Secrets of London
[noc 08/08 i ranek 09/08/1972] ‎Bayushki bayu. - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Dolina Godryka (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=23)
+--- Wątek: [noc 08/08 i ranek 09/08/1972] ‎Bayushki bayu. (/showthread.php?tid=3469)



[noc 08/08 i ranek 09/08/1972] ‎Bayushki bayu. - Nikolai Petrov - 22.06.2024

Prompt Miesiąca Równości 4

Niewielkich rozmiarów świeczka z męczennicy stała na komodzie, niedaleko łóżka. Zgodnie z poleceniem, zapalił ją dwie godziny przed godziną, o której miał zamiar położyć się spać, i teraz kopciła się powoli, wypełniając pokój delikatnym, nieduszącym zapachem. Nikolai leżał na swoim łóżku, z kołdrą okrywającą jedynie jego nogi, bo tej nocy nie był w stanie wytrzymać pod pełnym okryciem, chociaż w pokoju wcale gorąco nie było.

To był kolejny wieczór, w którym jego bezsenność dawała się we znaki, więc był to dobry moment, by wypróbować zakupione świece. W ciągu dnia był trochę ospały, miał problemy ze skupieniem i Vlad kilka razy musiał poprawiać po nim robotę albo przypominać mu, jak robiło się rzeczy, które chłopak robił już od maja, ponieważ jego zaspany umysł zapomniał gdzie instrukcję obsługi. Poza tym nie czuł tego charakterystycznego zmęczenia, a gdy tylko kładł głowę na poduszkę i próbował chociaż przez chwilę się zdrzemnąć, żeby dać chwilę odpoczynku zmęczonemu umysłowi i ciału, które chyba nawet nie zdawało sobie sprawy z tego, że było zmęczone, jego oczy same się otwierały i co chwila zmieniał pozycję, ponieważ w każdej było mu niewygodnie. Doświadczenie z tą dolegliwością podpowiadało mu jedno - tej nocy sam z siebie nie zaśnie. Czy istniała więc jeszcze lepsza okazja, by wypróbować nowy "lek"? Jeżeli były w stanie pomóc mu w najgorszych momentach, to nie będzie musiał martwić się o ich skuteczność w lepszych momentach. Poza tym chciał już je wypróbować, zobaczyć, czy faktycznie działają i czy faktycznie mu pomogą, czy jednak była to strata pieniędzy i czasu zarówno jego, jak i mężczyzny, który mu te świece zaproponował i sprzedał, Pana Mulcibera.

Wciąż mieli zapas Eliksiru Słodkiego Snu. Vlad nie powiedział mu, gdzie schował ostatnią buteleczkę, ale Kol wiedział, że ją mieli, więc gdyby jednak świece nie pomogły, mieli jeszcze pod ręką coś, co pozwoliłoby chłopakowi przespać chociaż jedną noc, zanim znajdą innego sprzedawcę z dobrą opinią, który był w stanie zaproponować Nikolaiowi coś, co miało dużą szansę zadziałania.

Tego dnia specjalnie wziął na siebie więcej pracy, żeby jak najbardziej się zmęczyć i po wieczornej kąpieli mieć jak najmniej energii, żeby ciało nie miało nawet sił walczyć z upragnioną sennością. Po rutynowym karmieniu i czyszczeniu hipogryfów dokładnie wyczyścił wszystkie boksy, nie zostawiając w nich nawet ziarenka brudu, wyczyścił ręcznie wszystkie zabawki, usuną z zagrody wszystko, czego być tam nie powinno i co mogło hipogryfom zagrozić w jakikolwiek sposób, a potem, korzystając z nieobecności Vlada (który ZNOWU musiał coś pilnie załatwić i oczywiście było to coś, o czym nie mógł, albo nie chciał bratankowi powiedzieć) wysprzątał cały dom. Cały, caluśki, caluteńki. Zaczynając od piwnicy, w której Vlad trzymał naprawdę dużo rzeczy (o niektórych mógł nawet nie mieć pojęcia, od tak dawna tam leżały), aż po strych, do którego Nikolai jeszcze nigdy nie wchodził, a Vlad pewnie ostatni raz tam wchodził, gdy się do tego domu wprowadzał. Było tam tyle kurzu, tyle pajęczyn i pająków, że Nikolai był pod wrażeniem, że zdołał się z tym uporać w ciągu jednego popołudnia. Część rzeczy, która nadawała się do jakiegokolwiek użytku i Nikolai nie chciał sam decydować o ich wyrzuceniu lub zachowaniu, wylądowały na podwórku, pod wiatą, gdzie Vlad będzie mógł je na spokojnie przejrzeć i wybrać te, które chciał zachować, a reszty będą mogli się pozbyć. Te, które do niczego się już nie nadawały ze względu na starość i to, jak bardzo były zniszczone, Nikolai transmutował w kolorowe talie kart, którymi będą mogli grać wieczorami przy kubku kakao albo czegoś mocniejszego, ale z których będą mogli układać domki, jak to robili kiedyś, jeszcze w Rosji.

Po wysprzątaniu piwnicy i strychu, czyli najbrudniejszych części domu, wymagających poświęcenia największej uwagi, wysprzątanie reszty domu zajęło mu bardzo mało czasu, a Nikolai niekoniecznie miał pomysł na to, co miałby robić przez tę resztę czasu, która dzieliła go od nocy.

Kolejną godzinę spędził w bibliotece, wpierw szukając książek, których do tej pory nie zdążył przeczytać, a potem zapoznając się z treścią książki, co chwilę zmieniając pozycję na fotelu (czytanie, kiedy siedzi się do dołu głową chyba nie było najlepszym pomysłem). Kolejną godzinę spędził ze skrzypcami. Nie grał nawet nic konkretnego - po prostu usiadł na łóżku i wpierw szarpał struny palcami, próbując złożyć z tych krótkich, pojedynczych nut składną melodię. Składanka brzmiała trochę, jakby miała z niej powstać piosenka dla dziecka i nawet zapisał ten układ, póki kolejność nut tkwiła w jego pamięci. Po tym należało dobrać nuty i ruch smyczka, by dopasowały się do stworzonego już fragmentu. W tym momencie tak naprawdę nie miało już znaczenia, czy był to utwór, który powstał po prostu w jego głowie, zupełnie przypadkiem, czy był to może utwór skomponowany przez kogoś innego, który Nikolai usłyszał gdzieś tam kiedyś tam i teraz po prostu odtwarzał z urywków pamięci, które wracały do niego z każdym kolejnym pociągnięciem smyczka. Nie miało to najmniejszego znaczenia tak długo, jak melodią, będąca przemyślanym zestawem nut, przerywała ciszę, która z czasem zaczęła dudnić w uszach. Tak długo, jak mógł grać, nie miało większego znaczenia, co grał. Póki grał dla siebie, mógł grać wszystko.

Palce rozbolały go po grze i następnego dnia z pewnością zobaczy na opuszkach palców lewej ręki ślady po wbijających się w nie strunach. Zrobił sobie jeszcze lekką kolację i zrobił przy tym bałagan chyba tylko po to, żeby mieć, co robić, bo przecież trzeba było po sobie posprzątać. Nie mając już więcej nic do zrobienia ani pomysłu, w jaki sposób mógł jeszcze zająć sobie czas i zmęczyć umysł, po prostu wziął trochę dłuższą kąpiel, wrócił do pokoju i położył się na łóżku. Ręce pod głową, oczy skupione na tym jednym ciemnym punkcie na suficie, w który gapili się wszyscy, którzy cierpieli na bezsenność.

W takich momentach - w chwilach ciszy i poszukiwania relaksu - w głowie pojawiają się myśli, które do tej pory kołatały się gdzieś tam na samym dnie świadomości, gdzieś pomiędzy pojedynczymi myślami, które miały wyparować z pamięci wraz z nastaniem świty, gdy oczy otworzą się na nowy dzień.

Nikolai myślał o swojej "rodzinie". Pamięci ojca i starszego brata nie poświęcił dłuższej chwili, niż dwie sekundy zadumy, bo tylko tyle w jego mniemaniu byli warci. Myślał o swojej matce, o młodszym braciszku i siostrzyczce. Wkrótce mieli rozpocząć naukę w Koldovstoretz. Jak się tam odnajdą? Jak sprostają oczekiwaniom i wyzwaniom kontrowersyjnej szkoły? Na jakich ludzi wyrosną? A matka? Czy wciąż wiernie podążała za swoim małżonkiem, jak przez te wszystkie lata? A może odnalazła w sobie siłę, by sprzeciwić się tysiącom zasad, które spełniać mieli członkowie ich rodziny?

Tęsknili czasami za nim? Myśleli o nim? Żałowali, że sprawy potoczyły się tak, jak się potoczyły? Czy może jego nieobecność zrzuciła im ciężar z barków? Czy gdyby wrócił do Rosji, chociaż na chwilę, powitaliby go z otwartymi ramionami, czy zamknęliby mu drzwi przed nosem? W końcu ludzie się zmieniają, czyż nie? Nikolai również zauważył w sobie pewne zmiany.

Myślał o nich i rozważał, bo czasami umysł podszeptywał różne "ale". Czy gdyby usłuchał ojca, gdy padły pierwsze ostrzeżenia, stałby się taki sam, jak oni? Chodziłby krok w krok za Pyotrem, jak chciał jego ojciec, będąc jego cieniem? Jego osobistym asystentem? Tak samo gardziłby innymi ludźmi? Patrzyłby na innych przez pryzmat ich pochodzenia? Ich krwi? Agh, co za nieprzyjemne myśli.

Nie powinien zaprzątać sobie nimi głowy, bo przecież nie miały prawa się ziścić. Jakiekolwiek obrazy pokazałaby mu jego wyobraźnia, był teraz tu, w Anglii, wśród zupełnie innych ludzi. Był w miejscu, w którym nie obowiązywały go surowe zasady jego ojca. Był w miejscu, w którym czuł się dobrze i uczył się korzystać z wolności, którą wciąż poznawał.

Uczył się żyć w wolności, którą chciałby, by poznało również jego młodsze rodzeństwo, bo Pochodzenie czarodzieja nie może przesądzać o tym, czy będzie wolny, czy nie. Nie może. Nie powinno.

Otaczający go zapach dymu, uciekającego z przypalonego knota świecy, faktycznie go mroczył. Kołdrę, wcześniej naciągniętą niemal pod szyję, ściągnął na same nogi. Wpatrywał się w ten sufit, rozmyślał, zastanawiał się, aż rozbiegane myśli stawały się coraz mniej wyraźne, stawały się coraz mniej słyszalnymi szeptami, masą coraz cichszych głosów, niemających większego znaczenia.

Kiedy znowu otworzył oczy, był już poranek. Za oknem było już jasno i nawet słyszał trele ptaków, lekko zagłuszane przez zamknięte okno. Nawet nie zauważył, kiedy zasnął, a obudził się wypoczęty, jakby spał przez dwie doby.

Nie miał żadnych snów, a jeśli jednak jakieś miał, to uleciały one z jego pamięci w chwili, w której uniosły się jego powieki. To było jak mrugnięcie. Zamykasz oczy - jest noc, a ty jesteś zmęczony. Otwierasz oczy - jest już nowy dzień, a ty wręcz tryskasz energią.

Wstał z łóżka - czuł się, jakby mógł góry przenosić - zerknął jeszcze na świecę, stojącą na komodzie, i wyszedł z pokoju. To miał być piękny dzień. Musiał być udany - czuł to w kościach.

Do kuchni zwabił go zapach przygotowywanego śniadania i kawy. Vlad był w domu. Wrócił w nocy? A może dopiero teraz? A zresztą, jakie to miało znaczenie?

-Hej, dzieciaku - przywitał się starszy czarodziej, gdy zobaczył w kuchni swojego bratanka. -Wyglądasz dobrze.

-Czuję się dobrze.

-Chyba dobrze spałeś, co?

-Jak nigdy dotąd.

Śniadanie, gdy było się wypoczętym po całej przespanej nocy, smakowało o wiele lepiej.


Koniec sesji