[14.08.1972] I wonder how you hear me with your ears | Nora & Sam - Nora Figg - 23.04.2024
[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/2d/65/dd/2d65dd6a64b001fdafe1b7112766ff54.jpg[/inny avek]
—14/08/1972—
Londyn, Pokątna, Nora Nory
Samuel McGonagall & Nora Figg
Pożar zażegnany. Przynajmniej częściowo. Mabel została spacyfikowana i poszła do siebie. Dała im czas na rozmowę. Musieli porozmawiać, szczególnie, że pojawiły się jakieś deklaracje, a najwyraźniej żadna ze stron nie do końca wiedziała, co ze sobą niosą.
Niby nic trudnego, jednak przy Samuelu nie do końca potrafiła zebrać myśli, powiedzieć konkretnie o co jej chodzi. Wszystko się komplikowało, kiedy trzepotanie serca zagłuszało rozum. Wiedziała jednak, że powinni to zrobić, musieli jakoś sobie wszystko rozjaśnić. Nie miała pojęcia jeszcze jak, ale powinni coś wymyślić. Sytuacja wydawała się być analogiczna do tej, która miała miejsce prawie dziesięć lat temu. Tyle, że teraz żadne z nich nie chciało uciec, chcieli dać sobie szansę, a to przynosiło nadzieję na to, że może faktycznie się uda. Nie zakładała, że może być inaczej, przecież inaczej w ogóle nie było sensu próbować.
Miejscem ich schadzki nadal pozostawała kuchnia. Sam zażyczył sobie czekolady, więc właśnie ją dla niego przygotowywała. Wielki kubek, wypełniony po brzegi miłością, znaczy czekoladą. Wiedziała, że powinna mu jeszcze o czymś powiedzieć, jednak póki co pozostawi to na później, bo może aktualnie nie miało to sensu, zresztą jeszcze nie była gotowa na takie wyznania. Nie wątpiła w to, że kiedyś nadejdzie ten moment, jednak nie była to odpowiednia chwila. Informacje, które ukrywała mogłyby w niego uderzyć bardzo mocno, a nie chciała tego, szczególnie teraz, kiedy w jego życiu pojawiło się wiele wątpliwości. Robiła to dla jego dobra, tak sobie to przynajmniej tłumaczyła.
Podeszła do niewielkiego stolika, który znajdował się w rogu kuchni, przy którym zazwyczaj zajmowała się nudnymi sprawami związanymi z prowadzeniem kawiarni i postawiła przed Samem kubek pełny czekolady. - Mam nadzieję, że będzie smakować. - Rzuciła jeszcze, chyba nie wyszła z wprawy, wolałaby nie zawieść jego oczekiwań ze wspomnieniami, które niósł ten ciepły napój. - Przepraszam za wcześniej, to było dosyć dużo. - Nawet jak na nią. Mabel potrafiła być czasami bardzo bezpośrednia. Figg usiadła więc na drugim wolnym krześle i wpatrywała się w mężczyznę, nie do końca wiedziała, jak właściwie doszło do tego, że siedział tutaj z nią, w Londynie, którego przecież nie znosił.
RE: [14.08.1972] I wonder how you hear me with your ears | Nora & Sam - Samuel McGonagall - 24.04.2024
Sam siedział sobie przy małym stoliczku w całkiem małej i ponownie czystej kuchni z bardzo dużą ilością myśli i uczuć.
Tak, Sam jest moim chłopakiem.
Na Knieję, na wszystkie żółcące się żonkile i sypiące zarodnikami sosny. Co to się podziało! A zatem znów był w związku, choć czy z perspektywy osoby dorosłej można tak było nazwać ich relację wtedy? Czy można było nazwać tak ich relację dziś? Bał się odezwać, więc śledził tylko swoimi niepewnymi niebieskimi oczami poruszającą się po kuchni kobietę. Trochę żałował, że Mabel z nimi nie została, może tonowałaby kłótnię, może byłaby dobrym... nie, może lepiej nie, to były sprawy dorosłych i może lepiej jeśli mała dziewczynka, zachwycona najwidoczniej perspektywą jego osoby w ich przestrzeni życiowej, nie będzie świadkiem pytania, które zamierzał zadać. Ale to może za moment..
Przyjął kubek i uśmiechnął się ciepło, pochylony upił malutki łyczek, żeby się nie oparzyć.
– Jest pyszna...– jak zawsze, chciał dodać. Nie tak słodka jak Twoje usta, być może powinien dodać. Ale nie był tego typu osobą. Nie radził sobie ze zwykłymi rozmowami, a co dopiero z flirtem.
– Och, ok, było...mmm... było bardzo źle później, ale Bee wyjaśniła mi, że może po prostu czułaś się niezręcznie i że nie mam myśleć, że się mnie wstydzisz przed swoimi bogatymi przyjaciółmi czy coś... – nagle ucho od kubka było tak bardzo interesujące, nagle rosły chłop, metr niemalże dziewięćdziesiąt kulił się jak drzewo, które za dużo burz w swoim życiu doświadczyło, bez osłony potężnych drzew wkoło. – Czy teraz, jak jestem Twoim...mmm... chłopakiem... Czy tym razem powiesz innym, że jesteśmy razem? – wtedy to nie miało znaczenia, teraz była to oś jego zmartwień, jak rozrastająca się pleśń na liściu. Taki liść trzeba było uciąć, żeby ratować całą roślinę. Lecz może to myśl była do ucięcia, a nie relacja z Norą? Może to on źle myślał, Brenna mówiła mu, że nie powinien zakładać. – ... powiesz im nawet jeśli jestem... nawet jeśli jestem tylko ogrodnikiem? – przygryzł wargę nie chcąc mówić dalej, czując ten rozrastający się wstyd wynikający z faktu klasowych różnic, które choć nie występowały w lesie, to poza nim były na porządku dziennym. A jeśli mieli żyć wśród innych ludzi, trzeba było poznać zasady i spróbować się zaadaptować. Tylko czy byłby w stanie znieść teraz jej odmowę? Ucisk w klatce piersiowej stawał się coraz bardziej nieznośny z każdym uderzeniem serca.
RE: [14.08.1972] I wonder how you hear me with your ears | Nora & Sam - Nora Figg - 24.04.2024
[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/2d/65/dd/2d65dd6a64b001fdafe1b7112766ff54.jpg[/inny avek]
Norka tak naprawdę sama nie do końca wiedziała, co to znaczy być z kimś w związku. Jedyna relacja, jaką udało jej się stworzyć przez całe swoje życie to ta z Samuelem, a od tego czasu sporo się zmieniło. Ona się zmieniła i on zapewne też. Nie dało się zaprzeczyć jednak, że uczucie, które kiedyś ich połączyło istniało nadal, więc może faktycznie będą w stanie coś razem stworzyć, bardziej stałego niż ostatnio. Byli starsi, pewnie nie odpuszczali tak łatwo, jak kiedyś. Przynajmniej ona tym razem nie zamierzała tego spieprzyć.
- Cieszę się. - Dodała lekko, bo przyjemność sprawiało jej to, że mu smakuje, jak kiedyś smakowało. Może wcale nie tak wiele się zmieniło. Może życie nadal mogło być takie lekkie, nieskomplikowane jak wtedy, kiedy leżeli razem na polanie w Dolinie Godryka, kiedy każda przeszkoda była do pokonania. Trochę nadziei w tym smutnym świecie nie powinno jej zaszkodzić.
Kolejne słowa, które padły z jego ust spowodowały, że źrenice jej się rozszerzyły. Nie spodziewała się, nie sądziła, że może odbierać jej zachowanie w ten sposób. Była idiotką, zdecydowanie. Nie wpadła na to, że może czuć się gorszy. Dla niej był Księciem Kniei, kimś, komu każdy mógł zazdrościć, posiadał cały ogrom umiejętności, których inni nie mieli. Nie wpadła na to, jak może się z tym czuć, poczuła się naprawdę głupio.
- Po pierwsze, nigdy się ciebie nie wstydziłam, bardziej swojego zachowania. - Wolała to sprostować. - Po drugie, musisz sobie uświadomić, że bogactwo nie ma dla mnie znaczenia, nigdy nie miało, zresztą większość osób w ogóle nie zwraca na to uwagi, to się nie liczy. Jesteś najwspanialszą osobą, jaka pojawiła się w moim życiu, nikt mnie tak wiele nie nauczył. - Miłości do natury, do tego, co można było wyciągnąć ze świata.
- Po trzecie, oczywiście, że powiem o tym innym, chciałabym się tobą pochwalić. - Miała nadzieję, że jej słowa nieco dodadzą mu odwagi i pewności siebie, bo strasznie bolało ją to, że widzi się w ten sposób. Rozumiała z czego to wynika, jednak jej zdaniem te słowa, które o sobie mówił wydawały się być zupełnie bezpodstawne.
RE: [14.08.1972] I wonder how you hear me with your ears | Nora & Sam - Samuel McGonagall - 25.04.2024
Zdał sobie sprawę, że przestał oddychać. Nie wiedział co zrobić z oczami, z dłońmi, których palce nerwowo obracały kubek pełen ciepłej miłości. Znaczy czekolady. Nie pamiętał kiedy ktoś powiedział mu tyle miłych rzeczy na raz. To znaczy pamiętał, ale to i tak nie miało znaczenia, bo przecież Nora na pewno o nim nie myślała w ten sposób. A nie... chwila. To właśnie jej głos, jej melodia, jej słowa. A może dalej spał? A może to nie była prawda, Londyn już poprzednim razem przyniósł mu nieprzyjemne doświadczenia z halucynacjami?
Poruszył się niespokojnie. To byłby bardzo rzeczywisty sen, a on raczej takich nie miewał. Nie był w stanie spojrzeć jej w twarz, nie wiedział co począć z komplementami, które mu ofiarowała. Czy to nie powinno działać tak, że kiedy tęsknisz za miłymi słowami od kogoś kto jest dla Ciebie tak ważny, to gdy w końcu je dostajesz to powinieneś się cieszyć? Samuel nie wiedział, że demony niskiego poczucia własnej wartości tak właśnie działają. Że sprawiają, że stajesz się głuchy na coś, co nie jest Twoimi własnymi, upodlającymi Cię myślami. Te myśli często przyjmowały twarze ważnych osób, nawet jeśli te nigdy przenigdy nie mówiły tego, nie oskarżały, nie upodlały. Nora w jego głowie śmiała się z niego i uciekała wzrokiem od dziur w spodniach. Nora siedząca obok mówiła
Jesteś najwspanialszą osobą, jaka pojawiła się w moim życiu
Jak to było w ogóle możliwe? Nie rozumiał. Przełknął ślinę wciąż unikając jej spojrzenia, błądząc zagubionym wzrokiem po kuchni, nie chcąc zaprzeczać, ale też nie umiejąc podziękować. Nie umiejąc rozluźnić się.
– Dobrze. Czyli... mm...powiedz mi... jak Ty to widzisz? Jak... jakbyś chciała, żeby to wyglądało. To że...– odetchnął, słowa przychodziły mu z trudem, ale skoro powiedziało się a, to i b i c powinny się pojawić, czyż nie? – jakbyś chciała mnie mieć w swoim życiu? – był bardzo pasywny, bardzo też bolało go to, że czuł się tak obco w tym miejscu, które było przecież kwintesencją jej osoby. Czymś, na co pracowała całe życie. Ula mówiła o kompromisie, ale Sam miał zbyt słabą wyobraźnię by móc sobie go wyobrazić. – Jak często chciałabyś się ze mną widywać? – dodał, bo to też przyszło mu do głowy, może po prostu będą spędzać ze sobą czas w weekendy? – Czy... Czy mam poszukać innego domu w Dolinie, jak będziecie przyjeżdżać, ja... wiem, że macie swoje pokoje w Warowni, ale może, hmm... wolałbym... – szukał słów, nie miał słów. Ukrył twarz w dłoniach, czując przechodzące przez barki dreszcze. Czy nie powinien się cieszyć? Snuć marzeń o własnym domku na wrzosowiskach, o Mabel, na której rysunkach byłoby pełno maleńkich fioletowych kwiatków. Mógłby, mógłby to zrobić, mógłby nie wracać do Kniei dla nich. Ale Londyn...przerażał go. Był piekłem na ziemi, nie potrafił zrozumieć jak ktokolwiek mógłby chcieć żyć w tym piekle i nie widział się, po prostu nie widział się w tym miejscu nigdy. Czy to znaczy, że nie kochał jej dostatecznie mocno? Wątpliwość odbijała się echem. Wewnętrzna walka trwała, mimo, że usta miał zaciśnięte, że nie chciał jej ranić sobą, tym jaki jest niepoukładany.
RE: [14.08.1972] I wonder how you hear me with your ears | Nora & Sam - Nora Figg - 25.04.2024
[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/2d/65/dd/2d65dd6a64b001fdafe1b7112766ff54.jpg[/inny avek]
Może jej błędem było to, że nigdy o tym nie mówiła. Dla niej było to jasne, niczym promienie słońca w ciepły letni dzień, a jednak widziała po minie Samuela, że chyba dla niego nie było to wcale oczywiste. Może faktycznie powinna więcej mówić, uświadamiać go w tym, co o nim myśli. Może przywyknie do tego, że w ten sposób na niego patrzy. To mogło ułatwić im życie, zdecydowanie.
Uciekał wzrokiem, czuła, że to może być dla niego za dużo, ale tym razem nie zamierzała milczeć. Musieli sobie wszystko wyjaśnić, żeby później było prościej. Tak się jej przynajmniej wydawało, niedopowiedzenia powodowały natłok myśli, niepotrzebne skupianie się na rzeczach, które w ogóle nie były istotne. Lepiej było się tego wszystkiego pozbyć już teraz.
Zabawne, że miała w sobie tyle odwagi, że te słowa całkiem łatwo opuściły jej usta. Zależało jej na nim, przestała się więc bać tego co czuje, bo nie miała nic do stracenia, przecież kiedyś już jej się wymknął z rąk, a może ona z jego? Sama nie do końca wiedziała, jak można było to odczytać.
Tak właściwie, to się nad tym nie zastanawiała, nie sądziła, że sprawy potoczą się tak szybko. Nie miała żadnego planu na to, jak miałaby wyglądać ich relacja, wiedziała tylko to, że chciała, żeby był, po prostu. Nie mogła od niego wymagać porzucenia swojego własnego życia, to na pewno by nie zadziałało, trochę, jakby uwięziła ptaka w klatce. Londyn nie był dla każdego, nie był dla Sama, ona jednak czuła, że żyje faktycznie w tym zgiełku, kiedy nie musiała się martwić o kolejne zamówienia, kiedy mogła się spełniać w tym, co najbardziej lubiła robić. Na pewno nie była gotowa tego porzucić, nie kiedy właściwie kilka miesięcy temu porzuciła wszystko, żeby się tutaj znaleźć.
- Nie wiem, czy jest sens pytać o to, jak często chciałabym cię widywać, bo przecież to oczywiste, że codziennie. - Najlepiej gdyby też budził się i zasypiał u jej boku, ale to nie było przecież możliwe.
- Wiem, że masz swoje obowiązki, że próbujesz się odnaleźć w rzeczywistości po tym piekle, które wydarzyło się w Beltane, rozumiem to, nie będę od ciebie wymagać nie wiadomo czego, nie o to tu chodzi. Chciałabym, żebyś od czasu do czasu nas tu odwiedził, zdaję sobie sprawę, że nie znosisz tego miejsca. Mogę też częściej się pojawiać w Dolinie. - Jakby wcale nie bywała tam bardzo często. - Moglibyśmy się umówić chociaż na jeden dzień w tygodniu? Taki cały, dla siebie? - To mogło być za dużo, a zarazem przecież też niewiele.
- Mamy swoje pokoje w Warowni, mamy też u Lizzy, jest dużo możliwości. - Mogła też zawsze kupić sobie coś swojego, chociaż wcześniej nie widziała takiej potrzeby. Może filia w Dolinie nie była wcale takim głupim pomysłem, miałaby pretekst do tego, żeby odwiedzać to miejsce jeszcze częściej. - Nie zaprzątaj sobie tym głowy, jakoś się wszystko ułoży. - Rozumiała nawet jego podejście, jednak sądziła, że wszystko wydarzyło się zbyt szybko, że nie powinien od razu myśleć o kupnie czegoś, tylko dlatego, że zaczął z nią być, bo to nie miało żadnego sensu, przynajmniej jak na razie.
Sięgnęła powoli po jego dłoń, chciała dodać mu otuchy, nie sądziła, że ten dzień zakończy się taką poważną rozmową, pewnie on również. - Wszystko będzie dobrze. - Zapewniła go jeszcze całkiem pewnym tonem głosu, chociaż sama jeszcze nie ułożyła sobie tego w głowie tak do końca.
RE: [14.08.1972] I wonder how you hear me with your ears | Nora & Sam - Samuel McGonagall - 25.04.2024
Jej słowa wstrząsały nim do granic możliwości, do samego rdzenia Samuelowego istnienia. Jeden cały dzień tylko dla nich. a wspólnym śniadaniu w Warowni marzył o jednym spojrzeniu, o jednym słowie, a teraz regularnie miałby mieć jeden cały dzień. To wszystko było snem. Jakąś próbą generalną przed prawdziwą rozmową, bo przecież to wszystko było niemożliwe, nierealne...
– Nora ale ja chcę zaprzątać sobie tym głowę... – poprawił ją podnosząc w końcu błękitne smutne oczy na ukochaną, równie umęczoną co jego twarz. – Wszystko miało być dobrze wtedy, kiedy... no wiesz... wtedy. – Bał się wracać do tamtych chwil, bo ostatnio gdy to zrobili to się siarczyście pokłócili, poza tym, nie chodziło o to co zdarzyło się między nimi w przeszłości, ale o to jak chcieli budować swoją przyszłość. Westchnął i upił czekolady. Była taka słodka, kojąca, ciepła. Nie pomagała się skupić, ale pomagała nie myśleć o bólu i niepewności.
– Bo ja na prawdę nie wiem, co to znaczy cały dzień razem? Ja... słyszałem, że są randki, spotkania, że to robią ludzie, jak się ...em... spotykają, jak są chłopakiem i dziewczyną? – zwątpił. Czy oni nie byli na to za starzy. A przecież ani jedno ani drugie nie zmieniło się wcale. No może on trochę zmężniał i zarósł a jej przyszło kilka zmarszczek zmartwień, ale i tak wciąż byli młodzi. Czy nie byli? Tyle pytań, a każde odsuwało od sedna sprawy.
– Ja... umiem się teleportować wiesz, po prostu nie musiałem tego nigdy robić bo no... bo mogę latać, więc nie było powodu, szczególnie że przy pierwszych próbach aktywowała się klątwa, za dużo nerwów rozumiesz. – przygrył wargi. Krogulec też przecież był sekretem. – Moja mama zabroniła mi o tym komukolwiek mówić, o tym, że umiem też inną zwierzęcą formę przywdziewać. No bo...eee... niedźwiedź jest zarejestrowany w Systemie, ale krogulec już nie. – Czy to znaczyło, że był przestępcą? Jakoś nagle spiął się, bo o ile Bee wiedziała, że ma dwie formy, to nie traktował jej jako policjantki. Ale Erik...
– Bo jest jeszcze wiesz bo dowiedziałem się, że jest taka sieć z proszkami Fiu. Ty jesteś w tej sieci? Mogłabyś...em... mogłabyś być podłączona do Warowni? I wtedy no nie wiem... wtedy byłoby mi łatwiej trochę, bo...– nabrał powietrza i nadął policzki, tak dużo myśli, tak dużo słów. Rękoma pogestykulował coś, próbował się wesprzeć, trochę jak chwilę temu mały krogulec dyskutował z nią achając skrzydłami i skrzecząc w niezadowoleniu. – Nie chcę stąd wychodzić, ale w środku zdaje się bezpiecznie, patrz nic nie rozwaliłem pnączami czy coś. – sfinalizował. – Bee powiedziała, że spotka mnie z jakimś klątwłamaczem i w ogóle, ja.. tak bardzo nie chcę zrobić Ci krzywdy znowu. Albo Mabel. Tak... tak bardzo wiesz? Masz wspaniałą córkę, jest bardzo do Ciebie podobna. – wypalił nagle.
RE: [14.08.1972] I wonder how you hear me with your ears | Nora & Sam - Nora Figg - 25.04.2024
[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/2d/65/dd/2d65dd6a64b001fdafe1b7112766ff54.jpg[/inny avek]
Nie tylko Sam był w tym zagubiony, Norka przecież również nie miała specjalnie dużego doświadczenia w takich sprawach, całkiem długo opierała się jakimkolwiek dłuższym spojrzeniom, czy próbom nawiązania z nią relacji, tłumaczyła sobie, że nie jest gotowa, a może po prostu liczyła na to, że kiedyś będzie im dane spotkać się raz jeszcze. Miała nadzieję, że Samuel o niej nie zapomniał, że może gwiazdy zadecydują o tym, by napisać im szczęśliwe zakończenie. Naczekała się długo, ale się udało, było warto przez tyle lat żyć w samotności. Dostali kolejną szansę.
- Jak dla mnie to wystarczy, że po prostu będziesz obok, chociaż przez ten jeden dzień. - Nie oczekiwała żadnych randek, stawania na głowie, czy czegokolwiek innego, chciała po prostu, żeby na nowo się przed nią otworzył, chociaż miała wrażenie, że powoli już zaczęło się to dziać. Dzielił się z nią tym, co go gryzło, a był to całkiem dobry początek. Jak widać mówienie czasami przynosiło nawet dobre skutki. - Nie musimy robić tego, co inni ludzie, możemy robić to, na co tylko będziemy mieć ochotę. - W przeciwieństwie do Sama, ona nie uważała, że powinni się czymkolwiek sugerować, bo chyba nie o to w tym wszystkim chodziło, ale też najwyraźniej nie do końca się znała na takich sprawach.
- Ach tak, faktycznie możesz latać. - Zapomniała właściwie poruszyć temat ptaszyny, która dzisiaj zagościła w jej kuchni, nie miała pojęcia o tym, że tak potrafi, najwyraźniej nadal miał wiele tajemnic, których nie dane było jej jak dotąd poznać. - Rozumiem więc dlaczego nigdy nie pokazałeś mi tego oblicza, latanie to całkiem ciekawa umiejętność, zastanawiała się, jak to jest móc po prostu wzbić się w powietrze i uciec od otaczającego cię świata. - Najwyraźniej zupełnie jej nie ruszyło to, że w pewien sposób było to nielegalne. - Nie musisz się też teleportować, jeśli tego nie lubisz, ja nadal zresztą się tego nie nauczyłam i spodziewam się, że tak już zostanie. - Przestała podejmować próby już w Hogwarcie, po drobnym rozszczepieniu, miała uraz i nie zamierzała nigdy do tego wracać, chociaż mogło jej to ułatwić życie. Miała zresztą Thomasa, który był całkiem niezłą taksówką.
- Tak właściwie to mogłabym to zorganizować, zazwyczaj korzystam z innych kominków, ale może czas najwyższy się tym zająć. - Tym bardziej, że czasy były niespokojne, a ona przecież działała w Zakonie Feniksa, to nie był wcale taki głupi pomysł. - Tak, nic nie rozwaliłeś, będzie tylko lepiej. - Przecież to dopiero pierwsza próba, która wyszła całkiem nieźle, nawet jeśli zdarzyła się zupełnie przypadkowo. - Nie wierzę w to, że mógłbyś nam zrobić krzywdę, nawet przypadkowo. - Może była naiwna, ale naprawdę tak myślała.
Usta drgnęły jej w uśmiechu, kiedy wspomniał o Mab, gdyby tylko wiedział... ale to nie był dobry czas, prędko się nie dowie. Dla jego dobra, robiła to dla jego dobra, nawet jeśli było to kłamstwo. - Dziękuję, to naprawdę miłe. - Mówić tak o obcym dziecku, właściwie nie do końca obcym, ale nie było to chyba dla niego problemem, nie pytał jeszcze o jej ojca, może to i lepiej. - Co do klątwołamcza, jesteś pewien, że chcesz się z nim spotkać? Mam wrażenie, że ta umiejętność to część ciebie. - Nie chciała, żeby to tracił przez strach, że zrobi jej krzywdę.
RE: [14.08.1972] I wonder how you hear me with your ears | Nora & Sam - Samuel McGonagall - 27.04.2024
– Niech zatem będzie jeden dzień taki cały i inne dni takie po trochu. – Podbił stawkę i uśmiechnął się z nadzieją, z wciąż błyszczącym w jasnych oczach niedowierzaniem. To brzmiało jak spełnienie snów, których nigdy nie ośmielił się mieć, pewien, że przeszłość jest głęboko zakopana w lesie, niemożliwa już do odnalezienia. Ale nie, to nie była przeszłość. Byli starsi, cośtam jednak wiedzieli więcej o zawiedzonych oczekiwaniach, o tym, że "żyli długo i szczęśliwie" nie jest możliwe bez pracy...
Ożywił się również na myśl o kominkach fiu i o tym, że to znacznie mogłoby ułatwić wszystko wszystkim.
– Ja już sprawdzałem i taki proszek to on nawet nie jest jakoś dużo droższy mógłbym... moglibyśmy... – urwał bo jego wyobraźnia już galopowała do tego słynnego mitycznego kompromisu, w którym jest tak, że nic nie jest do końca na stałe, na twardo, chociaż w sumie to jest. Bo Nora mogłaby zamieszkać z Mabel w Dolinie i po prostu przechodzić kominkiem tutaj, do swojego królestwa. Albo on mógłby zamieszkać z nimi, choć odgłosy miasta cały czas go niepokoiły. Ale można by spróbować, zrobić to, czego ostatecznie przestraszył się osiem lat temu. Rozwiązanie wydawało się mu piękne, ale oznaczałoby również, że w pewnym sensie uczyniliby sobie z Warowni stację przesiadkową. Emocje wibrowały w powietrzu, a jego twarz zmieniała swoje oblicze jak tafla jeziora w burzowy dzień. Przygryzł wargę nie chcąc mówić tego co chodziło mu po głowie, ale na Knieję, przecież mieli rozmawiać!
– Ja myślę, że Bee się zgodzi na te kominki ona, jej bardzo zależy na tym, żebym... nie wiem tak mi się wydaje że jej zależy żebym nie wrócił do Kniei i w sumie ostatnio nawet tam pal licho domek ogrodnika, ale zaproponowała mi odbudowanie na starych fundamentach takiej chatki, której ściana przylega do murów warowni, na warsztat niby, ale mógłbym... mógłbym dobudować jedno piętro dla nas i...em... ale nie o to chodzi bo wiesz... – motał się – Tak właściwie to co jest między Tobą i Erikiem? Mówisz, że... em... że jestem Twoim chłopakiem to kim, nie wiem... Kiedy zerwaliście ze sobą? Dlaczego? Czy to przeze mnie? – wypalił w końcu rwąc rękaw koszuli kompulsywnie, z twarzą czerwoną tak jakby spędził nie dzień a co najmniej tydzień na ostrym słońcu.
RE: [14.08.1972] I wonder how you hear me with your ears | Nora & Sam - Nora Figg - 27.04.2024
[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/2d/65/dd/2d65dd6a64b001fdafe1b7112766ff54.jpg[/inny avek]
- Zgoda, to brzmi jak jakiś plan. - Pierwsze koty za płoty, udało im się coś między sobą ustalić. Jednak rozmawianie wcale nie wychodziło im tak źle, jak się jej na początku wydawało. Plan brzmiał na całkiem rozsądny, nie wiedziała, jak wyjdzie to wszystko w życiu, bo przecież mieli sporo innych obowiązków, jednak zamierzała się tego trzymać, a przynajmniej spróbować.
- Tak proszek nie brzmi bardzo skomplikowanie. - Podłączenie kominków do sieci również, mogłoby to ułatwić trzymanie się tego, co ustalili. Warownia była miejscem, w którym każde z nich czuło się dobrze i wydawało jej się, że Longbottomowie nie mieliby nic przeciwko temu, żeby pojawiali się tam od czasu do czasu. Zresztą i tak bywała tam bardzo często. Czuła się trochę, jak członek ich rodziny, mimo, że nie łączyły ich więzy krwi.
- Nie dziwię się, że zależy jej na tym, żebyś nie wrócił do Kniei, bo jest tam bardzo niebezpiecznie i nie wiadomo kiedy to minie. - Dodała jeszcze nieco zaniepokojona, że w ogóle brał taką opcję pod uwagę. Nie wiadomo, kiedy Widma znikną, a słyszała o nich naprawdę okropne rzeczy. Lepiej, żeby Sam nie ryzykował spotkania z nimi, bo mogło się to skończyć śmiercią.
- Brzmi to całkiem nieźle. - Uśmiechnęła się ciepło, bo może faktycznie Brennie udało się przekonać Samuela do pozostania w Dolinie. Wiedziała, że Longbottomówna potrafiła przemówić do rozsądku każdemu, najwyraźniej i Sam nie potrafił się oprzeć jej sugestiom. Bardzo dobrze, bo to oznaczało, że będzie bezpieczny. Może faktycznie istniała szansa, że to wszystko się jakoś ułoży?
Zamrugała dwa razy, kiedy dokończył swoje słowa. Ona i Erik? Wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami, jakby bardzo mocno się nad czymś zastanawiała. Skąd w ogóle takie podejrzenia? Faktycznie często można było ją zobaczyć u boku dziedzica Longbottomów, jednak nie spodziewała się, że może to zostać odebrane w taki sposób. Z drugiej strony, może faktycznie? Byli blisko, bardzo blisko, wiele osób twierdziło, że przyjaźń między kobietą, a mężczyzną nie jest możliwa, jednak oni byli tego idealnym zaprzeczeniem, bo od zawsze łączyła ich tylko i wyłącznie relacja przyjacielska. - Nie zerwaliśmy ze sobą. - Zaczęła mówić całkiem spokojnie. - Bo my z Erikiem, nigdy nie byliśmy parą. - Jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. - Jesteśmy ze sobą blisko, bardzo blisko, jest jedną z najbliższych mi osób, ale nigdy nie patrzyłam na niego w ten sposób. - Był jej przecież jak brat. Kochała Erika bardzo mocno, całym sercem, jednak nigdy w sposób romantyczny. - Skąd w ogóle ten pomysł? - Musiała o to zapytać.
RE: [14.08.1972] I wonder how you hear me with your ears | Nora & Sam - Samuel McGonagall - 27.04.2024
– Och, ale jej nie chodzi o teraz, tylko wiesz, tak w ogóle. Że jak już będzie dobrze i wszystkie upiory wrócą do siebie. Bee z resztą nigdy nie była jakoś mm... przyjaźnie nastawiona do mojego sposobu życia. Mimo, że nie raz wiesz próbowałem jej wytłumaczyć dlaczego mieszkanie w Kniei mnie... no... uspokaja. Bardzo doceniam to, że uważasz moją klątwę, za część mnie, ale no... – sposępniał i ukrył twarz w dłoniach. – Nora te ataki wróciły jak dostałem od Ciebie list, potem wtedy nad jeziorem, ja nie wybaczyłbym sobie gdyby Ci się coś stało. I dzisiaj w kuchni, byłem... taki skołowany, tak bardzo bałem się, że to znów uderzy. Ja nie panuję nad tym, nie wiem... nie wiem od czego zależy że te pnącza się pojawiają, ale po prostu nie chcę. To znaczy... – wziął głęboki oddech szukając właściwych słów w końcu powiedział tak, jakby się przyznawał do czegoś złego, a nie dobrego:
– Chce was chronić, a nie Wam zagrażać. – to był jeden z argumentów, dla których w ogóle nie chciał być z kimś na stałe. To był jego największy lęk od zawsze, nawet zanim ich ciała splotły się na leśnej polanie.
– Nie byliście? – podniósł głowę zaskoczony. Jego zdziwienie było szczere i głęboko zakorzenione. Nie wątpił, wierzył jej, po prostu... potrzebował trochę czasu żeby przyjąć tę informację. – Ale... ale przecież widziałem Was, widywałem Was jak... jak jesteście blisko, jak się dotykacie. I nawet teraz, no... na tym..emm... śniadaniu, zdawaliście się bardzo skupieni mocno na sobie... czy coś... – burknął. Umierał wtedy z zazdrości ale czy warto było o tym mówić więcej? – Ja... byłem przekonany, że lubisz go bardziej ode mnie. Że, no... że z nim byłabyś szczęśliwsza. Że on mógłby Ci dać to wszystko, czego ja nie mogę. Czego nie mam. – na obecnym etapie mówił już do swoich rąk, a nie do Nory. Może to była kwestia zmęczenia i ilości wcześniej wlanego w siebie alkoholu. Może jak już zaczął mówić, jeszcze tego ranka w kierunku Uli, to teraz po prostu nie potrafił się zamknąć, granica między myślami i językiem runęła i odsłaniał przed Norą kolejne warstwy brudu, który nie liczył sobie ostatnich miesięcy, ale lata nawarstwionych przekonań i gniecionego w sobie poczucia niższości.
|