Secrets of London
[23.08.72 | Teatr Sewelynów] The bridge is crossed, so stand and watch it burn - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [23.08.72 | Teatr Sewelynów] The bridge is crossed, so stand and watch it burn (/showthread.php?tid=3227)

Strony: 1 2 3


[23.08.72 | Teatr Sewelynów] The bridge is crossed, so stand and watch it burn - Anthony Shafiq - 10.05.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III


—23/08/1972—
Londyn, Aleja Horyzontalna
Erik Longbottom & Anthony Shafiq
[Obrazek: TvMOjZZ.png]

Opera has the power to warn you that you have wasted your life. You haven't acted on your desires. You've suffered a stunted, vicarious existence. You've silenced your passions. The volume, height, depth, lushness, and excess of operatic utterance reveal, by contrast, how small your gestures have been until now, how impoverished your physicality; you have only used a fraction of your bodily endowment, and your throat is closed.





Próby do spektaklu trwały niemal miesiąc i przebiegały nader pomyślnie i obiecująco. Gamy i wprawki wspólnie wypitych herbat i kaw, etiudy i pasaże pospiesznie łapanych minut w przerwach na posiłek, ukradzione w napiętych grafikach, przymiarki kostiumów, choć to już indywidualnie. Pośród harmonogramu skrupulatnie kradzionych chwil razem, wpadł i nokturn nocnej przechadzki w okolicach Doliny Godryka, w akompaniamencie nadpobudliwych świerszczy, gdzie tym razem żywe świetliki a nie zaklęte kamienie oświetlały im drogę.  Początkowa sztywność, nieznajomość partii, niepewność towarzyszącego głosu, ustępowała z każdym taktem, z każdym wspólnie wypowiedzianym słowem, przebytym krokiem, przywołanym wspomnieniem. Nie trzeba było wiele, by uszczypliwości znów stały się przyprawą, nie atakiem, by uśmiech sięgał oczu, a rozstanie było mniej dojmujące, gdy myśli biegły do kolejnej chwili, którą być może uda się wyrwać, teraz, gdy dystans między departamentami tak bardzo przestał istnieć, jak kiedyś zdawał się nieprzebytą drogą.

Aż w końcu przyszedł wyznaczony wieczór, nie sposób było przed premierą nie odczuwać tremy. Elegancki garnitur, muszka, materiał lekko lśniący głębokim, melancholijnym lazurem. Gdzieś błyszczały też srebrne detale, spinki do mankietów z symbolem Merkurego, guziki koszuli, sygnet na małym palcu z godłem Departamentu. Anthony nie miał pojęcia, że te zdobne piórka na nic mu się dziś nie przydadzą, choć w sumie mógł przewidzieć, że czas spędzony z Erikiem zwykle był czasem nieprzewidywalnym.

Już od progu, nim zdążyli uraczyć się winem, nim na dobre okrzepli w marmurowej przestrzeni, podeszła do nich jedna z pań z obsługi i w kilku słowach wyjaśniła sprawę. Ktoś zachorował, nie pojawił się i potrzebny był dubler, a Anthony z jakiś powodów zdawał się być doskonałym zamiennikiem brakującego członka zespołu. Kiedy byli już w garderobie upchanej strojami, zdobnym parawanem zasłaniającym olbrzymie, wolnostojące lustro w złocistej ramie, dyplomata zachodził w głowę jak to się właściwie stało, że się tu znaleźli? Mieli iść na samą górę, do loży, mieli w końcu mieć szansę obejrzeć razem jakiś spektakl od początku do końca. Czy to on się wahał, a Erik popchnął go do podjęcia decyzji? A może to właśnie wahanie Erika sprawiło, że chciał nim potrząsnąć, zaburzyć pierwotny plan, rozbawić go i odwrócić uwagę. Nawet jeśli sprawdził, och jak dokładnie sprawdził i dopilnował, żeby tej nocy w teatrze był tylko jeden, ten sceniczny upiór...

Jakkolwiek to się stało, fakt pozostawał faktem – obaj stali teraz w zamkniętej, udostępnionej bocznej garderobie, oddzieleni od rejwachu panującego na korytarzu. Anthony milczał przez chwilę, wpatrując się w zapisaną na kartce przez kobietę, która ich tu ściągnęła kwestię:

Wystarczy, że zmienisz sukienkę. A ja poszukam kapelusza.

Wymamrotał to kilkukrotnie i zaśmiał się w niedowierzaniu rozglądając po ciasnej przestrzeni, skupiając się rychło na złocistej sukni mieniącej się cekinami na jedynej wolnej sofie. Ujął ją i pokazał towarzyszącemu mężczyźnie.

Wystarczy, że zmienisz suknię, a ja poszukam kapelusza? Może jakiegoś pięknego cylindra, wiem przecież jak bardzo kochasz mnie w cylindrach. – wyszczerzył się do Erika w nieukrywanym wcale sarkazmie i kiwnął mu głową w stronę oczyszczonego miejsca, samemu przerzucając damski przyodziewek na szafkę, z której rychło kreacja spadła na ziemię. – To niedorzeczne, przecież to scena z bardzo dużą ilością ludzi, aktorów, statystów, ktokolwiek mógłby powiedzieć te słowa, ktokolwiek z zespołu, cóż to za niedorzeczny pomysł. – Niby gderał, ale nie sposób było nie usłyszeć zaszytego pod tymi słowami podekscytowania. Wytarł dłonie o poły marynarki i zaczął się rozglądać za przebraniem, które mu polecono. Przebierał między barwnymi fatałaszkami początkowo bardzo entuzjastycznie, szybko jednak można było dostrzec grymas niezadowolenia. Faktura materiału, jego jakość, odbiegała drastycznie od standardów do których nawykł Shafiq.

Nagle obrócił się do swojego kompana i na szyi Erika nieoczekiwanie pojawiło się łaskoczące w nos, lśniące bielą i brokatem pierzaste boa.
– Mam pomysł, zróbmy to razem! Będzie śmiesznie i tak nikt w zamieszaniu na zapleczu nie zorientuje się w liczbie ludzi, to duża zbiorowa scena... Wybiorę Ci maskę, gdzieś tu leżały... – wyprostował się rozglądając po pomieszczeniu jak dziecko wpuszczone do Sugarplum's Sweets Shop. – Będziemy mogli sprawdzić czy dekoracje mają równie tandetne jak wiszące tu szmaty. Tylko toasty pewnie będą wznoszone wodą, ale to nie istotne, mam nadzieję, że Twój jacht będzie dobrze zaopatrzony, żeby to nadrobić? – wizja portu została już oswojona na tyle, by nie miał drżenia w głosie, ani kolanach gdy wspominał o zaplanowanej drugiej części wieczoru. Chociaż tyle dobrego... – Ocho! Tu są! Znajdę jakąś pasującą do... Co powiesz na tą, pasuje do...szala? – wyciągnął ku niemu białą maskę wilka bogato rzeźbioną, o złocistych obramówkach oczu ze lśniącym czarnym nosem i szkiełkami imitującymi kamienie szlachetne.


[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/a1/57/6f/a1576f2a49206712b2a9599c18666cae.jpg[/inny avek]


RE: [23.08.72 | Teatr Sewelynów] The bridge is crossed, so stand and watch it burn - Erik Longbottom - 19.05.2024

Nie miał pojęcia, co też strzeliło mu do głowy, aby zaprosić Anthony'ego akurat do teatru czarodziejów w magicznej dzielnicy Londynu. Jakby w stolicy nie było innych ośrodków kulturowych tego typu. Teatrów było na pęczki, a oper pewnie jeszcze więcej! Mogli równie dobrze pójść na jakieś przedstawienie wystawiane przez mugoli. Ba, skoro Bellowie wznowili swoje występy po dotarciu do Londynu ze swą karawaną, to równie dobrze mogli spędzić wieczór w namiocie cyrkowym.

Merlin mi świadkiem, że tam byłoby lepiej, pomyślał Longbottom, racząc się przygotowanym dla gości winem. Wprawdzie byłby to dużo mniej formalny sposób na wspólne spędzanie czasu, ale przynajmniej nie musiałby co rusz oglądać się przez ramię, zastanawiając się, czy w tłumie nie natknie się na twarz Laurence'a. Na samą myśl o tym, że miałby się z nim gdzieś tutaj minąć, dostawał gęsiej skórki. I to nie tej dobrego rodzaju. Co też go podkusiło? Chęć zaimponowania Shafiqowi?

Zabrania go do miejsca w którym wiedział, że będzie się czuł dobrze? A może był to element jego osobistej walki z samym sobą. Chęć odegrania się na Selwynie, nawet nie osobiście, a we własnej głowie, poprzez przekroczenie progu królestwa jego rodziny z innym mężczyzną u boku? Westchnął cicho, marszcząc czoło, gdy Anthony nieoczekiwanie został zagadnięty przez kogoś z obsługi teatru. To nie tak powinno wyglądać. To powinna być ich noc. I zamierzał zrobić co w jego mocy, aby faktycznie taką była.

...Hmm? Co? Gdzie idziemy? — rzucił niemrawo, gdy Anthony nagle ruszył w stronę jednego z przejść dla pracowników. W powietrzu zawisło na moment słowo ''dubler'', co sprawiło, że Erik prawie zakrztusił się winem, odkładając je na tacę jednego z kelnerów. — Czy ja dobrze rozumiem, że ciebie wezwali na scenę?

Przemierzał ograniczoną przestrzeń garderoby, kręcąc co chwilę głową, gdy Anthony wpatrywał się w notatkę pozostawioną mu przez kobietę. Bardziej od tej podejrzanej propozycji dziwiło go to, że na kanapie ktoś pozostawił złotą sukienkę z cekinami.

Mogę ci ją co najwyżej zmienić w garnitur, Tony — żachnął się Longbottom, gładząc wierzchem dłoni swój ogolony policzek. — Chociaż z moją transmutacją jest równie duża szansa, że ta suknia spłonie na miejscu od nadmiaru energii magicznej. To nie jest moja dobra strona.

Zdębiał, gdy na jego ramionach zmaterializował się gruby pierzasty szal przypominający węża. Wywrócił teatralni oczami, zarzucając sobie jedną końcówkę boa za plecy.

Nie wejdę na tę scenę — oświadczył kategorycznie Erik, rozglądając się po garderobie z mieszanką obawy i ciekawości. Nigdy wcześniej nie trafił na tyły teatru Selwynów, a przy najmniej nie tej konkretnej części. Czuł się, jakby wszedł na obcy teren. Przedsionek piekła, jako które jawiła się główna scena, która za moment miała wypełnić się aktorami i rekwizytami. — Mieliśmy być na górze, a nie na dole. Nie tak sobie wyobrażałem ten wieczór. Poza tym...

Podszedł do Anthony'ego i odebrał od niego maskę, jednak, zamiast przyłożyć ją do twarzy, odstawił ją na blat pobliskiej toaletki. Oparł dłonie o jego klatkę piersiową, wygładzając niespiesznie materiał marynarki. Przejechał delikatnie palcami po kołnierzyku jego koszuli, po czym uśmiechnął się do czarodzieja.

Poza tym... Wypadniesz na tej scenie dużo lepiej ode mnie. I będziesz wyglądał jak uosobienie swojego rodowego skarbca w Gringottcie — zakończył, klepiąc Anthony'ego po ramionach.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=xs9aOIv.png[/inny avek]


RE: [23.08.72 | Teatr Sewelynów] The bridge is crossed, so stand and watch it burn - Anthony Shafiq - 19.05.2024

– Hm? Zmienić? Och, to tylko kwestia, którą dostałem do powiedzenia – wyjaśnił pospiesznie poszukując wciąż czegoś co pasowałoby do konwencji, nie urągało jego standardom i dodatkowo jeszcze jakoś wyglądało. Niestety, z tych trzech punktów kilka rzeczy ledwie spełniały dwa. Był bardzo zirytowany, w końcu sięgnął po jasny frak wyszywany lśniącymi kamieniami, który o dziwo nie straszył go potencjalną wysypką od samego dotykania go. – To jest żółte czy zielone? – zapytał Erika w roztargnieniu, zastanawiając się która odpowiedź byłaby dla niego bardziej satysfakcjonująca. Zwykle, mimo swojej dysfunkcji wzroku, nie musiał w ogóle się tym przejmować, miał też Rosiera czy Wergiliusza, chociaż z tym ostatnim miał sporo do pogadania po ostatnim incydencie na weselu. Teraz jednak chociaż zapewne zniknie gdzieś w tłumie zespołu, mimo wszystko nie chciał być w żółtym. Albo w zielonym. Ach, czemuż nie było tu podobnego fraku w akceptowalnym lazurze?

Nagłe kategoryczne stwierdzenie przerwało te miałkie rozważania, a uwaga Anthony'ego w całości przeniosła się na Erika. Zwłaszcza, że ten nagle znalazł się bardzo blisko, na bardzo ciasnej przestrzeni. Efekt jaki to na nim wywierało krzepł wraz z chwilami, które spędzali wspólnie przez ostatni miesiąc, wciąż jednak jego dotyk był elektryzujący, sprawiający, że trudno było na czymkolwiek się skupić poza samym wrażeniem. Tylko wygładzone poły, tylko opuszki na kołnierzyku... Frak powędrował na bok, wylądował obok wilczej maski, a uwolnione palce wsunęły się między pióra białego szala.

– Mój drogi, mam w pamięci, że lubisz być na górze, warto mieć w sobie jednak odrobinę miejsca na spontaniczne przygody. Czy to nie Ty mi wypominałeś tyle razy, że jestem... za mało elastyczny? – jego głos był nagle spokojny, aksamitny, jak mgła sunąca po gładkiej tafli jeziora, ale chwyt na szalu zacieśnił się, z każdym cichym słowem ich twarze były o ósmą część cala bliżej siebie. – Pomyśl, za pierwszym razem byliśmy tylko na pierwszym akcie, teraz go ominiemy, jest w tej klamrze coś... – umilkł, ześlizgując się spojrzeniem po twarzy swojego towarzysza, zdając sobie sprawę, że za moment to nie będą na żadnym akcie, bo zwyczajnie stąd nie wyjdą. Wypuścił więc pióra, zsuwając ręce przez barki po ramionach, pojedynczym palcem naciskając mocniej, rysując wspomnienia tego, czego doświadczyli w Japonii.

– Poza tym wszystko co najlepsze jest w drugiej części. Moje ulubione Point of no return, kiedy upiór udaje Don Juana podczas przedstawienia w przedstawieniu i warstwy znaczeniowe nakładają się na siebie, całe porwanie Christine do podziemnego jeziora i komnaty z wielkimi organami i och, to z pewnością przypadnie Ci do gustu, jeśli nie widziałeś tego wcześniej - spadający na publiczność żyrandol. Z naszej loży będzie cudownie widać jego upadek. – spróbował się odsunąć od Erika, by zdjąć z siebie marynarkę garnituru, z obawą wypisaną na twarzy, gdy rozglądał się szukając czystego miejsca, gdzie mógłby ją odłożyć.

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/a1/57/6f/a1576f2a49206712b2a9599c18666cae.jpg[/inny avek]


RE: [23.08.72 | Teatr Sewelynów] The bridge is crossed, so stand and watch it burn - Erik Longbottom - 02.06.2024

Żółty. Pstrokaty. I to mocno — poinformował Longbottom, krzywiąc się lekko.

Biel i neonowa żółć - to połączenie było wyjątkowo paskudne. Z drugiej strony aktorzy musieli się jakoś wyróżnić na scenie. Dlatego stroje przywdziewane na scenie tak różniły się od mody z prawdziwego świata. Czasem trzeba było przesadzić, aby ludzie cię zapamiętali.

W niektórych kwestiach, owszem. Za to w innych... Aż za bardzo. Niektórzy mogliby ci pozazdrościć, gdyby wiedzieli, na co cię stać w odpowiednich warunkach — odpowiedział cicho, dopasowując ton głosu do tego, jakim posługiwał się Anthony.

Czy wodził go na pokuszenie? Cóż, zdezorientowanie mężczyzny dwuznacznymi tekstami zdecydowanie opóźniłoby jego wyjście na scenę, jednak... Nie chciał mu odbierać tej zabawy. Wprawdzie nie miał zamiaru dać się namówić na to, aby zawitać tam wraz z nim, ale odebranie mu tej igraszki byłoby nie w porządku. A Erik będzie się bawił równie dobrze, obserwując Shafiqa z odpowiedniego miejsca.

Nie mów już o klamrach, dobrze? Oboje wiemy, że zawsze miałeś z nimi problem.

A konkrentnie z ich odpinaniem, dodał w myślach Erik, uśmiechając się szeroko. W jakiś sposób to wodzenie Shafiqa za nos sprawiało mu satysfakcję. Może to i starszy czarodziej wybrał układ taneczny, od jakiego zaczęli, jednak Longbottom wplatał w taniec własne kroki, licząc na wytrącenie Anthony'ego z równowagi w jakby się zdawało losowych momentach. Ach, ci młodzi... Zawsze chcieli dokuczyć starszym.

Czy upadek żyrandola to ten moment, gdy publiczność zostaje zaangażowana w fabułę na scenie? — Uniósł brwi z na wpół rozbawioną i zmartwioną miną, jakby zastanawiał się, do jakiego ekstremum Selwynowi byli skorzy pchnąć swe słynne przedstawienia. Bądź co bądź, wystawianie ich w gmachu rodzinnego teatru pozwalało im na nieco więcej fantazji. — Wolałbym nie spędzić tego wieczoru na przymusowej ewakuacji. Zwłaszcza gdybym musiał ratować z opresji więcej niż jedną osobę.

Chociaż przez dawną relację z Laurencem zyskał jako taką wiedzę o funkcjonowaniu teatru, jak i szczegółach dotyczących konkretnych sztuk, tak rzadko kiedy spędzał czas za kulisami. Te kilka okazji był w stanie wyliczyć na palcach obu dłoni i z perspektywy czasu nie uważał ich za wyjątkowo intensywne. Nie kojarzył więc zbyt dobrze Upiora w operze, zwłaszcza w wersji Selwynów. Kojarzył główne motywy, pojedyncze fragmenty utworów, jednak w gruncie rzeczy teraz wszystko objaśniał mu Shafiq.

I nie był to wcale kompletnie nowy układ. Erik zdążył przywyknąć, że w porównaniu z bardziej doświadczonymi czarodziejami, którzy zjedli zęby na zagranicznych wyjazdach, nie wiedział zbyt wiele. To Anthony niezliczoną ilość razy zabierał go na małe przedstawiania, spotkania, które poszerzały horyzonty i pozwalały zatopić się w obcych lub nieznanych dotychczas klimatach. W przeszłości sytuacje te skupiały się jednak na obcych krajach. Teraz byli w ojczyźnie, a jednak... pewne rzeczy pozostawały niezmienne.

Daj — rzucił krótko, odbierając od mężczyzny marynarkę. Chwilę później wycelował różdżką w samotny obrazek zawieszony na ścianie i przekształcił go w nieco krzywy, prosty wieszak w formie dużego gwoździa, który szybciej byłoby im dane zobaczyć w wiejskiej szopie niźli teatrze czarodziejów. — Nie stresuj się. To nic w porównaniu ze Skandynawią. Czy Włochami. Mam ci życzyć powodzenia?
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=xs9aOIv.png[/inny avek]


RE: [23.08.72 | Teatr Sewelynów] The bridge is crossed, so stand and watch it burn - Anthony Shafiq - 02.06.2024

Posuwiste tango dwojga partnerów, gra uległości i dominacji, roztargnienia i kontroli, wybrzmiewało tak znajomo. Trudno było orzec, czy to powrót do starych ról, czy odwieszenie na hak masek, które zwykli przywdziewać w Anglii, udając przed światem nominalną życzliwość dwojga mężczyzn, których ścieżki przecinały się z musu towarzyskiej szarady, a nie własnej woli. Minęło tyle czasu, ale teraz, jakby nie upłynął wcale. Bliżej, zdecydowanie teraz było bliżej Anthony'emu do swobody ich wspólnych wyjazdów, niż do zaniepokojonego, dopytującego, wyzutego z inicjatywy gospodarza domostwa, w którym zupełnym przypadkiem Erik nocował kilka tygodni wcześniej. Iskry przeskakujące w szarych oczach, wzrok zakotwiczony w w drugim spojrzeniu i ten charakterystyczny uśmiech, który zakwitł na pociągłej twarzy, wskazywały na to, że bynajmniej słowa Erika nie wytrącały go z równowagi, a tylko dosypywały węgla do już i tak robuchanego pieca.

– Za bardzo? Nie przypominam sobie, żebyś kiedykolwiek zgłaszał zażalenia Eriku – odpowiedział mu gładko, palcami zahaczając o biały materiałowy pas, który w zestawie z muszką zdobił eleganckie, wyjściowe ubranie jego towarzysza. Szelki nie powinny stanowić żadnego problemu, a dodatkowe paski w które można było się lub kogoś zaplątać... – Dobrze, że z tym można poradzić sobie jedną ręką... – niemal wymruczał ciągnąc go do siebie, testując wytrzymałość wątłego zapięcia. Ach, ci starzy... zawsze byli głodni młodości.

Dzwonek rozbrzmiewający na korytarzu ostatecznie przerwał jakiekolwiek próby odwrócenia uwagi od przedstawienia i głównego powodu, dla którego nie byli w kameralnej, ukrytej na szczycie loży, a tu, w ciasnej garderobie pełnej tandetnych strojów.

– To tylko iluzja, ale jakoś musieli odznaczać się na tle mugolskiej inscenizacji, gdzie żyrandol jednak by nie spadł przez wzgląd na ograniczenia wystawiających. – Bo oczywiście Anthony mógł nie lubić tej sztuki, ale musiał wiedzieć czym różnią się oba wykonania, więc siła rzeczy był na Upiorze co najmniej dwukrotnie. W normalnych okolicznościach dodałby "tak słyszałem", żeby nie przyznawać się do wizyt w ośrodkach niemagicznych, mieli już za sobą tę rozmowę przed laty, gdy wyjaśniał Erikowi jak mugole potrafią w swych ograniczeniach sięgnąć artystycznego absolutu. O tym, że hobbystyczne odwiedziny w operach i teatrach europejskich nie powinny być informacją powszechną wśród magicznej społeczności, nie musieli sobie mówić. Nie byłaby to pierwsza współdzielona tajemnica.

Anthony już wsunął na siebie lśniącą karykaturę eleganckiego stroju, gdy transmutowany gwóźdź w ścianie wzbudził jego gwałtowny sprzeciw, czyniąc to, czego wcześniej Erikowi nie udało się osiągnąć słowami.
– No chyba kpisz! – żachnął się, bo bez względu na to, czy Erik chciał to zrobić w bezmyślności czy tylko dla żartu, jego wzburzenie prawdziwie było wielkie. – Nie godzi się rosiera wieszać na jakimś... na... – zapowietrzył się – Przecież to kompletnie odbiera formę marynarce! Ty... ty... barbarzyńco! – Wyszarpnął mu swoje odzienie z dłoni i przewiesił przez własne ramie. – Tak to jest Ci zaufać. – prychnął jeszcze, choć gniew uleciał z niego równie szybko jak się pojawił teraz, gdy jego ubranie było bezpieczne. – Tam za parawanem chyba widziałem jakiś wolny wieszak dedykowany marynarkom... – pokiwał głową z niedowierzaniem i przeszedł w róg garderoby.

Parawan skrywał tak wielkie lustro w złocistej ramie, jak i – zgodnie z jego wcześniejszą obserwacją – wspomniany wieszak.
– Absolutnie nie. Tylko połamania nóg! – odruchowo odpukał w niemalowane drewno, by wysłać negatywną energię do ziemi. Nie żeby był przesądny, ale każdy aktor trochę był, a on już wszedł w swoją rolę w roli. – A skoro już wspominasz o Islandii... Myślałem o tym, żeby w okolicy stycznia wybrać się do innej hodowli, w okolicach Uralu. Mój przyjaciel ze szkolnych czasów zaprosił mnie na pewien event, wiem, że masz zapchany kalendarz ale... – urwał, jego uwagę przyciągnęła smuga na srebrzystej tafli, której nie zauważył wcześniej. Smugi, która zdawała się nie być od brudu, a złocistej mikki.
– Что это? – mruknął, myślami będąc już na północy Rosji. A potem...

...pozostała po nim tylko rzucona na ziemię marynarka rosiera.

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/a1/57/6f/a1576f2a49206712b2a9599c18666cae.jpg[/inny avek]


RE: [23.08.72 | Teatr Sewelynów] The bridge is crossed, so stand and watch it burn - Erik Longbottom - 07.06.2024

Najwidoczniej miałem wtedy problem z wyduszeniem z siebie chociaż jednego słowa krytyki — odbił piłeczkę, uśmiechając się zuchwale.

Cóż, Erikowi nie trzeba było tłumaczyć, że mugole rozwinęli się w nieco innym kierunku niż czarodzieje. Nie trzeba było zresztą wyściubiać nosa poza Charing Cross Road, aby zorientować się, że w pewnym kwestiach nie tyle nadganiali, co wręcz przeganiali magiczne społeczeństwo. Samochody, samoloty, a nawet doniesienia o lotach w kosmos przed kilkoma laty. Kompletne szaleństwo, że tak szybko się rozwijali, biorąc pod uwagę to, że nie używali nawet szczypty magii.

Trudno było zignorować to, że w ograniczaniach wynikających z braku dostępu do magii niemagiczni nie znaleźli blokady, a okazję do tego, aby popisać się swoją kreatywnością. Na tym etapie nawet czarodzieje mogliby zapożyczyć od nich parę pomysłów, aby ułatwić sobie życie. Chociażby taki... hmm... magiczny telefon? Lusterka dwukierunkowe działały, ale formułę na pewno szłoby doprecyzować, aby były łatwiejsze w użytku i bardziej wszechstronne.

Mhm... Rosier. — Pokiwał głową, jakby pierwszy raz widział ubrania tej marki na oczy. — Rzeczywiście, to robi diametralną różnicę. Wiesz, mógłbym powiedzieć, że jutro może skończyć w jeszcze gorszym miejscu, ale chyba sobie daruję. — Westchnął przeciągle, przyglądając się swoim paznokciom, podczas gdy Anthony miotał się po garderobie szukając miejsca, któe było godne markowej marynarki. — Zawsze mogę cię tylko odprowadzić do domu, podziękować za wspólny wieczór i życzyć spokojnej nocy. Żadna strata, czyż nie? Skoro odwieszenie ciuchów na zwykły wieszak robi ze mnie barbarzyńcę...

Czy właśnie zasugerował Shafiqowi, że był bardziej niż chętny do tego, aby pozostać w jego towarzystwie do rana? Być może. Ale czy faktycznie zamierzał zrealizować ten plan? Teraz to będę musiał się nad tym poważnie zastanowić, skomentował bezgłośnie detektyw, wzdychając ciężko, jak gdyby właśnie zostawił postawiony przed niemożliwym dylematem. Pozwolił Anthony'emu zniknąć za parawanem i czekał cierpliwie na jego powrót, przysłuchując się opowieści o planach na przyszły rok.

Nie wiem, czy zasłużyłeś na wycieczkę krajoznawczą poza sezonem — rzucił z zaczepną nutą w głosie. — Na miejscu twoich szefów nie wypuszczałbym cię z Ministerstwa Magii, skoro przy pierwszej lepszej okazji wyzywasz ludzi od barbarzyńców. Kto wie, z jakimi okresleniami spotkaliby się tamtejsi czarodzieje?

Na to pytanie nie uzyskał już odpowiedzi. Anthony nie wyszedł też zza parawanu. Erik uniósł wymownie spojrzenie, wlepiając wzrok w sufit. Policzył do dziesięciu. Potem jeszcze raz do dziesięciu. I jeszcze jeden raz. Dopiero wtedy podszedł niepewnie do zasłonki, chcąc sprawdzić, co też się dzieje z jego towarzyszem. Zamrugał zdziwiony, gdy zdał sobie sprawę, że mężczyzna... Zniknął. I została po nim tylko ta przeklęta marynarka. Teleportował się. Jak nic, pomyślał, chociaż przecież nie słyszał charakterystycznego trzasku towarzyszącego magii translokacyjnej.

Tony? — rzucił skonfundowany, podnosząc dwoma palcami marynarkę z podłogi.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=xs9aOIv.png[/inny avek]


RE: [23.08.72 | Teatr Sewelynów] The bridge is crossed, so stand and watch it burn - Bard Beedle - 09.06.2024

Erik Longbottom był detektywem. I w momencie, gdy przeszedł przez zasłonkę i podniósł marynarkę, szósty zmysł, który wyróżniał go na tle innych pracowników BUM-u podpowiedział mu trzy rzeczy. Po pierwsze, Anthony Shafiq, zgodnie z ich rozmową, a także wcześniejszymi zachowaniami byłego dyplomaty, nie zrzucał fragmentów garderoby byle gdzie, poza momentami pasji oczywiście. Po drugie, w momencie, gdy dotarł do marynarki i schylił się po nią, co uczyniło również jego odbicie w starym lustrze o pięknej, rzeźbionej ramie, ze śmiesznym, pucułowatym aniołkiem z lirą, nagim całkowicie oprócz figowego listka w strategicznym miejscu, na samym szczycie, dźwięki z tła całkowicie umilkły, jakby wszedł pod klosz. Nic dziwnego, że przez dwie, długie dziesiątki odliczane w głowie, nic nie słyszał. Po trzecie, schylając się, zauważył na ziemi błotnisty, rozmazany ślad, który był świeży. Przy obecnych temperaturach oraz ogólnym zadbaniu, niemożliwe było, aby pochodził z obuwia osoby towarzyszącej młodego detektywa. Pozostawało więc pytanie, gdzie się podział Anthony Shafiq?

Nie miał wiele poszlak, tak jak niewiele przedmiotów zajmowała przestrzeń, za zasłonką oprócz lustra stały też trzy drewniane skrzynie opisane tytułami sztuk, których rekwizyty zabierały. Na nalepkach pysznił się Othello, Zakochany Kociołek i Trzy Damy, ale po bliższej inspekcji okazały się zupełnie puste; ktoś używał ich raczej jako miejsc, aby usiąść i naciągnąć obuwie do stroju lub zjeść kanapkę (swoją drogą, Erik mógł znaleźć pudełko z resztką zasuszonych frytek, które złośliwie szczerzyły się w jego stronę ziemniaczanymi zębiskami).




RE: [23.08.72 | Teatr Sewelynów] The bridge is crossed, so stand and watch it burn - Erik Longbottom - 11.06.2024

W trakcie prowadzenia znacznej większości śledztw w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów kluczowym aspektem, który przybliżał detektywów do ich rozwiązania, było krytyczne myślenie. Chociaż Erik lubił twierdzić, że potrafi rozgraniczyć swoją pracę z życiem osobistym, tak byłby zupełnym głupcem, gdyby jeszcze rzucał komentarzami, jakoby był w stanie zupełnie odciąć się od umiejętności jakie wpoiła mu służba.

Tak jak ludzie obeznani z językiem w pracy potrafili wykorzystać go także poza murami swojego zakładu pracy, tak i Longbottom potrafił wyciągać logiczne wnioski na podstawie zdarzeń, jakich był świadkiem. Zazwyczaj, co by stanowić przeciwwagę dla swojej ukochanej siostry, starał się zakładać tę bardziej pozytywną wersję wydarzeń, jednak teraz... Osobiste powiązania z Anthonym mocno mu to utrudniały. Nie rozumiał, co się stało i czemu czarodzieja tutaj nie było.

Nic tu do siebie nie pasowało. Nie słyszał trzasków teleportacji, a chociaż wiedział, że Shafiq zaczął ćwiczyć magię bezróżdżkową, tak wątpił, aby przy okazji wgłębiał się w arkana wyciszonych technik teleportacyjnych. Przypadkowy świstoklik? To też odpadało, bo cokolwiek by usłyszał. Erik zajrzał do kieszeni marynarki, bardziej z przyzwyczajenia niźli nadziei na znalezienia klucza do rozwiązania tej zagadki.

Co to ma być? Jakaś zabawa w chowanego? — mruknął poirytowany, rozglądając się na prawo i lewo.

Nie zwrócił większej uwagi na drewniane skrzynie z rekwizytami: żaden z nich nie był wieszakiem, którego wcześniej szukał Anthony, więc czemu miałby do nich zaglądać? Koniec końców zerknął na lustro, krzywiąc się na widok własnego odbicia w lustrze. Skwaszona mina wywołana zniknięciem starszego czarodzieja sprawiła, że wyglądał jak uosobienie dezaprobaty zmieszanej ze zmęczeniem. Nic nigdy nie mogło być proste, prawda?

Lustereczko powiedz przecie, kto jest najprzystojniejszy na świecie? — wymamrotał pod nosem Erik, uśmiechając się na ten jakże klasyczny tekst.

Westchnął przeciągle i zawiesił niezgrabnie marynarkę Anthony'ego na lirze aniołka będącego częścią ramy. Lepszego haczyka w tej chwili nie widział. Longbottom odwrócił się tyłem do lustra, zastanawiając się, co właściwie powinien zrobić. Iść na widownię z nadzieją, że Shafiq po prostu zjawi się na scenie? Szukać pracowników teatru? To miało być prywatne wyjście, a gdyby faktycznie włączył w to ludzi z teatru... Informacja o tym, że oboje pojawili się na tyłach teatru, rozeszłaby się po gościach lotem błyskawicy.

Spontaniczna niewidzialność?, pomyślał, drapiąc się po potylicy. Sięgnął po swoją różdżką i machnął nią parę razy bez większej nadziei. Nie był najlepszy z magii rozpraszania, ale też nie mógł wykluczyć, że jego towarzysz chciał spłatać mu jakiś żart...

(Rozproszenie) Próbuję zneutralizować magię w okolicy x2
[roll=N]
[roll=N]
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=xs9aOIv.png[/inny avek]


RE: [23.08.72 | Teatr Sewelynów] The bridge is crossed, so stand and watch it burn - Bard Beedle - 11.06.2024

Dwie rzeczy wydarzyły się jednocześnie.

Po pierwsze, rozproszenie magii sprawiło, że usłyszał dźwięki, które nie docierały do niego wcześniej, dźwięki z zewnątrz, krzątanina przed spektaklem, słyszalna przez niego cały czas, aż do momentu przejścia bliżej lustra. Subtelny czar, który łagodnie tworzył strefę całkowitego wyciszenia, rozpłynął się. Tak samo jak drugi, który ukrywał długiego otarcia na parkiecie garderoby. Całkiem świeże ślady w drewnie sugerowały, że dość niedawno ktoś przeciągnął tutaj potężne lustro siłą mięśni, przepychając je na oko dwa metry od poprzedniego miejsca składowania.

Drugą rzeczą, która wydarzyła się symultanicznie, było nieopanowane i wstrzymywane parsknięcie i ciągnący się za nim chichot. Nie należał on jednak zdecydowanie do Antoniusza, a do pucołowatego aniołka ze szczytu lustra, który trwał nieruchomo bardzo, bardzo długo, udając zwykłą ozdobę na ramie, której wcale nie ożywiono czarami. Aniołek zaczął rechotać, prawie mu wypadł z pulchnych łapek instrument.

Nie ta bajka, kochasiu — zaskrzeczał i znów zaczął zanosić się śmiechem, który chyba powstrzymywał odkąd para weszła do garderoby, podsłuchując ich umizgi. W końcu się uspokoił, świszcząc oddechem, którego właściwie nie potrzebował. Był tylko ożywioną figurką.

Tyś panie jak rosa poranna... A nie, to się nie rymuje. Tyś panie niczym łaskawa zorza, twego chłopaka biorą za dalekie morza? Nie jestem za dobry w rymowanki. I w sumie nie wiem czy go biorą za morza. Too może... — odchrzaknął teatralnie, pociągnął za struny, z których nie powinna lecieć melodia, były z drewna, ale płynęła i rzekł: — Ty panie mógłbyś grać niebiańskiego casanovę, lecz twemu kochasiowi worek założyli na głowę!

I ukłonił się. Tyłem do Erika. Pokazując mu okrągłe, tłuściutkie pośladki.




RE: [23.08.72 | Teatr Sewelynów] The bridge is crossed, so stand and watch it burn - Erik Longbottom - 15.06.2024

Drgnął niespodziewanie, gdy do jego uszu dotarł histeryczny wręcz chichot. Momentalnie napiął mięśnie i wyprostował głowę. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że głos mógłby należeć do Anthony'ego; nie miał pojęcia, co musiałoby się stać, żeby mężczyzna wydał z siebie tego rodzaju śmiech. I chyba właśnie fakt, że to nie Shafiq się z niego teraz podśmiechiwał z ukrycia, sprawił, że Erik oblał się rumieńcem, szukając gorączkowo wzrokiem sprawcy tego małego zamieszania.

Dopiero ruch na ramie lustra kazał mu się uważniej przyjrzeć zdobieniom zwierciadła, co pozwoliło mu na wyłapanie sylwetki pulchnego cherubinka. Longbottom wydał z siebie gardłowy pomruk, zaciskając mocniej palce na różdżce. Mógł się tego spodziewać. Po siedmioletnim okresie nauki w Hogwarcie przywykł do tego, że obrazy w Pokoju Wspólnym czy klasach szkolnych żywo dyskutowały i plotkowały o uczniach, jednak gadające figurki... Z tym miał mniej doświadczenia.

Nie wróżę ci lukratywnej przyszłości, aniołku — sapnął Longbottom, celując w aniołka.

Nie miał zamiaru w tej sytuacji zabawiać jeszcze jakąś tanią zaklętą figurkę. Machnął parę razy różdżką, przypominając sobie wszelkie lekcje z zajęć Transmutacji. Nie miał zamiaru uciszać aniołka. O nie! Zamierzał dosłownie odebrać mu możliwość mówienia poprzez transmutowanie jego usteczek, aby te zniknęły. Nie miał nastroju na żarty.

(Transmutacja) Transmutacja figurki aniołka, tak żeby straciła usta x2
[roll=N]
[roll=N]

Bez względu na to, jak nie zakończyłaby się jego interwencja w sprawie miniaturowego cherubina, Erik zwrócił swą uwagę na otarcia na podłodze. Nie trzeba było geniusza, aby dopasować ślady do rozmiarów lustra. Jeden spokojny dzień. Tylko jeden!, pomyślał przelotnie, wołając o pomstę do nieba.

Czyż nie nacierpiał się w ostatnim czasie wystarczająco? Czy naprawdę nie mógł spędzić jednego normalnego wieczoru z bliską mu osobą? Świat ewidentnie działał teraz przeciwko niemu. Erik chwycił za ramę lustra z obu stron, starając się ocenić jego wagę, po czym spróbował je przesunąć, zgodnie ze śladami widocznymi na parkiecie.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=xs9aOIv.png[/inny avek]