Secrets of London
[15.07.1972r.] Zbadać miejsce | Nicholas & Sauriel - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [15.07.1972r.] Zbadać miejsce | Nicholas & Sauriel (/showthread.php?tid=3231)

Strony: 1 2


[15.07.1972r.] Zbadać miejsce | Nicholas & Sauriel - Nicholas Travers - 11.05.2024

15 lipca 1972r.
Mieszkanie Nicholasa / Dwór Zmarzłoć / Dom Ulricha Greybacka



Tuż po dokonaniu oględzin dworu, w którym miałaby zostać przeprowadzona Ekserioryzacja, Nicholas tego samego dnia, późnym wieczorem, napisał wiadomość do Sauriela, z prośbą o towarzyszenie mu podczas wykonywania swojej misji. Choć Travers myślał, aby wziąć ze sobą Rodolphusa, to jednak Robert wolał zaproponować mu kogoś innego. Nicholas na propozycję przystał.

Wymiana korespondencji może i brzmiała zabawnie. Czytając o poetyzmie ze strony Rookwooda, brew mu zadrżała. Kocimiętka i Whisky? Nie będzie problemu mu to załatwić. Może jeszcze kojec do spania? Krótko mu odpisał, wyrażając zgodę na taki sposób zapłaty za pomoc. Nicholas miał przygotowane whisky i kocimiętkę.

Termin wyznaczony został na dwa dni później, od wymiany listownej informacji. Zabezpieczonej zaklęciami. Nicholas potrzebował jeden dzień dodatkowy na przygotowanie się. Co innego, gdyby robił to u kogoś znanego, jak miesiąc temu w mieszkaniu Lestrange’a. Inaczej miała się sprawa w obcym domu, gdzie miał podejrzenie, że może nie być łatwo. Na tle ezoterycznym, duchowym. Chciałby się mylić, że nic nie przeszkodzi w jego pracy, to jednak wolał się dodatkowo zabezpieczyć. Nie bez powodu poprosił Roberta kadziła o konkretnym zapachu i działaniu, oraz świece. Resztę rzeczy, wziął ze swojego domu z Little Hangleton.

Współlokatora uprzedził, że może na noc go nie być. Bądź wróci nad ranem.

Gotowy, czekał w mieszkaniu na pojawienie się Sauriela, kiedy tylko słońce zaszło za horyzontem. Aby udać się na miejsce docelowe, potrzebna byłaby teleportacja. Nie mógł jednak adresu podać wampirowi od razu. Wystarczyło, że on sam wiedział i widział to miejsce. Zabierze ich razem. Stał przy oknie, z rękoma w kieszeni czarnych spodni, w czarnej koszuli, rozpiętej pod szyją.




RE: [15.07.1972r.] Zbadać miejsce | Nicholas & Sauriel - Sauriel Rookwood - 11.05.2024

Jego nastrój był więcej niż dobry, ale to, co było dobre niekoniecznie dobroć oznaczało. Bo był ledwo odepchnięty od całkowitej czeluści swojego zastoju. Teraz tylko do przodu, na pewno będzie lepiej, wolność całkowita i poetyzm Nicholasa. Poetyzm Nicholasa. Nie było to coś, czego się po nim spodziewał, pewnie wyszło mu to całkowitym przypadkiem. Tak, pewnie tak. Nie zastanowił się, ułożone zostały słowa, albo raczej - zastanowił, ale nie pomyślał, jak mogło to brzmieć odczytane przez drugą stronę. Śmiech śmiechem, ale brzmiało to nawet ładnie. Sauriel niemal poczuł miętę (kocią) do złapania za gitarę. Wybrał jednak spanie, bo z tych dwóch opcji to właśnie spanie pozwalało się wyłączyć i zapomnieć o tym, że się w ogóle żyje. Bardzo przydatna rzecz w tak popierdolonym świecie, w jakim przyszło im żyć.

Pojawił się w najbliższej sieci fiuu, a resztę drogi pokonał Błędnym Rycerzem. W normalnych ubraniach, nie w masce Śmierciożercy, jeśli ktokolwiek miałby wątpliwości. Miał co prawda swoją kominiarę wciśniętą w kieszeń jeszcze zatrzymaną z zoo, ale to tylko po to, żeby powkurwiać Traversa, a przynajmniej spróbować. Wytrącenie Nicholasa z równowagi udawało się chyba tylko przy połączeniu mugola z kobietą, a i to nie miało gwaranta powodzenia. Szmaty tak czy siak ze sobą zabrał, bo jeszcze usłyszy, że to jakaś oficjalna misja, albo cokolwiek... więc żeby nie było przypału to mógł wystąpić w tej czarnej koszuli nocnej zwanej dalej odzieniem Śmierciożercy. Dumnie rzecz ujmując. Czarne spodnie, czarny długi płaszcz, czarna koszula. Śmierć pewnie wyglądała podobnie, kiedy pukała do drzwi ludzi. Tylko blada skóra wyróżniała się tutaj i chyba na podstawie tego obrazka napiszą w końcu Sandmana, jeśli tylko mugole przetrwają tragedie, jaka ich czekała. O ile przetrwają. Jeśli nie to Sauriel miał nadzieję, że chociaż przetrwa ich muzyka.

Nie było słychać kroków na korytarzu, fałszywego szmeru, zapowiedzi tego, że Kot się zbliża. Nie byłby inaczej kotem. Rozległo się jednak pukanie do drzwi, jak wypadało. Wchodzenie z drzwiami zaliczało się do sposobu mówienia "dobry wieczór" wyłącznie dla osób nie wpisanych na listę Sauriela pod nazwą "lubię cię albo mógłbym polubić". Mimo wszystko tej śmiesznej kominiarki nie założył, chwilowy przypływ durnego humoru rozmył się wraz z bladym światłem latarni, które zostawił za swoimi plecami. Nie podejrzewał nawet, że Nicholas potraktował poważnie jego równie durne żarty, kiedy mu odpisywał (nietrzeźwy, swoją drogą, ale to szczegół).

- Idziemy? - Padło zamiast "dzień dobry" albo 'spierdalaj'. - Yo. - Uniósł rękę w leniwym przywitaniu. Kompletnie nie wiedział, czego Nicholas w ogóle od niego oczekuje, ale mniemał, że zaraz się dowie. Przekroczył próg jego mieszkania, jeśli tylko blondyn sobie tego życzył. Swoją drogą naprawdę nie lubił tego, że Nicholas był wyższy od niego. Frustrujące... - Czego sercu trzeba, Milczku?




RE: [15.07.1972r.] Zbadać miejsce | Nicholas & Sauriel - Nicholas Travers - 15.05.2024

Układanie treści listu wyszło mu zdecydowanie przypadkowo. Tak mu się słowa dopasowały, ułożyły, że widocznie zabrzmiał poetycko. Czy może to była wina zbyt częstego spotykania się i rozmawiania z Laurentem? Dopiero odpowiedź listowna Sauriela go uświadomiła, jak musiał zabrzmieć w swojej prośbie o jego obecność do pomocy przy zadaniu. Powstrzymał się od skomentowania tego i postanowił zapomnieć, iż miało to miejsce. Listy i tak zabezpieczył zaklęciem, aby spłonęły pod odczytaniu. Również spalił te, które w odpowiedzi dostał od Rookwooda.

Czekał na niego cierpliwie. Aż w końcu raczył się pojawić. Słysząc pukanie, Nicholas podszedł do drzwi i je otworzył, zapraszając do środka Sauriela. Drzwi zamknął za nim na klucz. Mieszkanie zabezpieczył z pomocą swojej różdżki.

- Teleportujemy się.
Odpowiedział na pytanie dotyczące ruszenia w drogę. Gdy skończył z rzuceniem zaklęcia i schowaniem różdżki, wziął swoją czarną szatę i ubrał na siebie. Maskę schował. W razie, gdyby się przydała.
- Wspaniale Cię widzieć.
Również się przywitał, ale nie chciał dłużej marnować czasu. W lewą dłoń chwycił swoją torbę. Trochę była obładowana rzeczami, przedmiotami mu potrzebnymi. Drugą wyciągnął w kierunku Sauriela.
- Wyjaśnię Ci na miejscu.
Nie chciał tutaj omawiać sprawy. Latem noce bywały krótkie, nie chciał tego zmarnować, gdyż Sauriel również miał ograniczony czas funkcjonowania jako wampir.

Jeżeli Rookwood go chwycił za rękę, Nicholas zacisnął mocno i teleportował ich do starego, opuszczonego pokoju, znajdującego się w starym Dworze poza Londynem. Znaleźli się w miejscu widzianym i znanym Nicholasowi. Wtedy Travers puścił swojego towarzysza. Dając mu możliwość rozejrzenia się.

- Jesteśmy w posiadłości nieobecnej przez kilka dni właścicielki. Nie rozgość się za dobrze.
Tak dodał dla uprzedzenia, żeby czasem nie postanowił sobie wychlać jakiegoś lekarstwa starszej pani, będące może starym zapasem alkoholi.

Nicholas wyjął różdżkę i rzucił zaklęcia wyciszające i zabezpieczające na razie na to pomieszczenie. To jedno pomieszczenie ostatniego razu nie blokował przed teleportacją. Skoro wystarczająco już sam dom zabezpieczył zaklęciami Robert.

- Podobno znana Ci jest sprawa Urlicha Greybacka?
Zapytał, chcąc wiedzieć jak dobrze o tym temacie wie Sauriel. I najpewniej może zrozumie już powód swojej obecności. Nim Nicholas przejdzie do przekazania szczegółów, wysłuchałby wampira co wie.



RE: [15.07.1972r.] Zbadać miejsce | Nicholas & Sauriel - Sauriel Rookwood - 16.05.2024

Poczekał, aż Nicholas upora się ze wszystkim i tylko obserwował, jak macha różdżką i przejrzysta łuna migocze po jego mieszkaniu. Zaklęcia ochronne osiadały na miejsce. Przed kim się tak mocno chronił i czy powinien pytać? Wolał nie. Im człowiek mniej wiedział, tym lepiej spał, a wtykanie nosa w nie swoje sprawy nie było jego domeną. Co najwyżej zagaiłby temat, gdyby tutaj zostali i przyszło mu tego miejsca pilnować. Wtedy pytałby, czego się obawiają, że wymaga to tyle zachodu. Pytałby o to Nicholasa, bo go lubił - to taka taryfa ulgowa dla braci-w-potrzebie Śmierciożerców. Więc kiedy obwieścił, że jest gotowy i że się teleportują, podał mu rękę, żeby ich przeniósł. Ale zamiast teleportacji dostał w łapę jakąś torbę. Uniósł jedną brew pytająco, spojrzał na pakunek, potem na Nicholasa. Pytanie miał wymalowane na twarzy, nawet nie trzeba było go zadawać. Odpowiedź się nie pojawiła - została jedynie oddalona w czasie. Wyciągnął więc drugie łapsko i takim sposobem znaleźli się po drugiej stronie tęczy. Czyli tam, gdzie trzeba było coś namieszać. I popsuć. Do czego innego potrzebowałby go Travers?

- Rozgościłbym się, gdyby była. - Chociaż fakt, gdyby nawinął mu się jakiś dobry trunek pod rękę czy syropki, co zastępowały dragi... ale to po pracy! Przecież nigdy nie zawiódł nikogo, jeśli chodzi o skuteczność wykonywania zadań. Teraz nie mogło być inaczej, szczególnie (tym bardziej!), że prośba o pomoc była przyjacielska. Podpisano cyrograf z Diabłem, Diabeł kiedyś poprosi o zwrot inwestycji. Czarny Kot bardzo poważnie traktował rachunek przysług.

Rozejrzał się po pomieszczeniu. Pokój jak pokój - niczego ciekawego nie prezentował. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Zanotował położenie okna, spojrzał na drzwi i zrobił ku nim kilka kroków, żeby nacisnąć na klamkę i spróbować je otworzyć. Wolał mieć pełne pojęcie o tym, gdzie był i co się z tym miejscem jadło. Skoro zaś lokatorki miało nie być... coś tam było z tym rozgaszczaniem się, ale przecież nie zamierzał jej okradać! Wychylił się na korytarz, spojrzał na jego ukłąd i cofnął do pomieszczenia, zamykając je za sobą. Przynajmniej na ten moment. Zaraz miał się dowiedzieć, co to była za enigmatyczna wycieczka, na którą został zaproszony.

- Złapałem typa, odjebałem mu łeb, a potem spaliłem jego ciało. - Sauriel sięgnął po fajkę wsuniętą za ucho i odpalił ją, zaciągając się dymem. - A co?




RE: [15.07.1972r.] Zbadać miejsce | Nicholas & Sauriel - Nicholas Travers - 17.05.2024

Obaj śmierciożercy przenieśli się do jednej ze starszych posiadłości, zwanej Dworem Zmarzłoć. Dziwna nazwa, ale sama w sobie wskazywała na to, że ten dom kiedyś był zamieszkany przez liczną rodzinę, a obecnie została tylko jedna staruszka. A tej obecnej w swoim domu nie było. Pod jej nieobecność, mogli działać w spokoju, ale też nie przedłużać sprawy.

Torbę, Nicholas miał w jednej ręce, drugą podał Saurielowi, aby móc ich przenieść. Nie dawało mi niczego do trzymania. Nie było potrzeby. Aby nie marnować czasu w swoim mieszkaniu, postanowił wyjaśnić mu wszystko na miejscu. Pierw poinformował, gdzie się obecnie znajdowali. Okna były odsłonięte, więc można było spojrzeć na okolice ogrodu. Akurat ten pokój, znajdujący się na piętrze, miał widok na zaniedbany teren.

Dla wampira, atrakcją byłaby obecność ludzkiej istoty, ale niestety będzie musiał zająć sobie czas inaczej. Na co tylko kącikiem ust Nicholas zareagował w odpowiedzi. Pamiętał ich współpracę. Wiedział jakie są jego umiejętności.

Zadając pytanie, Nicholas rozejrzał się po pokoju, odnajdując karton, którego wcześniej nie było. Podszedł i kucnął, odkładając swoją torbę na bok. Otworzył wieko i zobaczył to, o co prosił Roberta. Czarne świece, kadzidła ochronne i co najważniejsze, był susz białej szałwii. ”Idealnie.” – odpowiedział sobie w myślach, słuchając odpowiedzi Rookwooda. Aż obejrzał się za nim.

- Imponujące.
Pochwalił? Możliwe. Robert wspomniał mu, że Sauriel zna sprawę Greybacka, ale o szczegóły Nicholas nie dopytywał. A tu proszę. Coraz więcej ciekawostek.
- Jak na martwego, przysparza widocznie dodatkowych problemów.
Stwierdził, jak tylko połączył wszystkie fakty ze sobą. Rozwalili Greybacka, nie wykończyli Harper na Beltame, Stanley stracił robotę przez to całe zajście i teraz wracają do punktu wyjścia.
Wstał, aby odwrócić się w stronę Sauriela, ręce wkładając do kieszeni spodni.
- Poproszono mnie o zbadanie terenu i miejsca zamieszkania Greybacka. Nie fizycznie, ale za pomocą eksterioryzacji. Nie wiem, czy słyszałeś o tej technice. Ale polega na tym, że dusza opuszcza ciało i wędruje poza nim. Dzięki temu nikt mnie nie zobaczy. Ale też ja sam niczego nie będę stanie dotknąć ani wykryć. Poprosiłem Cię o obecność, abyś czuwał nade mną i tym miejscem. Na wszelki wypadek, gdyby miało pojawić się zagrożenie.
Wyjaśnił w skrócie. Rejestrując także fakt, zapalonego papierosa przez Sauriela. Cało mu to coś ciekawego do przeanalizowania, zastosowania. Lecz o tym później. Zanim przejdzie do przygotowań, chciał się upewnić, czy Rookwood zrozumiał swoje zadanie. Czy może miał swoje dodatkowe pytania. Nicholas miał dużą cierpliwość do niego.



RE: [15.07.1972r.] Zbadać miejsce | Nicholas & Sauriel - Sauriel Rookwood - 19.05.2024

Rozłożył ręce na boki.

- Mądrzy chcieli zrobić po swojemu to zrobili. W piździe to mam, ja jestem od sprzątania. - Opuścił ręce i wzruszył beznamiętnie ramionami. Ta sprawa stworzyła mnóstwo problemów. - Czasami dobrze widzieć, jak silna babka rucha paru mądrych. - Uśmiechnął się bezczelnie i z zadowoleniem jednocześnie, bo może niekoniecznie chodziło o to, że dobrze, że Harper wygrała rundę, ale dobrze, że skończyło się to w taki sposób. To znaczy - Stanley był bezpieczny, schowany w Podziemnych Ścieżkach. Tylko trzeba było trochę się zająć animowaniem jego czasu, trochę go zabawić i rozruszać. W końcu samo pójdzie. Szybko ten uśmiech spłynął z jego ust na rzecz zmęczenia, ewentualnie - obojętności. Ponadto chodziło o to, kto osiągnął porażkę w tym temacie. Komplement zaś został przyjęty, chociaż sam to za imponujące nie uważał. Uważał, że Nicholas by tak nie mówił, gdyby to widział i brał w tym udział. Według Sauriela to była fuszerka - nawet łapanie tego cholernego Greybacka. Nie miał za wiele szczęścia, poza tym przeszedł z kmienienia, jak zrobić to bezpiecznie, na wpierdolenie się prosto do pokoju. To też nie było za mądre. A potem wszystko go bolało, bo przecież kto by się pochylał nad rannym wampirem. Przeżyje! Ale bolało tak samo.

- Spokooo... posiedzę sobie, pochilluje... - Nawet samego siebie rozbawił żartem, no bo trup, wampir, chill..? Na szczęście nie było po nim widać tego, że po powiedzeniu tych słów ułożył z tego żarcik.

Na potwierdzenie tych słów usiadł sobie na fotelu - albo przytargał fotel z innego pokoju. Wszystko mu jedno było. Ważne, żeby mieć na czym siedzieć. Chociaż akurat to trochę też był żart, bo nie zamierzał siedzieć i czekać na zbawienie, skoro wymagało to pilnowania, żeby się nic nie stało całemu domostwu.

- Da się ciebie obudzić? Albo można wziąć twoje ciało pod pachę i spierdalać? - Wolał zapytać w razie czego. - I tak żebyś nie miał złudzeń - jestem chujowy w rozpraszanie. - Więc jeśli coś konkretnie pierdolnie to oczywiście Sauriel będzie robił wszystko żeby z tym walczyć, ale niektóre rzeczy miały też swoje ograniczenia dla niego.




RE: [15.07.1972r.] Zbadać miejsce | Nicholas & Sauriel - Nicholas Travers - 25.05.2024

Sauriel i jego poczucie humoru. Potrafił momentami sprawić, że drugiej osobie kącik ust uniesie się ku górze. Umiał dobierać słowa, komentować pewne sytuacje. Tak i tutaj, Nicholas odpowiedział mu jedynie tym lekkim uśmiechem.
Umeblowanie tego pomieszczenia, było na miejscu, ale większość z nich przykryta białym płótnem. Także i fotel również się znalazł. Być może to nawet ten sam, w jakim dwa dni temu odpoczywał Robert.

- Cały czas nie musisz mnie pilnować, ale czasem zrób obchód. Jedno z pomieszczeń na tym korytarzu, ma dobry widok na stronę frontu tej posiadłości jak i ścieżkę do domu Greybacka.
Informacyjnie zarzucił wampirowi, kierując się do swojej torby i wyjmując z niej to co potrzebował tutaj ze sobą dodatkowo zabrać. Koc, gdyż nie będzie oczyszczał pomieszczeń z kurzu, aby nie wzbudzać jakichś podejrzeń. A na czymś musiał się położyć. Podstawki pod kadzidła i jakieś pod świece. Wosk czasami nie spalał się jak powinien i mógł ociekać bokami świec.

Pytanie jakie w czasie rozpakowywania kartonu od Mulcibera, padło interesujące.

- Trudno powiedzieć.
Odwrócił się w jego kierunku.
- Nie testowałem tego, czy gdybyś mi przywalił albo przypalił papierosem, to coś poczuję, jak będę poza swoim ciałem.
Byłby to dobry eksperyment. Ale jeżeli dusza jest oddzielona od ciała, nie odczuwa w sumie niczego. Czy warto próbować? Najpewniej tak.

Spojrzał na zegarek, kierując tarczę w stronę światła od okna. Zastanowił się przez moment i spojrzał zaraz na Sauriela.

- Zbyt długo poza ciałem też nie powinienem być. Mniej niż kwadrans powinno mi starczyć czasu. Czy w tym domu Greybacka, jest coś, na co powinienem zwrócić szczególną uwagę? Kiedy tam biliście robić swoje.
Zapytał dodatkowo, skoro Sauriel tam był. Może będzie coś, czego nie zdążył mu przekazać Robert?

Aby też nie tracić czasu, Nicholas rozpakował wszystko co było mu niezbędne do pracy. Wyjął różdżkę, użył z niej zaklęcia na ciężkich i ciemnych zasłonach, wprawiając je w ruch, aby zasłoniły dosłownie okna. Miało to zapobiec przebijania się jakiegokolwiek światła z tego pokoju, żeby nie było dostrzeżone przez innych z zewnątrz. Dlatego też Nicholas wybrał ten pokój, gdyż umiejscowiony był na tyłach posiadłości. Nie od głównej ulicy. Następnie kolejnym machnięciem zapalił świece. Rozłożył koc na dużej przestrzeni podłogi a czarne świece rozmieścił pierw na tackach a następnie dookoła koca. Miało to stanowić barierę ochronną. Użył ich pięć, gdzie miałyby stanowić kąty ostre niewidocznego pentagramu. Z torby wyjął także butelkę whisky, z którą podszedł do Sauriela.

- Zgodnie z życzeniem.
Podał mu butelkę. Zapłata za pomoc, tylko żeby mu się nie schlał.
- Kocimiętkę dam Ci później.
Dodał, uświadamiając tym samym towarzysza, żeby uważać z żartowaniem.

Po tym Nicholas wrócił do dalszych przygotowań, wyjmując susz białej szałwii od Roberta. Jeżeli było luzem, użyl zabranego ze sobą specjalnego sznurka i związał w ciasne pęczki. Jeden właśnie zapalił, w celu oczyszczenia pomieszczenia od zbędnych dusz, jeżeli przebywały w tym pomieszczeniu. Nie chciał, aby jakiś intruz przez przypadek sobie jego ciało pożyczył.




RE: [15.07.1972r.] Zbadać miejsce | Nicholas & Sauriel - Sauriel Rookwood - 03.06.2024

Rozbawienie Nicholasa żartami stanowiło osobny talent i Sauriel się nawet nie przekonał, jak ten człowiek potrafił być zupełnie markotny i niechwytliwy jeśli o dowcipy chodzi. Pewnie chodzi o ich klasyczność - bo te, które stosował Sauriel żartem samym w sobie nie było. Tworzył je dobór słów, ten sarkazm, cynizm i ironia. Ten człowiek nigdy nie był duszą towarzystwa i być nie musiał, Sauriel lubił go takim jakim był I pomyśleć, że polubił go głównie za cierpliwość znoszenia jego dziwacznych historyjek...

Uniósł jedną brew do góry i zrobił przy tym minę pod tytułem "w sumie spoko". Czy było spoko, że nie mieli pewności, czy Nicholasa da się o czymkolwiek powiadomić? Nie, nie było. W ogóle nie było to spoko. Sauriel chciał już rzucić fajkę na podłogę, ale widząc, jak mężczyzna pieczołowicie stara się niczego nie naruszać to zgasił go na własnym jęzorze, a potem przeprowadził operację, w której wyciągnął fajki z paczki i do paczki wrzucił to, co zostało z poprzedniej. Memlał przy tym językiem, bo specyficzny smak palonego tytoniu mocno mu został w gębie i pieścił jego kubki smakowe. Przy czym słowo "pieścił" zostało tu użyte dokładnie w tej ironicznej formie.

- To będę próbował jak będzie cienko. - Jasne, że mogło się tutaj nic nie wydarzyć, ale z drugiej strony mogło się wydarzyć dosłownie wszystko. Saurielowi za to płacili, żeby wypełniał swoją rolę, a jego rolą było teraz dbanie o dupsko Nicholasa. Wliczały się w to próby przewidzenia najbardziej zjebanych scenariuszy, jakie mogły się wydarzyć, chociaż nie był bestią, która by nadmiernie dużo planowała. Kiedy miał instrukcję jasną to działał po swojemu, adaptacyjnie, powiedzmy, do środowiska i wydarzeń. - Nic mi nie przychodzi do łba. Szukałem człowieka, nie tego czy ma majty blondynki z pornoklubu w szafie. - Owszem, siłą rzeczy się spoglądało na niektóre rzeczy, które stały na zewnątrz, ale Sauriel nawet jakby chciał to teraz nie przywołałby do swojej głowy szczegółów. Nie słynął z diabelskej pamięci. - Uuu... - Pokazał kły w uśmiechu zadowolenia, kiedy w jego rączki trafiła Najpiękniejsza z Dam, Whiskey jego żona. A kocimiętka na pewno się nie zmarnuje. Przyciągnie parę kociaków do rezydencji Rookwoodów, może akurat Czarny Pan lubił kotki..?

Nie otworzył jednak butelki. Na razie nie, nawet jeśli kusiło - a wolę miał słabą. I to nawet nie dlatego, że by zdążył być pijany od kilku łyków. To dlatego, że gdyby przyszło uciekać to by się, kurwa, popłakał musząc tą whiskey zostawić bo nie będzie czasu na jej zakręcenie, albo nie daj Boże - stłucze się butelka! Więc obserwował teraz z ciekawością te przygotowania Nicholasa, wyłożony na fotelu jakby zaraz miał w nim zasnąć. Nic bardziej mylnego.




RE: [15.07.1972r.] Zbadać miejsce | Nicholas & Sauriel - Nicholas Travers - 06.06.2024

Mieć nadzieję, że nic podejrzanego nie będzie miało miejsca. Ani też jakiekolwiek zagrożenie się nie pojawi. Że cała Eksterioryzacja powiedzie się bez jakichkolwiek komplikacji. Wyjaśnił Saurielowi pewne sprawy z tym związane, ale też analizował jak miałby go wampir powiadomić o zagrożeniu. Próbowanie może być zbędne, trudne, problematyczne.

- Chyba że…
Spojrzał w stronę okna.
- Wywołasz jakiś charakterystyczny hałas, rzucisz zaklęcie sygnalizujące, które odwróci mi uwagę.
Spojrzeniem wrócił do Rookwooda. Sądząc, że z wywoływaniem hałasu nie będzie to dla niego żadnym problemem. Przecież Sauriel uwielbiał wchodzić drzwiami z buta dosłownie, łamiąc wszystkie zawiasy.

Nie chcąc naruszać za bardzo miejsca, uważał przy ustawianiu i przestawianiu czegokolwiek. Przy okazji Travers podpytał nieco o miejsce zamieszkania Greybacka. Być może sprawdzał tym samym pamięć wampirze, ale najwyraźniej śmierciożerca kierował się zadaniem niż zwiedzaniem. Rozsądne podejście.

Nie skomentował tych słów. Przygotował sobie miejsce do działania. Saurielowi dał już butelkę zgodnie z umową, widząc na jego twarzy zadowolenie. Kto znał tego kociego wampirka, wiedział jak go zadowolić.

Nicholas zdjął swoją szatę i rzucił na torbę. Odpalił pozostałe kadzidła ochronne i wspomagające działanie zdolności, umieszczając je odpowiednio blisko rozłożonego koca, na którym będzie leżał.

Światło świec, rozświetliło pomieszczenie, ale nie przebijało się na zewnątrz, przez ciężkie i bardzo ciemne zasłony. Nikt nie powinien pomyśleć, czy ktoś tutaj jest.

- Zaczynam.
Zakomunikował Saurielowi, po czym podszedł do przygotowanego przez siebie ochronnego miejsca, otoczonego świecami i kadzidłami. Położył się na kocu, sprawdzając, że różdżkę ma ze sobą. Ręce ułożył na brzuchu. Przez moment wpatrywał się w sufit. Koncentrował się. Normował oddech. Odprężał. Aż w pewnym momencie zamknął oczy i przechodził w stan Eksterioryzacji.

Zmian nie dało się zauważyć na pierwszy rzut oka. Mogłoby się wydawać, że Nicholas wszedł w stan głębokiej medytacji. Jego dusza podczas Eksterioryzacji właśnie wyszła z ciała. Ale Sauriel tego nie widział. Nicholas rozejrzał się, widząc na podłodze, na kocu leżące swoje ciało. Spojrzał na swoje ręce, po czym na siedzącego Sauriela. Powiodło się. Czasu było jednak mało. Od razu udał się poza posiadłość, skierował prosto na skrzyżowanie. Pamiętając instrukcję Roberta, skręcił w odpowiednim kierunku aż dotarł na miejsce.

Obejrzał teren z zewnątrz. Czy ktoś pilnował tego miejsca? Czy mogło posiadać zabezpieczenia? Z tym będzie trudno ocenić. Czy miejsce zamieszkania Urlicha Greybacka z kimś sąsiadowało? Jeżeli tak, Nicholas postanowi udać się to sprawdzić, aby ocenić ilość lokatorów. Jeżeli zaś nie, po dokładniejszym zbadaniu tereny przed domem, postanowi udać się do środka. Jaki był stan pomieszczeń? Czy i tutaj są jakieś zabezpieczenia widoczne gołym okiem? Taśmy? Blokady przejścia? Czy znajdzie coś, ważnego, rzucającego się w oczy?


Rzut na percepcję, w celu rozejrzenia się.
[roll=N]
[roll=N]



RE: [15.07.1972r.] Zbadać miejsce | Nicholas & Sauriel - Eutierria - 04.07.2024

Lokum, które zamieszkiwał Greyback, nie wyglądało jak miejsce zbrodni, a opuszczający je Śmierciożercy zadbali o niepozostawienie po sobie śladów. Kamienica nie była przez nikogo pilnowana, nie posiadała też żadnych oczywistych zabezpieczeń (a przynajmniej nie takich, które byłeś w stanie zauważyć). Mieszkanie znajdowało się w charakterystycznych, angielskich szeregowych kamieniczkach - chociaż posiadało własne, osobne wejście prowadzące przez miniaturowy, nieogrodzony ogródek, jego ściany przylegały do mieszkań sąsiadów. Z jednej strony dźwięki bawiących się dzieci i stukanie butów, z drugiej cisza. Na podjeździe obok domu stał jednak mugolski pojazd. Mogłeś podejrzewać, że ktoś tu mieszka, a teraz po prostu nie ma go w domu.

Pomieszczenia były czyste, wysprzątane, właściwie to wyszorowane. Nie było tu żadnych mebli i czego dowiedziałeś się po kartce przyklejonej na drzwi - mieszkanie przeznaczono na sprzedaż. Znajdował się tam również mugolski numer telefonu, najpewniej do pośrednika sprzedaży nieruchomości. Rodzina Greybacka musiała nie chcieć mieć z tym miejscem nic wspólnego i wysprzątała je w celu sprzedaży. Na powrót Ulricha od dnia Beltane nikt już nie czekał - zabrano więc stąd jego rzeczy osobiste.

Pozostałe opisy tego miejsca zostały stworzone w tej sesji.