Secrets of London
[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele | Kogo oni zatrudniają do obsługi? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele | Kogo oni zatrudniają do obsługi? (/showthread.php?tid=3375)



[05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele | Kogo oni zatrudniają do obsługi? - Annaleigh Dolohov - 02.06.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

05.08.1972
Rezydencja w Oxfordshire

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=NC57WIE.jpeg[/inny avek]
Merlinie, nie spodziewała się, że ten dzień przyprawi ją o tak potężny ból głowy. Myślała, że jak normalny człowiek odstawi szopkę z mężem, porozmawia z ciotkami i wujkami, których pewnie nie spotka aż do następnego ślubu lub pogrzebu w rodzinie (a patrzą na to jak jest liczna, to spodziewała się, że nie będzie musiała długo czekać), zatańczy z jeden taniec i będzie mogła wrócić do domu.
Myliła się aż za bardzo.
Nie zdążyła jeszcze tak naprawdę ochłonąć po tym wszystkim. Nie, żeby sprawa w ogóle została rozwiązana, nie dopóki nie zaciągnie przed swoje oblicze Loretty za kudły ozdabiające tę pustą głowę.
Czekała na ten moment z utęsknieniem. Na razie jednak musiała odpocząć.
Szła więc w stronę jednego ze stolików, blada, lekko zmęczona, choć bardziej psychicznie, niż fizycznie, nie mając w tej chwili ochoty wracać do męża, który pewnie niezwykle cieszył się, że zostawiła go samego. Mógł przestać fałszywie się uśmiechać przed gawiedzią.
I gdzie ją doprowadziło życie? Do tego całego teatrzyku wypełnionego wariatami i błaznami, do których niestety, zaczynała coraz bardziej pasować. Aż skręciło ja na samą myśl.
Westchnęła cicho.
Stolik nie był wybrany przez nią przypadkowo. Już wcześniej wypatrzyła przy nim jednego ze swoich kuzynów, z którym nie zdążyła jeszcze zamienić słowa. Idealna wymówka, by usiąść i na chwilę zapomnieć o tej całej aferze.
Tak też zrobiła.
- Rodolphusie, miło cię widzieć - uśmiechnęła się, choć rówie dobrze mogła się krzywić. Zwykle jej chłodna, uprzejma aparycja została dziś lekko zaburzona. - Dobrze się bawisz? - zapytała, próbując wykrzesać z siebie choć minimum uprzejmości, choć czuła, że jeszcze chwila i wybuchnie.
Odetchnęła głęboko, wiedząc, że po powrocie do domu pewnie nie będzie w stanie się nawet ruszyć z łóżka.
Nie powinna dziś rano w ogóle z niego wstawać.
Na chwilę spojrzała na kręcącego się obok nich kelnera, by zaraz znów skierować nieobecny wzrok gdzieś na klatkę piersiową kuzyna.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele | Kogo oni zatrudniają do obsługi? - Rodolphus Lestrange - 03.06.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/2a/90/29/2a9029bbee43640e5f4edc056f54e00b.jpg[/inny avek]

- Annaleigh - Rodolphus drgnął, gdy usłyszał znajomy głos. Sam usiadł tutaj, by chwilę odpocząć, bo to, co działo się na tym weselu, było... Zaskakujące. Kapibary, bójki, jakieś krzyki ze strony wejścia - nie tego się spodziewał. Chociaż w zasadzie sam nie był pewien, czego powinien się spodziewać po weselu, na którym łączyły się rody Black oraz Rookwood. W zasadzie to brakowało tylko iskier, ognia i prawdziwego chaosu, no i może odrobiny krwi, chociaż nie był pewien, czy Rosierowi nie rozwalili nosa, więc krew może można było odhaczyć. Młody Lestrange wstał, gdy Anna podeszła do stolika. Nawet zdobył się na lekki, choć zauważalnie zmęczony uśmiech. Zupełnie jakby od rana latał tutaj i doglądał wszystkiego, a przecież każde z nich wiedziało, że to nie była prawda. - Ciebie również. Usiądź, wyglądasz na zmęczoną.
Odsunął jej krzesło niczym prawdziwy gentelman, którym w zasadzie był. Matka dobrze go wychowała i jeżeli chodzi o maniery, to były nienaganne, niezależnie od osoby, z którą rozmawiał. Ba - na pytanie czy dobrze się bawi po jego twarzy nie przemknął nawet cień grymasu, chociaż w stalowoszarych oczach nie było widać ani ulgi, ani wesołości. Z tego co Anna mogła się orientować, u Rodolphusa to była norma, zwykle chłopak był dość chłodny w obyciu i nieszczególnie pokazywał swoje emocje, szczególnie te pozytywne.
- Można tak powiedzieć - przytaknął, chociaż niezbyt szczerze. Jego odpowiedź nie wskazywała na to, żeby był zachwycony faktem, że musiał tu być. Z drugiej jednak strony nie słychać w niej było żadnego wyrzutu czy niezadowolenia, więc też ciężko było określić, jak bardzo niedobrze się bawił. - Chociaż patrząc na zamieszanie, które robią goście i co wyprawia się na parkiecie, ktoś mógłby stwierdzić, że nie bawimy się aż tak dobrze.
Cień złośliwości przemknął po jego twarzy, bo było jasne, że nie zapomni ani tej owłosionej świni, w którą zmienił się Atreus, ani bójki, która zakończyła się wywaleniem jego i Rosiera do ogrodu. O co im w ogóle poszło? Nie wiedział i w sumie to nawet go to nie interesowało.

Usiadł dopiero, gdy zrobiła to kuzynka. Wbił w nią pytające spojrzenie.
- Wydajesz się lekko nieobecna - zauważył, kompletnie ignorując kelnera, który starał się nadążyć ze zmianą brudnych talerzy na czyste i wymijaniem gości, którzy kręcili się obok stolików. Nie zwykł przywiązywać uwagi do otoczenia, a osoby zatrudnione do obsługi traktował jako element wystroju.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele | Kogo oni zatrudniają do obsługi? - Annaleigh Dolohov - 04.06.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=NC57WIE.jpeg[/inny avek]
Rodolphus zdecydowanie poprawił jej humor swoimi manierami, które były małą, miłą odmianą przy chaosie, który właśnie zostawiła za plecami. Naprawdę, te wesele zdecydowanie miało przejść do historii, patrząc na wszystkie wydarzenia, których uczestnikami byli goście. Niestety Annaleigh nie była tym razem jedynie obserwatorem, jak bywało to zwykle, miała jednak nadzieję, że teraz już najgorsze za nią.
Nawet nie wiedziała jak się myliła.
Lubiła swoje kuzyna, był inteligentny, uprzejmy i nie przyprawiał jej o ból głowy. To wystarczało.
Musiała pohamować grymas, gdy wspomniał o parkiecie, nie wyszło jej to pewnie do końca. Nie była najbardziej ekspresyjną osobą, która często wydawała się obojętną na wszystko, dziś jednak jej irytacja wykroczyła poza wszelkie skale.
Do tego stopnia, że miało powoli dość dzisiejszej gry. A jeszcze musiała przecież stąd wyjść w Vakelem, udając te całe idealne małżeństwo. Westchnęła.
- Nigdy nie lubiłam barbarzyńskich przepychanek toteż wcale im nie zazdroszczę. Chociaż, gdyby nie ewentualne skutki drinków, może bym się jednak dziś na jednego skusiła. Mój kieliszek z szampanem już dawno przepadł. - Pokręciła głową.
Rodolphus mógł być zdziwiony tym wyznaniem, Annie bowiem zapewne nigdy nie była pijana, ba, zapewne nie wiedział jej nawet lekko podpitej, mimo wszystkich rodzinnych spotkań. Widać, coś się zmieniło.
Rzeczywiście, trochę odpływała. Myślami.
Zastanawiała się, gdzie ją doprowadziło życie. Pomyślała nawet przez chwilę o Williamie, zastanawiając się, czy nie powinna mu w tej chwili zazdrościć. Nie udzielał się towarzysko, spędzał czas nad swoimi projektami i zapewne żadna rodzinna katastrofa nie interesowała go do czasu, aż nie wpłynęła konkretnie na niego i jego pasję.
Że też Annie dała się wcisnąć matce w rolę, do której czuła, że coraz mniej się nadawała.
Była chyba po prostu zmęczona.
- Mam dużo do przemyślenia - odpowiedziała w końcu Rodolphusowi, siląc się na uśmiech. Ten jednak szybko uleciał.
Może powinni jednak zwrócić większą uwagę na obsługę, szczególnie tą chodzącą z pełnymi talerzami.
W jednej chwili rozmawiali, w drugiej potknięcie jednego z kelnerów sprawiło, że zostali oblani zupą, która na szczęście nie była na tyle gorąca, by poparzyć, nie było to na pewno najszczęśliwsze wydarzenie wieczoru. Na pewno nie dla Annie.
Zerwała się z krzesła, czując jak wilgoć wnika w jej suknie. Odwróciła się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał kelner, ten jednak był już w połowie drogi do kuchni, uciekając, zamiast przeprosić i pomóc im w tej nagłej sytuacji.
- Co za tupet! - Wściekłość w jej głosie była dość wyraźna, gdy próbowała zetrzeć z siebie rosół, wraz z makaronem, który teraz spadał na podłogę. Miała ubrudzoną kreację, dekolt, oraz przedramiona. Wyciągnęła więcej chusteczek, które stały w serwetniku.
- Pójdę zaraz zgłosić ten wybryk gospodarzom, niedoczekanie, by ktoś, kto nie umie przenieść talerza i jeszcze potem zostawia ten cały bałagan pracował przy takim przyjęciu - mówiła, widocznie wzburzona. Wyciągnęła różdżkę i wyczyściła z plam suknie. Te z ciała uporczywie nie chciały jednak schodzić.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele | Kogo oni zatrudniają do obsługi? - Rodolphus Lestrange - 09.06.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/2a/90/29/2a9029bbee43640e5f4edc056f54e00b.jpg[/inny avek]
Ciężko było powiedzieć, czy Rodolphus kogokolwiek lubił. Można było zauważyć, że wszystkich stara się traktować tak samo, chociaż na przestrzeni lat widać było, że mężczyzna odczuwa coś w rodzaju silnej przynależności do rodziny. Nie było to jednak widoczne na pierwszy rzut oka: ktoś mógłby powiedzieć, że traktował kuzynostwo niemal tak samo, jak obcych. Lecz gdyby ktoś postanowił drążyć, dopytywać, szybko okazałoby się, że więzy krwi były dla niego niezwykle ważne. Czy w innym przypadku zaproponowałby pomoc Victorii? Czy gdyby tak nie było, to czy chroniłby własnego brata, który dzisiaj nie pojawił się na weselu? Wszystko to jednak bledło, skrywane za kotarami tajemnic i słynnego powiedzenia to zostaje między nami. Anna miała w jego sercu specjalne miejsce, podobnie jak reszta Lestrange'ów, chociaż co złośliwsi mogliby powiedzieć, że Rodolphus nie posiada czegoś takiego jak serce.
- Przy tamtym stoliku podają takie, które nie dają żadnych dziwnych efektów - powiedział, zerkając w stronę jednego ze stołów. Nie umknął mu jej grymas, ale nie czuł potrzeby, żeby drążyć temat. Doskonale wiedział, że kobieta miała podobne odczucia co do tego całego zamieszania, co on sam. - Oprócz klasycznych, jak upośledzenie reakcji, mowy oraz zniszczenia komórek mózgowych.
Dodał, wzruszając ramionami. Co prawda nie był całkowitym abstynentem, ale każdy wiedział, że młody Lestrange bardzo rzadko sięgał po alkohol - a jeśli się na niego decydował, to w niewielkich ilościach. W jego oczach pojawiło się pytanie: od kiedy pijesz, Anno, więcej niż jeden łyk szampana dla pokazania ludziom, że dobrze się bawisz? Nie wypowiedział jednak tych słów na głos, czując że to nie czas i miejsce na tego typu rozmowy. Na kolejne jej słowa chciał coś odpowiedzieć, ale nie zdążył.

Na chwilę zamarł, czując jak tłusta, intensywnie pachnąca ciecz rozlewa się po całym jego ciele i skórze, wnikając w nitki materiału. Chwila ta trwała może sekundę, a może dwie? Ciężko było powiedzieć, bo Lestrange wstał tak gwałtownie, że krzesło upadło, zbyt brutalnie odsunięte od swojego właściciela.
- Czy w tych czasach tak ciężko patrzeć pod własne nogi?! - syknął, mrużąc oczy. Zacisnął szczęki, podobnie jak pięści. I tak się tu dobrze nie bawił, a ten incydent sprawił, że krew w jego żyłach zaczęła krążyć szybciej i szybciej. W przeciwieństwie do kelnera, któremu krew chyba odpłynęła z twarzy.
- Ja... przepraszam! Zaraz to usuniemy! - schylił się, żeby pozbierać potłuczone talerze. Ręce mu drżały, wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać, czego Rodolphus nie zauważył, bo wyjął swoją różdżkę i spróbował wyczyścić ten cały bałagan na sobie. Na materiale i ciele wciąż jednak pozostawały ślady, chociaż mniej widoczne.
- Ciekawe jak, skoro magia wydaje się nie działać na plamy? - zapytał chłodno, wykrzywiając twarz z wściekłości. Ja pierdolę, ostatnio prawie codziennie kończył z poplamionymi ubraniami. Zaczynał mieć już tego po dziurki w nosie. Krew, alkohol, a teraz zupa - i to pewnie niedobra, skoro taka tłusta. Co jeszcze ich czekało na tym weselu?

Rodolphus miał minę, jakby miał zamiar zaraz rzucić na kelnera wyjątkowo paskudne zaklęcie.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele | Kogo oni zatrudniają do obsługi? - Annaleigh Dolohov - 12.06.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=NC57WIE.jpeg[/inny avek]
Nie mieli wspólnych rodziców, ich narodziny dzieliła ponad dekada, różnili się płcią, ale można było powiedzieć, że byli do siebie niezwykle podobni.
Annie stawiała swoją rodzinę ponad wszystkie możliwe istnienia świata, wiedząc, że tak naprawdę tylko oni mogli liczy na to, że pomoże im w każdej możliwej dziedzinie życia, potrafiąc w tym celu przejść po nie jednym czy dwóch trupach. Pozostali? Cóż, miała swoją rolę do odegrania w tym życiu i z wielu względów nie chciała jej porzucać. Jako żona celebryty musiała nauczyć się żyć tak, by wszelkie szmatławce nie mogły zniszczyć ich życia, które musiało prezentować się idealnie na kartach gazet.
Miała więc nienaganne maniery, umiała uśmiechnąć do osób, których wcale nie lubiła, angażowała się społecznie, w pracy zaś stawiała na pełen profesjonalizm.
W środku zaś wcale nie miała na to wszystko ochoty.
I robiła to wszystko dla dobrego imienia Lestrange'ów, a później Dolohovów.
Czasami miała już po prostu dość tej gierki, w którą grała całymi latami.
A jednak, nie mogła nikogo zawieść.
Zamiast tego więc angażowała się bardziej, zamiatając pod dywan i rozwiązując problemy innych z rodzeństwa. Wszystko dla zachowania ich miejsca w świecie czarodziejów.
Była jednak tylko człowiekiem. Który czasem miał głupie myśli.
Westchnęła, czując, że Rudolphus ma rację.
- Myślisz, że mają w tej posiadłości jakąś dobrą mieszankę herbat? Możliwe, że odwiedzisz mnie od złego, choć utrata tych kilku neuronów wcale nie brzmi po namyśle tak źle - potarła skroń, czując na sobie te oceniające spojrzenie.
Może wtedy wpasowałby się w końcu do reszty swojego rodzeństwa i przestała się wszystkim martwić.
Na przykład tym, że ten rosół nie chciał zniknąć z jej skóry.
Zmarszczyła brwi, widząc nieprzyjemnie wyglądające tłuste plamy, które zdecydowanie popsuły jej wcześniejsze starania, by wyglądać na tym weselu dobrze. Co nie było wcale takie łatwe, gdy miało się skórę jak papier, a para młoda zdecydowała się na dress-code, który jeszcze to podkreślał.
Zacisnęła szczękę i spojrzała wściekle na kelnera, który starał się naprawić szkody po swoim poprzedniku.
- Zapewniam, że ten incydent nie zostanie zapomniany - rzuciła sucho, pocierając jedną z plam, która zaczęła ją lekko swędzieć. Po jej minie można było wnioskować, że oficjalna skarga to najmniej, na co miała ochotę, musiała jednak się hamować.
Spojrzała na swój dekolt, czując znów irytujące zdrapania, by nagle zblednąć jeszcze bardziej, niż dotychczas.
Z plam zaczęły wyrastać… pióra. W jej wypadku białe, nie, o lekko kremowej barwie.
Zatrzymała się kompletnie w szoku, patrząc na to, jak pierze pokrywa także jej ręce, sprawiając, że wyglądała co najmniej idiotycznie. Zagotowało się w niej. Spojrzała na Rorolphusa, którego spotkał podobny los i przeniosła wściekłe spojrzenie na kelnera.
- Co to ma znaczyć? Nie dość, że zostaliśmy oblani przez niekompetentnego członka obsługi, to jeszcze ten rosół był czymś naszprycowany? Chcę natychmiast się widzieć z osobą, która za was odpowiada. Teraz - syknęła, musząc mocno panować nad sobą i tym, by nie sięgnąć po różdżkę. Najchętniej zamieniłaby winowajcę w kurczaka i wypuściła  wśród głodnych psów, wiedziała jednak, że ktoś miałby pewne obiekcje. Może nawet Pan Młody o miękkim sercu.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele | Kogo oni zatrudniają do obsługi? - Rodolphus Lestrange - 17.06.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/2a/90/29/2a9029bbee43640e5f4edc056f54e00b.jpg[/inny avek]
Zapewniam, że ten incydent nie zostanie zapomniany - czy ona zwariowała? Rodolphus spojrzał na kuzynkę ze zmarszczonymi brwiami. Jedna z nich uniosła się na chwilę, zupełnie jakby jej nie poznawał i był tą nagłą przemianą bezbrzeżnie zdumiony. Od kiedy Annaleigh była taka grzeczna? Co prawda i on nie należał do furiatów, prym w jego rodzinie wiodły chociażby bliźniaki Lestrange, lecz czegoś takiego nie można było skomentować wyłącznie za pomocą słów. I już sięgał po różdżkę, żeby wyjaśnić mężczyznę (nie tego, który spierdolił niemal od razu do kuchni, tylko tego drugiego, który akurat się nawinął i miał oberwać za kolegę - i próbował naprawić ten cały syf), gdy na swej skórze dostrzegł pióra.
- Co to, kurwa, ma być? - zbladł. A skoro naturalnie był cholernie blady, teraz musiał wyglądać jak uosobienie śmierci. Wysoki, blady, z czarnymi jak smoła włosami i w tak samo czarnym odzieniu oraz z żądzą mordu w stalowych oczach. Gdyby wzrok mógł zabijać, kelner padłby trupem co najmniej kilka razy. - I wy to zamierzaliście podać gościom?
Zapytał zimno, niemal sykliwie. Jak żmija, która spina się do skoku i tylko czeka na idealny moment, by zaatakować i wbić swoje długie zęby w ciało niczego nieświadomej ofiary. Lestrange rzadko kiedy tracił panowanie nad sobą i pewnie teraz również udałoby mu się utrzymać nerwy na wodzy, lecz widok piór wyrastających powoli z jego ciała i ciała kuzynki sprawił, że krew zaczęła płynąć szybciej i szybciej, adrenalina uderzyła do głowy i... Cóż.
- Zapierdolę cię - poinformował mężczyznę uprzejmie, wyszarpując różdżkę z kieszeni, a potem machnął nią raz i drugi, próbując zmienić gnoja w kurczaka.

Rzut na transmutację
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele | Kogo oni zatrudniają do obsługi? - Annaleigh Dolohov - 22.06.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=NC57WIE.jpeg[/inny avek]
Zaskoczenie Rodolphusa po bliższym przyjrzeniu się sytuacji powinno być mniejsze. Bo jeśli Annie broniła czegokolwiek tam samo zaciekle jak swojej rodziny, to był swój (no, nie tylko) wizerunek. Wiedziała, że wśród gości kryły się osoby współpracujące z czarodziejskimi gazetami, które z potencjalnego potknięcia z chęcią zrobiłyby kolejną aferę, która dałoby się dobrze sprzedać. Żyła z podobnymi hienami depczącymi po piętach od czasu, gdy tylko ogłoszono publicznie, że zostanie przyszłą Panią Dolohov.
Nauczyła się więc przez te parę lat robić dobrą minę do złej gry nawet w takich sytuacjach, zawsze w głowie mając myśl, że każdy zły ruch może zostać wykorzystany przeciwko niej. I o ile pozwalała sobie na wiele za zamkniętymi drzwiami, w szczególności wobec pełzających pod jej stopami pędraków, podobnych do kelnera, który postanowił wyrządzić im tak bardzo zabawny numer, tak na widoku, cóż, powściągała swoje mordercze zapędy i zachowywała spokój na tyle, ile potrafiła.
Rudolphus widać nie myślał o podobnych problemach, skoro zdecydował się jednak dać upust swoim emocjom.
Spojrzała z uniesionymi brwiami na kurczaka, który w panice machał skrzydłami, gubiąc pióra bliźniaczo podobne do tych, które wyrastały z jej ciała. Przeniosła wzrok na kuzyna, nie bardzo wiedząc co ma powiedzieć. Cóż, skoro i tak było już po ptakach…
- Z tego czegoś rosołu na pewno nie zjem. Szkoda, że teraz nie może mówić, może dałoby się od niego wyciągnąć, czego użyli. Łatwiej byłoby mi znaleźć coś, co może pomóc na ten nowy problem skórny. - Westchnęła, powoli się uspokajając, poświęcając czas, by z lekarską ciekawością spojrzeć na pióra. Pociągnęła za jedno, szybko porzucając pomysł ich wyrwania. Bolałoby jak diabli.
Kurczak miotający się pod ich nogami był irytujący, poprawił jednak trochę humor kobiety. Powinni zafundować podobny los jeszcze jednemu z kelnerów, ale na pewno nie miała zamiaru pójść do Perseusza w tym stanie.
- Kehem. Przepraszam, że zaczepiam - zaczął jeden z gości, siedzący najbliżej nich, prawdopodobnie ten, dla którego miał być przeznaczony rosół. Był blady jak ściana i pocierał swoje czoło haftowaną chusteczką. - Słyszałem, że w łazienkach koło sali balowej są przygotowane małe zestawy awaryjne, podobno jest w nich mały zestaw eliksirów pierwszej pomocy i cóż, może tam się znaleźć jakieś uniwersalne antidotum - podpowiedział, zastanawiając się, czy gdyby zjadł zupę, nie spotkałby go los o wiele gorszy, niż Annie i Rodolpa.
Annaleigh spojrzała na niego, potem w bok myśląc przez chwilę i skierowała w końcu wzrok na kuzyna, szybko zawieszając go gdzieś na jego garniturze.
- Jeśli eliksir nie był zbyt wymyślny może zadziałać - odparła, po czym skierowała się w stronę wejścia do jadalni, zdając sobie sprawę, że będą musieli w tym stanie przejść przez tłum gości.
- Proponuję znaleźć tego kelnera po godzinach pracy i wyjaśnić mu, jakie są skutki jego nieodpowiedzialnego zachowania. - Jej głos był chłodny i dało się wyczuć, że w celu wytłumaczenia tychże błędów wcale nie miała zamiaru używać słów. Przynajmniej nie tylko. - Miejmy to za sobą. - Znów westchnęła. Wyciągnęła jeszcze tylko różdżkę, by wysłać w stronę kurczaka niepozorną iskrę magi, która zapewne zapiekła go dość boleśnie w kuper.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele | Kogo oni zatrudniają do obsługi? - Rodolphus Lestrange - 27.06.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/564x/2a/90/29/2a9029bbee43640e5f4edc056f54e00b.jpg[/inny avek]

Młody Lestrange również dbał o pozory, jednak przychodziło mu to z większą łatwością, niż swojej kuzynce. W przeciwieństwie do niego za nim nie chodziły dziennikarskie hieny, a gdy któraś pojawiała się na horyzoncie - po prostu się ulatniał. To jednak nie była jedyna różnica między nimi. Rodolphus był młody: bardzo młody. Na tyle młody, że wciąż w jego żyłach płynął gniew i bunt, chociaż wielu uważało, że duszę ma tak starą, jak jego dziadek. Lata młodzieńczego buntu zostały błyskawicznie zdławione, gdy tylko ogłoszono jego zaręczyny, a mu dobitnie przekazano, że ma się zachowywać. Jak dziedzic, jak duma rodu. Inaczej niż jego kuzynostwo, przynajmniej jeśli chodzi o kilka osób. Teraz jednak wydawało się, że coś w nim pękło. Czy jeszcze rok temu nie zareagowałby podobnie do Anne? Czy nie oburzyłby się, grożąc że zgłosi wszystko Perseusowi, z którym byli przecież praktycznie rodziną? Być może.

Teraz jednak stał nad kelnerem, który zmienił się w kur(w)ę, a jego usta wygięły się w szerokim, złośliwym uśmiechu. W stalowoszarych oczach błysnęła mściwość i satysfakcja, widoczna co prawda tylko przez moment, lecz była tak żywa i namacalna, że gdyby tylko kuzynka wyciągnęła w jego stronę rękę, na pewno byłaby w stanie ją pochwycić. Lestrange sam zbliżył się do kuzynki, uprzednio chowając różdżkę. Dał tym samym znak, że już koniec wygłupów, a jego twarz wygładziła się, przybierając normalny, zwyczajny dla niego wyraz.
- Ponoć kurczaki biegają jeszcze kilka minut po tym, jak odrąbie się im głowę - szepnął, nachylając się do niższej od siebie kuzynki, tak by jego słowa były usłyszane wyłącznie przez nią samą. Jego dłoń powędrowała do przedramienia kobiety, by musnąć pióra, które wyrosły ze skóry. Zmarszczył brwi. - Perseus powinien wiedzieć.
Powiedział, przenosząc wzrok na jednego z gości. Czy widział całą scenę? Och, na pewno. Czy powinien być im wdzięczny, bo zapewne sam by zmienił się w kuraka? Jeszcze jak. Powinien ich całować po stopach za to, że pozbyli się problemu bo strach pomyśleć co by się stało, gdyby mężczyzna spożył rosół.

Rodolphus kiwnął mu głową w podziękowaniu. Zanim jednak pozwolił kuzynce przejść przez salę pełną gości, zdjął marynarkę.
- Co tylko sobie życzysz, moja droga - odpowiedział z lekkim uśmiechem, zarzucając materiał odzienia na ramiona Annaleigh, by zakryć jej ręce z piórami. Nie chciał, by ktokolwiek widział ją w takim stanie. Jak już zostało zauważone: to ona była na świeczniku, nie on. Jeśli ktokolwiek go rozpozna, to najpewniej zrezygnuje z opisania ze szczegółami jak wyrastają mu pióra z ciała. Bo przecież był nikim ważnym, dbał o tę reputację przez lata. A czarodzieje żądni plotek nie interesowali się nikim ważnym. Być może jednak im się upiecze, bo kuzynka posłała w stronę biegającego kurczaka iskrę. Na ten widok nie mógł powstrzymać parsknięcia. Nie mogli się siebie wyprzeć - i nie chodziło tutaj o wygląd, a o charakter. Mściwy, złośliwy, nawet jeśli z pozoru byli chłodni i zdystansowani.

Lestrange puścił kuzynkę przodem, pozwalając by otoczyła się jego za dużą marynarką. Musieli przejść przez całą jadalnię, do toalet, ale to nic - na szczęście Anne była opatulona ubraniem, a on miał długie rękawy, więc problem piór dotyczył w zasadzie wyłącznie dłoni. Zaczynały go okropnie swędzieć, to było naprawdę nieprzyjemne uczucie. Na dodatek nie mógł schować ich do kieszeni, bo materiał spodni był zbyt ciasny - naruszał cienkie lotki i bolało jak diabli.
- Oby poskutkowało - mruknął tylko, otwierając drzwi do męskiej łazienki. Koszyczek ratunkowy... Kto by pomyślał, że będzie musiał z niego korzystać? - Jebane wesela.
Mruknął tylko do siebie, zerkając na etykietę fiolki z eliksirem. Zastosował się do niej, a pióra powoli zaczęły luzować swój nacisk, by w końcu opaść na podłogę. Całe szczęście, że nikt nie zdążył tu wejść, zanim Lestrange nie opuścił pomieszczenia, tym razem już bez piór. Ale resztkę eliksiru zabrał, tak na wszelki wypadek. Czekał na Anne, chciał wiedzieć czy i jej się udało. No i musieli spruć się do Perseusa, który właśnie zajadał się tortem, z tego co Rodolphus słyszał.


RE: [05.08.72, Oxfordshire] Czarne wesele | Kogo oni zatrudniają do obsługi? - Annaleigh Dolohov - 07.07.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=NC57WIE.jpeg[/inny avek]
Czasami zazdrościła tej możliwości pozostania w cieniu. Mierzwiło ją to jak łatwo mogła stać się ofiarą plotek i jak łase na informację z jej życia bywało społeczeństwo, szczególnie, gdy pojawiła się z mężem u boku. A najgorsze było, że ludzie nie kojarzyli jej jako Annaleigh. Nie, patrząc na nią widzieli nikogo innego jak żonę Dolohova. Była oceniana przez pryzmat męża, a jej zachowanie wpływało na jego reputację, która przecież i tak była najważniejsza.
Czasami naprawdę zastanawiała się, czy jej matka wręczając ją fiolkę z eliksirem miłosnym w ogóle miała na względzie jej dobro, jak zawsze zakładała, czy było to jedynie kłamstwo. I wszystko rozchodziło się jedynie o pieniądze i korzystne powiązania, do których można ją było wykorzystać.
Czy bez małżeństwa mogłaby być jednak szczęśliwsza?
W tej chwili była gotowa przyznać, że tak, za późno jednak zaczęła zdawać sobie z tego sprawę. Miałaby z głowy tak wiele problemów, mogłaby całkowicie oddać się swojej pasji, mogła odpuścić wszystkie te wizyty na przyjęciach pełnych fałszywych uśmiechów, nudnych rozmówek i mogła upiec tego przeklętego kurczaka, zamiast jedynie go postraszyć.
A jednak, brała kolejny głęboki wdech, próbując całą sytuację znieść z taką ilością gracji, jaką można było emanować w chwili, gdy porastało się kurzymi piórami.
- Obsługa w tym domu i tak widać nie ma nic w tych swoich czaszkach, nie byłaby więc to zbyt duża strata. Najwyżej kolejna atrakcja, niewiele odbiegająca od tych, jakie są tu zapewniane. - Mówiła chłodno, choć gdzieś na jej twarzy błąkał się nikły uśmiech. Skinęła głową, już wcześniej planując pójść do gospodarza i poinformować go nie tylko o aferze kurczakowej, ale może i o tym, jak łatwo udało się wkraść na przyjęcie samozwańczemu asystentowi Vakela. Ot, dla poprawy ewentualnych następnych przyjęć, które postanowi zorganizować świeżo upieczone małżeństwo. 
Sama na miejscu Vespery i Perseusza pilnowałaby wszystkiego tak, by nic nie odbiegło tego wieczora od perfekcji. Oni widać mieli inne podejście.
Skinęła z wdzięcznością, gdy Rodolphus użyczył jej swojej marynarki, posyłając mu szczery uśmiech.
- Dobrze wiedzieć, że można jeszcze liczyć na tym świecie na odrobinę dobrych manier. Widać jest jeszcze nadzieja dla tego rodu. - Westchnęła, myśląc o swoim rodzeństwie, które przyniosło ostatnio w większości kłopoty. Miło było czuć się raz na jakiś czas tą, którą ktoś się zaopiekował, a nie, jak zwykle bywało, na odwrót.
Przemykała przez salę bokiem, otulając się materiałem, który na całe szczęście zasłonił miejsca pokryte pierzem. Miała nadzieję, że nikt, poza oczywistym świadkiem całego zdarzenia, nie widział jej w tym stanie. Najgorszy byłyby ten biegający ze swoim aparatem reporter, zdawało się jednak, że zamieszanie na sali zdecydowanie przyćmiewało ich mały marsz wstydu.
Rozstała się z kuzynem przed damską łazienką, wchodząc do niej, jeszcze mocniej przyciskając do skóry marynarkę. Wzrokiem odszukała stojące niedaleko umywalek buteleczki, niemalże od razu rozpoznając wspomniane wcześniej antidotum. Przyjrzała się jego konsystencji, uznając je za znośne, choć sama pewnie wykonałaby lepsze, po czym na próbę polała nim kawałek skóry. Widząc, jak te powoli odpadają, zabrała się do skrupulatnego pozbywania się całego zdobytego upierzenia.
Czuła się zmęczona. Nie tylko tym dniem, ale chyba powoli wszystkim, co się wokół niej działo.
Różdżką pozbyła się piór, które spadły na podłogę, odłożyła resztę eliksiru na miejsce, czując, że może się jeszcze komuś ono przydać, po czym wyszła z łazienki, marynarkę niosąc już przewieszoną przez ramię.
Dostrzegła stojącego już przed ubikacjami Rodolphusa i oddała mu jego część garderoby.
- Dziękuję, na szczęście udało się opanować sytuację. U ciebie mam nadzieję eliksir też zadziała? - zapytała, marszcząc brwi, doszukując się niemalże lekarskim spojrzeniem ewentualnych pozostałości przeklętego rosołu. Nie widząc żadnych westchnęła, potarła skroń i spojrzała na salę, wyszukując wzrokiem pana młodego.
- Myślę, że czas zgłosić drobne zażalenie co do jakości służących dziś nam person. - Przygryzła policzek, po czym wyprostowała się i z całą godnością jaką potrafiła przywołać ruszyła w głąb sali.

Koniec sesji