejszym stopniu przykro za tę "zniewagę". -Nie powiedziałem, że to "bezmyślne latanie za piłkami". Stwierdziłem jedynie, że ściganie Kafla czy Znicza nie jest proste, kiedy ujeżdża się latające drzewo. Gdyby pan Nott na głos powiedział wszystkie swoje myśli, z jedną musieliby się zgodzić - obaj zastanawiali się, czy istniał sens podtrzymywania tej rozmowy. Oczywiście, co kraj to obyczaj i celebryta słusznie podkreślił, że należałoby poznać kulturę kraju, do którego ma się zamiar wybrać, a co dopiero w nim zamieszkać, ale Nikolai nie miał w zamyśle obrażać fanów Quidditcha, czy ujmować mu. Stracił zainteresowanie tym sportem w momencie, gdy pierwszy raz spróbował w niego zagrać, jeszcze w szkole. Kontrolowanie wyrwanego drzewka samo w sobie nie było najwygodniejsze, a gdy trzeba było w tym samym czasie jeszcze się skupić, by wypatrzeć Znicz, ominąć Tłuczek czy odebrać przeciwnikowi Kafla... Nie, to nie było dla niego. Może gdyby wychował się w innym kraju... Może gdyby poznawał Quidditcha właśnie na miotle... Ach te różnice kulturowe. Nie spodobało mu się spojrzenie, jakie skierował w niego celebryta, ale zacisnął zęby i nie powiedział nic. W taki sam sposób na ludzi patrzyli jego ojciec i Pyotr. Narcystyczni pajace. Jak tak cały czas będą zadzierać głowy, to im kiedyś ptak na czoło narobi. Och, naprawdę? Teraz będzie jeszcze zgrywał Damę w Opałach? Wcześniej tak się spieszył, "nie zamierzam czekać..." mówił, a teraz co? Stanie sobie i będzie tupał nóżką i chrząkał, aż ktoś się nie pojawi, otworzy windę i wyniesie go na rękach, jak pannę młodą przez próg? -To jakim cudem Pan skończył szkołę? - wyrwało mu się, chociaż powiedział to na tyle cicho, że może drugi mężczyzna jednak tego nie usłyszał. Wziął głęboki wdech, policzył w myślach do trzech i zaczął myśleć. Czekanie wydawało się najbezpieczniejszą (?) opcją, bo z zewnątrz ktoś byłby w stanie stwierdzić, co takiego wywołało usterkę, i znaleźć najlepszy sposób na wyciągnięcie ich. Z drugiej strony, ile mogłoby to trwać? Mógłby otworzyć drzwi na siłę, ale to też nic by im nie dało. Nie chciał też rzucać zaklęciami jedynie z nadzieją, że któreś mogłoby zdziałać cuda i ich uratować z opresji. Jeszcze faktycznie rozwaliłby mechanizm i byłaby jego wina, a mimo wszystko wolał, żeby Gwiazdor nie został ranny z jego winy. Światło windy znowu mrugnęło. Nikolai zmarszczył brwi. Winda drgnęła, jakaś kołatka trzasnęła. Chwila ciszy. Coś trzasnęło - jakby zerwała się jakaś linka - i winda zsunęła się gwałtownie. Spadła może o jedno piętro, nim coś ją zatrzymało, szarpiąc nią. Nikolai uderzył plecami o ściankę. Na Brodę Merlina, co to było?!, pomyślał, czując napływającą panikę. Winda mogła jeszcze spaść. -O-oby się pośpieszyli... RE: [17.06.1972] A trzeba było iść schodami | Nikolai & Philip - Philip Nott - 18.05.2024 Wszystko wskazywało na to, że nie za bardzo się zrozumieli. Niekorzystna sytuacja, w której się znaleźli również zrobiła swoje. Philip wyznawał zasadę nigdy nie przepraszaj, choć to również się zmieniało względem nielicznych osób. One wiedziały, jaki jest naprawdę i tak miało pozostać. Ten czarodziej najpewniej nie zostanie jego znajomym. Prawdopodobnie nie spotkają się po raz drugi. Słuchając o tych wyrwanych drzewkach starał sobie to wyobrazić. Nie wydawało mu się to cywilizowanym sposobem transportu, jednak powstrzymał się od wypowiedzenia na głos swojej myśli co to za barbarzyńska metoda podróżowania? Nie można mu odmówić pewnej ogłady, choć bardzo często było trudno ugryźć mu się w język. — A to historia. Jak stąd wyjdziemy to chętnie posłucham więcej o tym. — W jakimś stopniu zdołało go to zaintrygować. Zdecydowanie musiał opowiedzieć o tym swojemu kuzynowi, bo to pod wieloma względami prawdziwa rewelacja. Zdecydowanie powinni zobaczyć to na własne oczy. W chwili obecnej pozostawał przeświadczony, że taka miotła daleko nie zaleci. Takie drzewko nie wydawało mu się ani wystarczająco zwrotne, bezpieczne i wygodne. W jego oczach to był bardzo prymitywny środek transportu. — Najwyraźniej doszło do nieporozumienia. Zechciałby pan zademonstrować swoje umiejętności w obecności mnie i mojego kuzyna? To doświadczenie mogłoby wiele wnieść w świat rozgrywek Quidditcha. — Po jego słowach powinny nastąpić przeprosiny, jednak nic takiego nie miało miejsca. Słowa tego czarodzieja można było zinterpretować po swojemu i on to właśnie zrobił. W tym swój udział miały zaistniałe okoliczności. Chciał jednak zobaczyć to, o czym wspomniał ten czarodziej. Stanowiłoby to ciekawą rozgrywkę. Ani on ani jego kuzyn czegoś takiego nie widzieli. Na razie jedynie mógł się zastanawiać nad tym i starać się sobie to wyobrazić. Sam nie zamierzał próbować dosiadania drzewa. Z jego strony to był sarkazm. W czasach Hogwartu nie zasłynął jako wybitny uczeń - większość jego czasu pochłaniały treningi Quidditcha, jednak udało mu się przedostawać z roku na rok. Uwięziony w windzie mężczyzna miał szczęście, że tego nie usłyszał za sprawą odgłosów wydawanych przez mechanizm windy - uniknął przygadania mu. Prawdę mówiąc to jego twarz zdobi banery i pojawia się na okładkach Czarownicy, w artykułach prasowych. Osoby pokroju tego mężczyzny są ostatnimi osobami, które mogą oceniać go przez pryzmat odbytej edukacji. O nim słyszał praktycznie każdy, on natomiast nie słyszał o większości tych ludzi, których spotykał na swojej drodze. Drgnięcie windy odczuł bardzo dobrze, tak jak bardzo wyraźnie usłyszał ten trzask. Nie inaczej było z tym gwałtownym zsunięciem windy, która spadła o piętro niżej. Sam przylgnął plecami do ściany windy, po tym jak uderzył o nią. Prawdopodobnie zerwała się jedna z lin. Zerwanie się kolejnych to kwestia czasu. — Chyba znaleźliśmy się dokładnie między piętrami, jakby dało się otworzyć drzwi to możemy się teleportować. Istnieje ryzyko rozszczepienia się, ale to moim zdaniem lepsze niż czekanie na spadnięcie windy. — Zasugerował w tym momencie. Jego zdaniem stanowiło to jakiś pomysł. Nie zmieniało to faktu, że najlepiej byłoby doczekać się pomocy ze strony pracowników Ministerstwa Magii. |