Secrets of London
[06.07.72] Cactaceae | Vera & Sebastian - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [06.07.72] Cactaceae | Vera & Sebastian (/showthread.php?tid=3190)



[06.07.72] Cactaceae | Vera & Sebastian - Vera Travers - 01.05.2024

01.07.72
Vera & Sebastian

Vera Travers zawsze była kobietą zadbaną. I choć elegancja nie towarzyszyła jej na każdym kroku życia, kobieta przywiązywała sporą wagę do swojej prezencji. Jak cię widzą, tak cię piszą, czyż nie? A prezencja potrafiła być maską najlepszą w natłoku codziennych zdarzeń, wymagających od nas przybierania ról różnorakich. Vera lawirowała między maskami, a gdy przyjmowała kolejną dbała, aby każdy, nawet najmniejszy szczegół do siebie pasował.
Minęły trzy lata odkąd Mannan zamknął szare oczy i w drewnianym pudełku powędrował równiutko dwa mety pod ziemię. Trzy lata, podczas których skrzętnie odgrywa rolę wdowy  zaskoczenia, nie do końca pogodzonej z biegiem wydarzeń. Trzy lata chowania się za maską, odpowiednio wystudiowaną by wszyscy byli pewni, iż łączyło ich uczucie szczere i głębokie, nawet jeśli to stwierdzenie mijało się z prawdą.
Trzy lata…
Najwyższa pora, by porzucić tamtą maskę, wszak nie można ciągle płakać nad rozlanym mlekiem. Nie teraz, gdy coraz bliżej były nowe możliwości oraz szanse, nawet jeśli podszyte były niebezpieczeństwem.
Udaje się więc na niewielkie zakupy gdy dochodzi do wniosku, że perfumowany, nieco piżmowy zapach jej szamponu nie pasuje do fasady, którą zaczynała budować. Przechadza się alejkami wybierając nowe odcienie szminek i kredek do oczu, sprawdza kolejne zapachy próbując dopasować te, które najlepiej zgrają się z pożądanym rezultatem.
Wybiera też nowy szampon.
W szale zakupów zapomina o umówionym wcześniej spotkaniu. W pośpiechu więc wraca do niewielkiego mieszkanka by przygotować się do jednego z regularnych spotkań z bratem. Myje włosy nowym szamponem, owija je w puchaty ręcznik po czym poprawia makijaż i wtedy zaskakuje ją dzwonek do drzwi.
- Witaj Sebastianie. - Wita się jeszcze z ręcznikiem na głowie po czy posyła mu przepraszający uśmiech. Nie znosiła się spóźniać. Ba, każde spóźnienie uważała za osobistą porażkę lecz choroba skutecznie utrudniała jej punktualność. Piętnastominutowe wycięcie w drodze powrotnej ze sklepu nie ułatwiło jej dotrzymania grafiku. - Wejdź proszę, potrzebuję jeszcze pięciu minut. - Prosi po czym wpuszcza brata do środka. Nie wskazuje mu gdzie może usiąść, nie pyta o napój bo wie doskonale iż ten zna położenie tego, czego mógłby potrzebować - i był w stanie sięgnąć po to własnymi dłońmi.
Vera znika na chwilę za drzwiami łazienki, zdejmuje puchaty ręcznik i… Nie wierzy w to, co widzi w lustrzanym odbiciu. Miast brązowych pukli znajdują się kaktusy - niesforne, zielone i pokryte igłami, które kłują delikatną skórę.
- Na brodę Merlina… - Przeklina głośno przerażona, nie pewna czy wie, jak odkręcić to, co się wydarzyło… I jak wyjasni to bratu, który z pewnością słyszał jej słowa.


RE: [06.07.72] Cactaceae | Vera & Sebastian - Sebastian Travers - 04.05.2024

Sebastian nie przepadał za spóźnianiem się, za spóźnialskimi i dlatego sam starał się nie spóźniać. Dopuszczał spóźnienie się z przyczyn niezależnych od niego, bo na pewne rzeczy nie miał najmniejszego wpływu. Wiedząc o tym, że jego siostra planuje jeszcze wybrać się na zakupy, zastanawiał się nad tym, czy powinien być punktualnie czy będzie czekać na tę kobietę godzinę, dwie albo nawet trzy. Po własnej żonie wiedział, że jak ona szła na typowo kobiece zakupy to potrafiła spędzić na nich naprawdę sporo czasu. Jak on wybierał się na zakupy, chociażby z potrzeby zakupienia odpowiedniego elementu ubioru, to poświęcał na to niezbędne minimum. Cały ten czas można było lepiej spożytkować.

Sebastian o umówionej godzinie stanął pod drzwiami mieszkania siostry, zamierzając czekać nie więcej niż piętnaście minut, jeśli okazałoby się, że nie zastałby czarownicy w zamieszkiwanych przez nią czterech kątach. Po naciśnięciu dzwonka do drzwi wydawało mu się, że zza nich dociera do niego słabe echo kroków. Mimowolnie uniósł jedną z brwi, widząc siostrę uśmiechającą się przepraszająco, z ręcznikiem na głowie.

Witaj, siostro. — Przywitał swoją siostrę z ciepłym, wręcz pobłażliwym uśmiechem. Wszedł do środka, rozglądając się w poszukiwaniu zmian w znanym sobie otoczeniu. Skierował się od razu do kuchni po to aby wziąć dla siebie butelkę ciemnego piwa i schłodzić ją za pomocą magii. — Ode mnie dostaniesz nawet piętnaście minut. — Zwrócił się z cichym westchnięciem do niej, po czym upił pierwszy łyk piwa ze szklanego kufla.

Vero, co się stało? — Zawołał słysząc to przekleństwo i pełen przerażenia głos siostry. Gdyby była jego bratem to z miejsca przekroczył próg łazienki, ale zdecydowanie nie powinien robić tego w przypadku siostry, która mogła uświadczyć w tym momencie jednego z typowo kobiecych problemów.




RE: [06.07.72] Cactaceae | Vera & Sebastian - Vera Travers - 18.05.2024

Zmarły kilka lat wcześniej Mannan spoglądał na Sebastiana z jednej z fotografii, na której stoi tuż obok Very. Po wieku łatwo można określić, iż zdjęcie wykonano tuż po ich ślubie, gdy to młoda para zdawała mieć przed sobą szczęśliwe do końca swoich dni… które ponuro zamieniło się w koniec jego dni. Zwrot akcji, którego nie powstydziłby się żaden, poczytny pisarzyna.
Zwrot akcji zupełnie jak ten, który właśnie ma miejsce, gdy Vera ściąga z głowy ręcznik, a zielonym oczom ukazują się.. kaktusy. Paskudne kaktusy, których Vera nie znosi całym sercem. Bo choć posiada wiedzę o roślinach przydatnych w leczeniu i badaniach, tak na domowym parapecie nie potrafi utrzymać przy życiu nawet właśnie kaktusa. Czyżby była to zemsta kaktusowej braci? Nie jest pewna. Nie wie również co powiedzieć jej bratu, który wyraża właśnie zaniepokojenie.
- Ja… Nie wiem. - Żali się, by potrzymać dłonią część kaktusiej perułki, która czai się aby wbić igły w jej oczy. Waha przez chwilę nie pewna, czy przypadkiem nie zamknąć się tej łazience po wieki wieków… Wie jednak, iż jeśli nie Sebastian to w końcu Delilah wyważy białe drzwi by sprawidzić, co z córką. Niepewnie uchyla je więc, nie chcąc grozić im śmiercią i wpuszcza brata do łazienki prezentując się… Cóż, fatalnie. Igły kłują delikatną skórę, kaktusie cząstki nie układają się w ogóle a oczy czarownicy błyszczą przerażeniem.
- Umyłam je jak zawsze. nie wiem czemu zmieniły się w kaktusy… - Wyznaje, unikając spojrzeniem lustra. Vera jest kobietą, która przywiązuje niezwykłą wagę do własnej prezencji, wbrew wszelkim zasadom Traversów zwyczajnie nie trzymając się cienia. - Chyba przyjdzie nam się spóźnić… - Dodaje po czym zagryza nerwowo wargę. Rok jeden krok, drugi i… Nie wie, co powinna dalej począć i gdzie szukać rozwiązania choć jest pewna, że takie z pewnością istnieje… Tylko gdzie go szukać? Zielone oczy zatrzymuje na buzi brata z nadzieją, iż ten wskaże kierunek niczym kapitan nieistniejącego statku tej porażki..


RE: [06.07.72] Cactaceae | Vera & Sebastian - Sebastian Travers - 06.07.2024

Sebastian westchnął cicho podczas spoglądania na fotografię przedstawiającego zmarłego przed paroma laty mężczyznę oraz stojącą obok niego swoją siostrę. To był naprawdę piękny ślub. Pod tym względem życie potrafiło być wyjątkowo parszywe. Powinni spoglądać w przyszłość po tym jak wyciągną odpowiednie wnioski ze swojej przeszłości.

O tym, że jego siostra była okropną ogrodniczką, wiedział bardzo dobrze. Na całe szczęście, przydatnych w leczeniu ziół nie musiała uprawiać na swoim parapecie. Dla takich ludzi, jak oni stworzono sklepy zielarskie i apteki. Wydanie paru albo parunastu galeonów nie stanowiło dla nich problemu.

Jak rzadko kiedy udało cię wyhodować cieszące oko rośliny. — Sebastian w tym momencie stracił powód do zamartwiania się o stan swojej siostry. Pozwolił sobie na typowo braterską uszczypliwość, nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu. Nie było tak, że nie chciał swojej siostrze ulżyć w prawdziwym cierpieniu, jednak to za bardzo przypominało mu szczeniacki wybryk z czasów szkolnych. Dopuścił się czegoś takiego niejednokrotnie.

Z pewnością to da się odwrócić. Mam spróbować rozproszyć efekt tego zaklęcia, które zostało nałożone na ten szampon? — Postanowił zapytać swoją siostrę o to, czy ma spróbować zaradzić temu jakże kłującemu problemowi. Jest prawdziwym specjalistą, jeśli chodzi o radzenie sobie z tego rodzaju przypadkami. — To będzie spóźnienie się z przyczyn niezależnych od nas. — Stwierdził z cichym westchnięciem. Może i nie przepadał za spóźnianiem, ale przecież nie odmówi pomocy swojej siostrze. Jeśli nie uda mu się temu zaradzić to będą musieli zrezygnować ze swoich planów i będzie musiał poświęcić temu zagadnieniu znacznie więcej czasu. Nie zostawi swojej siostry z tak poważnym problemem.