Secrets of London
[noc z 21.08 na 22.08.72. Księżycowy Staw] Sny, które umierają o świcie - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [noc z 21.08 na 22.08.72. Księżycowy Staw] Sny, które umierają o świcie (/showthread.php?tid=3132)

Strony: 1 2 3


[noc z 21.08 na 22.08.72. Księżycowy Staw] Sny, które umierają o świcie - Bard Beedle - 19.04.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Bajarz VI
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Badacz Tajemnic

Kampania Zakonu Feniksa: Zagłada Domu Juliusów. Etap I, sesja nr 7.
Sesję prowadzi Brenna L.

*
For in dreams we enter a world that is entirely our own. Let them swim in the deepest ocean, or glide over the highest cloud.
*

Czyj to koszmar, Mildred Moody?
Upadną, a w ich domu zamieszka cisza.
Księżyc i gwiazdy na niebie.
Nie.
Księżyc i gwiazdy, utopione w jeziorze.
Dziewczyna tonie w jeziorze.
Nie.
Dziewczyna spada na niebo.
Woda, czerń i srebro, ciemnieje, pochłonięta mrokiem. Dłonie w czerni. Dłonie we krwi.
Millie rzuca się w wodę, próbując ocalić dziewczynę...
Millie spada.
Millie leci?
Obudź się.
Ciemność pokoju, w którym spała tej nocy – niegdyś należącego do dwóch dziewcząt, w którym wciąż znajdowały się należące do nich rzeczy. Łóżka, których używały. Suknie, w których chodziły – ktoś ewidentnie wywlekał niektóre z nich z szafy, może jedna z osób, do której należał ten dom, a tego dnia robił to Morpheus. To już nie był sen.
Obudź się, cichy, naglący głos, dobiegł gdzieś z góry, choć gdy rozglądała się po pokoju, odkryła, że była sama. Początkowo miała dzielić sypialnię z Norą, ta jednak ostatecznie o zmroku wróciła do domu – może by móc zaopiekować się córką, a może bo działy się tu na tyle dziwne rzeczy, że postanowiono jednak, by Figg tu nie zostawała po przygodzie z boginami, póki nie upewnią się, że nie ma tu czegoś niebezpiecznego?
*

Jak odróżnić sen od przepowiedni, Morpheusie?
To tylko sen.
To tylko jedna możliwa droga?
Morpheus Longbottom śnił.
W jego snach przewijały się obrazy, może wytworu niespokojnego umysłu, a może coś więcej. Dziewczyna ze szkiców, znalezionych w pokoju, spoglądała na niego udręczonym wzrokiem. Kobieta w ciemnej sukni wirowała wokół własnej osi, a wokół niej tańczyła ciemność.
Biblioteczny regał w bibliotece Juliusów spada wprost na Brennę, a ona upada, uderza głową o kant biurka.
Erik stacza się ze schodów, wiodących z piętra do salonu, długa podróż w dół: aż dwadzieścia stopni.
Millie Moody tonie w jeziorze. Nie. W stawie. Stawie, od którego nazwę wzięła posiadłość Juliusów.
Patrick Steward schodzi po stopniach gdzieś w ciemność. W ciemności czyhała śmierć.
Poręcz schodów pęka pod ręką Morpheusa i…
Obudził go jakiś huk, daleki, dobiegający chyba gdzieś z parteru. A może tylko będący częścią snu? Trzaskiem pękającej poręczy?

Tura do 23.04, godzina 20.


RE: [noc z 21.08 na 22.08.72. Księżycowy Staw] Sny, które umierają o świcie - Millie Moody - 20.04.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/f1/05/c9/f105c96d1a5b2e1ae882105187f06e8e.jpg[/inny avek]

Zachłystnęła się powietrzem tak, jakby sama przed chwilą miała płuca wypełnione lodowatą wodą. Zachłanne spazmy, mokre od potu dłonie zaciśnięte na zmiętej pościeli, szeroko otwarte oczy z źrenicami cienkimi jak główka od igły.
– Na chuj ja biorę te leki kurwa jego mać pierdole te alchemiczne dyrdymały, to tylko pozbawia mnie jebanych resztek radości mojego kurwa życia. – bosymi stopami dotknęła zakurzonej podłogi. Nic nowego. Chyba trochę zaczynała tęsknić za domem.

– Nora aniele przepraszam, ja.. kurwa, miałam taki pojebany sen... – zamlaskała kilkukrotnie, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że jej usta wcale nie są zaschnięte strachem a mokry mulistą jeziorną wodą. – Nora? – podniosła głowę i zobaczyła puste łóżko. Potrzebowała chwili żeby zrozumieć. No tak, przykozaczyła, że będzie spać sama, żeby Brenna nie myślała, że jest z nią tak źle, że musi wracać.

Podrapała się po barku, długie paznokcie przebijały bez trudu przez cienką warstwę taniego białego podkoszulka. Musiała znaleźć kogoś. Musiała, bo zaraz będzie gorzej. Mogło być gorzej. Teraz leżała w łóżku, w każdej chwili... Odkaszlnęła znów, kilkukrotnie, niemalże do wymiotów. Zupełnie jakby woda wciąż zalegała jej w płucach. Mulista woda.

Obudź się

Czyj to był kurwa głos, na pewno nie jej.

Wstała i zaopatrzona w różdżkę o rozświetlonym lumosowym szpicu wyszła znaleźć kogoś, żeby władować mu się do łóżka, mieć obok reality check'a, który jej powie. Czuła się jak ślepa kaleka, potrzebująca psa przewodnika. Psa, hehe, dobrze, że ta rudera była wypełniona teraz Longbottomami. Trudno, najwyżej rano wróci do Londynu. Na pewno nie do Lecznicy. Tam nie da się nigdy więcej zamknąć.

Z walącym serem wyszła na korytarz szukając kolejnych drzwi do sypialni kogoś, może nie Brenny, bo narobi rabanu, może kogoś, kto mógłby jej powiedzieć co się dzieje, komu mogłaby powiedzieć o tym co przydarzyło się jej.


RE: [noc z 21.08 na 22.08.72. Księżycowy Staw] Sny, które umierają o świcie - Morpheus Longbottom - 20.04.2024

Jak odróżnić teraz od wtedy od później? Jak odróżnić sen od rzeczywistości? Jak odróżnić zaklęcie od snu? Jak odróżnić sen od przepowiedni? Te pytanie krążyły w głowie Morpheusa, jak złote rybki w okrągłym akwarium, odkąd poznał fragment natury czasu i natury rzeczywistości. Zbyt wiele czasu poświęcił na analizowanie ostatnich słów do siebie Dolohova. O pudełeczku, o Absolucie. O innej rzeczywistości, w której sytuacja z listu, jest prawdą. Brał go pusty śmiech, gdy czytał, że Dolohov zbadał czas na wszelkie sposoby. Jego słodki, słodki chłopiec, który myślał, że podjadał wszelkie rozumy. To jednak on siedział na tronie Najwyższej Kapłanki. Na straży tajemnic. Wyrachowanie zabiło w Vasyence tę iskrę, aby sięgać, tam gdzie nawet ich trzeci wzrok nie sięga.

Morpheus nie był odważny. Bywał brawurowy, ale zdecydowanie brakowało mu pewności i stawiania czoła strachowi. Lubił za to adrenalinę i sekrety, dlatego właśnie został w Księżycowym Stawie. Kiedy noc zalała świat swoim czułym objęciem, zapalił świecę w jednym z pokojów i usiadł na wygodnym, ale wysłużonym fotelu. Okryty pledem, zasnął, pomiędzy jedną myślą o drugą.

Nauczył się rozróżniać majaki umysłu oraz wizje przyszłości. Niepokoiło go to, że nie potrafił zrobić tego w tym momencie, gdy śnił upadającego Erika, gdy widział wspomnienia domostwa i jego domniemaną przyszłość. Kobieta tańcząca z ciemnością. Ta ciemność, która ich prześladowała. Przez sen dłoń zacisnęła się na pustce, jak na nożu. Jego dłoń zacisnęła się na poręczy i poręcz pękła i...

Zerwał się, świeca już dawno zgasła dzięki małemu metalowymu pierścieniowi z kapturkiem, który zamykał się samoczynnie, gdy wosk stopił się do określonego momentu. Zamrugał kilkukrotnie, czując, że wulgarna koszulka przykleiła mu się do skóry. Miał wrażenie, że to noc, podczas której budzą się stare bóstwa. Znów przypomniał sobie straszą od siebie niewiele koleżankę, martwą.

Podniósł się, aby podążyć w stronę dźwięku, gdy zauważył na stoliku kartę Księżyca. Nie przypominał sobie, aby ją tam położył więc albo zrobił to samemu w innym czasie albo zrobił to nieświadomie. Trzymając różdżkę w dłoni, nie rozpalając światła, zatrzymał się przy drzwiach, ale zatrzymał się, z ręką na klamce, a następnie z pełną premedytacją, otworzył swoje trzecie oko.


Rzut na Jasnowidzenie
[roll=PO]



RE: [noc z 21.08 na 22.08.72. Księżycowy Staw] Sny, które umierają o świcie - Bard Beedle - 23.04.2024

Łóżko zaskrzypiało, gdy Miles usiadła. Wprawdzie starą pościel wyrzucono, a ona dostała koce i poduszki zapobiegliwie przetransportowane tutaj rankiem, ale materac nadawał się głównie do wyrzucenia, a samo łóżko wymagało najmniej porządnej naprawy. Z pokoju wymieciono kurz i wietrzono go przez długie godziny, wyrzucono już część przedmiotów, których nikt nigdy nie miał użyć, a zapach środków czyszczących usunął woń typową dla długo opuszczonych wnętrz, ale wciąż znajdowało się tu mnóstwo rzeczy, przypominających o dawnych lokatorkach sypialni. Suknie w szafie. Obraz wiszący nad łóżkiem. Przybory na toaletce.
Pamiętała swój sen.
Jezioro... nie: nie jezioro. To był staw. Staw, nad którym była z Thomasem tego wieczora, po prostu odbijający księżyc i gwiazdy nocą.
Gdy Moody uchyliła drzwi, głos rozbrzmiał ponownie.
– Powinniście stąd odejść. Szybko, zanim spotka was to samo, co nas – rozbrzmiał ponownie głos, cichy, dziewczęcy. Gdzieś z wnętrza pokoju, chociaż rozglądając się Miles wciąż nie widziała nikogo w środku pomieszczenia.
*

Przyszłość nie była wykuta w kamieniu.
Prawdziwe przepowiednie mogły odmieniać losy świata i zwykle wypełniały się w ten czy inny sposób – ale zwykle wykaz intencji pokazywał, co ktoś planuje, co zamierza zrobić, i niekiedy, jeśli miałeś dużo szczęścia, do czego te plany doprowadzą. W tej chwili nikt nie stał przed Morpheusem, nie zadawał konkretnego pytania. I zobaczył ponownie scenę ze swojego snu.
Spadający regał.
Poręcz, trzaskająca pod dłonią.
Wspomnienie snu czy może potwierdzenie, że nie tylko śnił?
Jego uszu dobiegł kolejny dźwięk, świadczący o tym, że na parterze coś się zawaliło. Od drzwi zaś...
Od drzwi za to przez chwilę wionęło dziwnym chłodem, który Morpheus poczuł, kiedy dotknął klamki. W domu Juliusów nie było ciepło – mimo tego, że trwało lato, chłód wżarł się w mury dawno nieogrzewanego budynku – to zimno było jednak… inne. Umysł, wyrwany z otchłani snu, nie mógł być jednak pewny: czy to przebłysk dziwnego jasnowidzenia, jakieś zaklęcie, czy tylko złudzenie?

Tura do 27.04


RE: [noc z 21.08 na 22.08.72. Księżycowy Staw] Sny, które umierają o świcie - Millie Moody - 24.04.2024

Zawsze lubiła opowieści o duchach, aż do chwili gdy zorientowała się, że duchy to całkiem realne byty a ten cały dreszczyk może nie być dreszczykiem, tylko szeregiem niezbyt przyjemnego ciągu zdarzeń. Czy zasłona Limbo była tutaj słaba? Żałowała, że przez cale życie nie przyłożyła się tu do tego spirytystycznego pierdololo bardziej. Karty kartami, ale nie było fajnie, kiedy pokój do niej gadał.

– Hold that thought! – Podniosła palec w kierunku... przestrzeni? Głosu? Kurwa, czy to nie był jednak dalej sen? Jakiś jej dziecięcy strach? A może Brennie śniły się koszmary z dzieciństwa, jak robiła swoich kumpli w jajo przebierając się w prześcieradło z dziurami? Zacisnęła zęby – Duchu czekaj, zaraz, zaraz Ci zapale jebane kadzidełka, przyniesie się jakąś tablice z literkami i wszystko mi opowiesz, lubię Cię, jesteś super czekaj, zaraz przyprowadzę tu kogoś kompetentnego. – Czy mieli w swoich szeregach egzorcystę? No jasne, że nie, jeszcze tego by brakowało, gdyby ktoś co rano wmuszał w nią wodę święconą i odstawiał nad nią modły. Ale już reprezentant Departamentu Tajemnic? To brzmiło dumnie. On z pewnością widział bardziej pojebane rzeczy w swoim życiu.

– Morfina?! – odwróciła się w stronę korytarza krzycząc i trochę mając w dupie, że inni śpią. – Morfina choć mam eee... mam problem z łóżkiem! Gdzie Ty śpisz bo nie pamiętam?! – odwróciła się znów w stronę pokoju. Ostatni raz kurwa spała tu sama, cokolwiek miało to znaczyć. – Czekaj, zaraz wrócę i Cie chętnie posłucham, o ile nie jesteś eee wytworem mojej wyobraźni. – uśmiechnęła się niepewnie i ruszyła w głąb korytarza znaleźć Szanownego Pana Niewymownego Morfinę.

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/f1/05/c9/f105c96d1a5b2e1ae882105187f06e8e.jpg[/inny avek]


RE: [noc z 21.08 na 22.08.72. Księżycowy Staw] Sny, które umierają o świcie - Morpheus Longbottom - 26.04.2024

Trwał z ręką na klamce i wahał się, czy ją nacisnąć. Mogły to być przecież jedynie obce dźwięki domu, który ktoś poruszył krzątaninem się. Mógł sobie tak wmawiać, ale całe to miejsce... Z jakiegoś powodu nie położył się do łóżka. Z jakiegoś powodu karta czekała na stoliku. Może położył ją tam sobie sam i uznał za zabawne, żeby nie powiedzieć sobie samemu dokładnych wskazówek.

Chłód drażnił rozgrzane snem ciało, zbyt duże zimno, które wynikało aż do szpiku kości, nieprawdopodobne w sierpniu, nawet w środku nocy, nawet gdyby od tygodnia siekało deszczem. W dzień było za ciepło, a grube mury nowego azylu Zakonu Feniksa oddawały ciepło, przynajmniej powinny, opite gorącem z zewnątrz i wietrzeniem, wpuszczającym do korytarzy i pokojów ciepłe powietrze końcówki lata.

Dłoń zacisnęła się na klamce i ją nacisnęła gwałtownie, szybciej niż umysł świadomie zarejestrował wołanie. Głos Mildred dotarł do niego, gdy był już w połowie za drzwiami, na korytarzu, z wyciągniętą różdżką w dłoni.

Mildred?! —  podniósł nieco głos ponad to, co uważano za adekwatne do pory nocnej. Rozpalił światło w swojej różdżce, aby ujrzeć korytarz i poszukać dziewczyny. Lub tego, co się za nią podawało. Miał złe przeczuca. — Tu jestem. Co się dzieje?

Podążył w jej stronę, czując nagle bardzo świadomie niewygodę swojego ubrania, które sprawiło, że szwy wpijały się w zesztywniałe od snu ciało. Okropne uczucie.




RE: [noc z 21.08 na 22.08.72. Księżycowy Staw] Sny, które umierają o świcie - Bard Beedle - 28.04.2024

Gdy Morpheus Longbottom pchnął drzwi, po ich drugiej stronie zobaczył ducha.
Widmowa postać mężczyzny - od razu zorientował się, że twarz jest znajoma, przypominał człowieka z portretu wiszącego na dole, albo bliski krewny, albo on sam, ale odmieniony przez czas, ze srebrzystymi śladami krwi na ustach i śladem po pętli na szyi - wionęła chłodem, który wyczuł chwilę wcześniej.
Może to na widok Longbottoma, może ponieważ Moody wypadła z pomieszczenia, zjawa cofnęła się i wniknęła w ścianę, za którą znajdowała się bawialnia.
- Nie potrzebuję kadzidełka... - szepnął dziewczęcy głos gdzieś z ciemności. A Milles wypadając na korytarz usłyszała ten sam dźwięk, co chwilę wcześniej Morpheus - wskazujący na to, że coś na dole się zawaliło. Zdało się jej, że gdy się odwróciła, mignęło jej coś srebrzystego w korytarzu, ona jednak nie dostrzegła ducha.

W ciemnościach ciężko było to zauważyć, ale gdy weszli z powrotem do sypialni zajmowanej przez Mildred, Morpheus wyłapał kątem oka ruch. I wiedział już, że to żaden duch: a raczej duch nie nawiedzał sypialni Miles.
Co nie oznaczało, że głos, który słyszała, rozbrzmiewał tylko w jej głowie.
Na pustym dotąd portrecie, stała ciemnowłosa dziewczyna. Zajmowała tylko jego część - była zbyt nieduża, aby mógł przedstawiać tylko ją, ktoś jeszcze z pewnością został uwieczniony razem z nią. Przez jej twarz biegły szramy, wskazujące na to, że ktoś próbował uszkodzić portret - pewnie niekoniecznie ten.
Mieli okazję widzieć wcześniej tę twarz w szkicowniku, który znalazł Morpheus. Dwie identyczne dziewczyny. Genevieve i Guinevre. Którą z nich widzieli?
- Odejdźcie i nigdy nie wracajcie - powiedziała dziewczyna, spoglądając ku nim, i teraz dostrzegła ją także Millie. - Nad naszym rodem zawisła klątwa, a w tym domu wciąż wiele jest złej magii.


RE: [noc z 21.08 na 22.08.72. Księżycowy Staw] Sny, które umierają o świcie - Millie Moody - 29.04.2024

Coś mignęło, coś skrzeczało, coś się na dole rozjebywało. Niedobrze, chociaż przecież w Lecznicy Dusz było gorzej. Tym razem jednak nie mogła mieć pewności co jest prawdą co nie, dlatego pojawienie się znajomej twarzy przyjęła z obezwładniającą ulgą.

Zacznijmy od tego, że się urodziłam

Nie nie, to było złe na start. Nie dlatego go wołała prawda? Jeszcze nim odpowiedziała wsunęła mu pod ręce własne ramiona, ciasno się do niego przytulając i chłonąc jego gryzący w nos zapach. Rzeczywistość. Nie był co prawda Alastorem, jego rozedrgany umysł bywał zbyt głośny, zbyt intensywny, w przeciwieństwie do tego aurorskiego chronionego oklumencją, jednak Mildred wystarczyła pewność reality checka, zwidy, które do niej przychodziły nie potrafiły zbyt dobrze w zapachy, w śliską fakturę stroju, w szorstką szczękę.

– Śniło mi się, że umarłam. Utonęłam w stawie który tutaj jest. Chyba. Wpadłam do stawu. Tak. Ale to chyba nie byłam ja, nie wiem no i coś do mnie mówiło w pokoju. Ale nie potrzebuje kadzidełka. Chyba. Choćmy. – nagle przestraszone dziecko, któremu przyśnił się koszmar, zsunęło dłoń na męską dłoń i zamiast domagać się zabrania w bezpieczne miejsce z dużą ilością światła, raźno powróciło do pokoju.

– I chyba na dolnym piętrze był jakiś hałas, ale najpierw rozmówca, co nie? Nie powinniśmy dawać jej czekać.

To mówiąc weszła na powrót do swojej sypialni. Łóżko pozostawało swobodnie rozbebeszone. Jej ubrania leżały pod szafką zgruchmonione, na nich rzucony bezładnie był otwarty szkicownik i porozsypywane węgielki. Gdy znaleźli obraz była bardziej zaskoczona niż przerażona.

– Ło... jesteś... chyba widziałam dzisiaj Twoje zdjęcie w starym albumie. – zmyśliła się, szukając podobieństw, chociaż poza faktem "ej nikt tu nie posprzątał" nie poświęciła mu należytej ilości czasu. – Co masz na myśli mówiąc o złej magii? Wiesz co się działo z właścicielami, którzy kupowali ten dom po Twojej rodzinie? I kto Cię tak załatwił? – z czułością i normalną dla siebie delikatnością pogładziła rany zadane płótnu.

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/f1/05/c9/f105c96d1a5b2e1ae882105187f06e8e.jpg[/inny avek]


RE: [noc z 21.08 na 22.08.72. Księżycowy Staw] Sny, które umierają o świcie - Morpheus Longbottom - 30.04.2024

Zamrugał, na widok mężczyzny, ducha, na wieki martwego. Dlaczego nikt ich nie ukołysał już do wiecznego snu? Nie odesłał daleko, poza świat materialny, do Limbo i jeszcze dalej, pozostawało pytaniem bez odpowiedzi, bo duch odpłynął w ścianę, gdy on pędził w stronę Millie. Czy to on ją wystraszył? Nie zdążył zapytać, ale stworzył mentalną notatkę, aby spróbować go przywołać, nawet jeśli zdawało się to nieziemsko okrutne. Ojciec, który widzi śmierć całego swojego rodu. Przypomniał sobie wizję, która była jedynie koszmarem, która zniknęła po kilku zmienionych decyzjach, lata wcześniej. Godryk, trzymający jego własne ciało, ciało Morpheusa, martwego, zawodzący, a za nim mauzoleum wypełnione ich bliskimi. Wizje od bogów bywały dramatyczne, ale skutecznie odciągały od obierania niektórych ścieżek. I to nie on był nawet rozwiązaniem, tkwiąc w murach Hogwartu.

Mogłem ci kupić piżamę na urodziny, skończyłabyś kraść koszulki Alastorowi. — Oczywiście, że zauważył. Pocieszająco potarł plecy dziewczyny, czując pod palcami, jak wystają jej kości, chociaż nie tak, jak wcześniej. Zmuszona do zadbania o siebie, przybrała na wadze i nawet jeśli nie dało się odróżnić nadal przodu od tyłu, to nie przypominała już spalonej zapałki z czarną sadzą na czubku i patykiem, łatwym do złamania w dwóch palcach. Mildred Moody nie dało się tak łatwo złamać. Miała być wiotka, jak trzcina, której nie położy wielka wichura.  Czy czasami kłamiesz, gdy mówisz innym o swoich przepowiedniach? Tak, tak... Może. Jeśli słowa nie padną, nie można skłamać, więc nie powiedział jej, że również widział, jak tonie.

Śniłem, że Erik spada ze schodów, a na Brennę spada regał — powiedział jej cicho. Ominął kartę, ominął wieść o swojej krzywdzie. Trochę jak aniołowie, którzy nachodzili hebrajczyków w ich namiotach zgodnie z Żydowskimi pismami i wołali: Nie bójcie się, a następnie wypowiadali przerażające nowiny. Użył więc tych samych słów. —  Nie bój się.

Spojrzał wreszcie na obraz, na obecną na nim dziewczynę, dawno martwą, ranną.

Rozmawiamy z Genevieve czy Guinevere? — zapytał, w pełni spokoju i powagi Niewymownego, nawet jeśli jego koszulka opowiadała o tym, dlaczego jest singlem. Wyciągnął różdżkę i zmaterializował przy sobie samonotujący zwój, który unosił się w powietrzu, notując, zanim ktokolwiek zaczął mówić, opisując przestrzeń i wygląd obrazu. Nie chciał utracić ani chwili, zwłaszcza, że w tym domu działo się coś niedobrego. — Jestem Morpheus Longbottom, znałem twoją starszą siostrę, Estellę ze szkoły, a to moja podopieczna, Mildred Moody. Nie było cię tu, gdy sprzątaliśmy ten pokój.

Na scenę wkroczył Niewymowny z Departamentu Tajemnic.




RE: [noc z 21.08 na 22.08.72. Księżycowy Staw] Sny, które umierają o świcie - Bard Beedle - 30.04.2024

– Genevieve. Genevieve Julius – odparła dziewczyna. Oczy miała ciemne, w przeciwieństwie do starszej, srebrzystookiej siostry, choć poza tym była do Estelli podobna. Tak jak ona blada i jak ona ciemnowłosa. Bez wątpienia ładna, chociaż jeszcze nie rozkwitłą urodą – na tym obrazie dziewczyna mogła mieć góra jakieś siedemnaście, osiemnaście lat. – Jestem tylko portretem, odbiciem prawdziwej Genevieve. Ja, ona, nie wiedziała niczego o mrocznej magii ani o klątwach, ale wiem, że taka spoczęła na naszym rodzie, a jej cień sięga tych, którzy próbują tu zamieszkać - powiedziała.
Uniosła dłoń do twarzy, pociętej i uśmiechnęła się bladym uśmiechem. Portrety czarodziejów miały przedziwną naturę: zaklęte nie tylko poruszały się i mówiły, ale zdawały się też do pewnego stopnia odzwierciedlać charakter swoich właścicieli. Strzępy ich wiedzy. Wciąż jednak były zaledwie obrazkami, nie prawdziwymi ludźmi.
- Kobieta, która kupiła ten dom po śmierci moich rodziców. Próbowałam ją ostrzec, jak ostrzegam was. Zniszczyła wtedy mój drugi portret. I nie, nie było mnie. Czy ty chciałbyś wciąż tkwić tutaj i patrzeć na ten pokój? – spytała, a z jej ust wydobyło się westchnienie. W domu było kilka obrazów, i być może przeskakiwała po nich, chociaż w większości przedstawiały przodków Genevieve, i większość z nich nie była zaklęta. Mogła też zawsze kryć się gdzieś na tym drugim, zniszczonym portrecie – a może był jakiś jej obraz poza domem Juliusów? - Poza tym... nie chcę by mnie uciszono – wyszeptała, spuszczając wzrok. Zaraz jednak znów uniosła głowę, utkwiła ciemne oczy w dziewczynie i mężczyźnie. – Estella. Przeżyła najdłużej. Miałam nadzieję, że zdoła umknąć klątwie, ale gdy dom sprzedano, wiedziałam, że się jej nie udało – powiedziała, a w jej głosie pobrzmiewały echa smutku, który mogłaby odczuwać prawdziwa Genevieve. – W domu i w jego pobliżu zdarzają się… wypadki. Złe rzeczy. Od czasu śmierci narzeczonej mojego brata.  Zdarzają się i teraz, kiedy ktoś się tu pojawia. Nie wiem, ile zapłaciliście za to miejsce, ale te pieniądze nie są warte waszego życia.

Ze względu na majówkę - odpis najpóźniej do 6 maja.[/i][/i]