![]() |
|
[26.07.1972] Ulica Pokątną - Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie! Ula & Soph - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [26.07.1972] Ulica Pokątną - Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie! Ula & Soph (/showthread.php?tid=3230) |
[26.07.1972] Ulica Pokątną - Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie! Ula & Soph - Sophie Mulciber - 11.05.2024 Sophie wstała z łóżka w wyśmienitym nastroju! Chwilowo żadne problemy nie zaprzątały jej głowy, więc postanowiła wybrać się na ulicę Pokątną. Chciała uszyć sobie nową sukienkę i potrzebowała wybrać się do sklepu, żeby kupić nowe materiały. Jaki kolor byłby odpowiedni? Błękitny? Lubiła ten kolor, ale większość jej sukienek była właśnie niebieska. A może zielony? Zielony pasuje do jej rudych włosów i piegowatej twarzy, ale czuła się w nim trochę jak leprechaun. A może czerwony? Nieee, zbyt wyzywający… Mulciberówna westchnęła pod nosem, kiedy szła ulicą Pokątną i zbliżała się do swojego docelowego miejsca. Zatrzymała się przed wystawą sklepową i spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Na głowie miała mały, elegancki kapelusz, pasujący kolorem do granatowej sukienki w białe goździki. Jej ostatnie dzieło! Jeszcze nie zdążyła pochwalić się ojcu, ale poprosiła go, żeby dał jej parę galeonów aby mogła zrobić materiałowe zakupy. Pokaże mu kilka gotowych kreacji, i może znów uszyje mu krawat? Tak, to był dobry pomysł. Sophie odwróciła się na pięcie aby ruszyć dalej. Zrobiła jeden krok, a potem drugi. Trzeci spowodował, że potknęła się i straciła równowagę. Upadła na bruk, zdzierając sobie kolana, łokieć oraz dłoń od wewnątrz. Wyglądała, jakby miała zamiar zagrać w twistera, mimo iż nie wiedziała, że taka gra istnieje. Biedna Sophie. -Nieee... RE: [26.07.1972] Ulica Pokątną - Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie! Ula & Soph - Ula Brzęczyszczykiewicz - 11.05.2024 Sezon był tragiczny. To znaczy, obfite plony są fantastyczne. Ale obfite chwasty, trawy i śliwki spadające na głowę już nie. Nie dawałam nigdy dużej stawki. Co milsi sąsiedzi i tak płacili więcej. Nie tylko podziałem "łupów", ale też monetami. Od czasu do czasu musiałam sobie robić przerwę, żeby odpocząć od tego wysiłku. Powinnam pewnie leżeć cały dzień... Nie potrafiłam tak. Udałam się do Londynu na zakupy. Potrzebowałam nowych ubrań... i może w końcu kupię zestaw kredek. Wyskoczyłam z publicznego kominka. Dałam sobie kilka chwil na oddech po zawrocie żołądka. Paskudne efekty uboczne teleportacji. Poprawiłam słomkowy kapelusz, wielkie okulary przeciwsłoneczne i ruszyłam przed siebie. Pod kraciastą, krótką sukienką, miałam zwiewną koszulę w groszki i pomarańczowe rajstopy. Normalnie ubrałabym do nich białe kozaczki... ale było lato, a one i tak spłonęły kilka tygodni temu. Trampki musiały wystarczyć. Ledwo zrobiłam kilka kroków, a dojrzałam dziewczynę leżącą na chodniku. Oczywiście wszyscy wokół byli zbyt zajęci, więc pomimo zaciskającego się znów żołądka, podeszłam do niej. — Wszystko w porządku? — spytałam, bo dopiero z opóźnieniem dotarł do mnie obraz otarć i drobnych ranek na kończynach dziewczyny. — Ojej, masz może jakąś chusteczkę? Opłuczemy to wszystko wodą... Nie znałam się na zaklęciach leczących. Byłam dziewczyną ze wsi. Jak coś się stało, to się polizało i gotowe. Jak ewidentnie przybrudzone to wodą i gotowe. Dopiero jak krew nie przestawała cieknąć, to szukało się rodzica po szybkie leczonko. U mnie na wsi było więcej różdżek niż plastrów. RE: [26.07.1972] Ulica Pokątną - Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie! Ula & Soph - Sophie Mulciber - 12.05.2024 Sophie westchnęła. Dlaczego to zawsze jej musiało przydarzyć się coś złego? Dlaczego to zawsze ONA musiała wdepnąć w błotnistą kałużę podczas słonecznego dnia, potknąć się na prostej drodze, pomylić daty ważnych wydarzeń takich jak targi alkoholi i prawie wybić sobie zęby na środku ulicy? Dlaczego była takim pechowcem? Słysząc damski głos, uniosła głowę do góry i spróbowała się uśmiechnąć. -T-tak, chyba w porządku. - Zaczęła się zbierać z ziemii, i czuła jak łzy wściekłości napływały jej do oczu. Wstała, zapominając o torebce która została na ziemi. Spojrzała na swój łokieć, z którego leciała krew. Potem popatrzyła na obdarte wnętrze drugiej dłoni i kolejno na swoje zdarte kolana. - Mam...- Powiedziała przez lekko zaciśnięte zęby i spojrzała na dziewczynę, żeby uważnie jej się przyjrzeć. Jej nowa koleżanka wyglądała dość ekstrawagancko. Sophie nigdy nie ubrałaby się w taki sposób, jednak kolorowe stroje bardzo jej się podobały. Sama preferowała stonowane sukienki, ale tylko dlatego, że nie miała odwagi żeby aż tak się wyróżniać. Co powiedziałby na to jej ojciec? Nie byłby zadowolony. - Dziekuje za pomoc, poradzę sobie.- Chciała zostać sama, i sama poradzić sobie ze wstydem jaki czuła z powodu upadku. Nie chciała być niemiła dla nieznajomej, to wypadek tak ją zdenerwował. Cząstka jej duszy była jednak ciekawa, skąd dziewczyna się tutaj wzięła. Wydawały się być w podobnym wieku, jednak Sophie nie kojarzyła jej z Hogwartu. Czyżby była charłakiem? Bleh, obrzydlistwo! RE: [26.07.1972] Ulica Pokątną - Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie! Ula & Soph - Ula Brzęczyszczykiewicz - 14.05.2024 Dziewczyna wyglądała na głęboko poruszoną swoim upadkiem. Wydawała się zawstydzona, ale też jakby zła? Może jednak powinnam była udawać, że niczego nie widziałam? Czy wtedy czułaby się z tym lepiej? Nie wiedziałam, co z tym zrobić. — Uhm, dobrze... Skoro chciała zostać sama, to nie miałam co naciskać. Obrażenia nie były na tyle poważne, żeby nie poradziła sobie bez dodatkowej pomocy. Nogi raczej nie złamała, mogła chodzić. Nie będę mieć wyrzutów sumienia, że ją tak zostawię. Jeśli już, to bardziej związane z samym faktem rozpoczęcia interakcji... Chciałam się wycofać, ale mój pierwszy ruch stopą został zablokowany. Spojrzałam pod siebie. Przesunęłam ją nie tylko w błotnistą kałużę, ale też zahaczyłam o torebkę. Najpewniej należącą do rudowłosej. Oj, niedobrze. — Ojej, czy to twoja? Najmocniej przepraszam... Czy ona wpadła tam jak spadała? Czy ją kopnęłam do wody? Nie potrafiłam sobie na to odpowiedzieć. Szybko schyliłam się i podniosłam obiekt, oglądając z każdej strony. Trzymałam torebkę delikatnie, za pasek. Kto wie, co było w środku. Niestety była trochę zabłocona. Na szczęście znałam zaklęcie czyszczące. Niezbędnik pracownika fizycznego. — Chłoszczyść! — Machnęłam różdżką, by wessała zabrudzenia w nicość. [roll=N] RE: [26.07.1972] Ulica Pokątną - Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie! Ula & Soph - Sophie Mulciber - 23.05.2024 -Tak, to... to moja... - Zaczęła, jednak zamilkła kiedy dziewczyna nadepnęła na jej torebkę i przypadkowo przesunęła ją w stronę błotnistej kałuży. Sophie westchnęła, przymykając na chwilę oczy. Pozwoliła nieznajomej użyć zaklęcia, jednak to tylko pogorszyło sytuację. Wyciągnęła dłoń i wyrwała jej swoją torebkę. -Jesteś charłakiem, że nie potrafisz czarować?- Zapytała ze złością, oceniając jaką szkodę dziewczyna wyrządziła swoim zaklęciem. Ciało bolało ją od upadku, z kolan i łokcia ciekła krew, a na dodatek jeszcze TO! Przecież to była jej ulubioną torebka! Do diaska, czy codziennie musi przydarzyć jej się jakiś wypadek? Dlaczego była takim pechowcem?! Sophie była czerwona i wściekła. Spojrzała chłodno na Ulę, marszcząc delikatnie nos. Potrzebowała kilku sekund, żeby nieco ochłonąć i zacząć trzeźwo myśleć... ona chciała mi pomóc... pomyślała ... ale po prostu jej nie wyszło. Tak samo jak mi. Mi też nie wychodzi... - Posłuchaj...! Ja... ja przepraszam. Przepraszam, po prostu się zdenerwowałam. To nie twoja wina, nie chciałam nazwać Cię charłakiem. - Wyjaśniła szybko i złapała nieznajomą za nadgarstek. Zrobiło jej się głupio, że tak na nią nafukała. A do tego nazwała ją w bardzo brzydki sposób. Mulciberówna nie chciałaby, żeby ktoś powiedział o niej charłak. Na samą myśl, przeszły ją ciarki obrzydzenia. RE: [26.07.1972] Ulica Pokątną - Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie! Ula & Soph - Ula Brzęczyszczykiewicz - 25.05.2024 Być może nawet bym się roześmiała z nazwania mnie charłakiem, ale cała sytuacja była tak niezręczna i nieprzyjemna, że mój śmiech szybko zamieniłby się we łzy. No i byłby bardzo nie na miejscu. Przecież to moja wina, że jej torebka była teraz jeszcze bardziej brudna. — Przepraszam... — odezwałam się dokładnie w tym samym momencie, co ona. Urwałam więc, wysłuchując do końca dziewczyny. Wpatrywałam się gdzieś w dół i tylko raz, przelotnie zerknęłam gdzieś wyżej w okolice jej szyi. Nie potrafię patrzeć ludziom w oczy... — Oh, nie, nie musisz przepraszać, ja... Rozumiem... Uśmiechnęłam się, pewnie trochę niezręcznie, po czym skupiłam wzrok na niespodziewanej sytuacji złapanej ręki. Palce dziewczyny zacisnęły się na dzianinowej rękawiczce. Niektórzy odruchowo by się wyrwali, ale sama należałam do tej grupy osób, które w takiej sytuacji zastygają w bezruchu. Wydałam z siebie kilka dźwięków, jakbym chciała coś powiedzieć. Dopiero po tej chwili delikatnym ruchem dałam znać, że wolałabym, gdyby mnie puszczono. — Hm... Mam nadzieję... że, heh, wszystko w porządku... To znaczy... To na pewno da się wyczyścić, jak się dobrze rzuci zaklęcie — wydukałam. Myślałam, że dzięki intensywnej pracy w Dolinie, nabędę ogłady w kontaktach z obcymi. Myliłam się. Zespół Niezręczności egzystował we mnie cały czas. RE: [26.07.1972] Ulica Pokątną - Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie! Ula & Soph - Sophie Mulciber - 16.06.2024 Widząc, że nieznajoma poczuła się niekomfortowo, Sophie puściła jej rękę i zmieszała się. Było jej głupio, niezręcznie i była wkurzona. Ostatnio miała ciężkie dni i naprawdę nie chciała wyżywać się na przypadkowych ludziach. Westchnęła, jakby chciała żeby cała irytacja po prostu z niej uszła. Spojrzała na swoje krwawiące kolana i rozejrzała się za jakimś ustronnym miejscem. - To… pomożesz mi?- Zapytała, wolną dłonią ściskając brudna torebkę. Tak. Odpowiednim zaklęciem na pewno uda się ją wyczyścić… no i to po prostu głupia torebka. Nic ważnego. - Usiądziemy na chwilę. Jak masz na imię? Ja jestem Sophie.- Powiedziała, po czym znów złapała dziewczynę za nadgarstek i pociągnęła za sobą w pierwszy lepszy zaułek. Zatrzymała się przy śmietnikach i zaczęła grzebać w torebce. Wyciągnęła materiałową chusteczkę, żeby przetrzeć sobie zadrapania, jednak najpierw potrzebowała odrobiny wody. Musiała wyczyścić rany z piasku. - Wyczarujesz mały strumień wody i polejesz nim moje kolana?- Poprosiła, starając się brzmieć przyjaźnie. Jeśli zamoczą buty, a zrobią to na pewno, to po prostu je sobie wysuszy. RE: [26.07.1972] Ulica Pokątną - Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie! Ula & Soph - Ula Brzęczyszczykiewicz - 19.06.2024 A więc ta dziewczyna jednak zdecydowała się otrzymać trochę pomocy. Być może ją również ta sytuacja niesamowicie zmieszała i w pierwszej chwili nie potrafiła się racjonalnie zachować. — Tak, oczywiście. Mogę spróbować jeszcze raz oczyścić torebkę, jeśli chcesz... Postanowiłam nie kierować różdżki w stronę jej własności bez pozwolenia. Nawet jeśli wydawała się uspokoić, to obawiałam się znów ja rozzłościć. Odebrałam dziewczynę jako gwałtowną i teraz w taki sposób będę ją widzieć. — Jestem Ula. Miło mi poznać... Myślałam, że chciała uścisnąć dłonie, wiec wyciągnęłam ramię, ale Sophie tylko złapała mnie za nadgarstek i porwała w okolicę śmietników. — J-jasne... Skierowałam różdżkę w stronę kolan dziewczyny, ale przecież polanie ich ot tak strumieniem wody nie było dobrym pomysłem. Wszystko poleci na buty, nie chciałam dostać kolejnego ochrzanu za zniszczenie mienia. Postanowiłam więc rzucić nieco bardziej skomplikowany zestaw zaklęć. Po typowym Aquamenti użyłam czaru translokacyjnego, by utrzymać wodę w powietrzu w okolicy kolan Sophie, a po obmyciu odrzucić ten latający zbiornik gdzieś na bok. Rzucam tylko na translokacyjne [roll=N] RE: [26.07.1972] Ulica Pokątną - Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie! Ula & Soph - Sophie Mulciber - 21.06.2024 - Ula? Ursula? Jesteś stąd?- Zapytała Sophie, starając się uśmiechać. Jej przyjaciółka Madlene zawsze powtarzała, że dziewczyny powinny trzymać się razem. Wspierać, zamiast obgadywać. I tak dalej... Mulciberówna miała w szkole sporo kolegów i koleżanek, ale nie była zainteresowana utrzymywaniem z nimi kontaktów. Nie licząc oczywiście tej jednej przyjaciółki, która na ten moment niestety przebywała za granicą. Może warto by było nawiązać jakieś przyjaźnie w dorosłym już życiu? Kiedy Ula polała wodą jej kolana, poczuła ulgę. Pieczenie trochę zelżało, i wyglądało na to, że piasek nie drażnił już jej ran. Przyłożyła chusteczkę najpierw do jednego zadrapania, a potem do drugiego. Westchnęła. Biedna Sophie, była prawdziwym pechowcem! - Przyszłaś tutaj na zakupy?- Zainteresowała się, ogarniając przy okazji resztę swoich ran. Woda naprawdę sprawiła jej ulgę. Nie przejmowała się już również swoją torebką. Widać było, że robiła się coraz bardziej pogoda. Może wcale nie była aż tak wredna, na jaką wyglądała na początku? RE: [26.07.1972] Ulica Pokątną - Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie! Ula & Soph - Ula Brzęczyszczykiewicz - 29.06.2024 Z sukcesem udało się nam oczyścić biedne kolana Sophie. Beton nie miał litości dla ludzkiej skóry. Ale jakie podłoże miało? Nawet na miękkiej ściółce w lesie upadek może skończyć się paskudną niespodzianką w postaci super twardej gałązki, czy nieoczekiwanego skupiska żwiru. Nie cierpię żwiru. — Tak. Na szczęście nie jest dzisiaj zbyt gorąco... Nie wiedziałam, co jeszcze powiedzieć. Tego typu pogawędki nigdy mi nie wychodziły. Już wspomnienie temperatury to wyczyn. Może powinnam spytać, co Sophie planowała robić, nim przeżyła bliskie spotkanie z glebą? Ale może to byłoby nietaktowne? Chociaż mnie spytała... Więc może powinnam się odwdzięczyć zainteresowaniem? — A... a ty? Mam nadzieję, że nie szłaś na jakieś ważne spotkanie... I że się nie spóźnisz, ani nic... Od razu można było po mnie poznać, że mój mózg pracuje na pełnych obrotach, by wycisnąć jakąkolwiek konwersację. To niesamowite, jak dużo potrafiłam paplać, gdy jakiś temat mi podpasował, ale samo nakierowanie się na niego... To takie ciężkie! |