![]() |
|
[22.07.1972] To keep you safe. Charles & Olivia - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [22.07.1972] To keep you safe. Charles & Olivia (/showthread.php?tid=3517) Strony:
1
2
|
[22.07.1972] To keep you safe. Charles & Olivia - Charles Mulciber - 01.07.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Olivia Quirke - osiągnięcie Badacz Tajemnic Kontynuacja z wątku Widowisko randkowe Sophie zniknęła. Zabrał ją jakiś zbir i teraz Charlie musiał odstawić do domu kolejną pannę, by i jej nie stała się krzywda. Olivię spotkał całkiem przypadkiem, lecz nie zamierzał zostawiać jej teraz na pastwę losu. Mogła co prawda użyć sieci Fiuu i szybko znaleźć się w domu, lecz oboje mogli zgodzić się, że przyda im się spacer dla ochłonięcia po wieczorze. Charles nie wypił zbyt wiele, ledwie dwa piwa, za mało, by zdążyć zakręcić w głowie, tym bardziej po szoku, jaki zgotował im Borgin. Charles westchnął, zbierając myśli. - Możesz oprzeć się o moje ramię. Jeśli chcesz. - Zaproponował Olivii, choć wiedział, że najpewniej spotka się z odmową. Panna Quirke okazała się być bardzo niedotykalska. - Prowadź do domu i miej różdżkę w pogotowiu, w razie czego. - Charlie nie miał różdżki. Została w domu. Odkąd nauczył się magii bezróżdżkowej, różdżka stała się niewygodnym akcesorium. - Jak myślisz, wróci po więcej kobiet? Sophie nie pozwoli się przetrzymywać. Jest silna. RE: [22.07.1972] To keep you safe. Charles & Olivia - Olivia Quirke - 03.07.2024 Charles nie znał Olivii - gdyby znał, to by wiedział, że kobieta miała pewne... problemy, jeśli chodzi o teleportację czy używanie kominków. Panna Quirke bowiem miała naprawdę dziwny żołądek. Potrafiła zjeść ogromne ilości jedzenia, co w żaden sposób nie wpływało na jej figurę czy poziom cukru we krwi. Zawsze zachowywała się tak, jakby miała pełno energii - nawet po zjedzeniu porcji, która niejednego zwaliłaby z nóg. A jednocześnie gdy tylko myślała o tym, by się teleportować, to wszystko podchodziło jej do gardła, błędnik wariował a w gardle pojawiała się żółć. Nienawidziła tego. Nienawidziła tego uczucia, tego że inni mogli skakać między ulicami czy nawet miastami, a ona musiała albo używać miotły, albo mieć ze sobą paczkę miętówek i woreczek, na wypadek gdyby nagle postanowiła zwrócić zawartość żołądka tuż po wyjściu ze szmaragdowych płomieni. - Sugerujesz, że nie potrafię chodzić w tak wysokich butach, czy że pól piwa to wystarczająco, by zwalić mnie z nóg? - zapytała, zerkając na Mulcibera z rozbawieniem. W jej ustach pojawił się papieros, chociaż doskonale wiedziała, że to gówno wcale nie uspokajało, a wręcz przeciwnie. Potrzebowała jednak tej stabilności i zajęcia czymś rąk. Kiedyś rzuci, tak... Kiedyś. Jak będzie gotowa. - Myślę, że skoro na miejscu są Aurorzy, to... Raczej nie. Powiedziała cicho, ale na wszelki wypadek rozejrzała się. Ulice były puste, chociaż nie całkowicie wyludnione. Było późno ale nie na tyle, by nie mogli spotkać żywej duszy na Pokątnej. Mimowolnie jedną rękę Olivia wsadziła do kieszeni, tam gdzie spoczywała różdżka. I kto tu kogo będzie chronił w razie czego? - Sophie... A więc tak ma na imię. Twoja kuzynka w sensie. Miała przy sobie różdżkę? I kim w ogóle był ten facet? Nie kojarzę jego twarzy z plakatów, może to... Może to jakieś nieporozumienie? I jak wrócisz do domu, to Sophie będzie siedziała przy stole i piła herbatę z lawendą na uspokojenie? - starała się pocieszyć chłopaka, chociaż nie można było powiedzieć, żeby była w tym mistrzem. Uśmiechnęła się jednak i poklepała Charlesa po ramieniu. - Umie się chyba teleportować? Wyglądała na młodą, ale chyba już skończyła Hogwart? Zawsze może mu uciec. Mówiłeś, że ojciec nauczył cię fal - to rzadka umiejętność. Jest aurorem? Olivia już zaczynała tworzyć teorie spiskowe w tej swojej rudej głowie, ale na razie nie wypowiadała ich na głos, by dodatkowo nie denerwować Charlesa. Przecież chciała mu pomóc i podnieść go na duchu, a nie atakować go kolejnymi paranojami. Chociaż to on sam zaczął z tym powrotem po więcej kobiet. RE: [22.07.1972] To keep you safe. Charles & Olivia - Charles Mulciber - 10.07.2024 Charlie nie zamierzał oceniać nikogo wedle problemów z teleportacją czy jakąkolwiek inną formą transportu. Sam nie był najlepszy w translokacji i wolał użyć swoich dwóch nóg aniżeli magicznych środków, które zawsze mogły zawieść, dlatego też tym razem wdzięczny był za spacer, jaki sam zaproponował Olivii. Początkowe słowa towarzyszki zaskoczyły Charliego, nim nie spostrzegł on, że był to tylko żart. - Sugeruję, że może mogłabyś przyjąć pomoc tego wysokiego, przystojnego i szarmanckiego mężczyzny? - Odpowiedział jej w lekkim tonie, lecz ramię opuścił, skoro nie chciała go przyjąć. Nie mógł jej zmusić. Nie komentował jej wyboru sposobu poradzenia sobie ze stresem, każdy radził sobie jak mógł. Sam wsunął dłonie do kieszeni spodni. - Nie do końca zrozumiałem, kim jest ten mężczyzna. Mówili, że Borgin? Wuj zna jednego Borgina, ale... ale to nie on. Przecież rozpoznałbym go. - Mruczał do siebie. Nie zobaczył prawdziwej twarzy Stanleya, gdy spadła maska, zbyt wpatrzony w Olivię. Przegapił swoją szansę na identyfikację sprawcy, która przecież nie była potrzebna aurorom. Wiedzieli, kogo szukać. Młody Mulciber westchnął. Nie miał powodu, by nie martwić się o Sophie, ale czy ta ruda wiewióra nie spadała zawsze na cztery łapy? To, że nie mógł pomóc, męczyło go, musiał jednak pamiętać, że nie był aurorem. Nigdy nim nie został i już nie zostanie. - Spodziewam się, że miała różdżkę. Nie powinna zostawiać jej w domu. Jeśli ona będzie piła herbatę lawendową, to czego będę potrzebował ja? Albo mój wuj? - Pytał, nawet jeśli nie było odpowiedzi na jego słowa. - Wolałbym, żeby nie musiała uciekać. Żeby... po prostu ją puścił. W nerwach kopnął mały kamyk, który odłamał się z bruku. Musiał trzymać nerwy na wodzy. Bez tego będzie tylko kolejnym problemem dla rodziny. - Tak, tak, tata jest aurorem w Norwegii. - Odpowiedział na pytanie Olivii. - Przyjechał pomóc bratu, więc teraz ma przerwę. Też miałem być aurorem, dlatego tata mnie uczył. Ale zrezygnowałem, nie pytaj dlaczego. RE: [22.07.1972] To keep you safe. Charles & Olivia - Olivia Quirke - 17.07.2024 Olivia należała raczej do samodzielnych kobiet - tych, które nienawidziły czuć się słabe i nie dopuszczały do siebie myśli, że ktokolwiek mógłby dostrzec ich wahanie czy chwile, w których potrzebowały pomocy. Co prawda to wszystko była maska, jedna z wielu, którą przywdziewała gdy rozmawiała z nieznajomymi, lecz Charles był właśnie nieznajomym. I w zasadzie to w ogóle nie powinna pozwolić mu odprowadzać się do domu, bo czasy były niepewne, a zdradzanie swojego adresu było głupotą. Z drugiej jednak strony przeganianie chłopaków, którzy wyglądali dość miło i niewinnie, nie leżało po prostu w jej naturze. I chociaż powinna była się nauczyć po ostatnich latach, że nie wolno było ufać każdemu, tak... Po prostu jej instynkt samozachowawczy czasem przestawał działać poprawnie. - Mogłabym, ale nie wypada - rozłożyła ręce ze śmiechem. Być może gdyby była sama, być może gdyby to była inna sytuacja, to nie tylko skorzystałaby z pomocy, ale również zaproponowała chłopakowi pójście gdzie indziej, by kontynuować rozmowę przy piwie lub czymś mocniejszym. Ale dla niej czasy się zmieniły i to diametralnie. Z reguły nie dbała o konwenanse, lecz nie można było powiedzieć, że nie dbała o uczucia innych. Nie chciałaby wiedzieć, jak zareagowałby Tristan, gdyby się dowiedział, że nie dość, że miała zjawić się na tej randce w ciemno jako jedna z uczestniczek, to jeszcze wyszła z Kotła w towarzystwie mężczyzny, wspierając się na jego ramieniu. - Borgin, Borgin... Powtórzyła nazwisko, ale nic jej to nie mówiło. Gdzieś dzwoniło, ale nie w tym kościele, w którym powinno. Uznała to za dobry omen - skoro nie widziała nic o Borginie, to znaczyło, że raczej nie był poszukiwany. A to dobrze. Ale z drugiej strony zjawili się Aurorzy i to właśnie jej tutaj bardzo nie pasowało. - Jeśli ona będzie piła herbatę z lawendą, wy będziecie potrzebować wina. Być może również lawendowego - odpowiedziała pogodnie, uśmiechając się pocieszająco. - Jest dobre, chociaż mało popularne. Nie jestem jednak pewna, czy uspokaja... Chociaż w domyśle powinno, bo lawenda ma takie właściwości. Olivia westchnęła, zwalniając nieco. Widziała, że się martwi i nie dziwiła się. Trochę przypominało to jej własną sytuację sprzed kilku lat, gdy zniknęła. Co prawda Sophie wydawała się raczej przestraszona, niż przebojowa, ale efekt był ten sam: zniknęła. [b]- Dobrze, nie będę pytać. Ale skoro twój ojciec jest aurorem... To myślę, że nie chciałabym być na miejscu tego całego Borgina - powiedziała łagodnie, zaciągając się papierosem. - Kiedy ja zniknęłam, ojciec sam mnie odnalazł. A nie jest Aurorem. Rodzice mają szósty zmysł, jeśli chodzi o odnajdywanie swoich dzieci, wiesz? I poruszą niebo i ziemię, żeby je odnaleźć. Nie chciała wdawać się w szczegóły, ale to była prawda: jej ojciec wpadł do meliny, w której została zadekowana, i zrobił taką masakrę, że gdyby nie fakt, że ledwo żyła, kto wie czy uszłoby mu to na sucho. Chyba tylko to, że była umierająca sprawił, że odstąpił od napastników. Nieprzyjemny dreszcz przeszedł po jej ciele. - Chcesz się czegoś napić może? Niedaleko jest pub, taki mały i spokojny - powiedziała, bo absolutnie nie miała pomysłu jak sprawić, żeby Charles przestał się zamartwiać. Czy w ogóle dało się cokolwiek zrobić poza wyłączeniem racjonalności? RE: [22.07.1972] To keep you safe. Charles & Olivia - Charles Mulciber - 18.07.2024 Charles miał wiele ciemnych stron, ale rzadko je pokazywał. Teraz, gdy był obok Olivii, nie miał jednak powodu, by robić coś, cokolwiek, by jej zaszkodzić. Chociaż mogła tego nie wiedzieć, jego intencje były czyste i szczere. Chciał po prostu odprowadzić ją do domu, by nie stało się nic złego. - Wiesz, czego nie wypada? Nie wypadałoby, gdybym teraz złapał cię w ramiona i zaczął z tobą tańczyć i śpiewać, jak w jakimś musicalu. - Zaśmiał się, choć oczyma wyobraźni już to widział. Czy nie stanowiliby dobrego duetu? - Potrafisz tańczyć, Olivio Quirke? Lekki temat był miłą odskocznią od prawdziwego problemu, który stworzyła dla nich Sophie. Dziewczyna mogła nie brać udziału w randce w ciemno. Mogła nie dawać się porywać przez jakiegoś Borgina! - Bardzo dużo wina. - Zawtórował Olivii, kiwając lekko głową. - Nie wiedziałem nawet, że robią jakieś z lawendy. Zwykle używam jej tylko w świeczkach. - Wzruszył lekko ramionami. Lawenda była bez wątpienia popularna. - Wujek Robert jest ojcem Sophie, nie mój tata. Sophie to moja kuzynka. - Sprostował myślenie towarzyszki, gdy wyłapał w jej słowach błąd. - Ale mój ojciec również nie da za wygraną póki Sophie się nie odnajdzie. A ty, dlaczego zniknęłaś? Jeśli mogę zapytać. Jeśli wolała nie mówić, musiał to zaakceptować. Zwykle nie znika się bez powodu. Sam nigdy nie myślał o czymś takim, zbyt przywiązany do ojca i zbyt szanujący go, na tyle, by nawet nie myśleć o ucieczce. Z drugiej strony, nie miał po co uciekać. Z ojcem było im dobrze. Propozycja wypicia kolejnego piwa nieco zbiła go z pantałyku. - Obiecałem ojcu, że wrócę prosto do domu po odprowadzeniu ciebie. - Zauważył. - Nie powinienem... RE: [22.07.1972] To keep you safe. Charles & Olivia - Olivia Quirke - 05.08.2024 Olivia roześmiała się. Być może nieco za głośno, być może gdyby było tu więcej osób, to ktoś zwróciłby na nią uwagę i posłał jej krytyczne spojrzenie, ale na ich szczęście wokół nie było nikogo, kto mógłby się przyczepić do Olivii. - Potrafię. Jednak mój taniec ma niewiele wspólnego z tym, które prezentuje się na wystawnych balach - odpowiedziała najzupełniej szczerze, rozkładając ręce w geście "co ja mogę?". - Zostałam raczej wychowana na przytupajkach w Londynie, a nie pośród balów maskowych. Ale nie zatańczę z tobą walca czy innej samby, bo mimo iż nogi mi się nie plączą... To nie znam kroków. Nieco spochmurniała, gdy zadał jej niewygodne pytanie. Pytanie samo w sobie nie było złe, w końcu sama poruszyła ten temat, ale powód, dla którego zniknęła, był niezwykle bolesny. Na tyle bolesny, że do dzisiaj ją to nawet nie tyle co gniotło, a po prostu rozdzierało serce. Widać było zmianę, która zaszła w kobiecie po pytaniu młodego Mulcibera. Widać było, że to nie był temat, którym dzieliła się chętnie - z kimkolwiek. Czy ktokolwiek poza nią samą w ogóle znał prawdziwy powód? - Ja... Hm. Powiedzmy, że błędy młodości - powiedziała, kiwając głową. Rude włosy rozsypały się wokół jej twarzy, ukrywając na moment grymas, który wygiął jej usta i w ogóle nie pasował do wesołej osobowości Olivii. Zaraz jednak wszystko to jakby się rozmyło - jakby to był tylko sen, dziwne skurczenie mięśni, które było tylko jawą i nie było prawdziwe. Bo czyż mogła być tak zafrapowana, skoro znowu szczerzyła się jak głupi do sera? - Rozumiem. To... Odpowiedzialne. I miłe dla twojego ojca. Jak to jest być tym synem, który jest odpowiedzialny i dotrzymuje słowa? Zażartowała, nie mając zielonego pojęcia, że Charles wcale taki nie był. Ale dla niej w tym momencie był. Obiecał coś, więc miał zamiar tej obietnicy dotrzymać. To była fajna odmiana, bo ona sama może i dotrzymywała obietnic, ale właśnie przez to nieczęsto je składała. Nawet rodzicom. RE: [22.07.1972] To keep you safe. Charles & Olivia - Charles Mulciber - 05.08.2024 Charles uśmiechnął się. Podobał mu się śmiech Olivii, tak głośny i szczery. Przeszło mu przez myśl, że ona nie musiała udawać, mogła nosić swoje emocje na zewnątrz, nie zakładać maski, którą często wymagało czystomagiczne wychowanie. Charlie sam nie wiedział, czy potrafił taką maskę przywdziać. Sprawdzi, gdy przyjdzie mu rozmawiać z innymi szlachetnie urodzonymi. Przy Olivii, mógł być jednak sobą. - Ja w ogóle nie potrafię tańczyć, tym bardziej walca! Oboje nie znamy kroków, więc jesteśmy na tym samym poziomie. Naucz mnie czegoś, Olivio. - Poprosił, zwracając się do niej przodem. - Zabierz mnie na londyńską przytupajkę, tu i teraz. Jesteśmy w Londynie. - Przypomniał. Wystarczyłoby machnięcie dłonią, by światło nieco przygasło, brakowało tylko muzyki! Wyłapawszy zmianę nastroju dziewczyny, Mulciber zrozumiał, że nie powinien pytać. Mogło dziać się wiele i cokolwiek zaszło między Olivią i jej rodziną, pozostanie tylko do ich wiedzy. Westchnął lekko, porzucając temat. To nie była rozmowa na ten wieczór. - W porządku. Wiesz... staram się być dla mojego taty takim, jaki on jest dla mnie. - Powiedział wprost. - To mój wzór do naśladowania. Mam wrażenie, że w Londynie jest nieco... inny, niż był w Norwegii. Ale na pewno ma tutaj więcej zmartwień, z wujem, teraz z Sophie, i w ógole. - Zakończył koślawo. RE: [22.07.1972] To keep you safe. Charles & Olivia - Olivia Quirke - 15.08.2024 Spojrzała na mężczyznę z zaskoczeniem. Nauczyć go? Przecież przed chwilą sama się przyznała do tego, że nie potrafi tańczyć, tyle co chodziła po klubach i dosłownie wymykała się do mugolskiej części Londynu po to, by pobawić się przy banjo i innym akordeonie. Przez dobrą chwilę Olivia wyglądała na mocno zaskoczoną, ale zaraz roześmiała się. - Masz aż tak słabą głowę, że to jedno piwo ci do niej uderzyło? Czy może to przez to, że to pierwsze wylądowało na tobie? Absorbujesz alkohol przez skórę? - zapytała rozbawiona, ale wyciągnęła różdżkę, a i owszem. Machnęła nią kilka razy, a przed nimi pojawiła się harmonijka i banjo, a także... skrzypce. - Ostrzegam jednak, że wyczarowanie muzyki to jedno, gorzej z wyczarowaniem DOBREJ muzyki. Powiedziała filuternie, chowając różdżkę tam, skąd ją wzięła. I... Cóż, miała rację, bo gdy stanęła naprzeciwko Charlesa i złapała go za ręce, magiczne instrumenty zafałszowały okropnie. Ale Olivii chyba to nie przeszkadzało, bo uniosła jego rękę przy pomocy swojej i zrobiła jeden, a potem drugi obrót. - Mówiłeś, że wychowałeś się w Norwegii. A kojarzysz może belgijkę? - roześmiała się, gdy skrzypce wygrały pierwsze takty. - Trzeba stać obok siebie i po prostu... Podskakiwać. Tutaj dwa kroki, o tak, potem do siebie i od siebie. Potem do muzyki trzeba zamienić się miejscami. Starała mu się to wytłumaczyć najlepiej, jak potrafiła, ale po prawdzie belgijkę powinno się tańczyć w więcej osób. I na pewno trzeba było patrzeć na kogoś, kto potrafił tańczyć. RE: [22.07.1972] To keep you safe. Charles & Olivia - Charles Mulciber - 18.08.2024 Charlie chciał odsunąć myśli swoje, jak i Olivii, od sytuacji z pubu. Miał przeczucie, że z Sophie jest wszystko w porządku, a nawet gdyby miała kłopoty, była przecież poszukiwana przez aurorów, którzy z pewnością dorwą drania, który postanowił deportować się z nią w ramionach. Wierzył, że Sophie jest bezpieczna. - Jesteś pewna, że to piwo, a nie ty, tak zawróciło mi w głowie? - Zapytał niewinnie, uśmiechając się do śmiejącej się kobiety. - Muzyka to muzyka. Jej jakość będzie pasować do naszych tańców. Jesteś jednak romantyczką, Olivio Quirke. Pozwolił jej pokazać pierwsze ruchy. Grzecznie obrócił ją, trzymając jej dłonie delikatnie, lecz nie pozwalając, by te wysunęły się z jego uścisku. Nie spieszył się do wypuszczenia jej, nawet dla tańczenia belgijki. - Nie, nie znam belgijki, ale tańczyliśmy coś podobnego podczas Midsommar. - Podzielił się. Nie miał pojęcia, czy tańce, które pamiętał, były rzeczywiście czymś tańczonym w każdej części Norwegii, czy tylko młodzieńczymi wygłupami. - Wolałbym tańczyć z tobą, nie obok ciebie. Powoli zbliżył się do dziewczyny i położył dłoń w okolicy jej talii, delikatnie, tak, że mogła wyrwać się z tego zbliżenia w każdej chwili, jeśli tylko sobie go nie życzyła. RE: [22.07.1972] To keep you safe. Charles & Olivia - Olivia Quirke - 26.08.2024 - Mam nadzieję, że to jednak nie ja, bo musiałabym ci złamać serce, a chyba cię polubiłam - odpowiedziała ze śmiechem, pół żartem pół serio. Bo naprawdę liczyła na to, że Charles po prostu żartował i to była wina piwa, a nie jej samej. Owszem, była romantyczką, niepoprawną romantyczką nawet, lecz przecież znalazła swoją drugą połówkę. Kochała Tristana całym sercem - gotowa była nie tylko za niego umrzeć, ale i za niego zabić. Miłość, która łączyła tę dwójkę, zdarzała się raz w życiu każdego. Byli jak dwie połówki jabłka, dwie idealne półkule, które się dopasowały i nic ani nikt nie mógłby ich rozdzielić. Być może śmierć, ale czy wtedy nie pękłoby jej serce i sama by nie umarła? Gdy Charles się zbliżył, ewidentnie się zmieszała. W jednej chwili roześmiana twarz pokryła się rumieńcem, który nie pasował do skocznej i fałszującej muzyki, która grała zdecydowanie za głośno jak na tę porę wieczoru. Ktoś otworzył okno i krzyknął coś w stylu dziecko próbuje mi zasnąć!, ale w tej chwili Olivia skupiała się tylko na tym, że dłoń Mulcibera znalazła się na jej talii. Było to bardzo niekomfortowe i zdecydowanie zbyt intymne, zwłaszcza że przecież dopiero się poznali. Kiedyś by nie miała oporów, by te emocje ją porwały i sprawiły, że zatraci się w ślicznych i ufnych oczach Charlesa, ale teraz była kimś zupełnie innym. Być może kiedyś ten dotyk sprawiłby jej przyjemność, ale teraz powodował wyłącznie dyskomfort. Olivia położyła dłoń na klatce piersiowej Mulcibera i odepchnęła się naprawdę lekko, ale wyczuwalnie. Tak, żeby chłopak nie miał wątpliwości, że posuwał się zdecydowanie za daleko. - Charles, słuchaj, wydajesz się naprawdę fajny, ale jestem zajęta. Spotkałam swoją bratnią duszę, a twój dotyk jest krępujący - powiedziała prosto z mostu, wywalając kawę na ławę. Ona nie bawiła się nigdy w owijanie w bawełnę, nie miała na to czasu ani finezji. Była zbyt prostolinijna, by teraz zachichotać i zatrzepotać rzęsami a potem dać mu buziaka i zniknąć w drzwiach swojego domu. Ona musiała postawić sprawę jasno, najjaśniej jak się dało. |