Secrets of London
[21.08, noc. Księżycowy Staw] Powstałe z chaosu - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [21.08, noc. Księżycowy Staw] Powstałe z chaosu (/showthread.php?tid=3115)

Strony: 1 2


[21.08, noc. Księżycowy Staw] Powstałe z chaosu - Bard Beedle - 15.04.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic V

Kampania Zakonu Feniksa: Zagłada Domu Juliusów. Etap I, sesja nr 4.

Księżycowy Staw świecił pustkami już od dekady, a i wcześniej przez ładnych kilka lat nikt nie mieszkał w nim dłużej - budynek przechodził z rąk do rąk, szybko zmieniając właścicieli. Czasy jego świetności minęły ponad dwadzieścia lat temu: kiedyś należał do rodu Juliusów, zamożnej i wpływowej rodziny czystej krwi. Ci jednak wymarli w linii męskiej, a i nie było żadnych dziewcząt, które wywodziłyby się z tego rodu. Już nie.
Posiadłość została zapomniana. Podupadła nieco, chociaż wciąż nadawała się do wykorzystania. Nie przyciągała niczyjej uwagi - położona na uboczu, znikła z radaru rodów czystej krwi dawno temu, bo kto pamiętałby o Juliusach po tylu latach? Te zalety, w połączeniu z atrakcyjną ceną, sprawiły, że Brenna zdecydowała się na jej zakup: bo Dumbledore życzył sobie, by zadbać o bezpieczne lokacje dla Zakonu Feniksa.
*

Pojawili się w budynku dwudziestego pierwszego sierpnia rankiem. Większa grupa, bo dom był duży - piętrowy, z wieloma sypialniami i kilkoma pomieszczeniami na parterze. Trzeba było upewnić się, czy nie ma tu żadnych niemiłych niespodzianek, jak często zdarzało się w opuszczonych domostwach magicznych rodzin. Nie wspominając o tym, że konieczne było sprawdzenie, co trzeba wyrzucić, co zostawić, co wymaga szybkiej naprawy... Te pierwsze godziny spędzili na kręceniu się po izbach i odkrywaniu, że jest tu faktycznie całkiem sporo roboty. W bibliotece Millie i Nora natknęły się na kilka boginów, pośród papierów znaleziono nieco niepokojące zapiski, trzeba było wyrzucić jaja bahanek, nikt też na razie nie odważył się wejść na strych – Brenna z pewną rezygnacją uznała, że tego spróbują jutro, niemal pewna, że pewnie tkwi tam jakichś ghul albo upiór, po tym wszystkim, na co natknęli się za dnia.
Położyli się spać późnym wieczorem, długo po tym, jak zapadł zmrok. Pokoi tutaj nie brakowało, chociaż niekoniecznie warunki zakwaterowania były najlepsze – wszak dom został opuszczony wiele lat temu. Pokój, w którym spał Vincent, leżał najbliższej schodów, i kiedyś należał zapewne do dziedzica rodu Juliusów i, o dziwo, nie został opróżniony z rzeczy przez kolejnych właścicieli. Wciąż pełno było tutaj zakurzonych gratów. Łóżko skrzypiało, materac był stary, chociaż na szczęście zabrano tutaj z Warowni czyste koce, a poduszki poprzedniego dnia oczyszczono i wywietrzono, by zapewnić w miarę wygodny wypoczynek.
Tej nocy Vincent Prewett śnił o tym, że pochłania go ciemność.
Z tego snu przebudził go rumor – przez moment jeszcze po przebudzeniu zdawało się mu, że mógł być tylko częścią koszmaru. Ale potem usłyszał kolejny dźwięk. Nie był bardzo głośny, niekoniecznie musiał obudzić wszystkich śpiących na piętrze, bo dobiegał z pewnością z parteru, ale brzmiało to tak, jakby tam, na dole, coś się waliło.


RE: [21.08, noc. Księżycowy Staw] Powstałe z chaosu - Vincent Prewett - 16.04.2024

Vincent nawet przyzwyczajony do luksusów nie przykładał do tego zbytniej wagi. To co dostał w opuszczonym domostwie było w porządku. Ważne, że będzie miał gdzie odpocząć. Nim wgramolił się do łóżka zapalił jeszcze papierosa przy oknie, które swoją drogą również potrzebowało lekkiej renowacji, a potem odpłynął w krainę snów.

Ciemność otoczyła go z każdej strony, na początku mogłoby się wydawać, że było to normalne, jak się śpi oczy pozostają zamknięte, ale po chwili pojawiło się uczucie pochłaniania, wciągania w tę ciemność tak dziwne, że nie rozumiał co się działo. Ta ciemność wydawała się być namacalna, ciężka i gęsta niczym mgła. Niepokój wkradał się w zakamarki jego świadomości sprawiając, że czuł się zdezorientowany i zagubiony. Jakby błądził w labiryncie. Miał wrażenie, że z tej ciemności docierają do niego szepty, słowa, które nie miały znaczenia, albo były po prostu echem jego myśli i trosk.

Huk wyrwał go z odmętów ciemności, czuł na czole kropelki potu, a pościel zakręciła mu się wokół zbyt długich nóg. Zamrugał kilka razy, przetarł oczy dłońmi i rozejrzał się dookoła. Przez chwilę nie wiedział gdzie był, ani co tu robił. Jedną drobną chwilkę miał ochotę wrócić z głową na poduszki i iść dalej spać, ale usłyszał kolejny hałas, więc już kompletnie rozbudzony napił się wody ze szklanki, którą sobie wcześniej przygotował, naciągnął luźne spodnie i wciągnął buty na stopy. Złapał za różdżkę i ruszył ku źródle hałasu.

– Naprawdę nie macie co robić tylko tłuc się po tej chacie? – zapytał w przestrzeń. Nie mówił za głośno, bo nie wiedział czy to czasem nie jakiś włamywacz, albo może bezdomny, który się tu chował nim przejęła ten dobytek Brenna.




RE: [21.08, noc. Księżycowy Staw] Powstałe z chaosu - Brenna Longbottom - 17.04.2024

Brenna usłyszała hałas, ponieważ nie spała, a leżała zwinięta w wilczej postaci na starej kanapie w salonie na dole.
Księżycowy Staw był miejscem na uboczu, zapomnianym przez świat czarodziejów, a jego adres znały wyłącznie osoby, które teleportowały się tutaj rankiem oraz, rzecz jasna, Dumbledore. A jednak brak ochronnych zaklęć i świadomość, że ten dom krył nieco więcej niespodzianek niż początkowo zakładali, nie pozwoliły jej po prostu spokojnie zasnąć.
Gdyby ktoś zakradł się tutaj tej nocy, mógłby usunąć połowę Zakonu Feniksa. Nigdy by się nie obudzili.
Ta myśl skutecznie powstrzymała Brennę przed snem. Czuwała zamiast tego, w postaci, w której dźwięki i zapachy były wyraźniejsze, łatwiejsze do wychwycenia, a ciemność, panująca w ciemnym, pustym salonie, zdawała się mniej nieprzenikniona. W miejscu, które musiałby minąć każdy (i wszystko), co chciałoby dostać się na górę, gdzie śnili pozostali. Rodzina Juliusów spoglądała na nią z portretu na ścianie, wszyscy milczący i nieruchomi, nietypowo dla czarodziejskich obrazów. Światło księżyca wpadało przez szyby, wyczyszczone za dnia, kładąc się plamą na podniszczonym parkiecie. Jeśli byłaby teraz człowiekiem, pewnie byłaby przygnębiona, nie mogąc powstrzymać myśli o upadku rodziny Juliusów, i o tym, jak pusty zdawał się ten dom - tą dziwną pustką, której na razie nie mogła wypełnić ich obecność, wynikającą ze śladów bytności dawnych panów tego miejsca. Ze świadomości ich smutnego końca.
Jako wilk jednak nie zastanawiała się nad tym, a samotność w ciemnościach nie była w żaden sposób straszna.
Gdy usłyszała hałas, dobiegający gdzieś od strony biblioteki, błyskawicznie zeskoczyła z kanapy, i skierowała się w stronę przejścia do biblioteki, najpierw węsząc, próbując pochwycić zapach – choć mięśnie napięły się odruchowo, bo przecież wiedziała, że wszyscy weszli już na górę, zajęli te sypialnie, które się do tego nadawały. Nie spała: nikt z nich nie powinien przejść tuż obok niezauważony. Najwyraźniej jednak kogoś jeszcze obudził hałas, bo najpierw usłyszała kroki na schodach, chwilę później pochwyciła znajomy zapach, a potem odezwał się Vincent.
Warknęła cicho, po czym zmieniła się: miejsce wilczycy zajęła Brenna. W pełni ubrana, w długą, zbyt luźną, wyblakłą koszulkę i getry, choć nie był to ten sam strój, co wczoraj, ponieważ tamten pokrył kurz i smugi brudu po tym, jak sprzątała w jednym z pomieszczeń, walcząc nie tylko z brudem, ale i z bahankami, które zagnieździły się w jednej z zasłon. W dłoni ściskała różdżkę.
– Wszyscy poza nami są na górze – powiedziała, odruchowo zniżając głos. – W bibliotece były boginy. Może jakiegoś przegapiono – mruknęła, po czym powoli ruszyła w tamtym kierunku. Początkowo szła powoli, starając się nie robić hałasu, ale kolejny huk, dość głośny sprawił, że przyspieszyła. Nie zapalała na razie światła.
Biblioteka na pierwszy rzut oka była pusta. Ale książki z jednego z regałów zostały zrzucone, z całej półki, w taki sposób, że nie było mowy, aby spadły po prostu same – leżały teraz porozrzucane po całej podłodze. I Vincent znał się na magicznych istotach dostatecznie, by wiedzieć, że boginy na pewno nie robią takich rzeczy.


RE: [21.08, noc. Księżycowy Staw] Powstałe z chaosu - Vincent Prewett - 18.04.2024

Schodził ze schodów dosyć ostrożnie, starał się stąpać tak, aby nie nadepnąć na skrzypiące deski, ale nie było to za bardzo możliwe. Był tu zaledwie jeden dzień i nie poznał jeszcze całej tej chaty. W duchu cieszył się, że mógł w tym uczestniczyć. Tworzyć fort, w którym będą mogli się schronić i knuć. Nie czuł się bezużytecznie.

Gdy usłyszał warknięcie zacisnął dłoń na różdżce jeszcze mocniej, ale po chwili, gdy wyszedł zza rogu zobaczył Brenne. Rozluźnił się, jego mięśnie nie były już tak napięte. Nie myślał nawet o tym nigdy, że w towarzystwie Longbottom o dziwo czuł się naprawdę komfortowo i bezpiecznie. Po prostu było to silniejsze od niego i działało jak odruch bezwarunkowy. Dziwna, naturalna kolej rzeczy. Wiedział, że mógł jej ufać i poddawał się temu uczuciu. Uśmiechnął się do niej w swój typowy sposób, lekko cyniczny i łobuzerski.

– Też to słyszałaś… – bardziej stwierdził niż zapytał. Czyli nie zwariowałem, przeszło mu przez myśl, a na jej słowa skinął głową i ruszył za nią obserwując otoczenie.

Po jego plecach przeszedł dreszcz, gdy usłyszał hałas, więc również przyśpieszył kroku. Nie zrównywał się z Brenną. Miał nadzieję, że jak nadejdzie jakieś niebezpieczeństwo to zauważy je szybciej niż dziewczyna i pociągnie ją w bezpiecznym kierunku. Stanął obok niej, gdy tylko znaleźli się w bibliotece. Zmarszczył ciemne brwi widząc ten bałagan. Czy ktoś sobie jaja robił?

– Co jest kurwa? Bogin to na pewno nie był. Może jest tu jeszcze jakiś poltergeist? – zerknął na dziewczynę. Cały czas mówił szeptem. – zapalić światło? – próbował wychwycić jakiś ruch w otoczeniu.




RE: [21.08, noc. Księżycowy Staw] Powstałe z chaosu - Brenna Longbottom - 18.04.2024

- Pewnie, że tak, dziwne, że nie postawiło wszystkich na nogi - odparła cicho, chociaż nie było to aż tak dziwne. Dźwięk był głośny, ale jednak dobiegał z parteru, gdy prawie wszyscy spali na piętrze. Ale ucieszyła się, że Prewett zszedł z góry - jeżeli coś tutaj miało próbować ich nocą zeżreć, zawsze były większe szanse na to, że sobie z tym poradzą we dwoje, a Brenna ufała, że Vincent poradzi sobie w ewentualnym starciu.

Boginy, póki nie miały kogo do przestraszenia, nie miały stałej formy. Nie było szans na to, że któryś z nich stracił te wszystkie książki i to jeszcze w taki sposób.

- Nie mam pojęcia, co to jest - mruknęła Brenna. - Poltergeist? Cholera jasna, jeszcze brakuje nam tutaj drugiego Irytka. Jak mam sprowadzić egzorcystę do tajnej kryjówki Zakonu Feniksa, która jak sama nazwa wskazuje, powinna być tajna egzorcystę spoza organizacji?

Zawiesiła się na moment na tym problemie, robiąc przegląd wszystkich egzorcystów, jakich znała (a znała ich niestety niewielu i chyba najczęściej dotąd współpracowała z Sebastianem) i zastanawiając, czy zdobycie jakiegoś egzorcysty dla Zakonu powinno być priorytetem. Zaraz jednak zepchnęła ten problem gdzieś na bok, unosząc różdżkę na jego pytanie i faktycznie zapalając światło, bo jednak nie krył się tu żaden włamywacz, którego przyszłoby im przyłapać na gorącym uczynku.

– Przynajmniej tutaj nie może zawołać żadnej McGongall – powiedziała, na moment uśmiechając się do Vincenta, ale zaraz spoważniała i podeszła bliżej regału. Już wcześniej były tu książki, leżące na ziemi, pomiędzy regałami. Szkło, strącone z biurka.

Czy od dawna gościł tutaj poltergeist?

- Boginy, nażarte czyimś strachem, całe ich stado. Jeszcze poltergeist... Co do cholery, stało się w tym domu? - zapytała, chociaż chyba było to chyba pytanie rzucone bardziej w przestrzeń, bez nadziei na odpowiedź niż do Vincenta. Nie znaleźli w domu wielu zniszczeń, ale poltergeist mógł osłabnąć albo nawet zapaść w letarg, skoro budynek tak długo stał pusty. A teraz ludzie, którzy znów wypełnili ciszę i pustkę, go przebudzili.

Brenna przechodziła powoli pomiędzy regałami, oświetlała ciemne kąty. Zajrzała nawet za zasłony, tak na wszelki wypadek, bo może jednak gdzieś krył się jeszcze jakiś bogin, czekający na kogoś, kogo będzie mógł przerazić. Może był tu ktoś, coś, co strąciło te wszystkie książki z półek.

A potem zasłony poruszyły się nagle, wciąż jeszcze nieuprane wznieciły tumany kurzu. Materiał uderzył Brennę w twarz. Odruchowo zasłoniła przedramieniem oczy, zaksłała, gdy kurz wdarł się w płuca i do gardła.

Najbliższy regał zatrząsł się.

A chwilę później pchnięty jakąś dziwną siłą - och, z pewnością był tu poltergeist - poleciał w stronę Brenny. Książki zaczęły się z niego sypać, a Brenna rzuciła się do przodu, próbując uniknąć walnięcia przez mebel.



AF, unik

[roll=PO]

[roll=PO]

Nie wyszło jej to - tak bardzo nie wyszło, że potknęła się o leżącą na podłodze książkę i nie tylko ją przysypało, ale też walnęła czołem prosto o znajdujące się w pobliżu biurko.

na kogo poleci regał


RE: [21.08, noc. Księżycowy Staw] Powstałe z chaosu - Vincent Prewett - 29.04.2024

Przez myśl przeszło mu, że inni są na tyle zmęczeni dzisiejszym dniem, że raczej nie mają sił na reagowanie na takie dźwięki. Mogli ich też zwyczajnie nie usłyszeć. Prewett zwykle spał w takim miejscu dosyć lekko i czujnie. Nie był to jego dom, ani miejsce, które byłoby jeszcze bezpieczne. Nie istniała tu odpowiednia ochrona i zabezpieczenia.

Uniósł brwi na potok słów z jej ust związany z brakiem egzorcysty wśród mnichów tego Zakonu. Naprawdę bawiło go to, że był zakonnikiem, ten żart był chyba aktualnie jego ulubionym. Prewett – zakonnik, mnich. Śmieszne, nie?

– Masz dziwne priorytety Paskudo. Najpierw się upewnijmy, że to na pewno to – zapalił różdżkę i uśmiechnął się na jej słowa o profesorce. Nie był w stanie policzyć ile razy uciekał przed tą nauczycielką w Hogwarcie. Wspomnienia nie były wyraźne, raczej strzępkowe i ogólnikowe. Nie był w stanie sobie nawet przypomnieć rozmów z tamtych lat, ale pamiętał te ucieczki i dreszczyk adrenaliny, gdy chował się przed nią lub wkurzał się na Irytka.

Nie odpowiedział na jej pytanie, bo nie wiedział, co miał jej powiedzieć. Ten dom był dziwny, a historia jego jeszcze dziwniejsza. Sam z zapaloną różdżką ruszył w głąb biblioteki przesuwając co jakiś czas rozrzucone książki na boki. Spoglądał na stół, aby zobaczyć, czy nie ma na nim śladów palców. Liczył w duchu, że był tu jakiś włamywacz, bo z poltergeistem nie chciało mu się teraz bawić. Był niedaleko Brenny, gdy nagle w powietrze zerwało się sporo kurzu, zasłony poruszyły się, a Brenna próbując uciec przed regałem potknęła się. Od razu wyciągnął w jej kierunku swoje długie łapska i pociągnął ją od biurka, aby nie rozbiła sobie głowy.


AF, odciągnięcie Brenny

[roll=PO]
[roll=PO]


RE: [21.08, noc. Księżycowy Staw] Powstałe z chaosu - Brenna Longbottom - 30.04.2024

Rzut co zrobi poltergeist, czyli to kości decydują, że wszystko przydarza się Brennie

– Moje priorytety to pączki, Vinnie. Ale zaraz za nimi znajdzie się własny egzorcysta – odparła Brenna, a ton miała taki, że równie dobrze mogła żartować, jak właśnie planować, w jaki sposób porwać jakiegoś egzorcystę i skłonić go do współpracy z Zakonem Feniksa, prośbą, groźbą i przekupstwem. – Poza tym naprawdę nie chciałam podpaść McGonagall.
Minerva była jedyną hogwarcką profesorką, której Brenna się trochę bała, ale przede wszystkim ją szanowała. I może dobrze, bo to chociaż odrobinę Brennę trzymało w Hogwarcie w ryzach – a była nie tyleż rozrabiaką, ile uczennicą nazbyt ciekawostką, trochę zbyt bezczelną i bardzo skłonną do pakowania się w kłopoty. Pewnie gdyby McGonagall stanęła teraz przed nią i zapytała, co Brenna z tym domem wyrabia, odruchowo stanęłaby na baczność – a nie stawała na baczność nawet przed swoim szefem.
Szybko jednak okazało się, że mają tutaj dużo większy problem.
Żadnych odcisków palców. Żadnych śladów świadczących o czyjejkolwiek obecności – a przynajmniej o czyjejś obecności w ciągu ostatnich paru minut. Za to był spadający regał, lecący na Brennę, Brenna potykająca się przy próbie uniku o zrzucone z półek książki i ten niebezpieczny moment, w którym leciała głową prosto na kant biurka. Idealne warunki do rozbicia sobie głowy w najlepszym wypadku i do bardzo, bardzo głupiej śmierci w najgorszym.
Vincent zdążył pociągnąć ją w bok na tyle, że zamiast walnąć głową o ostry róg blatu, poleciała na podłogę, obijając się przy tym, ale przynajmniej nic nie zagrażało jej życiu i zdrowiu… to znaczy, przez chwilę.
Bo poltergeist wcale nie skończył swoich wyczynów.

Percepcja, czy zauważy odkręcany żyrandol
[roll=Z]
Ok, tak, więc unik:
[roll=PO]

Brenna zaczęła gramolić się z podłogi, palce wciąż kurczowo zaciskając na swojej różdżce. Nie dziękowała w tej chwili, bo to nie tak, że nie była wdzięczna, ale nie miała pojęcia, co tu się do licha dzieje. I może dzięki temu wyłapała... dźwięk. Dziwny dźwięk, który też kojarzył się jej z Irytkiem i Hogwartem.
Zadarła głowę.
A sekundę później znów była na podłodze, przetaczając się po niej - tym razem bardzo zgrabnie, tak że żyrandol, który walnął o posadzkę u stóp Vincenta, nawet jej nie drasnął, a ona płynnym ruchem poderwała się na równe nogi.
- Noż jasny szlag - warknęła, unosząc różdżkę. Duchy nie miały ciała, ale poltergeisty były częściowo materialne... tyle że częściowo odporne na większość czarów, niestety i nie miała cholernego pojęcia, co zrobić. Znów próbować rozproszyć magię, jak kiedyś z Sebastianem...?


RE: [21.08, noc. Księżycowy Staw] Powstałe z chaosu - Vincent Prewett - 18.05.2024

Na słowa o pączkach uśmiechnął się w dosyć diabelny sposób. Zdecydowanie w jego głowie coś się uroiło, ale nie miał zamiaru tego mówić dziewczynie. To, że Brenna lubiła słodycze było dla niego oczywiste. Pamiętał o tym na każdym kroku, ale teraz nie mieli czasu na przekomarzania się. Właśnie coś buszowało po chacie, w której było sporo osób nieświadomych potencjalnego niebezpieczeństwa.

– Tego nikt nigdy nie chciał, ale z naszej dójki mnie bardziej nie lubiła. To pewnie przez mój kolor – mruknął pod nosem.
Dla każdego nauczyciela był taki sam, może wobec McGonagall był bardziej ostrożny. Ta kobieta miała w sobie coś, co sprawiało, że nawet on – Prewett miał wobec niej sporą dawkę respektu, ale relacji nie ułatwiało też to, że czuł od tej kobiety niechęć. Podejrzewał, że były to po prostu uprzedzenia.

Teraz jednak był większy problem niż wspominki ze szkoły.

Zrobił krok w tył, gdy z góry spadł żyrandol patrząc z obawą na Brennę, ale ta na szczęście sobie poradziła i była cała.

– Co jest do cholery? – zadał pytanie bardziej do siebie niż do dziewczyny. – Ej, kutasie – zwrócił się do ducha, może chcąc ściągnąć jego uwagę na siebie, może zmusić go aby sam się ujawnił? Trzymając mocno różdżkę rzucił zaklęcie rozpraszające, chcąc ujawnić obecność ducha. Nie wiedział, czy to pomoże. Raczej rzadko łapał duchy, miał wiedze bardziej teoretyczną i jedynego poltergeista jakiego znał unikał. Bardziej skupiał się na magicznych stworzeniach, które można oswajać, a nie dzikie duchy nawiedzające opuszczone budynki. – Paskudo, nic ci nie jest? – zerknął na nią, aby się upewnić, czy żaden regał nie leci w jej stronę.


Rzut na rozproszenie
[roll=N]
[roll=N]


RE: [21.08, noc. Księżycowy Staw] Powstałe z chaosu - Brenna Longbottom - 20.05.2024

- Po prostu cię przejrzała, Prewett. Nigdy nie dyskryminowała przecież Ślizgonów - powiedziała Brenna z rozbawieniem. Sama nigdy nie dostrzegła, by McGonagall jakoś faworyzowała swój Dom: a przynajmniej nie na lekcjach i nie na korytarzach. Jedyna rzecz, w której faktycznie mogła nie być w stu procentach sprawiedliwa, to zdaniem Brenny był... quidditch. Była pewna, że Minerwa sama musiała grać w drużynie, bo chociaż nie było tego widać na pierwszy rzut oka, ewidentnie zależało jej każdego roku na zdobyciu Pucharu.
Nie miała jednak okazji wdać się tutaj w dyskusję na temat tego, czym Vincent mógł jej podpaść (może podejściem, stosunkiem do innych uczniów albo samą miną - Brenna lubiła twierdzić, że Vincent to ma przez sporą część czasu taką minę, że już na nią dałoby się znaleźć paragraf), zaczęło się bowiem zamieszanie, mordercze regały, lecące jej na głowę, żyrandole, spuszczane prosto na nią i tak dalej...
- Draniu, tu i tak jest dużo sprzątania! - wkurzyła się trochę, spoglądając na uszkodzony żyrandol, uszkodzoną podłogę i próbując nie myśleć o tym, że jej głowa mogła źle skończyć. Irytek w szkole nie raz kogoś uszkodził, ale zdawało się, że jego celem nigdy nie było zabicie kogoś: tutaj Brenna wcale nie była pewna.
Być może poltergeist nie miał w pełni stałej postaci, a może zaklęcie Vincenta nie podziałało, bo duch nie ujawnił swojej obecności. Za to w uszach Prewetta rozbrzmiał złośliwy śmiech. Książki posypały się z kolejnej półki, dwie z nich poleciały prosto w stronę Vincenta, po czym nagły podmuch wiatru szarpnął drzwi prowadzące z biblioteki. Po czym same zamknęły się – z głośnym trzaskiem.
– Trzeba być mną, żeby kupić dom, którego mieszkańcy najwyraźniej padli ofiarą jakiejś klątwy, jeśli Millie i chłopcy mają rację, i w którym w dodatku miesza złośliwy duch – westchnęła Brenna, raczej z rezygnacją niż prawdziwą złością. Bo to wciąż był dom idealny na ich potrzeby, w dodatku tani i pełny cennych rzeczy.
Szkoda, że był też pełen duchów. Zarówno w dosłownym, jak i metaforycznym sensie.


RE: [21.08, noc. Księżycowy Staw] Powstałe z chaosu - Vincent Prewett - 29.05.2024

Może Brenna miała rację, a może po prostu chodziło o to, że był bratem Edwarda? Nigdy nie wiadomo, może jego brat zbałamucił jakąś krewniaczkę opiekunki Gryffindoru i ta przerzuciła na niego swoją niechęć? Widział jednak te uważne spojrzenia, gdy tylko zakręcił się chociaż na sekundę niedaleko Brenny. Nie jego jednak wina, że Longbottom była na tyle przyciągająca, że lubił jej towarzystwo – nawet jeśli ich przyjaźń zaczęła się od bójki.

Gdy Brenna nakrzyczała na poltergeista odnośnie sprzątania nie mógł powstrzymać się od parsknięcia. Coś czuł, że duch miał w wielkim poważaniu to, że będą musieli to potem sprzątać. Z drugiej strony miała rację. Sprzątnięcie tej biblioteki zajmie im kolejne godziny, a to będzie kolejna rzecz na liście do wykończenia zakonników.

Słysząc złośliwy śmiech koło ucha odwrócił się gwałtownie. Spróbował zrobić unik przed lecącymi w jego stronę książkami. Jeśli mu się udało zerknął na drzwi biblioteki, a potem na Brenne. Jeśli się nie udało złapał się za miejsce uderzenia od książek.

– Klątwa? Pięknie – mruknął na słowa dziewczyny i spojrzał na drzwi biblioteki. – Myślisz, że poszedł? Czy to pic na wodę i próbuje się nas pozbyć z tego miejsca? – jeśli poszedł dalej prawdopodobnie znajdą go po śladach rozróby. Jeśli jednak został może zatrzasnąć drzwi biblioteki na wieki wieków.


Rzut na unik
[roll=PO]
[roll=PO]