![]() |
|
[08.07.72] Tell me something funny | Viorica & Leon - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [08.07.72] Tell me something funny | Viorica & Leon (/showthread.php?tid=3300) |
[08.07.72] Tell me something funny | Viorica & Leon - Viorica Zamfir - 21.05.2024 08.07.1972
Zakład jubilerski na Horyzontalnej Z dnia na dzień jej praca coraz bardziej ją drażniła. Szczególnie w tych chwilach, gdy zamiast siedzieć z tyłu przy tworzeniu nowych elementów biżuterii, zmuszona była siedzieć przy ladzie, czekając na klientów, których za pewne tego dnia wpaść do zakładu miało niewielu. Wszystko przez upały, które doskwierały nawet ciepłolubnej Vior. A już na pewno wtedy, gdy siedziała w swoim pracowniczym uniformie, który oczywiście dla zachowania elegancji i profesjonalizmu musiał zakrywać zdecydowanie zbyt dużo, jak na to, co kobieta preferowała. Wiedziała, że pierwsze co zrobi po powrocie do domu, po gotowaniu się przez te długie osiem godzin, to założenie jakiejś lekkiej sukienki i wypicie zimnego drinka. Na razie jednak mogła o tym jedynie pomarzyć. Nudziła się trochę. Trafiło dziś do niej jedynie kilka osób, które obejrzały wystawy, zapewne chroniąc się po prostu w pomieszczeniu przed palącym słońcem, po czym wyszły, jedna starsza czarownica odebrała wcześniej zamówione kolczyki i cóż, to tyle. Nic więc dziwnego, że w pewnej chwili Vior skończyła z książką w rękach. Widok za pewne zdziwiłby wiele osób, które na co dzień znały Vioricę. A jednak, przez lata pracy jako rzeczoznawca do spraw mniej lub bardziej zdobytej biżuterii musiała mieć sporą wiedzę na jej temat. Tym razem jednak przeglądała książkę, która prawiła o zastosowaniu run w technikach pieczętowania. Głupio było jej czasem się przyznać, że zwykle po prostu korzystała w swojej pracy z gotowych wzorów, zamiast tworzyć je sama, dlatego chciała ten fakt naprawić. I może trochę nadrobić to, co ściągnęła za czasów Hogwartu, zamiast się po prostu nauczyć. Wygodnie wyciągnięta na krześle przeszukiwała wzrokiem strony poszukując najciekawszych fragmentów tekstu. Jedna z nóg założona na drugą drgała co jakiś czas w nie określonym rytmie. A potem usłyszała drzonek dający znać, że ktoś właśnie postanowił znów zajrzeć do sklepu. Uśmiechnęła się sztucznie, niemal automatycznie, zaraz jednak jej wyraz twarzy stał się bardziej szczery. - Leon! Cześć, co cię do mnie sprowadza - zapytała, prostując się trochę. Odłożyła książkę na bok, tekstem do dołu, nie siląc się na żadną zakładkę. RE: [08.07.72] Tell me something funny | Viorica & Leon - Leon Bletchley - 09.06.2024 Od dłuższego czasu krążył po Alei Horyzontalnej, co jakiś czas przystając przy różnorakich witrynach sklepowych. Powodem, dla którego chodził od sklepu były zbliżające się wielkimi krokami urodziny jego matki. Potrzebował idealnego prezentu dla tej czarownicy. W pewnym momencie przystanął przed witryną zakładu jubilerskiego, decydując się chwycić za klamkę i wejść do środka. Panujące w tym miesiącu upały doskwierały również i jemu. W tym dniu nie znosił ich najlepiej, co też mógł zrzucić na karb swojej choroby genetycznej, która dała o sobie znać w tym właśnie dniu. Wyczekiwał nadejścia burzy. Potrafił jedynie przepowiadać przyszłość, a nie pogodę w danym dniu. Dostrzegając pracownicę tego zakładu, uśmiechnął się na jej widok i postanowił podejść bliżej lady, za którą siedziała wertując książkę. Widocznie ona nie była tak porywająca pod względem treści. Z pewnością mógłby polecić Viorice znacznie ciekawsze książki, którymi znacznie skuteczniej zabiłaby nudę i czas. — Cześć, Viorico! W pierwszej kolejności potrzebuję prezentu urodzinowego. Schodziłem już wiele sklepów na Alei Horyzontalnej i nie znalazłem nic odpowiedniego. Nogi powiodły mnie do twojego zakładu. Jednak nie przychodzę tylko w interesach, ale także z przyjacielską wizytą. Widocznie w dobrym momencie. — Przywitał kobietę z tym samym uśmiechem na ustach. Wytłumaczył jej wszystkie powody swojej wizyty. — Moje zamówienie może poczekać. O ile nie jest za bardzo zajęta na to aby porozmawiać ze mną przez parę chwil. — Dodał po chwili. Najlepiej rozmawiałoby się przy herbacie, jednak nie było to w dobrym tonie aby bezceremonialnie wpraszać się pracującej tu czarownicy na zaplecze. Tym bardziej, że to nie do niej należał ten zakład. RE: [08.07.72] Tell me something funny | Viorica & Leon - Viorica Zamfir - 16.06.2024 Lubiła robić błyskotki dla osób z którymi się lepiej znała, ponieważ zawsze wiedziała, na co może sobie pozwolić, a co jednak odpuścić. Dlatego uwielbiała starych i wiernych klientów, a jeszcze bardziej przyjaciół, którzy przychodziliby w jej progi. A spróbowaliby tylko gdzie indziej. Dlatego miło jej się zrobiło, gdy Leon w końcu trafił do niej w poszukiwaniu prezentu, choć mógł to zrobić wcześniej. Oszczędziłby czasu. - Następnym razem po prostu idź prosto do mnie, wiesz, że nikt ci tak nie dogodzi - wyszczerzyła zęby. Szczególnie, że dla niego była w stanie wykonać coś samodzielnie, w cenie, której nikt inny by mu nie zaproponował. Troszczyła się o tych, którzy mieli z nią dobre relacje. W różnoraki sposób, nie tylko stosując rozsądny cennik za wyroby. Dlatego gdy usłyszała, że Leon potrzebował rozmowy, wstała, przyciągnęła krzesełko z zaplecza, starając się robiąc jak najmniej hałasu, po czy ustawiła koło swojej lady, za którą usiadła wygodnie. - Siadaj i mów, jak widzisz mam dziś niespotykany ruch, najwyżej udam, że pobieram ważne zlecenie. Nie, żeby prezent urodzinowy dla twojej mamy taki nie był. - Pochyliła się nad blatem, gotowa wysłuchać, co go trapiło. Była w tym dobra, choć jej rady były, cóż, niekoniecznie należące do tych, które kierowały się czystą moralnością i normami społecznymi. Trzeba było jednak jej wybaczyć, patrząc na to gdzie się wychowała i jakie wiodła wcześniej życie. Ot, miała inne doświadczenia niż zapewne większość ludzi. Czasami to pomagało inaczej spojrzeć na swoje życie. RE: [08.07.72] Tell me something funny | Viorica & Leon - Leon Bletchley - 23.06.2024 Nie sposób zaprzeczyć słowom Viorici. Powinien od razu przyjść do niej zamiast krążyć od zakładu do zakładu. Oszczędziłby sporo czasu i sił, których posiadał ograniczoną ilość. Nie było to żadną tajemnicą, że nie mógł poszczycić się dobrym zdrowiem. W jego oczach Viorica była jednym z tych rzemieślników, którym bez obaw może zlecić wykonanie prezentu dla ważnej dla niego osoby. Nie musiał się martwić tym, że zmarnuje pieniądze na zakup nieudanego prezentu albo że nie spełni oczekiwań obdarowywanej osoby. — Na drugi raz nie popełnię tego błędu i od razu to zrobię. — Zapewnił swoją przyjaciółkę, odwzajemniając uśmiech. Przychodząc ostatecznie tutaj nie poszukiwał okazji do zaoszczędzenia paru galeonów - uczciwa praca wymagała uiszczenia stosownej opłaty, zwłaszcza jeśli otrzyma naprawdę wspaniały wyrób. Zarabiał wystarczająco dobrze, że nie musiał liczyć każdego galeona i szukać oszczędności na każdym kroku. Zresztą, na bliskich sobie osobach nie należało oszczędzać. Bardzo docenił to, że Viorica przyciągnęła za pomocą magii krzesło, na którym mógł usiąść. Od dłuższego czasu był na nogach, mając za sobą dłuższą wędrówkę po Alei Horyzontalnej i nie mogąc poszczycić się doskonałym zdrowiem odczuwał już zmęczenie. Więc chętnie skorzystał z okazji i usiadł na tym krześle. — Właśnie widzę. Właśnie, to ważne zlecenie i w takim razie wszystko się zgadza. Poza tym, że szukam prezentu dla matki to względnie wszystko po staremu. Pracuję nadal w Ministerstwie Magii i rozwiązuję problemy żywych z duchami, aczkolwiek też staram się im pomagać. A co u ciebie? Poza pracą, rzecz jasna. — Zamiast opowiadać tylko o sobie, postanowił także wyrazić zainteresowanie życiem swojej przyjaciółki. Chciał o nim posłuchać. Oczywiście, istniał temat, który chciał bardzo podjąć. — Słuchaj... podoba mi się pewna dziewczyna od bardzo dawna, ale nie umiem się zdobyć na... no wiesz, na powiedzenie jej tego. — Wyrzucił z siebie w następnej chwili. Dla niego to stanowiło poważny problem. W przeszłości, kiedy jego kuzynka stawiała mu tarota, karty wskazały korzystny dla niego układ, jednak Millie powiedziała mu coś bardzo istotnego - to, że za bardzo skupia się na swoich wadach zamiast zaletach i w tej kwestii miała rację. Za taką wadę postrzegał swoją chorobę, wszystkie jej następstwa i poczucie, że stanie się dla kogoś ciężarem. RE: [08.07.72] Tell me something funny | Viorica & Leon - Viorica Zamfir - 07.07.2024 Nie lubiła zawodzić swoich klientów a fuszerka nigdy nie wchodziła w grę, gdy każde swoje dzieło traktowała z pewną dozą miłości. Wkłada serce w to co robiła, kochała biżuterię, począwszy od kosztownych kamieni, kończąc na misternie splecionych drucikach drogocennych kruszców. Dopieszczała swoje wyroby do perfekcji, czasami dość nieoczywistej. W końcu na przykład przy robieniu podróbek ważne było także odwzorowanie pewnych skaz, bez których nawet zwykłe oko poznałoby, że coś jest nie tak. Choć mało osób wiedziało o akurat tych umiejętnościach Viorici. Czekała cierpliwie na powód, dla którego Leon postanowił z nią pogadać, jej kołysząca się niespokojnie noga jednak mogła zdradzać, że wzbudził jej ciekawość. Dała mu jednak czas na mały odpoczynek, rozumiejąc, że spacer po mieście potrafił nadszarpnąć jego liche zdrowie, którego wcale mu nie zazdrościła. Gdyby sama nie miała minimum sprawności fizycznej pewnie już dawno zginęłaby marnie na Nokturnie. Albo w końcu jej organizm nie wytrzymałby tej ilości alkoholu który w siebie wlewała. Czasami zastanawiała się, co w ogóle ludzie w niej widzą i jak bardzo mydlą sobie oczy, skoro jeszcze się z nią trzymali. Uśmiechnęła się na jego krótkie sprawozdanie z życia, zastanawiając się samej, co ma odpowiedzieć. - U mnie też nadal wszystko po staremu. Miałam co prawda na początku lata bardzo ciekawe zlecenie - w którym przypomniała sobie stare dobre czasy - ale tak nadal jak widać udaję, że nie mam ochoty wypruć żył staremu pacanowi który tu rządzi. - Ściszyła głos konspiracyjnie i uniosła zabawnie brwi. - Poza pracą już kompletnie nic ciekawego - Wyciągnęła się na krzesełku, opierając się na nim wygodnie i spojrzała w sufit, wydymając dolną wargę. A potem nagle się poderwała, słysząc w końcu o co naprawdę Leonowi chodziło. Wyszczerzyła się podejrzanie, i spojrzała na niego spod przymrużonych oczu. - No proszę, proszę. Powiesz mi kim jest najpierw? - Tak co by mogła pannę ocenić. Na wszelki wypadek, bo w końcu miłość potrafiła być ślepa. Nauczyła się tego na przykładzie swojej własnej matki. - I skąd w ogóle te opory by jej to powiedzieć? Nie wiem, nie było okazji? Masz wątpliwości? Ona jest jakaś nadęta? Przy ostatniej opcji to jednak bym odpuściła na twoim miejscu, ale wiesz, nie ja będę się z nią później użerać. - Uniosła brwi znacząco. Vior daleko było do nieśmiałej dziewczyny. A już na pewno w kwestiach bliskości z innymi, dlatego próbowała na początku do końca zrozumieć temat na tyle, ile była w stanie. RE: [08.07.72] Tell me something funny | Viorica & Leon - Leon Bletchley - 31.07.2024 Leon potrafił rozpoznać, kiedy pod maską cierpliwości kryła się ciekawość. Niejednokrotnie sam przejawiał tego rodzaju zachowanie w rozmowach z dobrze znanymi sobie ludźmi. A nawet z nowopoznanymi, jeśli zdołają go zainteresować swoją osobowością podczas rozmowy. Bywały sytuacje, w których nadmierna troska o jego nadwątlone przez chorobę zdrowie, nie wzbudzała jego wdzięczności tylko właśnie złość. W tym przypadku było inaczej - Viorica chciała dobrze i jednocześnie nie zamierzała go zagłaskać. — Czego dotyczyło to zlecenie? — Zapytał swojej przyjaciółki z nieukrywanym zainteresowaniem, licząc na opowieść dotyczącą opanowanego przez nią rzemiosła. — Powinnaś pomyśleć o pójściu na swoje... to znacznie lepszy sposób na zmianę przełożonego przy jednoczesnym utrzymaniu się w branży. Jedynym rodzajem biżuterii, jaki noszą Brygadziści, są kajdanki. — Postanowił wyrazić swoje stanowisko, będące także swoistą radą. Pozwolił sobie na swoisty żart, który oceniłby jako stosunkowo suchy. Viorica może doceni jego jakże wyszukany humor albo ciężko westchnie uznawszy że nie posiada poczucia humoru. — W miłości też nic? — Zadał swojej przyjaciółce retoryczne pytanie. Viorica nie musiała na nie odpowiadać, jeśli nie chciała mu się zwierzyć z tego aspektu swojego życia. To, że on do niej przyszedł w tego rodzaju sprawie nie czyniło tego transakcją wiązaną. — Olivia Quirke. Z mojego rocznika i domu. Nie jestem pewien, czy ją poznałaś. — Wymienił z imienia i nazwiska dziewczynę, która mu się podobała od dawna. Prawda była taka, że w tym przypadku miłość była faktycznie ślepa. — Znam ją od dawna i to sprawia, że mogę mylić romantyczne zainteresowanie nią z przyjaźnią nawet jak podoba mi się jako dziewczyna. Nie chcę też zepsuć naszej przyjaźni. Poza tym... wiesz, jak ze mną jest. Ona jest hm... wulkanem energii a moje życie jest pełne ograniczeń. Nadęta? Nieee. Jest świetna. — Starał się jak najlepiej ująć istotę tego problemu, z jakim zwrócił się do swojej przyjaciółki. RE: [08.07.72] Tell me something funny | Viorica & Leon - Viorica Zamfir - 21.08.2024 Miała pewne wyczucie jeśli chodziło o obchodzenie się z ludźmi. Musiała nauczyć się czytać ich emocje, drobne gesty i nauczyć się odróżniania uśmiechu prawdziwego od fałszywego. Dzięki temu udało jej się przeżyć wiele różnych sytuacji. Wykorzystywała to nawet na znajomych, próbując poznać, kiedy mogła lub musiała przekraczać odpowiednie granice, a kiedy należało odpuścić. Także w kwestii chuchania i dmuchania na ich zdrowie. Nie, żeby to robiła nad swoim. Zastanowiła się chwilę nad tym, co mogła powiedzieć o zamówionych przez Shafiqah przedmiotach, a szczególnie o sposobie pozyskania jednego z nich. Tak, to zdecydowanie powinna ominąć. - Dwa przedmioty, jeden będący repliką eksponatu muzealnego, pasa dokładniej - to była ta ciekawsza kwestia. Nadal nikt nie skapnął się, że w gablocie leżała podróbka, co bardzo jej schlebiało i oznaczało, że wcale nie wyszła z wprawy - drugi za to wieńcem na głowie. Zleceniodawca chciał by był wzorowany na rzeźbie, musiałam w krótkim czasie zamówić bardzo dużo odpowiednich kamieni szlachetnych i było to ciekawym wyzwaniem, bo wymagało trochę polowania na odpowiednie oferty i pociągnięcie kilku starych znajomości, ale miałam satysfakcję. Gdzie mam szkice, choć nie umywają się do gotowych produktów. Powinnam pewnie nad tym popracować, skoro coraz więcej sama projektuję, ale nie mam do końca teraz czasu. - Znów zbliżał się kiermasz i Lammas, na którym chciała ponownie spróbować się wystawić. Zobaczyć, ile tym razem ściągnie klientów. To była właśnie cześć jej prób zaczęcia pracy na własną rękę. Skrzywiła się na wspomnienie o kajdankach. - Taki rodzaj zabawek akceptuję tylko w łóżku, w innych aspektach podziękuję. - Pokręciła głową. Było kilka rzeczy, których się bała, a wylądowanie w więzieniu za swoje przewinienia było jedną z nich. - A z tym swoim biznesem, znów coś przygotowuję na kiermasz, tym razem letni. Może jak dobrze pójdzie sprzedaż, odłożę trochę na lokal, ale - westchnęła - to nie takie proste. I tanie. - Uśmiechnęła się, zastanawiając ilu osobom będzie musiała to jeszcze tłumaczyć. Nie miała zaplecza bogatych rodziców, mogła liczyć zawsze tylko na to, co sama uzbierała. A z jej tendencjami do pijaństwa i hazardu nie było to takie proste. Skrzywiła się poruszenie jej spraw sercowych, bo na tamtą chwilę jej życie miłosne przedstawiało się miernie. - Nic, powoli rozważam, czy to już czas przygarnąć pierwszego koguhara, czy jeszcze może poczekać. - Uniosła kąciki ust, pokazując, że żartuje, teraz jednak gdy Flinty znów wypłynął na morze, czasami serio robiła się samotna. Nie lubiła takich mdłych wieczorów, dlatego wolała spędzać je w barach, gdzie chociaż udawała, że nie była sama. I łatwo było znaleźć towarzystwo także na noc. Cieszyła się więc, że mogli przejść na rozmowę o życiu uczuciowym Leona, które wydawało się już ciekawsze. - W miarę ją kojarzę - odpowiedziała, bo choć dziewczyna była starsza, to miały okazję mijać się w dormitorium, nic jednak więcej. To, że nie były w bliższych kontaktach było zresztą dobrym znakiem. Nie należała do najgrzeczniejszego towarzystwa, czy to w Hogwarcie, czy też po nim. A potem mruknęła ze zrozumieniem, gdy Leon powiedział jej o swoich obawach. - Najgorzej, lubisz kogoś i musisz zaryzykować, czy postawić wszystko na jedną kartę, czy nie - nie lubiła do końca takich sytuacji, nie poza pokerem. Nie gdy chodziło o ludzi. - Nie masz nikogo, kogo możesz wypytać co wiesz, ona czuje? Z tym wulkanem energii to może nawet nie skończycie źle, ona cię trochę rozerwie, ty ją uspokoisz i wszyscy zadowoleni, gorzej, jak ona traktuje cię tylko jak przyjaciela się zrobi niezręcznie. - Przyłożyła kciuk do ust w zastanowieniu. - Chcesz bym ja ją wypytała? - zaproponowała, a w jej oczach pojawiły się psotne iskierki. Była gotowa to zrobić, a przy okazji sprawdzić laskę, czy jej nie zniszczy biednego serca jej kolegi. Tak dla upewnienia się. |