Secrets of London
[8.07.1972] Pokaż mi swoją piaskownicę | Urlett & Celine - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [8.07.1972] Pokaż mi swoją piaskownicę | Urlett & Celine (/showthread.php?tid=3505)

Strony: 1 2


[8.07.1972] Pokaż mi swoją piaskownicę | Urlett & Celine - Urlett Reykjavík - 29.06.2024

8.07.1972
sobota
południe
apartament Celine




Nawet podczas tak ważnej misji nie potrafiła usiedzieć w miejscu. Ambroise Delacour znany był Urlett od kilku lat. Łączyły ich stosunki zawodowe. Naukowcy, twórcy eliksirów, badacze niezwykłych właściwości zwykłych obiektów. Zwróciła się do niego o pracę jeszcze przed wyjazdem do Londynu, a on chętnie włączył ją w krąg swojego zespołu badawczego. Nieoczekiwanie okazał się być przydatniejszy, niż to zakładała. Miał córkę, w zbliżonym wieku, dobrze usytuowaną społecznie. Idealna osoba do realizacji celów Urlett.

Prosta szata zapięta była na plecach gęstym rzędem materiałowych guziczków. Tkanina opinała szyję, całe ręce i kończyła się kilka centymetrów przed ziemią, odsłaniając równie minimalistyczne, skórzane trzewiki. Urlett włosy miała spięte z tyłu głowy. Lewa dłoń zastukała do drzwi, prawa zwisała spokojnie wzdłuż tułowia. Oczy wyczekiwały nowej twarzy, na ustach krążył obłąkany uśmiech. Celine pewnie nie tego spodziewała się po umówionym gościu, ale teraz nie było już odwrotu.




RE: [8.07.1972] Pokaż mi swoją piaskownicę | Urlett & Celine - Celine Delacour - 29.06.2024

Była przygotowana na to spotkanie. A przynajmniej tak jej się wydawało, kiedy do uszu dotarł dźwięk pukania do drzwi. Ubrana w luźną, sięgającą kolan sukienkę typu oversize w kolorze niebieskim - jedną z tych, które możesz swobodnie nosić we własnym domu, ale niekoniecznie ubierasz w momencie, kiedy planujesz pojawić się w jakimś miejscu publicznym - podeszła do drzwi, chcąc wpuścić do środka stojącą po ich przeciwnej stronie kobietę.

- Urlett, prawda? - odezwała się, uważnie przyglądając się jeszcze obcej sylwetce. Ojciec co prawda mówił, że kobieta jest nieco specyficzna, ale przecież taki to już urok tych wszystkich naukowców. Celine, która wychowała się w rodzinie zajmującej się badaniami nad nowymi lekami, widziała o tym z autopsji. Miała okazje przekonać się na własnej skórze. - Zapraszam.

Cofnęła się, wpuszczając tym samym kobietę do swojego mieszkania. Całkiem sporego i przestronnego, ale posiadające relatywnie niewiele przedmiotów, które mówiłby cokolwiek konkretnego na temat swojej właścicielki. Brakowało zdjęć. Brakowało przedmiotów wskazujących na to, że to faktycznie był dom. Nie zaś miejsce na chwilę. Jeden z przystanków, pozwalających na to, aby zaczerpnąć powietrza. Nieco odpocząć.

Mimo tego, apartament nadal mógł robić wrażenie. Urządzony był ze smakiem. Wyczuciem. Niewątpliwie wygodny. Pod ręką było wszystko, co mogło być potrzebne.

- Przejdziemy do salonu. Chcesz się napić wina? Soku? - zapytała, od progu proponując coś, dzięki czemu być może obydwie będą w stanie nieco się rozluźnić i poczuć w swoim towarzystwie bardziej komfortowo. A przynajmniej tak to można było odebrać. Bo Celine, jak większość jej rodziny od strony ojca, nie była szczególnie podatna, jeśli chodzi o alkohol.




RE: [8.07.1972] Pokaż mi swoją piaskownicę | Urlett & Celine - Urlett Reykjavík - 01.07.2024

Dzień dobry.

Urlett uśmiechnęła się szerzej na widok swojej nowej towarzyszki. Prezencja Celine była przyjemna dla oka i emanowała przyjaznym usposobieniem. Czarownicę to miło zaskoczyło. Spodziewała się lekkiej niechęci, wszak zabierała pannie Delacour czas przez zachcianki jej ojca.

Kobieta weszła do środka. Nie rozejrzała się po wnętrzu, jak to zazwyczaj czynią ludzie. Zrobiła kilka kroków w przód i czekała, aż Celine zaprowadzi ją do salonu. W mniej formalnej sytuacji z pewnością ruszyłaby sama, ale wyuczonych manier potrafiła używać, gdy trzeba było.

Herbatę, poproszę. Byle nie czarną.

Zastanawiała się, co zaplanowała dla niej panna Delacour. Była zaskakująco otwarta na wszelkie propozycje. Wizyta w muzeum? Spacer po okolicznych sklepach? Wyjście do pubu? Jak najbardziej. Urlett bardziej niż chętnie rozezna się w terenie.




RE: [8.07.1972] Pokaż mi swoją piaskownicę | Urlett & Celine - Celine Delacour - 02.07.2024

Choć kontekście nawiązywania nowych znajomości Celine była raczej ostrożna, przede wszystkim z racji na swój status popularnej celebrytki, tak prośbie ojca odmówić nie mogła. Widziała, że zależy mu na nowej pracownicy. Rozumiała, że ta musiała być dla niego kimś istotnym. Możliwe nawet, iż przez te wszystkie lata, w rodzinnym domu Delacour, imię i nazwisko Urlett przewinęło się co najmniej kilka razy. W końcu ta współpraca nie była czymś nowym. Jedynie wchodziła na wyższy poziom. Zmieniała swój charakter?

Na otrzymany w drzwiach uśmiech odpowiedziała uśmiechem. Automatycznie. Nie kontrolując tego odruchu. Starała się być pozytywnie nastawiona do spotkania. Założyła, że uda się im dwóm miło spędzić czas w swoim towarzystwie. Bo i dlaczego miało być inaczej? Poza tym gdzieś kiedyś przeczytała, że odpowiednie nastawienie to często nawet i 80% sukcesu. Dużo, prawda?

- Zieloną? Zwykłą? Smakową? - zapytała, podając różne, dostępne opcje i zarazem prowadząc kobietę w kierunku przestronnego salonu. W jednej jego części znajdywał się stolik kawowy, fotele, wygodna sofa, natomiast w drugiej stał przede wszystkim czarny fortepian. Dominował tę część pomieszczenia. Zajmował naprawdę sporo miejsca, ale też dobitnie przypominał o tym, czym Celine zajmowała się zawodowo. Była muzykiem. Znaną przecież piosenkarką. - Mam nadzieję, że nie obrazisz się, jeśli sama sięgnę jednak po coś mocniejszego? - zapytała, choć tak naprawdę nieszczególnie ją interesowało, co sobie Urlett w związku z tym pomyśli. Po prostu chciała jakoś podtrzymać rozmowę. A właściwie, to nawet bardziej ją zacząć. - Tiny? - na samym końcu, odezwała się już nieco głośniej w celu przywołania skrzatki, która już po chwili zjawiła się tuż przed obydwiema kobietami. Tak jak wskazywało na to jej imię, Tiny była naprawdę malutka. Istny karzeł pośród niewysokich przecież domowych skrzatów. Nie wyglądało jednak na to, żeby wynikało to z powodu wieku. - Przygotuj herbatę... - tutaj pozwoliła, żeby Urlett doprecyzowała jaką konkretnie. - ...oraz czerwone wino dla mnie. Wiesz które.




RE: [8.07.1972] Pokaż mi swoją piaskownicę | Urlett & Celine - Urlett Reykjavík - 06.07.2024

Urlett zdawała sobie sprawę z rozpoznawalności Celine. Nie znaczyło to dla niej wiele. Miała naprawdę dziwne podejście do sztuki. Ceniła klasycznych kompozytorów, ale współcześni artyści jako indywidualne jednostki nie znaczyli dla niej wiele. Wręcz wielu z nich nie doceniała za personalne nadawanie brzmienia. Była bardzo prostą kobietą — jeśli coś nie było zagrane idealnie zgodnie z zapisem, było źle zagrane.

Z lawendy wąskolistnej lub korzenia kozłka lekarskiego... ale może być też mięta.

Jeśli jednak i pospolite zioło nie gościło w domostwie artystki, zdecydowała się na zieloną. Urlett przywiązywała bardzo dużą wagę do tego, co w siebie wkłada. Dlatego piła najczęściej napary ziołowe, głównie te uśmierzające odwieczny chaos w głowie.

Nic mi do tego, co będzie pani pić — odpowiedziała swobodnie.

Pianino nie zaskoczyło jej. Przecież to norma, nawet w domach nieposiadających muzyków w swoich ścianach. Mieszkanie bogacza nie liczyło się, jeśli zabrakło w nim wystawnego pianina, ewentualnie innego, równie drogiego i zajmującego miejsce instrumentu. Urlett również miała podobne. Część posagu matki. Chyba jedna z ostatnich kosztowności Gauntów. A i tak wymagała sporej inwestycji, by je odnowić.

Urlett usiadła na fotelu. Nie oparła się, siedziała prosto. Rzuciła krótkie spojrzenie na skrzatkę, potem znów na Celine.

Jakie propozycje turystyczne dla mnie przygotowałaś, panno Delacour?

Ojciec mógł uprzedzić Celine o formalności języka Urlett, nawet w sytuacjach, które tego nie wymagały. Tak już ją matka wychowała i nie dało się tego zmienić, pomimo wielu zapewnień, że jak najbardziej może zwracać się do niego po prostu Ambroise.




RE: [8.07.1972] Pokaż mi swoją piaskownicę | Urlett & Celine - Celine Delacour - 06.07.2024

Celine nieszczególnie przejmowała się tym, co na temat jej rozpoznawalności mówili inni. Nauczyła się, wraz z biegiem czasu, że nie warto zaprzątać sobie tym głowy. To jedynie szkodziło. Źle wpływało na kondycje psychiczną. A kiedy siadała psychika, człowiek zaczynał z biegiem czasu funkcjonować gorzej również w kontekście fizycznym. To się łączyło. Tkwiąc w świecie show biznesu, będąc szeroko rozpoznawalną celebrytką, należało nauczyć się tego jak być twardym; jak sobie radzić z tym, co zawsze się z tym wiązało. Bo sława miała zarówno swoje zalety, jak i wiele różnych wad. Aczkolwiek to nie na tych wadach i zaletach powinniśmy skupić się w tym momencie.

Skrzatka stojąca przed Urlett i Celine, pokiwała głową.

- Napar z lawendy wąskolistnej, korzenia kozłka lekarskiego, albo mięty. - powtórzyła za Urlett - I czerwone wino dla pani Celine.

Po tych słowach, Tiny teleportowała się, znikając tym samym sprzed oczu obydwu kobiet, które ponownie w salonie pozostały całkiem same - mogąc się wzajemnie cieszyć swoim towarzystwem. Rzecz jasna, o ile tylko było czym się w tym przypadku cieszyć.

- Pomyślałam, że na początku możemy chwilę porozmawiać, poznać się i czegoś napić, a następnie udać na Pokątną? Dawno nie odwiedzałam butiku Mirandy Rosier. Poza nim jest tam też kilka innych miejsc, które warto odwiedzić. Na koniec możemy jeszcze wstąpić do kawiarni. Szczerze polecam Le Petit Délice. Akurat też znajduje się w tej okolicy. Bardzo przyjemne miejsce. - zaproponowała, nie chcąc na dzień dobry zarzucać kobiety zbyt dużą ilością propozycji. Zbyt wieloma punktami planie zwiedzania Magicznego Londynu. Wolała to zrobić na spokojnie.

Jeśli chodzi o język, jakim posługiwała się Urlett, to Celine oczywiście to zauważyła. Zarazem jednak problemu świadoma nie była, dlatego zrzuciła to na karb tego, że jeszcze się z blondynką nie miała okazji lepiej poznać. Liczyła na to, że z czasem ulegnie to pewnej zmianie. Rzecz jasna o ile tylko ten czas zostanie im dany w odpowiednich ilościach.




RE: [8.07.1972] Pokaż mi swoją piaskownicę | Urlett & Celine - Urlett Reykjavík - 07.07.2024

Poznać się! Tak, oczywiście. Wtedy lepiej będziesz wiedzieć, jakie miejsca mogą mnie interesować.

Ewidentnie podobał jej się ten pomysł.

Chętnie udam się do butiku. Matka proponowała mi zaopatrzyć się w coś bardziej tutejszego. Powiedziałam jej, że chętnie, o ile spełni to chociażby moje standardy rękawów. Widzisz, panno Delacour, praktyka naukowa nauczyła mnie, że nie ma nic lepszego nad wąski rękaw. — Tu uniosła rękę, by zaprezentować wspomniany element szaty. Małe guziczki ciągnęły się rządkiem przez pół przedramienia, by dopiero wtedy rozluźnić oplot tkaniny wokół ciała. — Może być nadmiar materiału, jakaś pufka, czy falbanka, ale wyżej, na dłoń nic nie powinno opadać. Pewnie sama dobrze to wiesz jako pianistka.

Kawiarnia również wzbudziła zainteresowanie Urlett.

Jeśli chodzi o kawiarnię... Czy tutejsze posiadają szerszy wybór herbat, niż jedna? Domyślam się, że tak, w końcu jesteśmy w europejskiej stolicy herbaty. Bo, wyobrażasz to sobie, panno Delacour, ale w Islandii to zazwyczaj jest jedna herbata i to nawet nie wiadomo jaka. Za to kaw pełen wybór! A na co mi wizyta w takim lokalu, jak ja kawy pić nie będę. Kofeina jest mi absolutnie nie wskazana.

Nie podała więcej szczegółów, ale jej intensywna ekspresja sugerowała, wpadła do kociołka kawy, gdy była dzieckiem.




RE: [8.07.1972] Pokaż mi swoją piaskownicę | Urlett & Celine - Celine Delacour - 07.07.2024

Przy Urlett, Celine zdawała się być zdecydowanie bardziej... cóż, stonowana to chyba najbardziej odpowiednie określenie w tym przypadku. A przynajmniej ciężko mi na ten moment znaleźć coś bardziej celnego. Kiedy ta zdawała się zadowolona z opcji poznania się, Celine jej słowa jedynie skwitowała lekkim, uprzejmym uśmiechem. Następnie wysłuchała wszystkich tych słów, które wypadały z ust pracownicy rodzinnej firmy. Jedno za drugim. Przez myśl jej przy okazji nawet przeszło, że dla kogoś takiego jak Urlett, kawa rzeczywiście zdawała się czymś niekoniecznie wskazanym. Mogła wyrządzić zbyt wiele szkód, nie oferując w zamian niczego, co byłoby w stanie to zrekompensować.

- Od lat ubieram się u Mirandy, jej butik jest wręcz fantastyczny. - tutaj akurat nie kłamała. A także nie przesadzała. Celine naprawdę uważała, że ubrania oferowane przez Mirandę Rosier-Malfoy, bo tak brzmiało jej pełne nazwisko, były warte uwagi. Sama nie była klientem łatwym, ale nigdy jeszcze nie zdarzyło jej się, aby z tego butiku wyszła niezadowolona. - Ale o tym trzeba przekonać się na własne oczy. Sama długo szukałam miejsca, które wpasuje się w moje gusta. Odkąd trafiłam tutaj, już nie muszę rozglądać się za czymś innym. Zresztą, zrozumiesz jak już tam dotrzemy. - zapewniła, zanim skupiła się na drugiej kwestii. Tutaj stosunkowo szybko zrozumiała, że Le Petit Délice, niekoniecznie było miejscem mogącym odpowiadać Urlett. Bo skoro ta zamiast dobrej kawy, oczekiwała pysznej herbaty, raczej nie byłaby zadowolona z tego, co francuska kawiarnia miała do zaoferowania. Tylko czy Celine była w stanie zaproponować jej w to miejsce coś innego? - Wiesz, skoro preferujesz inne napoje, z Le Petit Délice raczej zrezygnujemy. Może następnym razem. - to mówiąc zastanawiała się nad tym czy w okolicy znajdywało się coś bardziej odpowiedniego. Niezbyt często bywała na pokątnej, ale... - Może bardziej spodoba Ci się Ginger, Honey and Books? - zastanowiła się, przywołując w pamięci obraz niewielkiej herbaciarni i księgarni w jednym. Co prawda nigdy jeszcze nie miała okazji jej odwiedzić, ale z zewnątrz wyglądała nawet zachęcająco. Kiedyś musiał być ten pierwszy raz, prawda? - To taka herbaciarnia i księgarnia w jednym.




RE: [8.07.1972] Pokaż mi swoją piaskownicę | Urlett & Celine - Urlett Reykjavík - 07.07.2024

To bardzo obiecująca rekomendacja! Lubię, gdy jeden sklep jest w stanie spełnić wszystkie oczekiwania. Obecnie mój ulubiony butik w Reykjavíku obrał nieprzystępny dla mnie kierunek w kroju spódnic, dlatego muszę się w nie zaopatrywać w innym miejscu, co nie jest najwygodniejsze.

Urlett kupowałaby ubrania rzadziej, niż to robi, gdyby nie wykonywany zawód. Czasem podczas pracy pobrudzi się jakąś substancją, której nie da się pozbyć nawet magicznymi sposobami. Co z fartuchami laboratoryjnymi? Je również kupuje w tym samym butiku. Standardowe szaty robocze są dla niej nie do przyjęcia.

Wspomniany lokal już z nazwy spodobał się Urlett.

Cóż za interesujące połączenie! Tak, zdecydowanie musimy się tam udać. Książek nigdy za wiele, a herbaciarnia to lokal, jakiego mój kraj jeszcze nie poznał. Jak to się stało, że jeszcze nie słyszałam o czymś takim? Hm, może ci się to wydawać dziwne, panno Delacour, ale każdy mój uprzedni pobyt w Wielkiej Brytanii to przebywanie w prywatnych domostwach rodziny i nie tylko. I chociaż jestem pół brytyjką, to wciąż nie miałam okazji prawdziwie zapoznać się ze swoją drugą ojczyzną. Jak dobrze, że w końcu nadszedł ten czas.

Już po tej krótkiej konwersacji, Urlett mogła stwierdzić, że podoba jej się towarzystwo Celine. Pomimo analitycznego umysłu i paraniu się nauką, islandzka czarownica szybko wyrabiała sobie opinię o ludziach, która ciężko ulegała zmianie.




RE: [8.07.1972] Pokaż mi swoją piaskownicę | Urlett & Celine - Celine Delacour - 07.07.2024

- Rozumiem. - padło ze strony Celine. Nieistotne, że tak po prawdzie rozumiała to nie do końca. Prawie wcale? Sama bowiem nie miała nic przeciwko temu, żeby poszczególne elementy swojej garderoby kupować w innych miejscach. Po prawdzie to nawet tak robiła. Bo choć najwięcej pieniędzy pozostawała zawsze u Mirandy, to odwiedzała również kilka innych sklepów. Doskonale wiedząc, co chciała w każdym z nich znaleźć.

Celine od zawsze była dość spostrzegawcza. Widziała dużo. Rzecz jasna, o ile tylko chciała coś dostrzec, bo to nie zawsze było normą. Z tego też powodu stosunkowo łatwo przyszło jej wychwycić, że zaproponowana kawiarnia niekoniecznie wpasuje się w gusta Urlett. Dość pomocne było w tym przypadku to, że kobieta mówiła całkiem sporo.

- Będziemy musieli postarać się to naprawić. - pokiwała głową. Po części to rozumiała. O ile sama przyszła na świat w Wielkiej Brytanii, to posiadała również korzenie francuskie. I na temat Francji, z tego właśnie względu, chciała dowiedzieć się możliwie najwięcej. - Masz masz może jakieś miejsca, które chciałabyś odwiedzić?  - zainteresowała się. Być może byłaby w stanie odrobinę z tym pomóc. Znaleźć dość czasu, aby w kilku takich wycieczkach Urlett towarzyszyć? Zwłaszcza, że jeszcze przez kilka tygodni mogła cieszyć się swoim zasłużonym urlopem. Zapracowała sobie na tę przerwę. A także jej potrzebowała. Ot, chodziło tutaj o kwestie zdrowotne. - Swego czasu przygotowałam dla siebie taką listę, jeśli mowa o Francji, wiesz? Nie wiem na ile jesteś w tym zorientowana, ale moja rodzina posiada francuskie korzenie. To zresztą można wywnioskować po nazwisku.

Całą tą rozmowę, przerwało wreszcie ponowne pojawienie się Tiny. Skrzatka zmaterializowała się wraz ze szklanką mięty dla Urlett oraz winem przeznaczonym dla Celine. Następnie spojrzała na obydwie czarownice.

- Tiny przygotowała mięte dla pani Urlett i wino dla pani Celine. Tiny przeprasza, ale w kuchni nie było lawendy ani kozłka. Tiny chętnie zajmie się również innymi sprawami. Czy panie czarownice czegoś jeszcze potrzebują? - odczekała chwilę na odpowiedź. Sama Celine nie uważała, aby potrzebne było im tu i teraz coś więcej, ale może Urlett miała jakieś życzenia?