Secrets of London
[31.07 | Rodzinny dom Isaaca] W ogrodzie było ćwierkliwie - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+---- Dział: Manchester (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=148)
+---- Wątek: [31.07 | Rodzinny dom Isaaca] W ogrodzie było ćwierkliwie (/showthread.php?tid=3269)

Strony: 1 2


[31.07 | Rodzinny dom Isaaca] W ogrodzie było ćwierkliwie - Anthony Shafiq - 15.05.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Badacz tajemnic I

—31/07/1972—
Anglia, Londyn
Isaac Bagshot & Anthony Shafiq
[Obrazek: Nr0Ojhi.png]

Rwałem dziś rano czereśnie,
Ciemno-czerwone czereśnie,
W ogrodzie było ćwierkliwie,
Słonecznie, rośnie i wcześnie.

Gałęzie, jak opryskane
Dojrzałą wiśni jagodą,
Zwieszały się omdlewając,
Nad stawu odniebną wodą.

Zwieszały się, omdlewając
I myślą tonęły w stawie,
A plamki słońca migały
Na lśniącej, soczystej trawie.



Słońce było w zenicie już jakiś czas temu, kiedy pojawił się w domu Isaaca i ciężko było określić, który był bardziej zdziwiony swoją obecnością w tym miejscu.
– Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? – gładki głos zapytał uprzejmie. Nie rozglądał się po otoczeniu, już raz był tu i to kilka dni temu, gdy przeskoczył po stażystę, aby wesprzeć się dodatkowymi oczyma podczas rekonesansu domu oraz ewentualnie zaproponować swojemu przyjacielowi odrobinę rozrywki wynikającej z potoku słów, które Isaac wypluwał z siebie z taką urokliwą ochotą. Ich rozstanie prawdopodobnie nie przebiegło w przyjemnej atmosferze, choć pod tym względem Shafiq wyzbyty był głębszej refleksji i analizy, wszak dał do zrozumienia, że jak na razie chłopak nie miał się czego z jego strony obawiać. Nie miał przestrzeni, by zastanawiać się, czy to do niego dotarło, czy nie, tamtego dnia... Tamtego dnia był już zwyczajnie zmęczony.

Ale dziś dzień był inny i Anthony był inny, co Isaac mógł zauważyć swoim przenikliwym oczkiem już od progu. Po bladej twarzy błąkał się nieobecny uśmiech, oczy miał lekko szkliste, nieco rozbiegane. Ubrany zwyczajnie po mugolsku, w lnianą białą koszulę i kremowe spodnie, błyszczał po oczach tylko złotym sygnetem na małym palcu lewej dłoni. Wyglądał jak sąsiad, który zajrzał po cukier, albo akwizytor, który zapomniał teczki ze swoim towarem.

– To zajmie tylko moment. Przyszedłem po... – umilkł szukając odpowiedniego określenia. Przychodziło mu całkiem zgrabne francuskie słowo, włoski idiom i dwa wietnamskie stwierdzenia na to, o co chciał prosić. Rozmasował sobie więc nasadę nosa, próbując zebrać myśli. – Przychodzę po poradę przed jutrzejszym jarmarkiem. Tak. Będziesz na nim słyszałem? Prorok dał Ci zlecenie na reportaż? Czy to też zamierzasz sobie dopisać do swoich nadgodzin, jako dbanie o dobrą relację z prasą?– Spróbował lekko zakpić, choć w jego głosie nie był przygany, a następnie bezceremonialnie przekroczył próg. Raz już był zaproszony. Wcześniej. To wystarczyło.



RE: [31.07 | Rodzinny dom Isaaca] W ogrodzie było ćwierkliwie - Isaac Bagshot - 17.05.2024

Nie minęło dużo czasu, kiedy drzwi otworzył wyraźnie zdziwiony Isaac. Nie spodziewał się dzisiaj gości, a już tym bardziej Anthony'ego Shafiq'a w drzwiach swojego domu. Czyżby stało się coś poważnego? Nie był też ubrany w strój, w którym mógłby przyjmować kogokolwiek innego niż swojego sąsiada. Miał na sobie białą koszulkę z wąsata filiżanką proponującą herbatę i czerwone, krótkie spodenki. Włosy zawsze starannie ułożone, tym razem były trochę w nieładzie. Tak jakby po prostu wstał, i nic z nimi nie robił. Lokowana grzywka była bardzo kapryśna.
- Dzień dobry, panie Shafiq? Czy wszystko w porządku?- Trochę go zamurowało, więc zamiast zaprosić gościa do środka, po prostu słuchał i patrzył jak ten mówił. Dopiero kiedy Anthony zrobił krok żeby wejść, Bagshot cofnął się nieco, żeby go przepuścić. Chciał zaproponować żeby obeszli dom i użyli drzwi ogrodowych, ale nie zdążył. Stanęli więc od razu w salonie, naprzeciwko schodów prowadzących na pierwsze piętro domu. Isaac mieszkał w typowo brytyjskim bliźniaku z czerwonej cegły. Mimo, że był to dom czarodziejów, to nie był w środku powiększony ani zmieniony na czarodziejską modłę. Odkąd chłopak trafił do Hogwartu, to nikt tak naprawdę w nim nie mieszkał. Jego rodzice bardzo dużo podróżowali i część wakacji spędzał u cioć oraz wujków, którzy akurat nie byli wściekli na jego matkę. Salon jednak wyglądał tak, jakby ktoś miał zamiar zrobić w nim mały remont. Połowa ścian była pomalowana na biało, natomiast na reszcie nadal widniała magnolia której Bagshot tak nienawidził. W rogu pokoju na gazecie, leżał wałek do malowania jagnięcym futerkiem pokryty…
- Po radę? Dobrze, zapraszam do ogrodu panie Shafiq.Właśnie pomagałem sąsiadowi, ale to w niczym nie przeszkadza - Powiedział, przyglądając mu się uważnie. Kiedy zamykał drzwi, stanął nieco bliżej mężczyzny, tak jakby chciał wyczuć, czy nie był przypadkiem pijany.- Nie, panie Shafiq. Praca dla Proroka Codziennego, to praca na mój własny rachunek.- Odparł lekkim tonem uśmiechając się kącikiem ust. Może był ćpunem oraz pijakiem, ale również pisarzem i historykiem. Ostatnio coraz częściej zgłaszano się do niego po drobne konsultacje historyczne. Zazwyczaj udzielał ich za darmo, ponieważ odpowiedzi nie wymagały aby poświęcał czas na długie siedzenie nad księgami.
- Czego się pan napije? Kawa, herbata? Cola? Pił pan kiedyś cole? A może ognistą? Ja piję ognistą.- Mówił, prowadząc go do jadalni z której Anthony mógł mieć doskonały widok na ogród, który już kiedyś widział. Za wiele się tam nie zmieniło - idealnie przystrzyżona trawa, skalniak wokół płotu pełen kwiatów i sąsiad Isaac'a, śpiący na ogrodowym krześle. Wokół jego głowy latało kilka niebieskich ptaszków. Strażnicy, pilnujący żeby mugol miał przyjemne sny; Tuż obok stał plastikowy stół kempingowy, na którym było dużo różności, takich jak wiadro pełne czereśni, dzbanek wody czy słoiki. Nad tym wszystkim lewitowała bardzo gruba, granatowa księga. Nie zabrakło również samopiszącego pióra, które notowało coś zawzięcie. Z zewnątrz dobiegały dźwięki piosenki lecącej z mugolskiego radia.Muzyka grała bardzo głośno, a radio na baterie znajdowało się na jednym z czterech krzeseł.
- You can't hurry love, nooo, you just have to wait... - Zanucił pod nosem, znikając w kuchni która nie miała drzwi, więc mogli się słyszeć. Jadalnia w tym momencie bardziej przypominała schowek. Pod ścianą było poustawianych około dziesięć kartonów, w których znajdowały się stare wydawania Czarownicy oraz Horyzontów Zaklęć. Na stole leżało kilka wydań mugolskich gazet oraz tacka ze zrulowanym banknotem. Na ścianie wisiało stare, ruchome  zdjęcie Isaac'a z czasów Hogwartu na którym po prostu się uśmiechał. Ramka była ozdobiona barwami oraz lwem Gryffindoru.
- Naczytałem się Czarownicy i mam zamiar zrobić mały remont.- Powiedział, krzątając się w kuchni.- Panie Shafiq, dzisiaj jest pan moim gościem, także będzie pan się musiał dostosować do moich zasad, dobrze?- Ostrzegł.


RE: [31.07 | Rodzinny dom Isaaca] W ogrodzie było ćwierkliwie - Anthony Shafiq - 18.05.2024

– Och, w jak najlepszym. Tak... tak przynajmniej mi się wydaje. – odpowiedział na powitanie, nie rozglądając się za bardzo po mieszkaniu, ponieważ robił to już poprzednim razem, gdy przeskoczył po Isaaca ledwie kilka dni temu w ramach pomocy przy oględzinach pewnego mocno podniszczonego domostwa. Teraz jednak sprawa była zgoła odmienna, z jednej strony wcale nie wymagająca takich znaczących środków, jak rozmowa z własnym stażystą, z drugiej zaś... Cóż, Shafiq znał swoje obejście, znał ludzi do których miał dostęp i wydało mu się, że nawet jeśli Isaac nie jest w stanie udzielić mu pomocy, to chociaż wypełni czas swoimi opowiastkami, albo nawet utyskiwaniami na to, że Anthony za mało mówi. Te ostatnie należały niewątpliwie do jego ulubionych.

– Poproszę wodę. – Niecodzienny trunek, ale mimo najszczerszych chęci nie był w stanie zachować trzeźwości umysłu, więc dodawanie sobie zamglenia alkoholem w żaden sposób nie mogło przysporzyć mu korzyści, poza ewentualnie szybszym upływem czasu, ale gdyby zależało mu akurat na tym, to zwyczajnie by nie przychodził. Z ogólnego rozkojarzenia wybiły go dopiero słowa o zasadach. Skupił wtedy stalowe oczy na Isaacu, a mięśnie twarzy przyjęły zaskoczony uśmiech okraszony wysoko uniesionymi brwiami.
– Ależ oczywiście, że tak. Jak mniemam, zaraz mi je wszystkie wypunktujesz Isaacu? – zapytał, próbując zachować powagę.



RE: [31.07 | Rodzinny dom Isaaca] W ogrodzie było ćwierkliwie - Isaac Bagshot - 22.05.2024

- Tak, za chwilę przedstawię panu zasady. Wodę? Niech będzie woda. Ale proszę też napić się coli, jeśli wcześniej pan nie próbował tego napoju. To mugolski wynalazek i jest bardzo smaczny.- Wyjaśnił, wyłaniając się z kuchni. W rękach trzymał tace na której stały dwie szklane butelki z czarnym napojem oraz szklanka wody.- Zapraszam na ogród.- Powiedział i nogą pchnął lekko drzwi ogrodowe które były uchylone.
- Proszę się nie przejmować panem Reymondem. Zmęczył się.- Postawił tacę na stoliku i wskazał Anthony'emu krzesło, na którym mężczyzna mógł sobie usiąść.
-Robiliśmy przetwory, ale przy użyciu magii jest trochę szybciej.- Wyciągnął różdżkę i machnął w kierunku granatowej lewitującej księgi, która z trzaskiem opadła na krzesło na którym stało mugolskie radio. Wydawała się ciężka, i na pewno miała więcej, niż tysiąc stron. Wygrawerowany był na niej napis:

Isaac Bagshot
Gryffindor

Samopiszące pióro przestało notować i zniknęło, zostawiając za sobą kłębek zielonego dymu. Kolejny ruch różdżki i z wiaderka pełnego wiśni zaczęły wyskakiwać pojedyncze owoce i same drylować się w powietrzu. Pestki oraz gotowe wiśnie wpadały do osobnych wiader. Isaac ściszył również nieco radio.
- Przepraszam za zamieszanie panie Shafiq, ale nie spodziewałem się gości.- Wyjaśnił i w końcu usiadł po drugiej stronie stołu. Spojrzał uważnie na Anthony'ego. Oczywistym było, że coś jest nie tak.
- Zasady panujące w moim domu są takie, że jesteśmy dla siebie mili i szczerze odpowiadamy na każde pytanie. Mój dom to moja strefa komfortu.- Powiedział i sięgnął po paczkę papierosów która przed nim leżała. Gestem zaproponował Anthony'emu papierosa, po czym sam zapalił.- Proszę się poczęstować colą i powiedzieć, o co chciałby pan mnie zapytać.- Isaac wydawał się zadowolony oraz zrelaksowany. Patrzył na rozmówcę z nienachalnym zainteresowaniem.

Błękitne ptaszki latały i ćwierkały radośnie wokół głowy staruszka. Mężczyzna cicho pochrapywał.


RE: [31.07 | Rodzinny dom Isaaca] W ogrodzie było ćwierkliwie - Anthony Shafiq - 24.05.2024

Anthony przypatrywał się temu wszystkiemu z zaciekawieniem, jakby był w muzeum, albo innym skansenie i miał możliwość podziwiania ruchomych eksponatów. Obrazek idealnie nadawał się na akcję promocyjną "jak czarodziej z mugolem" choć nie był pewien, czy magiczne usypianie rozmówcy tylko po to, by sobie przyspieszyć magią pracę, było do końca tak etyczne jak zapewne chciałby to widzieć Bagshot. Nie zmieniało to postaci rzeczy, że cała scena bawiła go - niejako zgodnie z intencją, z powodem dla którego ze wszystkich ludzi na świecie wybrał akurat Isaaca do przeprowadzenia tej rozmowy.

Bo i owszem, był nerwowy, ale nie były to nerwy wynikające z czegoś nieprzyjemnego. Niepewność stapiała się z ekscytacją, strach z radością, to wszystko odbijało się w zaskakująco szczerych tego dnia szarych tęczówkach Anthony'ego, który też niewątpliwie miał problemy z koncentracją, bo trochę słuchał, a trochę nie tego co Isaac mówił. Dopiero na wzmiankę o byciu "miłym i szczerym" parsknął w rozbawieniu.

– Och, czyli tak jak zawsze w moim przypadku. Mimo Twojej opinii na mój temat Isaacu, nie zdarzyło mi się jeszcze być w Twojej obecności niemiłym ani nieszczerym. – Zlustrował miejsce gdzie mógłby usiąść i wyciągnął różdżkę by odpychająca falą upewnić się co do czystości tej przestrzeni. Z pewnych standardów jednak nie wypadało schodzić nawet teraz, nawet tutaj.

– Przychodzę do Ciebie z prośbą mój drogi, ponieważ wydaje mi się, że jesteś właściwą osobą, którą o to powinienem zapytać. A conto zaufania o którym tak wciąż mówimy, a które w końcu będzie szansa przetestować w walce. – odetchął głębiej dogasającym lipcem. Robienie przetworów. Czy będzie się liczyć, że i on dołożył swoje trzy grosze do tego dżemu, jeśli będzie tylko siedział i patrzył z wielką nadzieją w sercu, że drylowane czereśnie nie obryzgają go swoją czarną krwią?

– Chciałbym okazać swoje zainteresowanie pewnej osobie. – Zaczął powoli patrząc na tańczące w powietrzu owoce. Mówił wolno, bardzo dokładnie dobierając słowa.– Problem polega na tym, że po głowie chodzą mi rzeczy... tak wzniosłe i piękne jak obiekt mojej atencji. Chciałbym zamówić dla tej osoby symfonię, uwiecznić jej profil w marmurze. Chciałbym by stała się nieśmiertelna, tymczasem wydaje mi się... – westchnął, przenosząc uwagę na twarz Isaaca – wydaje mi się, że oczekuje się ode mnie zdecydowanie mniejszych gestów, bardziej... prozaicznych, jak choćby nie wiem... słoik dżemu i dobry rogalik o poranku. – Podrapał się po brodzie w zastanowieniu, odtwarzając w głowie to co udało mu się wypowiedzieć i czy miało to w ogóle sens. Choć w sprawie uczuć miał bardzo rozbudowany słownik jeśli chodziło o własne nieszczęście, to z kolei jednak na rozdziałach poświęconych szczęściu w związku było tam wcale nie zaskakująco mało utrwalonych form wyrazu. – Przyszedłem więc prosić o radę i kilka takich właśnie trywialnostek.



RE: [31.07 | Rodzinny dom Isaaca] W ogrodzie było ćwierkliwie - Isaac Bagshot - 03.06.2024

- No cóż, panie Shafiq. Może mamy zupełnie inne pojęcie o szczerości oraz byciu miłym. Ale to nic złego. Świat byłby nudny, gdyby wszyscy byli tacy sami.- Stwierdził i sięgnął po butelkę w której była cola. Napił się, obserwując jak Anthony czyści sobie krzesło. Nie miał żalu, ani nie poczuł się tym urażony. Ciężko było sprawić, żeby tak się czuł. Musiał jednak przyznać, że Shafiq bardzo często wzbudzał w nim dziwne pokłady emocji.
Nie było inaczej i tym razem, kiedy okazało się, że przyszedł tutaj po sercową poradę. Czy Isaac był do tego odpowiednią osobą? Na pewno miał w sobie duże pokłady empatii. Chyba od zawsze. Potrafił postawić się na czyimś miejscu i zazwyczaj odgadnąć, czego mogła oczekiwać od niego jego partnerka. Ostatecznie jednak i tak nie miało to znaczenia, ponieważ mimo chęci ustatkowania się, i tak zawsze wybierał zabawę. Postarał się jednak odpowiedzieć tak bardzo szczerze, jak tylko potrafił.
- Dobrze, że pan zauważył, panie Shafiq, że pańska sympatia nie przepada na wzniosłymi podarunkami. Takie prezenty czy zachowania mogą wprawiać w zażenowanie, albo powodować zmieszanie oraz dyskomfort. A osoba obdarowująca, może mieć poczucie, że obdarowywany jest niewdzięczny.- Powiedział, i upił kolejny łyk zimnej coli.- Drobne gesty, to właśnie taki rogalik z dżemem, pomoc przy codziennych obowiązkach, kupno ulubionej czekolady, przeczytanie tej samej książki żeby móc razem podyskutować, czy nawet wybranie się na mecz Quidditcha. Przy takich gestach, ma się wrażenie, że jest się częścią życia codziennego tej osoby. Dlatego, że to właśnie robią ludzie na co dzień - jedzą śniadania, czytają książki czy chodzą do pracy.- Zerknął w stronę sąsiada, aby upewnić się, czy na pewno dalej sobie drzemał.
- Ważne jest też okazywanie szacunku, nie umniejszanie, dbanie o dobrą samoocenę drugiej połówki, umiejętność powiedzenia “przepraszam”, jeśli zrobiło się coś złego. Związek to nie jest walka, która ma wyłonić tego, kto ma zawsze rację. Myślę też, że mówienie na głos o swoich uczuciach jest bardzo potrzebne - komunikacja jest ważna.- Zamilknął i spojrzał na Anthony'ego.- Ale ja się mogę mylić, panie Shafiq. Nie miałem dobrych wzorców i nadal jestem kawalerem. Wiem jednak, że każdy chce czuć się ważny i doceniany przez osobę, którą kocha. I każdy chciałby być kochany.- Uśmiechnął się.


RE: [31.07 | Rodzinny dom Isaaca] W ogrodzie było ćwierkliwie - Anthony Shafiq - 04.06.2024

Anthony uśmiechnął się rozbawiony już pierwszym zdaniem, utwierdzając się w przekonaniu, że spotkanie z Isaaciem jest rozrywką samą w sobie. Różne pojmowanie słów, och mógłby o tym mówić godzinami. O tym, że bycie miłym nie zawsze idzie w parze z byciem dobrym dla kogoś, albo łagodnym. O tym, że w trzynastym wieku, to słowo było bardzo pejoratywne, określające osoby, które po prostu są głupie i naiwne. Lekkomyślne. Znaczenia ulatywały, wzmacniały się i słabły przez wieki, a któż jak nie pisarz powinien o tym wiedzieć najlepiej? Znów szczery, czyli honorowy, czyli traktujący z szacunkiem, albo prawdomówny jako ten, który jest godny zawierzenia, którego słowa nie są poddawane w wątpliwość. Ewentualnie w krótkim rachunku sumienia, wnioskował, że tylko z tym ostatnim mógłby mieć problem, paradoksalnie przez to, że był z Isaackiem szczery, a ten odbierał jego słowa i gesty częstokroć za kpinę. Mógł oczywiście, przybrać odpowiednią maskę, aby zdobyć jego sympatie w sposób powierzchowny i błahy. Tylko po co?

Nie wdawał się jednak w dyskusje związane z semantyką i etymologią, a słuchał rady po którą przyszedł. Nie żeby go to zaskoczyło, kolejne punkta pokrywały się z przeczuciem, z opisami literatury naturalistycznej, obyczajowej, której daleko było do romantycznych, egzaltowanych eposów średniowiecza czy baroku. Anthony umiłował najbardziej XIX wiek w swym rozbuchanym afekcie, możliwe, że uciekał tam w kontrze do swojego bardzo pragmatycznie prowadzonego życia. Słuchał wodząc opuszkiem po ustach i myślał wielotorowo, zwłaszcza aspekt o rozmawianiu o uczuciach go zaskoczył, bowiem na tym polu odniósł dnia poprzedniego – w swoim rozumieniu przynajmniej – fiasko. Skrzywił się lekko i pokręcił głową w zaprzeczeniu.
– Nie... rozmawianie o tym co się czuje, mija się z celem. Nie odnalazłem zrozumienia przy poprzedniej mojej z nią tą osobą oczywiście – konfrontacji. Nie jestem pewien... co mnie bardzo niepokoi przyznam, czy słowa są odpowiednią drogą do serca. Szczerze w to wątpię. – w lekkich nerwach zaczął skubać swoją dolna wargę, pogrążając się w zamyśleniu. Słowa były jego tarczą i orężem ale zawsze ich brakło w kluczowych momentach. Z drugiej strony jednak, gdy wczoraj splótł w końcu swoją propozycję pomocy w trudnym czasie, spotkał się z odmową. Po prostu bądź. To było nader trudne. Cóż znaczyło? I czy wszystkie kolejne gesty, podarki, ofiary, nie były tym co właśnie kryło się pod odrzuconą propozycją?

... i choćbym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał...

Serce zacisnęło mu się w refleksji, że może jego uczucia nie są szczere. Tak trudno było po latach się rozeznać. Bo jak rozróżnić od siebie pragnienie, pożądanie, chęć posiadania i w końcu ten osławiony stan miłości? Buddyjskie pisma wprost mówiły, że kochać to pozwolić odejść, czy nie pozwalał na to za każdym razem, przez tyle lat? – I nie pójdę na mecz Quidditcha, to nieciekawa gra, od której obserwowania potem boli tylko kark. – dodał, chcąc odwrócić swoje myśli od nadmiernej analizy, bo przecież wszystko weszło na właściwy tor. Absolutnie nowy, nieznany, przerażający brakiem doświadczenia tor. – Byłeś w ogóle kiedyś w jakimś trwałym związku? – pytanie z gatunku impertynenckich, a przecież był ciekaw, czy Bagshot z próżnego leje, czy może miał okazję choć przez moment dotknąć czegoś co było odmówione jego najbliższym przyjaciołom. No może nie Charlotte, która jednak otwarcie nazywała miłość mamidłem upośledzającym myślenie. Nie żeby się z nią nie zgadzał, choć był pewien, że jeśli miałby jej zwierzyć się ze swojego zmartwienia, zabiłaby go śmiechem, potem zmartwychwstała w piwnicy i zabiła śmiechem po raz drugi. Nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości.



RE: [31.07 | Rodzinny dom Isaaca] W ogrodzie było ćwierkliwie - Isaac Bagshot - 06.06.2024

Isaac starał się przekazać wszystko w jak najbardziej prosty sposób. Mówił to co czuł, nie zastanawiając się nad drugim dnem poszczególnych słów. Ufał, że Anthony będzie wiedział jak w kontekście ich rozmowy zinterpretować “dobroć” czy “umniejszanie”.
Czy myślał, że kiedykolwiek jego uzewnętrznienie się w kwestiach związkowych będzie dla kogoś rozrywką? Nie. Uśmiechnął się więc lekko kącikiem ust, widząc rozbawienie na twarzy mężczyzny. Może po prostu przyszedł tutaj tylko po to, żeby zabić nudę?
- Hmm tak pan myśli? Że słowa nie są odpowiednią drogą do czyjegoś serca? “Dziękuję, że jesteś”, “wiem, że się starasz”, “tęskniłem za tobą”, “cieszę się, że mogę teraz tu z tobą siedzieć”, “robienie przetworów jest nudne, ale z tobą mogę je robić codziennie” i tak dalej…- Powiedział i zaczął przesuwać puste słoiki bliżej Anthony'ego. Wstał i podniósł jedno z naczyń, które pełne było wydrylowanych już owoców. Postawił je na stole.
- Panie Shafiq, proszę użyć łyżki i napełniać słoiki owocami. Tak do połowy.- Poprosił.- Nie znalazł pan zrozumienia, ponieważ pańska sympatia nie wiedziała co odpowiedzieć na pana wyznania? Czy może nie wie co do pana czuje?- Zapytał, siadając z powrotem na swoim miejscu i zabierając się za przekładanie owoców.- Niektórzy nie są przyzwyczajeni do mówienia o uczuciach. A zwłaszcza pokolenie wychowywane przez ludzi, którzy przeżyli wojnę. W tamtych czasach uczucia nie były w cenie. Trzeba było myśleć o przetrwaniu i zamknąć umysł, żeby psychika mogła poradzić sobie ze śmiercią bliskich. Mój tatuś…- Zawiesił na chwilę głos, marszcząc lekko brwi.- … badał ten temat, żeby zrozumieć postępowanie swojego ojca. Mi zresztą też jest to bliskie, ze względu na moja drugą książkę. Ale to tylko taka dygresja.- Powiedział i spojrzał na Shafiq'a, kiedy ten zapytał o jego związek. Nie przerwał jednak przekładania owoców do słoików.
- Byłem, ale nie chciała ze mną podróżować, więc się rozstaliśmy. To było jakieś pięć lat temu.- Powiedział.- Chętnie bym do tego wrócił. Każdy chce być przez kogoś kochany.


RE: [31.07 | Rodzinny dom Isaaca] W ogrodzie było ćwierkliwie - Anthony Shafiq - 11.06.2024

Konfrontacja własnych wniosków ze słowami Isaaca potwierdziła tylko to, że dobrze zrobił kierując do niego swoje kroki. Umysł momentalnie uciekł mu do rozmyślań o istocie słowa i o tym, jak blisko było tym rozważaniom do degustacji wina. Wino. Trunek. Alkohol. Możliwość upicia się, odcięcia od niepokojów i trosk codzienności. Możliwość spotkania się z grupą znajomych, rozluźnienia się i wspólnego śmiechu, które ów element ułatwia. Możliwość odbycia rytuału, zatopienia się w sacrum za sprawą słodkiego płynu, cierpkiego płynu, krwi, mistycznego uniesienia. Dla niego wino było opowieścią. Zawsze o kimś, o czymś, o czasie i przestrzeni, wspomnieniem, które chciało się kosztować, nowością, którą chciało się zgłębić. Był degustatorem o wyrafinowanym podniebieniu, więc dla niego barbarzyństwem byłoby mówić "białe, czerwone, słodkie lub wytrawne". Czasem słyszał też "dobre". W duchu burzył się ciężko na takie jałowe rozmowy, drażniło go to z poziomu własnego w ów trunek zaangażowania.

Tymczasem wciąż wino pozostawało winem.

Najprościej. Bez ubogaceń. Ukwieceń.

Tęskniłem za Tobą – to pozostało w uszach, to znalazło drogę do serca. Ktoś może jeść Foie Gras, ktoś powie "pasta z wątróbki". Ostatecznie chodzi o to samo. Konsumpcje.

Myśl wypuszczała pędy, rozwijała się, słuchał może tylko jednym uchem Isaaca, ale też dobrze, żeby nie powiedzieć wybitnie przez wzgląd na lata spędzone w Departamencie na przeróżnych spotkaniach, potrafił udawać że słuchał. W trzy palce ujął łyżkę i z największą ostrożnością zaczął przekładać czarną breję do słoika. Prostota komunikatów przychodziła mu z trudem też ze względu na to, że Ci z którymi musiał mieć komunikację na najwyższym poziomie po prostu znali go latami. Jedno słowo otwierało całą książkę znaczeń. Słowo... Jedno spojrzenie! Grymas! Druga osoba w mig czytała w nim jak otwartej księdze. Budowanie tego rodzaju porozumienia zdawało się niepotrzebnym wydatkiem energetycznym, nawet jeśli jakieś fundamenty były wylane pod to lata temu. Co innego jednak wyrwanie się ze swojego środowiska, osadzenie się w bajce, w marzeniu, w wyobrażeniu, co innego twarda proza... wkładania łyżki z breją do szklanego słoika.

Zamarł na moment, bo prawie mu glutek zleciał na obrus. Czuł nieprzyjemne napięcie w karku wynikające z tego tytułu, ale zmusił się do miarowego oddechu i powstrzymał drżenie dłoni.

– Nie chciała podróżować tak... – Zawahał się na moment, w zaskoczeniu wspólnego doświadczenia, pomimo tylu różnic jakie między nimi były. Te relacje też z pewnością były inne, w końcu być razem oznacza coś zupełnie innego, niż to co łączyło jego z – Nie wiem jak było... jak jest w moim przypadku. Możliwe, że oba po trochę. – Zawsze uważał, że układ między nimi jest klarowny, ale może się mylił? A co jeśli on sam nie miał słusznego rozeznania w tym jak ułożyły się między nimi sprawy? Nigdy przecież nie rozmawiali otwarcie ani o swoich potrzebach ani o oczekiwaniach. Nikt nigdy nie zgłaszał zażaleń... a może powinien? Tylko jak żalić się na coś, co uważa się za niezasłużony dar od losu, tych kilka ciepłych chwil?

– Nie myślałeś o tym, żeby do niej wrócić? Albo zamiast podróży zaproponować mieszkanie w jednym miejscu? – skinął głową w kierunku domu, zdawało się że byłoby tam dość miejsca dla jeszcze jednej osoby.



RE: [31.07 | Rodzinny dom Isaaca] W ogrodzie było ćwierkliwie - Isaac Bagshot - 15.06.2024

- A nie myślał pan, żeby zapytać wprost, panie Shafiq? "Co do mnie czujesz?" Jeśli nie wie, to zawsze można dać czas na zastanowienie się, spędzenie razem więcej czasu i lepsze poznanie się.- Mówił to, co sam zrobiłby na miejscu Anthony'ego.
- Osobiście uważam, że na ma niczego złego w tym, że ktoś nie wie co czuje i potrzebuje czasu, aby oswoić się ze swoimi emocjami. Każdy człowiek jest inny.- Miłość od pierwszego wejrzenia była bardzo przyjemnym konceptem. Wielu ludzi jednak zakochiwało się w sobie dopiero przy bliższym poznaniu. Isaac był bardzo kochliwy, ale na krótko. Nie rzucał jednak na prawo ani na lewo słowami "kocham cię". Mógłby policzyć na palcach jednej ręki, ile razy te dwa słowa opuściły jego usta.
Na pytanie zadane przez Anthony'ego, westchnął tylko. Pracował na równi z nim, zapełniając słoiki owocami.
- Straciłem już swoją szansę, kiedy od niej odszedłem. Myślę też, że nie odnalazłaby się tutaj.- Powiedział i zmarszczył delikatnie brwi, jakby nad czymś się zastanawiał.- Ja potrzebuję kobiety, która zrozumie, że są pewne sprawy w moim życiu których nie porzucę ze względu na nią. Musi mi w tym zaufać i zrozumieć, że będzie dla mnie najważniejsza, ale nie zrezygnuję dla niej z drogi którą sobie obrałem. Nie dlatego, że jej nie będę kochał. Mam swoje idee... pewne rzeczy, które chciałbym zmienić. I nie chciałbym, żeby związek był powodem, dla których miałbym z tego zrezygnować. Wolałbym też, żeby moja partnerka się w to nie mieszała.- Wyjaśnił. Kobiety kochały idealistów. Często nie rozumiały jednak, co to znaczy być partnerką lub żoną takiego idealisty.