![]() |
|
[02.08.72]Szaleństwo Windermere. Legendy Arturiańskie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150) +---- Wątek: [02.08.72]Szaleństwo Windermere. Legendy Arturiańskie (/showthread.php?tid=3109) Strony:
1
2
|
[02.08.72]Szaleństwo Windermere. Legendy Arturiańskie - Ulysses Rookwood - 14.04.2024 Ulysses wszedł do domku letniskowego, niosąc w ręku przewodnik turystyczny. Gdyby w tej chwili zobaczył go jakikolwiek pracownik Ministerstwa Magii, z pewnością przetarłby oczy ze zdumienia. Rookwood nie miał na sobie garnituru. Nie miał nawet marynarki. W prostych, tweedowych spodniach i białej koszuli z krótkimi rękawami, wyglądał może trochę zbyt elegancko jak na wczasowicza Ośrodka Windermere, ale… no był Ulyssesem Rookwoodem. Jak na siebie samego, prezentował się w tym momencie na rozluźnionego i dużo mniej spiętego niż normalnie. Ba, niemal wydawał się podekscytowany. - Pomyślałem sobie, że może będziesz chciał zobaczyć zamek w Carlisle. Wiem, że to trochę zbyt młody budynek jak na twoje zainteresowania – żart, pozbawiony poczucia humoru Rookwood, pozwolił sobie na żart – ale według jednej z legend arturiańskich, to w nim mieszkał rycerz okrągłego stołu sir Gawain, więc może warto? – Ulysses podniósł pytający wzrok na Cathala. – Wedle tego, co tutaj napisano – wskazał na mugolski przewodnik turystyczny – znajdujący się w pobliżu ośrodka las jest też pozostałościami znanego z poematu o sir Gawainie i Zielonym Rycerzu lasu Inglewood. A żeby było jeszcze ciekawiej to chociaż nie ma żadnych dowodów na to, że to rzeczywiście Inglewood to niedaleko stad są ruiny średniowiecznego kościoła postawionego przez miejscowego biskupa na znak bożej opieki, która ma się roztaczać nad tymi terenami – urwał na moment, znowu wracając wzrokiem do mugolskiego przewodnika. – Ach, tu jest jeszcze coś o tym, że postawiono go po tym, jak spalono na stosie ostatnią mieszkającą w lesie wiedźmę. Westchnął. Chwilowe podekscytowanie ustąpiło w nim miejsca pewnemu zażenowaniu. Ulysses rzadko mówił aż tak wiele. Jeszcze rzadziej aferował się czymś, ale… ale chyba potrzebował paru dni wytchnienia od Little Hangleton, od rodziny i od czekającego go za chwilę trzeciego ślubu Vespery. Aż za dobrze zdawał sobie sprawę, co to w oczach ojca, oznaczało dla niego samego: miał się ożenić. I to jak najszybciej. Nieważne, czy wybranka w ogóle będzie mu się podobała lub czy on spodoba się wybrance. Najistotniejsze by była czystokrwista. Ulysses rozumiał podejście ojca, ale coś w jego środku buntowało się przeciwko takiemu małżeństwu. Dojrzał do myśli, że najchętniej widziałby u swojego boku Danielle, ale Danielle… Danielle najwidoczniej nie widziała się w tej roli. Na myśl o tym, jak źle ostatnio ocenił wszystko co między nimi zaszło i jak bardzo się musiał wydawać natarczywy w jej oczach, coś przewracało mu się w żołądku. Potrzebował czasu, czasu żeby poukładać sobie w głowie to, czego chciał od życia i czego nie chciał. - Jest jeszcze całkiem niedorzeczna teoria o tym, że Carlisle to tak naprawdę Camelot a wyspa na jeziorze, dokładnie ta którą widać z molo, jest wyspą Avalon i znajduje się na niej portal do krainy umarłych – dodał po chwili, próbując uciec od tematu spalonej na stosie wiedźmy. Ach ci mugole. !szaleństwoWindermere RE: [02.08.72]Szaleństwo Windermere. Legendy Arturiańskie - Pan Losu - 14.04.2024 Ta natrętna myśl wdarła się do twojej głowy całkiem niepostrzeżenie: ma ładne oczy. Czemu nigdy wcześniej nie wydawało ci się to tak oczywiste? Ładne oczy i ciepły uśmiech. Takim ludziom można ufać w ciemno. A to jak mówi? A jak się porusza? Musicie się trzymać razem. Zawsze razem. Na zawsze. Ilekroć przebywasz w pobliżu swojego towarzysza, ogarnia cię obsesja na jego punkcie.
RE: [02.08.72]Szaleństwo Windermere. Legendy Arturiańskie - Cathal Shafiq - 14.04.2024 Cathal nie był może podekscytowany jak Ulysses, ale miał dobry humor. Był pracoholikiem, czasem jednak dobrze oderwać się od pracy, a skoro w każdym kraju, w którym przebywał, czasem znikał z obozowisk tylko po to, by zobaczyć coś nowego – dlaczego miałby rezygnować z tego zwyczaju na wyspach? Chociaż tajemnice walijskiej wioski i filarów wciąż kusiły i zajmowały jego umysł, widok tych samych miejsc zaczął mu trochę brzydnąć, a nigdy nie był w Windermere, miejscu pełnym historii. Nell i Ginny (ta druga z pewnością będzie zachwycona, kiedy usłyszy, że w pewien sposób las łączył się z legendami arturiańskimi) zajmowały właśnie drugi domek. – 1092 rok? – spytał z odrobiną rozbawienia. – Brakuje tylko dwudziestu lat do okrągłych dziewięciuset, więc po prostu udam, że mamy 1992 – stwierdził, jakby faktycznie ta magiczna granica dziewięciu wieków decydował o tym, co uznawał za interesujące. Wprawdzie obaj doskonale wiedzieli, że wątpliwe, aby sir Gawain faktycznie był panem zamku Carlise bądź trafił tam podczas polowania, bo na to zamek był o najmniej trzy stulecia za młody, ale dlaczego nie? – W takim razie żadnego ścinania głów i szkoda, że nie zabraliśmy ze sobą Jamila lub Sebastiana. Bo kto wie, czy nie wpadniemy na ducha matki królowej Ginewry? Cathal był historykiem, miał pamięć absolutną, a legendy arturiańskie do każdego stopnia studiował każdy historyk w Anglii – w końcu Wyspy do pewnego stopnia żyły nimi i oddychały. Nie znał ich jednak aż tak głęboko, by wcześniej słyszał, że akurat ten konkretny las miał być legendarnym Inglewood. I chociaż wiedział, że małe są szanse na to, aby to była prawda, będąc też historykiem magii zdawał sobie sprawę, że mogło to oznaczać, że jednak to miejsce w jakiś sposób z czymś magicznym w przeszłości było powiązane. Zagadka kryjąca się tuż obok zawsze była ekscytująca, nawet jeżeli byli tu na wakacjach i w ciągu trzech dni raczej nie zdołają jej odkryć. Gdyby wiedział, co tutaj się wyprawia, być może – tylko być może – wiedźma, biskup, kapliczka i to, co wiedźma mogła zrobić, oraz kto tu był czarnym charakterem, zainteresowałyby go dużo bardziej niż sprawa Camelotu i wyspy. Skupił się jednak bardziej właśnie na kwestiach arturiańskich. – Boża ochrona dla tych, którzy palą na stosach. Typowi mugole. W takim wypadku chcesz teraz iść na molo i przyjrzeć się temu jednemu z pięćdziesięciu Avalonów? Chociaż miał nadzieję, że nie ma tam żadnych portali do krain umarłych. Tych mieli dość podczas Beltane, a i ponoć coś stało się w czasie Stonehange. Ale o tym Cathal ani myślał mówić przy Ulyssesie, który rzadko się na coś cieszył, a cieszył się wyraźnie na pobyt w Windermere: i Shafiq nie zamierzał zaćmiewać tego wspomnieniem Beltane i tego, z czym Rookwood był powiązany. !szaleństwoWindermere RE: [02.08.72]Szaleństwo Windermere. Legendy Arturiańskie - Pan Losu - 14.04.2024 Ta natrętna myśl wdarła się do twojej głowy całkiem niepostrzeżenie: nikt cię tak nie potrafi rozwścieczyć jak on/a. Ilekroć przebywasz w pobliżu swojego towarzysza czujesz, jak wzbiera w tobie gniew wobec niego.
RE: [02.08.72]Szaleństwo Windermere. Legendy Arturiańskie - Ulysses Rookwood - 18.04.2024 Innego dnia Ulysses widziałby wszystko dużo bardziej problematycznie. Marudziłby w myślach na słońce na bezchmurnym niebie i zastanawiałby się nad tym, czemu jednak nie pojawił się tutaj w garniturze. Ale teraz stał naprzeciwko Cathala i zdawało mu się, że widzi go jeszcze wyraźniej niż zazwyczaj. I chociaż pamięć miał absolutną, po raz pierwszy dotarło do niego jak doskonałym człowiekiem był Shafiq. Myślał o tym, że był wysoki, przystojny i tak bardzo… właściwy, że chociaż wcześniej Ulysses nie próbował się nad tym zastanawiać, teraz świetnie rozumiał, czemu Leta straciła dla niego głowę (i pewnie było więcej kobiet niż jedna hałaśliwa i nieznośna Crouch). Cathal był też mądry, oczytany, miał fascynujące zajęcie w życiu i z jakiegoś niezrozumiałego powodu pozwolił mu się ze sobą przyjaźnić. Świadomość tego ostatniego sprawiła, że Ulysses poczuł niemal palącą potrzebę, by trzymać się w pobliżu przyjaciela tak długo, jak długo ten tylko się na to zgodzi. Może wcale nie musiał żenić się wbrew swojej woli, ale za to po to, by spełnić wolę ojca? Może wystarczyło trzymać się blisko Shafiqa, rzucić pracę w Ministerstwie Magii i wyjechać za nim do Egiptu? Albo do Szkocji? Zasmakować życia pełnego przygód, rzucić w kąt garnitur; raz na zawsze wyzbyć się poczucia obowiązku wobec rodziny, może za bardzo się odsłonić, ale przecież Cathalowi można było ufać, więc właściwie ryzykował tylko gniewem własnego ojca? - W takim razie obydwaj możemy udawać, że jest 1992 rok – zaproponował ugodowo. Nie zdawał sobie sprawy, że jego uczucia wobec przyjaciela nabrały obsesyjnego charakteru. Ba, zamiast się w myślach postawić do pionu, mimowolnie zaczął się zastanawiać jak bardzo lotny był Cathal. Potrafił szybko znaleźć celną ripostę i wydawał się jedynym człowiekiem na ziemi (w tym momencie nawet Danielle zeszła na dalszy plan), który potrafił go zrozumieć. – Chyba najpierw powinniśmy zostać poddani trzem próbom – zauważył pogodnie. A do nich powinni spotkać najpierw żonę Bertilaka i przez trzy noce się jej opierać. Ulysses starannie złożył ulotkę. Zmarszczył brwi starając się podjąć jakąś decyzję, ale historyjka o martwej czarownicy wciąż go aferowała. Dla mugoli była to teraz tylko ciekawostka, powód by co roku urządzać festyn i palić na nim słomianą kukłę; on myślał o przerażeniu i śmierci w płomieniach. - Pewnie uciekła ze stosu – powiedział cicho, myśląc o tej nieszczęsnej wiedźmie. Niby dlaczego miałaby na nim zostać? – Pomyślałem, że może nawet wynajęlibyśmy łódkę? Jest ładna pogoda. Moglibyśmy nie tylko popatrzeć z molo na Avalon, ale nawet postawić na nim stopy. Ta przyjemność kosztuje tylko po trzy funty od osoby a za dodatkowego funta moglibyśmy dostać woreczek z ziarnem dla mieszkających tam kaczek. – Spojrzał kontrolnie na Cathala, jakby oceniał, czy ten pomysł spotkał się z jego uznaniem, czy jednak nie. - Wymieniłem pieniądze na mugolskie – dodał, ten ostatni fakt trochę nawet podkreślając. – No i niedaleko jeszcze są te ruiny kościoła. - To ostatnie zdanie powiedział tak na wszelki wypadek, jakby Shafiq jednak nie chciał pływać łódką. RE: [02.08.72]Szaleństwo Windermere. Legendy Arturiańskie - Cathal Shafiq - 18.04.2024 – Obawiam się, że żaden ze mnie rycerz okrągłego stołu i odpadłbym już na pierwszej, a lady Bertilak nigdy nie wręczyłaby mi żadnej zielonej wstęgi – powiedział Cathal, zatrzymując się przy oknie i wyglądając z niego na zewnątrz, na kemping. – Ona z kolei powinna była wypchnąć męża z okna, chociaż oczywiście, wtedy to ją spalono by na stosie... A potem Shafiq spojrzał na Ulyssesa i gniewna myśl wdarła się do jego umysłu, dziwna i nieproszona, ale wcale nienaturalną się nie wydająca. Nikt nie potrafi cię rozzłościć tak, jak on. Cathal powoli potarł skroń, trochę skonsternowany, przez moment – jak często bywało, gdy myślał o czymś negatywnym, kiedy miał ochotę kogoś uderzyć, zmieszać z błotem, kiedy coś go rozzłościło nagle – niepewny, czy to jego emocje, czy cień Slytherina. Czy to jego samego rozgniewało to, że Ulysses chce karmić jakieś głupie kaczki? Czy może ta wizja nie spodobała się Salazarowi i ten zalał swego potomka negatywnymi emocjami? Co to w ogóle za pomysł, karmienie kaczek, byli czarodziejami, czarodzieje mogli karmić co najwyżej jakieś majestatyczne, czarodziejskiego zwierzęta! Jak węże. Tak, karmienie węży to doskonały pomysł. – Jeżeli straciła wcześniej różdżkę, mogła nie dać rady uciec. Ale kto wie, może legenda dotyczy Wendeliny. Nigdy nie rozumiałem, dlaczego nie rozpalała sobie ognia w ogródku, skoro tak lubiła te łaskotki, zamiast dawać się raz po raz złapać tym kretynom, mugolom – powiedział Shafiq, spokojnie jeszcze, na moment ten gniew przekierowując ku mugolom, tym dawnym i tym współczesnym, i czarownicom, dającym się palić na stosach (dlaczego po prostu nie pozabijały tych mugoli? Zasłużyli sobie). Podziałało nawet przez chwilę, kiedy nie patrzył na Rookwooda, bo skierował się ku wyjściu, ale gniew wcale nie odszedł, oplatał go ciemnymi, niewidzialnymi nitkami, pęczniał gdzieś w środku i miał tak pęcznieć i pęcznieć, aż wybuchnie prędzej czy później, bo Cathal umiał nieźle niektóre rzeczy kryć, musiał, gdy Slytherin siedział w jego głowie, ale przecież nie zdoła tego robić wiecznie... – Najpierw rozejrzałbym się po okolicy. Poza tym pamiętaj o dziewczynach. Mogą nie mieć ochoty płynąć na wyspę. Tak naprawdę Ginewra na informację, że wyspę uważa się za pierwowzór Avalonu – co z tego, że jeden z wielu, i że na pewno nie znajdą tam kapłanek ani starej świątyni Bogini Księżyca – popłynęłaby tam choćby wpław. Ale Cathal nie myślał teraz o tym, za to zirytowany był odrobinę, że Ulysses nawet nie pomyślał, że nie są tu tylko we dwóch i że Nell i Ginny mogą nie mieć ochoty na wyprawy na żadne wyspy. – Tego wzniesionego na znak bożej opieki? Po takim czasie pewnie nie zostało tam już nic ciekawego. Zamek Carlise wydaje mi się bardziej interesującą opcją – powiedział. Z jakichś powodów ta propozycja Ulyssesa też wydała się mu irytująca, normalnie na pewno chciałby obejrzeć ruiny tego kościoła, ale w tej chwili myślał, że po co mieliby go oglądać, świątynie wznoszone ku czci jakiegoś mężczyzny, który zamieniał wodę w wino, jakby to nie była bardzo podstawowa transmutacja albo zaklęcie zauroczenia. RE: [02.08.72]Szaleństwo Windermere. Legendy Arturiańskie - Ulysses Rookwood - 26.04.2024 Ulysses popatrzył na Cathala ufnie. W jego wykonaniu, pewnie to wyglądało odrobinę niepokojąco, bo zazwyczaj spojrzenie miał raczej puste, będące wyrazem targającego nim wewnętrznego niepokoju i ogólnego spięcia. Ledwo dostrzegalnie, ale jednak, pokręcił przecząco głową. No gdzie tam, Shafiq z pewnością przetrzymałby każdą próbę, nawet tę której nie podołał sir Gawain, a potem pokonałby w walce Zielonego Rycerza. Był niezwyciężony. - Wydaje mi się, że nie doceniasz siły własnego charakteru – sprostował. Myśl o tym, by porzucić pracę w Ministerstwie Magii i podążyć za przyjacielem do Egiptu, Szkocji, Maroka czy gdziekolwiek tylko ten chciał, z każdą sekundą wydawała się Ulyssesowi bardziej pociągająca. Mógłby wreszcie zająć się czymś, co naprawdę interesowało. Nie musiałby się przejmować tym jak wyglądał, czy jego wygląd spodobałby się ojcu – gdyby go przypadkiem zobaczył na stołówce – albo czy idąca za nim para czarodziejów nie plotkowała o nim. Cathal na pewno nie plotkował. Zresztą, jakby trzymali się razem, to nawet nie miałby kiedy oddać się plotkom. Wystarczyło tylko się nie rozstawać a z życia Ulyssesa zniknęłaby znaczna część jego problemów. - Wendelina, Windermere – powiedział, starając się skupić na toku myśli, który Shafiq próbował mu właśnie zaprezentować. Właściwie to Ulysses był się w tym momencie w stanie zgodzić ze wszystkim, co mówił jego przyjaciel. Być może faktycznie w grę mogła wchodzić jakaś pomyłka i cała legenda rzeczywiście dotyczyła Wendeliny. Normalnie zauważyłby, że obie historie dzieliły mniej więcej dwa wieki, ale teraz wydawało mu się, że powinien raczej podkreślać łączącą ich obydwu więź. Dziewczyny? Były jakieś dziewczyny? Obydwie lubił, ale teraz Nell i Ginewra zeszły w jego umyśle na piąty plan. Na pierwszym był Cathal (na drugim i trzecim, plątanina myśli, jak być obecnym w każdej chwili jego życia). – Pójdę z tobą – zaoferował szybko. – Też się chętnie rozejrzę po okolicy. Obrócił się ku Shafiqowi, najwyraźniej gotowy do wyjścia razem z nim z domku letniskowego. Pomysł odwiedzenia ruin kościoła w głębi lasu odrzucił od razu, gdy tylko przyjaciel wyraził nim brak zainteresowania. - Zatem, może wybierzemy się odwiedzić Zamek w Carlise? – zapytał ufnie. – Oczywiście we czwórkę – dodał szybko, bo chociaż Ulysses w ogóle nie myślał o Ginny i Nell, to Cathal tak. A teraz robienie i mówienie wszystkiego, co tylko spodobałoby się Cathalowi, byle tylko być obok niego, stało się celem nadrzędnym młodego Rookwooda. RE: [02.08.72]Szaleństwo Windermere. Legendy Arturiańskie - Cathal Shafiq - 26.04.2024 Cathal rzeczywiście miał silny charakter. Miał tak silny charakter, że zdołał sam siebie powstrzymać przed wrzaśnięciem na Ulyssesa, że chyba lepiej wie, czy przeszedłby próby, jakim poddawano Rycerzy Okrągłego Stołu, czy nie. – Raczej chodziło mi o to, że robiła wszystko, by mugole ją złapali i wsadzili na stos. Przeklęta idiotka – mruknął Shafiq. Zwykle był nieco mniej skory do takich osądów, ale teraz był poirytowany, a poza tym Wendelina naprawdę była idiotką. Jeśli tak lubiła łaskotki wywoływane przez płomienie, dlaczego nie organizowała pożarów we własnym ogródku, zamiast podsycać nienawiść ludzi do magii? Nie spytał, w którym roku żył biskup i wiedźma z legendy. Z jakichś powodów był trochę zły, że Ulysses w ogóle o tym opowiada, chociaż jeszcze kilka minut temu był przecież całkiem zainteresowany całą opowieścią - jak większością legend. Cathal żył historią, oddychał nią, kochał ją. Nawet bzdurne opowiastki skądś się brały, a analiza ich początków wiele mówiła o ludziach, ich mentalności i o tym, w jaki sposób postrzegali rzeczywistość. – W porządku – zgodził się, wychodząc już na zewnątrz. Kiedy nie patrzył na Ulyssesa, czuł się trochę mniej rozgniewany, chociaż ilekroć ten się odzywał, Cathal zastanawiał się, jakim cudem znosił go przez te wszystkie lata… Ale przecież znosił. I pamiętał – nie mógł nie pamiętać – że po prostu go lubił. I że zawsze zdawało się mu, że dobrze się rozumieją. To ty, draniu? – pomyślał, nagle trochę skonsternowany. – Więc zamek Carlise, jeśli Nell i Ginny się zgodzą – powiedział, grzebiąc po kieszeniach, aby znaleźć paczkę z papierosami. Palenie zawsze go uspokajało. A zamek Carlise wydawał mu się dobrym pomysłem, zwłaszcza jeżeli wyprawią się tam we czwórkę. Nie będzie z Ulyssesem sam na sam, a może nawet zaproponować rozdzielenie się i posłać Rookwooda na krótkie zwiedzanie z Nell. Na pewno będzie tym zainteresowany, przecież wszyscy lubili Nell – echo myśli, która wkradła się do głowy Cathala już wcześniej, kiedy rozmawiał z nią parę minut temu, a teraz wróciła, gdy spojrzał w stronę domku dziewczyn i przez moment dziewczyna mignęła mu w oknie. Mówiła coś chyba, bez wątpienia narzekając na smród w domku i tak dalej. – W końcu jesteśmy tutaj, żeby zwiedzać, nie łowić ryby. I nie by karmić jakieś durne kaczki, przeszło mu przez głowę, gdy odpalił papierosa. Zapałką, bo to był cholerny ośrodek pełen cholernych mugoli i trzeba było uważać – niby nic nadzwyczajnego, ale gdyby nie to, że to miejsce było pomysłem Nell, Cathal na pewno uznałby, że to wina Ulyssesa. RE: [02.08.72]Szaleństwo Windermere. Legendy Arturiańskie - Ulysses Rookwood - 06.05.2024 Ulysses przytaknął, choć w środku nie był już właściwie pewien o kim rozmawiali. O wiedźmie, którą biskup spalił na stosie? Czy o szanownej małżonce Zielonego Rycerza? A może jednak chodziło o Wandelinę? Zresztą, nieważne. Skoro Cathal uważał którąś z nich za idiotkę, to pozostawało mu się tylko z nim zgodzić. Ba, w sumie wszystkie były przeklętymi idiotkami. W końcu jego najlepszy przyjaciel miał zawsze rację a Rookwood odczuwał właśnie narastającą w płucach potrzebę znajdowania się jak najbliżej niego. Jeśli wiązało się to z wyłączeniem własnego myślenia to trudno. Cathal mógł myśleć za nich obydwu. - Przeklęta idiotka – powtórzył więc wiernie, tylko po to, by podkreślić, że miał dokładnie takie samo zdanie jak jego najlepszy przyjaciel. Zupełnie nieświadomy nastroju Shafiqa wyszedł za nim z domku letniskowego. Prawie się nawet uśmiechał, bo w końcu szli gdzieś razem a Ulysses właściwie czuł, że powinni być zawsze obok siebie. Jeśli byłoby potrzeba to nauczyłby się nawet palić papierosy, żeby tylko mogli wychodzić palić je razem. Może powinien to zrobić? Może też powinien sobie kupić dokładnie takie ubranie, jakie nosił Cathal? Shafiq miał doskonały gust. Cały był doskonały. Rookwood czuł, że powinien zacząć go naśladować. I to nie tak subtelnie jak do tej pory, ale w pełnej krasie, jawnie, tak żeby wszyscy widzieli. Choć oczywiście odrobinę jednak subtelnie, żeby Cathal nie zauważył wprost, ale zrozumiał jak blisko siebie powinni się znajdować. I to nie tak, że w tym momencie przeszkadzałaby mu obecność Nell lub Ginny. Nie przeszkadzałaby mu nawet obecność hałaśliwej Lety. Najistotniejsze było to, żeby to Ulysses siedział jak najbliżej Shafiqa. - Dobrze. Jeśli tylko Nell i Ginny się zgodzą – powtórzył znowu, byle tylko przypodobać się przyjacielowi. W myślach jednak trochę się buntował, jeśli się nie zgodzą to przecież mogli iść do zamku we dwóch. Co by to przeszkadzało? Może one wolałyby się poopalać albo wykąpać w jeziorze? Ale Cathal z jakiegoś powodu chciał iść z nimi więc i Ulysses gotów był pamiętać o istnieniu obydwu. – Masz rację, nie pojawiliśmy się tutaj by łowić ryby. Co tak szczerze nie było do końca prawdą w przypadku Rookwooda. Owszem, daleko mu było do pomysłu łowienia ryb, ale chętnie posiedziałby wieczorem nad molo z książką w ręku albo pospacerowałby po wyspie, którą dało się dostrzec z tegoż. I nawet leśne ruiny kościółka jakoś go pociągały, bo właściwie to prywatnie uważał takie miejsca za całkiem czarujące. I trochę przypominające, ale tylko trochę, ruiny domu Gauntów. - W przewodniku napisano jeszcze, że całkiem niedaleko Carlisle znajdują się pozostałości wału Hadriana. Jeślibyś chciał, je również możemy zobaczyć – powiedział szybko. Skoro Cathal chciał zwiedzać to Ulysses gotowy był mu wynaleźć cokolwiek nadałoby się tylko do zwiedzania. RE: [02.08.72]Szaleństwo Windermere. Legendy Arturiańskie - Cathal Shafiq - 09.05.2024 Ulysses go wkurzał. Nikotyna zwykle wystarczała, aby stłumić irytację Cathala, ale teraz gniew wcale nie rozpłynął się w kłębach wydmuchiwanego dymu, kiedy Shafiq kierował się na molo nad jeziorem. Nie odpowiedział na tę przeklętą idiotkę, bo w ogóle nie miał ochoty rozmawiać z Rookwoodem – a poza tym, czy on naprawdę musiał tylko powtarzać słowa Cathala jak jakaś papuga? Oczywiście, że chciał iść z Ginewrą i Nell. Jeśli pójdą z Ginewrą i Nell, będzie ich więcej, i może będzie mniej wkurwiać się na sam widok Ulyssesa. Entuzjazm Rookwooda wobec pobytu w Windermere jeszcze niedawno Shafiqa trochę bawił, a trochę wręcz cieszył - bo przecież Ulysses rzadko czymś się entuzjazmował - a teraz tylko go gniewał. Czym tu się w ogóle ekscytować, jakąś mugolską dziurą na końcu świata, przeklętymi kaczkami, które nikogo naprawdę nie interesowały, wyspą na środku jeziora, taką samą jak setki innych wysp w Brytanii? Zamek w Carlise mógł być interesującym miejscem do zobaczenia, ale Ulysses swoim zachowaniem na pewno zepsuje całe zwiedzanie, będzie nieznośnie sztywny… – Masz czasem własne zdanie, Ulyssesie, czy tylko powtarzasz po ojcu albo po mnie? – spytał, kiedy ten najpierw zgodził się z tą przeklętą idiotką, potem że jeżeli Nell i Ginny się zgodzą, a wreszcie, że nie pojawili się tu, by łowić ryby. W żadnym słowie Ulyssesa nie było niczego złego, a jednak podstawa Rookwooda tak rozgniewała Cathala, że ten nie mógł powściągnąć irytacji i wreszcie dał jej do pewnego stopnia wyraz. Chociaż normalnie przecież nie skierowałby takich słów do Ulyssesa: nie do niego. Ten był jego przyjacielem i Shafiq doskonale wiedział, jak pewne rzeczy bierze do siebie, i że ich nie zapomina (jak mógłby zapomnieć?), a analizuje, zastanawia się, co zrobił nie tak, ale teraz… Teraz był po prostu zły. Zacisnął się dymem po raz kolejny, już przy drewnianym pomoście, a potem wygasił i wyrzucił niedopałek. I odruchowo sięgnął znów po paczkę, bo czuł, że naprawdę cholernie potrzebuje nikotyny, jeśli ma się powstrzymać przed daniem Ulyssesowi w łeb. Nie był pewien, skąd ta nagła chęć na rozkwaszenie Rookwoodowi nosa, ale myśl o tym na dobre rozgościła się w głowie Cathala. – I wątpię, żebyśmy zdążyli zobaczyć wszystko – powiedział, chociaż pomyślał, że zwiedzanie tego wału to absolutnie niedorzeczna propozycja, równie wkurwiająca jak to całe karmienie kaczek. Zapatrzył się w dal, ku wyspie, ku temu „mitycznemu Avalonowi”, który w istocie jawił się w oczach Cathala absolutnie zwyczajnie. |