[11.07.1972r.] Nie mam wyboru | Nicholas & Vera - Nicholas Travers - 28.04.2024
11 lipca 1972r.
ul. Pokątna | Mieszkanie Very
Ostatnie miesiące były intensywne, jeżeli chodziło o pracę i działania. Poza tym, co robił w swoim zawodzie, samodoskonalił się w obranych dziedzinach czarnej magii i nekromancji, został wtajemniczony w dwie istotne sprawy. I to w organizacji Czarnego Pana. O ile jedna utknęła w martwym punkcie, tak druga mimo dobrego startu, zaczęła się komplikować. Urlich Greyback. Wystarczającej wiedzy Nicholas nie posiadał na temat jego osoby i rodziny. Nie do końca też posiadał informacje, w jakim stadium relacji była jego rodzina z Greybackami. Dopiero po swoim powrocie z New Forest, siedząc w swoim domu nad tym, zrozumiał jak wiele nie wie o swojej rodzinie. Odcinał się, a ona posiadała wiedzę jakiej potrzebował. Przeklął sam do siebie, gdyż nawet księgi mu w tym nie pomagały. Kolejny powrót do rodzinnej posiadłości nie uśmiechał mu się. Babka może za dużo o te sprawy wypytywać. A jak się pojawi, znów zacznie domagać się obecności na rodzinnych posiłkach. Ojciec? Wiązałoby się to także, ze swoją obecnością w rodowej rezydencji. Została mu ciotka. Pracująca w Komnacie Badań Mózgu. Znała się z Robertem. Na chwilę obecną, jedyna możliwość o zapytanie ją o sprawy rodzinne. Może będzie wstanie mu pomóc. Nie zwykł o to prosić, ale potrzebował informacji. Równie dobrze mógłby udać się po sprawdzenie rejestru wilkołaków sam. Ale czy dadzą mu pozwolenie?
W czasie jednej z dłuższych przerw dzisiejszego dnia, siedząc przy biurku w Komnacie Śmierci, Nicholas zdecydował, że musi z nią porozmawiać. Zdawał sobie sprawę z tego, że pewnych tematów nie powinien poruszać w Ministerstwie, w Departamencie. To nie było dobre miejsce na takie tematy. Istniała obawa, że ktoś może wejść, podsłuchać, niepotrzebnie się zainteresować. Nie potrzebowali więcej problemów. Udał się do Komnaty Badań Mózgu, gdzie pozostawił ciotce mały list. W nim znajdowała się następująca treść:
”Potrzebuję porozmawiać o sprawach rodzinnych. Czy możemy umówić się dzisiaj po pracy? Nicholas.”
Jeżeli przeczytała przy nim i dała mu zgodę oraz wyznaczyła miejsce, przyjął do wiadomości i opuścił Komnatę Badań Mózgu.
Nieczęsto zdarzało się, aby razem opuszczali Departament Tajemnic. Każde mimo ustalonych godzin pracy, przebywało w nim dłużej lub krócej. W zależności od zleceń, terminów i obowiązków. Travers czekał na ciotkę na ulicach Londynu, w miejscu gdzie znajdował się Dziurawy Kocioł. Stamtąd mogli udać się na Pokątną. Na sobie miał granatową koszulę, czarne spodnie. Czarna torba wisiała na ramieniu, w której miał kilka dokumentów wziętych z pracy na przejrzenie w mieszkaniu. Zawsze ubierał się w ciemnych, zimnych barwach.
RE: [11.07.1972r.] Nie mam wyboru | Nicholas & Vera - Vera Travers - 29.04.2024
Niektóre kobiety stworzone są do roli matki. Kochającej, otulającej ciepłym, wyrozumiałym ramieniem oraz wstającej wcześnie rano podczas dni wolnych, aby przyrządzić smakowite naleśniki na śniadanie. Matki, która utuli do snu i stanie się powierniczką wszelkich tajemnic. Matką, która ukaże czym jest prawdziwa, bezwarunkowa miłość.
Vera od najmłodszych lat wie doskonale iż jej rola matki nie była pisana. Z biegiem lat nie odczuwała w sobie choćby najmniejszej chęci, by wypchnąć ze swojej miednicy stworzenie wielkości dorodnego arbuza. Jeden raz, gdy… Nie, to była przeszłość o której winna zapomnieć.
Pisana zato była jej rola ciotki. Tej kobiety, która podczas rodzinnych przyjęć nonszalancko przechadzała się po rodzinnej posiadłości z kieliszkiem wina, by śmiało wypowiadać to, co cisnęło się wszystkim na usta. Tej, która pomagała wykaraskać się z problemów i ukryć przed własnym bratem to, co mogłoby przyprawić go o zawał i która rozpieszczała bratanków za każdym razem, gdy przyszło im się spotkać.
Tak, pisana jej była rola ciotki.
I choć on odsuwał się nieprzyjemnie od rodziny, ona zawsze miała na niego oko. Głównie na korytarzach Departamentu Tajemnic, gdy zerka czy jest cały bądź niby przypadkiem w niewidzialnej formie zasłuchuje plotek i półsłówek o nim. Nie potrafi inaczej, przed oczami nadal mając chłopca z jakim przyszło jej się bawić lata temu.
Chłopiec co prawda już dawno stał się mężczyzną, lecz gdy widzi notatkę spisaną jego dłonią martwi się równie mocno, jak wtedy gdy podczas jednego ze spacerów postanowił skryć się przed nią za jednym z krzewów. Wyznacza więc miejsce spotkania i nim się ogląda już przykłada usta do jego policzka, zielonym spojrzeniem próbując przedrzeć się do jego duszy.
W co się wpakowałeś szkrabie?
Ciśnie się na usta, choć szkrabem z pewnością już nie jest. Wsuwa więc subtelnie dłoń pod jego ramię i prowadzi znaną sobie ulicą. Pomija wszelkie trywialne pytania o przebieg dnia bądź komentarze o pogodzie - wszak oboje wiedzą, że potrafią lepiej.
Zamyka w końcu za nimi drzwi i łapie oddech pełen ulgi. Własne cztery kąty zawsze wiązały się z poczuciem bezpieczeństwa, jaki potrafiło roztaczać znajome otoczenie. Eleganckie wnętrze wskazywało, iż zamieszkuje je kobieta z klasą i jedynie kilka ramek ze zdjęciami, z których spoglądał na nich jej mąż - nieboszczyk psuły ogólny nastrój mieszkania.
- Napijesz się czegoś? - Pyta, gestem wskazując aby się rozgościł. Zdawała się być ostoją spokoju, choć niepokój zakradał się do jej serca. I jedynie fakt, iż jej palce zdają się w powietrzu przesuwać po bliżej nieznanych przedmiotach może to zdradzić.
RE: [11.07.1972r.] Nie mam wyboru | Nicholas & Vera - Nicholas Travers - 30.04.2024
Rozpieszczająca ciotka. Za dzieciaka lubił z nią przebywać. Ale kiedy dorastał, uwielbienie przeradzało się w szanowanie jej osoby. Rozumiał się z nią na tyle dobrze ile to było możliwe, ze względu na wspólną pracę w Ministerstwie Magii, w tym samym Departamencie. Nie sądził, że będzie potrzebował jej pomocy. Zwykle radził sobie ze sprawami sam. Ale teraz, temat w jaki został wtajemniczony i poproszony o informacje, był głębszy. Mógł zahaczać o przeszłość jego rodziny.
Zostawiając jej informację z prośbą o spotkanie, nie zdradzał po sobie niczego, jakoby miał w coś się wpakować. Robił co prawda bardziej za pośrednika, informatora dla innej osoby. Działając także jako śmierciożerca w ukryciu. Upewniał się, że swój mroczny znak ma cały czas ukryty pod zaklęciem maskującym. Jako że mieli lato, ubrał na siebie koszulę z krótkim rękawem, łatwiej było kontrolować zaklęcie maskujące, niż co chwile podwijać rękaw. Znacznie wygodniej jednak było posiadać długi rękaw, który dosłownie wszystko zakryje. Lecz w Ministerstwie, dobrze jest zabezpieczać się podwójnie.
Vera ustaliła godzinę spotkania, więc Nicholas czekał na nią. Tak. Nie był już tym małym szkrabem, jakiego znała z przeszłych lat. Zmężniał, na być może mógł tym razem nazywać się skarabeuszem?
Pozwolił, aby ciotka ujęła jego ramię i pokierowała ich wspólnie na ulicę Pokątną, gdzie znajdowało się jej miejsce zamieszkania. Musieli wyglądać dość ciekawie, ona średniego wzrostu, on znacznie wyższy. Całą drogę przeszli najwyraźniej w milczeniu. Jak na Niewymownych Departamentu Tajemnic przystało. Oszczędzali może na słowach, aby te poruszyć już za zamkniętymi drzwiami jej mieszkania.
- Herbatę.
Udzielił odpowiedzi na jej pytanie. Propozycję o napój. Zdjął swoją torbę i położył na wolnej kanapie. Rozejrzał się z niemałym zainteresowaniem oceny wnętrza. Choć eleganckie, on sam preferował surowy i zimny styl. Zwrócił uwagę na zdjęcia, w których widniał wuj. Jej mąż. Że tutaj wisiały, czy to znaczyło, że brakowało go jej? Tęskniła? Czy więziła w ten sposób jego duszę, aby znosił jej obecność?
- Wybacz, że tak nagle poprosiłem o spotkanie.
Odezwał się w końcu, po nie długiej chwili milczenia. Kierując swoje niebieskie oczy w jej kierunku. Nie wytłumaczył się z tego wcześniej. Może to zrobić teraz. Wciąż jednak nie mogłaby z niego wyczytać, po co to wszystko. Pozostawał nadal tym tajemniczym Traversem. Z zamkniętym umysłem dla innych.
RE: [11.07.1972r.] Nie mam wyboru | Nicholas & Vera - Vera Travers - 01.05.2024
Słowa srebrem, milczenie zaś złotem.
Lecz czy na pewno? Niewymowna wychodziła z przekonania, iż słowa niosą w sobie wielką siłę lecz to właśnie cisza pozwalała docenić wartość ów słów. Vera nie marnuje więc słów, zwłaszcza w momencie, gdy kroczą ulicą i gdzie wiele par uszu mogłoby zasłyszeć omawiane tematy, a jeśli chodziło o rodzinę… Travers byli i pozostać mieli tajemnicą, spowitą blaskiem księżyca. Milczy więc, krocząc pod rękę z mężczyzną który, gdyby nie pierwsze zmarszczki mimiczne jakie pojawiają się na jej twarzy, uznany mógłby być za jej starszego brata, głównie za sprawą ponadprzeciętnego wzrostu. Zasłonę milczenia porzuca dopiero za bezpiecznymi drzwiami własnego mieszkania.
Uśmiecha się delikatnie by kroki skierować do niewielkiej kuchni, widocznie niezwykle rzadko używanej. Vera żoną idealną nie była, zaś brak fascynacji kuchnią pogłębia się jedynie z każdym, kolejnym dniem bycia wdową. Nie bywa często w mieszkaniu, za swój dom mając niewielki gabinet w Departamencie Tajemnic. Nastawia pękaty imbryczek i szykuje dwie, kwieciste filiżanki będące prezentem ślubnym od byłej teściowej. Vera całym swym sercem ich nie znosi i ma nadzieję, że w końcu przyjdzie jej wytłuc te, które jeszcze się ostały.
- Nie masz za co przepraszać. - Odpowiada, a zielone spojrzenie karci go przez chwilę, zupełnie jakby był niesfornym szczenięciem.Nie musi dziękować, nie musi prosić, wystarczył sygnał, a zawsze znajdzie dlań chwilę. - Dla ulubionego bratanka zawsze znajdę czas. - Dodaje już przyjemniej, chcąc upewnić to w tym, co było przecież tak oczywiste. Kobieta rozpoczyna szybki rytuał parzenia herbaty. Czajniczek, susz, gorąca woda, ciasteczka… To wszystko wyłożone na srebrnej tacy znajduje się w końcu na blacie stołu, za którym po chwili zasiada Vera. Napar rozlewa do dwóch filiżanek, by zielone spojrzenie na dłuższą chwilę utkwić w bratanku.
- Pisałeś, że chodzi o sprawy rodzinne… Powiedz mi więc, dlaczego zwracasz się z tym do mnie? - Pyta, unosząc filiżankę ku górze, lecz czeka z upiciem płynu, by uważnie studiować jego twarz. Szuka informacji, odpowiedzi na pytania jakie przewijają się przez jej głowę na razie jednak nie jest w stanie znaleźć satysfakcjonującej odpowiedzi. - Nie zrozum mnie źle lecz Fergus pewnie zna więcej odpowiedzi ode mnie. - Dodaje i w końcu upija niewielki łyk gorącego naparu. Jej ojciec, choć martwy, znał wszelkie rodzinne tajemnice i Vera jest pewna, że pomocy by nie odmówił. Wie, że bratanek począł odsuwać się od rodziny, nabierać do nich dystansu… Nadal jednak był jej częścią, nawet jeśli bardzo tego nie chciał.
RE: [11.07.1972r.] Nie mam wyboru | Nicholas & Vera - Nicholas Travers - 03.05.2024
Nicholas słynął z tego, że był najczęściej małomówny. Więcej robił, niżeli produkował się w słowach. Być może też z tego względu, było to jednym z plusów zostania niewymownym? Bycie chodzącą zagadką dla wielu osób, było również jego atutem. O sobie, nie mówi niemal nic. Znają go tylko Ci, których do siebie dopuszcza.
Pozwolił ciotce zająć się przygotowaniami herbaty. Choć jak to kobiety mają w zwyczaju, do napoju musi być coś słodkiego. Nie musiał przepraszać. Ale zobowiązany został jakoś wewnętrznie do tego, gdyż mógł zabrać jej dzisiejszy cenny czas, jaki mogła mieć zaplanowany na coś innego. I tak będzie starał się go nie zabrać zbyt wiele. Ulubiony bratanek. To było przecież tak dawno temu… Czy nadal tak jest?
Kiedy kobieta wróciła do salonu, stawiając tacę na stole, podszedł i zajął wolne miejsce na krześle. Odebrał swoją filiżankę, stawiając przed sobą, zapełnioną herbatą. Lubił w swojej ciotce to, że potrafiła także przechodzić do sedna sprawy.
Uniósł na nią swoje niebieskie, chłodne oczy, słuchając pytania, jak i później stwierdzenie, że przecież o sprawy rodzinne, powinien przecież pytać Fergusa.
- Odwiedzenie Fergusa, wiązałoby się z ponownymi odwiedzinami w rezydencji. Deliah potrafi być męcząca i dociekliwa.
Przyznał powód z westchnięciem. Już ostatniego miesiąca dostał od niej wyjca w sprawie Theona, że miał się stawić na rozmowę. Nawet ojciec na niego czekał. Odczuwał wtedy coś na wzór wezwania na dywanik, za nie wywiązanie się z wcześniejszego polecenia. Na szczęście wiedział w sprawie brata tyle, ile mógł wiedzieć nawet od niego samego. A babka uspokoiła się w końcu.
- Dlatego zwróciłem się do Ciebie o rozmowę. Jeżeli Twoja wiedza nie okaże się pomocna, wtedy nie pozostanie mi nic innego, jak spotkać z Fergusem.
Nie zwykł nazywać statusem Deilah i Fergusa dziadkami. Wyrósł z tego, woląc zwracać się już imiennie. Co innego rodzice.
- Jakie są stosunki naszej rodziny z Greybackami?
Rzucił pierwsze pytanie. Nie ruszając filiżanki, która była co prawda obrzydliwa swoim wyglądem. Herbata i tak była gorąca, więc poczekał aż ostygnie. Oparł się wygodniej plecami o oparcie krzesła, założył nogę na nogę, ręce na udzie i obserwował ciotkę uważnie.
Pytanie zadał bezpośrednio. Nigdy jakoś nie interesował się za bardzo więziami rodzinnymi z innymi klanami. Może poza tym, skąd pochodziła jego matka. Ale dalej, nie uważał to za pożyteczną wiedzę. Teraz jednak, kiedy Robert Mulciber poprosił o informacje, zrozumiał jak cenna może być ta wiedza. Ale czy tylko dlatego?
RE: [11.07.1972r.] Nie mam wyboru | Nicholas & Vera - Vera Travers - 04.05.2024
Zielone oczy przyglądają mu się uważnie i przez chwilę nadziwić się nie może, że Nicholas jest już dorosłym mężczyzną. Z karierą, zupełnie niezależnym… kto wie, może i niedługo sam założy własną gałąź rodziny Travers? Nie podejrzewała go o tęsknotę do rodzinnego ciepła od którego z resztą sam od dłuższego czasu skutecznie się izolował. Cieszy się, że przed nią stawia mur odrobinę niższy, jasno wskazujący na zaufanie które tak skrzętnie od lat buduje.
Nie potrafi powstrzymać cichego parsknięcia śmiechem, jakie ucieka z jej piersi na wspomnienie jej własnej matki. Dociekliwość przeszła w genach i na nią, Vera jest jedna pewna, iż nie miała nic wspólnego z męczeniem bliskich.
- Acha, coś o tym wiem. Dwadzieścia pięć lat temu była znacznie gorsza, czas jest chyba dla nas łaskawy. - Puszcza mu oczko z uśmiechem. Była jedyną córką co sprawiało, iż zawsze miała… specjalne względy u swojej matki. Niekoniecznie jednak były one pozytywne. - To dlatego unikasz rezydencji? Unikasz pytań? - Pyta zaraz, w jej głosie brak jednak dociekliwości bądź jakichkolwiek wyrzutów. Brak w nim również nacisku, miast tego wybrzmiewa troska. Bo choć bratanek był dorosłym mężczyzną dla Very nadal pozostawał kimś ważnym.
A o tych zwykła się troszczyć, na swój własny, specyficzny sposób.
Unosi filiżankę do ust, by upić łyk gorącego naparu. Ten przyjemnie rozgrzewa usta oraz przełyk. Dopiero teraz czuje, jak stres związany z pracą powoli opuszcza jej ciało, pozwalając skupić się na rozmowie. Bezwiednie kiwa głową, zupełnie jakby dawała znać rozmówcy że słucha go i jeszcze nie odlatuje myślami w zupełnie inne miejsce… Choć tak naprawdę umysł rozpoczyna pracę na podwyższonych obrotach, wyszukując wszelkie wiadomości powiązane ze wspomnianym nazwiskiem jakie tylko kiedykolwiek spotkała.
Greyback…
Greyback…
Greyback…
- Gdy byłam w drugiej klasie Hogwartu jeden Greyback wylał na moją szatę kałamarz. - Wypowiada niemal machinalnie gdy łapie się tej myśli niczym kotwicy, mającej zapewnić, iż nie zatonie w strumieniu myśli. - Po za tym… Raczej nie mamy z nimi jakichkolwiek stosunków, a przynajmniej ja o nich nic nie wiem. Słyszałam kiedyś o kilku, który również dotknięci byli likantropią, jakoś jednak nigdy nie było nam po drodze. Tata wspominał kiedyś ich nazwisko, jeszcze gdy pracował w rejestrze. Więcej informacji nie jestem w stanie ci udzielić. - Odpowiada najobszerniej jak potrafi, niestety ciężko jest sformułować esej na temat który praktycznie nie istnieje.
Ponownie unosi filiżankę do ust.
- Czemu cię interesują? - Pyta, unosząc z zaciekawieniem brew. Vera, w przeciwieństwie do rodziny, nie pozostawała w cieniu, zwłaszcza w towarzystwie naukowym. A to wiązało się z pewną siatką kontaktów, jaką udało jej się utkać.
I którą mogłaby w ostateczności uruchomić.
RE: [11.07.1972r.] Nie mam wyboru | Nicholas & Vera - Nicholas Travers - 08.05.2024
Dosłownie, nie można odcinać się od społeczeństwa. A tym bardziej od samej rodziny. Nie zmieni tego, że urodził się w Traversach, jednego z czystokrwistych rodów czarodziei naznaczonych klątwą likantropii. Nie odziedziczył owego genu, nie utrudniało mu to w rozwoju kariery. Ale nazwisko jednak pozostawało.
Ciotce, postanowił zaufać z tego względu, że również pracowała w Departamencie Tajemnic. Znała się z Robertem Mulciberem, który go szkolił w kilku dziedzinach.
Unikanie chęci spotkania i podejmowania jakichkolwiek rozmów z Deliah, rozbawiło Verę. Jej matka, znała ją zbyt dobrze. Nie tak jak Nicholas, ale zdążył babkę poznać na tyle, żeby już jednego dnia ostatnio mieć jej dość. Uparte babsko nadal trzymało się swojego stołka do zarządzania rodziną.
Westchnął na odpowiedź Very. Ale ta, zaraz zadała mu pytanie. Tutaj nie było o co kłamać.
- Tak. Im mniej tam jestem, tym lepiej.
Przyznał. Choć to było co prawda widoczne. Nawet ojciec o tym wiedział. O tyle dobrze, że do niczego go nie zmuszał, nie naciskał. Miał też co prawda swoje ostateczne zdanie, czego przykładem było zaaranżowanie ślubu jego brata z Flintową. Nicholas miał nadzieję, że jego pominą w tym wszystkim. Choć starszy, nie planował zakładania rodziny. Nie chciał brać na siebie tego obowiązku. Chciał się rozwijać, pogłębiać wiedzę i opanować do perfekcji pewne dziedziny magii.
Zapytał o Greybacka. Dał ciotce czas do namysłu, zastanowienia się nad jego pytaniem. W tym momencie, pozwolił sobie upić łyk herbaty.
Opowieści z Hogwartu mu nie były do niczego potrzebne. Tutaj zależało mu na jakiejś istotnej informacji, czy cokolwiek ich rodziny łączyło, niż wylany kałamarz. Czy istniała jakaś więź, znajomość, związek, zawód, kariera? Współpraca?
- Rozumiem.
Przytaknął. Ale nie był z tego zadowolony. Nie okazał tego, ale czuł to wewnętrznie.
- Czyli będzie trzeba sprawdzić rejestr, albo… Porozmawiać z Fergusem.
Nie uśmiechała mu się ta druga opcja, ale czuł, że może nie mieć wyboru. Tylko, co jeżeli dziad nie zechce z nim współpracować? Porozmawiać? Zdradzić cokolwiek?
Pytając o co, spodziewał się pytania zwrotnego.
- Ponieważ kogoś z ich rodziny zamordowano, parę miesięcy temu. Nie jest to ogłaszane publicznie. To sprawa ściśle tajna w biurze aurorów. A że oboje jesteśmy Niewymownymi, to liczę, że pozostanie między nami. Chcę się dowiedzieć, kim był.
Zapytała, odpowiedział. Nie do końca prawdę, nie do końca kłamstwo. Połączył dwa w jednym. Gdyż przecież ich rodzina też poniosła stratę. Ojca Very zamordowano. Można pomyśleć, że wilkołaki są komuś niewygodni. Można taką wersję każdemu puścić. Nawet, jeżeli prawda była zgoła inna.
RE: [11.07.1972r.] Nie mam wyboru | Nicholas & Vera - Vera Travers - 15.05.2024
Niewielka, kobieca dłoń wędruje na tą, należącą do jej bratanka i delikatnie zamyka ją w subtelnym uścisku. W geście, na który nie pozwala sobie w stronę osób, które nic dla niej nie znaczą. Geście, który niemo zapewnia, iż choć jej matka postępuje w taki a nie inny sposób, ona będzie postępować inaczej. Nie zada niewygodnych pytań, nie zmusi do zwierzeń i meldowania się na zawołanie. Po prostu… będzie. Gdy pojawią się trudności, a na drodze znajdą się wyboje stanie obok aby wesprzeć ulubieńca. Słowem, ramieniem, pazurami czy czymś mocniejszym - nie istotne. Słowa w tym momencie zbędne nie odnajdują drogi na świat. Pozostają w ukryciu wraz z zakłopotaniem bądź niezręcznością, jaka mogłaby się między nimi pojawić. Jedno, drugie, trzecie… przy czwartym uderzeniu serca zabiera rękę, tym samym porzuca temat tych, z którymi dzielili krew. Bo choć coś w środku ściskało ją przy wyznaniu młodego Travers, tak Vera zwyczajnie nie miała zamiaru mieszać w tym kotle. Kocha rodzinę, to oczywiste, lecz jej rola nie polega na byciu klejem spajającym wszystkie ogniwa.
A przecież każdy ma jakąś rolę, którą pełni na rodzinnej scenie, czyż nie?
Unosi filiżankę do ust czym ukrywa grymas, jaki ciśnie się na jej usta. Ostatnie lata znaczył całun śmierci. Wpierw okrył Mannana, kilkanaście miesięcy później jej ojca i choć ten drugi nawiedza dalej rodzinną posiadłość… Vera wolałaby, aby jego duch odszedł. O wiele gorszym było widywać bliską osobę i wiedzieć, że już nigdy nie poczuje się jej dotyku, a dawne rytuały tracą ważność przez brak materii.
I jedynie zielone oczy przez chwilę błyszczą smutkiem.
- Twoje tajemnice są ze mną bezpieczne. - Zapewnia, choć wydaje jej się brzmieć to niezwykle trywialnie w jej ustach. Umie utrzymać tajemnice. Umie schować przed światem to, czego ten nie powinien oglądać. Jego słowa jednak… - Myślisz, że ma to jakiś związek z Fergusem i tym co się stało? - Pyta, a filiżanka ponownie znajduje się koło karminowych ust. Powiązanie wydawało się pozornie oczywiste, gdzieś w jej środku zaś czaiła się zwyczajna chęć zemsty i ukarania tego, który odebrał jej ojca. Wiele nieprzychylnych słów wypowiedziała kiedyś względem sędziów i do tej pory zdania co do nich nie zmieniła. Do tej pory marzy nieraz, że jej szczęki zaciskają się na gardle tamtego plugawca wyrywając go z materiału życia niczym niepasujący guzik.
Zawiesza się.
A raczej… zatrzymuje, zupełnie jakby Meduza zamieniła ją w kamienną statuę. Odpływa niesiona falami swojej pamięci, jak zawsze gdy choroba bierze nad nią górę. Usta, tuż przy krawędzi filiżanki poruszają się bezgłośnie w rytm tylko sobie znanych słów. Katalog haseł przewija się przed zielonymi oczami, podsuwając coraz to kolejne obrazy, informacje a nawet dźwięki.
- Pomysł… Tak, pomysł… - Mruczy cicho, nadal zawieszona w tym specyficznym oderwaniu od rzeczywistości, nieświadoma nawet słów, jakie ulatują z jej ust. W końcu, powinna mieć jakiś pomysł, czyż nie? Ktoś o tak dobrej pamięci, nie mógł być ich pozbawiony…
To nie po bożemu.
Kimkolwiek bóg był.
RE: [11.07.1972r.] Nie mam wyboru | Nicholas & Vera - Nicholas Travers - 19.05.2024
Nie spodziewał się tego gestu ze strony ciotki. Że położy swoją dłoń na jego, jakby chciała zapewnić, może jej ufać? Chciała mu dać swoje wsparcie? Spojrzał na jej dłoń, spoczywającą na jego. Lecz nic nie powiedział. Mógłby zabrać rękę, lecz i tego nie zrobił. W tej sytuacji, nie mógł pozwolić sobie na stratę jednego z ważnych członków rodziny, który może mieć cenne informacje dotyczące rodziny. Który ma także na liście znajomych i dawnej współpracy z Robertem Mulciberem. Matki w nic nie chciał mieszać, ze względu na jej stan zdrowia. Ojciec miał swoje sprawy i z babką uczepili się bardziej sytuacji Theona. Nawet z wujem Sebastianem nie było mu w interesach po drodze. Została mu ciotka Vera.
Kobieta swój gest, poparła także słowami, zabierając wcześniej swoją dłoń. To zapewnienie w jej słowach było mu potrzebne. Być może kiedyś przyjdzie dzień, że zdradzi jej coś jeszcze? Lecz nie teraz.
Teraz zależało mu na dowiedzeniu się czegokolwiek o Greybackach. Na prośbę ich wspólnego znajomego. Zapewnił, że postara się cokolwiek uzyskać, więc zaczął od rodziny.
- Podejrzenia. To jednak nic pewnego.
Nie myślał, gdyż prawdę znał. Ale jakoś dobrać się do potrzebnych informacji potrzebował. Dowiedzieć czegokolwiek o tej rodzinie. O samym zamordowanym. Narzucił, że to jedynie jego podejrzenia. Chciał wiedzieć, czy może wcześniej, ich rodzina miała jakieś powiązania z Greybackami, jeżeli nie ma ich obecnie? Nie chciał informacji, kto go zabił. Lecz dla niepoznaki, że coś wie, udawać musiał swoją niewiedzę. Bo przecież oficjalnie nikt tego nie wie.
Upił łyk swojej herbaty, odstawiając po chwili filiżankę, spojrzał na ciotkę, która wydawała mu się być w stanie, zastygłym? Zawieszonym? Zmarszczył brwi, nie odrywając od niej spojrzenia. Rzuciła dwa te same słowa. Myślała? Szukała rozwiązania?
Po chwili go oświeciło. Podniósł się, aby odebrać od niej filiżankę i postawić na talerzyku. Jeszcze się kobieta obleje, upuści naczynie a to się rozbije. Dotknął po chwili jej ramienia, uważnie przyglądając.
- Vera?
Wypowiedział jej imię na tyle głośno, aby dotarło do jej uszu. Sprawdzał kontrolnie, czy kontaktowała. Choroby bywały problematyczne. Sam ze swoją się zmagał. Choć nikomu nie mówił. Może kiedyś.
RE: [11.07.1972r.] Nie mam wyboru | Nicholas & Vera - Vera Travers - 19.05.2024
Myśli galopują po głowie kobiety, przeganiając się niczym niesforne źrebaki. Jedna za drugą, trzecia za piątą, a pod powiekami widzi kolejne słowa, obrazy oraz powiązania, jakie są między nimi. Czuje nieprzyjemny ucisk w skroniach, gdy umysł na najwyższych obrotach próbuje dojść do rozwiązania. Czy powinna wykonać obliczenia? Nie, to nie ta sytuacja. Wie, że rozwiązanie jest blisko, w między czasie jednak przez jej umysł przewija się kilkanaście innych tematów.
Drga, gdy dłoń bratanka znajduje się na jej ramieniu a umysł skupia się na tu i teraz, nie zaś na swoich zasobach rozmiarami równych Bibliotece Aleksandryjskiej. Przykłada dłoń do skroni, z nadzieją, iż ukoi to kolejną falę migreny.
- Już jestem, przepraszam… - Mówi, unosząc delikatnie kąciki ust ku górze, choć w zielonych oczach odbija się cień bólu. - Ostatnio mam sporo na głowie. - Półżart ucieka z jej ust, gdy wstaje od stołu. I nie mija się z prawdą, wiele rzeczy zajmuje jej głowę, choroba zaś sprawia, że jeszcze więcej rzeczy lubi do niej powracać. Ostrożnie podchodzi do jednej z szafek, wyjmuje z niej eliksir pzeciwbólowy by na raz wypić zawartość fiolki. Krzywi się i wzdryga, cholernie nie lubi smaku magicznych mikstur.
- Ponoć jak nie smakuje działa lepiej, pewna jednak jestem, że to blef. Ale gdzie my to… - Przygryza wargę, przywołując do siebie to, co wydawało jej się rzeczywistością. I to, co pojawiło się w jej głowie podczas chorobowego wycięcia.
- Ach tak, być może będę w stanie sprawić, aby nasza wizyta w rejestrze nie wydawała się być podejrzana. Być może znam również kogoś, kto nie będzie zadawał zbędnych pytań… - Zaczyna więc, zaś zielone oczy uważnie obserwują bratanka, gdy pośladkami opiera się o blat jednej z kuchennych szafek. Mannan również pracował w Ministerstwie Magii, co gorsza lubował się w odgrywaniu roli cholernego labradora, przyjaciela całej ludzkości. - Fergus będzie podejrzliwy, nie udzieli ci odpowiedzi, jeśli nie opowiesz mu o wszystkich szczegółach… - Dodaje, tym samym zdradzając, że być może w jej głowie pojawił się już pewien plan. Ten plan jednak wymagał zaangażowania w niego również i jej gdyż, w przeciwieństwie do Nicholasa, połączona była z Fergusem dużo bliższą relacją rodzinną.
Córka może zdziałać więcej niż wnuk.
Zwłaszcza jeśli chodzi o starych znajomych ojca.
Tylko czy Nicholas na to pójdzie?
|