![]() |
|
[25.06.72]W służbie Feniksa. Piękna jest tylko prawda - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Śmiertelnego Nokturnu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=21) +--- Wątek: [25.06.72]W służbie Feniksa. Piękna jest tylko prawda (/showthread.php?tid=3039) Strony:
1
2
|
[25.06.72]W służbie Feniksa. Piękna jest tylko prawda - Bard Beedle - 03.04.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Bajarz V Sesję prowadzi Brenna L. Zadanie indywidualne Caina w ramach letniej serii W służbie Feniksa. Archie Sparrow był absolutnie przeciętnym czarodziejem. Przeciętnie wyglądał - miał twarz ani brzydką, ani piękną, nie rzucającą się w oczy i pozbawioną jakichkolwiek cech charakterystycznych, które mogłyby wyróżnić z tłumu, jego włosy miały nijaki, mysi kolor, a oczy najbardziej pospolity odcień brązu. Był przeciętnego wzrostu - miał 176 centymetrów, a mniej więcej tyle wynosił obecnie średni wzrost brytyjskich mężczyzn. Przeciętnie radził sobie z magią: gdyby ktoś zajrzał do jego wyników z hogwarckich egzaminów, znalazłby tam same zadowalające z kilku najistotniejszych przedmiotów. Przeciętne było jego pochodzenie - matka z jednego z nieco starszych rodów półkrwi, ojciec wnuk mugola, czyli dość czarodziejskich przodków, aby nie być od razu solą w oku śmierciożerców, ale za mało, aby ci czystej krwi nie traktowali go z góry i by nie był pewny, czy nie stanie się celem jakiegoś ataku. Przeciętny był i zawód: pracował jako barman w w niewielkim barze, położonym na samym skrzyżowaniu Horyzontalnej i Nokturnu. Przeciętne było i jego mieszkanie, leżące tuż nad nieco podejrzanym sklepem z magicznymi przedmiotami. Miejsce zatrudnienia i klientela, a także lokalizacja mieszkania, sprawiały, że przeciętny Archie Sparrow niekiedy słyszał nieprzeciętnie ważne rozmowy, plotki, stawał się świadkiem kłótni oraz widział przez okna, kto wchodzi do sklepu – albo zamieniał kilka słów z właścicielem i słyszał kolejne historyjki o klientach od niego. Nie należał do Zakonu Feniksa, nie wiedział nawet o jego istnieniu, ale kiedyś zdarzało mu się za przysługę czy monetę przekazać jakiegoś informacje Brygadzistom. A z czasem, w miarę jak postępowała wojna, zaczął i przynosić strzępy informacji osobom, które jak się mu zdawało – nie miały powodów lubić Voldemorta i śmierciożerców. Archie też ich nie lubił, dla nich w końcu był śmieciem. W pewnym momencie więc bywało, że zgadzał się wręcz spróbować czegoś dowiedzieć, że przypatrywał się stałym klientom baru, że podpytywał właściciela sklepu o konkretne osoby… Był przydatny. I jednocześnie wreszcie musiał prawdopodobnie się zorientować, że za niektórymi prośbami kryje się coś więcej niż ministerialnej śledztwo. Wiedział może niezbyt dużo, ale wciąż dość aby - gdyby zechciał te informacje przekazać niewłaściwym osobom - narobić trochę problemów. A chociaż wcześniej nie było żadnych powodów, aby w niego wątpić, Beltane zmieniło wiele, także tutaj. Archie Sparrow stał się w ostatnim czasie nerwowy, nie przekazywał już żadnych informacji sam z siebie, poproszony o sprawdzenie czegoś robił to niechętnie. Ktoś usłyszał nawet, jak twierdzi, że skoro Sami Wiecie Kto wdarł się aż do Limba, nie jest człowiekiem - i nie leży w ludzkiej mocy powstrzymanie go, lepiej więc trzymać głowę nisko. Miał pełne prawo się wycofać. Ministerstwo nie mogło go zmusić do współpracy, i na pewno nie zrobiłby tego Zakon Feniksa. Ale musieli wiedzieć, czy lojalność Archiego nie przeszła na tę drugą stronę. I upewnić się, że z jego pamięci zniknie parę drobnostek - tak, by sądził, że informacje przekazywał wyłącznie apropos ministerialnych śledztw. By sam nie wiedział, że być może miałby komuś związanemu ze śmierciożercami do przekazania coś więcej. A najlepszą osobą do sprawdzenia Sparrowa i w razie czego zmniejszenia zagrożenia był Cain Bletchley.
Archiego możesz znaleźć w barze, w sklepie, w jego mieszkaniu lub na ulicy po wyjściu z baru. Ustaw się w dowolnym miejscu, które ci pasuje. RE: [25.06.72]W służbie Feniksa. Piękna jest tylko prawda - Cain Bletchley - 05.04.2024 Ludzie według Bletchleya dzielili się na trzy grupy: na tych, którzy są użyteczni, na tych, których osobiście potrzebujesz i na tych, którzy stawali się zbędni. Ta filozofia, głęboko rozciągająca swoje sieci neuronów pod kopułą czaszki, łączyła chyba wszystkich Londyńczyków ze sobą, a może nawet wszystkich Anglików. Może nawet wszystkich Europejczyków i w końcu - ludzi całego świata. Ambiwalentne podejście do tematu, z uwagi na szeroko pojętą moralność i emocjonalność, potrafiła bardzo mocno zakręcić tym prostym, banalnym wręcz zdaniem i zasiać ziarno wzburzenia. No bo jak to - człowiek to nie przedmiot. Nie można powiedzieć, że dzisiaj go potrzebuję, więc może stać obok komody, ale jutro już skończy się termin jego przydatności, więc wyniosę go na złomowisko. Tylko że problem tego świata brzmiał właśnie tak: można. Za dużo rzeczy było można w tym popierdolonym świecie, zdziwaczałym i nasyconym gnojem i zepsuciem. Tutaj mogłeś mieć bliźniego, z którym dzielisz ostatnią kromkę chleba, a na drugi dzień ta sama osoba wbije ci nóż w plecy. Bo mogła. Nie miało znaczenia, czy mu się podobało, że tak już poukładano tę rzeczywistość. Zaprzeczanie faktom na niewiele się zdawało w perspektywie tego, jak wszystko wyglądało, natomiast Cain wiedział jeszcze jedno - dopóki zgrabnie oszukasz samego siebie, dopóty lepiej będzie wyglądał twój własny świat. Cóż z tego, że tylko iluzorycznie, skoro koniec końców to iluzje rządziły naszymi przekonaniami? W jedną z iluzji musiał wpaść człowiek całkiem przeciętny, z przeciętnej pracy i o przeciętnym pochodzeniu. To, czy miał krew czystą, czy zabrudzoną nie miało osobiście dla Bletchleya znaczenia, ale wiedział, że znaczenie ma dla samego Archiego i to nie dlatego, że sam się napinał, że nie ma błękitnej krwi. Wszystko dlatego, że musiało mieć dla niego znaczenie, bo dla innych je miało. Co spowodowało zmianę - pewnie się tego niedługo dowie. Istotne było to, że z worka "przydatny" wylądował w worku "na złomowisko". Dlatego list, który otrzymał od Brenny, przepełniał melancholią. Kolejny człowiek do zezłomowania. Kolejna konieczność wyrzucenia kogoś na śmieci i to przysłana spod pióra właśnie tej osoby, którą jest Brenna. Wiedziała, że niektóre rzeczy były konieczne, tak jak rozumiał to i wiedział sam Cain, ale chociaż nie znał osobiście człowieka, którego miał odwiedzić (głównie przez to, że go nie znał) to w zupełnej normie przyjętej misji była ta malutka kropla żalu. Znowu. Cain już kolejny dzień kręcił się w okolicy baru, w którym pracował mężczyzna. Zarzucił na siebie zaklęcie iluzji, które trochę zmieniało jego rysy twarzy, włosy, głos - nie był to eliksir wielosokowy, ale przynajmniej nie trzeba było za niego płacić i odwiedzać sklepu z eliksirami. Po pracy przychodził tutaj - i siedział. Obserwował. Niby to coś pił czy jadł, czytał gazetę czy był po prostu gościem z fajką w ręku pod barem, albo tym, co zagadywał jedną czy drugą kobietę, albo podpytywał o ostatnią wypowiedź Szefa Biura Departamentu tego a tamtego w związku z tym a tamtym, co pojawiło się na przełomie ostatnich dwóch tygodni w Proroku. Przypatrywał się. Uważał. Słuchał. Patrzył na ręce Archiego, uważał na gości, którzy go odwiedzali i zamieniali z nim więcej słów - albo właśnie podejrzanie mało - patrzył, jakie robił ruchy i jak się zachowywał, czy coś konkretnego wzbudzało jego niepokój, czy to jakaś paranoja narastająca w tym człowieku. Znał ludzi z półświatka, znał przyzwyczajenia czarodziei, którzy mieli więcej do ukrycia niż chcieli pokazać, miał wszystkie narzędzia niezbędne do tego, żeby wyciągnąć okruszynki informacji. Nie dziś, to jutro. Nie jutro - pojutrze. Tydzień. Dawał sobie normalnie o wiele więcej czasu - Bletchley był człowiekiem, który mógłby coś takiego robić i rok - ale zazwyczaj dawał sobie miesiąc. Z bardzo prostej przyczyny - zazwyczaj jeśli ktoś dzielił się informacjami, to w przeciągu miesiąca miałeś szansę zaobserwować pewne normy. Albo właśnie próbę wprowadzenia chaosu. Ile razy w tygodniu przekazywane są informacje? Albo może raz na miesiąc? Tydzień. Teraz musiał wystarczyć tydzień, włącznie ze sprawdzeniem, Z KIM się Archie kontaktował (o ile w ogóle) zanim i tak przejdzie do bezpośrednich działań. Obserwacja Archiego włącznie z aurowidzeniem [roll=Z] [roll=Z] RE: [25.06.72]W służbie Feniksa. Piękna jest tylko prawda - Bard Beedle - 05.04.2024 Naturalną barwą aury Archiego był przede wszystkim brązowy – ten jego odcień, który sugerował materializm i dość twarde stąpanie po ziemi. Teraz jednak brąz w wielu miejscach blakł, zamieniając się w szarość: w sposób sugerujący nie, że taki był po prostu charakter mężczyzny, ale też wskazujący na to, że nie jest to wahanie nastroju. Zmiana utrzymywała się bowiem w kolejnych dniach. Cain łatwo mógł wywnioskować, że raczej od jakiegoś czasu coś przygniatało umysł i duszę czarodzieja, odbierając mu chęci do życia. Wpędzając go w coraz większą obojętność lub w strach. Być może w oba? Nie było jednak tego widać na pierwszy rzut oka. Ilekroć Sparrow był na zmianie, uwijał się przy barze, uśmiechał do klientów i niekiedy zamieniał kilka słów z tym czy owym, bo taki już los barmana. Z niektórymi rozmawiał dłużej, zwłaszcza jeśli bar akurat nie był pełny - łatwo było domyśleć się jednak, że to po prostu stali goście. W otaczających go niciach powiązań Cain ani razu nie zauważył niczego naprawdę znaczącego: wydawało się, że Archie ani szczególnie nie lubi, ani nie nienawidzi swoich współpracowników czy gości baru - jedną dziewczynę darzył bez wątpienia pewną sympatią, ale i kolor tej nici nie wskazywał na bardzo głęboką przyjaźń. Najwyraźniej nie zawierał bliskich relacji w miejscu pracy... a może nie posiadał ich wcale? Ze strzępów rozmów, które niekiedy mogły dolecieć uszu Caina, wynikało, że Archie wolał raczej słuchać niż mówić, rzadko komentował sytuację w Wielkiej Brytanii (obojętnie w jakim aspekcie). Niekiedy zaczynał zadawać pytania bardziej... podstępne, mogące potencjalnie przynieść mu informacje, ale potem zwykle przestawał, jakby przypominał sobie nagle, że niekoniecznie chce znać odpowiedzi. Raz tylko przerwał rozmowę dość gwałtownie: gdy jeden z klientów głośno narzekał na działania śmierciożerców i konserwatyzm czystej krwi. Archie nie zganił gościa, a w jego aurze nie było ani śladu oburzenia czy złości, raczej pewną nerwowość. Mruknął, że niebezpiecznie rozmawiać o takich sprawach i znikł na dobre parę minut na zapleczu. Nie wyglądało na to, by jego kontakty stały się szczególnie podejrzane – a raczej by były dziwniejsze i bardziej podejrzane niż u przeciętnej osoby, pracującej w takim miejscu. Klientela baru była w końcu różna. Gwałtowniejsze poruszenia w aurze Sparrowa dało się dostrzec dwukrotnie. Dwa razy na swojej zmianie, raz dość krótko, drugi raz przez dobrą godzinę, ta była zabarwiona odrobiną strachu i nerwowości, raczej wynikających z sytuacji niż ogólnego samopoczucia. Nie wydarzyło się nic niezwykłego, co mogłoby uzasadniać, a przynajmniej Cain czegoś takiego nie zaobserwował, ale albo jakaś wcześniejsza rozmowa wytrącała Archiego z równowagi, albo w barze przebywał ktoś, kto wywoływał w mężczyźnie obawę. RE: [25.06.72]W służbie Feniksa. Piękna jest tylko prawda - Cain Bletchley - 06.04.2024 Rozważał, czy chciał badać dalej sprawę bardziej namacalnie, czy przejść od razu do konkretów. Rozważał, jakim człowiekiem jest osoba, której codzienne życie poznawał. Osoba, której brakowało znajomych, brakowało przyjaciół, do której w przeciągu tygodnia nie zajrzała nawet rodzina. Kończył się miesiąc, a Cain nie chciał ryzykować, że jakiś cenne informacje mogłyby wyciec różnymi sposobami, których kontrolować nie mógł. Przede wszystkim dlatego, że nie mógł być w kilku miejscach na raz i nie mógł mieć tego miejsca ani Archiego na oku przez cały czas. Najchętniej zaś chciał mieć na niego dwoje oczu. Czy jakieś wiadomości wylatywały specjalne wraz z jego sową, a może przylatywały? Albo jeśli się z kimś spotykał, to akurat tylko raz na dwa tygodnie, albo nie spotykał się wcale. Archibaldzie Sparrow, kim jesteś? Kiedy 25 Archibald poszedł kolejny wieczór do pracy, Cain poszedł do jego mieszkania. Nie spodziewał się wielkich zagrożeń, pułapek na drzwiach, skomplikowanych zamków, które nie pozwolą mu się dostać do środka. Przynajmniej nie spodziewał się takich, z którymi nie potrafiłby sobie poradzić. Nie przystoi to aurorowi, ale jeszcze nie było takiego miejsca, gdzie zamartwiałby się tym, co mu przystoi a co nie, kiedy był sam, kiedy miał wolną rękę działania. Tym bardziej, kiedy był poza godzinami pracy. Odczekał z pół godziny, żeby się upewnić, że mężczyzna nie zwróci, bo zapomniał zegarka, dokumentów czy ulubionej chustki z domu i ruszył do jego mieszkania. Dbał o to, żeby nie zostawiać żadnych śladów swojej obecności, chociaż najpierw ocenił, jak bardzo musi o to dbać. W końcu to wszystko było grą czasu. Nie spodziewał się pedantyzmu, ale ludzie potrafili zadziwić. Dzienniki, listy, papierki, zwitki, nawet kosz na śmieci, w którym były papiery, szczególnie takie, które mogły być potargane i nie zostały spalone. Ślady magii - ten specyficzny smród czarnej magii, może był tutaj obecny, może ktoś odwiedził Archibalda i zrobił mu coś, zmusił do czegoś? Byłby o wiele bardziej zadowolony nie musząc temu człowiekowi wchodzić do głowy z uwagi już na swoją własną wygodę, a idąc poprzez to, że takie rozwiązania były dobre, kiedy potrzebne były naprawdę na już. Człowiek, który nie był niczemu winny przecież niekoniecznie zasługiwał na to, żeby ktoś zwiedzał królestwo jego duszy. Bujało się to gdzieś pomiędzy zdrowym egoizmem, a tym, że ten człowiek był już wystarczająco mocno ometkowany jako zbędny element prowadzonej gry. Przeszukał więc szczegółowo i ostrożnie jego mieszkanie, dał sobie na to kilka godzin, żeby czasem Archie nie przyłapał go tutaj wracając z pracy. Starał się, żeby wszystko zostało przy tym na swoim miejscu. Rzut na wyszukiwanie informacji w domu Archiego [roll=Z] [roll=Z] RE: [25.06.72]W służbie Feniksa. Piękna jest tylko prawda - Bard Beedle - 06.04.2024 Mieszkanie Archibalda było zabezpieczone – jak większość mieszkań czarodziei, bo władając magią aż nazbyt łatwo się włamać, a chyba nikt nie lubi wracać do okradzionego lokum. Sparrow jednak nie był na tyle bogaty, by pozwolić sobie na zabezpieczenia bardzo zaawansowane, Cain zaś był aurorem, a sztuka… złodziejstwa też nie była mu obca. Zdołał przełamać zarówno zaklęcie, którym obłożono drzwi, jak i otworzyć zamek, chociaż musiał postarać się trochę bardziej, bo zwykłe alohomora nie zadziałała za pierwszym razem. Kawalerka Archiego była równie nijaka jak on sam. Kuchnia i pokój, dość spory – za mały dla rodziny, ale wystarczająco wygodny dla samotnego mężczyzny. Brak jakichkolwiek ozdób czy dekoracji, za to trochę osobistych akcentów, jak plakat jakiegoś zespołu, parę książek na półce, proporczyk Hufflepuffu, wyblakły, pewnie pochodzący jeszcze z hogwarckich czasów. Nie panował tutaj bałagan, chociaż Archie z pewnością nie był też pedantem. W zlewie w kuchni było trochę brudnych naczyń, podłoga wymagała zamiecenia, ale większość rzeczy pozostawała ułożona, być może ze względu na to, że przestrzeń wymagała podstawowego porządku, aby nie stać się nadmiernie zagraconą. W mieszkaniu nie było ani śladów zniszczeń, ani wcześniejszych przeszukań ani nie unosił się w nim charakterystyczny zapach, który mógłby wskazywać na to, że ktoś korzystał tu z czarnej magii. Przeszukując kuchnię, szafki, zaglądając do koszy na śmierci, Cain mógł zaobserwować, że Archibald Sparrow ostatnio bardzo dużo pił – ilość pustych butelek i puszek wyraźnie wskazywała na to, że uciekał w alkohol. Pilnie śledził też obecną sytuację w Wielkiej Brytanii. Auror znalazł nie tylko gazety, ale też wycinki prasowe, wszystkie z ostatnich dwóch miesięcy, i wszystkie dotyczące albo Beltane, albo poczynań śmierciożerców – czy też takich, które mogły być w jakiś sposób z nimi powiązane. W mieszkaniu nie było żadnego pamiętnika, zapisków prywatnych, w szufladach biurka tylko kilka listów, otrzymanych od znajomych czy krewnych. W większości z nich też nie znajdowało się nic szczególnie podejrzanego. Poza jednym. Ten musiał pisać Archie – nie zdążył go jeszcze wysłać. Doradzał niejakiej Marthcie (dwa inne, starsze, i zupełnie niewinne listy od niej, sprzed maja jeszcze, też leżały w szufladzie), aby przestała pisać artykuły na temat Beltane i poczynań śmierciożerców: bo prędzej czy później drogo za to zapłaci. Oni są już wszędzie, Martho. Nie da się przed nimi uciec. Jak miałoby to być możliwe, skoro Czarny Pan wszedł nawet do Limbo? – kończył swój list Archibal Sparrow. RE: [25.06.72]W służbie Feniksa. Piękna jest tylko prawda - Cain Bletchley - 11.04.2024 Cain zastukał palcem w blat, pochylony nad tym listem. Tak, wszędzie. Byli wszędzie i tak jak Cain zawsze miał kłopoty z zaufaniem względem ludzi, tak odkąd pojawili się ONI problem z zaufaniem nie stał się problemem. Stał się codziennością, w której ciągle oglądasz się za plecy i martwisz, w kogo tym razem zostanie wymierzona różdżka, którą oni nazywali "sprawiedliwością". Masz czystą krew? Wspaniale. Jesteś mugolakiem - jesteś również celem. Nic nie wskazywało na to, żeby ktoś się tutaj stał bezpośrednią ofiarą CZEGOŚ. Cain miał bardzo prostą, nader ludzką teorię, którą mógł zamknąć w jednym słowie: egoizm. Zdrowy i naturalny egoizm mający pobudki w czystym instynkcie samozachowawczym. Nie chcesz prowadzić współpracy z ludźmi, którzy przeciwstawiają się takiej osobie jak Czarny Pan. Nie chcesz się narażać, przestajesz chcieć się wychylać. W końcu stajesz się sam ofiarą paranoi, gromadząc artykuły na ten temat i szukając bezpiecznego schronienia tam, gdzie nie miało prawa być dobrze. Stajesz się cieniem samego siebie. Starasz się żyć, a tutaj każdego dnia może dotrzeć do ciebie nowa wiadomość o śmierci, albo Śmierć może sama zapukać w twój próg. To życie... jak to w ogóle można było życiem nazywać? Odsunął się od biurka, poprawiając kartkę, którą przesunął i obrócił do tego cichego domu. Szkoda mu było człowieka, który tu mieszkał. Tak jak szkoda mu było każdego, kto padł ofiarą tego strachu. Jak szkoda było ofiar, które niewinnie ucierpiały. Nijak to nie wpływało na to, co należało zrobić. Nie opuścił mieszkania tak, jak zamierzał. Usiadł w fotelu i ściągnął rzemień z kamieniem, który służył mu do hipnozy, z szyi. Położył różdżkę na oparciu fotela. Pewien, że przeszukał potencjalnie każdy zakamarek tego miejsca, w jakim mogłoby coś zostać wetknięte, pozwolił sobie na chwilę rozluźnienia w oczekiwaniu na mieszkańca tego miejsca. Zmęczony, pragnący snu po długim wieczorze i nocy pracy w barze przyjdzie tutaj jako potencjalnie łatwa do zmanipulowania ofiara. Cain nawet nie planował wchodzić z nim w dyskusję. Człowiek, któremu uginały się kolana pod ciężarem tych doświadczeń nie powinien być narażany na niebezpieczeństwo i jeszcze większy stres związany z byciem informatorem, prawda? Ach, gdyby tylko ten świat był tak uroczo czarno-biały... Cain by go wykorzystał w gruncie rzeczy, nawet jeśli było mu go szkoda. Za pomocą hipnozy, w najmniej inwazyjny dla niego sposób, ale zrobiłby to, gdyby nie prośba Brenny. Mógł mu współczuć. Mógł uważać, że to nie było dobre. Wróg nie liczył tego, co jest dobre, a co jest złe. On też nie zamierzał więc przebierać zanadto w środkach. Jak tylko drzwi zaczęły się otwierać to Cain uniósł różdżkę, żeby wymierzyć zaklęcie w Archibalda, kiedy przekroczy próg. - Nic nie mów. Zamknij drzwi. Siadaj. - Nakazał mu magią zauroczenia, wskazując różdżką kanapę naprzeciwko siebie i rozwijając na palcach rzemień z kamieniem. Pewnie czegoś takiego Archibald się bał. Że Śmierciożerca się pojawi i zrobi z nim coś naprawdę, naprawdę złego. - Współpracujesz ze Śmierciożercami? - Miał do niego właściwie tylko to jedno, jedyne pytanie. Na przejęcie kontroli nad Archibaldem [roll=PO] [roll=PO] RE: [25.06.72]W służbie Feniksa. Piękna jest tylko prawda - Bard Beedle - 11.04.2024 Mijał czas, sekundy zmieniały się w minuty, minuty w godziny. Aurora czekała długa, i z jednej strony nudna, z drugiej pełna napięcia noc. Archibald wrócił późno: Cain wszak zaczął przeszukiwać mieszkanie niedługo po jego wyjściu, a metodyczne przejrzenie wszystkiego, co się dało, nie mogło na tej niedużej przestrzeni zająć więcej niż dwie godzin. Długie godziny przyszło więc mu spędzić w lokalu, nim zamek zazgrzytał i w drzwiach stanął Sparrow. Blady, z podkrążonymi oczyma, w ubraniu cuchnącym dymem, alkoholem i potem, zmęczony po pracy, kolejnym szarym dniu, pełnym tych samych obowiązków. Zdążył dostrzec Bletchleya. Zdążył zrozumieć, że grozi mu niebezpieczeństwo. Jego oczy szeroko otworzyły się z przerażenia, strach zabarwił aurę. Dłoń mężczyzny odruchowo powędrowała do kieszeni i Archie zrobił krok w tył, ale nie zdołał zrobić niczego, co mogłoby powstrzymać niespodziewanego gościa przed przeprowadzeniem swojego planu. Był w końcu przeciętnym człowiekiem, nie szkolono go do radzenia sobie w sytuacjach zagrożenia. Zaklęcia tego typu jak to rzucone przez Caina nie były trwałe, ale te kilka sekund, podczas których zamroczona Archie wszedł w głąb pomieszczenia wystarczyły, aby auror wyciągnął wahadełko. Nie było trudno zapanować nad jego wolą. Może nigdy nie był szczególnie silny pod tym względem. A może zmęczony codziennością i tymi godzinami pracy stał się łatwym celem. Może szarość w jego aurze wszystko ułatwiała. - N...nie wiem - odparł na pytanie Caina i, nawet pod wpływem hipnozy, wzdrygnęła się lekko. Sam nie był pewien. Nigdy nie chciał współpracować że śmierciożercami, nigdy nie szukał kontaktu z nimi, a i sam był przecież nikim. Drobną rybką w bajorze Nokturnu. Nie było powodu, aby śmierciożercy przychodzili do niego, a raczej był - Archie donosił Zakonowi - ale przecież słudzy Voldemorta nie mieli o tym pojęcia. A jednak pewna klientela w barze sprawiała, że sam nie był pewny komu i w czym pomagał. I chciał już tylko spokoju. RE: [25.06.72]W służbie Feniksa. Piękna jest tylko prawda - Cain Bletchley - 30.04.2024 Nie wiem. Odpowiedź, która mówiła wszystko, a jednocześnie sprawiała, że Cain wypuścił powietrze z płuc w odruchu niechęci. Skoro nie wie to znaczy, że są takie podejrzenia. Skoro są takie podejrzenia to Bletchley nie mógłby tego nie sprawdzić i to z wielu względów. Na ile istotne było, żeby ten człowiek tutaj był bezpieczny? Zadbanie o siebie samego stanowiło czasami największe wyzwanie. Choć byli tacy, którzy chcieli, żeby o nich zadbano, bo sami nie potrafili. Archie? Robił co mógł. Czasami to było za mało. - Na imię mi Raziela, Archie. - Przedstawił się, chociaż Archie nie będzie tego pamiętał. - Pomagałeś mi zyskiwać informację na temat ludzi, którzy chcą krzywdzić takich jak ty. - Nie jemu bezpośrednio, ale Cain układał narrację pod to, co mu pasowało i tak, żeby postarać się trafić do tego człowieka bez tańczenia na koniuszkach palców. - Dziękuję za pomoc i wybacz, proszę, te środki ostrożności. Kontakt ostatnio mi się z tobą urwał i bałem się, że ktoś zaczął się pod ciebie podszywać. - Cain opuścił różdżkę w ramach pokazania, że rzeczywiście tych złych zamiarów nie ma. - Nie jesteś pewien, czy Śmierciożercy są w twoim otoczeniu. Możemy spróbować to odkryć, jeśli pozwolisz sobie pomóc. I już nigdy więcej mnie nie zobaczysz. Wystarczająco wiele zrobiłeś, dziękuję. Czas, żebym to ja zrobił coś dla ciebie. - Wahadełko leniwie bujało się zwieszone z palców Caina, kiedy już ściągnął rzemień z szyi. Na hipnozę. [roll=PO] [roll=PO] [roll=PO] RE: [25.06.72]W służbie Feniksa. Piękna jest tylko prawda - Bard Beedle - 30.04.2024 Na szczęście dla Caina, nie potrzeba było modyfikować bardzo wielu wspomnieć Archibalda - przekazywał informacje pojedynczym osobom i wiedział zaledwie mgliście, że te są powiązane z jakąś organizacją. Zastąpienie ich nieistniejącym Razjelem, sugestia, że ten był związany z Ministerstwem, powinny wystarczyć. Zwłaszcza, że Archie poddał się niemalże z ulgą, gdy tylko usłyszał, że nigdy więcej "Razjela" nie zobaczy: że zrobił już dostatecznie dużo. Nie wierzył już w powodzenie Ministerstwa ani żadnych pojedynczych czarodziei, działających gdzieś w podziemiu. Dla niego ta wojna została rozstrzygnięta podczas Beltane i choć nienawidził śmierciożerców tylko jeszcze goręcej niż wcześniej, nie miał już siły, by cokolwiek z tym zrobić. Niezależnie od tego, czy współpracował ze śmierciożercami, czy nie, było jasne, że Zakon już nie może liczyć nie tylko na jego wsparcie, ale nawet na dyskrecję. - Dobrze. Dobrze - zgodził się, a jego głos zadrżał. - Oni są już wszędzie. Wdarli się do Limbo... Nie chcę umierać, gdy przejmą władzę - wyszeptał i wzdrygnął się. - Nie... nie próbujcie. Po co? On po prostu przychodzi do baru. Wszyscy się go boją. N... nie wiem, czy jest śmierciożercą, ale zna czarną magię. Czasem o kogoś pyta, a ja... ja odpowiadam. Ale pyta tylko o bywalców baru. Archie mógł równie dobrze ulegać tutaj swojej narastającej paranoi i dopatrywać się działalności sług Voldemorta tam, gdzie niekoniecznie ta miała miejsce, jak słusznie przeczuwać, że człowiek kręcący się po barze i wzbudzający strach miał coś wspólnego ze śmierciożercami. Być może to gdy ten mężczyzna pojawiał się w barze, aura Sparrowa zaczynała szaleć z niepokoju. Niezależnie od prawdy, najwyraźniej ten osobnik nie podejrzewał Archiego o żadne kontakty z ruchem oporu - raczej wykorzystywał go do podpytywania o kogoś, kto go interesował. To była ta dobra informacja. Gorszą był fakt, że Archibald mógł powiedzieć mu i coś więcej, jeśli tamten zacznie wypytywać albo jeżeli Sparrow uzna, że w ten sposób kupi sobie bezpieczeństwo... RE: [25.06.72]W służbie Feniksa. Piękna jest tylko prawda - Cain Bletchley - 10.05.2024 Każdy zasługiwał na drugą szansę, prawda? Nie. Nie każdy. Nie do niego należało osądzać - był tylko spowiednikiem, Tajemnicą Boga, kuferkiem sekretów, który jak Pandora czekał na otworzenie i wylanie na świat całego zła. Opuszczanie ognistego miecza na głowy niewiernych zostawiał temu, kto go dzierżył. Choć czasem sam był przedłużeniem tej ręki, kiedy musiał uznać, że tak będzie lepiej. Dla ludzkości, dla świata, warto poświęcić jednostkę, żeby uratować pięć innych, jeśli ta jedna jednostka podkłada swoją moralność pod własną dupę, żeby się nią wytrzeć. Nie do Caina należało więc osądzanie, a jednak robił dokładnie to, co uważał za słuszne. Nawet jeśli ktoś mógł się na niego obrazić, jeśli ktoś mógł go źle potraktować, jeśli smutek miał się rozlać po twarzach. Mogli tutaj udawać, że to wszystko dla dobra tego mężczyzny, ale to właśnie to samo udawanie było dla jego dobra. Ta gra, która się zaczęła. Cain i tak musiał dostać te informacje i tak musiał skasować mu pamięć, i tak musiał wejść do jego głowy przynajmniej częściowo, żeby dostać dokładny rysopis mężczyzny, jaki był wspominany. To by się stało. Mogli to robić w ten sposób, żeby komuś było lżej i czuł się lepiej po całym procesie, albo gwałtem i siłą. Cain nie wahał się przed celem, jedynie przebierał w dostępnych środkach. - Skup się na tym. - Uniósł wahadło, żeby w pełni skupić na nim wzrok mężczyzny i wstał z fotela, żeby do niego podejść. Bardzo powoli, nie było w tych ruchach żadnej gwałtowności ani agresji. - Wszyscy się go boją. Pyta. O co dokładnie? O kogo? Czy to nie tylko twoja paranoja? Skąd wiesz, że zna czarną magię? - Pytania zadawał równie powoli, pozwalając mężczyźnie na nie odpowiadać i robiąc pauzy. - Pokaż mi jak wygląda. Może być prostym czarem iluzji. - Podpowiedział mu, gdyby brakowało mu ku temu kreatywności. - Czy jest coś jeszcze, co powinieneś powiedzieć twojemu aniołowi stróżowi?- Nikim takim nie był, ale narrację mógł podtrzymać. I tak zaraz będzie po wszystkim. Mężczyzna zaraz o nim zapomni. Będzie siedział tutaj sądząc, że wrócił z pracy i zasnął. Tak będzie dla niego lepiej. I dla ludzi, których Cain miał obowiązek chronić. - Archibaldzie. - Zwrócił się do niego, kiedy już miał pewność, że niczego więcej z niego nie wyciągnie. - Kiedy stąd wyjdę to zapomnisz o naszym spotkaniu i tej rozmowie. Zapomnisz, że przekazywałeś ruchowi informacje i jakie to były informacje. Śmierciożercy nie wygrali. Będziesz na siebie uważał, ale będziesz spokojniejszy. - Kryształ bujał się na boki przed oczami mężczyzny. - Tego wieczoru wróciłeś do domu, byłeś zmęczony, usiadłeś na fotel i zasnąłeś. A jutro będzie lepszy dzień. - Wahadło się zatrzymało. Cain był gotów zostawić mężczyznę w samotności. [roll=PO] [roll=PO] |