Secrets of London
[15.06.1972, wieczór] Can we keep him please, please, please - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [15.06.1972, wieczór] Can we keep him please, please, please (/showthread.php?tid=3509)

Strony: 1 2


[15.06.1972, wieczór] Can we keep him please, please, please - Jonathan Selwyn - 30.06.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - osiągnięcie Piszę więc jestem - Jessie Kelly

No dobra. Pomyślałeś już jak będzie miał na imię? Jeśli będzie miał imię to może twojej matce będzie ciężej kazać ci go oddać – powiedział do Jessiego, gdy stanęli przed drzwiami mieszkania rodziny Kellych. Przy sobie mieli oczywiście psa i mnóstwo siatek z psimi zakupami. Po akcji ratunkowej na moście od razu zabrali czworonoga do magizoologa (Jonathan oczywiście jeszcze bardziej podkoloryzował historię znalezin zwierzaka, więc doktor usłyszał, jak to czarodziej trzymał się jedną ręką mostu, by uratować psa), a potem od razu kupili, to znaczy on kupił oczywiście, wszystko co uznali za przydatne i jeszcze kilka innych rzeczy tak na wszelki wypadek. Pozostawało jedynie przekonać matkę chłopaka, aby pozwoliła mu zatrzymać zwierzaka i nie zabiła Jonathana za ten pomysł. Prawdę mówiąc, chociaż jego pewna siebie mina wskazywała na coś zupełnie innego, to Jonathan miał wrażenie, że właśnie stał przed jednym z trudniejszych zadań dyplomatycznych z jakimi przyszło mu się zmierzyć. Miał tylko nadzieję, że w domu był ktoś jeszcze poza samą Charlotte, tak by kolejna osoba mogła ich wesprzeć w tym przedsięwzięciu. Na przykład Rita. Rita na pewno też by się ucieszyła z psa, prawda? Na całe szczęście starsza Kelly miała całkowicie zrozumiałą słabość zarówno do swoich dzieci, jak i do niego samego, więc Selwyn zakładał, że ostatecznie uda się zatrzymać psa i nie będzie musiał iść do Warowni z pytaniem, czy przypadkiem nie chcą kolejnego.
Ah, i pamiętaj, by próbować przekazać oczami czyste szczęście. To ją zmiękczy – dodał jeszcze i skinął głową Jessiemu, aby otworzył drzwi, chyba że ten jeszcze chciał się z nim jakoś naradzić.
Pies natomiast, nieświadomy tego, że na pewien sposób, właśnie ważą się jego losy, stał spokojnie i jedynie obwąchiwał wszystko dookoła, jakby zupełnie nie pamiętał, że jeszcze kilka godzin temu niemal zginął. Chyba nadawałby się na Gryfona.


RE: [15.06.1972, wieczór] Can we keep him please, please, please - Jessie Kelly - 30.06.2024

-Gdyby to była suczka, nazwałbym ją Persephona, ale to chłopak, więc... Gordon? Albo Benji - chyba zaczął się ekscytować. -Tak, Benji mi się podoba.

"Benji" uniósł łeb, spoglądając wpierw na Jonathan, potem na Jessiego, zamerdał krótko ogonem i znowu zaczął węszyć, by poznać nowe miejsce. Do tej pory jego ogon cały czas schowany był między jego tylnymi nogami. Na jego szyi wciąż była zapięta obroża, którą Jessie wyczarował dla niego na moście, i chłopak trzymał w dłoni koniec tej samej smyczy, razem z siatkami, w której niósł zakupione przez chrzestnego rzeczy, potrzebne do opieki nad psiakiem.

-Jeżeli nie zgodzi się na psa, to biorę smoka - powiedział, otwierając drzwi do mieszkania.

Jonathan wpuścił pierwszego, potem sam wszedł i poczekał, aż Benji obwącha dokładnie framugę drzwi i same drzwi, zanim odważy się przełożyć łapki przez próg i faktycznie wejść do swojego nowego domu.

Odstawił siatki i kucnął, obserwując psiaka, obwąchującego dosłownie każdy kawałek podłogi i każdy mebel, który znalazł się w zasięgu jego nosa (czyli niewielka była to przestrzeń, bo smycz nie była przesadnie długa). Zapachów było dla niego mnóstwo i wszystkie musiał poznać.

-A może wcale nie będzie z tym problemu? - powiedział i wyciągnął rękę, gdy Benji podszedł do niego. -Może właśnie sama będzie chciała go zatrzymać?

Mokry nos przesuwał się po jego ciepłej skórze, a zaraz dołączył do niego równie mokry język. Uśmiechając się delikatnie, Jessie podrapał psiaka pod pyszczkiem.

-Tata by go polubił - dodał trochę ciszej, zanim wstał i zajrzał w głąb mieszkania. -Mamo? Rita? Ktoś jest w domu?




RE: [15.06.1972, wieczór] Can we keep him please, please, please - Charlotte Kelly - 30.06.2024

Mieszkanie Kelly’ych było duże, i zajmowało całe piętro kamienicy, nie ubogie, ale też nie luksusowe – ot takie, jakiego można się spodziewać po kobiecie, która ma naprawdę wysoką pensję (i która czasem dostawała prezenty od bogatszych znajomych), ale nie jest obrzydliwie bogata.
Charlotte na wołania syna wyłoniła się z kuchni z nożem w ręku. Był pokryty jakąś podejrzaną, czerwoną substancją.
Nie, nie obudził się w niej talent jasnowidzenia i nie zobaczyła ich przez jedno z okien. Ot chociaż absolutnie nie była gospodynią domową (za żadne skarby świata!), i zazwyczaj jedzenie kupowała, a od czasu do czasu płaciła za drobną pomoc uboższej sąsiadce, to jednak w Stanach musiała nauczyć się przygotowywać podstawowe potrawy. Po kilku wypadkach, wielu razach, gdy Ned heroicznie przełykał przypalone dania i jednym zrujnowaniu kuchni, nauczyła się jako tako gotować. I choć teraz korzystała z tej umiejętności rzadko, to strzeliło jej do głowy, że zrobi konfitury, według przepisów znajomej ze Stanów, a za których smakiem nagle zatęskniła. Na Pokątnej naprawdę ciężko było o smaczne przetwory, przynajmniej zdaniem Charlotte.
Po prawdzie nie wymagało to wiele pracy, bo oczywiście od tego była magia. Łyżka wirowała w garnku wprawiana w ruch zaklęciem translokacyjnym, owoce obierały się same, a Charlotte tylko sobie siedziała przy stole, czasem machając różdżką, i rozmyślając, jaką to jest wspaniałą matką, skoro szykuje dla dzieci przetwory (nie żeby sama nie zamierzała ich jeść). Dźwięk otwieranych drzwi sprawił, że różdżka nieco drgnęła, nóż wymsknął się z niewoli czaru i spadł na podłogę, Kelly podniosła go więc i ruszyła sprawdzić, czemu wołał ich syn.
Zatrzymała się w progu kuchni.
Najpierw spojrzała na Jessiego, potem na Jonathana, i jego mina naprawdę się jej nie spodobała. Potem wzrok Charlotte powędrował na te wszystkie torby i natychmiast dostrzegła wielki worek z psim jedzeniem. A wreszcie popatrzyła na psa.
– Czekam na wyjaśnienia – powiedziała krótko, celując nożem, ociekającym sokiem z malin, w Jonathana, bo nie wątpiła, że to jakimś cudem jego pomysł. Jessie przecież przynajmniej by spytał, co o tym myślą! On miał odrobinę zdrowego rozsądku, chociaż Selwyn bardzo starał się tę wyplenić.


RE: [15.06.1972, wieczór] Can we keep him please, please, please - Rita Kelly - 01.07.2024

Siedziała w swoim pokoju. Na parapecie. Ze starego gramofonu wydobywała się muzyka, coś klasycznego. Poniekąd była to jedna z jej pasji, sama lubiła grać, kiedy czytała chętnie też robiła to w towarzystwie dźwięków, które wypełniały pomieszczenie. W dłoni miała jakąś książkę, najpewniej coś o duchach, był to kolejny temat z obszaru jej zainteresowań. Promienie słońca przyjemnie muskały jej twarz, szeroki parapet był jednym z jej ulubionych miejsc w tym pokoju. Bardzo przepadała za światłem, szczególnie tym dziennym, słonecznym. Chętnie się na nim wygrzewała niczym kot.

Z zamyślenia wyrwał ją głos dobiegający z wnętrza mieszkania. Dlaczego Jessie tak się darł? Czy przydarzyło mu się coś złego? Ton jego głosu właściwie na to nie wskazywał, nie przeszkadzało jej to jednak w bardzo szybkiej reakcji, spowodowanej ciekawością. Zeskoczyła zgrabnie z parapetu i pognała w stronę przedpokoju. Nadal dzierżyła książkę w dłoni.

Jessie nie był tutaj sam. Najwyraźniej pojawił się w towarzystwie wujka Jonathana, to jego Rita zauważyła jako pierwszego, uśmiechnęła się do mężczyzny ciepło na przywitanie, później dostrzegła matkę, która trzymała w dłoni nóż, w czerwonej mazi. Kogo zamordowała tym razem? Ta myśl przemknęła jej przez głowę, ale wtedy zobaczyła jego. Najsłodszą istotę na świecie, która nie czuła się tutaj zbyt pewnie, a jej widok roztapiał jej serce. - AAA! - Pisnęła i pobiegła w stronę zwierzaka. Nie pomyślała, że mogła go wystraszyć. Tak bardzo była zaaferowana sprawą.

- Kto jest najsłodszym pieskiem na świecie? - Rzuciła do psa, przykucając tuż obok niego. Miała nadzieję, że da się jej pogłaskać.

- Skąd wzięliście tego małego słodziaka, cudaka? Czy on już jest nasz? - Zatrzepotała rzęsami spoglądając na wszystkich obecnych. Nie do końca wiedziała, co się dzieje, bo dotarła tutaj w samym środku konwersacji.




RE: [15.06.1972, wieczór] Can we keep him please, please, please - Jonathan Selwyn - 05.07.2024

Persephona? W sumie to rzeczywiście imię twojej babki mogłoby nabrać pozytywnego znaczenia, gdyby ktoś nadał je psu – powiedział patrząc wesoło to na psa, to na chrześniaka. – A więc Benji. Idealnie.
Jak nie pies to smok. Uczciwy warunek, chociaż wolał załatwić mu i psa i smoka.
Gdy weszli do środka, nie powitały ich krzyki, więc chyba przynajmniej na razie było dobrze. A potem Charlotte wyłoniła się z kuchni. No cóż, jeden rodzic Jessiego, pewnie ucieszyłby się na widok zwierzaka. Drugi, właśnie celował w niego nożem z czerwoną substancją na ostrzu. I z jakiegoś powodu to z tym drugim postanowił się przyjaźnić już od Hogwartu.
Charlotte, moja droga, po pierwsze chcę tylko powiedzieć, że naprawdę wyglądasz dzisiaj jeszcze lepiej niż zwykle. Nowa bluzka? Pasuje ci. Z krwistymi dodatkami też ci jest do twarzy– powiedział, w teatralnym geście unosząc ręce do góry, jakby naprawdę obawiał się, że czarownica mogłaby mu coś zrobić. – Po drugie...
W tym momencie z ratunkiem przyszła mu Rita, która zareagowała na pojawienie się zwierzaka, tak entuzjastycznie, jak to tylko było możliwe. Uśmiechnął się na ten widok, zwłaszcza że pies od razu dał się jej pogłaskać i rzucił w stronę Charlotte spojrzenie mówiące tyle co No chyba nie zrobisz tego teraz dzieciom i nie zabierzesz im go?.
Znaleźliśmy go, gdy skoczył z mosty w Szkocji. Nie miał obroży. Udało mi się go uratować, ale myślę, że gdyby nie Jessie to nie udałoby się go jak nigdy uspokoić i biedak mógłby spróbować skoczyć jeszcze raz. – Nieco podkoloryzował prawdę, a co? – Prawdę mówiąc, wygląda na to, że nasz drogi Benji jest już tak przywiązany do niego, że separacja mogłaby się skończyć w jego przypadku tragicznie.


RE: [15.06.1972, wieczór] Can we keep him please, please, please - Jessie Kelly - 05.07.2024

-Widzę w tym jeden z argumentów, którym mam zamiar przekonywać mamę, wuju - wyszczerzył się do Jonathana Jessie, zanim finalnie weszli do mieszkania.

Raczej nie spodziewał się zobaczyć swojej mamy w kuchni, a tym bardziej nie z nożem, i ten widok go trochę zaskoczył. A potem na jego twarzy pojawił się grymas, bo Co to za ohydna breja w równie ohydnym kolorze, która kapie z tego noża?

-Mamo, czemu brudzisz podłogę? - spytał, nim przywitał się z siostrą.

W sumie spodziewał się takiej reakcji po swojej siostrze, bo w sumie czemu miałaby nie zachwycać się pieskiem, który nagle pojawił się w ich domu, miał z nimi zostać i był taki słodziutki i malutki i taki buciu buciu? Jessie zaśmiał się cicho, obserwując siostrę, gdy ta podbiegła do pieska, trochę go przy tym strasząc, zaczęła do niego mówić i spróbowała go pogłaskać. Psiaczek, ochrzczony pięknym imieniem Benji, wpierw powąchał dłoń Rity, polizał ją i pozwolił się pogłaskać, a jego ogonek pracował tym szybciej, im dłużej trwały pieszczoty.

-Będzie nasz, jeśli pomożesz mi przekonać mamę, żeby pozwoliła go zatrzymać - szepnął Ricie na ucho, kucając obok niej. -Liczę na ciebie, siostrzyczko.

Benji jeszcze chwilę cieszył się głaskaniem, a potem zaczął delikatnie podgryzać nadgarstek Rity i jej palce, niezbyt mocno, i trącać jej ramię łapkami.

Słysząc historię, którą Jonathan opowiadał jego matce (wciąż celującej w niego nożem), odwrócił się do rodzicielki i uśmiechnął najszerzej, jak się tylko dało, by nie wyglądało to sztucznie, jakby znowu miał siedem lat i z dumą przekazywał tacie czterolistną koniczynę, którą znalazł podczas spaceru.

-Tak! Wujek bohatersko uratował go przed samobójczą śmiercią. No zobaczy, mamo, przecież to jest takie urocze stworzonko. O, i Rita go polubiła. I wszystko mamy już zorganizowane - zatoczył ramieniem koło w powietrzu, wskazując przestrzeń, jaką zajmowały wszystkie siatki z zakupionymi przez wuja Selwyna rzeczami dla psiaka. -I mamo, posłuchaj mnie - z bardzo dobrym pomysłem w głowie zerwał się na równe nogi, znowu strasząc (niechcący) biednego szczeniaczka. Tym razem Rita miała szansę, żeby go trochę uspokoić. -Możemy go nauczyć, żeby reagował na imię "Persephona". Wyobraź sobie, jakbyś go wzięła ze sobą na jakiś bankiet albo inne przyjęcie, gdzie byłaby babcia, i byś go zawołała, kiedy akurat ona by słyszała. Wyobraź sobie jej minę, jakby się zorientowała, że na jej imię reaguje pies.




RE: [15.06.1972, wieczór] Can we keep him please, please, please - Charlotte Kelly - 06.07.2024

– Sądzicie, że urodziłam się wczoraj? – spytała Charlotte, mrużąc jasne oczy i spoglądając wciąż na Jonathana. Znała go od zbyt wielu lat, aby nie zdała sobie sprawy z tego, że Selwyn rzuca teraz tymi wszystkimi komplementami tylko po to, aby ją zmiękczyć (jakby sądził, że to może podziałać! Przecież doskonale wiedziała, że ta bluzka jej pasuje, nie potrzebowała żadnych potwierdzeń), i że to opowiadanie o Jessim, do którego to Benji straszliwie się przywiązał, że ich rozdzielenie skończy się tragedią, to część Wielkiego Przedstawienia Jonathana Selwyna nr 10675. – Znalazłeś psa, nie umiałeś go porzucić, a nie chce ci się go samemu wyprowadzać na spacery – oświadczyła chłodnym tonem. To było bardzo w stylu Jonathana: mieć za miękkie serce, aby zostawić szczeniaka samemu sobie, aby być zbyt wygodnym, by wziąć go do siebie. – Jakbyś nie mieszkał wśród mugoli, którzy mają ludzi, jakim za coś takiego się płaci – prychnęła, przenosząc spojrzenie na córkę, która dopadła szczeniaka.
Tak naprawdę Charlotte wiedziała, że sprawa jest już przegrana. Mogła powtarzać, że nie wezmą kota, bo nie ma ochoty sprzątać jego kuwety i że kamienica w magicznym Londynie to nie miejsce dla psów – bo gdzie w końcu wyprowadzać je na spacery? Była w tym nieubłagana, ale postawiona przed faktem dokonanym niewielki miała wybór. Mogła mieć serce z lodu, ale nie chciała przecież łamać serc swoim dzieciom.
– Żaden pies nie zasługuje na to, aby nadawać mu imię Perspehona, Jessie. Nawet jeśli zabawnie byłoby powiedzieć w towarzystwie, że Perspehona znowu zjadła kapcie. Nie jestem aż taką psychopatką, żeby wyrzucić za próg szczeniaka - powiedziała Charlotte z pewną irytacją, opuszczając nóż. - Wyrzuciłabym dramatycznie Jonathana, niestety on nie będzie wtedy moknął smutny i głodny pod naszymi drzwiami, a wróci do swojej bajecznie drogiej kamienicy. Jessie, Rita, wy będziecie wyprowadzać go na spacery. Jeśli o to nie zadbacie, wywiozę go do Doliny Godryka i porzucę pod kuźnią Nordgersimów. Johny, jeżeli on zniszczy mi jakiś mebel, odkupujesz je wszystkie, żeby pasowały do kompletu – powiedziała stanowczo, bo skoro już miała mieć w domu brudne, skamlące i absorbujące zwierzę, które obgryza kapcie i kanapy, to niech sprawcy tego zamieszania się nim zajmują i płacą za szkody. Kompromis, tak?


RE: [15.06.1972, wieczór] Can we keep him please, please, please - Rita Kelly - 06.07.2024

Wujek Jonathan chyba wybrał nieodpowiednią drogę do tego, aby przekonać Charlotte co do przyjęcia psa. Jej matka nie była głupia, na pewno nie poleci na takie komplementy. Wydawało jej się, że był doświadczony w negocjacjach z tą kobietą, najwyraźniej się myliła.

Nadal przykucała przy tym maleństwie, nie przeszkadzało jej nadgryzanie w nadgarstki. Piesek był słodziakiem, naprawdę miała nadzieję, że uda im się jakoś wynegocjować to, aby został w rodzinie. Nie miała problemów z wczesnym wstawaniem, nie był więc to dla niej żaden problem, aby się nim odpowiednio zająć. Oczywiście, że przygotuje listę, w której podzielą się obowiązkami z bratem, nie zamierzała bowiem być jedyną osobą, która będzie się nim zajmować. Podział musiał być równy i sprawiedliwy - zawsze.

Do jej uszu doszła historia o tym, w jaki sposób pies znalazł się w rękach wujka i jej brata. - Ojej. - Bardzo smutna historia, musieli się nim zaopiekować po tym co przeżył, szczególnie, że jego życie wcześniej nie było usłane różami. To spowodowało, że nie widziała już innej opcji. Na pewno będzie o niego walczyć.

- Damy radę. - Odszepnęła jeszcze do Jessiego. Wydawało jej się, że razem, we dwójkę poradzą sobie z matką. Może i była specyficzna i lubiła stawiać na swoim, ale nawet ona miała problem aby oprzeć się prośbie swoich dzieci.

- Dlaczego on chciał popełnić samobójstwo? - Rzuciła jeszcze w eter, nie miała pojęcia, co mogło doprowadzić psa do takiej drastycznej decyzji. Miał szczęście, że trafił na tę dwójkę, przecież gdyby nie oni, to pewnie już by go nie było na tym świecie.

Uśmiechnęła się i wyprostowała wreszcie, kiedy usłyszała słowa matki. Nie powiedziała NIE, czyli byli na wygranej pozycji. - Udało się nam. - Rzuciła jeszcze do swojego bliźniaka, ponownie cicho, żeby Charlotte nie usłyszała co burczą pod nosem. - Rozpisze nasze obowiązki, będziemy się wszystkim dzielić, nie musisz się martwić, mamo. - Dodała jeszcze spoglądając na Charlotte. Wujek Jonathan na pewno nie zbiednieje, jeśli przyjdzie mu odkupić jakieś meble, w końcu był bogaty. Układ brzmiał nie najgorzej.




RE: [15.06.1972, wieczór] Can we keep him please, please, please - Jonathan Selwyn - 09.07.2024

Jonathan dyplomatycznie powstrzymał się od przewrócenia oczami. On był dzisiaj gotowy nawet zasugerować jej, że może wyjątkowo, tego pięknego dnia, wyglądała lepiej od niego samego, a ona i tak już na starcie odrzucała jego pochlebstwa. Czy Selwyn w ogóle zakładał, że mogły one podziałać? I tak i nie, bardziej traktował to jako swoistą grę, pomiędzy ich dwójką, niż aktywne próby zmiękczenia ją komplementami. Zmiękczał ją przecież całą swoją osobowością, gdy tylko znajdywali się w jednym pomieszczeniu, ale niech jej będzie. Nie powie więc, że może i nie urodziła się wczoraj, ale wygląda równie młodo.
Przepraszam, że w pierwszym odruchu myślę o szczęściu mojego chrześniaka i jego rodziny, a nie własnym – powiedział z udawanym oburzeniem, jednocześnie otaczając na chwilę Jessiego swoim ramieniem. Czy Charlotte miała rację? Tak, zdecydowanie nie byłby w stanie porzucić psa i zdecydowanie nie chciało mu się wyprowadzać go na spacery, ale nie znaczyło to, że nie chciał, by Jessie i Rita byli szczęśliwi. Nawet gdyby chciał zatrzymał psa dla siebie w pierwszej chwili i tak pomyślałby o rodzinie Kellych!
Uśmiechnął się słysząc, jak młody kombinuje, by przekonać matkę, a jego siostra mu w tym pomagała.
Oczywiście. Zafunduje wam nawet architekta wnętrz jeśli zajdzie taka potrzeba – zapewnił Charlotte, nie mogąc nie powstrzymać szerokiego uśmiechu słysząc jej słowa. Awwwww. Wiedział, że jednak gdzieś tam pod tą lodową skorupą tli się jeszcze miękkie serce. Przynajmniej do zgromadzonych w tym pomieszczeniu.
Zerknął na Ritę.
Nie mam pojęcia, najpierw szczekał w stronę mgły, a potem po prostu skoczył. – To zdecydowanie była dziwna sytuacja, ale nie wiedział skąd wynikała. – Może coś wyczuł?
Grunt, że żadne z nich nie postanowiło się również rzucić z mostu, bo byłoby to co najmniej problematyczne.
No dobrze. Kupiliśmy z Jessim chyba wszystko co było dla niego potrzebne. Pomożecie mi to wypakować? Trzy legowiska to chyba odpowiednią ilość? – Tu oczywiście zwrócił się do młodszej części tego zgromadzenia. – Charlotte, w sumie to jeszcze raz, kogo dzisiaj zabiłaś?


RE: [15.06.1972, wieczór] Can we keep him please, please, please - Jessie Kelly - 11.07.2024

-Nie musi to być jego imię, bo to już posiada. Możemy zrobić z tego taką komendę. Na hasło "Persephona" zacznie gryźć kapcie - w sumie, dlaczego by tego nie zrobić, nawet gdyby Charlotte odrzuciła ten pomysł?

Któregoś pięknego dnia Charlotte mogłaby usłyszeć któreś z bliźniaków, wolające "Persephona" i odkryje, że stare kapcie, które miała zamiar wyrzucić, skończyły jako zabawka dla psiaka. Wtedy mogłaby się komuś pożalić, że Persephona znowu pogryzła kapcie.

-Zawsze to mógł być smok - mruknął cicho, kiedy otoczyło go ramię Jonathana, a Charlotte obiecała, że psiak wyląduje w Dolinie Godryka, jeśli dzieci się nim nie zaopiekują.

Rita przyszła mu z pomocą, obiecując rozdzielenie obowiązków pomiędzy ich dwójką. Oczywiście, nie miał zamiaru zrzucać wszystkiego na siostrę, a samemu jedynie się z psiakiem bawić, ale taka rozpiska brzmiała rozsądnie, tym bardziej, jeśli dzięki temu mogli przekonać Charlotte.

-Nie będziesz musiała się fatygować, mamo. Zajmiemy się nim - dodał po siostrze, wracając do niej i szczeniaka, który teraz zaczął Ritę po rękach lizać. Uśmiechnął się jeszcze do siostry i bezgłośnie powiedział "Dziękuję".
-Może coś mu się tam przewidziało? Albo pierwszy raz widział mgłę? - tu spojrzał kolejny raz na wuja i wzruszył lekko ramionami, bo mogli sobie tak gdybać, ale pewnie i tak by nie odkryli powodu, dla którego psiak postanowił w tak dramatyczny sposób spróbować odebrać sobie życie.

Cokolwiek było w tej mgle, co omal nie pozbawiło życia młodego psiaka (i Jonathana, gdyby jego bohaterstwo kompletnie przyćmiło ostrożność), czy było teraz ważne? Jeżeli tego typu sytuacje zaczął się powtarzać, władze z pewnością skierują na ten fenomen swój wzrok, bo kto wie, czy ludzie też nie zaczną tam skakać. Tymczasem przynajmniej jedno szczenię zostało uratowane i zyskało nowy dom.

-Myślę, że w zupełności wystarczą - powiedział i podniósł się, by rozpakować poustawiane pod ścianą torby.

Może jednak wzięli za dużo tych rzeczy? A może nie? A jeśli o czymś zapomnieli?