Secrets of London
[21.08.72, wieczór. Księżycowy Staw] Chyba nie jesteśmy tu sami - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [21.08.72, wieczór. Księżycowy Staw] Chyba nie jesteśmy tu sami (/showthread.php?tid=3171)

Strony: 1 2


[21.08.72, wieczór. Księżycowy Staw] Chyba nie jesteśmy tu sami - Bard Beedle - 26.04.2024

Kampania Zakonu Feniksa: Zagłada Domu Juliusów. Etap I, sesja nr 6.
W barda wciela się Brenna L


Stare domy czarodziejów często kryły niespodzianki. Tu też się tego spodziewano, stąd do Księżycowego Stawu przyjechała cała grupa... Ale tych dziwnych znalezisk od rana było całkiem sporo. Upiorne rysunki, całe stada boginów, dzienniki i listy sugerujące tragiczny koniec rodziny, trochę zrujnowanych wnętrz i to, że żaden z poprzednich właścicieli nie zdążył uprzątnąć choćby części rzeczy, należących do dawnych panów tego miejsca.
Nic, co zmusiłoby ich do szybkiej ewakuacji, dość, aby uznać te sprawy za dziwne.
Pod wieczór, w czasie, gdy Thomas i Millie znaleźli się nad pobliskim stawem, Brenna usiłowała pozbyć się bahanek na strychu, a kilka osób kończyło szykowanie na górze sypialni, Nora i Patrick zajrzeli do kuchni. Pomieszczenie było duże, choć ono akurat bez wątpienia wymagało generalnego remontu, jeśli ktoś miałby tu gotować, bo po prostu było staroświeckie i zaniedbane. Piec należało wymienić, szafki przydałoby się zastąpić czymś nowszym, przybory kuchenne zaś od lat zbierały kurz i choć niektóre rzeczy (jak choćby ozdobne solniczki i pieprzniczki) były zdatne do użytku czy nawet warte zachowania, to większość nadawała się tylko do wyrzucenia.
W szafkach wciąż znajdowała się zastawa, a nawet opakowania z dawno zepsutą żywnością, które należało usunąć.
Okno było uchylone - być może ktoś wszedł tu przed nimi i postanowił wywietrzyć pomieszczenie. Tuż za kuchnią znajdowały się też drzwi, kiedyś zapewne przeznaczone dla służby.
W ich pobliżu było sporo zaschniętego błota.


RE: [21.08.72, wieczór. Księżycowy Staw] Chyba nie jesteśmy tu sami - Nora Figg - 27.04.2024

Od rana eksplorowali ten wielki dom, którego tajemnice wydawały się nie mieć końca. Cóż, w takim dużym, zaniedbanym pałacu było naprawdę dużo roboty. Miała wrażenie, że najgorsze było już za nią, kiedy z Millie znalazły się w bibliotece i trafiły na to stado boginów. Udało jej się już uspokoić myśli, po tym co zobaczyła. Może i nie była to prawda, jednak widok martwej Mabel zrobił na niej ogromne wrażenie, musiała nieco ochłonąć, żeby się uspokoić. Na szczęście jakoś udało jej się to przetrawić.

Dom był pełen przyjaciół, co ułatwiało sprawę, wiedziała, że w ich towarzystwie jest bezpieczna, a boginy po prostu mocno z niej zakpiły.

Jednym z miejsc, które trzeba było obejrzeć była kuchnia. Kuchnia, miejsce bardzo bliskie Norze, idealnie nadawała się więc do obejrzenia tego pomieszczenia. Jako, że nigdy nie wiadomo, co mogłoby ich tutaj zaskoczyć znalazła się tutaj u boku Patricka, aurora, na pewno będzie w stanie ją obronić przed kolejnymi boginami. Zresztą miała szansę już skorzystać z jego umiejętności, gdy ocalił ją przed śmiercią we śnie, trzy razy! Za co była mu nadal ogromnie wdzięczna. - Nie wygląda to dobrze, trzeba będzie włożyć trochę pracy, żeby nadawała się do użytku. - Odparła rozglądając się po pomieszczeniu, serce się krajało, kiedy widziała taką zaniedbaną kuchnię.

- Najlepiej byłoby się wszystkiego pozbyć, to powinno zniwelować ten smród. - Nie znosiła zapachu zepsutej żywności, a znalazła ją otwierając jedną z szafek. Fujka.

- Ciekawe skąd to błoto. - Przeniosła wzrok w stronę drzwi, które znajdowały się na końcu kuchni, może warto byłoby sprawdzić i tamto pomieszczenie? Kto wie, jakie niespodzianki mogły się tam kryć.




RE: [21.08.72, wieczór. Księżycowy Staw] Chyba nie jesteśmy tu sami - Patrick Steward - 27.04.2024

Patrick wszedł do kuchni za Norą i obrzucił pomieszczenie dłuższym spojrzeniem. Właściwie powinien chyba się spodziewać, że to miejsce będzie wyglądało na tak samo pośpiesznie opuszczone jak wszystkie poprzednie. Jak inaczej mógłby wyjaśnić pozostawione na miejscu opakowania starego jedzenia?
Posłał Norze zainteresowane spojrzenie, gdy komentowała wystrój wnętrza. To nie był czas na żarty, ale jakoś nie potrafił się powstrzymać przed powiedzeniem:
- Po prostu wyrzućmy wszystko. Brenna na pewno nie będzie miała nic przeciwko sfinansowaniu nowych mebli i pieca do kuchni.
W rzeczywistości, wcale nie był tak skłonny szastać budżetem Longbottomówny. Co jednak nie zmieniało narastającego w nim przekonania, że większość rzeczy w tym domu naprawdę trzeba było wyrzucić i wymienić na nowe. Tak jak ściany wymagały zerwania starej tapety i odmalowania (albo położenia nowej), podłogi trzeba było odświeżyć i wycyklinować, kupić nowe oświetlenie i… no taka stara rezydencja to z pewnością studnia bez dna, gdy chodziło o wydawanie pieniędzy.
Zbliżył się do okna i wyjrzał przez nie, a potem chyba przez wzgląd na Norę, zwrócił uwagę na popsutą żywność. Skrzywił się. No to chyba trzeba było się pożegnać z wieczorną wizją parzenia herbaty w tym miejscu.
- Dziwne, że to nie zdążyło się już dawno… eee… zasuszyć? – Albo, że nie zalęgły się w tym jakieś robaki lub gryzonie. Potrząsnął głową. Dla nich to i lepiej, że nic nie postanowiło tu zakwitnąć lub założyć hodowlę. Rozejrzał się za jakąś torbą, do której mógłby wyrzucić popsute jedzenie. – Skoro wietrzenie nie pomogło, to pomoże wywalanie – dodał po chwili, gdy już znalazł coś, w co mogli załadować śmieci. Część rzeczy zamierzał wywalać bez użycia magii, część przy pomocy różdżki – gdyby popsute jedzenie wydawało mu się wyjątkowo odrażające. – Ta zastawa chyba jest w porządku – dodał po chwili.
Wzruszył ramionami, gdy Nora zauważyła błoto. Nie miał pojęcia, kto je tu przyniósł, ale zakładał, że mógł to być ten sam ktoś, kto otworzył okno. Pewnie przyszedł ze dworu a wcześniej łaził gdzieś, gdzie było mokro. I jakoś umysł mimowolnie poprowadził go ku służącej, która utopiła się w stawie i ku Bastianowi Juliusowi. Westchnął pod nosem, uświadamiając sobie, że atmosfera tego miejsca była jednak mocno przytłaczająca.
- Może najpierw wywalmy śmieci a potem sprzątnijmy błoto? Zwłaszcza, że ktoś mógł go nanieść jeszcze dalej - zaproponował.


RE: [21.08.72, wieczór. Księżycowy Staw] Chyba nie jesteśmy tu sami - Nora Figg - 28.04.2024

Uśmiechnęła się do Patricka, w sumie niby żart, jednak sądziła, że faktycznie może być tak, jak mówił. Longbottomowie mieli dosyć spory majątek, mogli sobie pozwolić na takie wydatki bez mrugnięcia okiem, w przeciwieństwie do większości zwyczajnych ludzi. - Co racja to racja, chociaż takie stare meble mają duszę, tym nowym tego brakuje. - Przeniosła spojrzenie na szafki, gdyby ktoś poświęcił im odpowiednią ilość uwagi na pewno dałoby się je doprowadzić do porządku, z piecem mogło być gorzej, ale na tych nie znała się prawie wcale. Znaczy potrafiła się nimi obsługiwać, jednak ich budowa była dla niej niczym czarna magia.

- Chyba powinno z czasem wyschnąć, może ktoś tu pomieszkiwał jeszcze niedawno? - Nie widziała innej możliwości, chociaż dom wyglądał na całkiem opuszczony, przynajmniej jak do tej pory. Może nie licząc tych boginów, które spotkały z Millie w bibliotece, bo było to dla nich idealne miejsce do życia. - Wiesz, taki opuszczony dom, to idealne miejsce dla bezdomnych, może nasze pojawienie się tutaj pokrzyżowało komuś plany? - Rzucała pytania w eter, specjalnie nie zastanawiając się nad tym, jak było naprawdę. To tylko domysły, jedne z wielu, jakie przychodził jej na myśl.

- Wywalmy wszystko, co się da. - Zgodziła się z mężczyzną, bo była to chyba jedyna możliwa opcja. Pomagała mu pakować śmieci do torby, a przynajmniej to, co wydawało się nie mieć szansy już się do niczego przydać. Oczywiście wszystko w miarę swoich możliwości, bo z racji na jej niewielki wzrost, do tych wyższych szafek nie była w stanie dosięgnąć nawet kiedy wspinała się na palce.

- Całkiem ładna, możemy ją zostawić, jako pamiątkę po dawnych właścicielach. - Mogli odłożyć ją na bok i przejść do kolejnych rzeczy, później zajmie się doczyszczeniem zastawy, akurat Chłoszczyść było jednym z nielicznych zaklęć, z którym radziła sobie wyśmienicie.

- To ma sens, najlepiej podłogę zostawić na koniec, kiedy reszta będzie uprzątnięta, żebyśmy nie musieli jej czyścić kilka razy. - Wtedy też będą mogli sprawdzić, co było za drzwiami, nie wiedzieć czemu nie mogła przestać o nich myśleć, zastanawiała się, jaką niespodziankę mogą tam spotkać.

Wyrzucała do torby zepsute jedzenie, szkło, które było popękane, wszystko, co wpadło jej w dłonie.




RE: [21.08.72, wieczór. Księżycowy Staw] Chyba nie jesteśmy tu sami - Patrick Steward - 11.05.2024

Patrick dość sceptycznie popatrzył na stare meble. Nadal wydawało mu się, że ich miejsce pozostawało na śmietniku, choć jednocześnie uważał, że podejście Nory było na swój sposób urocze. Zmarszczył brwi, zastanawiając się jak to wszystko pogodzić.
- Hm, czy Samuel nie jest czasem stolarzem? – zapytał z namysłem. Nie był specjalnie blisko z McGonagallem, ale wydawało mu się, że ten zajmował się pracą z drewnem. – Mógłby obejrzeć szafki i zdecydować, czy któreś z nich nadają się do odremontowania.
Nawet nie musiałby przecież wiedzieć, że wykonuje pracę na rzecz Zakonu Feniksa. Wystarczyłoby dostarczyć mu meble do warsztatu… Pakował razem zepsute rzeczy to foliowych toreb. Te później wiązał i odstawiał w kąt, by po wszystkim łatwo było je wynieść.
Na sugestię bezdomnych zmarszczył brwi. Nagle plamy z błota, które dostrzegła Figg i to zepsute, ale jeszcze nie do końca rozłożone jedzenie nabrały znaczenia.
- Hm… - wymruczał, a w myślał dodał siarczyste: kurwa mać. A jeśli Nora miała rację? Może niepotrzebnie aż tak skupili się na historii tego miejsca. Niby to, co na piętrze nie zgrywało się z sugestią, by w tym miejscu ktokolwiek mieszkał, ale właściwie to dlaczego nie? Przecież był też parter, była ta kuchnia, było tylne wejście, pewnie jakiś składzik i może pokój dla ogrodnika lub jakiegoś pracownika?
Przytaknął machinalnie na wzmiankę o zastawie. Czemu nie. Wyczyszczony i zdatny do użytku mógł być praktyczną pamiątką po Julisach.
- Właściwie możesz mieć rację – powiedział powoli, znowu kierując wzrok w stronę zaschniętego błota. – W takim razie, może zamiast sprzątać piach, po prostu sprawdźmy to pomieszczenie dla służby? – zaproponował.
Dokończył pakować resztę worków a potem ruszył w stronę drzwi. Nie miał nic przeciwko by towarzyszyła mu Nora, ale wolał iść przed nią – tak na wszelki wypadek, gdyby za drzwiami naprawdę miał siedzieć żywy człowiek i gdyby ten człowiek mógł zechcieć ich zaatakować (dla niego w końcu to oni próbowali zająć dom, który wcześniej sobie przywłaszczył).
Patrick przystanął przed drzwiami i nacisnął na klamkę. Jeśli drzwi nie były zamknięte popchnął je i poszukał ręką włącznika ze światłem (o ile była taka potrzeba). W pierwszej chwili, wcale nie sięgał po magię – bezdomny mógł być w końcu mugolem. O ile rzeczywiście mógł się tam czaić jakiś bezdomny... pomieszczenie najpewniej było puste.


RE: [21.08.72, wieczór. Księżycowy Staw] Chyba nie jesteśmy tu sami - Bard Beedle - 11.05.2024

Nie wglądało na to, aby ktokolwiek gotował w tej kuchni - a chociaż zaniedbana, nadawała się do użytkowania przez kogoś mało wymagającego, kto bardzo chciałby przygotować sobie posiłek. W piecu nie palono już od dawna, nie używano naczyń, nie sięgano po garnki, nie wyrzucono popsutego jedzenia z szafek.
A jednak błoto wskazywało na to, że ktoś tutaj był, przyszedł z zewnątrz. Mogła to być w teorii Brenna, gdy wcześniej zwiedzała dom, ale podążenie brudnymi śladami na podłodze wskazywało na to, że ktoś dostał się do środka wejściem dla służby i to... nie było zamknięte. Tylne drzwi domu, choć wyposażone w zamek, były najwyraźniej cały czas otwarte. Na klamce pozostały odciski palców: ktoś, kto za nią pociągnął, musiał mieć bardzo brudną rękę.
Najwyraźniej faktycznie istniała duża szansa na to, że ktoś wchodził do środka.
Gdy zaś Patrick otworzył drzwi, za którymi spodziewali się pomieszczenia dla służby, odkrył, że jest to w istocie zejście do piwnicy. Nikogo nie zobaczył, nikt nie wyskoczył na niego zza jakiegoś rodu, dostrzegał tylko stopnie, ciągnące się w dół, ginące w ciemnościach. W nozdrza uderzał dziwny zapach – smród, jakiego należało się spodziewać w starej piwnicy, ale też coś jeszcze, nieprzyjemna woń, jaką dało się wcześniej wyczuć w jednym z pomieszczeń na piętrze.
Nie to było jednak najdziwniejsze.
Na stopniach znajdowały się ślady po czymś, co – jak oboje mogli się domyśleć, dzięki swojej wiedzy o teorii magii – było chyba zabezpieczeniem z run albo pieczęci. Nieaktywnym już, ale dlaczego w ten sposób zabezpieczono właśnie piwnicę? Sądząc po zapachach, to nie tak, że ta w istocie była miejscem trzymania wspaniałych skarbów Juliusów.


RE: [21.08.72, wieczór. Księżycowy Staw] Chyba nie jesteśmy tu sami - Nora Figg - 12.05.2024

- Tak, Sam się na tym zna, można by skorzystać z jego pomocy. - Na pewno zaangażowałby się w odrestaurowanie starych mebli, to był naprawdę dobry pomysł. W końcu, gdy zajął się domkiem ogrodnika ten wreszcie przestał straszyć. - Mogłabym z nim porozmawiać, oczywiście po rozmowie z Brenną. - Nie zamierzała się wyrywać, wolała zapytać, jak ona to widzi, szczególnie, że Samuel nie należał do zakonu. Wydawało jej się jednak, że dla wszystkich był on zaufaną osobą, nie powinno być z tym problemu.

Sprzątanie szło im całkiem nieźle, nie było to może specjalnie przyjemne zajęcie, jednak ktoś musiał to zrobić. Nie narzekała więc wcale, tylko w milczeniu pakowała worki z Patrickiem.

Opuszczone budynki często bywały atrakcyjne dla bezdomnych, dlatego właśnie o tym pomyślała. Mogły to być ślady kogoś z nich, jednak nigdy nie można być pewnym, że to nie ktoś obcy. Musieli sprawdzić dokładnie to miejsce, szczególnie, że było ogromne i ktoś mógł się schować gdziekolwiek tan naprawdę.

- Wydaje mi się, że to chyba najlepszy pomysł, lepiej to sprawdzić, i mieć czyste sumienie. - Że zrobili to dokładnie, niczego nie przegapili. Sama pewnie nie weszłaby do środka, ale miała przy sobie Stewarda, to mocno ułatwiało sprawę, nie bała się tego, co mogą tam zastać, bo wiedziała z doświadczenia, że nie pozwoli, żeby jej się stała krzywda, czuła się z nim bezpieczna.

Szła więc za Patrickiem, w sumie to zaglądała mu przez ramię, co wcale nie było łatwe dla osoby z jej wzrostem. Mimo wszystko uważała, że dobrze, że on poszedł przodem.

Steward nacisnął klamkę, drzwi nie były zamknięte, bez problemu się otworzyły. Tyle, że właśnie, nie było to pomieszczenie dla służby, a zejście do piwnicy. Uderzył w nią smród, nie była to jedynie stęchlizna, a coś jeszcze, cóż nie wiadomo nigdy, czego można się spodziewać po pomieszczeniach jak to. Właściciele mogli pozostawić tam spory bałagan.

Rozglądała się uważnie, zauważyła te ślady na stopniach, Norka mimo tego, że w praktyce nie była wspaniałą czarodziejką, to w teorii wiedziała naprawdę sporo. Zabawne, że nigdy raczej nie przyjdzie jej stosować tej wiedzy w życiu przez to, że nie do końca potrafiła połączyć wiedzę z praktyką. - To jakieś runy, czy coś podobnego, ciekawe dlaczego ktoś pokusił się o nakładanie takich zabezpieczeń na piwnicę. - Wspomniała o tym w głos, teraz jeszcze bardziej chciała zejść na dół, żeby zobaczyć, co się tam znajdowało.




RE: [21.08.72, wieczór. Księżycowy Staw] Chyba nie jesteśmy tu sami - Patrick Steward - 25.05.2024

Patrick kiwnął potakująco głową. Nie miał nic przeciwko, by sprawy z Samuelem załatwiały Nora i Brenna. Z pierwszą w końcu coś McGonagalla połączyło, druga bodaj podnajęła mu budynek na warsztat.
- Moim zdaniem to bardzo dobry pomysł – zgodził się z Norą. Zresztą, pewnie nawet mógłby wykonać nowe meble do kuchni. W końcu był stolarzem.
Z grubsza postarał się zakończyć wszystko, co mogli tutaj na bieżąco ogarnąć, zanim skierował swoje kroki w stronę drzwi prowadzących do… do jak się okazało piwnicy. Posłał zaskoczone spojrzenie Norze, gdy dostrzegł schody biegnące w dół. Właściwie to nie powinien być aż tak zdziwiony, przecież w tak dużym domu z pewnością musiała istnieć jakaś piwnica, po prostu… po prostu o niej nie pomyślał. A później jego wzrok padł na ślady po jakichś zabezpieczeniach.
Skrzywił się. 
W myślach przypomniał sobie dzisiejszą rozmowę z Erikiem i Morpheusem Longbottomem. Być może jasnowidz Longbottom miał rację i w tym domu kiedyś… W zasadzie sam nie wiedział, jak powinien skończyć to zdanie. Bo co kiedyś? Kiedyś była klątwa? Domownicy trzymali coś w piwnicy? Fakt, że jeszcze nie próbowało wyjść musiał oznaczać, że najpewniej zdechło, zahibernowało się albo było wytworem szalonego umysłu któregoś z domowników.
Ale fantazja Patricka biegła dalej, w stronę pewnego cmentarza i nekromancji, którą tam widział. Pociągnął nosem, wciągając w niego nieprzyjemny zapach. Przez kilka sekund zastanawiał się, czy już zawsze ciemne, brudne i zaduszne miejsca będą mu się kojarzyły w pewien określony sposób. Wymamrotał pod nosem zaklęcie wyczarowujące płomień z końca jego różdżki a potem – postarał się go powiększyć i posłać w dół w taki sposób, by światło oświetliło to, co znajdowało się niżej.
- Sprawdź czy nie ma tu jakiegoś włącznika światła. Może niepotrzebnie silę się na magię – rzucił do Nory. – Sprawdzamy to? Tylko ja idę pierwszy. – Bądź co bądź był aurorem i mężczyzną. I chociaż głęboko wierzył, że Nora Figg świetnie poradziłaby sobie sama, nie chciał wystawiać jej na niebezpieczeństwo.
Powoli i ostrożnie przekroczył nieaktywne zabezpieczenia a potem bardzo powoli, starając się dostrzec jak najwięcej i w razie czego, dać sygnał by Nora uciekała, zaczął schodzić w dół.


RE: [21.08.72, wieczór. Księżycowy Staw] Chyba nie jesteśmy tu sami - Bard Beedle - 26.05.2024

Włącznik się znalazł, ale prawdopodobnie żarówka była przepalona, bo światło zamrugało gdzieś w głębi słabo i zgasło, tak szybko, że ciężko było coś dostrzec. Lumos zadziałało jednak prawidłowo, a wchodząc do piwnicy dało się też stwierdzić, że prowadzące do niej drzwi są bardzo grube, z mocnym zamkiem, być może dodatkowo zabezpieczone i na pewno nie wymagały wymiany. Na dole schodów zresztą czekały kolejne drzwi, równie mocne, też z zamkiem - otwartym.
Po ich drugiej stronie znajdował się pokój.
Cuchnęło w nim okropnie. Nie było tu żadnych okien. Poza tym jednak, na pierwszy rzut oka, urządzono go zaskakująco normalnie, choć bez wątpienia dawno temu - podłogę nakryto dywanem (teraz bardzo brudnym, ale kiedyś musiał być miękki i kolorowy), łóżko było duże, komfortowe, w kącie stał wygodny fotel, były tu stół i krzesła, sufit teraz wprawdzie po latach też nie prezentował się najlepiej, ale musiał kiedyś być pomalowany, na jednej ze ścian wisiało lustro. Ba, nawet jedną ze ścian chyba kiedyś zaklęto, tak że zdawało się, że znajdowało się tu okno - czar jednak wyczerpał się z biegiem czasu i teraz pozostał po tym tylko ślad. Nie przypominało to w niczym piwnicy do przechowywania rzeczy. Jeśli miało być czyimś więzieniem - to można by pomyśleć, że o dobrobyt więźnia dziwnie dbano, jak na to, że był trzymany w podziemiach.
Rozglądając się jednak dokładnie, z czasem, mogli dostrzec pewne... kolejne dziwności.
Każdy sprzęt był przymocowany do podłogi, tak, by nie dało się go przesunąć. Z łóżka nie dało się ściągnąć materaca. Lustra nie udałoby się potłuc, fotel był bardzo odporny na wszelkie rozdarcia. Meble magiczne, z pewnością drogie, droższe nawet niż te na piętrze, zabezpieczone przed zniszczeniem. Dywanu nie dało się ściągnąć – zaklęcie trwałego przylepca? – i nie było tu właściwie niczego, co dałoby się poruszyć, poza dwiema książkami, porzuconymi w pobliżu łóżka (ot zbiory baśni, nic specjalnie interesującego).
Schody prowadzące do pomieszczenia były ubłocone, podobnie jak podłoga na górze – i choć nie było to świeże błoto, to raczej nie pochodziło sprzed kilkudziesięciu lat.


RE: [21.08.72, wieczór. Księżycowy Staw] Chyba nie jesteśmy tu sami - Nora Figg - 26.05.2024

- Cieszę się, że tak myślisz. - Dodała jeszcze. Faktycznie wydawało jej się to być całkiem niezłym rozwiązaniem, Sam miałby kolejne zajęcie, a i to miejsce mogłoby zyskać uroku, dzięki tym meblom. Nie, żeby wydawało jej się, że jest to priorytetem, ale na pewno jeśli będą częściej tu przebywać, to taka kuchnia mogłaby im umilić czas, zdaniem Figg to właśnie to pomieszczenie było sercem domu, dobrze więc, gdyby ono było należycie dopracowane.

W końcu udało im się jakoś z grubsza ogarnąć te śmieci. Kuchnia wyglądała o niebo lepiej, niż wtedy gdy zaczynali, może nie był to jeszcze efekt końcowy, ale pierwsze koty za płoty.

Mogli zobaczyć więc o co chodzi z tymi drzwiami, dokąd prowadzą, i czy faktycznie coś kryje się na końcu schodów. Norka nie należała do tych osób, które same chciałyby eksplorować nieznane, ale miała przy sobie Patricka, to zdecydowanie ułatwiało podjęcie decyzji, z nim pójdzie tam bez problemu.

Poszukała włącznika światła, nawet go znalazła. Nacisnęła i choć z początku mogło się wydawać, że to zadziała, to niestety radość trwała krótko. Niby zamrugało, ale nic więcej nie udało się tym osiągnąć. - Znam swoje miejsce w szeregu Patrick. - Dodała jeszcze na ten komentarz, że on idzie pierwszy. Naprawdę wiedziała, że nie jest potężną czarownicą, w końcu jedyne co tak naprawdę potrafiła to tworzyć magiczne pączki, no i eliksiry, praktykowanie magii nigdy nie było jej mocną stroną.

Zeszli schodami do piwnicy, gdzie znajdowały się kolejne drzwi, te również były otwarte. - Ciekawe po co tyle drzwi, co musiało się tu kryć? - Na pewno takie drzwi nie znajdowałyby się tutaj bez powodu. Ktoś musiał trzymać tutaj coś niebezpiecznego, tylko co?

Wtedy dostrzegła też pokój. Piwnice zdecydowanie tak nie wyglądały. Nie grało jej tutaj nic, po co ktoś tak zaadaptował to pomieszczenie. Smród uderzył ją w nozdrza, starała się jednak nie dawać po sobie poznać, jak bardzo przeszkadzał jej ten zapach. Również rzuciła Lumos, żeby oświetlić całe pomieszczenie, co dwie różdżki to nie jedna.

- Myślisz, że kogoś tu trzymali? - Odparła do Patricka, kiedy dokładnie rozglądała się po tym pokoju, dlaczego te wszystkie sprzęty były przytwierdzone do podłogi, nie miała pojęcia, nigdy jeszcze nie spotkała się z czymś takim. Po co właściwie ktoś miał robić coś takiego? - Albo mieli w rodzinie wilkołaka i urządzili mu taką przestrzeń, żeby jakoś sobie radził z przemianami... - Sama nie wiedziała, czy to w ogóle byłoby możliwe.

Ślady stóp, błoto. Ktoś musiał tutaj przychodzić. - Ktoś tutaj był niedawno. - Dodała jeszcze przenosząc wzrok na schody.