![]() |
|
[10.07.72] Stop horsing around | Basilius & Pandora - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +--- Wątek: [10.07.72] Stop horsing around | Basilius & Pandora (/showthread.php?tid=3160) Strony:
1
2
|
[10.07.72] Stop horsing around | Basilius & Pandora - Basilius Prewett - 24.04.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Basilius Prewett - osiągnięcie Piszę, więc jestem 10.07.72
Posiadłość rodowa Prewettów Bankiety zazwyczaj były całkiem przyjemne, ale jednak były sprawy ważne i ważniejsze. Zwłaszcza, gdy tą ważniejsza sprawą był abrakasan. Basilius wiedział, że nie był szczególnie nikomu potrzebny na samym przyjęciu, przywitał się już z tymi, z którymi miał się przywitać, pogadał chwilę z tymi, z którymi miał pogadać, uśmiechnął się do tych, do których miał się uśmiechnąć i uznał, że nie był to na tyle interesujący event, by nie wymknąć się niezauważony do stajni abrakasanów w celu przywitania się z dawno niewidzianym przyjacielem. Niestety życie w Londynie i praca nie pozwalała mu na częste widzenie się ze swoim abrakasanem, a gdy już udało mu się zrobić plany, by udać się do rodzinnej posiadłości, to albo zostawał pilnie wezwany do pracy, albo nie czuł się na tyle dobrze, by wybierać się na rekreacyjne przejażdżki po okolicy. Skoro tym razem jednak już tu był i miał się dobrze, to byłby idiotą, gdyby nie skorzystał z tej okazji. A przecież w ich rodzinie korzystanie z okazji było ważne, więc jakby ktoś zauważył jego zniknięcie i z jakiegoś powodu miał o to pretensje, to właśnie tak zamierzał się tłumaczyć. I o dziwo nie tylko on dzisiaj wpadł na ten pomysł. – Pandoro Prewett! Naprawdę? Tak wymykać się z bankietu, by pogadać z abrakasanami? Przecież to nie przystoi! – rzucił wesoło, próbując naśladować oburzony styl wypowiedzi, którejś z ich dalekich ciotek, gdy zobaczył kuzynkę, która najwyraźniej również zmierzała w stronę stajni. – Ale tak mi się wydawało, że jakiś czas temu gdzieś zniknęłaś. – powiedział już nieco poważniej, chociaż wciąż z uśmiechem na ustach, podchodząc do kobiety. Chyba miał dzisiaj dobry humor. RE: [27.07.72] Stop horsing around | Basilius & Pandora - Pandora Prewett - 01.05.2024 Bankiety mogły być przyjemne, gdyby jej matka nie obserwowała każdego jej ruchu. Wszystko perfekcyjnie — począwszy od pantofli, kończąc na doborze kolczyków i upięciu włosów. Musiała uśmiechać się, rozmawiać i być takim Prewettem, jakiego Ayday lubiła najbardziej — salonowym. Była przyzwyczajona do tej roli, ale były faktycznie ważniejsze sprawy. Abraksany. Mara ją zabije, jak nie ukradnie jej z bankietu jabłek i kilku winogron, które w ostatnich miesiącach stały się jej przysmakiem. Rozmawiała z ludźmi, witała się, tańczyła i popijała szampana, zerkając jednak na zegarek i wzdychając okazjonalnie, szybko maskując to uśmiechem. Taki miały układ. Gdy tylko nadarzyła się okazja, Pandora zwyczajnie uciekła — tak, by nie rzucać się w oczy. Drzwi do ogrodów były na szczęście otwarte, wystarczyło przemknąć przy kotarach, w cieniu, a potem zdjąć szpilki, odrobinę podwinąć suknię ciągnącą się do ziemi i przeskoczyć przez małą balustradę. Oczywiście w torebce miała dary dla swojej przyjaciółki. I tak przemykała w mroku po miękkiej trawie, ciesząc się ciepłym powietrzem i zaciskając w jednej dłoni zarówno pantofle, jak i zdjęte wcześniej buty. Ziemia była rześka, podobnie jak powietrze niesione ciepłymi podmuchami letniego wiatru. Odzyskała energię, gdy ulotniły się te wszystkie perfumy i aromaty jedzenia. Już myślała, że wszystko się udało i uśmiechnęła się promiennie na widok końcowego boksu, gdzie była Mara, gdy za plecami rozległ się głos. Dziewczyna podskoczyła, odwracając się z najładniejszym uśmiechem, jaki miała i o mało nie upuszczając butów. Efekt zaskoczenia był tak duży, że z początku nie połączyła głosu z właścicielem. Omiotła Basiliusa spojrzeniem, które natychmiast złagodniało i w policzkach pojawiły się dołeczki. Wzruszyła ramionami, robiąc niewinną miną, rzucając buty gdzieś na posadzkę. - To będzie musiała być nasza tajemnica! Bo jak się wyda, to mnie matka pogoni lub co gorsza, zaręczy! - wyjaśniła konspiracyjnym szeptem, puszczając mu oczko i przykładając palec do ust. Zaraz jednak podbiegła, przytulając go na przywitanie i muskając jego policzek, raz jeszcze przyjrzała się mężczyźnie. - I zamiast ze mną zatańczyć, uratować mnie od tych wszystkich pomysłów mamy, tylko obserwowałeś? Bardzo brzydko. - uniosła brew z udawanym oburzeniem, krzyżując ręce pod biustem. Brunetka długo jednak nie była poważna, zaraz śmiejąc się pogodnie. - Czyżbyś się stęsknił za odrobiną wolności, którą dają nasi przyjaciele czy przypomniałeś sobie, jak marudzą, gdy mało ich odwiedzamy? Mara mnie pogna, jak nie dam jej darów. Wiesz, jaka jest uparta. Wyjaśniła rozbawionym głosem, trzęsąc dyplomatycznie torebkę, gdzie ów prezenty były pochowane. Miała ich na tyle, że małą łapówkę mogła użyczyć i jemu. RE: [27.07.72] Stop horsing around | Basilius & Pandora - Basilius Prewett - 08.05.2024 Chyba nie udało mu się powstrzymać tego złośliwie-przyjacielskiego uśmiechu na twarzy, który wywołała refleksja, że chyba właśnie nieco przestraszył swoją kuzynkę. No cóż. Nie zemdlała, więc mógł się z tego śmiać. Inaczej pewnie do śmiechu by mu nie było. Podszedł do niej, udając, że przekręca niewidzialny zamek tuż przy ustach, a potem wyrzuca równie niewidzialny kluczyk za siebie. – Spokojnie. Nawet gdyby jakimś cudem twoja matka się dowiedziała, to najwyżej przemycimy się w skrzyni z herbatą do Ameryki, abyś mogła uniknąć jakichkolwiek zaręczyn. Ewentualnie na twoje miejsce pod welonem podstawimy Laurenta – zapewnił ją rozbawiony, a potem sam odwzajemnił uścisk, mrucząc pod nosem krótkie Dobrze cię widzieć. – Przykro mi, ale tańczę tylko w ostateczności, a ty nie wydawałaś się być wystarczająco cierpiąca. – Szkoda było tracić energię, której tego dnia nie miał znowu, aż tak dużo (przyjęcia po dyżurze przy jego zdrowiu robiły swoje) na tańczenie na dość nudnym bankiecie. Zwłaszcza, że przecież musiał jeszcze kogoś odwiedzić. I pewnie udać się na przejażdżkę. – Hm... Powiedzmy, że nie wiem, jak spojrzę Sylvaine'owi w oczy po tak długim czasie – stwierdził, chociaż oboje doskonale wiedzieli, jak łagodny i wyrozumiały był Sylvaine – abrakasan Basiliusa. – Zupełnie nie miałem ostatnio czasu, aby go odwiedzić i uznałem, że skoro już tu jestem to lepiej to wykorzystać. Poza tym z całym szacunkiem do ciotki i wuja, ale wyprawiali znacznie ciekawsze bankiety, niż ten. Byłaby szansa, byś pożyczyła mi jedno jabłko? – Zupełnie nie pomyślał, by samemu coś zabrać, a teraz nie za bardzo chciał wracać do środka i ryzykować, że ktoś jednak będzie czegoś od niego chciał. A Sylvaine'owi jednak należało się jabłko. – No dobrze, dwa jabłka.– Wiedział, że jego abrakasan był szalenie zakochany w jednej klaczy i będzie mu smutno, jeśli Basilius i jej nic nie przyniesie. RE: [27.07.72] Stop horsing around | Basilius & Pandora - Pandora Prewett - 21.05.2024 A ona nie mogła powstrzymać wywrócenia oczami, pogodnego — bo u Pandory ciężko było znaleźć negatywne emocje, zwłaszcza z wydźwiękiem skierowanym w stronę rodziny lub najbliższych. No i nie było łatwo jej przestraszyć, więc mógł to nazwać sukcesem! Na wykonany przez niego gest, kiwnęła z uśmiechem głową, usatysfakcjonowana. - Doskonale. - uśmiechnęła się, a polikach pojawiły się dołeczki. Brunetka odetchnęła głębiej, ruchem głowy pozbywając się z okolic ust kosmyków włosów, które usilnie próbowały się do nich przykleić, jak zwykle zresztą, gdy nakładała te nieszczęsne szminki od matki. - Laurent byłby doskonałą Panną młodą, ma więcej wdzięku, niż ja. Ameryka? Wolałabym chyba Skandynawię, ku niezadowoleniu dziadka. On najchętniej widziałby mnie lub Lauriego na stałe w Turcji. - wzruszyła ramionami na wzmiankę o ojcu swojej matki, który wraz z małżonką, miał pokaźną rezydencję na wybrzeżu. Owszem, było tam pięknie i klimatycznie, mnóstwo miejsc dookoła zachęcało do odwiedzenia, ale na dłuższą metę, te upały były po prostu nieznośne. I dom był pełen kuzynostwa, nie było chwili spokoju! - Doceniam jednak Twoje zaangażowanie i ewentualną pomoc, Mój Drogi. - dodała miękko, całkiem szczerze, ściskając go mocniej. Zawsze była wylewna, to też musnęła również polik mężczyzny na przywitanie. Prychnęła zaraz na jego stwierdzenie, kolejny raz wywracając oczami, w sposób zatrważająco przypominający Ayday. - Bo ja cierpię jak dama, wewnętrznie. Nie mogła powstrzymać się przed tym nieco buntowniczym stwierdzeniem, puszczając mu jednak zaraz oczko i nie mogąc na długo utrzymać powagi na twarzy. Przecież Panda ciągle się uśmiechała. - Nie miałabym nic przeciwko zatańczeniu z Tobą, ale nie będę nalegać, skoro nie lubisz. Był dobrym partnerem do tańca w jej mniemaniu i to nie podlegało żadnej dyskusji. Mieli jednak ważniejsze rzeczy na wieczór, to nie podlegało wątpliwości, skoro obydwoje ostatecznie uciekli z pięknego i luksusowego bankietu do stajni, gdzie dodatkowo Pandora trzymała szpilki w dłoniach, błądząc nogami po chłodnym bruku z walającym się na nim sianem. - Oh, komentował brak Twoich odwiedzin, to prawda. Skarżył się Marze. - przyznała z westchnieniem zrozumienia, chociaż w jej głosie kryła się rozbawiona nuta. Abraksany były niezwykle charakterna, pyskate. Gdy się obrażały, to gorzej niż zbuntowany nastolatek. Miał szczęście, że jej rodzice nie słyszeli tego komentarza, bo daj Merlinie, opluliby się winem, za to ich pierworodna nie miała zupełnie skrupułów przed parsknięciem śmiechem, który rozniósł się echem po stajni. - Dlatego tak Cię lubię, naprawdę. Uwielbiam. - wyznała, przecierając palcami kącik oczu, wciąż chichocząc. Gdy wspomniał o jabłku, to od razu wygrzebała dwa, wiedząc, że jedno to będzie zbyt mało. - Obawiam się, że czeka Cię pogadanka i jeszcze szczotkowanie, żeby Ci wybaczył. Może przeczyszczenie kopyt lub przejażdżką pod osłoną nocy? - rzuciła w zamyśleniu z delikatnym mruknięciem, ściszając odrobinę głos. Wiedziała, że te konie słyszą wszystko, a zwłaszcza to, czego słyszeć wcale nie powinny. Pandora wsunęła mu dłoń pod ramię i ruszyła w głąb budynku. - Przenieśli ich do nowego skrzydła, te będą teraz odnawiać. - wyjaśniła, gdy mijali w większości puste boksy, a wcześniej były w nich wcześniej ich konie. Nie omieszkała wyrzucić też gdzieś po drodze butów. RE: [27.07.72] Stop horsing around | Basilius & Pandora - Basilius Prewett - 30.05.2024 – W takim razie możemy też pomyśleć nad Skandynawią – zapewnił ją rozbawiony, chociaż sam prawdę mówiąc za nic na świecie nie chciałby żyć w kraju z tak niskimi temperaturami zimą. Już i tak było mu zdecydowanie zbyt często za zimno, nie potrzebował do tego pomocy mroźnego klimatu i gór śniegu. Na całe szczęście Pandora na razie nigdzie nie uciekała i prawdę mówiąc to nie zazdrościł kuzynce pozycji w rodzinie. Bycie Prewettem z bocznej linii, miało ten plus, że nikt nie próbował go z nikim zaręczać, zwłaszcza teraz, gdy jego ojciec nie żył, więc nie mógł nawet o tym myśleć, a matka... No cóż, matka zaszyła się na wsi i nie była szczególnie chętna do ingerowania w akurat te aspekty życia syna. Teraz to on przewrócił oczami. – A więc dobrze, damo, następnym razem, gdy tylko zobaczę, że cierpisz wewnętrznie, zatańczę z tobą bez wahania – obiecał jej z uśmiechem. Jeden taniec i tak go nie zbawi, a na dobrą sprawę ratowanie Pandory można było potraktować, jako ostateczność. Skrzywił się nieznacznie. Sylvaine nie miał w zwyczaju zbyt często narzekać. Trafił mu się naprawdę wyrozumiały abrakasan. Musiał więc bardzo go zasmucić. – A więc jest, aż tak źle? – spytał, zastanawiając się, czy Tahira, czarna, zupełnie jakby spalona słońcem, klacz i partnerka jego abrakasana, nie zamorduje go dzisiaj, tym samym zapewniając mu śmierć, o której na pewno będą pisać w gazetach w dziale Śmiechu warte. Posłał jej kolejny uśmiech. Jego kuzynka miała strasznie zaraźliwy uśmiech. Przez chwilę miał wrażenie, że znowu mieli te kilka lat i komentowali jakąś nudna rodzinną uroczystość, do której ich zmuszono. – Myślę, że jestem w stanie to przeżyć, by uzyskać jego przebaczenie – powiedział, sam sciszając głos. – Wiesz. Naprawdę chciałbym mieć więcej czasu, by go odwiedzać.– Tylko to naprawdę nie było takie łatwe. Nie kiedy praca zabierała mu tyle czasu, a i towarzyszące mu często zmęczenie robiło swoje. Musiał to jakoś lepiej rozplanować. Jakiś złośliwy głosik w głowie, lub po prostu zdrowy rozsądek, podpowiadał mu, że mógłby spokojnie po prostu ograniczyć czas spędzany w kasynach i chociaż Basilius wiedział, że głos ten miał rację, to jednak spróbował go ignorować i po prostu złapał kuzynkę pod ramię. To nie był dzień na rozmyślanie o swoich problemach. – Naprawdę? – spytał, gdy usłyszał o planowanym remoncie, jednocześnie nie omieszkając, zrobić wymowną minę, widząc jaki los spotkał buty Pandory. Spotkanie z abrakasanem rozpoczęło się dokładnie tak, jak się tego spodziewał. Wyrzutami sumienia. – Nie jestem zły. Tylko rozczarowany – oznajmił na dzień dobry Sylvaine, gdy tylko zobaczył, że jego właściciel wreszcie raczył go odwiedzić. Stojąca obok niego klacz nie wykazała się jednak, aż taką wyrozumiałością, spoglądając na Prewetta piorunującym spojrzeniem, jakby już planowała, jak wysadzić go w powietrze. — Przepraszam. Ja... – zaczął i zerknął na Pandorę. Jabłka. Proszę. Szybko. Mówiły jego oczy. RE: [27.07.72] Stop horsing around | Basilius & Pandora - Pandora Prewett - 02.06.2024 Uśmiechnęła się jakby szerzej na Skandynawię, w której była szczerze zauroczona. Może się starzała, a może po prostu z biegiem lat coraz mocniej irytował ją zgiełk Londynu oraz jego socjety i tęskniła za ciszą, oraz spokojem, gdzie mogłaby pracować nad swoimi projektami, uczyć się czegoś nowego. - Muszę Cię tam zabrać i przedstawić Ci kogoś, wtedy na pewno zakochasz się w tym krajobrazie. - zdecydowała dość pewnie, właściwie rzucając go ofertą nie do odrzucenia. Wszyscy wiedzieli, jak była uparta. - Gdy tam jesteś, odrywasz się od wszystkiego. Obecność dzikiej przyrody i życzliwość ludzi sprawia, że pewne rzeczy można dostrzec w zupełnie nowych barwach. Dodała jeszcze na zachętę, zadziornie trącając go łokciem, zupełnie jakby wciąż byli dziećmi, które biegały po posiadłości Prewettów, goniąc marzenia. Pamiętała, że nie był fanem zimna i wolał, gdy słońce delikatnie wyglądało zza chmur, ale mroźne powietrze i śnieg do pasa miały swój urok. Zawsze traktowała go jak brata, nie jak kuzyna i zupełnie zapominała, że jego świat nie był tak ograniczony, jak jej. Jej śmiech przerwał ciszę, jakiś koń uderzył kopytami o boks, w którym tkwił i Pandora przez ułamek sekundy myślała, że ktoś ich tu nakryje, więc zakryła nieporadnie usta dłonią, patrząc na niego błyszczącymi od rozbawienia oczami, ale i z pewną dozą skruchy, gdyby wpadła tu jakaś ciotka czy znajoma rodziców. - To brzmi jak dobra umowa Bas, będziemy się wzajemnie ratować. Też mogę być Twoim rycerzem, pamiętaj. - zapewniła go, ściszając głos, powstrzymując chichot. Bo Pandora w istocie była trochę małym lewkiem, jak pieszczotliwie nazywał ją dziadek. Chodziła po drzewach, wychodziła oknem i rozdzierała sukienki, bijąc się w obronie słabszych, gdy była taka potrzeba. Była impulsywna, gdy widziała niesprawiedliwość i pewnie prędzej czy później, wpędzi ją to w okropne kłopoty. Tak silne cechy charakteru trudno było jednak zmienić, ku niezadowoleniu rodziców. - Myślę też, że Mara go troszkę nakręca i podpowiada mu głupoty, bo jest na mnie wiecznie obrażona. - wzruszyła bezradnie ramionami na swoją klacz, która w przeciwieństwie do jego Abrakasana, wcale nie była taka wyrozumiała. Pandora zaczynała też podejrzewać, że rolę zaczynał odgrywać jej wiek i dobrze byłoby pomyśleć dla niej o jakimś partnerze. Może jako matka trochę złagodnieje? A przynajmniej taką miała nadzieję. Nie zamierzała się jednak teraz tym przejmować, poradzi sobie, gdy stanie z nią twarzą z pyskiem. Skupiła się więc na swoim towarzyszu zbrodni. - Wiesz, że jesteśmy dorośli i teoretycznie, to powinniśmy planować sobie czas, tak, jak chcemy? Stać nas na to! Wychodzi jednak, że niezbyt sobie radzimy ze zorganizowaniem, pracoholizmem.. Nie było tak, gdy byliśmy młodsi. - zauważyła znów ciszej, unosząc na chwilę brew, jakby ich zwyczajnie karciła za dopuszczenie się zaniedbania względem zwierzaków. Bo czuła się z tym paskudnie i powtarzała sobie, że postara się bardziej, ale zawsze było nowe zlecenie, zawsze był nowy projekt lub nowe wykopaliska, nowa pułapka, nowe zajęcie. Zawsze brakowało jej doby, zważywszy na zaangażowanie w sprawy charytatywne. Gdy złapał ją pod ramię, przesunęła czule i pieszczotliwie po jego ręku, odwracając twarz w jego stronę. - No tak, przecież bym Cię nie okłamała. Uniosła brew z uśmiechem, zupełnie nie zwracając uwagi na jego minę odnośnie do porzuconych butów. Nie były jej przecież potrzebne. - Właściwie to dobrze, nowe boksy zajmą je na jakiś czas, podobnie jak badania okresowe i ewentualne skojarzenia. Zastanawiam się, czy nasza dwójka w tym roku zostanie wzięta pod uwagę w celu przedłużenia linii. Mają dobre geny, silne nogi i duże łby, a dodatkowo, oczy w perfekcyjnym, rubinowym odcieniu. Prawda była taka, że te konie był cholernie drogie i bez bycia perfekcyjnymi z budowy oraz umaszczenia. Prewettci zawsze dbali o to, aby te najlepsze egzemplarze — o idealnym kolorze i parametrach, rozpiętości skrzydeł, pozostawały w rodzinie. Nie sprzedawali Abraksanów praktycznie nikomu, a już na pewno nie tych, które wywodziły się ze złotej linii. Pandora westchnęła na głos Sylvaine, zaciskając usta. Może dlatego, że czuła na sobie to wredne spojrzenie swojej Mary? Klacz prychnęła, unosząc łeb, - O proszę, kto to raczył się zjawić. Przypomniałaś sobie, gdzie mnie zostawiłaś? - Widzę, że jesteś w formie. Ciebie też dobrze widzieć. - odpowiedziała jej miękko, starając się wytrzymać spojrzenie pełne wyrzutu. Oczywiście, że miała wyrzuty sumienia. I dlatego też zerknięcie kuzyna sprawiło, że postanowiła sięgnąć po tajną broń, przekupstwo, chociaż normalnie, było to dość brzydkie. - Otwórz je może? Niech się rozciągną.- zaproponowała mu, a sama kucnęła na ziemi, nie zważywszy na swoją drogą sukienkę i zaczęła grzebać w torebce, gdzie miała jabłka, a może nawet i marchewkę z cukrem. Mara znów prychnęła, spoglądając na nią z urazą, ale i zaciekawieniem, a gdy Bes znalazł się w zasięgu jej pyska, trąciła jego ramię na przywitanie. Przecież nie była zła na niego. RE: [27.07.72] Stop horsing around | Basilius & Pandora - Basilius Prewett - 03.06.2024 – A komu chcesz mnie przedstawic? – spytał z uniesioną brwią, coś czując, że niestety nie była to już kwestia tego, czy będzie musiał się szykować na to skandynawskie zimno, a kiedy. – Może kiedyś Doro. Na razie mam sporo na głowie – powiedział ugodowo, mając nadzieję, że karta Jestem uzdrowicielem, mam dużo poważnej pracy i tak dalej, proszę nie ciągnij mnie do krainy wiecznego mrozu zadziała przynajmniej na jakiś czas. W odpowiedzi na trącenie go łokciem, sam trącił ją łokciem. – Daj mi załatwić najpierw kilka spraw, zanim każesz mi zamarznąć na śmierć przy tym podziwianiu norweskiej przyrody, dobrze? Uśmiechnął się na tę propozycję. – Dobrze, chociaż wątpię, byś tak naprawdę potrzebowała pomocy – powiedział rozbawiony. Chyba można by śmiało powiedzieć, że oboje radzili sobie dość dobrze w tego typu sprawach. W końcu udało im sję wymknąć z bankietu. Słysząc niespodziewany dźwięk już wymyślał wymówkę, czemu oboje się tutaj znaleźli, ale na całe szczęście był to tylko konie. – A on się daje tak nakręcać? – Pokręcił głową z udawaną rezygnacja. – Czyli z jednej strony ma nastawiająca go przeciwko nam Marę, a z drugiej Tahirę, która robi to samo tylko pewnie jeszcze bardziej. Muszę naprawdę go przeprosić, bo inaczej zaraz złoży mi oficjalne wypowiedzenie. Eh... Abrakasany. Niby błogosławieństwo i wielki skarb rodu, ale jednak i, kochane, przekleństwo. Ta... Pracoholizm. Z jakiegoś powodu ostatnio był dość często o to oskarżany. Oczywiście oficjalnie wszystkiemu zaprzeczał. – Myślę, że i tak radzimy sobie całkiem dobrze – powiedział, profilaktycznie nie chcąc za bardzo ciągnąć tego tematu. Bo hej, może i nie miał czasu, by odwiedzić swojego abrakasana i może nie zawsze wysypiał się na tyle ile powinien, ale chyba jednak miał jakieś życie... Życie które kręciło się głównie w okół pracy. – Właśnie. A jeśli chodzi o bycie dorosłymi. Które z nas udaje, że mdleje dla odwrócenia uwagi, gdy ktoś tu wyjdzie? Oboje z Pandora posiadali w tej sytuacji taką przewagę, że mieli całkiem dobre powody do mdlenia, nawet jeśli on musiałby się nieco bardziej postarać, niż jego kuzynka. Wątpiłby jednak, że ktoś z rodziny byłby zaskoczony tym, gdyby wszedł tutaj t zobaczył, jak Basilius osuwa się na podłogę. W końcu jego matka od zawsze psuła mu wszystkie zabawy, krzycząc by na niego uważano, bo przecież może zasłabnąć. Przewrócił oczami. – Tak wiem, spytałem się tylko...– Tak po prostu. Pokręcił głową. – Zresztą nie ważne. Wiesz myślę, że jeśli chcesz to możemy pilnować siebie nawzajem, by je odwiedzać – zasugerował, widząc że jednak trochę ją to gryzło. Zresztą nie, że on sam nie czuł się winny. Nie miał przecież abrakasana tylko po to, by o nim od czasu do czasu komuś opowiadać. Powinien częściej go odwiedzać. – To wszystko zależy, czy Sylvaine będzie mógł być skojarzony ze swoją partnerką, czy też nie – stwierdził. Był prawie pewny, że kiedyś, gdy jeszcze nawet nie byli blisko uczęszczania do Hogwartu, rzucił Pandorze coś w stylu, że kiedy będą mieli abrakasany to powinny mieć one wspólnie źrebaki. Ale najwyraźniej serce jego wierzchowca miało inne plany. Przynajmniej jeden z nich miał jakiekolwiek życie romantyczne. No i się zaczęło. Atak złośliwych koni. Basilius posłusznie otworzył boksy abrakasanów. – Bądź dla niej wyrozumiała – szepnął Marze, gdy nadeszła jej kolej, a potem skupił się na swoim przyjacielu. – Przepraszam – wymamrotał głaszcząc Sylvaine'a po łbie. – Wiem, że powinienem był odwiedzać cię częściej, po prostu... – Po prostu byłeś zajęty. Rozumiem. Masz poważną pracę. Nic się nie stało. Naprawdę. – wymamrotał Sylvaine, a ton jego głosu, i wkurzone oczy Tahiry, wskazywały jasno, że zdecydowanie było mu z tego powodu przykro. RE: [10.07.72] Stop horsing around | Basilius & Pandora - Pandora Prewett - 09.06.2024 Na jego słowa Pandora uśmiechnęła się, przekręcając głowę, a w ciemnych oczach zalśniły malutkie iskierki podekscytowania. Nie wprowadzała Hjalmara zbyt w rodzinę, bojąc się zwyczajnie jego ucieczki, ale kuzyna mogła mu przedstawić. Obydwoje byli pracoholikami, na pewno znaleźliby wspólny język. - Mojego chłopaka. - szepnęła poważnie, co miało sugerować, że było to trochę tajemnicą w towarzystwie, bo będąc Prewettem, nie mogła mu zagwarantować spokoju, zwłaszcza po tym plebiscycie Czarownicy, gdzie została gwiazdą rankingu. - Może kiedyś weźmiemy Abraksany i udamy się tam razem? Latem, żeby pogoda była bardziej odpowiednia, chociaż zimą niebo jest piękniejsze. Zaproponowała lekko, jak zwykle szukając wymówki dla powrotu na Islandię, która krajobrazem i życzliwością zdobyła jej serce. Mara też tam się dobrze czuła. Na jego słowa i szturchnięcie znów parsknęła śmiechem, przesuwając dłonią z oddaniem i łagodnością po jego ręku, podczas gdy brązowe ślepia wpatrywały się w niego z rozbawionymi iskierkami tańczącymi tuż przy tęczówkach. - Przecież nie dałabym Ci zamarznąć! Kto wie? Każdy czasem potrzebuje pomocy. Uważała, że należało zawsze pamiętać o tym, że było się tylko człowiekiem i nie kryło się nic złego w proszeniu o wsparcie. Taka była natura ich gatunku. I nawet jeśli Pandora nauczyła się lawirować wśród towarzystwa na spotkaniach, to czasem taki taniec z kimś znajomym, bliskim, było czymś dobrym. Każdy lubił wiedzieć, że nie jest sam. Obydwoje faktycznie, byli zdolni w tych tematach, podobne do siebie kuzynostwo i pewnie był to jeden z silniejszych fundamentów ich więzi. - Nigdy by tego nie zrobił, jest rozsądny w przeciwieństwie do pozostałych. - zauważyła lekko, gdy pomyślała na temat jego konia. Miał charakter godny przywódcy stada, którym był jego ojciec i zupełnie nie wdał się w narwaną matkę, miał klasę. Konie czasem po prostu się obrażały, jak dzieci, chcąc atencji i nagrody. - Może powinieneś jednak rozważyć częstsze odwiedziny lub dom z ogrodem, gdzie mógłby mieć dla siebie miejsce, żebyś go brał na kilka dni. Byłby zadowolony. Mówiąc, puściła mu oczko, aby czasem jej propozycji nie brał zbyt poważnie. Nie chciała mu niczego narzucać, ale gdyby ona była stęsknionym abraksanem, tego by właśnie potrzebowała. Rozumiała też, że nie zawsze były warunki i czas, aby spełniać ich zachcianki. Świat był więcej, niż wielkim pastwiskiem i bezkresnym niebem do latania, zwłaszcza gdy chciało się być niezależnym. Mogli opierać się tylko na majątku rodziny, ale byli na to zbyt ambitni. - Prawda! Jesteśmy niesamowici. -zgodziła się z entuzjazmem, a gdy zapytał, kobieta udała zamyślenie, wolną dłoń unosząc i stukając palcami w usta, aby dodać temu dramatyzmu. - Najlepszy efekt będzie, jak obydwoje zemdlejemy. Wtedy nie będą żadnego z nas przepytywać, bo będzie im głupio. Co sądzisz, parterze w zbrodni? Jej plan wydał się doskonały, gdy przemknął przez jej głowę, nawet jeśli brzmiał nieco banalnie, wypowiadany na głos. Nie przestawała być jednak optymistką, nie przestawała się uśmiechać, a już nie pewno nie czuła się zawstydzona pomysłami. Rodzice i organizm dały im możliwości do nieskończenie dobrych wymówek, bo poniekąd ludzie byli przyzwyczajeni, że ta dwójka po prostu mdlała. -To brzmi jak plan. To może być też czas i miejsce, abyśmy my częściej mogli się widzieć. Widzisz? Ta stajnia rodzi dobre pomysły równie często, co doskonałe konie. Pochwaliła go, przemierzając lekkim krokiem korytarz pogrążony w pół mroku. Pomiędzy boksami tkwiły kandelabry, ale nie wszystkie miały zapalone świece. Przez ilość stosów siana, które znajdowały się pod jedną ze ścian, echo nie roznosiło się już tak głośno, jak wcześniej. Pandora próbowała zachować powagę na te wszystkie słowa i obrażone spojrzenia, nie wspominając o ostentacyjnym uderzaniu kopytem o ziemie, czego im nie szczędzono. Zdaniem Prewettówny, wyglądały teraz naprawdę uroczo, na tyle, aby podbiec i rzucić się im na szyję, drapiąc za uchem i dając buziaki, ale takim sposobem by się tylko naburmuszyły bardziej, przynajmniej na jakiś czas, potem mięknąć. Bo przecież miłość, którą mieli wobec swoich abraksanów zarówno Bes, jak i Panda, była odwzajemniona. Mara prychnęła na jego słowa, pieszczotliwie jednak trącając pyskiem jego ramie, a potem wyszła i rozciągnęła skrzydła, unosząc w powietrze kurz i pojedyncze źdźbła siana. Omiotła spojrzeniem stajnie, a potem spojrzała na Pandorę, przekręcając łeb. Podeszła bliżej, trącając pyskiem torbę. - Jak to dobre przysmaki, to będę się mniej gniewać. - oznajmiła, czując zapach kwaskowych jabłek i cukru. Obydwie były dość łakome. Drugi z koni wyglądał poważniej, Pandora zerknęła na niego z uśmiechem, gdy przedstawiał swoje "nie gniewam się" w sposób godny dyplomaty. Widać było, że tęsknił. Dała Marze jabłko, a gdy wstała, przesunęła palcami po jej szyi i grzywie z czułością, podając kilka sekund później jabłko kuzynowi. - Wyrozumiały jesteś, Syl. - zauważyła pogodnie, przyglądając się mu dłuższą chwilę, dopóki Mara znów nie trąciła jej pyskiem, czując, że w palcach zaciskała kostkę cukru, którą zamierzała zwyczajnie ukraść lub też przysłowiowo, wysępić. - Odpowiadają wam nowe boksy? RE: [10.07.72] Stop horsing around | Basilius & Pandora - Basilius Prewett - 14.06.2024 Eh... I co miał teraz zrobić? Mroźny klimat mroźnym klimatem, dodatkowe warstwy ubrań nie brzmiały też zachęcająco, ale skoro miał poznać jej chłopaka to sprawa miała się już zupełnie inaczej. – Dobrze, myślę, że może uda mi się wygospodarować na to jakiś weekend. A o którym skandynawskim kraju mówimy dokładniej? – Ustąpił w końcu w głowie już rozważając ile będzie od niego wymagać takie przedsięwzięcie i czy gdyby to jednak nie byłby tylko weekend, to czy byłby w stanie podciągnąć to jakoś pod urlop zdrowotny. – Wiesz, słowa Jedziemy do Skandynawii brzmią jednak bardzo podobnie do Zamarzniemy na śmierć. – Teraz już rzeczywiście tylko się z nią droczył. Przecież się zgodził. Uśmiechnął się na jej zapewnienia, że jego abrakasan jest zbyt rozsądny na zrobienie czegoś takiego. Tak, zdecydowanie trafił mu się naprawdę wyrozumiały wierzchowiec, nawet jeśli, tak jak każdy abrakasan Prewettów, czasem nieco za bardzo się obrażał, chociaż w tym przypadku, było to uzasadnione. – Sam nie wiem. Chyba ciężko byłoby mi zrezygnować z niektórych rzeczy, które oferuje Londyn – powiedział po chwili zastanowienia. Chociaż z upływem lat dom z ogródkiem, i spokój jaki on gwarantował, brzmiał coraz to bardziej kusząco, to na razie stolica dalej wygrywała. – A więc częstsze wizyty. Jak tylko wróci do domu, wpisze kilka potencjalnych dat do kalendarza i, o ile nic mu nie wypadnie, spróbuje się ich trzymać, nawet jeśli wiedział, że słowa kuzynki nie były stuprocentowo poważne. Roześmiał się i posłał jej przebiegły uśmiech. Wapólne mdlenie brzmiało dobrze. Może, jako uzdrowiciel, powinien protestować przeciwko wykorzystywaniu swojego stanu zdrowia do takich celów, ale jednak jako dzieci, oboje przekonali się, że czasem była to najbardziej skuteczna metoda na uniknięcie niektórych konsekwencji, a Basilius nawet jako spokojne dziecko, które częściej układało puzzle, niż biegało po ogrodzie, i tak potrafił robić rzeczy, z których dorośli raczej zadowoleni nie byli. Zwłaszcza, gdy mieli z Pandorą za dużo czasu i im sie nudziło. – A więc jesteśmy umówieni – Skinął głową, przemierzając spokojnym krokiem pogrążoną w pół mroku stajnię. Brakowało mu spotkań zarówno z końmi, jak i z samą Pandora. Nie chciał przecież podzielić z nią losu, typowego dla wielu kuzynów na całym świecie, kiedy to dorosłe sprawy osłabiały zbudowaną w dzieciństwie przyjaźń. A przecież już i tak nie mógł widywać się z nią tak często, jak z Florence, z którą pracowali razem w Mungu. Sylvaine pokręcił łbem, gdy Basilius próbował podać mu jabłko, zerkając przy tym na Tahirę, a czarodziej, już wiedział, że znaczyło to tyle, że to ona miała pierwszeństwo w przysmakach, chociaż gdy Prewett podał jej owoc, klacz wyglądała, jakby przez chwilę rozważała, czy nie odgryźć mu ręki. Ale przynajmniej jego abrakasan był zadowolony. – Boksy? Tak. Całkiem przyjemne – odezwał się Sylvaine rozglądając się dookoła. – Na pewno lepsze, niż te poprzednie. Co tu właściwie robicie? Myślałem, że dzisiaj trwa jakiś bankiet. – Są rzeczy ważne i ważniejsze – powiedział Basilius, jednocześnie wyciągając do Pandory rękę po kolejne jabłko, tym razem dla swojego abrakasana. Doskonale wiedział, że tym tekstem, sprawił, że Sylvaine wszystko mu wybaczył. Zerknął na kuzynkę. – Poza tym, czasem warto być zdala od reszty rodziny, aby ktoś opowiedział więcej o pewnych osobach w tej całej Skandynawi. Jeśli myślała, że nie będzie pytał o tego chłopaka, to się grubo myliła. RE: [10.07.72] Stop horsing around | Basilius & Pandora - Pandora Prewett - 16.06.2024 Zerkała oczywiście na jego minę, zaintrygowana. Nie mówiła nigdy otwarcie o swoich zainteresowaniach potencjalnymi partnerami, wiedząc, jaki wpływ miało to na Edwarda i jak mocno nakręcało na tematy związane ze ślubem jej mamę. Niezbyt rozumiała niechęć do staropanieństwa, które przecież nie było w dzisiejszych czasach takim złym rozwiązaniem, ale dyskusje z nią na ten temat były bezsensu. Basiliusowi jednak ufała, podobnie jak Laurentowi i Florence, którzy zawsze umieli zachować jej sekrety. - Najpiękniejszym mój Drogi, o Islandii. Wiesz, że mają tam wilki? -ton jej głosu pełen był entuzjazmu i radości, którą dał jej razem ze swoją chęcią wypadu na weekend. Łatwiej będzie Hjalmarowi dozować rodzinę Prewett, niż wrzucać do tego kotła ot tak. Nie miała sumienia, a już przede wszystkim obawa o jego ucieczkę z krzykiem była zbyt silna. - No dobrze, jest trochę chłodno zimą i jesienią, ale wiosna oraz lato, są naprawdę przepiękne i często jest dużo przyjemniej, cieplej, niż tu w Londynie. Oczywiście nijak się to ma do Turcji, ale.. Nie jest źle? Uśmiechnęła się znów słodko i niewinnie, puszczając mu oczko, gdy jej głowa przekręciła się nieco na bok. Brązowe pasma włosów zakołysały się leniwie pod wpływem nagłego ruchu, a blade refleksy światła z kandelabrów nadały im orzechowego odcienia. Ich konie były równie charakterne i silne, co sami członkowie rodziny. Nic dziwnego, że to akurat oni zdobyli sekrety związane z ich hodowaniem i nawiązali nić porozumienia, która owocowała sukcesami w wyścigach, jak i prowadzeniu stajni. - Zawsze mógłby to być dom zaraz pod Londynem, podłączony do sieci kominków. - zasugerowała po jego wypowiedzi, częściowo rozumiejąc to zawahanie się. Wszak centrum magicznego świata w Wielkiej Brytanii miało sobą wiele do zaoferowania, zwłaszcza gdy zdarzało się korzystać z tego, co było również oferowane ze strony mugoli. - To dobry kompromis. Ona sama musiała poprawić w kwestii opieki nad Marą, ale ta akurat wolałaby wypady poza rezydencję i beztroskie szybowanie po niebie, niż korzystanie z tutejszych pastwisk. Była taka szczęśliwa, gdy Panda wzięła ją na wykopaliska do Walii, jak okazało się, że zarówno Cathal, jak i reszta ekipy, nie miała nic przeciwko temu. Nie chciała tracić więzi z ludźmi, zwierzętami i nawet miejscami, które miały wpływ na to, jakim była człowiekiem. Na tle większości ludzi, mieli naprawdę dobre życie, nawet jeśli to właśnie rozpieszczenie, dobrobyt i natłok obowiązków towarzyskich im najbardziej przeszkadzała. Przytaknęła na jego słowa z kolejną falą entuzjazmu, kora wywołała szeroki uśmiech, uwydatniający dołeczki w polikach. Gdyby mogła — nie czując na sobie czujnego spojrzenia czerwonych ślepi Mary, uściskałaby go za te doskonałe podsuwanie priorytetów w ich życiu. Była pewna, że zrobią wrażenie na abraksanach! Poczęstowała Marę, a chwilę później czule przesuwała palcami po jej szyi oraz grzywie, podkładając jej pod pysk kolejne przysmaki. Jak przypuszczała, koń jego kuzyna był najrozsądniejszy w całej stajni. - Ciesze się, że tak myślisz. Tak sądziłam, że niższe barierki będą wam bardziej odpowiadać, podobnie jak umiejscowienie koszy na owoce - nie zaraz przy karmniku oraz poidle. - odpowiedziała mu pogodnie, zaraz dając Marze buziaka, a ta prychnęła, wywracając oczami. Na szczęście była spożwyczo-przekupna, podobnie, jak Pandora. Trzeba przyznać, że brunetka była pod wrażeniem oddania, które koń pokazywał Tahirze. - Prawdziwy gentleman, co? Ciekawe, od kogo się tego nauczył... - rzuciła niewinnie, wzruszając przy tym z rozbawieniem ramionami. - Sugerujesz mi coś? - zapytała Mara, poruszając uszami, a potem całym łbem, aby delikatnie uszczypać zębami ramię właścicieli, na co ta pokręciła szybko głową. - Absolutnie, jesteś koniem idealnym. - oznajmiła z powagą, puszczając ukradkiem oczko kuzynowi. Nie była, ale nikt przecież ideałem nie był. - Oh, wspomniałaś mu o drugiej Marze ze swojego życia? - zapytała z zainteresowaniem jej klacz, wyjadając ostatni kawałek jabłka, a potem oblizując wargi. Odsunęła się ku zdumieniu Pandory, podchodząc do Basa i trącając go łbem. - Wygadała się? Powinieneś koniecznie zabrać Sylvaine ze sobą, gdy udasz się na Islandię. |