Secrets of London
[21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają (/showthread.php?tid=3099)

Strony: 1 2 3


[21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Bard Beedle - 13.04.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Bajarz V
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III


Kampania Zakonu Feniksa: Zagłada Domu Juliusów. Etap I, sesja nr 1.
Sesję prowadzi Brenna L.


Księżycowy Staw był niezamieszkany od ponad dziesięciu lat, a i wcześniej przechodził z rąk do rąk i nikt specjalnie o niego nie dbał.
W efekcie posiadłość podupadła i mogła wydawać się nie najlepszym zakupem, mimo bardzo atrakcyjnej ceny. Kluczowy był tutaj jednak cel jej istnienia. Budynek był położony na uboczu, z dala nie tylko od Londynu, ale i miejsc, które chętnie odwiedzali czarodzieje. O Juliusach, dawnych panach tego miejsca, już praktycznie wszyscy zapomnieli. Nikt nie bywał tutaj od wielu lat, nikt nie zwracał na posiadłość uwagi. Las i staw oddzielały ją od wścibskich spojrzeń sąsiadów - a i w okolicy nie mieszkało wielu ludzi, zaledwie parę domków leżało dziesięć minut drogi piechotą od dawnej rezydencji. Gdy pieniądze przeszły z rąk do rąk, kiedy dom zapisano nawet nie na Brennę, a jedną z krewnych z Potterów, nikt nie miał powodów zwracać uwagi na tę transakcję i w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby zauważyć, że w Księżycowym Stawie znów pojawią się ludzie. Z czasem to miejsce mogło więc zamienić się w jedną z bezpiecznych lokacji Zakonu, o których utworzenie poprosił Dumbledore. Nowy dom, położony w bardziej ruchliwej okolicy, mógłby zwrócić uwagę, a przecież nie chcieli otwierać biznesu.
Chcieli pozostać niezauważeni.
*

Dom był spory i kiedyś, w czasach świetności, musiał pięknie się prezentować. Na parterze mieściły się duży salon, gabinet, biblioteka, a na tyłach budynku kuchnia. Na piętrze – siedem sypialni, niegdyś należących do członków rodziny Juliusów oraz niewielka bawialnia, używana zapewne przez panią domu. Poddasze również było użytkowane i tam znajdowały się pomieszczenia zajmowane zapewne przez służbę.
W budynku pełno było kurzu, starych mebli i wiekowych przedmiotów oraz wspomnień.
Od zakupu do momentu, w którym mogliby używać tego miejsca, była jeszcze daleka droga. W pierwszej kolejności należało rozejrzeć się po domu – zobaczyć, co trzeba naprawić, o jakie zabezpieczenia zadbać, a także przede wszystkim sprawdzić, czy budynek nie kryje jakichś przykrych niespodzianek. W starych domostwach czarodziejów lubiły czasem zagnieżdżać się niekoniecznie przyjazne stworzenia, a i poprzedni właściciele mogli porzucić tutaj różne, magiczne przedmioty rozmaitej natury. Nie wspominając o tym, że konieczny był swego rodzaju remanent: wyrzucenie niektórych rzeczy, zdecydowanie o naprawie innych, sprawdzenie, co jest w dobrym stanie i może służyć dalej, ocenienie, w jakim stanie jest ogród...
Brenna – z typowym dla siebie realizmem albo fatalizmem, zależy kogo spytać - stwierdziła, że nie zdziwi się, jeśli ogród zarosły diabelskie sidła, w zasłonach pełno będzie bachantek, jakieś lustro okaże się przeklęte, a w piwnicy zamieszkały ghule. O świcie przed posiadłością aportowała się więc całkiem spora grupa: mieli tutaj spędzić docelowo dwa najbliższe dni. Każde ręce mogły się przydać, wszyscy pewnie byli ciekawi, ale i spodziewając się wszystkiego dobrze było mieć na miejscu kilka osób o różnych specjalizacjach.
*

Morpheus, Erik i Patrick mieli rozejrzeć się po piętrze.
Księżycowy Staw kilkakrotnie zmieniał właścicieli – ostatni opuścili tu miejsce dziesięć lat temu. Można by się spodziewać, że to oni odcisnęli na tym miejscu swoje piętno najbardziej, ale już wchodząc na górę przez salon, mogli dostrzec stary, pokryty kurzem portret. Kobieta siedziała w fotelu, trzymając w ramionach niemowlę, o oba podłokietniki opierały się dwie kilkuletnie, identyczne dziewczynki. Na drugim fotelu siedział dziewczynka, o oparcie podbierał się nastolatek, a za nim stał mężczyzna, z kolejną dziewczynką na rękach.
Podpis głosił, że to rodzina Juliusów.
Najwyraźniej nikt z właścicieli nie usunął portretu pierwotnych właścicieli tego miejsca. Obrazów zresztą było w domu więcej – Księżycowy Staw był siedzibą rodu Juliusów przez dobre trzysta lat, nim podzielili los wielu rodów czystej krwi i wymarli.
Na piętrze znajdowało się dziewięć drzwi – siedem wiodących do sypialń, jedne do bawialni, i jedne do pomieszczenia służącego za łazienkę (które z pewnością wymagało pewnych unowocześnień). We wszystkich panował nieznośny zaduch i półmrok, bo pozaciągano ciężkie zasłony. Na staroświeckich meblach osiadł kurz. Jeden z pokoi wyglądał, patrząc od progu, jakby ktoś kiedyś zaczął go porządkować – szafa wciąż była otwarta, na podłodze leżały ubrania, jakieś papiery i książki spakowano do pudła – ale porzucono tę pracę w połowie i to lata temu.

@Morpheus Longbottom @Erik Longbottom @Patrick Steward

Tura do 17.04, godzina 20.


RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Erik Longbottom - 14.04.2024

W głębi ducha Erik uważał, że przygotowanie dodatkowego lokum Zakonu Feniksa funkcjonującego niezależnie od Strażnicy było bardzo dobrym pomysłem. Kryjówka w Dolinie Godryka miała oczywistą przewagę pod względem tego, że trudno było ją odnaleźć, jednak organizacja na pewno nie wzgardziłaby magazynem czy punktem przerzutowym dla zapasów i potencjalnych sojuszników. Jak Dolina padnie, to padnie wszystko, pomyślał z markotną miną, zgodnie z poleceniem siostry, wspinając się po schodach na piętro rezydencji Juliusów.

Wizja, jakiej doznał na wyspie, tylko potwierdziła to, jak niebezpieczne w gruncie rzeczy było to, że Strażnica i Warownia znajdowały się tak blisko siebie. Jeśli jedno niespodziewanie padnie i trzeba by było przetransportować ludzi w to drugie miejsce, to automatycznie zwiększały się szanse na to, że wróg ich znajdzie. A kto wie, jak mogłoby to się skończyć dla innych mieszkańców wioski, gdyby Śmierciożercy namierzyli dwie kryjówki Zakonu w jednym miejscu. Raczej nie poklepaliby mieszkańców Doliny po główkach, a zamiast tego zrobili co w ich mocy, aby nikt nie próbował podjąć podobnych działań na tym terenie.

Chyba dlatego perspektywa zaadaptowania rezydencji położonej z dala od głównych czarodziejskich siedzib tak do niego przemawiała. Znajdowali się z dala od uczu wścibskich sąsiadów, ale i służb, które mogłyby patrolować okolice. Centrum Londynu toto wbrew pozorom nie było. I bardzo dobrze zresztą. Na pierwszy rzut oka budynek zdawał się w tragicznym stanie, więc odnowienie go i przystosowanie do potrzeb organizacji nie będzie zadaniem prostym i szybkim. Trzeba będzie w to włożyć sporo czasu, pieniędzy i troski.

Zacząłbym od tej bawialni — rzucił przez ramię do Patricka i Morfeusza, rozglądając się jednocześnie po wypełnionym przejściami do innych pomieszczeń korytarzu. — Jak uprzątniemy większe pomieszczenie, to będziemy mogli z niego zrobić chwilowy składzik i przenosić tam klamoty czy meble z reszty pokojów.

Aż żal, że nie mogliśmy zabrać Malwy ze sobą, skomentował bezgłośnie, przejeżdżając palcem po zakurzonej komodzie. Otrzepał dłonie z kurzu, a następnie potarł o szary uniform, jaki zdecydował się przywdziać na tę wycieczkę. Wszystkie wymyślne szaty pozostały w jego garderobie i wątpił, aby zbyt szybko było mu dane zjawić się tu w nich. Zaraz by się czymś upaskudził i tylko narobił sobie problemów z wywabieniem wszystkich plam.

To miejsce jest ogromne! — skomentował jeszcze, zaglądając do losowej sypialni, która była cała zagracona, a stan mebli wskazywał, że ktoś dosyć intensywnie je przeszukiwał. Pouchylane drzwiczki, rozsunięte szuflady, niedosunięte do ściany stoliki nocne i łóżka... Estetycznie to tutaj nie było.



RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Morpheus Longbottom - 14.04.2024

Nawiedzone dworki były czymś, co fascynowało Morpheusa od dawna, a jeszcze bardziej nasiliło się to, gdy w Hogsmeade natrafił na posiadłość Cape, a później oglądał dworekw Little Hangleton, chociaż oglądał to mało powiedziane, bo cała wyprawa nosiła znamiona przygody modnej pośród mugoli, w domach strachów. Słowem, bawił się świetnie, nawet jeżeli w pewnym momencie miał ochotę zrobić z cylindra Shafiq'a miskę do karmienia bocianów. Z perspektywy czasu, oglądanie było wyborne, chociaż zwlekał z nawiązaniem kontaktu z obecnym właścicielem.

Rozglądając się po dworku, gdy wchodzili po strasznie skrzypiących schodach, dochodząc do wniosku, że niemal żałuję, że jest to tajna siedziba, bo podniosłaby go w rankingu Niewymownych mieszkających w najbardziej nawiedzonych domostwach. Oczywiście ten bezsprzecznie wygrywali Mulciberowie, w końcu ich dom nawiedzali Richard i Robert.

Aye, aye, kapitanie! — rzucił w rozbawieniu Morpheus, kierując dziarski krok ku wskazanemu pomieszczeniu, ale zatrzymując się i zaglądając przez ramię bratanka (no dobrze, pod ramieniem, bo w przeciwieństwie do młodego diuka empatii, stał w kolekcje po inteligencję, a nie wzrost). Oczy zaświeciły mu się na widok rozsypanych w nieładzie papierów.

Tutaj na pewno wrócę. Nie ma niczego, co bardziej informuje o miejscu, niż papierologia. — Starszy Longbottom spodziewał się, że pośród dwóch przedstawicieli służb mundurowych, to on preferował tutaj literki oraz metodyczne segregowanie kolejnych stron datą, adresatem, nadawcą oraz innymi kategoriami archiwizacji. Na razie jednak zamierzał podążyć za Erikiem, nie wychylając się przed szereg. Jedno zwycięstwo w jaskini o niczym nie świadczyło.

W przeciwieństwie do bratanka, nie miał uniformu, ale też nie pojawił się w standardowej dla siebie magicznej szacie. Co więcej, wyglądał bardzo, bardzo jak nie on. Otóż, Morpheus przegrał zakład z Millie Moody o to, czy będzie mogła brać udział w rekonesansie Księżycowego Stawu. Kara dla przegranego? Ubranie się w wybrany przez drugą osobę zestaw. Z tego powodu właśnie Morpheus miał na sobie czarne jeansy, glany oraz wulgarny t-shirt. Słowem, Longbottom wyglądał jak chodząca manifestacja kryzysu wieku średniego. Lub starszy brat Mildred. Na dodatek jednym z wymogów był brak żelu na włosach, więc pierwszy raz od lat, Erik mógł zobaczyć wuja z burzą loków dookoła głowy.




RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Patrick Steward - 15.04.2024

Po części Patrick zgadzał się w myślach z Erikiem. Zakon Feniksa potrzebował dodatkowej siedziby. Nie szedł jednak tropem potencjalnej demaskacji – nie widział powodu, dla którego ta w ogóle miałaby mieć miejsce. Na razie śmierciożercy nie wiedzieli nawet, że Zakon Feniksa istnieje, a jeśli podejrzewali kogoś o działanie przeciwko Czarnemu Panu, wiązali to raczej z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Magii lub prywatnymi poglądami niż z istnieniem jakiejś tajnej organizacji. I Steward wolał, by taki stan utrzymywał się jak najdłużej.
Dodatkowa siedziba Zakonu Feniksa wydawała mu się jednak dobrym pomysłem dla tych, których należałoby w przyszłości z różnych powodów ukryć. Myślami był przy tych członkach Ruchu Oporu, którym nie ufał na tyle, by zdradzić im więcej, ale jednocześnie nie pozostawiłby ich na pewną śmierć; przy tych czarodziejach, na których mogli polować śmierciożercy i którzy nie mieli się gdzie uciec.
Ale czemu tak naprawdę pojawił się w Księżycowym Stawie? Powody były jeszcze banalniejsze. Chciał się upewnić, że siedziba zostanie odremontowana przed tym jak… jak może go zabraknąć. To nie tak, że jakoś użalał się nad sobą, wolał po prostu mieć w głowie pewność, że wszystko toczyło się w dobrym kierunku i również później ten kierunek nie ulegnie zmianie. Coś w rodzaju: pomogę, póki jeszcze mam czas.
W odróżnieniu od Erika i Morpheusa, jego wygląd nie różnił się tego dnia jakoś diametralnie od tego, jak prezentował się zazwyczaj. Miał na sobie zwykłe ciemne jeansy, kraciastą koszulę z podwiniętymi rękawami (było w końcu ciepło a wszyscy tu zgromadzeni już wiedzieli aż za dobrze, że był Zimny) i wygodne buty sportowe. Na ręku nosił mugolski zegarek.
Przystanął przed portretem rodziny Juliusów. Zapatrzył na ich sylwetki, w myślach mierząc się z nieuchronnością ludzkiego przemijania. Czy wiedzieli? Czy mogli się w ogóle domyślać, że cały ród wymrze? Pewnie nie, bo i dlaczego mieliby się nad tym zastanawiać? Na tym obrazie rodzinnym było ich aż ośmioro.
- Może być bawialniazgodził się z Erikiem, wciąż spoglądając na nieruchome twarze. – Z tym obrazem też coś trzeba zrobić. Albo zdjąć go i schować, albo oczyścić, oddać ramę do renowacji i odstawić na miejsce – dodał ciszej. Zawsze Juliusowie mogli tu pozostać albo na pamiątkę – w końcu to był ich dom, albo jako przestroga, że nic nie jest na zawsze.
Ruszył za Longbottomami. Może tylko kilka sekund więcej przyglądał się niecodziennemu strojowi Morpheusa. Kryzys wieku średniego czy chęć zrobienia wrażenia na przypadkowych mugolach? Zatrzymał się przy wejściu do bawialni, dłużej lustrując wzrokiem jej wnętrze.
- Hm, bawialnia chyba nie powinna zająć nam całego dnia rzucił, posyłając krótkie spojrzenie obydwu mężczyznom.
Podszedł do okien, by jeśli były zasłonięte firanami, odsłonić je i wyjrzeć przez okno. A potem, cóż, gotów był zabrać się do pracy. W końcu, im szybciej zaczną, tym szybciej zrobią coś produktywnego.


RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Bard Beedle - 15.04.2024

Morpheus jako jedyny mógł jeszcze pamiętać rodzinę Juliusów – ze swoich nastoletnich lat. Wprawdzie rodzina wymarła niemal, zanim on jeszcze ukończył Hogwart, nie miał więc większych szans wiedzieć o nich cokolwiek więcej, ale Estella Julius była w Ravenclawie rok czy dwa lata wyżej od niego, a jakieś trzy czy cztery - jej przyszły mąż, Galahad Bulstrode. I Longbottom mógł usłyszeć tuż po szkole o ich tajemniczym zaginięciu po tym, jak wyjechali w podróż poślubną.
Gdzieś pośród pokoi, które przyjdzie im przeszukiwał, znajdował się ten, w którym niegdyś mieszkała blada, dumna dziewczyna o ciemnych włosach i srebrzystych oczach, mijana niekiedy w Pokoju Wspólnym Ravenclawu. Nie żyła od lat - nie żył jej mąż i nie żyli jej krewni. Dom, który do nich należał, opanowały kurz i ciemności. Historia powtarzająca się wciąż i wciąż od nowa.
Może przyjdzie dzień, gdy ktoś będzie przemierzał korytarze opustoszałej Warowni tak, jak oni teraz Księżycowego Stawu.

Patrick odsuwając zasłony wzniecił tumany kurzu. Okna były całe, chociaż pewnie w przyszłości będzie wymagało wymiany – na pewno przed zimą, aby dostatecznie chronić przed chłodem. Brudne, ale dość duże, wychodziły bezpośrednio na ogród: patrząc z góry Steward mógł stwierdzić, że chyba kiedyś żywopłoty zasadzono tutaj w taki sposób, aby tworzyły malowniczy labirynt, wśród którego skrywały się pewnie klomby, rzeźby i ławki, teraz jednak rozrosły się tak bardzo, że stały się zaniedbanym gąszczem.

Bawialnia była pomieszczeniem, w którym prawdopodobnie jeden z ostatnich właścicieli również próbował wprowadzić jakieś zmiany. Było tu nieco śladów na podłodze i ścianach, wskazujących na to, że usunięto część sprzętów i mebli. Ze ścian na pewno usunięto obrazy, tapeta tam, gdzie wisiały, pozostawała jaśniejsza. Właściciele zdążyli się ich pozbyć, ale nie wymienili już tapety, tu i ówdzie odłażącej, i tak brudnej, że ciężko było powiedzieć, co przedstawiał pierwotny wzór. Pozostały tutaj kanapa, zabytkowy stolik i ciężkie, wiekowe lustro w bogato zdobionej ramie. Próba jego zdjęcia zakończyłaby się niepowodzeniem: było przymocowane do ściany zapewne za pomocą jakichś zaklęć. Pomieszczenie było duże, a przez tę pustkę wydawało się jeszcze większe. Wystarczyło jednak jedynie za pomocą zaklęć wymieść kurz za okno, i mogli bez problemów zacząć używać tego miejsca jako składziku.
Gdy Erik w nie zerknął, przez ułamek sekundy miał wrażenie, że jakaś sylwetka zamajaczyła za nim. Mogło być to jednak tylko złudzenie – wywołane tym, że lustro było pokryte grubą warstwą kurzu.

Rozglądając się po innych pomieszczeniach - a musieli zdecydować na przykład, które nadadzą się jako tako do przygotowania do spania, bo zakładali, że zejdzie im pewnie dziś do późna, a jutro od rana przyjdzie kontynuować - mogli jednak dość szybko się przekonać, że chyba większość z nich, o dziwo, pozostawała nienaruszona od czasów, gdy mieszkali tu jeszcze Juliusowie. Jakby nikt nie został tu na tyle długo, aby odcisnąć na tym miejscu duże piętno. Z bawialni niemal wszystko wyniesiono, w jednym z pokoi prace były w trakcie, jeden wyglądał na przerabiany, pewnie szykowano go na sypialnię nowych właścicieli, wyniesiono z niego chyba wszystkie stare meble i wymieniono nawet tapetę (choć teraz i tak już była dość stara, z pewnością miała najmniej dziesięć lat) - wiele pozostałych wciąż wypełnione jednak były starymi meblami i nawet rzeczami osobistymi. Niektóre sypialnie, gdyby nie zalegający w nich brud, wyglądałyby, jakby właściciel miał zaraz do niej powrócić. W najmniejszej wciąż leżały zabawki i książki dla dzieci. Inna służyła bez wątpienia dziewczynom, dwóm zapewne, bo w środku były dwa łóżka: na toaletce wciąż leżały przybory kosmetyczne, miękkie, damskie pantofle znajdowały się tuż koło łóżka, gdyby otworzyć szafę, w środku znalazłoby się staroświeckie suknie, na biureczku znajdował się kałamarz i papeteria. Na ścianie wisiał portret, o pustej ramie - jego lokatorzy gdzieś znikli?

Tura do 19.04, godzina 20.

@Erik Longbottom @Morpheus Longbottom @Patrick Steward


RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Erik Longbottom - 16.04.2024

Podejrzewam, że może być tego więcej — skomentował, gdy Patrick zwrócił uwagę na jeden z obrazów Juliusów. — Jak nie takich zawieszonych na ścianach, to pochowanych na strychu albo w jakichś schowkach.

Wychodził z założenia, że ktoś zdjął przynajmniej część obrazów i przeniósł je w bezpieczne miejsce, aby nie niszczały w porzuconej posiadłości. Poza tym odgracało to poniekąd przestrzeń, czyż nie? Ściany wypełnione po brzegi obrazami mogłyby jeszcze doprowadzić kogoś do oczopląsu.

Polujesz na faktury czy pamiętniki? — rzucił do Morfeuszaz krzywym uśmiechem, wzdrygając się nieco na wzmiankę o papierach.

Wydawało mu się, że stopień obycia z procedurami urzędowymi powinien wzrastać z wiekiem i doświadczeniem człowieka. Im człowiek był starszy, tym częściej był zmuszony wystawać w kolejce do okienek w Ministerstwie Magii, a praca w strukturach jednego z głównych departamentów zapewne tylko mogła w tym pomóc. Niestety, w przypadku Erika działało to wręcz odwrotnie. Nie miał nic przeciwko wypełnianiu raportów i składaniu dokumentów do archiwum, jednak niekończące się zmiany, poprawki i wprowadzanie w życie coraz to nowych dekretów skutecznie utrudniało mu życie. I zapewne nie tylko jemu.

Teraz jednak jest trochę inaczej, zauważył, dalej rozglądając się po korytarzu. Skoro posiadłość miała stać się nową kryjówką Zakonu Feniksa, to dobrze by było znać jej historię i wiedzieć, czego powinni się spodziewać. Duchów może i szłoby się nawet pozbyć, gdyby nająć zaufanych egzorcystów, ale nie wiadomo było, czy sama rezydencja nie była problematyczna. Kto wie, co mogło czaić się w ścianach, w fundamentach lub w piwnicy? Budynek położony z dala od centrum magicznej władzy pozwalał poniekąd na dyskretne działanie. Może dawnym właścicielom wymarzyła się siatka tajnych przejść w domu?

(...) za duży, może kogoś zabić? — Wbił wymowny wzrok w klatkę piersiową wuja. Zagryzł dolną wargę, starając się powstrzymać przed wybuchnięciem śmiechu. — Straszna odpowiedzialność. — Pokiwał powoli głową. Jego oczy dalej były przyklejone do napisu na koszuli. — Ale dobrze wiedzieć, że to rodzinna przypadłość. W grupie raźniej.

Odwrócił się na pięcie, starając się zachować kamienną twarz, po czym pospieszył do bawialni. Powietrza!, pomyślał gwałtownie, wypuszczając powoli powietrze z płuc, żeby przypadkiem nie zacząć się śmiać. Widok jasnej tapety w kilku miejscach zdawał się potwierdzać jego poprzednie przypuszczenia. Juliusowie faktycznie musieli cieszyć się wysokim statusem i pokaźnym portfelem, skoro było ich na to wszystko stać. Erik kaszlnął głośno parę razy, gdy w powietrze wzbiła się burza kurzu wprawiona w ruch przez Patricka, który próbował odsunąć zasłony.

Sprawdzę inny pokój — rzucił do pozostałych mężczyzn, losowo skręcając do jednego z pokoi. Padło na dawną kwaterę jakiejś czarownice. — Z tym będzie ciekawie...

Portret z pustą ramą. Ani śladu po lokatorach. Skrzywił się lekko. Niektórzy bohaterowie takich dzieł sztuki potrafili podróżować między sąsiednimi obrazami, a czasem przeskakiwały do swoich bliźniaków zlokalizowanych w innym miejsca. Kolejny nieidealny sposób komunikacji między czarodziejami znajdującymi się całe mile od siebie. Erik rozejrzał się po pokoju. Ciekawe, czy kopia tego obrazu faktycznie istniała, a jeśli tak, to gdzie teraz przebywała: gdzieś na terenie Księżycowego Stawu czy w kompletnie obcym miejscu?



RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Morpheus Longbottom - 17.04.2024

Zgadzam się z panem Stewardem. Powinniśmy go dać do renowacji i powiesić w hallu, przy samym wejściu, jako Memento Mori. A podobrazia należy przejrzeć, czy nie mają jakichś runicznych zabezpieczeń i klątw.  — Zapamiętał, aby przejrzeć korytarz na samym końcu  tej sprawie, zająć się wszelkimi drobiazgami, które nie przychodzą mięśniakom do głowy.

Wszystko, co znajdziemy. Planuję skatalogować wszystko, co nadaje się do czegokolwiek, w jakiejś komodzie. Nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać. — Pod względem papierologii, wujek Erika był niezmiernie skrupulatny i metodyczny. Korzystał z różnych papeterii, w zależności od wagi wiadomości i jej statusu. Często posyłał bardzo ważne informacje na papeterii Ministerstwa, aby już od początku nadać napięcia. Korzystał z różnych kolorów atramentu. Prowadził tabele, plany dnia, a swoje wydatki notował skrupulatnie w dzienniku rozliczeń i konsultował je z wyciągami ze swojej skrytki w Banku Gringotta. Przestarzałą korespondencję palił, tę zaś, która miała dla niego znaczenie, chował do konkretnych przegródek w sekretarzyku, w kolejności chronologicznej, aby móc znaleźć odpowiednią wiadomość. Było w tym coś romantycznego, dotykać liter kreślonych przez inne dłonie, w innym czasie. Dbałość o takie detale została mu po pracy dla Wizengamotu. — Przekażę brukowcom, na pewno wtedy będziesz miał szansę na kolejną sesję zdjęciową dla Czarownicy i okazję zmieszać Czarnego Pana z błotem.

Po dotarciu do bawialni, podał dwójce mężczyzn trzy pliki małych karteczek samoprzylepnych, czerwonych, żółtych i zielonych. Sam rozpoczął inspekcję mebli, patrząc, które zostały zjedzone przez robactwo, które noszą znamiona mysich gniazd i które już się do niczego nie nadają lub wymagają dalszej inspekcji. Zbierał przy tym wszystkie dokumenty i kartki, jakie znalazł w szufladach, rzucając im tylko przelotne spojrzenie, gdyby coś krzyczało klątwa, morderstwo, biją!

Nowy wynalazek mugoli, zauważyłem u Neila. Przykleją się i można je przestawiać. Czerwone do utylizacji, zielone zostają, żółte do dalszej inspekcji — poinformował, przyklejając żółty kolor na sam środek tafli lustra, ponieważ to było ustawione na stałe, a on ostatnio nie ufał lustrom. Wspomnienia wywołały na jego karku dreszcze. Przejdź przez lustro. A może pocałuj mnie w dupę?

Po rozejrzeniu się po bawialni i przejrzeniu podobrazia każdego obrazu, poszedł za Erikem. Tym razem on czynił honory, otwierając kotary i okno. Zaczął przeglądać damskie bibeloty, wyjął jedną ze staromodnych sukienek i przyłożył do siebie.

I jak, do twarzy mi? — zatrzepotał rzęsami przy tym i założył odstający pukiel przyprószonych siwizną włosów za ucho. Rzucił fatałaszki na jedno z łóżek i przeglądał dalej, pod materacami, szukając ukrytych skrytek. Kto jak kto, ale młode dziewczęta miały tendencję do spisywania swoich myśli w pamiętnikach, mogących stanowić nieocenione źródło wiedzy na temat na przykład ukrytych przejść i sekretów domostwa.




RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Patrick Steward - 19.04.2024

Patrick podniósł głowę i trochę wbrew rozsądkowi spojrzał do góry, na wzniecone przez siebie tumany kurzu. Patrzył, jak się unosiły, wreszcie namacalnie widzialne w świetle dnia, jak echo czasu, gdy to miejsce trwało w zawieszeniu. I jak sam dom Juliusów sprawiał raczej ponure wrażenie, tak to dopiero kurz uświadamiał jak bardzo był samotny i porzucony. Kiedyś tętnił życiem, nasiąkał emocjami domowników jak gąbka, chłonął ich sekrety, teraz trwał w bezruchu i niszczał. Ani jego wygląd, a przecież Księżycowy Staw wydawał się ładna rezydencją, ani sekrety, wspomnienia nawet historia którą przechowywał, przez lata nikogo nie zainteresowała na tyle, byle go kupić.
Steward cofnął się o krok, może o dwa – wreszcie dając się ponieść spóźnionemu instynktowi. Wyciągnął różdżkę, by za pomocą magii zebrać kurz w jedno miejsce.
- Mamy jakiegoś zaufanego ogrodnika?zapytał, odwracając głowę w stronę obydwu mężczyzn. Na swoje nieszczęście (albo i szczęście, zależało jak i kto by popatrzył) natrafił akurat na ten moment, w którym Erik postanowił potwierdzić, że został równie hojnie obdarzony przez naturę co jego krewniak.
Westchnął. Gdyby miał trochę lepszy humor tego dnia, rzuciłby do nich coś w rodzaju: jeszcze moment i uznam, że próbujecie zachęcić mnie do udziału w orgii, ale tak tylko wzruszył ramionami.
Pytanie o ogrodnika zawisło w próżni. Podobnie jak jego nigdy niewypowiedziany ciągu dalszy: w kolejnych krokach warto by było doprowadzić ten labirynt do używalności. A potem nałożyć na Dom Juliusów i jego najbliższe otoczenie tak wiele zaklęć, by to miejsce wydawało się dla mugoli maksymalnie nieciekawe i odpychające.
Wziął karteczki samoprzylepne od starszego Longbottoma.
- Wychodzi na to, że obydwaj jesteście dużo bardziej zorganizowani jak ja – zauważył lekko. Erik od razu próbował przejąć dowodzenie nad sprzątaniem a Morpheus zdążył ułożyć sobie w głowie nawet jakiś plan porządkowania. Na ich tle Patrick wypadał na nieprzygotowanego, ale cieszyło go, że właściwie nie musiał się wysilać a mógł jedynie… sprzątać. Wszystko skończy się dobrze z nim i bez niego. To ta świadomość własnej, przyspieszonej przemijalności tak na niego wpływała.
Patrick zajął się najpierw doprowadzeniem bawialni do porządku. Wyrzucił kurz na zewnątrz. Trochę wzorując się na Morpheusie przyklejał konkretne kolory karteczek na konkretnych meblach (i zrobił to, nawet po tym jak poprzesuwali je w kąt by zrobić więcej miejsca). Nie wyszedł za obydwoma, gdy poszli do jednego z pokoi, ale otworzył szerzej jedno z okien – by wpuścić do bawialni trochę świeżego powietrza. Wszystkie te pokoje wymagały starannego przewietrzenia.
Następnie skierował kroki do pokoju dziecięcego. Rozejrzał się po nim, przy okazji szukając czegoś, do czego mógłby spakować część rzeczy.


RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Bard Beedle - 19.04.2024

W samej bawialni niewiele było mebli i żadnych papierów, za to w innych pomieszczeniach i jednego, i drugiego nie brakowało. Po tym, jak Patrick rzucił kilka zaklęć, miejsce zaczęło wyglądać lepiej - właściwie te kilka sprzętów, które się tu znajdowały, mogłyby być używane dalej, podłoga była w całkiem niezłym stanie i tylko przydałoby się zedrzeć te paskudne tapety.
Pokój dziecięcy wyglądał za to tak, jakby wciąż czekał na swojego lokatora. Większość mebli stąd pewnie najlepiej byłoby wyrzucić.
Zabawki, mnóstwo zabawek, spoglądające z półek. W skrzyni - ta ewentualnie mogła być dalej wykorzystywana - wciąż znajdowały się dziecięce ubranka. Na półce były dziecięce książeczki. Gdyby Patrick sięgnął po jedną z nich, odkryłby, że stała tu od lat czterdziestych - na to przynajmniej wskazywały daty wydania. Najwyraźniej naprawdę ostatni właściciele tego domu nie mieszkali tu dostatecznie długo, aby dostosować dom na swoich potrzeb, a spadkobiercy Juliusów z jakichś powodów nie zabrali stąd niczego. Przy stoliku znalazł zrzucone na podłogę czarno białe, ruchome zdjęcie, przedstawiające kilkuletniego chłopca.
Wyglądało na to, że jeden z Juliusów umarł bardzo młodo.
Wprawdzie w samym pokoju dziecięcym nie wypatrzył niczego, co przydałoby się do zbierania rzeczy, ale w jednym z poprzednich były pudła, niektóre na wpół zapakowane, a i rozglądając się po innych pomieszczeniach, znalazłby w jednym z nich worek marynarski.

W sypialni "państwa" większość mebli nawet nie wymagała naprawy – raczej odświeżenia – i mogły zostać spokojnie użyte ponownie. W tym pomieszczeniu okno okazało się nieco uchylone, pościel na łóżku była brudna i zwinięta, jakby ktoś ledwo co się z niej podniósł, a na podłodze znajdowały się ślady błota. Zaschniętego już, nie zostawionego tutaj raczej dziś czy wczoraj. W środku straszliwie też śmierdziało, jakby coś się tutaj popsuło, chociaż nie znaleźli na razie źródła tego smrodu. Jeszcze inne pomieszczenie sprawiało wrażenie zdemolowanego: jakby ktoś zniszczył je w ataku szału lub doszło tam do jakiejś walki. Poprzewracane meble, rozbite pamiątki, w tym kryształowa kula, odłamki lśniące na podłodze, zdarta ze ściany mapa nieba, sufit, teraz wyblakły, kiedyś pewnie pomalowany we wzór z gwiazd.

W sypialni dziewcząt, wygrzebując suknie z szafy, Morpheus przekonał się, że i tu ktoś grzebał i zabrał pewnie część rzeczy, część zostawiając w nieładzie – być może znów poprzedni właściciele zaczęli porządki i... je przerwali. Przeszukując pokój w poszukiwaniu dzienników i tym podobnych rzeczy, natknął się na stare notatki, pewnie jeszcze z czasów Hogwartu, i kilka listów.
Genevieve.
Guinevere.
Pokój musiał należeć do dwóch sióstr – nic nadzwyczajnego. Morpheus żadnej z nich nie mógł sobie przypomnieć, musiały więc być starsze od Estelli. I chociaż nie znalazł żadnego dziennika w tym pokoju, to w pewnym momencie jego ręka natknęła się na gruby szkicownik, oprawiony w skórę. „G.Julius” – należący z pewnością do jednej z dziewcząt więc, wypełniony czarno – białymi szkicami, wykonanymi całkiem wprawną ręką.

Początkowo szkice były zupełnie zwykle. Przedstawiały przede wszystkim ludzi, pojawiła się tam kobieta z portretu na dole – nieco starsza jednak, chłopiec (ten sam, którego zdjęcie znalazł Patrick), młodzieniec i jasnowłosa dziewczyna, trzymający się za ręce, i przede wszystkim młoda dziewczyna o ciemnych warkoczach, a może dwie młode dziewczyny o ciemnych warkoczach, identyczne praktycznie, bo często na szkicach znajdowały się obie.
Na kolejnych stronach rysunki stawały się jednak coraz mroczniejsze, coraz ciemniejsze. Jasnowłosa dziewczyna? Martwa, połamana, u podnóża schodów. Przystojny młodzieniec? Unoszący się na powierzchni wody, martwy. Chłopiec? Martwy, pokryty plamami.
Dwie dziewczyny, trzymające się za ręce.
Jedna żywa.
Druga martwa, gnijąca, pokryta krwią, zżerana przez robaki.
Kolejny obrazek.
Dwie martwy dziewczyny, trzymające się za ręce.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Dla ułatwienia lista pomieszczeń mniej więcej:
1. Bawialnia - przerabiana prawdopodobnie po śmierci Juliusów już
2. Pokój pary - prawdopodobnie kiedyś małżeństwa Juliusów, potem zamieniony w sypialnię nowych właścicieli
3. Pokój dwóch dziewcząt - pusty obraz, przegrzebana szafa, ktoś tutaj zabierał rzeczy, grzebał w niej i tak dalej, ale wciąż wygląda jak pokój sióstr. Tu był szkicownik
4.  "Gwiezdna", zdemolowana częściowo sypialnia, chyba należąca do dziewczyny
5. Pokój dziecka, wyglądający na nienaruszony od dawna
6. Pokój, który ktoś zaczął opróżniać, ale przestał - prawdopodobnie należał kiedyś do jakiegoś mężczyzny
7. Pokój z dwoma łóżkami, nic specjalnie charakterystycznego

Tura do 23.04


@Patrick Steward @Erik Longbottom @Morpheus Longbottom


RE: [21.08.72. Księżycowy Staw] Nawet gwiazdy umierają - Erik Longbottom - 20.04.2024

Myślę, że Dora? — rzucił w stronę Patricka z lekkim opóźnieniem.

Teoretycznie Samuel też by się pewnie nadawał, skoro tyle czasu wiódł samowystarczalny żywot w Kniei Godryka, jednak Longbottom miał wątpliwości, czy stolarz faktycznie byłby w stanie zadbać o cały ogród. Na pewno byłby w stanie przystosować go do tego, aby posiać jakieś warzywa czy zioła, jednak samą opiekę nad roślinami raczej powierzyłby Menodorze. Bądź co bądź, zajmowała się już tym w Warowni Longbottomów.

Nie mam zaufania do mugolskich wynalazków. — Skrzywił się z lekkim niesmakiem, gdy Morfeusz pochwalił się zbiorem karteczek samoprzylepnych. Nie wyglądały na zbyt groźne, jednak z pozoru traktor też nie wyglądał jak diabelska maszyna, a Erik i tak prawie umarł podczas przejażdżki takowym. — Mam nadzieję, że nie rozregulują żadnych zaklęć ochronnych. I nie uruchomią pułapek.

To dopiero byłaby heca; zestaw starożytnych zabezpieczeń uruchomiony przez kolorowe karteczki. Dobrze, że to była wyprawa Zakonu Feniksa, a nie Ministerstwa Magii, bo gdyby doszło do takiego incydentu, to na nazajutrz byliby na językach całego departamentu. A kto wie, może i zespół amnezjatorów by się do nich dorwał, żeby dowiedzieć się więcej na temat tego nowego artefaktu ze świata niemagów?

Pozostałe dywagacje na temat tej ciekawostki pozostawił Patrickowi i Morfeuszowi, wycofując się do jednego z pokojów. Po uchyleniu okien i wymiecenia kilkoma zaklęciami burzy kurzu na zewnątrz, Erik począł rozglądać się po szafkach, jednak zamiast karteczek postawił na proste czary. Ilekroć napotykał mebel, którego należało się pozbyć, wykonywał ostry zamach różdżką, a przednia część mebla zaczynała pulsować delikatnym czerwonym światłem, zgodnie z ustaleniami Morfeusza. Czar nie był zbytnio wymyślny, ale powinien utrzymać się przez jakiś czas.

Tobie we wszystkim jest... — zaczął, jednak zamilkł, który odwrócił się w stronę wuja i zobaczył ciuch, jaki znalazł w jednej z szaf. — Merlinie, dopomóż nam wszystkim. — Otaksował suknię oceniającym wzrokiem, po czym wrócił spojrzeniem do Morfeusza. — Twoje szlafroki to jednak wystarczające szaleństwo. Jeśli szukasz czegoś... przewiewnego, to polecałbym togę. Albo kilt. W drzewie genealogicznym na pewno idzie się dokopać do jakichś Szkotów.

Kiedy Morfeusz zaczął buszować przy łóżku, Erik zajął się szafą. Niestety, mebel okazał się w na tyle złym stanie, że półka zawieszona ponad wieszakami spadła, a po podłodze rozsypał się plik ręcznie pisanych notatek. Tu i ówdzie można było zauważyć szkolną papeterię z eleganckim logotypem Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Erik zebrał notatki i chuchnął parę razy, tylko po to, aby zaraz znowu zacząć się krztusić.

Cholerny kurz — skomentował, rzucając papiery na łóżko, co by Morfeusz mógł je przejrzeć, a sam zwrócił się w stronę okna, aby zaczerpnąć świeżego powietrza z zewnątrz.