Secrets of London
[10.07.72] Mama wie najlepiej - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [10.07.72] Mama wie najlepiej (/showthread.php?tid=3433)

Strony: 1 2


[10.07.72] Mama wie najlepiej - Charlotte Kelly - 17.06.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - osiągnięcie Piszę więc jestem - Jessie Kelly

– Nie, absolutnie nie żółta. W żółtym prawie nikt nie wygląda dobrze i mówię to jako była Puchonka. Do mnie pasuje, oczywiście, ale ja wyglądam dobrze w absolutnie wszystkim, nawet w worku na ziemniaki. Nie żebym szukała dzisiaj worka na ziemniaki.
Pierwsze zdania Charlotte adresowała do swojego syna, który właśnie przymierzał koszulę. Żółtą koszulę. Ostatnie rzuciła na wszelki wypadek do Madame Malkin, jakby podejrzewała, że ta naprawdę postanowi zaraz przynieść worek na ziemniaki, żeby sprawdzić, czy Charlotte Kelly będzie w nim wyglądać dostatecznie dobrze.
Wzrok Charlotte przesunął się po regałach i po wieszakach. Westchnęła nieco – nawet po tylu latach szkoda jej było, że nie może już wszystkich ubrań kupować u Rosierów. Niektóre owszem, ale braki w garderobie uzupełniali jednak w pierwszej kolejności tutaj. Oczywiście, wybierając te z wyższej półki, nie byli w końcu biedni. Ale och, te stroje nieszyte na zamówienie, rzadko miały w sobie „to coś”. Charlotte jednak miała dość rozsądku, by nie wygłaszać takich opinii na głos przy krawcowej – w końcu czasem znajdowało się tutaj prawdziwe perełki, i nie chciała jej do siebie zrazić.
Udawanie miłej miała opanowane w końcu do perfekcji.

– Niech pani nie bierze tego do siebie, krój jest bardzo udatny, ale kolor absolutnie nie pasuje do cery mojego syna. Może to samo w czerwonym lub zielonym kolorze? – zastanowiła się, mierząc Jaspera Kelly’ego spojrzeniem od stóp do głów.

Powód jego męczarni pod tytułem „ten dzień spędzam z mamą na zakupach, a potem może jeszcze pójdziemy do kawiarni” był prosty. Po pierwsze, mógł sobie być dorosły, ale na kolorach to nie znał się absolutnie, i na ubraniach jej zdaniem też nie, a przecież jej najstarsze dziecko musiało prezentować się odpowiednio. A szykowało się kilka okazji, na które mógł potrzebować odpowiednich koszul czy szat. Po drugie, miała zamiar kupić parę rzeczy dla siebie: potrzebowała nowej sukienki, nie na specjalne okazje, a wyjścia na miasto, i koniecznie nowych butów, a poza tym nowa szata do pracy, i po to ma się syna, by nosił za ciebie ciężkie rzeczy (i podobno jeszcze dlatego, że kocha się swoje dzieci, ale jedno nie wyklucza drugiego, prawda?). Po trzecie, Jonathan miał niedługo urodziny, więc Jasper powinien dać coś ojcu chrzestnemu, także dobrze, by rozejrzał się po sklepach (z mamusią, która zawsze wie najlepiej, u boku, nie żeby planowała mu dyktować, co ma kupić Jonathanowi, ale kupowanie prezentów Selwynowi było jak misja wojenna, więc była gotowa służyć radą i światłym przewodnictwem, gdyby syn dostał załamania nerwowego podczas tej jakże trudnej misji).


RE: [10.07.72] Mama wie najlepiej - Jessie Kelly - 17.06.2024

Jasper lubił czasami nie zgodzić się ze swoją matką tylko po to, by trochę się z nią podrażnić, oczywiście bez zbędnych świadków i raczej w mniej istotnych sprawach, także w tym momencie, przeglądając się w lustrze w przymierzonej koszuli (żółtej), w głowie miał już coś do powiedzenia, ale tu musiał przyznać matce rację - żółty to nie był jego kolor. Czy mógł to być jeden z powodów, dla których Tiara nie przydzieliła go do Domu, który wcześniej zdominowała Charlotte?

-Wciąż zadziwia mnie, jak udało ci się wytrzymać te siedem lat, ubierając się tak samo, jak inni - powiedział, odwieszając nieszczęsną koszulę.-Siedem lat, dzień w dzień nosić taką samą szatę, jak mnóstwo innych dziewcząt. Jak udało ci się to wytrwać?

Nie wątpił, że Charlotte wtedy jeszcze Crouch znalazła w szkole sposób, by wyróżniać się w tłumie i z pewnością wyglądała w szacie lepiej, niż wszystkie te pozostałe dziewczęta, ale tę uwagę postanowił zachować jednak dla siebie.

Podszedł do jednego z wieszaków, by samemu przejrzeć oferowane przez Madame Malkin, podczas gdy jego matka rozmawiała z krawcową. Jego męczarnie pod tytułem "ten dzień spędzam z mamą na zakupach, a potem może jeszcze pójdziemy do kawiarni” trwały... długo... i Jessie wciąż nie znalazł nic, co uzyskałoby aprobatę jego matki, która przecież na ubraniach znała się o wiele lepiej, niż on, jak twierdziła.

Czy jej zakupy z Ritą wyglądały tak samo, czy może wobec swojej jedynej córeczki Charlotte była bardziej wyrozumiała?

Madame Malkin wróciła z dwiema nowy i koszulami, w tym samym kroju co ta, którą zgodnie odrzucili i... Na twarzy Jessiego pojawił się grymas na widok wręcz ohydnego koloru jednej z nich. Taki... Nawet nie wiedział, w jaki sposób miał określić ten kolor, nie używając słów, wzbudzających obrzydzenie. Czy jego matka naprawdę miała zamiar ubrać go w coś takiego?

Wziął jednak od krawcowej ubrania, odwiesił je na pusty wieszak, by zwolnić ręce i nałożył pierwszą z nich, właśnie tę w obrzydliwym kolorze. A może to był ten kolor, który widział inaczej i dla innych nie wyglądał on tak źle?

-I jak? - spytał, zapinając guziki i rozkładając ręce, by zaprezentować się matce.

Druga koszula, którą przyniosła krawcowa, wyglądała już o wiele lepiej, miała ładny kolor zieleni. A może by tak przymierzyć niebieską? Chyba nawet widział na wieszaku taką w barwie granatu. W końcu w szacie Ravenclaw wyglądał całkiem dobrze, skromnie mówiąc.

-Ma Pani może na zapleczu jakiś worek po ziemniakach? Chciałbym zobaczyć moją mamę w takim - pochylił się do Madame Malkin, zerkając na matkę ze złośliwym uśmiechem. -Może znaleźlibyśmy do tego jeszcze jakieś buty i torebkę?

No i musiał jeszcze rozejrzeć się za czymś dla swojego ojca chrzestnego.




RE: [10.07.72] Mama wie najlepiej - Charlotte Kelly - 17.06.2024

Mogłoby się wydawać, że ktoś o tak mocnym charakterze jak Charlotte, może łatwo swoje dzieci zmiażdżyć. I pewnie coś w tym było, ale to nie tak, że oczekiwała, że nie będą wyrażały swoich poglądów – w końcu ona oczywiście wiedziała najlepiej, ale bardzo nie chciałaby, aby jej potomstwo było miałkimi osóbkami bez charakteru.
Acz gdyby Jessie nie zgodził się z nią teraz, i oświadczył, że w tej żółci wygląda doskonale, Charlotte mogłaby załamać się zupełnie, zrozpaczona absolutnym brakiem gustu swojego ukochanego synka.
– To było bardzo trudne przeżycie. Jedno z najtrudniejszych w Hogwarcie. Ratowały mnie oczywiście weekendy w Hogsmeade, wtedy czasem udawało się założyć pod szatę coś innego, i pozbyć się samej szaty. Poza tym były jeszcze fryzury i dodatki. Spinka, szalik, apaszka… – wyrecytowała Charlotte, uśmiechając się lekko do swoich wspomnień. – Twój chrzestny cierpiał dużo bardziej ode mnie. Jemu ciężej było robić każdego dnia nową fryzurę – uzupełniła, a w jej tonie pobrzmiewała satysfakcja.
Zacmokała i obeszła Jaspera, oglądając ze wszystkich stron. Koszula była czerwona, on więc nie mógł odpowiednio docenić barwy, ale zdaniem pani Kelly bardzo ładnie korespondowała z ciemnymi włosami jej syna. Uważała ogólnie, że najlepsze, co mogło spotkać dzieci, to wdanie się w nią, ale nie cierpiała jakoś mocno, że akurat włosy Jasper odziedziczył po tatusiu.
– Doskonale – stwierdziła. – Weźmiemy ją, ale musisz obiecać, że nigdy nie założysz jej przy Jonathanie. Za bardzo by się cieszył, widząc cię w czerwieni. Spróbujmy też zieloną – zarządziła, wpychając mu w ręce tę drugą, zieloną właśnie, zdobioną przy rękawach. Gdyby chciał mierzyć niebieską, cóż, jego decyzja, ale przewróciłaby pewnie oczyma, że znowu niebieski i ileż można. Ale przynajmniej nie był to czarny. Faza na czarne ubrania szczęśliwie ominęła jej dzieci.
Jej wyraz twarzy stwardniał nieco, kiedy Jasper poprosił o wręczenie jej worka ziemniaków. No doprawdy!
– Pani Malkin – oświadczyła iście królewskim tonem. – Proszę mi znaleźć jakiś worek. Niekoniecznie na ziemniaki. Zaraz udowodnię mojemu synowi, że nawet w takim mogę wyglądać doskonale.
– Pani mówi poważnie? – zapytała sprzedawczyni, mrugając oczyma ze zdumieniem.
– Oczywiście, że tak. Poza tym pasek i… Jessie, kochanie, na co czekasz? Idź do przymierzalni, zmierzyć tę zieloną koszulę.


RE: [10.07.72] Mama wie najlepiej - Jessie Kelly - 17.06.2024

Może jednak powinien był się z matką nie zgadzać i zarzekać się, że ta żółć idealnie do niego pasuje? Że podkreśla ciemną barwę jego oczu? Że idealnie komponuje się z jego jasną skórą? Albo, że uwydatnia jego piegi? Oczywiście, nic z tych rzeczy nie było prawdą i Jessie prędzej sam nałożyłyby worek po ziemniakach, niż tę nieszczęsną koszulkę w barwie słoneczka, ale mina matki, którą widział już w swojej wyobraźni, byłaby tego warta. Koszula, oczywiście, wylądowałaby później na dnie szafy, albo gdzieś w śmietniku, bez żadnych dowodów, że poza sklepem Madame Malkin Jasper nałożył na siebie coś takiego. Bo faktycznie, żółć kompletnie do niego nie pasowała.

-A ile razy pomylono cię z inną dziewczyną? Wiesz, bez tych wszystkich dodatków, zapewne wyglądałaś jak każda inna uczennica, czyż nie? Zastanawiam się ile razy wuj Anthony albo wuj Morpheus zagadali do innej dziewczyny, myśląc, że byłaś to ty. Hm... - zamyślił się, śmiejąc cicho i przeglądając się w lusterku. -Biedny wujaszek Johnatan.

Niestety, "czerwony" był jednym z tych kolorów, które on widział inaczej i dla niego prezentował się po prostu ŹLE, więc w tej kwestii musiał się zdawać na zdanie matki, siostry albo innych ludzi, inaczej zapewne nikt by go w tym kolorze nie zobaczył.

-Właściwie to myślałem, żeby ją nałożyć właśnie na urodziny wujaszka - powiedział, poprawiając jeszcze kołnierz zaakceptowanej koszuli i zaczesując palcami włosy do tyłu. Jeden z kosmyków uwolnił się spomiędzy jego placów i opadł na jego czoło. -Tak, to zdecydowanie bardzo dobry pomysł, mamo. Dlaczego nie wpadłem na to wcześniej?

Odebrał od matki zieloną koszulę i sięgnął jeszcze po tę drugą, bez zdobień, w głębokiej barwie granatu, bo czemu nie? Może powinien jeszcze wziąć białą?

Czy spodziewał się, że jego matka poprosi o ten worek tylko po to, żeby udowodnić swoją rację? Oczywiście. W końcu to była Charlotte Kelly. Ona zawsze musiała mieć rację.

Czy chciał to oglądać? TAK! Nawet jeśli okazałoby się, że jego matka miała rację i nawet w takim stroju potrafi wyglądać perfekcyjnie, to nadal - Charlotte Kelly w worku na ziemniaki. To był widok, dla którego warto byłoby nawet umrzeć.

-Zdecydowanie, Madame Malkin - dodał, kiedy krawcowa zetknęła jeszcze na niego po wysłuchaniu żądania kobiety. -Och, oczywiście, że uważam, że wyglądałabyś w takim stroju wręcz wyśmienicie, mamo. Myślę, że byłby to wprost idealny strój na urodziny wuja Johnatana. Przyćmiłabyś kreacje wszystkich kobiet, które by zaprosił.

Chciał to już zobaczyć. Szkoda, że nie miał nic, poza swoją pamięcią, żeby ten moment utrwalić. Ciekawe, czy jego wujowie i rodzeństwo uwierzą mu na słowo, kiedy im o tym opowie.

Zaraz zniknął w przymierzalni z tą zieloną koszulą.




RE: [10.07.72] Mama wie najlepiej - Charlotte Kelly - 19.06.2024

- Jasperze Erneście Kelly, chcesz mnie doprowadzić do zbrodni dzieciobójstwa, prawda? - spytała Charlotte, unosząc na niego wzrok znad przeglądanych koszul. W jej głosie brakowało jednak prawdziwej złości, pewnie dlatego, że uznała, że syn tylko się z nią droczy. - Oczywiście, że nie wyglądałam jak one. A chłopcy nawet gdyby zapomnieli jakimś cudem, jak wyglądam, łatwo by mnie znaleźli. Wystarczyłoby, żeby podeszli do najładniejszej.
Ciężko było osądzić, gdzie w przypadku takich wypowiedzi Charlotte zaczyna się żart, i kiedy mówi zupełnie na serio. Na pewno miała o sobie niesamowicie wysokie mniemanie i jeśli nawet w szkole nie była najpiękniejszą dziewczynką, to wierzyła w to szczerze i wtedy, i teraz. Do tego stopnia, że prawdopodobnie wyprała mózgi otaczających ją osób (i to bez magii!), tak bardzo, że oni też w to uwierzyli. Nazwisko, upór, wygląd i odpowiednie znajomości, a przede wszystkim absolutna bezlitosność pozwalały na utrzymanie tytułu szkolnej królowej pszczół.
- Nie jestem pewna, czy teraz chcesz zrobić to mi na złość, czy próbujesz mnie odwieźć od jej zakupu - stwierdziła Charlotte, składając koszulę. Oczywiście, że ją kupi. I oczywiście, że przypadkiem ta zgubi się w praniu akurat, gdy będzie zbliżała się data, w której Jonathan miał urodziny.
Charlie naprawdę lubiła stawiać ma swoim. W ten czy w inny sposób. W tym przypadku przypominała swoją matkę, chociaż była nieco sprytniejsza od niej. Ale cóż, równie uparta.
Tak samo jak z tym nieszczęsnym workiem.
Jessie został więc wepchnięty do przymierzalni z szatą i koszulą, a Charlotte, z ogniem słusznego oburzenia w oczach (ona miałaby w czymś źle wyglądać!), otrzymała od Madame Malkin worek. Oczywiście, to nie tak, że zamierzała założyć worek sam w sobie - w końcu liczy się styl, jak uparcie powtarzali Rosierowie.
Nie była krawcową. Ale ciachnęła zaklęciem górę worka, tworząc coś na kształt tuniki, odsłaniającej ramiona oraz nogi. Bardzo krótkiej tuniki. Pasek posłużył do owinięcia się w talii, bo co to za krótka sukienka, która nie jest odpowiednio obcisła, a potem jeszcze przy pomocy madame trzeba było zwężać górę, by worek nie spadł.
Charlotte rozpuściła włosy, po czym wyszła z przymierzalni, bardzo zadowolona z siebie, bo to był wciąż worek, oczywiście, ale co z tego, co nosiła, skoro miała takie nogi?
– Może przyjdę tak z wizytą do twojej pracy? – zaproponowała, kiedy dołączył do niej syn, obracając się przed nim. – Wspomnę twoim współpracownikom, że sam wybrałeś mi tę sukienkę, i że przyszłam, bo zapomniałeś kanapek z galaretką, a przecież kanapeczki z galaretką od mamusi są najlepsze, i mój synek musi je mieć codziennie w pracy, żeby rósł duży i zdrowy.


RE: [10.07.72] Mama wie najlepiej - Jessie Kelly - 19.06.2024

Kiedy rodzic woła cię pełnym imieniem, zamiast zdrobnieniem - jest źle. Kiedy dodaje do tego nazwisko - masz kłopoty. A kiedy pojawia się jeszcze drugie imię...

Jessie zaśmiał się cicho z reakcji matki. Oczywiście, że Charlotte nie mogła wyglądać, jak pozostałe dziewczęta, a nawet gdyby jej przyjaciele jakimś cudem pomylili ją z kimś innym, szybko by im przypomniała, dlaczego była jedyna w swoim rodzaju.

-Nie zabiłabyś mnie. Kto by ci wtedy nosił te wszystkie ciężkie torby?

Było to pytanie retoryczne, bo z całą pewnością Charlotte wskazałby niejedną osobę, która bardzo chętnie zajęłaby miejsce jej najstarszego syna i ciągnęłaby za nią nawet cały powód ciężkich toreb z szatami, sukienkami, butami i wszelkiego rodzaju akcesoriami, które wpadłyby kobiecie w oko. Nie kłopotałby się nawet zaprzęganiem testrali w obawie, że Charlotte mogłaby je zobaczyć i jeszcze na jej pięknej twarzyczce pojawiłby się grymas i nigdy więcej nie poprosiłaby go o żadną przysługę. Czy faktycznie znalazłby się ktoś taki - z pewnością tak, ale Jasper podejrzewał, że jego matka mogłaby mu teraz wyciągnąć całą listę nazwisk (niekoniecznie należących do żyjących osób, które znała) tylko po to, by mu dogryźć.

Czasami zżerała go trochę zazdrość, że jego młodsza siostrzyczka odziedziczyła niektóre cechy po ich matce i nawet nie chciała się z nim niczym podzielić.

-Dlaczego mielibyśmy zrezygnować z koszuli, którą sama zaakceptowałaś? I czy nie powinniśmy robić rzeczy, które by wuja uszczęśliwiły w dniu jego urodzin? - uniósł brew, wciąż rozbawiony.

W tej zielonej koszuli czuł się już o wiele lepiej, bo chociaż krój był bardzo podobny do poprzedniej, którą mierzył, to jednak kolor wyglądał już dla niego normalnie i mógł lepiej ocenić, czy wyglądał dobrze, czy jednak miernie. Poprawił jeszcze kołnierz i jej mankiet i wyszedł z przebieralni, akurat w tym samym momencie, w których Charlotte zaprezentowała się w swojej nowej kreacji - gustownym worku, odsłaniającym jej nogi i ramiona. Oczywiście, że wyglądała zjawiskowo, ale tego Jessie również nie musiał mówić na głos. Wystarczył jego wyraz twarzy, bo złośliwy uśmiech po prostu zniknął i wyraz twarzy Madame Malkin, która chyba wciąż nie mogła uwierzyć, że ktoś w jej salonie faktycznie przymierzył worek, zamiast jednej z oferowanych kreacji, i prezentował się w nim wspaniale. Wystarczyło również spojrzeć na ulicę, z której właśnie zaglądał jakiś przypadkowy mężczyzna w średnim wieku i omal nie wywalał jęzora, bezwstydnie wpatrując się w Charlotte, w szczególności na jej nogi. Widząc to, Jasper zmrużył oczy i przesunął się tak, że jego plecy zasłaniały facetowi widok, od którego już zaczynał się ślinić. Ugh, chyba mu się śniadanie przypomina.

-Myślę, że mogłabyś im nawet powiedzieć, że nagle zbankrutowaliśmy i żeby mieć, za co przeżyć, muszę poślubić trolla górskiego, bo zrobił sobie leże w kopalni złota, a i tak byliby bardziej skupieni na twoich nogach, żeby cię posłuchać.

Jego mama nałożyła na siebie worek.




RE: [10.07.72] Mama wie najlepiej - Charlotte Kelly - 19.06.2024

- Zabrałabym na zakupy którego z twoich wujków, a on zabrałby skrzata - powiedziała Charlotte lekceważąco. Nie miała żadnych oporów, gdy szło o przyjmowanie pomocy innych: nie należała do tych kobiet, które chciały udowodnić, że mogą same nosić swoją torbę. Oczywiście, że mogła. Ale mogła też oddać ja innym o tak było wygodniej. I zawsze jakoś potrafiła znaleźć kogoś, kto tę torbę poniesie: z sympatii, z odruchu, bo nie umiał odmówić albo się jej bał.
Ku jej usprawiedliwieniu, sama zresztą była gotowa wyświadczyć drobne przysługi. Czasem z odrobiny sympatii, czasem z wyrachowania, czasem (w niewielu przypadkach) z prawdziwej przyjaźni. Choć rzadko wyświadczała je, gdy się jej to nie opłacało.
- Absolutnie nie. I tak jest już rozbestwiony, nie wyobrażam sobie, jak nieznośny się stanie, jeśli zaczniemy go uszczęśliwiać - stwierdziła, ale kąciki ust drgnęły jej lekko.

Była z siebie bardzo zadowolona, gdy Jessie podsumował jej kreację - a historię o trollu górskim postanowiła sobie zapamiętać na przyszłość. Na jej poziom zadowolenia wpłynął oczywiście fakt, że wyłapała spojrzenie mężczyzny, który zerknął do środka przez okno.
Charlotte nie była już młoda, ale (po obowiązkowym załamaniu nerwowym na tle tego, że ma dorosłe dzieci) nie uważała się za starą. Wyższa średnia życia czarodziejów oraz cudowna magia specyfików Potterów sprawiały, że wyglądała raczej na lat trzydzieści niż czterdzieści parę. Były w Anglii bez wątpienia niewiasty ładniejsze i na pewno też takie, które miały więcej uroku, ale Charlotte miała o sobie niesamowicie wysokie mniemanie i nie była skłonna przyznać, że gdzieś tam jest dziewczyna, której jest pisane ją przerosnąć i być piękniejszą. I że w powstrzymaniu tego nie pomoże żadne, magiczne lustro.
- Tobie ta zieleń też bardzo pasuje - oświadczyła z zadowoleniem, zabierając się do poprawiania mu kołnierzyka. - Szkoda, że nie trafiłeś do Slytherinu, lepiej ci w zieleniach niż błękitach. Tę też weźmiemy, madame. Moze jeszcze coś z lnu, na te upały? Zastanowiłeś się już, co chciałbyś kupić wujkowi?


RE: [10.07.72] Mama wie najlepiej - Jessie Kelly - 19.06.2024

-Auć - powiedział Jessie i kładąc dłoń na sercu, odwrócił się z oburzony wyrazem twarzy, jakby Charlotte właśnie powiedziała mu bardzo dosłownie, że wcale go nie potrzebowała.

To była jego matka. Znał ją na tyle, by móc się z nią droczyć, i jeżeli kiedykolwiek z jakiegoś powodu Charlotte Kelly zaczęła żywiej okazywać swojej uczucia wobec swoich dzieci, wobec niego, pomyślałby, że jest mocno pijana, albo to wcale nie była ona, tylko jakoś metamorfomag, który z jakiegoś powodu się pod nią podszył. Może chciał się zbliżyć do Anthony'ego? Albo Johnatana? Wiedział, że jego matka miała cięty język, którym potrafiła posługiwać się tak dobrze, jakby to była jej trzecia ręka, i te słowa nie ubodły go tak, jak mogłoby kogoś, kto nie znał Charlotte Kelly.

Madame Malkin zrobiła wyjątkowo dziwną minę, słysząc, że kobieta tak po prostu przyznała swojemu dziecku, że na jego miejsce (nawet jeśli tylko w roli tragarza) szybko znalazłaby kogoś innego.

-Och, naprawdę? I czyja to wina, że się tak rozbestwił?

Gościa śliniącego się do Charlotte, ubranej w worek z paskiem, nie było już za oknem, kiedy Jessie się odwrócił, co pozwoliło chłopakowi trochę się rozluźnić. Najwidoczniej jego plecy nie były tak interesujące, jak nogi jego matki.

Może w żartach nie raz wypomniał i z pewnością wypomni matce, że świeczek na jej urodzinowym torcie wcale nie ubywa, a wręcz przeciwnie - co rok pojawia się jedną więcej i może któregoś razu nabrać mamę i postawić dodatkowe dwie lub trzy? - ale w pełnej powadze nigdy nie nazwałby jej starą i z pewnością nie można było powiedzieć, że wiek rzutuje na jej urodzie. Czy zawdzięczała to cudom kosmetyki, czy zadziałały jakieś cudowne geny - nie miało to znaczenia - i gdyby Jessie miał wskazać jakąś dziewczynę, która mogłaby się równać urodą jego matce, bez wahania wskazałby tylko jedną. Chyba że kiedyś na jego drodze pojawiłaby się kobieta, która zawróciłaby mu w głowie, wtedy pewnie wskazałby już dwie. Na razie jednak nie zapowiadało się na to.

Charlotte udowodniła swoją rację - nawet w zwykłym worku (niekoniecznie po ziemniakach) wyglądała zjawiskowo - i w sumie mogłaby już się przebrać w swoje ubrania, bo to było naprawdę dziwne, że ludzie gapili się na jego matkę z wywalonym ozorami.

-Nie wytrzymałbym siedmiu lat w lochach. Przecież wiesz, że od wilgoci puszą mi się włosy - powiedział i pochylił się, kiedy Charlotte wyciągnęła ręce do kołnierza koszuli.

-Sen mi to spędza z powiek - przyznał, trochę zrezygnowany. -Zaczynam się zastanawiać, czy po prostu nie zafundować mu wycieczki do Holandii. Myślę, że pewna dzielnica Amsterdamu mogłaby mu się spodobać.

Wciąż nie wymyślił nic, co mogłoby być dobrym pomysłem na prezent na chrzestnego.




RE: [10.07.72] Mama wie najlepiej - Charlotte Kelly - 19.06.2024

Charlotte była matką, która o swoje dzieci dbała, szczerze je kochała (i to mimo tego, że dzieci w ogólności nie cierpiała, a własne stanowiły wyjątek), poświęcała im czas, nie miała żadnych oporów wobec ich chwalenia i kiedy uznawała, że są krzywdzone, zamieniała się w krwiożerczą bestię z piekła rodem. Przede wszystkim też – chociaż sądziła, że to ona wie najlepiej i starała się subtelnie dzieci ukierunkowywać – nie próbowała ustawić im życia od a do z i nie zabierała im zupełnie przestrzeni, świadoma w pełni, że to było największym błędem jej matki. A jednocześnie pewnie nie zdobyłaby tytułu rodzica roku: nie była pełna afektu, lubiła zachwycać się sama sobą, jej osobowość mogła przytłaczać i niekiedy zachowywała się mało matczynie.
– Rana prosto w serce? – westchnęła i uniosła rękę, by lekko klepnąć syna w klatkę piersiową. – Nie wiem, po kim je masz, takie działające i czasem bolące, zamiast odpowiednio zimnego kawałka lodu, bo przecież nie po mnie – zażartowała, cofając się. – Niczyja, obawiam się. Myślę, że Jonathana już tak stworzyła Matka Księżyca i wszyscy musimy z tym żyć – powiedziała. Tak naprawdę, chociaż czasem kręciła nad Selwynem głową albo ganiła go za durnotę, nie przeszkadzały jej ani jego upór, ani bycie primadonną, ani nawet absurdalne opowieści. Charlotte za bardzo lubiła samą siebie, aby narzekać na kogoś, kto pod pewnymi względami tak mocno ją przypominał.
– To samo powiedziałam Tiarze Przydziału – skwitowała jego słowa, uśmiechając się mimowolnie, z pewną satysfakcją. Może dlatego, że cieszyły ją wszystkie drobiazgi, które pokazywały pewne podobieństwo między nią a dziećmi. (Tak naprawdę Tiara nie nalegała jakoś mocno na ten Slytherin, ot przez moment zdawała się go rozważać. Tak naprawdę Charlotte kierowała się w życiu bardziej własną wygodą niż ambicją, typową dla Ślizgonów.)
Chociaż pomysł wysłania Jonathana do Holandii, zapewne do bardzo specyficznej dzielnicy, za ciężko zarobione pieniądze młodego Kelly’ego, bardzo Charlotte rozbawił (cóż za wyrodna matka), ale ostatecznie to był jej najstarszy syn.
– Kup bilety na West End i zabierz go na przedstawienie. Wprawdzie to tylko mugolska sztuka, ale do Teatru Selwynów i tak ma wolny wstęp, więc West End będzie lepszy.
Jonathan był człowiekiem szalenie wybrednym, który potrafił rozpaczać nad tym, że ktoś założył szalik nie pasujący do płaszcza, ale wobec chrześniaka potrafił być wyrozumiały. Tak bardzo, że zdumiewało to kiedyś nawet Charlotte, która uważała, że Selwyn już naprawdę niewieloma rzeczami mógłby ją zadziwić i która wszelkie jego wybryki przyjmowała na ogół po prostu z myślą „tak, typowy Jonathan”.


RE: [10.07.72] Mama wie najlepiej - Jessie Kelly - 19.06.2024

-Coś mi jednak po tacie zostało - ach, kochany Ned Kelly.

Czy był na tym świecie ktoś, kto w pełni zasłużyłby na tytuł Rodzica Roku i złotą statuetkę? Ktoś, kto potrafiłby wychować dzieci na porządnych ludzi i nie popełniłby przy tym ani jednego błędu? Nie, nie istniała taka osoba. Nie było na tym świecie Rodziców Idealnych, ale też nie było Idealnych Dzieci, a jeśli ktoś twierdził, że ten tytuł do niego pasował, jakby od początku do niego należał, to zaraz by się znalazł jakiś błąd i nagroda zostałaby odebrana. Dlatego Jessie nie uważał Charlotte za złego rodzica, chociaż nie była wzorem matki - no cóż, Jessie również nie był idealnym synem, więc czy miał prawo ją oceniać? Z pewnością charaktery Charlotte wniósł w charakter jej dzieci coś dobrego. Przynajmniej nie pozwalali innym wchodzić sobie na głowę w takim stopniu, jak z pewnością pozwalaliby, gdyby wychowywał ich ktoś inny. I z pewnością braliby sobie do serca trochę więcej rzeczy i słów, niż było to warte.

-Poza tym, zachowałem ja na wszelki wypadek, gdyby Rita zerwała z chłopakiem i potrzebowała ramienia do wypłakania - poduszka nie była tak ciepła, nie otoczy cię i nie będzie cię kołysać.

Dla niektórych osób trzeba było zachować ten kawałek miękkiego serca.

-Naprawdę? Coś mi się tak zdawało, że przewracała oczami. "Kolejny... Za stara na to jestem", tak powiedziała.

Jeżeli faktycznie pasował bardziej do Slytherinu niż do Ravenclaw, to było już trochę za późno, by się o tym przekonać, bo Hogwart już ukończył, więc koniec sprawy, do widzenia, kropka. Może kiedyś, jeśli jakimś cudem znalazłby się w Hogwarcie, w gabinecie dyrektora, mógłby spróbować porozmawiać z Tiarą Przydziału i wtedy zapytać, dlaczego dokonała takiego wyboru, a nie innego, ale czy miało to jakiekolwiek znaczenie? Czy zmieniłoby to cokolwiek w jego życiu, gdyby po latach Tiara oznajmiła mu, że bardziej pasowałby do... Gryffindoru, na przykład? Jedyne co to pewnie byłby ciągle zniesmaczony, bo KOLOR PODSZYCIA SZAT BYŁ OHYDNY i z pewnością Pokój Wspólny również wyglądałby ohydnie. Z drugiej strony, nie mógłby się już z matką droczyć, że nie może nałożyć czerwonej koszuli, bo by się wuj Jonathan za bardzo ucieszył.

Właściwie pomysł Charlotte nie brzmiał tak źle no i w sumie pewnie powinien jej posłuchać, chociaż wciąż go trochę korciło, żeby zafundować chrzestnemu wypad do tej dzielnicy Amsterdamu, żeby się wujaszek trochę rozerwał (i może żeby zobaczyć minę pozostałych wujków). Ten pomysł zdecydowanie zostanie na jego liście na przyszłość.

-Zobaczę, czy będzie tam coś godnego uwagi. Widzisz coś dla siebie? - spytał, kiwając głową w stronę wieszaków.