![]() |
|
[30.06.1972r.] Człowiek to też zwierzę - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [30.06.1972r.] Człowiek to też zwierzę (/showthread.php?tid=3451) |
[30.06.1972r.] Człowiek to też zwierzę - Neil Enfer - 19.06.2024 Zadanie miesiąca równości 4/5 Czy wiesz jak to jest mieć idealny poranek? Tak perfekcyjny, że od samego momentu otworzenia oczu człowiek żałuje, że ta chwila jest jedyną taką w tym roku, że błogosławieństwo niebios właśnie dotknęło twojej głowy. Jesteś świętością, gdy bierzesz wdech, to kwiaty rozkwitają, gdy odkrywasz się kołdrą, słońce mocniej przygrzewa, bylebyś tylko nie zmarzł, a gdy wstajesz ptaki weselej śpiewają, bo cieszą się z twojego towarzystwa. Warto żyć dla takich momentów, a skoro początek był tai dobry, to jaka cudowna musiała czekać na niego kontynuacja. Postawił stopy na miękkim dywanie, sięgnął dłonią do radia i włączył je, uśmiechając się rozkosznie kiedy właśnie załapał się na sam początek swojej ulubionej piosenki. Podniósł się i jedną ręką zarzucił kołdrą, a ta ułożyła się znów pięknie na łóżku bez żadnej zmarszczki. Perfekcja z natury. Zbliżył się do okna, położył dłonie na klamkach i otworzył dwa skrzydła jednocześnie, napawając się powiewem rześkiego powietrza, jakie dzisiaj nie śmierdziało miastem, co było przyjemnie zaskakujące. - Ahhhh... Co za wspaniały dzień. -zamruczał ucieszony swoim życiem. Dzisiaj stworzy coś wspaniałego. Już miał gotowe zioła, pięknie się ususzyły, do tego olejki najwyższej jakości, na których nabiła mu się wczoraj ładna zniżka za bycie stałym klientem. Do tego piękne fiolki i nowe formy na świece! Wszystko to przetestuje i wie, że nic złego się nie stanie, żadna wpadka nie zajdzie pomimo używania nowego sprzętu i składników. Tak, taki będzie jego dzień i nie akceptuje żadnego innego. Odepchnął się od parapetu i powędrował tanecznym krokiem do kuchni. Wyciągnął z szafki kwiecisty talerz w duecie z kolorową szklanką i uszykował sobie pyszne śniadanie. Kawałek wczorajszego ciasta i mrożona magią herbata. Tylko on, smaczne jedzenie, wyborne picie i ulubiona muzyka w radiu. Wiatr wpadający do mieszkania przez otwarte okno podwiewał mu lekko koszulę ochładzając nagrzane przez noc ciało. Idealnie, lepiej być nie może. Przymknął oczy, rozkoszując się chwilą błogiego spokoju. Pomimo chaosu jaki panował w jego głowie, tęsknoty jaką czuł, pomimo wszystkich nadchodzących problemów, w tej chwili nic z tego nie miało znaczenia. Wdech... Wydech... Delikatny uśmiech. Dziki krzyk, kiedy coś szorstkiego zaskrobało go w odkrytą kostkę. Podskoczenie na tyle mocne, że wywróciło krzesło, wstrząsnęło stołem przewracając filiżankę i wylewając herbatę na ciasto, które zalane płynem natychmiast nasiąkło i zmieniło się w paciającego się kapcia. Serce mu do gardła podeszło kiedy został zaatakowany przez... No właśnie, właściwie przez co? Zaczął się panicznie rozglądać w poszukiwaniu intruza, a znalezienie białej kartki nie było ani trochę trudne dla jego oczu. Ze zmarszczonymi brwiami, poprawił szklankę, załamał się trzy razy nad ciastem i podniósł w końcu papier. List? Reklamówka? Ulotka... Rozłożył skrzydełka oferty, chcąc już opluć jakąś firmę za takie straszenie go, tylko to nie była żadna firma. - Rejestr wilkołaków nie powinien znajdować się w Wydziale Zwierząt.... Nie jesteśmy zwierzętami.... To ograniczenie wolności i zepchnięcie nas do roli zwierząt - nie jesteśmy gorsi od czarodziejów! -wymamrotał pod nosem treść ulotki. Później zmarszczył brwi jeszcze raz, pokręcił głową i znów przeczytał wszystko od nowa, powoli, zdanie po zdaniu.- Ale... -czy to był jakiś głupi żart? Czy ktoś z jego otoczenia coś wiedział? Z drugiej strony dla wprawnego obserwatora to nie byłby problem. Neila bowiem nigdy w domu nie było gdy była pełnia, wychodził, znikał na noc i wracał kolejnego dnia całkowicie zmęczony. Mało dyskretne to wszystko było. Ale tak czy inaczej nieznajome zagruchoatnie sowy upewniło go w tym, że to raczej pomyłka i biedny ptaszor nie do końca trafił pod dobry adres. Spojrzał zrezygnowany na wyjście z kuchni, po czym zamknął oczęta swoje. Ciasta i tak już nie uratuje, herbatę sobie może zrobić nową, ale stracił ochotę. Ten dzień miał być idealny i sprawi, że nadal taki będzie. Oddychaj spokojnie, dokładnie tak. Uniósł powieki i skinął sam sobie głową. Wilkołaki tonie zwierzęta. PFF, jasne. Przewrócił ślepiami i poszedł do pokoju. Czas zamknąć okno, bo jakaś kolejna sowa się zgubi. Problem był taki, że to nie była kwestia sowy. Przypadkowe kartki latały po ulicy, wywołując nową falę oburzenia w duszy chłopaka. - No, co ludzie mają w głowach!? -zafukał sam do siebie, po czym zatrzasnął okno. Zerknął jeszcze raz na ulotkę, po czym zgniótł ją i wrzucił do śmietnika na papiery i suszone rzeczy jaki stał przy biurku. Nie znają umiaru. Wilkołaki to nie zwierzęta! Jasne! A niby co? Mają łapy, mają pyski, mają krzywe nogi, do tego wyją i szczekają, o gryzieniu już nie wspomni. Zero w nich inteligencji, ani grama, no całkowicie i w stu procentach zero kapki świadomości. Jak to nie jest opis zwierzęcia, to on nie wie co. Z drugiej strony pijani ludzie zachowują się tak samo, są agresywni, czasem i poszczekają, kto wie, nie mają praktycznie kontaktu ze światem. Ale... Nie zmieniają się aż tak bardzo, jak wilkołaki. Nie umiał do końca tego wytłumaczyć, nie w pełni, nie tak by każdego przekonać. Nawet sam miał pewne wątpliwości gdy wmawiał sobie tę tezę. Było tu zbyt wiele aspektów, jednak na razie skłaniał się ku temu, że wilkołaki to bestie, w których na określony czas nie ma człowieczeństwa, moralności, zabiją każdego kogo dadzą radę dogonić, nieważne czy to będzie przyjaciel, rodzina, czy miłość życia. Mięso, to mięso. Przemył na szybko twarz, zarzucił na grzbiet jedną z bardziej domowych koszul, naciągnął spodnie i wygrzebał z szafy jedną z gorszych toreb na ramię, jakie miał. Widział ten syf za oknem i nie ma zamiaru pozwolić by to tak zostało przez nie wiadomo ile. Ulotki zawieszą się na krzakach, na rogach, na rynnach, wszędzie! I nikt tego nie posprząta! BO PO CO!? Jeden ruch różdżką!!! EHHH. Wszystko na jego głowie. Wyszedł na klatkę, trzaskając za sobą drzwiami, które zamknął na klucz. Może i nie miał zamiaru odchodzić daleko, ale złodzieje nie śpią! Wiedział to doskonale, nie da się okraść od tak. Już jeden zagubiony na klatce gagatek dał mu do myślenia. Nie to, ze gardzi biednymi i bezdomnymi, ale w świecie, gdzie różdżki nie są drogie, a dzięki nim można zrobić praktycznie wszystko, nie rozumiał, jak są dookoła osoby, które nie potrafią sobie poradzić z prostymi rzeczami takimi jak zdobycie jedzenia, znalezienie pracy. Sposobów jest milion! Oj, Neil uważaj, bo zaraz sam skończysz w takiej sytuacji i bogowie się upomną o myślenie, że każdy ma takie same możliwości i jak ktoś z nich nie korzysta to jest po prostu leniwy. Karma niestety wraca w najmniej odpowiednim momencie. Od razu jak wyszedł z klatki schodowej, westchnął ciężko. No i za co go bogowie tak pokarali? Dzień idealny, myśl o nim. Życie wystawia cię na próbę, musisz ją przeżyć. Dokładnie tak. Zrobił więc pierwszy krok w stronę kartki z ulotką jaka była w jego zasięgu. Podniósł ją i przeczytał, bo miała nieco inny układ niż ta jaka napadła go w jego własnej kawalerce. Przesłanie jednak było niemalże identyczne. Bzdety i paplanina osoby silnie urażonej, że nie może biegać z gołym tyłkiem po lasach i gryźć kogo popadnie. Wcisnął ulotkę do torby, a potem kolejną i jeszcze jedną i następną. Jaką widział, to łapał i zabierał. Śmiecić mu będą pod oknem. Się nie dziwił, ze ludzie wilkołaków nie lubią, skoro takie maniany robią. We Francji by w życiu nikt się nie ośmielił tak zrobić, na pewno. Co z tego, że pamiętał ten kraj sprzed dziesięciu lat. Kolejne kartki lądowały w jego torbie, gdy szedł ich tropem, wyłapując wszystkie czy to dłońmi czy czarami. Aleja horyzontalna była już niemalże posprzątana, chociaż z ulotek, bo innych śmieci nie zbierał. Będzie miał co palić w domu rodzinnym, w piecu, opału na zimę im nie zabraknie. Spojrzał jeszcze na dalszą ulicę, na kolejny zaułek, ale nie szedł po tamtejsze ulotki, nie były one w końcu pod jego oknem, a całego miasta nie wysprząta. Dla niego liczyło się to, że chociaż trochę pomógł opanować sytuację. Wyprostował się, otrzepał ręce. - Protestanci. -prychnął jeszcze pod nosem, pogardliwie patrząc na zabrudzone bielą miasto przed sobą.- Z dala od mojego mieszkania. -dodał, mrukliwie pod nosem, bo na tym jego odwaga polegała. Nagada po cichu, ale publicznie przytaknie czarnowłosą główką i tyle było z jego idei. Przewrócił oczyma i odwrócił się dziarsko by wrócić do domu i wtedy kolejna zabłąkana kartka go napadła, tym razem nie w kostkę, a prosto w twarz, rozłożona, macająca swoim przesłaniem jego nos. Spokojnie, oaza spokoju, opanowanie, wdech i wydech. Chwycił ulotkę w dłoń, zacisnął na niej pięść i czując, jak w jego wnętrzu wrze, jak w wulkanie, podreptał znów do swojej klatki. Kluczyk tu, schody, kluczyk tam i w końcu był znów bezpieczny. Zrzucił torbę z ramienia w ciemny kąt przedpokoju. Dowód jego frustracji. Poszedł do kuchni napić się wody bo się zmachał. Zastał tam dowód jego strachu. Spojrzał na swoją dłoń i zgniecioną w niej kartkę, jakiej nie wypuścił zagubiony w tunelowym myśleniu. Dowód... Czy naprawdę spis wilkołaków jest w Wydziale Zwierzą? Zmarszczył brwi, czytając jeszcze raz napis na pomiętej ulotce. Nie jesteśmy zwierzętami? Zacisnął usta. Rozprostowana ulotka została wciśnięta pomiędzy kartki książki, niedługo zostanie zapomniana. Okno znów było otwarte na oścież, a w dłoni znów trzymał zimną herbatę. Człowiek zalicza się do królestwa zwierząt, więc co to za różnica czy jest w ludzkiej formie czy w wilkołaczej? Czy zmiana wydziału cokolwiek znaczy, skoro i tak jest nieosiągalna? Spojrzał na drobne fale w szklance zniekształcające odbicie czarodzieja. Czy może wymagać od Ministerstwa jeszcze jakichś ulg i poprawek, skoro i tak co miesiąc dają mu miejsce do nocowania i ochronę? Nie był pewien jak wiele cierpliwości jeszcze będą mieć dla takich jak on. Czasami lepiej nie przeginać i zostawić rzeczy takimi jakie są, w końcu póki co wszystko działa, prawda? Koniec sesji
|