[11.53 | Norwegia] Forbannet av det evige, lå han i dvale der - Anthony Shafiq - 03.04.2024
adnotacja moderatoraRozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Piszę więc jestem
—11/1953—
Norwegia
Richard Alexander Mulciber & Anthony Shafiq
Deep in there, what will be found?
The smell is a stench never felt by man, before
It's too calm to be real
Curses from ancient times lie here asleep...
Wysoki szczupły mężczyzna opuścił karocę przed przygnębiająco szarym budynkiem, w przygnębiająco szarej Norwegii. Oficjalny strój urzędniczy ciążył mu, zdecydowanie wolał wygodniejszy, lżejszy ubiór niż ciężkie szaty ciągnące się po ziemi. Szczęściem Norwegowie dbali o czystość chodników, co tylko odrobinę uspokajało Anthony'ego Shafiq'a.
Choć ni jak nie odbijało się to na gładkiej, nieco woskowej obecnie twarzy anglika, był siarczyście wkurwiony. Lata praktyki, ciężkich treningów woli, które od trzeciego roku życia fundował mu ojciec, przynosiły w końcu swoje owoce. Był mistrzem panowania nad swoją mimiką, niemalże trzymając w garści kontrolę nad własnym pulsem. Sprawa była o tyle irytująca, że Norwegia była dla niego nieznanym terenem, nigdy za bardzo nie interesował się zdziczałymi, postwikińskimi przestrzeniami. Talent krwi pozwalał mu porozumieć się oczywiście z mieszkańcami tego surowego kraju, lecz nie miał wykształcenia pozwalającego mu roztoczyć swój czar w pełnej krasie. W przededniu nominacji na ambasadora, była to nader irytująca niedogodność.
Plan był prosty. Amerykanin miał się pojawić, kupić i użyć świstoklika, by powrócić do Anglii w bezpieczne miejsce przekazania artefaktu. Kiedy się nie pojawił, Shafiq od razu wiedział, że coś jest nie tak. Tak to jest polegać na jankesach, niczego nie potrafią zrobić dobrze, Anthony wyrzucał to sobie, powinien mądrzej dobierać zleceniobiorców. Zwłaszcza jeśli chodziło o autentyczną smoczą czaszkę z XV wieku...
Teraz wspinał się po schodach, licząc na to, że urzędy całego świata działają podobnie. Gdyby tylko była to Francja, albo Włochy, załatwiłby to od ręki... W Rosji wystarczyłaby odpowiednia dźwignia, od Egiptu na południe nie musiałby się nawet kłopotać, kłopotliwy najemnik już dawno zjedzony byłby przez hieny. Tutaj jednak sprawa była delikatna i nie wachał się ani chwili, by przełożyć swoje plany i osobiście ratować dobre imię. I to jeszcze w tak wrażliwym momencie.
– Dzień dobry. Jestem wysłannikiem angielskiego Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziei. W sprawie Johna S. ujętego 28 lutego tego roku. Tak, pisałem wcześniej w tej sprawie. Tak, wiem, że nie jest to nasz obywatel niemniej detale mogę przedstawić oficerowi prowadzącemu sprawę. Owszem. Rozumiem. Tutaj podpisać? – krótka wymiana zdań z sekretarzem norweskiego departamentu była pierwszym krokiem do rozwiązania problemu. Oby kolejne były tak proste...
[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/ff/17/7b/ff177b3d1cff1e10021541fd8dec8d9e.jpg[/inny avek]
RE: [marzec 1954] The gate of freedom, they say, can chase the fear away - Richard Mulciber - 03.04.2024
Kraje północne znacznie różnią się klimatem od położonych na południu, pod zwrotnikiem umiarkowanym. Gdzie tam były wysokie temperatury, tak tutaj ledwie kiedykolwiek dochodziło do dwudziestu stopni. Może latem. Jak na marzec, śnieg gdzieniegdzie dawał po sobie znać. Nie topniał. Ujemne temperatury utrzymywały go w dobrym stanie. Pilnowano jedynie, aby wszelkie drogi i przejścia, chodniki były odśnieżone na tyle, aby nie stanowiły problemu przejścia i przejazdu.
W większości Ministerstwa Magii funkcjonowały tak samo. Może i podobnie, z podziałem na departamenty. Być może inaczej nazywane. Wiele z nich działało na tych samych zasadach. Mając swoich ludzi do zajmowania skarbem, prawem, osądzaniem, pilnowaniem czy wspieraniem, dawaniem czy nawet i zabieraniem.
W ostatnich dniach swojej pracy, brygadziści trafili na interesującego przemytnika. Gdzie wezwano jeden z patroli na skontrolowanie miejsca i przesłuchanie podejrzanego. Od razu stwierdzono, że anglik, amerykanin? Język podobny. Nie bez powodu wezwano w tym składnie aurorskim Mulcibera, który bez problemu mógł robić nawet za tłumacza. Artefakt, który miał przemycić, został zabezpieczony a sam sprawca, osadzony w areszcie na czas wyjaśnienia sprawy. Nie był zbyt rozmowny. Nie bardzo chciał współpracować. Próbował kręcić. Kiedy jednak Richard zaczął podczas przesłuchiwania sięgać po metody zastraszania, widział w nim złamanie. Lęk. Dał mu jednak czas, aby zastanowił się nad swoim losem i zaczął w końcu gadać.
W obecnej chwili, Richard ubrany w mundur aurora, z lekkim zarostem na twarzy, stał gdzieś z boku z dwoma kolegami. Zrobili sobie przerwę na papierosa. Przy okazji komentując sobie politykę tutejszego kraju. Słuchając przy okazji przygody jednego z nich, o amatorskiej próbie dokonania zabójstwa. Która zakończyła się niepowodzeniem.
Szanownego anglika, który oświadczył, że jest wysłannikiem angielskiego Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, po dokonaniu pewnych formalności, zaprowadzono do Biura Aurorów. Wstępnie odbył rozmowę z szefem biura, który skierował się z nim do obecnych na miejscu aurorów, którzy nie pełnili teraz służby w terenie, ale w biurze.
- Mulciber.
Usłyszawszy swoje nazwisko, Richard skierował wzrok na szefa.
- Pan Shafiq, z Angielskiego Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziei, przyszedł w sprawie Johna Smitha, którego zatrzymaliście kilka dni temu.
”Shafiq…” – powtórzył w myślach. Kojarzył nazwisko. Jak szef mówi, trzeba działać. Zaciągnął się ostatni raz i zgasił papierosa w popielniczce. Wypuścił dym, zbliżając się do szefa i przybyłego gościa.
- Przyjmę.
Oznajmił szefowi i odebrał od niego teczkę ze sprawą.
- Zapraszam.
Z lekkim, uprzejmym uśmiechem a także gestem wyciągniętej dłoni wskazując kierunek, zaprosił gościa do swojego biurka, które znajdowało się w znacznie dalszej części dużego biura aurorów. Szef zatem zostawił ich i wrócił do swoich obowiązków. Panowie mogli przejść niezbyt długi korytarz, mijając inne biurka aurorów i Brygadzistów. Zajęte czy nawet i puste. Część pracowała w terenie, inni mieli wolne. A jeszcze inni mieli inną zmianę. Cała ta wymiana zdań, odbywała się w języku norweskim.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Qqauj7T.png[/inny avek]
RE: [marzec 1954] The gate of freedom, they say, can chase the fear away - Anthony Shafiq - 06.04.2024
Jego stanowisko nie było na tyle wysokie, aby był podejmowany z honorami, które czuł pod skórą – należą mu się jak mało komu. Podział na cztery Domy, w które byli segregowani za pomocą równie zakurzonego co magicznego kapelusza sprawiał, że podziały kastowe społeczeństwa się utrwalały. Mógł być Ślizgonem, jego ambicja sięgała wysoko. Tiara mimo wszystko była w stanie zeskanować go pod względem potencjału intelektualnego, faktu, że przybył do Hogwartu z ośmioletnią edukacją na karku, wymuszoną zmieszanymi liniami rodzin Shafiqów i Parkinson. Wiedza jednak oznaczała potęgę, a to sprzyjało snobizmowi. Zwłaszcza w zestawieniu z Gryfonami - psami strażniczymi pilnującymi porządku i Puchonami - ogonem pozbawionym ambicji, umysłu i siły. Dostawcy żywności.
Gdy tylko zobaczył Mulcibera, rozpoznał jego twarz. Wszak byli spowinowaceni, cóż za niedopatrzenie, przeklął się w myślach, że tego nie sprawdził. Szedł prosto do niego w aurorskiej szacie, kropki teraz łączyły się bardzo szybko. Siostra Richarda uwiodła Thomasa, najstarszego z rodzeństwa Shafiq, złamała serce ich ojcu, który miał bardzo rozbudowane plany wobec swojego pierworodnego. Richard uciekł niedługo potem, jak Anthony mógł nie wiedzieć gdzie się skrył, jak mógł nie wiedzieć, skoro drugi z braci co jakiś czas powracał do jego myśli, miał z nim kontakt choćby i raz na dwa, trzy lata. Ale to nie Robert teraz był jego przeciwnikiem w słownej utarczce. Anthony zebrał się wewnętrznie i przybrał bardzo poważny wyraz twarzy.
– Uszanowanie. Jak rozumiem mam przyjemność z oficerem prowadzącym sprawę pana Smitha? – zapytał niezbyt finezyjną formą, wewnętrznie jednak cieszył się, że bariera językowa nie będzie w tym przypadku problemem. To co może nim być? Nie był pewien jak tą sprawę ugryźć. Z drugim z braci na tym etapie miał już sporą ilość doświadczeń – współpracy, zawodu, nostalgii. Ale Richard? Czy wspólna przeszłość, czy wspólna rodzina będzie przewagą czy utrudnieniem? Był tylko jeden sposób, żeby się przekonać.
Anthony czekał, aż zostanie zaprowadzony do prywatnych przestrzeni, gabinetu, sali konferencyjnej. Nie zamierzał w końcu omawiać sprawy smoczej czaszki na środku korytarza.
[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/ff/17/7b/ff177b3d1cff1e10021541fd8dec8d9e.jpg[/inny avek]
RE: [marzec 1954 | Norwegia] Forbannet av det evige, lå han i dvale der - Richard Mulciber - 06.04.2024
Shafiq Ministrem nie był, zatem czerwonego dywanu nie trzeba było rozwijać, aby go z należytymi honorami przywitać, czy jakąś inną ważną osobistością. Ale jako że przybył aż z prawdopodobnie Anglii, jako tamtejszy pracownik, chciano go dobrze przyjąć. Aby Brytyjskie Ministerstwo Magii nie miało im niczego do zarzucenia. Dla Norwegów może i jego nazwisko za wiele nie mówiło, to dla Mulcibera już bardzo wiele. Rodzina.
Może raz widzieli się na ślubie Violet i Thomasa?
Tajemnicą nie było, że Richard wyjechał do Norwegii, ale też nie pytano za często o niego. Skoro jeden z bliźniaków był w Londynie na miejscu. Kto miał styczność z Robertem i dobrze do zapamiętał, nie powinien mieć problemu z rozpoznaniem swojego bliźniaka w innym kraju. Choć mało kto o tym pamiętał.
Jeśli chodzi o siostrę. Zagrała wręcz zaskakująco, czego sam Richard nie potrafił. Kobiety bywały nieprzewidywalne. Dosłownie dopięła swego, działając także wbrew woli ich ojca. Zepsuła widocznie nie tylko plany ojca swojego męża, ale również swojego.
Richard zaprowadził do swojego biurka, gdzie przystanęli. Usłyszawszy słowa brata szwagra.
- Tak. Richard Mulciber. Auror.
Kultura wymagała się przedstawić. Utrzymując spokojny i uprzejmy ton, jak i odpowiadając w tutejszym języku. Należało odpowiednio przyjąć konsultanta do sprawy pewnego człowieka. Tym samym wyciągnął dłoń w kierunku Anthony’ego, aby uścisnąć. Pewna gra musiała być w Ministerstwie toczona. Nawet, jeżeli w jakimś stopniu byli rodziną. Kojarzyli się.
Sprawa w jakiej przyszedł Shafiq, nie wydawała się być zwyczajną, możliwą do prowadzenia w tutejszym obszernym biurze, gdzie pracowało wielu innych aurorów i brygadzistów. A spojrzenie wzajemne, oraz rzucenie okiem na sprawę w teczce, wystarczało aby zająć się tym w odpowiednim do tego pomieszczeniu. Na osobności. Zatem zaprowadził czarodzieja do pokoju, najczęściej przeznaczonego na przesłuchania świadków. Odosobnione od wszystkich innych. Cztery ściany. Zasłonięte okno, z widokiem na biuro. Byli sami.
Wpuścił Shafiqa, samemu wchodząc do środka jako ostatni, zamykając drzwi.
- Proszę usiąść.
Wskazał mu wolne jedno z dwóch krzeseł, znajdujące się po jednej stronie niewielkiego stolika. Richard zajął jedno z tych, znajdujących się naprzeciwko. Alkoholem do nie poczęstuje, ale może co najwyżej wodą i papierosem. W kącie pomieszczenia znajdował się stolik z dzbankiem wody i szklanki. Na stole zaś popielniczka.
Teczka ze sprawą wylądowała na biurku, przed Richardem.
- Sprawę omówimy w tutejszych zwyczajach, czy przejdziemy na ojczysty język?
Zapytał, jednocześnie z możliwą propozycją, pytanie zadając po norwesku. Nie musieli męczyć się z norweską komunikacją, a przejść po prostu na komunikację angielską. Nie tylko byłoby może im łatwiej, ale cała rozmowa byłaby w sumie między nimi. Sami w pomieszczeniu, którego nikt w sumie nie kontrolował. Richard wiedział, jak pewne fakty przetłumaczyć w rozmowie i piśmie inaczej. Tutaj nie było też zbyt wielu tłumaczy z angielskich stron.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Qqauj7T.png[/inny avek]
RE: [marzec 1954 | Norwegia] Forbannet av det evige, lå han i dvale der - Anthony Shafiq - 12.04.2024
[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/ff/17/7b/ff177b3d1cff1e10021541fd8dec8d9e.jpg[/inny avek]
Zagraniczny gość nie oczekiwał honorów, był tylko jednym z wielu szeregowych jeszcze pracowników. Zdawał sobie sprawę, że mógł poczekać mimo wszystko te kilka tygodni do ogłoszenia jego awansu, z drugiej strony może tak właśnie lepiej, gdy był nikim, robakiem w departamenckiej termitierze, a nie kimś ważnym, kto zamiast Francją zajmował się mało istotnymi amerykańskim gównem. Z resztą, konflikt z czasem mógł tylko eskalować, trzeba było rozwiązać problem jak najszybciej.
– Anthony Shafiq, reprezentant angielskiego Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziei, bardzo mi miło. – Przedstawił się również, choć zakładał, że jego bodaj szwagier wie dobrze z kim ma do czynienia. Nie musieli jednak tego pokazywać pozostałym pracownikom norweskiego biura.
Przeszedł we wskazane miejsce, zajął wskazane siedzenie i od razu wyłożył swoją teczkę na blat. Elegancki neseser obity był czarną skórą połyskującą nieznacznie natłuszczoną łuską. Złote wyglansowane obicia odbijały bez zastrzeżeń światło lampy niewielkiego biura.
– Bardzo dziękuję za propozycję, norweski... nigdy nie był językiem, którego potrzebowałem. Aż do kilku tygodni temu nie sądziłem, że moje kroki w najbliższych miesiącach, latach zawitają w tych... urokliwych terenach. – surowość natury, surowość ludzi... Daleko im było do słonecznej Italii, w której Shafiq zwykł odpoczywać i delektować się winem i operą.
– A tak, jestem przekonany, że w ojczystym języku prędzej uda nam się dojść do porozumienia. Mam dokumenty, które są kluczowe w tej sprawie, a do których dostarczenia zostałem zobowiązany, dla wyjaśnienia sytuacji. – mówił gładko, rzeczowo, odbierając Richarda przez pryzmat aury obowiązku i potrzeby wykonania pracy w pierwszej kolejności. Zawiesił się na moment nad teczką, nim wyciągnął zwitki zalakowanego pergaminu. – Mam oczywiście kopie w języku norweskim, nie spodziewałem się spotkać tu rodaka. – Umilkł, nie wspominając jeszcze o doskonale im znanym spowinowaceniu. Umilkł nie mając pewności czy nie są podsłuchiwani, czy Richard w ogóle chce w tym miejscu mówić o ich rodzeństwie, ostatnim spotkaniu, Mulciberach, Shafiq'ach i całej tej magicznej imperialnej zgrai. Pozostawiał mu tę decyzję, licząc na to, że nawet jeśli teraz będą udawać nieznajomych, to później znajdzie się moment na chwilę rozmowy. Był ciekaw. Nie tylko dlatego, że byli szwagrami, ale też ze względu na Roberta. Bliźniacy w takim oddaleniu od siebie, to musiało być trudne.
Wyciągnął dwie tuby, a zamknięty neseser postawił na ziemi przy nodze krzesła na którym siedział. Obie tuby były czarne, zapieczętowane przez... o dziwo... Departament Tajemnic. Jedna z nich miała złocistą krawędź, druga srebrzystą i to po nią właśnie sięgnął Anthony. Zwinięty pergamin (również zdobiony pieczęcią "niewłaściwego" Departamentu) był spisany po angielsku.
– Pragniesz się zapoznać z jego treścią, czy mam przybliżyć Ci wpierw sprawę? – jakież to szczęście, że formy grzecznościowe zaszyte były w kwiecistym języku i odpowiednio ułożonej gramatyce pytania. Język angielski pozostawiał pod tym względem więcej swobody, niż inne w którym konieczność dodawania "Pan/Pani", albo liczby mnogiej, definiowała niejako poziom zażyłości. Tu – wciąż bezpieczny, na neutralnej wodzie uprzejmości Anthony, czekał na dookreślenie tonu rozmowy przez swojego interlokutora.
RE: [marzec 1954 | Norwegia] Forbannet av det evige, lå han i dvale der - Richard Mulciber - 19.04.2024
Brytyjskie Ministerstwo Magii. Nie sądził, że kiedykolwiek w tym kraju, będzie gościł człowieka z Ministerstwa swojego ojczystego kraju. Pomijając już to, że miał przed sobą członka rodziny. Doskonale wiedział, kim jest Anthony. Jak tylko sobie jego osobę przypomniał, kiedy ostatnio mogli widzieć. Tutaj jednak trzeba było trochę poudawać znajomości i formalności zawodowe. Bowiem, jeżeli Shafiq przybył także w innym celu, trafiając przypadkiem na Mulcibera, to raczej możliwe byłoby porozmawianie w cztery oczy poza Norweskim Ministerstwem Magii.
Będąc już w odosobnionym pomieszczeniu, gdzie nikt nie będzie im przeszkadzał, mogli przejść do formalności sprawy. Richard w tym przypadku zaproponował możliwość rozmowy w ich języku ojczystym, niżeli pozwolić męczyć się szwagrowi siostry z norweskim słownictwem.
Pod względem klimatycznym, Norwegia mocno odstawała od krajów południowej Europy. Szczególnie tych cieplejszych położonych nad morzem Śródziemnomorskim. Tutaj najpiękniejsze krajobrazy tworzyła jedynie zima. Surowość cechująca ten kraj pokazywała i dawała doświadczenie w przezwyciężaniu trudności pogodowych. Przetrwania trudnych chwil. Zmagania się z różnymi klimatycznymi trudnościami.
Pozwalając mówić Anthony’emu, Richard w tym momencie otworzył swoją zwyczajną teczkę służbową, opisaną numerem i tytułem sprawy.
- Skoro masz kopię, ułatwi mi robotę. Nie będę musiał tłumaczyć.
Gdyby Shafiq nie był tak dobrze przygotowany, Mulciber musiałby dodatkowe dokumenty przetłumaczyć. Ułatwiało mu tę robotę w tej chwili, ratując od dodatkowego wielogodzinnego siedzenia nad tłumaczeniem papierów przy biurku. A jeżeli chodziło o rodaka.
- Sam bywam zaskoczony, takim obrotem sprawy. Spotykając rodaków w tym mieście.
Odpadł ogólnikowo, pokręciwszy lekko głową, że nie będą tutaj rozmawiać o sprawach rodzinnych. Dał mu tym sposobem znak, że najlepiej będzie, jeżeli skupią się nad sprawą w jakiej przyszedł Shafiq. Później mogą umówić się gdzie indziej i dokończyć rozmowę.
Richard utkwił wzrok w tubach, jakie miał ze sobą pracownik Brytyjskiego Ministerstwa Magii. Pieczęć Departamentu Tajemnic. Czemu to musi go nawet w Norwegii prześladować. Odwrócił wzrok i poczekał aż rozmówca przejdzie do rzeczy. To miejsce pracy, nawet jeżeli osobiście nie ma z nim nic wspólnego, nie przywoływał pozytywnych wspomnień. Jednak nie okazywał tego po sobie, udając najpewniej to, że daje swobodę Shafiqowi na przygotowanie odpowiedniej dokumentacji w obu językach.
- Mogę się zapoznać. Jednocześnie możesz wyjaśnić sprawę, ze swojego punktu widzenia.
Dał mu prawo głosu. Także porzucając oficjalne zwroty grzecznościowe, skoro się znają. A mówiąc w języku ojczystym, w zamkniętym pomieszczeniu, nie musieli się tymi szczegółami przejmować. Nikt im uwagi nie zwróci. Tym samym sprawdzi, jak wiele zdobytych informacji od jego człowieka, pokrywać się będzie z tym, co od niego usłyszy.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Qqauj7T.png[/inny avek]
RE: [marzec 1954 | Norwegia] Forbannet av det evige, lå han i dvale der - Anthony Shafiq - 25.04.2024
[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/ff/17/7b/ff177b3d1cff1e10021541fd8dec8d9e.jpg[/inny avek]
Język norweski nie był problemem dla gardła i podniebienia Anthony'ego. Dziedziczenie pobłogosławiło go możliwością zarówno rozumienia jak i używania każdego nowożytnego języka, co w oczywisty sposób predestynowało do pracy w dyplomacji. Apodyktyczny ojciec w swej surowości uczynił coś dobrego dla Anthony'ego i zadbał aby ten nie spoczął na laurach tylko uczył się niuansów lingwistycznych tak czy inaczej. I choć jego oko i zamierzenia były skierowane przede wszystkim w stronę Thomasa - starszego z braci, który uciekł z siostrą Richarda kilka lat temu - obecnie to Anthony traktowany był jako oficjalny dziedzic, a nadzieje w nim pokładane były bardzo, bardzo wysokie.
Widząc kiwanie na boki głowy Richarda, jego nieme ostrzeżenie, zrozumiał je w mig. Zrozumiał, że bezpieczny prywatny pokój wcale nie musi być taki bezpieczny i prywatny. Z drugiej strony ów gest był przyjemny, obiecujący, spoufalający. Łączyła ich teraz tajemnica ukryta pod płaszczem mowy ciała. Wysunął podbródek ku górze, odsłaniając szyję, uśmiechając się w podziękowaniu, choć z zewnątrz mogło to wglądać na gest arogancji angielskiego dupka.
– A zatem– podjął energicznie – Sprawa jest wagi międzynarodowej, powiedziałbym światowej. – spoważniał, skupiając się na twarzy aurora. – Jeden z naszych wybitnych jasnowidzów ustalił, że dla ciągłości kontinuum i uchronienia nas od klimatycznego kataklizmu, czaszka smoka, którą znaleziono na wykopaliskach w równonoc wiosenną, dwudziestego pierwszego marca, czyli cztery dni temu, musi koniecznie znaleźć się w Departamencie Tajemnic. Oczywiście, lepiej byłoby, gdyby ta sprawa została wcześniej dogadana na szczeblu obu ambasad, niemniej w toku przepowiedni było wyraźne wskazanie na fakt, że im mniejsza ingerencja rządu, tym korzystniejsza konkluzja i odsunięcie od siebie zagrożenia. – parafrazował treść dokumentu, który Richard miał przed sobą. Dokumentu podpisanego przez kilka osób, w tym Mulciberowi mogło wpaść w oko jedno nazwisko: Morpheus Longbottom, krukon, który był razem z Shafiqiem na roku, dwa lata niżej od bliźniąt. – Departament Tajemnic wybrał moją osobę na przekazanie tych dokumentów, ze względu na mój magiczny talent językowy. Zostałem zobowiązany do zabezpieczenia artefaktu oraz wyczyszczenia pamięci najemnikowi i zażegnania wszelkich możliwych nieporozumień – przedstawił swoją prośbę, wiedział, że to mogą być bardzo trudne, albo bardzo proste negocjacje. Teraz ruch należał do Richarda Mulcibera.
RE: [marzec 1954 | Norwegia] Forbannet av det evige, lå han i dvale der - Richard Mulciber - 29.04.2024
Anthony przez swojego ojca był widocznie traktowany lepiej niż jego brat. O czym świadczyły zapewne osiągnięcia i przykładanie się do swojej dziedzicznej roli w przyszłości. Z Richardem było odwrotnie. Ojciec nie widział w nim nikogo innego, jak tylko nieposłusznego dzieciaka, którego wywalił z domu zaraz po ślubie. Nie pozwalając nawet spróbować swoich sił w wymarzonym zawodzie swojego kraju. Zmuszony radzić sobie samodzielnie z żoną, nie miał innego wyjścia, jak nauczyć się obcego języka, aby móc funkcjonować i przeżyć w innym warunkach.
Sprawy dotyczące rodziny, Richard nie chciał poruszać w miejscu urzędowym. Nawet jeżeli pomieszczenie mieli odosobnione i swobodne bez udziału osób trzecich w celu rozwiązania jednego z problemów. Być może umówią się na inny dzień czy godzinę, to sobie porozmawiają. Richard, chętnie by z tego skorzystał.
Słuchał go, spoglądając na otrzymane dokumenty. Kiedy ten przeszedł do biadolenia astronomiczno wróżbiarskiego, Richard myślał, że wywróci oczami. Powstrzymał się od tego gestu, skupiając się na sprawie. Uniósł lewą brew ku górze, kiedy go tak słuchał. ”Sprawa międzynarodowej wagi… Bo jakiś wróżbita coś w niebie wyczytał?” – pomyślał.
- Chcesz mi powiedzieć, że ta skradziona czaszka smoka, będąca własnością tutejszego Muzeum Archeologicznego, miała trafić do waszego Departamentu Tajemnic, z powodu jakiejś wizji?
Zapytał, czy dobrze się z nim rozumiał, patrząc na Thony’ego. Przedmiot mieli zabezpieczony. Sprawca, który nie do końca ogarniał język, próbował kombinować na swoją niekorzyść, że musieli go zatrzymać. Nawet próba kradzieży wyszła mu marnie. Dopiero Richard mógł z nim rozmawiać, gdyż Amerykanie i Anglicy porozumiewali się podobnym, jeżeli nie takim samym językiem.
Spojrzał ponownie na dokument, przeczytawszy go uważnie. Wzrok spoczął mu na znajomym imieniu i nazwisku, Morpheusa Longbottoma. Westchnął. Kujony razem pracują. W Brytyjskim Ministerstwie Magii. A jemu tę szansę odebrano. Zazdrościł? Odrobinę.
- Nie wiedziałem, że współpracujecie razem.
Skomentował, bardziej dla siebie. Niżeli do Shafiqa. Ile jeszcze nie wiedział? Odległość bywała problematyczna.
- To nie będzie proste, Anthony.
Spojrzał na niego poważniej. Będzie musiał coś pokombinować, jeżeli ma im pomóc. Jeżeli czas ich gonił.
Odłożył dokument na bok i zajrzał do swojej teczki, szukając jednego pisma. Zawiadomienia Amerykańskiego Ministerstwa Magii. Czy znajdowała się tutaj kopia, jakoby mieli powiadomić ich i popełnieniu przestępstwa ich obywatela.
Dokumentu, nie znalazł. Znaczyło to, że najpewniej, nie poczyniono jeszcze ten krok.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Qqauj7T.png[/inny avek]
RE: [marzec 1954 | Norwegia] Forbannet av det evige, lå han i dvale der - Anthony Shafiq - 30.04.2024
[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/ff/17/7b/ff177b3d1cff1e10021541fd8dec8d9e.jpg[/inny avek]
Każdy miał swój krzyż, każdy miał swojego ojca. Anthony był zupełnie świadom tego, że rodzina pompowała w niego energię, aby stworzyć swoistą "kopię zapasową". Ostatecznie okazała się przydatna, głównie przez wzgląd na to, że pewien Shafiq uciekł z pewną Mulciberówną, sprowadzając dyshonor na rodzinę i całkiem niezły, choć niechętne korzystniejsze spojrzenie na Anthony'ego. Nie zazdrościł losu Richardowi, choć o tym będą mieli jeszcze być może okazję porozmawiać później. Nie teraz, nie w ścianach, które mogłyby mieć uszy.
– To nie jest byle jaka wizja, a w pełni usankcjonowana i zautoryzowana wizja, wciągnięta do oficjalnego rejestru. Jej treść jest w załączniku, w wersji norweskiej mam ją również przetłumaczoną, choć... – odchrząknął – im mniej osób jest zaangażowanych w proces, tym z oczywistych względów lepiej. – dodał zakłopotany. Jego mina wyrażała empatyczne współczucie i zażenowanie faktem, że przychodzi z takimi dokumentami, takimi papierami. Wiedział, że Norwedzy preferują runy i też problem mógł się pojawić na linii wróżbita-wróżbita, jak to było możliwe, że jeden jasnowidz coś zobaczył a drugi nie. Oczywiście i na to znajdowały się przyjemne dźwignie ludzkich umysłów, splatanie i doszukiwanie się schematu, wspólnej opowieści, sensu tam, gdzie go brakło. Zawsze była jakaś wróżba wieszcząca kataklizm. Ot, tym razem ktoś w Anglii odkrył jak temu zapobiec.
Zastrzygł uchem, choć pominął komentarz Richarda. Pod dokumentem podpisanych było kilka osób, mogło przecież chodzić o każdego. Choć oczywiście byłoby łatwiej, pod tym względem, gdyby auror prowadzący sprawę, nie znał ich zażyłości. Zwłaszcza, że to nazwisko Morpheusa było pod przepowiednią, mimo, że wciąż oficjalnie pracował pod skrzydłem Wizengamotu. Już niedługo, obaj pracowali na to przeniesienie w jedyne słuszne miejsce dla tego, który skradł swoje imię bogu snów.
– To nie będzie proste – padło w uszach i choć całym ciałem pokazywał napięcie i niesłabnące zaangażowanie w rozmowę, tak wewnętrznie odetchnął z ulgą. To zdanie znaczyło bowiem, że może liczyć na Richarda, że zawalczą o tę czaszkę razem. Przynajmniej na ten moment. Przynajmniej tak zinterpretował te cztery proste słowa.
– Doskonale zdaję sobie sprawę i... och, jesteś w tym miejscu, znasz je jak własną kieszeń. Co mogę zrobić, by ułatwić proces? Nie mam zbyt wielu narzędzi, ponad to z czym mnie tu wysłano, ale jestem gotów przejąć inicjatywę, jeśli to konieczne. – To jeszcze nie była propozycja łapówki, o nie! Jego sugestia nawet nie leżała koło ekwiwalentów, czy premii za poświęcony czas. Chciał jednak, żeby Richard wiedział, że ta furtka jest i czeka. Czasem pieniądze ją otwierały. Czasem przysługi. Anthony jeszcze nie miał tej pozycji, ale miał już środki i dostęp do ludzi, którzy dla odmiany pozycję mieli. Po głowie już chodziła mu wymiana z jakimś eksponatem brytyjskim, albo lepiej kairskim, to byłoby nawet prostsze do przeprowadzenia. Nie wykładał jeszcze tych kart na stół, czekał na odpowiedź aurora.
RE: [marzec 1954 | Norwegia] Forbannet av det evige, lå han i dvale der - Richard Mulciber - 02.05.2024
Wizje. Wróżby. Przecież to się nie sprawdzało. Wierzyli w jakiejś przedmioty, że kogokolwiek ochronią. Richard rozumiał artefakty, zaklęte przez jakieś rytuały czy zaklęcia. Ale wróżby? Przewidywanie przyszłości? Czytanie z gwiazd? Brzmiało to wszystko jak bajki. Jak sposób na biznes. Nie okazywał tego aż za bardzo, ale nie potrafił też nie powiedzieć tego jak on to widzi. Jak postrzega.
Tłumaczący się Shafiq, na którego twarzy pojawiło się zakłopotanie. Richard uniósł dłoń w geście, aby darował sobie wyjmowanie przetłumaczonej wersji wizji z Wysp Brytyjskich.
- Tłumaczoną wersję już podaruj. Ten powód ich nie przekona. Niech pozostanie przy tym, że ja to wiem.
Wyjaśnił spokojnie, chcąc krewnemu oszczędzić dodatkowego problemu, z tłumaczeniem się jakiejś wizji. Rozumiał, że dla nich to bardzo ważne, ale dla Norweskich urzędników i funkcjonariuszy prawa, niekoniecznie.
Widząc znajome nazwiska jako podpis w pewnym dokumencie, po prostu odczuł potrzebę skomentowania dla siebie ich współpracy. Odległość była poniekąd męcząca, że nie wiedziało się, kto gdzie pracuje ze swoich znajomych. Nie można jednak mieć wszystkiego.
Na kolejne słowa Shafiqa, Richard spojrzał na niego tak, jakby faktycznie miał zaraz poczuć coś na wzór łapówki. Pokręcił głową i sięgnął po swój podręczny aurorski notatnik z długopisem, ujmując go w lewą dłoń. Tak, byłe leworęczny. Otworzył notes i zaczął notować.
- Skontaktuj się z przedstawicielami Muzeum Archeologicznego w Oslo. Pracują tam także czarodzieje. Jeżeli uda Ci się pozyskać z nimi umowę na pożyczenie albo zakup tej czaszki, to może ją dostaniesz.
Odpowiadając, zapisał adres wspomnianego Muzeum, a także imię i nazwisko przedstawiciela tego miejsca. Konrad Amundsen, był czarodziejem i właścicielem owego przybytku. Być może Anthony’emu uda się z nim nawiązać nić współpracy.
To była jednak karteczka, jaką wyrwał z notesu i podał krewniakowi. Po czym naskrobał na kolejnej coś jeszcze.
- Jeżeli chodzi o sprawę tego Amerykanina. Nie wystąpili jeszcze z wnioskiem o jego przetransportowanie do Amerykańskiego Ministerstwa Magii. Ale mogą to zrobić w każdej chwili.
Dodał dla informacji, rozpisaną kolejną kartkę podsuwając Anthony’emu. Tam z kolei była napisana nazwa baru oraz adres jego lokalizacji w Oslo. Zaś poniżej, podkreślona porządnie treść ”wisisz mi piwo”. Można było to odebrać jako faktycznie chęć pomocy, jaką może udzielić mu Richard. Ale na tyle, ile pozwalają mu tutejsze znajomości i umiejętności.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Qqauj7T.png[/inny avek]
|