![]() |
|
[08.08.1972r.] Wolę iść schodami - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17) +---- Wątek: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami (/showthread.php?tid=3222) Strony:
1
2
|
[08.08.1972r.] Wolę iść schodami - Neil Enfer - 09.05.2024 SUMA: Tak zaczynają się fobie I na co mi to wszystko? Po co się wysilałem? Głupie to wszystko. Fukał w myślach raz po raz nie wiedząc czy winę zwalać na siebie czy na kogoś innego. Przyszedł tu i gofra z tego będzie mieć. Lepiej było z domu nie wychodzić, dobrze matka mu mówiła! Ojciec jeszcze lepiej, chociaż nie... Ojciec miał inne podejście do tego, wiedział to, ale często ukrywał co myśli przytłoczony miłością do swojej szalejącej kobiety. Rozumiał, że i on i ona mają racje pomimo tego, że uważali inaczej. Świat jest bardzo względny i bezwzględny, a tym razem był do tego jeszcze upierdliwy. Do tego najbardziej irytowało go to, że nic z tym zrobić nie może, przynajmniej póki co. Miał pokładać swoje nadzieje w jakimś leniwym facecie, co patrzył na niego jak na jełopa! Jasne, już widział, jak sprawa trafia dalej. Poczekają miesiąc czy dwa aż się przedawni, po czym spalą papiery jednym, prostym zaklęciem. Schował papiery do torby i nafurany w duchu, bo przecież nie śmiałby tego pokazać, szedł przez korytarz, do windy. Jeszcze jedna sprawa do załatwienia i będzie mógł iść do domu, w teorii, chyba, że go zatrzymają na dalsze pogaduszki. Westchnął ciężko, wciskając przycisk wzywający windę. Nie chciał nią jechać, od zawsze nie lubił wind, były dla niego dziwne, może też dlatego nie lubił teleportacji. Jesteś tu, a potem tam. Wchodzisz do pudełka, które zamyka się i po chwili gdy drzwi ponownie się otworzą jesteś w nowym miejscu. Czasem jednak trzeba było się nią przejechać, dlatego gdy krata się rozsunęła wszedł do środka, dziękując bogom, że nikogo w środku nie zastał. Podumał chwilkę nad panelem, nie do końca pewien jakie piętro ma wybrać, jaki departament, ale w końcu nacisnął to co mu się wydawało, najwyżej będzie musiał kogoś dopytać o drogę, albo szybki wciśnie kolejny wybór, by go zabrało w jakiekolwiek byle inne miejsce. Poprawił lekką kurtkę na ramionach i ułożył dłoń na torbie, jakby się bał, że nagle zniknęła, że jakimś cudem ją zostawił. Winda drżała lekko, trzęsła się, a zestresowany wilkołak zabrał się za ponowne przeszukiwanie swojego bagażu podręcznego. Skupienie na wyszukiwaniu papierów na pewno odwróci jego uwagę od narastającego niepokoju. Dokładnie tak, papiery, papiery, hmm długopis, ołówek, tak portfel z dokumentami też ma, bo jak mógłby w ogóle bez tego wychodzić z domu? Wyciągnął jeszcze w międzyczasie butelkę z wodą i upił kilka łuków. Robiło mu się niedobrze. Winda zaczęła zwalniać, więc szybko schował butelkę, zapiął torbę i niepewnie wbił wzrok w kratkowane drzwi przed sobą. Dopiero wtedy kątem oka popatrzył na panel, zastanawiając się czy nie zatrzymują się przypadkiem na innym piętrze, by zgarnąć innego interesanta wybranego przez wilkołaka piętra. Nie chciał, żeby ktokolwiek się dosiadał. Proszę, proszę, proszę. Już niech nikt nie wsiada do windy. Ostatnio mdliło go na myśl o kontakcie z kimś innym niż własne lustrzane odbicie. Czasem jednak trzeba porozmawiać z kimś inteligentnym, bo sam niestety do tej grupy się nie zaliczał. Mimo wszystko, nie dziś! Niech los się zlituje, ma tyle na głowie, tyle problemów i zmartwień, rozterek i złości z tyłu głowy. Nie chciał przypadkiem obciążyć kogoś swoimi problemami, nie chciał wydać swoich zamiarów, do których jeszcze nie do końca się przyznawał, ale które powoli w nim zaczynały rozkwitać. W końcu winda się zatrzymała, drzwiczki szczęknęły i oczom Enfera ukazał się nie kto inny jak... RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - Isaac Bagshot - 10.05.2024 Miesiąc miłości ... Isaac Bagshot. Isaac miał dzisiaj urwanie głowy. Bob poszedł na zwolnienie, pierwszy raz od ponad trzydziestu lat. Bagshot sam go wysłał na to cholerne chorobowe, ponieważ Pasztetowy Król smarkał, jęczał i praktycznie słaniał się przy własnym biurku (panowie mają przyjemność mieć biurka tuż obok siebie!). -Idź na zwolnienie, Bob. Przecież nikt ci za to nie wręczy wypowiedzenia! - Gadał mu przez cały dzień. Pomogło. Jednak dopiero wtedy, kiedy obiecał Królowi, że podczas jego nieobecności zajmie się całą ich papierologią... I to właśnie dlatego bardzo nieszczęśliwy dzisiaj Isaac, od rana biegał jak kot z pęcherzem, żeby dostarczyć dokumentację do odpowiednich działów. Nie miał nawet czasu zapalić papierosa! To było okropne. Był w pracy, i musiał pracować. Szokujące! Uwaga! W pracy trzeba pracować całe osiem godzin! Halo?! Alarm! Czy ktoś go za to pochwali?! Szok, niedowierzanie... ale czego się nie robi dla bliźniego, prawda? A niech pójdzie to Bobowi na zdrowie! Kiedy zbliżało się południe, poziom nikotyny w organiźmie Isaac'a był tak niski, jak jeszcze nigdy przez ostatnie czternaście lat (a miał dwadzieścia dziewięć). To właśnie czternaście lat temu, jego przyjaciółka Geraldine pokazała mu czym są papierosy. Musiał więc zrobić sobie chociaż pięć minut przerwy, tylko po to, żeby zapalić. Idąc do windy, zaczął myśleć o cyckach Gerry. Pierwszy raz zobaczył ją nago, kiedy przez przypadek teleportował się do jej łazienki prosto pod prysznic. Los chciał, że akurat w tym samym momencie z niego korzystała, więc tylko głupi by nie popatrzył mając ku temu okazję. I kiedy tak myślał o pannie Yaxley i jej zgrabnym ciele, przypomniała mu się marmurowa rzeźba mugolskiego artysty Auguste Rodina. Para uchwycona w akcie pocałunku... *gdzie ja ją widziałem? I ile lat temu? Myślał intensywnie czekając na transport, który zabierze go do nieba (na papierosa). Kiedy drzwi się rozsunęły, nadal nie odnalazł w swojej głowie odpowiedzi. -Dzień dobry.- Przywitał się wchodząc do windy, jednak zamyślony wzrok skierowany miał gdzieś w przestrzeń. W ułamku sekundy dostrzegł jednak Neila i otrząsnął się z przemyśleń. Uśmiechnął się szeroko, a drzwi natychmiast się za nim zasunęły. - Neil! - Isaac'owi zdarzało się pomyśleć o chłopaku oraz jego samopoczuciu. Zastanawiał się, czy doszedł do siebie i wybaczył Morpheusowi niechcianą przygodę. -Nie spodziewałem się zobaczyć Cię w Ministerstwie. Jak się czujesz? Potrzebujesz z czymś pomocy? - Dzisiaj Isaac nie prezentował się tak ładnie i elegancko jak poprzednim razem. Nie miał na głowie kapelusza, jego koszula była rozpięta pod szyją, a włosy miał w lekkim nieładzie. Wyglądał na zabieganego ale i pogodnego zarazem. *Jeszcze będzie o rzeźbie więcej w rozgrywce. RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - Neil Enfer - 10.05.2024 Życie ostatnio kierowało wszystko ciekawymi ścieżkami i musiał przyznać szczerze, że mało kiedy jakaś mu pasowała. Czy był wybredny? Bardzo. Nie ujmowało to jednak złośliwości losowi, który mógłby sobie czasem darować. Musiał jednak przetrwać pewne rzeczy, żyjąc nadzieją, że kiedyś będzie lepiej, bo musiało być lepiej, może nie za jego życia, ale jednak. Zaraz, to dotyczyło jego życia, chyba... Choć z drugiej strony nie było ono aż tak istotne. Drzwi się otworzyły, a mętny wzrok od razu rozbłysł paniką. Nie... Nie poznał go? Pomylił się? Ma bliźniaka? Wiele było opcji, ale rozważał je w ciszy licząc, że może faktycznie to jedno wielkie nieporozumienie, ostatnio niewyraźni widzi, może to to? Nie, przeliczył się. Nie mogło być tak dobrze jak na to liczył. Zaakceptowałby niezręczność swojej pomyłki, naprawdę. Nie został nią jednak pobłogosławiony. Aż lekko wzdrygnął się na tak entuzjastyczne wypowiedzenie jego imienia. Zapamiętał go? Dziwny, kompletnie dziwny. Spotkali się ile? Raz? I pamięta imię? Już wiedział, że coś jest nie tak. Chociaż nie, chłopak sobie wszystko przecież zapisywał. Po co to robił? To na potrzeby tego, jak mu tam... Astolfa? Ashqifa? Czuł, jak ze stresu komórki mózgu zaczynają mu intensywnie wymierać, a nie miał ich dużo tak czy siak. -Bagshot.-skinął mu głową uprzejmie. Czemu palnął do niego po nazwisku? No... Bag-shot. To kojarzył. Z imieniem niestety nie powiązał żadnego słowa i tak to właśnie wyszło. Przesunął się krok w bok robiąc mu więcej miejsca, w końcu nie był kimś kto miał prawo żądać więcej miejsca niż dostaje. Zaraz po imieniu padły stwierdzenia i pytania, bez przerwy na odpowiedź, więc i na niektóre części tej odpowiedzi nie było. -Nie, jest... dobrze. Tak, zwiedzam.-pokiwał głową sam sobie. No mamo, debil. Co to za wymówka? Zwiedza? Ministerstwo? Czy on oszalał? Już lepiej by było gdyby rzuci, że szuka toalety. Splótł dłonie ze sobą, z przodu ciała i zabujał się lekko na stopach, zaraz upominając się w myślach, że nie ma pięciu lat i powinien stać, jak dorosły człowiek. Rozplótł ręce tylko po to, aby spleść je ponownie, ale za plecami. Mało było to bezpieczne, w końcu poruszająca się winda nie była najstabilniejsza. Apropo stabilności. Metalowa klatka nagle zaczęła dość szybko zwalniać, by w końcu utknąć w samym środku ciemności tajemniczych tras jej podróży. Spojrzał zdziwiony w górę, na drzwi, na Isaaca. Metal zazgrzytał, szczęknął głośno gdy windą szarpnęło. -Pour l'amour de Dieu.-westchnął tylko ciężko pod nosem, przymykając oczy. Był poirytowany, jednak nie na długo, gdyż kolejne strzelenie metalu oraz nagłe uczucie niekontrolowanego spadania kompletnie go zajęły. RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - Isaac Bagshot - 11.05.2024 - Nie musisz mówić mi tak oficjalnie po nazwisku, Neil. Wystarczy Isaac.- Powiedział lekkim tonem i za cholerę nie potrafił zrozumieć, dlaczego chłopak byl aż tak zestresowany. Starał się jednak na niego nie gapić, żeby dać mu więcej swobody. Może Neil przyszedł tutaj, żeby odwiedzić Morpheusa? Jeśli tak, to powinni jechać na zupełnie inne piętro. - Czyli wycieczka po Ministerstwie? W sumie to ma sens. To bardzo duży budynek, jest tutaj całkiem sporo działów i kilka pięter. Ja po dwóch miesiącach pracy czasami jeszcze się gubię. - Powiedział zgodnie z prawdą. Jeśli zaistniała taka potrzeba, to Bob najczęściej roznosił dokumenty. Isaac za to doskonale znał drogę od swojego biurka, do windy. Wiedział również, który guzik powinien wcisnąć, żeby jak najszybciej dostać się do domu. - Jeśli potrzebujesz żeby wskazać ci drogę do biura pana Longbottoma, to właśnie zmierzałem w tamtą stronę. - Skłamał lekko, tak asekuracyjnie. I o czym to on myślał, zanim wszedł do windy? Cycki Gerry, marmurowa rzeźba... tak! Auguste Rodina, czy on przypadkiem nie był Francuzem? Neil był z Francji! Cóż za przypadek! Może go o to zapytać, upewnić się. Chłopak zdecydowanie wyglądał na czarodzieja z mugolskiej rodziny, a skoro trzymał się z Morpheusem, to mógł mieć jakieś pojęcie o sztuce. -Neil, czy kojarzysz może takiego mugolskiego rzeźbiarza, Augustusa Rodine?- Winda zaczynała nieco się trząść, jednak Isaac z początku nie zwrócił na to uwagi.- Czy on przypadkiem nie był Francuzem? Stworzył marmurową rzeźbę, która przedstawia parę w trakcie pocałunku. Bardzo romantyczny motyw i bardzo piękna rzeźba. Może wiesz o której mówię?- Zapytał, spoglądając na chłopaka. Chciał dodać coś więcej, jednak zamilkną, ponieważ winda zaczęła zwalniać. Przecież to jeszcze nie czas... zatrzymali się, a później zaczęli spadać! Co za dzień. -...?! - Może i byłoby to śmieszne, gdyby nie fakt, że tym razem nie byli w żadnej iluzji i naprawdę mogła stać im się krzywda. Isaac wyciągnął różdżkę i rzucił tarcze ochronną na Neila, oraz na siebie. Jeśli winda się rozbije, to magia ich ochroni. [roll=Z] [roll=Z] [roll=Z] RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - Neil Enfer - 12.05.2024 Poprawiony pokiwał żywo głową z zaciśniętymi ustami. Isaac. ISAAC. Teraz na pewno to zapamięta i do końca życia nie zapomni. Isaac. Isaac Bag-Shot. Idealnie. Jakoś to pójdzie, na spokojnie. Jaki był cel jego bycia tutaj? Zdecydowanie nie było to odwiedzenie Morpheusa. Nie odważyłby się do niego zagadać na ulicy, a co dopiero w jego pracy. Wiedział, że na pewno by przez to oberwał. Morpheus nigdy na niego ręki nie podniósł, nie w ten sposób, ale czuł, że zrobiłby wyjątek z tej okazji. Sam siebie na pewno tez by bił. Nie chciał go narażać na niechęć innych i na krzywe spojrzenia. -Prawda?-znów pokiwał głową. Owszem. Ministerstwo było wielkie, ogromne, znał może trzy korytarze tutaj, którymi chadzał do izolatek w czasie pełni. -OH. NIEE. Nie, nieee, nie idę do Pana Longbottoma...-zaprzeczył, machając od razu rękoma, czując się przy tym paskudnie dziwnie, użwywając takich zwrotów grzecznościowych w stosunku do swojej miłości.-Mam po prostu pewne dokumenty donieść w związku z pewnym drobnym wypadkiem. Nic wielkiego, brakowało im jednego zaświadczenia.-spróbował go zapewnić, że na pewno nie ma co tutaj drążyć tematu. Ot, zwykłe niedopatrzenie za które czasem ma płacić interesant. Normalne, nie ma co się martwić, takie tam... Nie będzie drążyć tematu prawda? A czy miał ochotę go śledzić, to już inna sprawa. Inną sprawą było też to, że nie chciał widzieć się z Morpheusem. Nie po tym co widział na potańcówce. Nie po tym co przychodziło mu do głowy gdy myślał o tamtej zabawie. Nie po tym jak spędził tamtejszą noc. I jeszcze bardziej nie po tym co stało się niedawno po powrocie z imprezy do domu. Tak mało czasu minęło, a tak wiele się zadziało. Był zmęczony i innymi i sobą. Może jedynie Isaac go nie męczył. Był jak kropla wody na samym środku żółtego kwiatu. Orzeźwiający i uspokajający jednocześnie. Coś w im koiło nerwy pomimo tego całego niepokoju jaka wywoływała w nim obecność koniec końców obcego człowieka, bo nie byli sobie bliscy. Zerknął na niego znów słysząc swoje imię i temat sztuki z lekka go zaskoczył, choć jak dobrze pamiętał style i piękno były czymś co interesowały kapelusznika. -A kto go nie zna?-rzucił, lekko marszcząc brwi, lekko skonfundowany. Nie to, że coś, ale jednak pewne jego rzeźby wydawały się mu znane. Z drugiej strony to rzeźby są znane, nie nazwisko osoby jaka je stworzyła. Uniósł brew na sugestię? Jego brwi ponownie zbiegły się ku sobie. Skąd tu temat o miłości i całującej się parze? Czy on? Nie, przecież to niemożliwe, żeby się podobał Bagshotowi, to by było idiotyczne. A może szukał czegoś innego? Już się chciał dopytać, ale winda miała inne plany na ich popołudnie. Spadanie w metalowej klatce było nieprzyjemne i to delikatnie mówiąc. Zaklęcie ochronne niby zostało rzucone, ale kiedy światło zaczęło mrugać, aż w końcu kompletnie zgasło, w głowie wilkołaka pozostała jedynie panika. Magia dla niego nie istniała, jakby nigdy jej nie było, a jedyną słuszną metodą było zastosowanie się do kilku prostych, mugolskich rad, mianowicie... Po pierwsze... W rogu windy jest sto razy bezpieczniej niż na jej środku. Isaac poczuł na marynarce chwyt i szarpnięcie, gdy francuz przyciągnął go plecami do swojej piersi, prosto w swoje objęcia. Po drugie... Znajdź się najbliżej ziemi. Trzymając go przy sobie wilkołak wcisnął się tyłkiem w róg windy, siadając tam i przy okazji ściągając ze sobą czarodzieja. Po trzecie... Tak czy siak zginiesz, pożegnaj się ze światem. Przytulił mocno Bagshota, wtulając się w niego i żeby załagodzić własny strach i żeby zaasekurować jego ramiona, szyję i głowę przez uderzeniem w twardą ziemię gdy winda już trzaśnie w dno szybu. Umrą, no jak nic, tak po prostu. Nie spodziewał się, że tak właśnie skończy, chociaż za każdym razem śmierć go zaskakiwała. Śmierciożercy, kradzież, toń jeziora, drzewa łamane piorunami. A teraz winda... Nie miał jednak żadnych mądrych rzeczy do powiedzenia, nie żałował żadnej decyzji, bo mu nie zależało na mieniu wniosków, po prostu w pewien sposób akceptował to co ma się zaraz stać. Tylko, nic się nie stało. Winda jeszcze trochę się poszarpała, aż w końcu dość szybko, ale płynnie i nie aż tak znów gwałtownie zaczęła hamować, w końcu się zatrzymując. Światło dalej nie działało. Wisieli w niebycie? Zaczną spadać dalej, czy dno jest pół metra w dół? Urwało drzwi? Coś innego było w tej chwili dużo ważniejsze. -Żyjesz?-zaszeptał do Isaaca, nieprzerwanie obejmując go w oczekiwaniu na ciąg dalszy. Drżące mięśnie było gotowe do kolejnej sesji silnych przytuleń. RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - Isaac Bagshot - 12.05.2024 Dla Isaac'a, magia zawsze była najlepszym rozwiązaniem. Swego czasu żył wśród mugoli i wiedział, że da się funkcjonować bez magii. Sam jednak nigdy by się na to nie zdecydował. Czując, że Neil go złapał, nie oponował. Różdżka wypadła mu z ręki i wraz z chłopakiem znalazł się w rogu windy. Spadanie było przyjemne i nieprzyjemne zarazem. Przyjemne, ponieważ Isaac lubił tak ekstremalne przygody. Nieprzyjemne, ponieważ naprawdę nie chciał umrzeć. Miał więc nadzieję, że jego zaklęcia ochronne zadziałają i nie zostanie z nich czerwona plama. Czuł, jak ręce Neila zaciskają się wokół jego pasa. Kiedy się zatrzymali, odetchnął. - Żyje… myślisz, że to już koniec?- Szepnął, jakby winda miała ich usłyszeć i zacząć ponownie spadać. Uniósł rękę w ciemności i pogłaskała uspokajająco Neila po splecionych na swoim pasie dłoniach. Zaśmiał się pod nosem, żeby rozładować nieco nerwy. Musiał przyznać, że winda napędziła mu stracha i chyba nawet lekko się spocił. Ostatnie miesiące nie owocowały w przygody, więc trochę się zastał.- Uff… - Odetchnął, tak naprawdę trochę bojąc się poruszyć. Może i narzekał na swoją pracę w Ministerstwie, ale naprawdę nie było tak źle, jak opowiadał! Dlaczego więc praca chciała go zabić? I dlaczego już drugi raz spotkał Neila, w stresującej dla chłopaka sytuacji? Domyślał się, że dla niego nie było w tym niczego śmiesznego. Dobrze pamiętał, jak reagował na wszystkie pokoje oraz pułapki na które natrafiali w nawiedzonym domu. -Neil, czy czasami używasz magii? - Zapytał nagle, równie cicho jak wcześniej. Bardzo go to nurtowało, a skoro siedzieli w ciemnościach bojąc się poruszyć, to przynajmniej mogli porozmawiać. Isaac rozluźnił się wyraźnie. Było mu wygodnie, ktoś go przytulał i oczy mu odpoczywały od światła. Oparł wygodnie głowę o Neila, żeby nie męczyć karku. - A co do tego rzeźbiarza, to chciałem zapytać, czy był Francuzem. - Szeptał.- Widziałem kiedyś te rzeźbę, ale zapomniałem gdzie. Jak mieszkałem w Europie, to zwiedziłem dużo mugolskich muzeów i galerii. I tak mnie to zaczęło nurtować zanim wsiadlem do windy...- Mówił cicho. RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - Neil Enfer - 12.05.2024 Nie zależało mu na wielu rzeczach, można powiedzieć, że nawet na sobie mu nie bardzo zależało. Sprawy miały się jednak inaczej kiedy druga osoba była obok, bo co jak co na innych mu zależało i jeśli chodzi o ich życie i zdrowie, ale i o opinię, samopoczucie. Nie lubił tego, bo uwielbiał być sam, mógłby siedzieć w swoim mieszkaniu miesiącami bez wychodzenia, ale jednak czasem trzeba było wyściubić nos poza drzwi. Z drugiej strony samotność jest lepsza gdy ma się z kim ją spędzać. Liczył, że Morpheus będzie jego towarzystwem w zamknięciu czterech ścian, ale z matematyki najwyraźniej nadal nie jest za dobry. -Nie wiem.-odszeptał mu, dalej go trzymając, oczekując kolejnej porażki. Nieszczęścia w końcu chodzą parami. Czuł jego głaskanie, które go zdziwiło. Skóra o skórę, to było niezręczne, ale w obliczu zagrożenia nie miało to znaczenia. W ciszy siedzieli i czekali, ale nic się nie działo. To jak dziwny dźwięk w mieszkaniu. Pojawia się gry coś robisz, a gdy milkniesz by go posłuchać i on milknie. Winda mogła wyhamować, ale najmniejszy ruch, choćby wstanie z podłogi mogłoby odblokować tajemniczy mechanizm i witaj kolejna wycieczko w dół. -Hm? Hm.-zamruczał, zaskoczony pytaniem i namyślając się nad nim.-Tak, czasami tak. Na przykład, jak chcę przemienić kartki w motyle żeby w moim mieszkaniu było ładniej, albo poduszkę w psa, jak nie mogę zasnąć.-jak tak teraz pomyślał, to faktycznie mało magii używał. Czasem coś w pracy, czasem coś przy robieniu eliksirów czy pieczeniu ciasta. Były to jednak na tyle drobne rzeczy i do tego tak bardzo rozrzucone po dziedzinach życia, że trudno było je opisać jednym zdaniem, a wszystkich wymieniać nie będzie. Czuł, jak się rozluźnił i nie miał nic przeciwko temu. Musiał samolubnie i paskudnie przyznać, że nawet mu się to podobało. Mimo strachu był spokój i druga osoba obok, która nie oczekuje nic i to tego jest równie bezmyślna co on sam. Co to za przypadkowe pytania? Z drugiej strony już wtedy w domu wydawał się mieć dość słaby instynkt przetrwania. Był jak dziecko, które nawet jak się sparzy o czajnik jedną ręką, to spróbuje drugą ręką, licząc, że efekt będzie inny. -Był Francuzem. Jak dobrze pamiętam ma dwie takie rzeźby. Miałem kiedyś książkę o sztuce.-odpowiadał spokojnie i cicho.-Nie chodziliśmy po galeriach, były za drogie, więc tata ukradł mi ją z biblioteki.-nie chciał się przed nim otwierać, ale to była sprawa sprzed tylu lat, że chyba Isaac nie pójdzie z tym na policję.-Kiedyś znałem ją na pamięć. Każdy obraz i rzeźbę. Później chyba się zgubiła gdzieś przy przeprowadzce.-dodał żeby anegdotka nie została tak sama w sobie, bez żadnego zakończenia. -Czemu to Pana nurtowało?-byli w ministerstwie w miejscu przepełnionym papierami, nudą i zbędnymi formalnościami, skąd tu miejsce na romantyczne rzeźby? RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - Isaac Bagshot - 13.05.2024 -Kartki w motyle i poduszkę w psa? Niesamowite…- Szepnął.- Ja jestem beznadziejny z transmutacji. Mój największy sukces, to przemiana igły w zapałkę. Albo odwrotnie, nie pamiętam. Nawet nie próbuje niczego transmutować, bo to nie ma sensu.- Powiedział cicho zgodnie z prawdą.-Zawsze byłem dobry z Zaklęć i Uroków oraz historii magii.- Dodał, żeby Neil nie pomyślał, że nie potrafił czarować! Był dobry czarodziejem, ale transmutacji nienawidził całym sercem. Kiedyś nawet myślał, że może mógłby się w tym podszkolić, jednak szybko przypomniał sobie, jak bardzo nienawidził tej dziedziny magii. Wolał rozwijać te umiejętności, w których był dobry, i których nauka sprawiała mu przyjemność. - A pamiętasz, jak nazywała się ta druga rzeźba? Byłem we Francji przez kilka tygodni. Poznałem tam niesamowitą osobę - Amelię Deteste. Starsza pani, która była moją tłumaczką. Odwiedziliśmy chyba wszystkie miejsca związane ze sztuką, ale nie tylko. Zbierałem tam materiały żeby napisać książkę. - Szeptał i nie zanosiło się, żeby chciało mu się wstać. Nie miał pojęcia, czy byli już bezpieczni czy nie. Może krwiożercza winda znowu zacznie spadać, kiedy tylko się poruszą? Dodatkowo, cieszył się, że mogli sobie porozmawiać. Neil był bardzo ciekawą osobą i Isaac chciałby się dowiedzieć o nim czegoś więcej. Zrozumieć, skąd w nim ten stres i zrezygnowanie.- A myślałem o tej rzeźbie, bo interesuje się historią sztuki czarodziejów i mugoli. Lubię badać przenikanie się obu tych kultur. Jestem też historykiem magii i pisarzem. Dużo podróżowałem po Europie. Moja praca w Ministerstwie jest tylko po to, żebym mógł zbierać materiały do mojej trzeciej książki. Nie było mnie w Anglii jedenaście lat. Dobrze być w miejscu pełnym plotek. Tak właściwie, to pan Shafiq zaproponował mi to stanowisko. I w sumie to nie żałuję, że się zgodziłem. I nie mów do mnie na "pan", nie jestem jeszcze taki stary. Mów mi Isaac.- Wyszeptał. Kiedy Neil wspomniał o swoim ojcu, Bagshot westchnął w duchu. Chłopak musiał mieć ciężkie życie, szkoda. Zawsze współczuł ludziom, którzy musieli mierzyć się z biedą. Sam widział i czuł emocje ludzi, którym z powodu wojny oraz głodu umierali bliscy. - Przykro mi z powodu Twojego taty.- Szepnął, odnosząc się do historii o ukradzionej książce.- Musi cię bardzo kochać, skoro to dla ciebie zrobił. Czy wszystko u niego w porządku?- Pamiętał, jak podczas zwiedzania domu, natknęli się na "udawanego" ojca Neila. Miał nadzieję, że rodzina chłopaka była cała, zdrowa i bezpieczna. RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - Neil Enfer - 13.05.2024 Zmarszczył brwi na jego słowa z takim zdegustowaniem jakiego się po sobie nie spodziewał. Cóż za kłamanie w żywe oczy! Co to za niesamowitość? Na co komu transmutacja, skoro można umieć tyle innych dziedzin magii? Można mieć czystą krew i pieniądze, można mieć wszystko. Transmutacja nie była niczym specjalnym, szczególnie na tak niskim poziomie, jaki prezentował sobą Neil. Mimo wszystko z tyłu głowy nieśmiała gąsieniczka głaskała jego poczucie dumy, mówiąc mu, że może i kłamie, ale jak miło słyszeć dobre słowa na temat czegoś do czego człowiek się latami przykładał w pocie czoła. Nie umiał odpowiedzieć na jego słowa. Miał go pochwalić? Powiedzieć coś więcej o sobie? Nie, i to i to było głupie. Mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Kolejny słowotok opuścił jego usta, a wilkołak słuchał uważnie, myśląc i jednocześnie biernie będąc obok, dalej zastanawiając się nad absurdalnością zaistniałej sytuacji. Nie wiedział czy był przesłuchiwany czy sam przesłuchiwał. Czy to co mówi jest prawdą i czy ma dla niego znaczenie, czy może to co powiedzą sobie w windzie zostanie w windzie. -Musiałeś zwiedzić kawałek świata.-dla niego zwykły wyjazd za granicę byłby niezłą przygodą, albo nawet wyjazd do innego miasta, w końcu jego życie kręciło się dookoła Londynu, wsi rodziców i ewentualnie Doliny Godryka. Nie przeszkadzało mu to, że nie wstawał, dalej go obejmował, choć teraz odrobinę poluzował chwyt. Nie chciał go zgnieść, a póki co winda chyba nigdzie się nie ruszała. Pomimo poczucia obcości i wielkiej przepaści między nimi czerpał z tego przyjemność do której się nie przyznawał. Przytuli matkę, ojca, na powitanie i pożegnanie, zostanie poklepany po plecach przez pijaka w pracy, pokotłuje się chwilę w pościeli z Morpheusem, który zaraz ucieknie na papierosa czy do pracy. Nadal jednak pamiętał gdzie są i że jeden zły ruch i zostanie oskarżony o coś okropnie niestosownego. Czemu sam Isaac się nie wzbraniał? Nie rozumiał. Kolejna opowieść płynęła w ciasnym wnętrzu windy odruchowo przewrócił oczyma słysząc nazwisko szpitalnika, za jakim z wzajemnością nie przepadał. No wiadomo, czarodzieje muszą się trzymać razem, a z kim przystajesz takim się stajesz. Mieli powiązania, może nawet byli dobrymi znajomymi. Lepiej zachować ostrożność. -Rozumiem.-skinął w ciemności głową na prośbę o nieokreślanie go ,,Panem". Kolejne zmarszczenie brwi na wyrażenie współczucia. Przykro mu? Za co? Co to za pytania? Wścibski ten urzędnik, zaraz nabije mu jakiś dodatkowy podatek, bo wyłapie nieścisłość. -Tak. U mamy też.-odpowiedział już na całość, chcąc dodać od siebie więcej, by nie pojawiły się kolejne pytania. Zaczynał czuć się coraz gorzej z tym ile powiedział, co powiedział i komu powiedział. Dlatego z ulgą przyjął kolejny ruch windy. Zgrzytnięcie, szarpnięcie i ponownie płynny, gładki ruch, jakby usterka została nagle naprawiona, a spadanie było tylko w ich wyobraźni. Światło zamrygało niepewnie, po paru sekundach odpalając się na dobre. -Chyba już wszystko w porządku. Zbliżamy się do Pana piętra.-oznajmił, zerkając na podświetlające się przyciski. Niespiesznie rozplótł ręce jakimi go otaczał, delikatnie wspierając by zaasekurować go gdyby chciał wstawać. Dopiero jeśli Isaac wstał, to sam się podniósł. Winda zaczęła zwalniać, aż nareszcie się zatrzymała. Pingnął dzwoneczek, drzwi się otworzyły. RE: [08.08.1972r.] Wolę iść schodami - Isaac Bagshot - 14.05.2024 Isaac w swoim życiu bardzo dużo kłamał. Zawsze starał się, aby jego kłamstwa były "białe". Tym razem jednak mówił prawdę. Podziwiał ludzi, którzy byli dobrzy z transmutacji, ponieważ on tego nie potrafił. Jeśli tylko mógł kogoś za coś cenić lub pochwalić, to zawsze to robił. Dla każdego byłby w stanie znaleźć dobre oraz ciepłe słowo. On sam nie wymagał, żeby ktokolwiek go chwalił. Po prostu robił swoje i w sumie to żył tak, jak chciał. Opowiedział o sobie więcej, żeby zachęcić Neila do otwarcia się. Uwielbiał rozmawiać i czuć ciepło ciała drugiej osoby. Nie zawsze musiało mieć to kontekst seksualny. - Byłem w wielu krajach Europy, zwiedziłem dużą jej część. - Przyznał i pewnie kontynuowałby tę rozmowę dalej, gdyby winda nie drgnęła i nie zapaliło się w końcu światło. Byli żywi, oraz chyba wolni! - A jednak żyjemy. Wspaniale. - Powiedział, zbierając się z podłogi. Podniósł różdżkę która wypadła mu wcześniej z ręki. Wstał, poprawił koszulę, przeczesał włosy palcami i odetchnął. - Z tobą zawsze mam jakieś ciekawe przygody. - Przyznał, uśmiechając się lekko.- Przepraszam, jeśli zanudziłem Cię swoim gadaniem. I na "pana", to trzeba mieć pozycję oraz pieniądze, a ja nie mam ani tego, ani tego. Dużo zdrowia dla Twoich rodziców Neil. I... do następnego! - Wyciągnął rękę żeby uścisnąć mu dłoń, po czym raźnym krokiem opuścił windę. |