[22.07.72 | Little Hangleton] tak ci końcówkowuję z niepisaniowości - Anthony Shafiq - 23.04.2024
adnotacja moderatoraRozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Piszę więc jestem
Rozliczono osiągnięcie - Isaac Bagshot - Piszę więc jestem
—22/07/1972—
Anglia, Little Hangleton
Isaac Bagshot & Anthony Shafiq
Muzo
Natchniuzo
tak
ci
końcówkowuję
z niepisaniowości
natreść
mi
ości
i
uzo
Dochodziła siedemnasta, gdy powrócili do posiadłości Anthony'ego, po oglądaniu zamkowej rudery naszpikowanej możliwie strasznymi, że aż kuriozalnymi rekwizytami. Shafiq, mimo że jednoznacznie dał do zrozumienia, że chce z Isaakiem porozmawiać, nie odzywał się w karocy wcale, patrząc przez uchyloną zasłonę na rozjaśniające się niebo. Gdy dotarli na miejsce te kilka minut później, u góry znów królowało słońce, a jedynym śladem po burzy była pospiesznie parująca z liści drzew i traw woda.
Rezydencja ociekała prostotą i skromnością, złożona niejako z dwóch części na modłę domów ze starożytnego Rzymu: głównej, piętrowej siedziby na planie kwadratu z symetrycznym acz niewielkim atrium w środku oraz drugiej, na planie prostokątu, gdzie ujmując rzecz największym skrócie podłużny basen na środku okraszony rzędem cyprysów i bielonych rzeźb, otoczony był kolumnadą podtrzymującą ciągnące się arkady, kryjące się rozległe tarasy, przylegające do gościnnych pokoi oraz zadaszonych przestrzeni do relaksu, rozmów i zabaw.
Isaak teleportowany był za pierwszym razem w przestrzenie ogrodowe, które mogły zachwycać wprawne oko lubujące się w architekturze Włoskiej dbałością o detale. Tym razem jednak nie wyszli na zewnątrz, Anthony bowiem na obszernym holu w pierwszej części domu, nie wyminął potężnej fontanny z rzeźbą Urobosa pożerającego słońce by wyjść do drugiego atrium, a wspiął się po marmurowych schodach do góry. I znów, w milczeniu tuż przy potężnych drzwiach prowadzących najprawdopodobniej do sali balowej, odbił w prawo, idąc niespiesznie długim białym korytarzem wyłożonym miękkim lazurowym dywanem. Gdy skręcili ponownie oczom młodego stażysty ukazał się specyficzny widok - ciąg dalszy korytarza gubiła ascetyczny, klasyczny wygląd na rzecz kolekcji, która w bardzo chaotyczny sposób prezentowała przy ścianach. Rzeźby, misy, wazy, artefakty - wszystkie eksponaty łączył jeden wspólny motyw: smok. Białe ściany i rozległe okna uwypuklały chaos kolorów i faktur, Anthony zdawał się jednak totalnie na to nie zwracać uwagi. Otworzył pierwsze drzwi, które napotkali i zaprosił Isaaca do środka.
Porządek powrócił, tym razem młody chłopak miał szansę zderzyć się z inną kolekcją. W białym, klasycystycznie wykończonym i bardzo jasnym pomieszczeniu każda z półek uginała się od książek, przywodząc na myśl księgozbiór Parkinsonów z Alei Horyzontalnej. Przy oknach, których widok z pewnością był magicznie spreparowany, stało obszerne biurko, fotel za nim i dwa fotele przed nim. Anthony odwiesił płaszcz na stojący przy wejściu wieszak, ściągnął rękawiczki i odetchnął głęboko znajomym zapachem kurzu i mądrości wieków.
– Herbaty? A może whisky? Na co masz ochotę Isaaku? – zapytał miękko, podchodząc do biurka i wyciągając z niego grubo ciosaną w szklę karafkę i dwie szklanki. Mimo entuzjazmu, który okazywał przez cały okres zwiedzania, zdawał się zmęczony. Teraz dopiero widać było jego lekko zapadniętą i pobladłą twarz, teraz w tym świetle dostrzec można było sińce pod oczami, jakby od jakiegoś czasu nie spał zbyt dobrze. A przecież w biurze nie było go wcale, zupełnie jakby panna Stanhope miała racje, zupełnie, jakby się ukrywał.
– Co myślisz o dzisiejszym dniu? – zapytał nalewając i sobie i jemu, choć na razie w ogóle nie usiadł, a oparł się biodrem o biurko. – Potrzebuję Twojego oka. Mów mi wszystko. – uściślił ocierając sobie usta kciukiem, gdy upił niewiele złocistego płynu.
RE: [22.07.72 | Little Hangleton] tak ci końcówkowuję z niepisaniowości - Isaac Bagshot - 23.04.2024
Izaak czy tam Isaac, naprawdę bawił się dzisiaj bardzo dobrze. Lubił przygody oraz niespodziewane zwroty akcji. Czasami brakowało mu adrenaliny, więc raz na jakiś czas dobrze było postarać się o jej zastrzyk. W ramach ciekawostki warto również wspomnieć, że pisownia imienia Bagshota nie miała tak naprawdę większego znaczenia. Chodziło tu bowiem o znaczenie samego imienia.
-Miłego wieczoru i do zobaczenia. - Pożegnał się pogodnie z Morpheusem oraz Neilem. Założył na głowę kapelusz i dał się poprowadzić swojemu szefowi. Bycie stażystą było całkiem zabawne. W życiu nazywano go w różny sposób. Mieszkając w Europie, często nawet nie rozumiał co ludzie o nim mówili, ale stażystą został chyba pierwszy raz!
W karocy milczał, widząc że Anthony popadł w zadumę. Otworzył więc swój notatnik i porządkował to, co napisało samopiszące pióro. Wyciągnął różdżkę, żeby pomóc sobie w segregowaniu. Chciał przygotować dla pana Longbottom’a przejrzysty oraz zwięzły spis wszystkich zmian, jakie ten chciał wprowadzić we własnym domu. Nie zajęło mu to dużo czasu, więc kiedy dojechali na miejsce, miał już przygotowaną i ładnie zapieczętowaną kopertę.
Rezydencja bardzo mu się podobała, jednak z grzeczności nie rozglądał się bardziej niż powinien. Nigdy nie spotykał się z Anthony'm na “pogawędki” inne, niż te które dotyczyły pracy, więc postanowił zachowywać się jak pracownik.
Przechodząc przez kolejne pomieszczenia, przypominał sobie jak gościł w podobnych domach podróżując po Europie. Zwłaszcza rosyjscy czarodzieje bardzo lubowali się w przepychu, i czuli ogromną potrzebę pokazania światu swej potęgi oraz bogactwa. Rezydencja Shafiq’a urządzona była jednak w dobrym guście oraz ze smakiem. Bagshot również lubił otaczać się sztuką, a miejsce to przypominało mu czas który spędził we Włoszech. Był to dla niego naprawdę dobry rok, ponieważ udało mu się zregenerować siły.
- Chętnie napiłby się herbaty. - Podszedł do biurka i położył na nim kopertę. Napisane na niej było:"Morpheus Longbottom".
- Zależy o co pan pyta, panie Shafiq. Dom ma ogromny potencjał i mam nadzieję, że pan Longbottom zainwestuje w niego sporo czasu i pieniędzy. To zabytek, więc szkoda żeby takie budynki skazane były na popadanie w ruinę. Wszystko dla przyszłych pokoleń. - Uśmiechnął się lekko.- Jeśli chodzi o Neila i pana Morpheusa, to słodka z nich para, ale mam wrażenie, że ten pierwszy nosi w sobie niewypowiedziany żal. Albo i wypowiedziany, ale niezauważony przez pana Longbottoma. Świadomie, lub nie. - Powiedział spokojnie. Nie jemu to jednak było oceniać. - Dzień był udany, bardzo lubię takie przygody. Ktoś się bardzo postarał. Było zaskakująco i przyjemnie. Za to pan wygląda na zmęczonego i nieco zatroskanego. Może lepiej, żeby się pan położył, panie Shafiq? Może mi pan wysłać jutro list z dalszymi zaleceniami, a herbaty napiję się w domu. - Powiedział, przyglądając się Anthony'emu z delikatnie zmarszczonymi brwiami.
RE: [22.07.72 | Little Hangleton] tak ci końcówkowuję z niepisaniowości - Anthony Shafiq - 24.04.2024
Anthony wciąż pół siedząc na biurku, pół stojąc, odstawił szklankę na powrót na blat i sięgnął po zaadresowaną kopertę. Z zaciekawieniem otworzył ją słuchając przy okazji referującego mu Isaaka. Smukłe palce przesuwały się po papierze, weryfikowały zapiski w stosunku do tego co mówił Morpheus, a przynajmniej co Shafiq zapamiętał z jego mówienia. Z przyjemnością skonstatował, że Bagshot wychwytywał nie tylko bezpośrednio wypowiedziane ku niemu słowa, ale też z kontekstu i zachowania Morpheusa dopisał kilka własnych interpretacji czy sugestii dotyczących remontu. Zgodnie z oczekiwaniami, był dobrym obserwatorem i uważnym słuchaczem.
Zgodnie z oczekiwaniami, był również straszliwym paplą.
Wszystkie trzy punkty odhaczone. Zameczek, Morpheus i Neil oraz zawoalowany komplement i sugestia troski, płynąca z położenia go do łóżka w porze popołudniowej herbaty nie spotkała się z komentarzem ze strony Anthony'ego, który bardzo dokładnie, w wystudiowany sposób przeglądał dokumenty. Ani brewka mu nie tykla, ani żyła nie pojawiła się na skroni, oczy nie uciekły w newralgicznych momentach ku rozmówcy zdradzając wrażliwe punkty w złocistym pancerzu. Nic. Był doskonałym pokerzystą.
– Skąd wniosek, że są parą? – zapytał w końcu odkładając zapiski na powrót do koperty i przesuwając ją do skórzanej, obecnie pustej przegródki o złotych obiciach. Ważne, jak widać nie było zbyt wiele ważnych i pilnych rzeczy w jego życiu obecnie.
Uwagą powrócił do whisky, a moment po zadaniu pytania przed Bagshotem pojawiła się taca z małym białym imbryczkiem w którym pod przykryciem parzył się już najlepszej jakości earl grey z kwiatami chabru i lekką sugestią kardamonu. Filiżanka czekała na zapełnienie, ale to niewielka złocista klepsydra odmierzała czas, który napar potrzebował do zaparzenia. W środku przesypywał się piasek imitujący czerwone rubiny, zupełnie jakby była to miniaturka wielkich klepsydr przyznawanych punktów w Hogwarcie. Gryfindor tracił, ale Isaak na zakończenie procesu mógł cieszyć się wyborną herbatą. Cukiernica i dzbanuszek z mlekiem czekały, podobnie jak dodatkowy talerzyk na odstawienie koszyka z nasączonym suszem. Do całości dodany było dodane również niewielkie kruche ciasteczko z zagęszczoną marmoladą pomarańczową.
RE: [22.07.72 | Little Hangleton] tak ci końcówkowuję z niepisaniowości - Isaac Bagshot - 25.04.2024
-Mówiąc para, miałem na myśli ludzi mających się ku sobie.- Uściślił, obserwując jak "Gryffindor traci swoje punkty”. Uśmiechnął się lekko sam do siebie na myśl o szkolnych czasach. Pamiętał, że przez kilka pierwszych tygodni był zdruzgotany, ponieważ tiara przydziału nie przydzieliła go do Ravenclaw.
Isaac nie udawał troski, kiedy zaproponował żeby Anthony odpoczął. Naprawdę wyglądał na zmęczonego, a przecież dalsze plany mogli omówić listownie. Nie miał jednak zamiaru się powtarzać. Anthony go usłyszał i celowo zignorował sugestię, więc nie było tematu. Zwiedzanie dworku również mu się podobało, więc mówił szczerze, a nie po to, żeby się przypodobać. Nie musiał wślizgiwać się w niczyje łaski.
Bagshot sięgnął po herbatę, dolał sobie mleka i upił łyk, spoglądając na kolekcję książek jaką posiadał Shafiq. Uwielbiał książki i mógł je czytać godzinami. Najbardziej interesowały go te historyczne, ale lubił również kryminały, bajki dla dzieci oraz mugolskie dzieła traktujące o czarodziejach i magii. Kryminały pobudzały emocje i zmuszały do myślenia, bajki dla dzieci przemycały życiowe mądrości, a mugolskie treści bywały zabawne.
-Co lubi pan czytać, panie Shafiq? - Zainteresował się, nie odwracając wzroku od książek. Domowa biblioteczka dużo mówiła o jej właścicielu. Nawet, jeśli była tylko ozdobą.
Isaac zadał to pytanie, ponieważ było neutralne, a skoro miał już wypić herbatę, to nie chciał tego robić w ciszy.
RE: [22.07.72 | Little Hangleton] tak ci końcówkowuję z niepisaniowości - Anthony Shafiq - 27.04.2024
Partia szachów. To lubił. Podobała mu się zmiana w zachowaniu Isaaka, jakby podskórnie przeczuwał, dostosowywał się do zasad, szkoda tylko, że kilka minut za późno. Popołudniowe słońce wpadało przez obszerne okirennice, Anthony zdawał się być absolutnie zrelaksowany, jak wąż wygrzewający się w przyjemnym cieple na kamieniu.
– A zatem... skąd wniosek, że są ludźmi mającymi się ku sobie? – powtórzył tym samym tonem, wiedząc już, że w tej rozgrywce odsłonił, co było dla niego istotne, choć wciąż nie pokazując swojej ręki, nie tłumacząc dlaczego to było istotne. Ścigał króla Bagshota od niechcenia, poświęcenie w tym momencie wieży było mało istotne, skoro na końcu czekała go upragniona korona.
– Lubię czytać... – uciekł wzrokiem ku regałom, zupełnie jakby szukając odpowiedzi pośród grzbietów książek. Chłodne oczy okraszone rozrastającymi się niespiesznie kurzymi łapkami zatrzymały się nagle na jednej półce, a dołeczki w uśmiechniętych policzkach wskazały na coś, co przyszło mu do głowy. Sięgnął po różdżkę i przywołał do siebie dwie książki. Zdecydowanie nowożytnie, w miękkiej oprawie. Dziwnie znajome. – Lubię czytać. – stwierdził ostatecznie, łapiąc drugą ręką ów pozycje i kładąc je na biurku, znów, nie zdradzając celu tego manewru, podbijając stawkę, podgrzewając nieco gorąc wygodnego fotela, na którym siedział ich autor. – Dla rozrywki, preferuję klasykę, ale nie stronię od... współczesnych pomysłów. Nie lubię książek głupich, obrażających inteligencję czytelnika. Nudzą mnie też książki przyrodnicze, wolę tematykę kulturową, socjologiczno-polityczną, czasem też hmm... religijną, ale to głównie zimą, kiedy aura bardzo sprzyja rozważaniom o śmierci. A Ty? – kolejny łyk whisky. Anthony podniósł się z ciosanym kryształem w dłoni, zataczając płynem niewielkie kręgi i zajął miejsce przy biurku, na swoim bardzo wygodnym fotelu. Wieża poświęcona, teraz dwa kroki do tyłu, zaproszenie do przejęcia inicjatywy. Zaproszenia do wejścia w pułapkę.
RE: [22.07.72 | Little Hangleton] tak ci końcówkowuję z niepisaniowości - Isaac Bagshot - 28.04.2024
Isaac uśmiechnął się do Anthony'ego z nad filiżanki herbaty. Oderwał na chwilę wzrok od książek.
- Mowa ciała, spojrzenia, intuicja oraz niewypowiedziany żal i pretensje młodszego z mężczyzn. Czy taka odpowiedź jest wystarczająca, panie Shafiq? Starałem się skupić na swoim zadaniu oraz dobrej zabawie, ale niektóre zachowania same rzucają się w oczy. - Skoro już mieli współpracować, to starał się odpowiadać wyczerpująco na pytania które zadawał mu Anthony. Stąd jego dłuższy wywód na początku ich rozmowy. W końcu za to miał płacone, prawda? Jesli Shafiq oczekiwał jednak czegoś innego, to powinien zacząć się komunikować.
- Lubię książki historyczne, o kulturze oraz sztuce. Polityczne jestem zmuszony czytać, ale nie robię tego z przyjemnością. - Zaczął, stając nieco bokiem do Anthony'ego, żeby lepiej widzieć biblioteczkę.- Lubię kryminały, ponieważ działają na wyobraźnię i trzymają w napięciu. Przeczytałem też chyba wszystkie dostępne książki dla dzieci, ponieważ zawierają w sobie ukryte mądrości i bardzo mi się to podoba. Moją ulubioną jest: "traktuj innych tak, jak sam chciałbyś być traktowany". - Ponownie przeniósł spojrzenie błękitnych oczu na swojego rozmówcę. Jak zwykle błyskały w nich ogniki wesołości oraz zainteresowania otaczającym go światem.- Niby logiczne, ale wielu dorosłych dawno już zapomniało, że trzymanie się takich prostych zasad może poprawić jakość ich życia, oraz jakość życia ludzi wokół. Żeby hmm... - Zmarszczył lekko brwi.- Bardzo często prości, ubodzy ludzie kierują się takimi zasadami. Nie zdają sobie jednak z tego sprawy. Nie musieli nigdzie tego wyczytać, panie Shafiq. To się bierze po prostu z ich serca. Tak więc do listy moich ulubionych książek, dodałbym również te socjologiczne. Lubie się uczyć o ludziach, obserwować ich, badać zachowania, poznawać nowe kultury i porównywać je, żeby później mieć jakiś punkt odniesienia. - Wypił do końca swoją herbatę. W końcu zrobiło mu się trochę cieplej. Odstawił filiżankę na biurko.-Myśli pan, panie Shafiq, że na świecie jest więcej dobrych, czy złych ludzi? Wiem, że to dość duże uogólnienie, bo to tak jakby wsadzić całą ludzkość do jednego z dwóch worków.
RE: [22.07.72 | Little Hangleton] tak ci końcówkowuję z niepisaniowości - Anthony Shafiq - 29.04.2024
Cały czas nie umiał sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wolał te momenty, kiedy z Isaaca płynęły strugą słowa, czy te, w których właśnie skąpił ich światu, próbując dostosować się do zasad narzuconej gry, które były ukryte z woalem salonowej intuicji.
– Dopytuję, ponieważ, jak już mieliśmy okazję rozmawiać wcześniej, żyjemy w kraju, w którym samo insynuowanie tego, że ktoś ma jednopłciowe preferencje, mogłoby temu komuś bardzo mocno zaszkodzić. – upił kolejny łyk złocistego płynu, a jego twarz wyrażała porcelanową troskę. – Na pewno znasz losy mugolskiego naukowca Turinga. Anglia zmienia się powoli i nawet jeśli teraz świat czarodziejów skupiony jest wokół pytania o pochodzenie i rodowód, obyczajowość i seksualność wciąż znajdują się za ciężką zasłoną tabu. – Usadowił się wygodniej na fotelu i oparłszy się o podłokietniki, ułożył ze swoich długich, pianistycznych palców piramidkę, wpatrując się wciąż stalowymi oczyma w Isaaca.
– Cieszy mnie Twoja spostrzegawczość, cieszą mnie wnioski, którymi się ze mną dzielisz. Twoje oko obserwatora, intuicja, wyczucie ludzi, to kilka z tych cech właśnie, które zdecydowały o moim angażu Twojej osoby. Nie będę ukrywać jednak, że niepokoi mnie łatwość z jaką przychodzi Ci mówienie o tych sprawach. Proste mają się ku sobie mogłoby przekreślić karierę mojego przyjaciela w ministerstwie. Chciałbym mieć pewność, że masz tego świadomość oraz, że otwartość jaką cechują nasze rozmowy, nie wychodzi poza... ten gabinet. – finezyjnym, acz oszczędnym gestem wskazał białe ściany i regały pełne ksiąg. – ...ten, czy inny w którym się spotykamy. Nasz świat jest hermetyczny i to, co byłoby zabawną plotką w Neapolu, tutaj może być jadowym ostrzem. Bardzo, bardzo zależy mi na tym, żebyś o tym wiedział. Jest to...hmm... moje zaufanie, które składam Ci w Twoje ręce, zapraszając Cię do, być może bardziej błahych w wymiarze zadań niż ratowanie niezadowolonych petentów na celnej granicy. Bo świat w mojej ocenie, jest pełen ludzi. Ani dobrych, ani złych. Po prostu ludzkich. Ci zaś są w stanie zrobić bardzo wiele, by wspiąć się ku górze kosztem innych. Lubię patrzeć na Twoją ufność, mam nadzieję, że rozumiesz moją obawę, że z podobną ufnością mógłbyś podejść do kogoś, kto chciałby mi lub moim bliskim zaszkodzić? – Próżno było w jego głosie szukać napięcia, które być może powinno towarzyszyć tego typu treściom. Był stonowany, rozluźniony. Zaciekawiony kolejnym ruchem, ryzykiem, które podjął.
RE: [22.07.72 | Little Hangleton] tak ci końcówkowuję z niepisaniowości - Isaac Bagshot - 04.05.2024
Kiedy Anthony zaczął mówić, Isaac oderwał spojrzenie od biblioteczki i spojrzał na mężczyznę. Nie przerywał mu, mimo naprawdę wielkich chęci. Westchnął i pokręcił głową. Jeszcze kilka tygodni temu, po prostu by mu odpowiedział, że możliwe iż zaufał złemu człowiekowi i dopiero za jakiś czas się przekona, jak jest naprawdę. Z początku nie polubił Shafiq'a. Zmienił zdanie dopiero po kilku spotkaniach, na których miał szansę trochę go poobserwować. W końcu skończył za nim dzisiaj w "przepaść", prawda? Isaac z łatwością był w stanie wykryć iluzje i wiedział, że nic złego im się przy tym nie stanie. Nie wiedział jednak, jaki będzie efekt takiego "skoku". Zamiast wylądować na miękkich poduszkach, mogli równie dobrze przez piętnaście minut zwisać głową w dół, lub wpaść do kałuży pełnej zimnej wody oraz błota. Niezbyt przyjemna wizja, prawda? Jednak jak już cierpieć, to z kimś zawsze raźniej.
-Panie Shafiq, ja wiem, że dużo mówię. Ale proszę mi wierzyć, że wiem co mówię i do kogo mówię. Chyba pan nie myśli, że komukolwiek bym o tym powiedział? - Uniósł ku górze jedną brew, a w jego głosie można było wyczuć nutkę żalu.- Przecież to sprawa pana Longbottoma i Neila, a nie moja. To ich prywatne życie. Miłość, to miłość panie Shafiq. Powiedziałem panu o moich wnioskach, ponieważ uznałem, że tego pan ode mnie oczekiwał. I to chyba oczywiste, że zna pan pana Longbottoma oraz jego preferencje, więc z moich słów nie dowiedział się pan niczego nowego. - Z drugiej strony rozumiał Anthony'ego. Mężczyzna miał prawo mieć wątpliwości. No cóż, były sprawy, o których Shafiq nie wiedział, albo przynajmniej tak się Isaac'owi wydawało.
Bagshot trzymał w swojej głowie oraz w myślodsiewni ludzkie historie i sekrety, których użył do napisania swojej ostatniej książki. Nigdy jednak nie wykorzystał przeciwko nikomu swojej wiedzy. Wspomnienia weteranów wojennych, cywilów, najeźdźców, oraz ludzi którzy przeżyli piekło Holokaustu, zupełnie zmieniły jego światopogląd.
-Lubię ludzi, wierzę w dobro, jestem towarzyski oraz miły, ale nie ufam tak łatwo, jak może się to panu wydawać. Szanuję ludzkie tajemnice.- Wyjaśnił zgodnie z prawdą. Z lekko zmarszczonymi brwiami, ponownie przeniósł spojrzenie na książki. Położył rękę na oparciu krzesła.- I wiem, co się stało z Alanem Turingiem. Został wykorzystany, oskarżony o obrazę moralności a później ukarany. To bardzo przykre. To się dzieje i działo nie tylko u nas. Niemcy podczas wojny masowo ściągali homoseksualistów do obozów, odbierając im prawa i nazywając wynaturzeńcami. Poznałem historie wielu ludzi, którzy stracili w taki sposób bliskich. I takich, którzy właśnie taki obóz przeżyli.- Westchnął cicho i postanowił dolać sobie herbaty do filiżanki. Takie tematy, to była jego słabość. Isaac był bardzo empatyczny i za każdym razem trochę to przeżywał. Chyba nie miał dzisiaj siły na "walkę" umysłów z Anthony'm. Miał za to wiele historii, które mógłby mu po prostu opowiedzieć.
- Chcę, żeby ludzie myśleli, że im ufam. To bardzo przydatne w mojej pracy.- Isaac był więc trochę białym oszustem. To wszystko było bardzo pokrętne...
RE: [22.07.72 | Little Hangleton] tak ci końcówkowuję z niepisaniowości - Anthony Shafiq - 05.05.2024
Cóż, gdyby miał pewność, że Isaak nie paplałby o różnych sprawach na prawo i lewo, wtedy z pewnością ta rozmowa by w ogóle się nie odbyła. Na cóż byłoby wtedy strzępić język? Z drugiej strony, to co robił było dla niego swoistą nowością. Zazwyczaj bowiem skrupulatnie prześwietlał swoich podwładnych, wybierając z pieczołowitością najdorodniejsze, najbardziej rokujące ale i lojalne okazy. To nie trwało tygodni ani miesięcy. To był proces liczony w latach, jak czas, którego potrzebowało dobre wino, aby zasłużyć na bycie poddanym degustacji. Tymczasem Isaac był jak grono zerwane prosto z neapolitańskiego krzaczka, którego słodki sok był lepki i interesujący, wciąż jednak brakło mu tej głębi. To było irytujące. To było intrygujące. Przełamywało nudę, było ryzykiem, które pod wpływem impulsu postanowił podjąć.
I teraz, może przez treningi oklumencji, mając całkiem niezły wgląd we własne odczucia, filtrując emocje od myśli, a te drugie też poddając kolejnej filtracji i analizie... teraz dochodził do wniosku, że całkiem nieźle się bawi na tym absolutnie dziewiczym terenie ryzyka rozmowy z kimś, kto zdecydowanie zbyt szybko miałby mieć dostęp do wrażliwych danych. Zupełnie jakby Anthony z nudów był złodziejem, który rozrzucał w nieuwadze ślady z samej chęci bycia złapanym. Poczucia znów dreszczyku na plecach. Niepewności.
Ktoś mógłby powiedzieć, że wzięcie pod skrzydła wygadanego idealisty to małe ryzyko, skala jednak obejmowała okresy kontroli absolutnej, ocierającej się o paranoję, więc w tych okolicznościach bieli, nawet i szara kropka mocno wybijała się i przyciągała wzrok.
– Nie myślę? – trochę go przedrzeźnił, sącząc whisky i słuchając jego dąsów i zapewnień. Było w nim coś uroczego gdy tak się zarzekał, jakby sama deklaracja miała wystarczyć Anthony'emu by wylać fundamenty i zbudować od razu dwie, jak nie trzy kondygnacje. Dlatego tylko słuchał z uśmiechem błąkającym się po twarzy, trochę jak nauczyciel patrzący na wstępne popisy swojego podopiecznego. Kalekie, nieuporządkowane, dalekie od perfekcji, ale wymagające docenienia za sam fakt podjęcia próby.
Dopiero na ostatnie zdanie zareagował mocniej, szeroko rozciągnięte usta roziskrzyły i stalowe oczy.
– O proszę, w końcu sięgamy sedna. Potrzebujesz by inni Ci ufali do swojej pracy. Tak. Jest to jedna z Twoich zalet, która przykuła moją uwagę. To bardzo trudne Ci nie ufać. Bardzo trudne w tym potoku przyjaznych słów wyłapać ostrze egoistycznej potrzeby, pewnego... wyrachowania w takiej a nie innej strategii. To jest niezwykle przydatna umiejętność, spalająca dużo energii, ale opłacalna, zwłaszcza przy kontakcie z gminem. Z taką panną Stanhope. Ale – dolał sobie whisky, może nie powinien tyle pić, ale czuł w kościach, że spotkanie i tak niedługo dobiegnie końca, a on będzie mógł zaszyć się w sypialni i znów katować fortepian tym samym deszczowym preludium, w którego monotonnie powtarzających nutach chciał zawrzeć wszystkie swoje monotonnie powtarzane tony osamotnionej duszy. Najpierw jednak zabawa – co mnie ciekawi, to pytanie do jakiej pracy potrzebujesz mojego zaufania. – odwrócił jego deklarację sprawnie, wskazując jej słaby punkt. – Cenię Twoją szczerość z oczywistych względów, ale spokojnie mogę odbić Twoje pytanie z pewnej małej orientalnej knajpki – skoro wiedziałeś jaka praca czeka Cię na najniższym stanowisku oddziału zajmującego się głównie biurokracją, to czemu w ogóle się na to decydowałeś? To wielka zmiana, w stosunku do życia, które prowadziłeś wcześniej. A jednak, oto siedzimy tutaj, piejmy, rozmawiamy... Dlaczego Isaacu? Dlaczego miałbym nie szukać w tym ukrytego motywu? Drugiego dna, skoro zaufanie jest tym, czym handlujesz, czym obracasz jak walutą.
RE: [22.07.72 | Little Hangleton] tak ci końcówkowuję z niepisaniowości - Isaac Bagshot - 07.05.2024
Isaac pił herbatę ze swojej filiżanki i obserwował uważnie Anthony'ego. Uśmiechnął się lekko kącikiem ust. Mężczyzna zadawał mu pytania, nad którymi Bagshot tak naprawdę na co dzień się nie zastanawiał. Niektóre decyzję dotyczące swojego życia, podejmował w afekcie. Miał jednak zasadę, żeby nie wracać do przeszłości i nie rozmyślać nad tym, że mógł zrobić coś inaczej, albo lepiej. Po prostu robił to, na co w danym momencie miał ochotę.
- Ta… umiejętność, jak to pan ją nazwał, panie Shafiq, nie spala mojej energii. To zawsze przychodziło mi bardzo naturalnie. Taki po prostu jestem, nie muszę o tym myśleć. Widzę osobę i po prostu… wiem co robić, albo co powiedzieć. I nikt nigdy nie nazwał mnie wcześniej wyrachowanym. A słowo “gmin” w pańskich ustach, brzmi dla mnie nieco pejoratywnie.- Patrzył w stalowe oczy Anthony'ego, wiedząc, że tego typu rozmowy przysparzają mu rozrywki. Dla Isaac'a również był to jakiś zastrzyk adrenaliny, ponieważ nikt wcześniej nie “odkrywał” jego sekretów. To było dziwne, że Shafiq tak dużo o nim wiedział.
-Do jakiej pracy potrzebuję pańskiego zaufania? - Powtórzył na głos, żeby móc się nad tym tak naprawdę zastanowić. Odstawił filiżankę na tacę i oparł się o oparcie krzesła. Głowę ułożył na ręku, przyglądając się Anthony'emu.-Może to pana rozczarować, ale nie mam planu zdobycia pańskiego zaufania. Nie staram się niczego zdobyć, po prostu współpracujemy, więc jestem… sobą? A może… kiedyś nadejdzie taki dzień, że będę potrzebował pańskiej pomocy? Może na to liczę? Że mi pan wtedy pomoże. Nie wiem… bo tak naprawdę moja praca, nie ma z panem nic wspólnego.- Zastanowił się. Nie wiedział dokładnie jakiej pomocy mógłby od mężczyzny oczekiwać, kiedy oraz dlaczego, ale tak po prostu czuł. Nie starał się również wejść w jego łaski, po prostu był Isaac'iem który odpowiadał na pytania tak jak potrafił. I który miał mętlik w głowie, nie mając pojęcia czy uda mu się zrealizować swoje przyszłe plany.
- A dlaczego przyjąłem tę pracę? Pewnie dlatego, że chciałem wrócić do domu, ale potrzebowałem do tego czegoś więcej niż tylko samych chęci. Byłem załamany po napisaniu mojej drugiej książki. Żałuję, że ją napisałem. Chciałem przestać pić i brać narkotyki. No i pojawił się pan, panie Shafiq. Nie mam pojęcia o czym rozmawialiśmy, kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy.- Westchnął, bo naprawdę nie pamiętał i trochę go to irytowało. Miał jednak pewność, że nawet w takim stanie panował nad swoim językiem, oraz sekretami które miał w posiadaniu - A drugie dno? Ukryty motyw? Hm, nie ma. Nie ma tu też żadnego ostrza, nie jest pan złym człowiekiem.- Ostrze wystawiał tylko czasami, ale nie na ludzi takich, jak Anthony. Isaac westchnął i wyprostował się, uśmiechając nieco smutno.
-Bywam i bywałem krętaczem, robiłem niemoralne i niedozwolone rzeczy, ale to bardziej skomplikowane niż może się wydawać. Zawsze czuje się przez pana atakowany, kiedy zostajemy sami. Ostatecznie to pana decyzja, czy jestem godny zaufania, czy nie. Pan Longbottom jednak nie musi się martwić.- Obiecał.
|