![]() |
|
[20.08.1972] Jak mam żyć feat. Wielkie pranie - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [20.08.1972] Jak mam żyć feat. Wielkie pranie (/showthread.php?tid=3264) |
[20.08.1972] Jak mam żyć feat. Wielkie pranie - Giovanni Urquart - 15.05.2024 Jak mam żyć, kim mam być? To coś o mnie i o Tobie
To jak zbiór pustych liczb, które krążą dziś po głowie Słyszę nic prócz pustych słów Do przodu muszę iść po jednej z dróg Giovanni spoglądał w lustro. Ludzie patrząc na swoje odbicia widzą siebie. On widział ciało, które dzielił z innym bytem... który jednocześnie był nim samym. Ale gdyby to było jego jedyne zmartwienie, skakałby jak sarenka po bujnych łąkach Doliny Godryka. Zapiął sprzączki butów. Upewnił się, że wszystkie guziki ma poprawnie zapięte. Wszedł do kominka i teleportował się na Pokątną. Wolał nie ryzykować rozszczepienia przy deportacji indywidualnej. Na takie odległości się jeszcze samodzielnie nie przenosił. Otrzepał ewentualne pyłki z beżowego płaszcza. Naciągnął kaptur jeszcze bardziej zakrywając twarz. Na ogół przemierzał te okolice wyprostowany, pewnym krokiem, błyskając uśmiechem do każdej napotkanej osoby. Teraz szybko przemieszczał się do mieszkania przyjaciela. Zadzwonił do drzwi. Dopiero po przekroczeniu progu odsłonił lico zabarwione wyraźnym zmartwieniem. Philip mógł też dostrzec zarost, nieobecny nigdy wcześniej na twarzy Giovanniego. Sztuczny, wywołany miksturą, a może to pamiątka z kilkutygodniowej podróży? — Jak dobrze cię widzieć — rzucił, wyginając usta w szczerym uśmiechu. RE: [20.08.1972] Jak mam żyć feat. Wielkie pranie - Philip Nott - 19.05.2024 O nadejściu oczekiwanego gościa w pierwszej kolejności powiadomiły go zrywające ze swojego legowiska dwa psidwaki po to aby oszczekać drzwi i czekającego za nimi czarodzieja, kiedy ten nacisnął dzwonek. Okryty samym szlafrokiem Philip podniósł się z kanapy, na której wylegiwał się od godziny i nieśpiesznie skierował się ku drzwiom, spod których delikatnie odciągnął swoje zwierzaki. Bez tego w ogóle nie otworzyłby tych drzwi. Nie mógł zaryzykować tego, że uciekną. Miał wystarczająco swoich problemów i naprawdę nie potrzebował następnych w swoim życiu. Po otwarciu drzwi lekkim uniesieniem brwi wyraził swoje zaskoczenie tym, że odwiedzający go czarodziej okrywał swoją twarz kapturem, jakby obawiał się rozpoznania na ulicach. Zdaniem Philipa tego rodzaju próby ukrycia swojej tożsamości bardziej zwracają uwagę, niż chodzenie z podniesionym czołem. Zmiana w wizerunku samego Giovanniego wskazywała na to, że postanowił zmienić coś w swoim życiu albo nie zdążył ogolić się po swojej długiej podróży. — Ciebie również. Postanowiłeś na razie zakończyć swoje wojaże? Jeśli szedłeś do mnie z twarzą zasłoniętą tym kapturem to musiałeś mieć sporo szczęścia, o ile naprawdę uniknąłeś przykucia uwagi patrolujących tę ulicę Brygadzistów. Obawiałeś się, że ktoś cię rozpozna? — Zwrócił się do swojego przyjaciela po tym jak zamknął za nim drzwi. Starał się uśmiechnąć, jednak wyszedł mu jedynie wymuszony grymas. Psidwaki, Taffy i Nuggets, postanowiły obwąchać buty czarodzieja oraz zaczęły się domagać powitalnego głaskania. Dostrzegał zmartwienie na obliczu Giovanniego, jednak nie zamierzał tego komentować. — Czegoś się napijesz? Jakiś poczęstunek też się znajdzie. — Nie zamierzał wychodzić z roli dobrego gospodarza i dlatego zaoferował przyjacielowi odpowiednie przyjęcie. RE: [20.08.1972] Jak mam żyć feat. Wielkie pranie - Giovanni Urquart - 22.05.2024 Tajemniczy kaptur wzbudzał zainteresowanie przechodniów i dla większości ludzi nie stanowił dobrej ochrony. Ale przeciwnie było z celebrytami. Nawet jeśli ludzie na ulicy wpatrywali się w niego, widzieli tylko dolną część twarzy spowitą zarostem, a tego elementu nie kojarzyli z Giovannim Urquartem. Dlatego w jego przypadku taki kamuflaż był idealny. — Lepszy brygadzista niż fan lub antyfan. Obecnie nie chcę być rozpoznawany na ulicach — wyjaśnił. — Co do podróży, to tymczasowo siedzę w domu i... planuję. Najpewniej znów wyruszę, ale tym razem będe poruszał się w obrębie kraju. Pochylił się, by pogłaskać psidwaki i na moment jego twarz się rozpromieniła. Któż mógłby trwać w zmartwieniu przy tak przemiłych zwierzątkach. Hojnie drapał je za uszkami i czochrał po głowie. — Dziękuję, wypiłbym herbatę. Wyprostował się i spojrzał uważnie na przyjaciela. Zlustrował go od góry w dół. — Jak się czujesz? Chciał usłyszeć więcej o niebezpiecznej przygodzie, jaka spotkała Philipa, ale wpierw musiał zbombardować go przyjacielską troską. RE: [20.08.1972] Jak mam żyć feat. Wielkie pranie - Philip Nott - 07.07.2024 Po tym jak jego przyjaciel postanowił ujawnić przed nim swoją tożsamość to wreszcie mogli porozmawiać w cztery, jak to mieli w zwyczaju. Kiedy ostatnio spotkali się w tym miejscu to właśnie on wysłuchiwał zwierzeń swojego przyjaciela. Tego dnia role mogły się odwrócić i to on będzie zwierzał się Giovanniemu. — Nie byłbym taki pewien, przyjacielu. Przedstawiciele władz bardzo często nie różnią się w niczym od najgorszych oprychów z Nokturnu, których starają doprowadzać przed oblicze wymiaru sprawiedliwości. Jak dotąd nie doświadczyłem nieprzyjemności ze strony swoich fanów. Psychofani i antyfani to zagadnienia wymagającego znacznie szerszego omówienia tego tematu... o nich moglibyśmy napisać książkę. Coś masz za uszami? Uwiodłeś nieodpowiednią kobietę i zostałeś przyłapany przez męża swojej kochanki? Oświadczyłeś się i uciekłeś przed ołtarza? Unikasz kontaktu z wydawcami? — Philip w swojej wypowiedzi nawiązał do mającego miejsce na początku sierpnia pobicia, którego padł ofiarą. Za dokonany na niego atak odpowiadał znany z pierwszych stron gazet - Atreus Bulstrode. Philip jak dotąd nie rozczarował się swoimi fanami, jednak dopuszczał do świadomości, że jego towarzysz mógł mieć inne doświadczenia. Doskonale wiedział, że fani fanom nierówni. Psychofani i antyfani potrafili być z kolei prawdziwą zmorą każdego celebryty. Niewykluczone, że zadając swojemu przyjacielowi te pytania, trafił w dziesiątkę. Posługując się metaforą ze świata tak szlachetnego sportu, jakim był Quidditch, to powiedziałby, że wykonał udany rzut kaflem przez jedną z obręczy i zdobył dla siebie te dziesięć punktów. — Do tej pory co zaplanowałeś? W sensie, jakie części Wielkiej Brytanii planujesz odwiedzić? — Zainteresował się planami podróżniczymi swojego przyjaciela. Nie zaprosił tutaj Giovanniego, aby przez najbliższy czas tylko mówić o swoich problemach. Do nich jeszcze zdążą dojść w toku ich rozmowy. Posiadane przez niego zwierzaki stanowiły doskonałe towarzystwo dla kogoś, kto doświadczył tego wszystkiego, co on w ostatnim czasie. Głaskanie miękkiego futerka swoich czworonogów uspokajało i odprężało go. Obowiązkowe spacery z nimi weszły mu w krew i odnajdywał w tym pewną przyjemność. — Błysku, przygotuj dla mojego gościa herbatę i ciasteczka. — Po tym jak Giovanni wyraził potrzebę napicia się herbaty, Philip przywołał swojego skrzata domowego aby zajął się przygotowywaniem herbaty dla jednej osoby. On sam nie miał ochoty na herbatę. — Pod względem fizycznym... odzyskuję powoli siły. Poza tym... otarłem się o śmierć, omal nie zginąłem na tym statku i potrzebuję poczuć się naprawdę żywym. Nie czuję się... dobrze. — Na razie przedstawił Giovannemu szczątkowe informacje. Prawdopodobnie zdobędzie się na więcej zwierzeń w późniejszym czasie. To wszystko nie było coś, co dało się opowiedzieć na trzeźwo. RE: [20.08.1972] Jak mam żyć feat. Wielkie pranie - Giovanni Urquart - 13.07.2024 Książka o antyfanach? Czemu wcześniej na to nie wpadł? Od lat przeprowadzał wywiady z czarodziejami, którzy na codzień zmagali się z nieprzychylnością społeczeństwa. A przecież i celebryci do nich należą! — Faktycznie, można pochylić się nad tą sprawą... — odpowiedział zamyślony. A wtedy słowa Philipa uderzyły go z zaskoczenia. Czemu się ukrywał? Wymyślone przez przyjaciela powody ubogły Gio swoim realizmem. To są scenariusze, które faktycznie mogłyby się wydarzyć i tym samym zmusić go do ukrywania się. A on czemu to robił? — Chyba popadłem w głęboką paranoję, przyjacielu. Wydarzenia na Beltane tak zagmatwały moje poczucie rzeczywistości, że zostałem ofiarą nieprzespanych nocy w obawie o atak ze strony popleczników Voldemorta. Rozumiesz, jako rozpoznawana osoba o ewidentnie odmiennych od niego poglądach... — Przetarł twarz. To wszystko brzmiało tak absurdalnie. Gdy rozmawiał o tym z Kim, wydawało mu się, że ona po prostu nie pojmuje powagi sytuacji. Ale przy Philipie, czuł się jak idiota. — Do reszty oszalałem, prawda? — Jeszcze... Nie wiem gdzie dokładnie. Mam kilka namiarów na interesujące osoby, może od tego zacznę... Nie był w stanie jednak planować wywiadów. Czuł, że nie na to jest teraz pora, ale jednocześnie sama myśl o kontakt z Zakonem w celu przydzielenia mu zadania, napawała go paraliżującym lękiem. — Rozumiem. Usiądźmy i opowiedz mi o tym, co tam się wydarzyło. Poklepał Philipa po ramieniu. Był szczerze zmartwiony stanem przyjaciela. RE: [20.08.1972] Jak mam żyć feat. Wielkie pranie - Philip Nott - 31.07.2024 Pokiwał jedynie głową na słowa swojego przyjaciela. O Philipie wiele można było powiedzieć - w tym to, że jest realistą. Nowo odkryte pokłady optymizmu nie mają nic do rzeczy, bo nic, absolutnie nic, nie szło po jego myśli... przynajmniej jeśli chodzi o jego życie prywatne. Ono było w rozsypce. Tak samo jak on. Nic nie wskazywało na to, aby wszystko miało się na nowo ułożyć i aby wszystko było względnie dobrze. Tak naprawdę przedtem też nie było idealnie, ale zbudował swoje dawne życie na stałych fundamentach. Od czasu tegorocznego Beltane ono zaczęło się chwiać w posadach, a teraz rozpadło się na milion kawałków. — Wszystko, co miało miejsce podczas tegorocznego Beltane... nie powinno się wydarzyć. Zrobiłeś coś, aby móc obawiać się odwetu z ich strony? Ja starałem się pomagać w poszukiwaniach po tym ataku i nie zostałem przez nich zaatakowany. Nie popieram ich poglądów. Przez to, czego doświadczyłem i nadal doświadczam... mam wrażenie, że wolałbym się zmierzyć z grupą popleczników tego czarnoksiężnika niż z samym sobą. — Odpowiedział poważnie, nie mówiąc wyłącznie o tym zamachu i jego wszystkich następstwach dla ogółu świata czarodziejów, ale też tym, które dotknęły go osobiście i od których nie potrafił się uwolnić. Może z jego ust padły zbyt śmiałe słowa, ale najtrudniej było mierzyć się z sobą samym, niźli z wrogiem uzbrojonym w różdżkę. Jego intencje pozostawały jasne. — Wszyscy jesteśmy szaleni. — Po ostatnich długich tygodniach w swoim życiu miał sporo podstaw do wygłoszenia tego rodzaju stwierdzenia. Równowagę bardzo łatwo się traciło, ale znacznie trudniej było ją odzyskać. — Możliwe, że to ci bardzo dobrze zrobi. — Stwierdził z lekkim wzruszeniem ramionami. Jak to zawsze działo się tak, że gdy sam miał sporo do powiedzenia, rozmowa zbaczała z kursu na inne tematy. Możliwe, że dlatego to nazywano dialogiem zamiast monologiem. Z pewnością na tym polegała przyjaźń. Giovanni/Jonathan byli dla niego dobrymi przyjaciółmi. Skinął jedynie głową, pozwalając się poklepać po ramieniu. Jego przyjaciel mógł czuć się względnie jak u siebie, mógł zająć dowolny mebel - poza kanapą zajmowaną zwykle przez samego gospodarza - i będzie mógł się raczyć przyniesioną przez skrzata domowego herbatą i ciasteczkami. — Organizatorem tego rejsu był William Avery. Odbywał się on na pokładzie statku pasażerskiego "Emperor" z portu Stornoway. Celem podróży miały być islandzkie fiordy, Rejkiawik, Thorshavn na Wyspach Owczych i Wyspy Svalbard. Wiesz, jak wyglądają te wszystkie imprezy dla bogaczy. Muzyka na żywo, alkohol... tym razem go unikałem, bo to zalecił mi uzdrowiciel. Czasem ich słucham. W sumie najciekawszą atrakcją było malowanie... mój obraz nie przetrwał, tak jak wykonane przeze mnie zdjęcia. To pierwsza moja podróż, z której nie mam żadnych pamiątek. — Poddana pewnym modyfikacjom opowieść stała się nieco łatwiejsza do opowiedzenia, nawet jeśli w jego głosie pobrzmiewała trudna do zamaskowania gorycz. Za nią odpowiadały te wszystkie rzeczy, o których nie był w stanie wspomnieć w swojej relacji. — Ze snu wyrwała mnie wszechobecna wilgoć w powietrzu, odgłosu dochodzące z głębi statku. Zaczął się on niebezpiecznie przechylać... w pierwszej chwili chciałem po prostu uciec... ostatecznie zacząłem przeszukiwać pokoje i starałem się pomagać innym pasażerom. W końcu do środka wdarła się woda. Załoga zrobiła swoje, ratując pasażerów. Ja jeszcze kierowałem innych do łodzi albo wyciągałem z wody. Nawet do niej wskoczyłem. Pogorszyłem przez to swój stan zdrowia. — Na tym zakończyła się jego opowieść. To nie było coś, co należało opowiadać z entuzjazmem. Nie w obliczu takiej tragedii, jaka miała miejsce. — Resztę znasz z prasy. — Stwierdził na sam koniec. Sam Giovanni napisał mu w swoim liście, że czytał najnowszy numer Proroka Codziennego. RE: [20.08.1972] Jak mam żyć feat. Wielkie pranie - Giovanni Urquart - 10.08.2024 Tak bardzo rozumiał, co Philip miał na myśli w ostatnim zdaniu. Byliśmy swoimi największymi wrogami. Starcie z poplecznikami Lorda Voldemorta czasem zdawało się lepszą opcją, niż zmaganie się z własnymi myślami i czynami. — Wiele osób brało udział w pomocy po ataku, nie daliby rady obrać za cel wszystkich... A ja... Moje poglądy są oczywiste. Każdego człowieka stawiam na równi, bez względu na jego magiczne zdolności, czy wszelkie inne cechy, które niektórzy odbierają jako powód do gorszego traktowania. Nie wspominam już nawet o tym, co mówię o goblinach, skrzatach, centaurach i innych istotach... Publikuję, biorę udział w konferencjach, przemawiam publicznie o rzeczach, których oni są przeciwnikami. Jestem przekonany, że moje nazwisko to jedyny powód, dla którego wciąż żyję. Giovanni skupił się na historii. Uniósł brwi słysząc o malowaniu. Nie kojarzył, żeby Philip miał tego typu zapędy artystyczne, ale skoro taką atrakcję oferowano na rejsie, czemu by nie skorzystać. Sam również by wziął udział, ot tak dla towarzystwa, dla porobienia czegoś nowego. Gdy Philip zaczął opowiadać o rozpoczynającej się tragedii, Giovanniego przeszedł dreszcz. Przebywanie na otwartej wodzie było oddaniem się żywiołowi na całego. Szczególnie w nocy, gdy mrok otaczał z każdej strony, a niewidoczny horyzont sprawiał wrażenie przebywania w pustce. Nie potrafił zdobyć się na komentarz od razu. Potarł skroń. Jego empatia była czasem przekleństwem. Zbyt dobrze potrafił sobie wyobrazić walkę z czasem i żywiołem. — To musiało być straszne przeżycie... Widzę... jak ciężko ci się o tym opowiada. Może nie powinienem był pytać, wybacz... Mam nadzieję, że z czasem uda ci się dojść do siebie... Czy jest może coś, w czym mógłbym ci pomóc? Potrzebujesz jakiegoś specjalistycznego uzdrowiciela albo medykamentu? |