![]() |
|
[10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (I) - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145) +---- Dział: Lake District (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=150) +---- Wątek: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (I) (/showthread.php?tid=3280) Strony:
1
2
|
[10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (I) - Norvel Twonk - 18.05.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Patrick Steward - osiągnięcie Bajarz III Powoli trzeba się było pogodzić z myślą, że Owena Bagshota nie było w Ośrodku Windermere. Nie ukrywał się w żadnym z domków letniskowych. Nie krył po krzakach. Nie kąpał w jeziorze. Nie włóczył po Carlisle, w nadziei na przeczekanie pracowników Ministerstwa Magii. Nie było go także na wyspie – bo gdyby tam się skrył, to wysłana grupa czarodziei, na pewno dałaby już jakiś znak. A nie dała żadnego. Owen Bagshot rozpłynął się w powietrzu razem ze swoimi nieumarłymi, których może faktycznie dostrzegł, albo tylko zmyślił w ramach dziwacznego żartu. Słońce świeciło jasno na niebie. Tafla jeziora złociła się w jego promieniach. Lekki, ledwo wyczuwalny wiatr poruszał gałęziami w koronach drzew. Mimo braku wczasowiczów Ośrodek Windermere pachniał życiem. Pachniał młodą trawą, rosnącymi dziko mleczami i stokrotkami, dźwięczał od bzyczenia pszczół zbierających nektar. Na pierwszy rzut oka nic nie wskazywało na to, by w tym miejscu kiedykolwiek wydarzyło się coś strasznego. A jednak się wydarzyło. Ludzie tu czasem umierali. Ludzie tu czasem popełniali zbrodnie. Ludzie tu czasem znikali. I – najpewniej – przynajmniej czasami, nie działo się tak dlatego, że powodowała nimi ludzka natura, ale maczały w tym palce jakieś inne… siły. Pozostawało jeszcze jedno miejsce, w którym mógł się ukrywać Owen Bagshot, a które do tej pory wszyscy omijali – bo najpierw nie sprzyjała ku temu pora, w której pracownicy Ministerstwa Magii pojawili się w Ośrodku Windermere a potem miejsce to wydawało się najmniej prawdopodobnym tropem. Historyk mógł być w lesie. W tym samym lesie, którego osobliwe działanie Brenna dostrzegła jeszcze w nocy, w którym również znajdowały się ruiny z wizji Peregrinusa. Byliście już na skraju lasu. Dosłownie przekroczyliście pierwszą linię drzew, gdy wszystko się rozpoczęło. Najpierw zza waszych pleców dobiegł was wrzask. - Mówiłem! Mówiłem! Mówiłem! W jakiś sposób mąż Tary Roberts, dostał się na teren Ośrodka Windermere. Isaac, najpewniej z racji na jego zawód, odwrócił się i dostrzegł go pierwszy. Mężczyzna znajdował się mniej więcej sto metrów od nich. W ręku trzymał wyciągniętą różdżkę. Wyglądał jak wariat, jak ktoś kogo desperacja miała właśnie popchnąć do popełnienia czegoś niewybaczalnego. - Nie pozwolę, żeby ktoś jeszcze tutaj zginął! Nie pozwolę! – ryknął dziko. - Noah, uspokój się! – zawołał do niego jeden z nadbiegających brygadzistów. Ale Noah nie chciał się uspokoić. Przez lata mówił, że śmierć jego żony nie mogła być dziełem przypadku. Teraz, gdy tylko wiedział się o zaginięciu Bagshota, zyskał potwierdzenie którego szukał przez lata. Tara nie popełniła samobójstwa. W jakiś sposób Tara została tutaj zamordowana. Machnął różdżką, ale gdy tylko pierwsze płomienie, które z niej wytrysnęły dotknęły krzaków, Ośrodek Windermere ożył. Słyszeli trzask rozstępującej się ziemi, gdy spod niej zaczęły się wysuwać korzenie drzew. Sięgnęły po mężczyznę, wyrzucając go najpierw górę, potem splatając się ciasno wokół jego nóg i ciskając nim o ziemię. Sebastian, Brenna, Peregrinus, Isaac i Basilius też poczuli jak ziemia drży pod ich stopami. Leśne krzaki zgęstniały nagle. Odgrodziły Sebastiana, Brennę i Peregrinusa od Prewetta i Bagshota. * Las, tak pełny życia, pachnący igliwiem, ściółką leśną i grzybami stał się ciemny i ponury, broniący wstępu i wyjścia. Ale Basilius i Isaac nie mieli jak się nad tym zastanawiać, bo korzenie które zaatakowały Noaha Robertsa, ruszyły także przeciwko nim. Dookoła nich zapanował chaos. Ośrodek Windermere ożył i pokazał swoje najgorsze oblicze. Przypominał teraz raczej wielkiego żywiołaka ziemi, niż raj, którym się wydawał przed paroma chwilami. Korzenie oplotły się wokół nóg obydwu mężczyzn i zaczęły wciągać ich pod ziemię. Ciągnęły żarłocznie - piach oblepiał im nogawki spodni, wdzierał się pod koszule i pod paznokcie, odbierał możliwości złapania tchu. I gdy wydawało się, że to już koniec, że nawet nie mieli szans na podjęcie walki, bo rozstępująca się pod naporem korzeni ziemia pochłonie ich całkowicie, spadli w dół. Leżeli na twardej, mokrej ziemi. Byli trochę poobijani, ale niczego sobie nie połamali od upadku. Przez parę sekund jeszcze widzieli wijące się nad nimi, mniej więcej dwa i pół metra wyżej, sklepienie z korzeni ale zaraz ziemia wróciła na swoje miejsce i znaleźli się w całkowitej ciemności. Z góry dochodziły do ich uszu tylko stłumione dźwięki tego, co musiało dziać się wyżej. @Basilius Prewett @Isaac Bagshot Czas na odpis do 21.05, godzina 21.00
RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (I) - Basilius Prewett - 19.05.2024 Wizyta w Carlise była o tyle pożyteczna, że po pierwsze wykluczyli obecność Owena Bagshota w tamtym miejscu, po drugie dowiedzieli się więcej o lokalnej historii, a po trzecie był prawie pewien, że ktoś tu składał kogoś w ofierze. Ah no i były jeszcze bardzo dziwne rzeczy w lesie, pełnym dziwnych niedzwiedzi i innych dziwnych zagrożeń, na którego granicy właśnie stali. Zanim jednak zdążyli wejść głębiej, nastąpiło kilka zdarzeń. Odruchowo zrobił krok w stronę biegnącego czarodzieja, chcąc jakoś go uspokoić i przemówić mu do rozsądku. Zanim jednak cokolwiek zrobił, ośrodek postanowił wziął sprawę w swoje korzenie. – Brenna!? – krzyknął, gdy zobaczył, że roślinność oddzieliła ich od reszty grupy. Na całe szczęście las był dla nich na tyle uprzejmy, że zafundował im inne rozrywki, tak by nie musieli się przypadkiem się nudzić i martwić o swoich towarzyszy. Korzenie oplotły się w okół nich i zaczęły ciągnąć do dołu, nie dając nawet szansy na próbę ucieczki i kiedy Basilius już myślał, że przynajmniej nie umrze w jakiś idiotyczny sposób, to spadli w dół, a ziemia zamknęła się nad ich głowami. No cóż. Kurwa. – Jesteś cały? – spytał Bagshota, a potem rzucił Lumos, tak by na szybko poswiecić na twarz drugidmu czarodzieja na wypadek, gdyby krwawił lub coś sobie złamał. Ciekawe, czy to właśnie w taki sposób ośrodek "pochłonął" martwe szczątki, o których opowiadała mu Brenna, czy też sytuacja, w jakiej się znaleźli była czymś jeszcze innym. RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (I) - Isaac Bagshot - 19.05.2024 Trzech muszkieterów wyruszyło w las, żeby odnaleźć Owena Bagshota. Los jednak postanowił ich rozdzielić. - Panie Roberts! - Krzyknął w stronę mężczyzny, którego śmierć żony doprowadziła do szaleństwa. Chciał go powstrzymać, porozmawiać z nim i uspokoić. Przeraził się, kiedy korzenie go obezwładniły i bezlitośnie ciskały niczym szmacianą lalką. Czy Noah to przeżyje? Isaac wyciągnął różdżkę żeby spróbować mu pomóc, jednak nie dane mu było jej użyć. Korzenie dorwały również jego, wciągając pod ziemię. Zamknął oczy, kiedy spadał na mokrą trawę. Był brudny, przejęty i chciał pomóc panu Robertsowi. -Basilius? Co tutaj robisz? Nic mi nie jest... musimy pomóc panu Robertsowi i reszcie!- Mówił, zbierając się z ziemi. Zmrużył lekko oczy, kiedy Prewett zapewnił im światło. W dłoni ściskał różdżkę i zakaszlał żeby pozbyć się piachu z ust. Spojrzał na sklepienie nad nimi i rozejrzał się po okolicy. - MUSIMY wrócić na górę!- Bał się, że korzenie rozprawiały się z reszta grupy w taki sam sposób, w jaki zrobiły to z Noahem. Musiał im pomóc! Musiał mieć pewność, że żyją. W tym momencie ta niewiedza była dla niego prawdziwym koszmarem. Użył Lumos, żeby zapewnić im jeszcze więcej światła. A co, jeśli Owen również został zaatakowany w taki sam sposób? A teraz leży gdzieś i walczy o życie? Myśli kotłowały mu się w głowie. Martwił się. RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (I) - Norvel Twonk - 20.05.2024 Płomienie, które pojawiły się na końcach różdżek Basiliusa i Isaaca oświetliły miejsce, w którym się znaleźli. Przypominało jakiś rodzaj jaskini, choć jej cała konstrukcja nie utrzymywała się wcale na skale i kamieniu a na gliniastej, ubitej ziemi i tkwiących nad ich głowami korzeniach. Pod wpływem światła korzenie poruszały się jak węże i pobłyskiwały od tkwiącej tutaj wilgoci. Jaskinia – bo tak najłatwiej było nazwać to miejsce – nie miała równego kształtu. Była koślawa i niewielka. W niektórych fragmentach już zasypana od nadmiaru napierających korzeni, w innych śliska i mokra. Kompletnie pozbawiona stalagnitów i stalaktytów (za to pełna korzeni). Raz wysoka, że mogli w niej stać prosto, gdzie indziej niska, że żeby zajrzeć dokąd prowadziła musieli się schylać a w niektórych miejscach nawet czołgać. Ale niechybnie gdzieś prowadziła. Może rozciągała się pod całym Ośrodkiem Windermere? A może prowadziła gdzieś jeszcze dalej? Isaac zobaczył przynajmniej dwie wąskie ścieżki, które mogły zaprowadzić ich dalej, może ku wyjściu z tej pułapki, w której się znaleźli? Basilius za to dostrzegł – splątane między korzeniami przedmioty: fragment materiału przypominający trochę ręcznik plażowy i jakieś plastikowe opakowanie, może takie jak to, w których mugole nosili kanapki do pracy? Och, były też piszczele. Wyglądające na bardzo, bardzo stare. Jeśli chcieli wydostać się z tego miejsca, musieli podjąć jakąś decyzję i zaryzykować jakieś działanie. Czas na odpis do 23.05.2024, godz. 21.00
@Isaac Bagshot @Basilius Prewett RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (I) - Basilius Prewett - 22.05.2024 – Tak, wiem. Zaraz się stąd wydostaniemy – zapewnił Isaaca, wyćwiczonym tonem głosu, którego używał zawsze, by uspokoić spanikowanych pacjentów. To czy wierzył, że tak będzie było już zupełnie inna sprawą. Ale nie byli ranni, mieli rożdżki, byli we dwójkę. Mieli szanse. Zerknął na "sufit". Co się działo na górze? Las odgrodził ich od Brenny i reszty. Byli bezpieczni? Ich też porwano w dół, czy może działo się właśnie coś zupełnie innego. Martwił się. – Isaacu, możesz sprawdzić, czy jesteś w stanie się stąd deportować? – Nie chciał sam tego sprawdzać z tego prostego powodu, że gdyby mu się udało, nie wiedział, czy mógłby tu wrócić, a nie chciał pozostawiać Bagshota samego. Zresztą istniała szansa, że w podziemiach przebywał ktoś jeszcze komu mogliby pomóc. Gdy jego wzrok padł na "znaleziska" Basilius mocniej zacisnął dłoń na różdżce. Oh. Świetnie. – Widzisz coś? – spytał, wbijając wzrok w bardzo stare piszczele. – Nie jesteśmy tutaj pierwsi. Mamy teorie, że działa tu jakaś klątwą ochronna, która została skrzywiona. – To by się zgadzało skoro zostali zaatakowani po tym, jak Roberts próbował podpalić las. – Najprawdopodobniej wymaga ofiar. – Isaac powinien wiedzieć, jeśli jeszcze o tym nie słyszał. Oboje powinni być teraz bardzo ostrożni. Zaczął się jeszcze dokładniej rozglądać po jaskini, w celu próby znalezienia jakichkolwiek znaków na to, że ktoś był tutaj niedawno, a jeśli był to gdzie poszedł. Lub został zaciągnięty. Rzut na percepcję [roll=Z] [roll=Z] RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (I) - Isaac Bagshot - 22.05.2024 Isaac rozejrzal się po jaskini i zmrużył lekko oczy. Na sugestię o teleportacji, spojrzał na Basiliusa. - Nie będę się nigdzie teleportował. Skoro te korzenie nas tutaj wciągnęły, to może zrobiły to samo z innymi. Może Owen tutaj jest i potrzebuje pomocy? Albo jacyś inni ludzie? Ja tutaj zostaję.- Powiedział i naprawdę nie miał zamiaru opuścić tej jaskini. Musiał się upewnić, że nie zostawią tutaj nikogo potrzebującego pomocy, lub po prostu znajdującego się w takiej samej sytuacji jak oni. Był zestresowany nie z własnego powodu, a przez niewiedzę, czy CI na górze żyją i "mają się dobrze". - Mój kuzyn prowadził badania o Athelwoldzie. Biskupie czarodzieju, żyjącym na tych terenach w XII wieku.- Zaczął, krzywiąc się nieco na widok piszczeli. Zdecydowanie las wymagał ofiar. Isaac miał nadzieję, że dla Owena nie było jeszcze za późno.- W dużym skrócie, prawdopodobnie Athelwold palił naszych na stosie, mimo że sam był czarodziejem. Ponoć spalił ostatnią wiedźmę z lasu Inglewood. Może to dlatego las się mści? Co roku 10 sierpnia w nocy mugole urządzają palenie kukły na stosie, właśnie na cześć spalenia tej czarownicy. Myślę, że Owen mógł chcieć zobaczyć to wydarzenie, dlatego z Sebastianem i Peregrinusem ruszyliśmy do lasu... Perciu miał wizję, w której jakiś auror wygrzebał z ruin kryształową czaszkę. Więc zdecydowanie miały tu miejsce jakieś rytuały.- Trzymając różdżkę w gotowości, zrobił parę kroków w stronę dwóch wąskich ścieżek, które udało mu się dostrzec. Wskazał je Basilowi. - Jesli czujesz, że chcesz się deportować, to rozumiem. Ja chcę sprawdzić dokąd prowadzi jedna z tych szczelin.- Powiedział. Chciał znaleźć innych ocalałych. Nie podkreślał jednak tego ponownie, ponieważ nie chciał żeby Basilius czuł presję. Nie musiał chcieć czołgać się pod ziemią, nie wiedząc czy wściekłe korzenie zaraz go nie zaatakują. Rozum podpowiadał, że lepiej stąd uciec, ale serce ciągnęło ku przygodzie i upewnieniu się, że nikt nie potrzebował pomocy. Isaac był gotowy aby wybrać którąś ze ścieżek. RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (I) - Norvel Twonk - 25.05.2024 Rozglądając się po jaskini, Basilius nie dostrzegł śladów nikogo żywego poza nim samym i towarzyszącym mu Isaakiem. Nie dostrzegł również śladów, by w ostatnim czasie korzenie potraktowały w ten sam sposób kogokolwiek innego niż ich dwóch. Oczywiście, mogło to być bardzo mylne pierwsze wrażenie – w końcu ręcznik plażowy czy blaszane opakowane tkwiły wplecione między korzeniami. Mogło być więc tak, że gdzieś w ścianie tuż obok Prewetta albo kilka metrów dalej tkwił jakiś niewidoczny nieszczęśnik pochłonięty przez ziemię. Coś jednak dało to rozglądanie się po jaskini – bo dostrzegł dokładnie dwie te same ścieżki, które wcześniej zauważył Bagshot. Jedna wydawała się wąska i dość wysoka – byli w stanie przejść nią – jeśli szli bokiem. Druga niska, ale szeroka, musieliby się mocno schylać by nie dotykać głowami korzeni. Obydwie prowadziły gdzieś w ciemność. Na policzek Isaaca kapnęła kropla wody a gdy uniósł różdżkę, by sprawdzić, co to takiego – okazało się, że całe sklepienie stało się mokre. Korzenie poruszały się jeszcze szybciej, spijając nagły nadmiar wody i rozprowadzając go dalej. Wyglądało to dziwnie, trochę tak, jakby wszystko w tym miejscu pozostało w jakiś sposób świadome i połączone ze sobą. Żywe? Kolejna kropla spadła w dół, tym razem na Basiliusa. Kwestia pozostawała otwarta: jeśli chcieli wydostać się z tego miejsca, musieli podjąć decyzję, którą ścieżką iść dalej. Aportacja, naturalnie, nie działała. Czas na odpis do 27.05, godz. 21.00
@Isaac Bagshot @Basilius Prewett RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (I) - Basilius Prewett - 26.05.2024 Westchnął cicho i skinął głową na słowa Bagshota. Nie że spodziewał się innej odpowiedzi, ale jednak miło by było, gdyby Isaac powiedział Jasne już znikam i rzeczywiście zniknął, tak by przynajmniej jednemu z nich nie groziło pozostanie w tych tunelach na zawsze. – Too... Chyba nieco bardziej skomplikowane – mruknął ma temat badań kuzyna Isaaca, a potem zerknął na niego, gdy ten zasugerował, by to on się deportował i bez słowa ruszył przed siebie, wybierając wyższy, ale ciaśniejszy tunel. I dopiero wtedy dokończył poprzednią myśl. – Byliśmy z Brenną i innymi w Carlise, by sprawdzić, czy tam przypadkiem nie ma twojego kuzyna. – Basilius naprawdę nie dziwił się determinacji Isaaca. W końcu sam pewnie byłby podobnie, jeśli i nie bardziej zacięty, gdyby to któreś z jego kuzynów zapadło się pod ziemię i to w dodatku być może dosłownie. – Dowiedzieliśmy się, że najprawdopodobniej próbował włamać się do krypty biskupa i że hm... To raczej nie ona była czarownicą, a on. Pewnie wybrał jakąś pechową dziewczynę, uznał, że będzie świetną ofiarą i oskarżył o czary. Musiał poświęcić ją w jakimś czarnomagiczny rytuale ochronnym, który przez jakiś czas na pewno działał, bo całe miasto zostało uchronione przed plagą czarnej śmierci. A to tak, jakbyś wylał eliksir zdzierający skórę na całę ramię, a i tak jego fragment pozostałby nienaruszony. Tylko, że jeśli rytuał wymagał odnowienia co rok, to wątpię, czy palenie kukły by wystarczyło. No i coś zdecydowanie obecnie popsuło cały czar... Kryształowa czaszka? Jaka kryształowa czaszka? Robiła coś w tej wizji? A no i jak już pewnie zauważyłeś ludzie i martwe ciała zapadają się tutaj pod ziemię RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (I) - Isaac Bagshot - 27.05.2024 Isaac przemilczał, że Owen Bagshot prawdopodobnie go nienawidził. Kiedy spotkali się nad jeziorem Windermere kilka dni temu, kuzyn zachowywał się wobec niego w bardzo nieprzyjazny sposób. Bagshot czuł jednak, że coś było nie tak. I jemu w tamtym momencie do głowy przychodziły dziwne myśli, jakoby Owen był zdrajcą i chciał na niego donieść. Dopiero w domu wrócił mu rozsądek oraz rozum do głowy. Wtedy właśnie nabrał pewności, że nad jeziorem wydarzyło się coś bardzo dziwnego. Kiedy ochłonął, chciał napisać list do Owena, żeby spotkali się w jakimś neutralnym miejscu i wyjaśnili sobie wszystkie niesnaski. Mężczyzna jednak zaginął, a jego młodszy kuzyn zdecydował zrobić wszystko co w jego mocy, żeby go odnaleźć. - Czyli myślisz, że ktoś co roku odprawia tutaj jakiś rytuał, ale tym razem coś nie wyszło? Może Owen to odkrył i zapobiegł złożeniu kolejnej ofiary? Cholera... zbyt dużo niewiadomych.- Mruknął, przeciskając się za Basilem. W dłoni trzymał różdżkę, żeby być w gotowości. Nie skarcił kuzyna za to, że próbował włamać się do grobowca. Isaac jeszcze kilka lat temu łamał prawo i robił o wiele gorsze rzeczy. Wszystko to w imię nauki, oczywiście! - Znaleźliście jeszcze jakieś ślady po Owenie? A jeśli chodzi o czaszkę, to Perek mówił, że widział w swojej wizji aurora, który wygrzebał ją z ziemi. Mówił coś o Ziemniaczku, to znaczy o Brennie. Ale widziałem ją przed chwilą całą i zdrową.- Mówił, marszcząc lekko w zmartwieniu brwi, kiedy wspomniał o dziewczynie.- Sebastian jest pewien, ze wspomnianym aurorem jest Patrick Steward. Mówił też, cholera jak tu ciasno... że kilka miesięcy wcześniej przynieśli mu podobna czaszkę do badania. Czarna magia, trupy, anomalie na bagnach oraz jakiś zjeb który zamknął duszę zmarłych w tej czaszce i czerpał z nich moce. Basil, powiedz mi, jaki jest sens istnienia czarnej magii? - Isaac potępiał ten rodzaj magii. Czarna magia nie wnosiła do życia niczego pożytecznego ani dobrego. RE: [10.08.72] Windermere. Co naprawdę spotkało Owena Bagshota (I) - Norvel Twonk - 28.05.2024 Wysoki i wąski tunel okazał się w środku również dość mokry. Na jednej ze ścian, dosłownie, widać było osadzające się krople wody. W dodatku był dość pokręcony i… cóż, po przejściu kilkunastu metrów musieli zauważyć, że raczej biegł w dół niż w górę. Kiedy Isaac przeciskał się przez wyjątkowo wąski wyłom, poczuł jak jeden z korzeni przesmyrguje się za jego plecami. Basiliusa nawiedziło silne przekonanie, że jest obserwowany. A potem przedostali się do kolejnego, większego pomieszczenia. W nosy uderzył ich smród. Bagshot poczuł, że lada moment i zacznie rwać go na wymioty. Prewett, jako człowiek, który miał już trochę styczności ze śmiercią, rozpoznał trupią woń. Taką w wyjątkowo późnym stadium rozkładu, a gdy poświecił różdżką, dojrzał… Może jednak Owen Bagshot nie kłamał, gdy wysyłał sowę do Ministerstwa Magii… Mężczyźni zobaczyli truchło żywego trupa. Te ciało nie zostało pożarte przez korzenie, ale jego części leżały rozbebeszone po całej kawernie. Zupełnie jakby przed tym, jak się tutaj znalazł, został rozciągnięty przez coś tak mocno, że aż się przepołowił, najpierw na dwie a potem na więcej części. Dalej, na końcu, znowu zobaczyli korytarz prowadzący gdzieś dalej. Isaac usłyszał też dźwięk przypominający… szum wody? Musieli się znajdować niedaleko jeziora albo jakiejś podziemnej, niewielkiej rzeki. @Isaac Bagshot @Basilius Prewett Czas na odpis do 30.05, godz. 21.00
|