Secrets of London
[06/1972] Przemyśl to sobie - Desmond & Severine - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [06/1972] Przemyśl to sobie - Desmond & Severine (/showthread.php?tid=3518)

Strony: 1 2


[06/1972] Przemyśl to sobie - Desmond & Severine - Desmond Malfoy - 01.07.2024

Mieszkanie Severine Crouch
Desmond Malfoy & Severine Crouch

Kwadrans przed dziewiątą aportował się w tym samym zaułku, co poprzednio. W ten piątkowy wieczór postanowił zaprezentować się nieco mniej formalnie - jego bladobłękitna koszula miała subtelny, kwiatowy deseń i niedopięty kołnierzyk. Nie stawiłby się w Ministerstwie wyglądając w ten sposób, więc Severine mogła być pewna, że przygotowaniom do ich spotkania poświęcił całkiem sporo uwagi. W prawej dłoni trzymał niewielki bukiet różowych dalii, lewą musnął sakiewkę ukrytą w kieszeni garniturowych spodni.

Parę minut spędził w bezruchu, w milczeniu, studiując zarośniętą szarawym brudem ceglastą ścianę i powtarzając w głowie uprzejme formułki, którymi mógłby zneutralizować nieoczekiwane sytuacje, które potencjalnie mogłyby wyniknąć z histerycznego temperamentu Severine. Irytowało go to, jak późno dała mu znać, kiedy powinien się u niej pojawić, i to, że wybrała tak późną porę. Mimo wszystko nie mógł wyglądać na naburmuszonego, w końcu robiła mu przysługę. Westchnąwszy ciężko, ruszył w kierunku kamienicy, w której mieszkała siostra Oleandra.

Zerkając raz po raz na zegarek, odczekał, aż wybiła dziewiąta i z uśmiechem nieobejmującym oczu zapukał do jej drzwi, grzecznie prezentując przed sobą kwiaty. Mentalnie przygotowywał się już do swojej jutrzejszej wizyty na Nokturnie. Nie chciał pytać Lorraine o kontakty, dlatego wiedział, że będzie musiał zawitać do palarni Changów. Cóż, przynajmniej będzie miał jakąś szansę na zobaczenie Mayi.


RE: [06/1975] Przemyśl to sobie - Desmond & Severine - Severine Crouch - 03.07.2024

W przeciwieństwie do Desmonda, Severine nie przykładała wagi do swojego ubioru. Właściwie, to kiedy otworzyła mu drzwi, mógł odnieść wrażenie, że w ogóle zapomniała o ich spotkaniu; była boso, miała na sobie pomiętą beżową sukienkę z poplamionym winem kołnierzykiem, a jej niesforne blond włosy wyślizgnęły się z niskiego kucyka i okalały teraz jej twarz. Tusz do rzęs odbił się ciemnymi plamami na skórze pod jej oczami; najwyraźniej makijaż zrobiła rano i zupełnie o nim zapomniała, a on rozpłynął się pod wpływem pierwszego upału.

Och, Desmodzie — patrzyła zaskoczona to na kwiaty, to na niego — Nie trzeba było. Wejdź.

Wpuściła go do mieszkania i wzięła od niego bukiet drżącymi dłońmi. Starała się włożyć na twarz wyuczoną maskę chłodnej obojętności, ale jej twarz była nieco opuchnięta od temperatury i wypitego alkoholu, dlatego też pozwoliła sobie na odrobinę szczerości i nie kryła się z tym, że jego gest sprawił jej ogromną radość. Dostała kwiaty. Drugi raz, ale poprzednim sama ich sobie zażyczyła; tym razem była to jego inicjatywa i nie wiedziała jak się zachować. Kwiaty! Ktoś taki jak ona i śliczny bukiet różowych dalii! Przytuliła policzek do miękkich płatków i zaciągnęła się ich słodkim zapachem, a na twarzy pojawił się uśmiech.

Zaprowadziła Desmonda do salonu, w którym panował okropny bałagan; na stoliku kawowym, kanapie na której poprzednio siedziała Severine oraz na podłodze obok nich porozrzucane byłe liczne dokumenty. Pomiędzy nimi dostrzec mógł wypełnioną po brzegi popielniczkę, talerz z ciasteczkami z galaretkowym nadzieniem oraz zagubioną pustą butelkę po winie, która wtoczyła się pod stolik.

Pracuję nad pewną sprawą i najlepiej myśli mi się, gdy mam wszystko przed sobą — rzuciła na usprawiedliwienie, wskazując mu wolne miejsce na drugiej kanapie. Sama w tym czasie wsadziła dalie do wazonu na komodzie; tego samego, w którym stały przyniesione przez niego przed kilkoma dniami tulipany. Było ich nieco mniej, z pewnością przez to, że kilka zdążyło już przekwitnąć, ale wciąż zajmowały dumne miejsce w jej salonie. — Napijesz się czegoś?


RE: [06/1975] Przemyśl to sobie - Desmond & Severine - Desmond Malfoy - 03.07.2024

Gdy otworzyła mu drzwi, z martwym uśmiechem omiótł ją wzrokiem od stóp do głów, wyraźnie zaskoczony jej niechlujną aparycją. Nikła woń perfum, którymi musiała spsikać się co najmniej kilkanaście godzin temu, nie była w stanie w żadnym stopniu przykryć ostrego, kwaśnego zapachu wina, który przywołał u niego nieprzyjemne wspomnienie kaca, z jakim zmagał się po ich ostatnim spotkaniu. Przynajmniej nie będzie ciągnęło go do ryzykowania wspólnej libacji, ponadto w rozmowie z osobą pijaną prawdopodobnie będzie miał jakąś przewagę.
Dobry wieczór – odparł sucho, nie okazując po sobie ulgi, jaką sprawił mu fakt, że tym razem Severine zdecydowała się nie obejmować go na powitanie.

Wpatrywał się w nią w milczeniu, nie będąc pewnym, czy jej przesadnie pozytywna reakcja na kwiaty nie była elementem jakiegoś kąśliwego żartu, którego nie przejrzy wystarczająco szybko, żeby się przed nim obronić. Z każdą sekundą jednak radość Severine wydawała się coraz szczersza; nigdy by nie zgadł, że tak mało potrzeba, żeby uszczęśliwić kobietę. Powinien robić to częściej. Było to wyjątkowo korzystne strategicznie otwarcie.

Gdy wprowadziła go do salonu, przystanął w progu. Daremnie starał się pohamować dreszcz obrzydzenia, który przeszedł przez jego ciało, kiedy spojrzał na niedopałki wysypujące się z popielniczki postawionej zaraz obok talerzyka z jaffa cakes. Ostatnim razem jej mieszkanie cuchnęło dymem tytoniowym, to prawda, ale tym razem swąd był jeszcze odpychający. Przekroczywszy nad butelką po winie, ostrożnie usiadł na samym skraju wskazanej mu kanapy, jakby starał się nie trafić przypadkiem na żadną wyimaginowaną plamę.
Czy. Czujesz w ogóle. Smak jedzenia gdy jesz w takim. – Zamilknął, spoglądając na wazon, do którego wkładała kwiaty. Zaskoczyło go, że wciąż trzymała tamte tulipany. Jakby faktycznie jej na nich zależało. – Otoczeniu.

Krótką chwilę rozważał jej pytanie. Oczywiście, że pierwszym, co zrobiła, było zaproponowanie mu alkoholu. Nie chciał wyjść na sztywnego, zależało mu na tym, żeby kobieta uznała to spotkanie za przyjemne i bezstresowe. Uśmiechnął się uprzejmie.
Czegoś lżejszego może piwa.


RE: [06/1975] Przemyśl to sobie - Desmond & Severine - Severine Crouch - 06.07.2024

Dobry wieczór. Ukryła pobłażliwy uśmiech w różowych płatkach. Nie musiał być taki oficjalny i wcale nie chodziło tutaj o ich własną zażyłość sprzed kilku dni, kiedy to ostentacyjnie rzuciła się w jego ramiona, ani o to, że załatwiała dla niego coś nielegalnego, ale przecież Desmond był przyjacielem jej brata, znali się od lat i widywali tak często i ten dystans wydawał jej się nienaturalny, karykaturalny wręcz. Nie miała zresztą czasu, aby pochylić się nad tym - niewątpliwie interesującym z punktu psychologicznego, lecz bezużytecznym z punktu prawnika zagadnieniem, jakim były osobliwości wpisane w naturę młodego Malfoya - bowiem ten nie omieszkał skomentować bałaganu w jej mieszkaniu. Wprawdzie sama podjęła ten temat, ale zmarszczyła nos, kiedy on go pociągnął i... och, cała złość jej przeszła, kiedy odwróciła się w jego stronę i zobaczyła, jak dziwnie siedzi na jej kanapie, jakby się bał, że jego idealnie wyprasowane (zapewne skrzacimi rączkami) spodnie poplamią się od samego siedzenia i uznała to za całkiem rozczulające.

Nie wiem, bo nic nie jadłam od rana. Ciastka się nie liczą — westchnęła zbolała, sugestywnie kładąc przy tym dłoń na swoim brzuchu na wysokości żołądka, który na wspomnienie jedzenia zacisnął się przypominająco — Ale jestem w posiadaniu mugolskiego urządzenia zwanego telefonem. W specjalnej księdze, zwanej książką telefoniczną znajduję numery do restauracji i mówię, żeby przywieźli mi jedzenie. I przywożą, a ja przy odbiorze płacę mugolskimi pieniędzmi. Niesamowite, prawda? Masz może ochotę na coś mugolskiego? Pizza na przykład?

Cieplutka, z ciągnącą się mozarellą - nawet jeśli Desmond jej odmówi, Severine i tak postąpi po swojemu. W końcu była u siebie. Piwo? Skinęła głową, powinna mieć jeszcze jakieś piwo schowane w kolejnym mugolskim dobrodziejstwie - lodówce. Wyszła na moment do kuchni i nie wracała z niej przez dłuższą chwilę. Ciszę przerywał tylko jej przytłumiony głos. Podawała komuś swój adres. A może mówiła do siebie? Wreszcie znalazła się na powrót w salonie i wsunęła w ręce chłopaka zimną butelkę, po której spływały wilgotne krople.

Więc... przyszedłeś po eliksiry wielosokowe — stwierdziła, przyglądając się mu badawczo. Dalej nie rozgryzła po co ich potrzebował i do czego doszło pomiędzy nim i Oleandrem i musiała przyznać, że ta niewiedza okropnie jej uwierała.


RE: [06/1975] Przemyśl to sobie - Desmond & Severine - Desmond Malfoy - 09.07.2024

Nawet mimo tego, że pozwolił sobie usiąść w sposób nienormalny, w sposób nieuprzejmy, wciąż czuł narastające napięcie. Kiedy Severine odwróciła się do niego i mógł spojrzeć w jej oczy, uderzyła go myśl, że wcale nie chciał kończyć tego spotkania - jeśli odbierze od niej te dwie fiolki, będzie musiał przejść do realizacji kolejnego kroku swojego obrzydliwego planu. Nie miał na to siły, w tej chwili wydawał się być absolutnie ukontentowany siedzeniem pośrodku tego cuchnącego tytoniem pobojowiska i słuchania, jak młoda prawniczka opowiada mu o jakichś prymitywnych wynalazkach mugoli. Była w tym w pewien sposób... rozczulająca.

Wziął od niej piwo, krzywiąc się lekko, gdy jego skóra weszła w kontakt z uciążliwym chłodem wilgoci skraplającej się na szkle.
Przebierz się to teleportuję nas do jakiejś godziwej restauracji – zaczął, otwierając butelkę bezgłośnym zaklęciem. – Jedyna pizza jaką byłbym skłonny przyjąć od mugoli to ta autentycznie włoska ale takiej nam w. Samochodzie. Nie dostarczą. Kto wie co do niej w ogóle włożą nie wierzyłbym w ich intelekt na tyle aby ufać im z przestrzeganiem regulacji uh szanuj się bardziej.
Ciągle sztywnie usadzony na samym brzeżku sofy, upił ostrożnie łyk piwa. Nie było wcale dobre, ale smakowało mu aż za bardzo. Smakowało mu spokojem i ulgą.

Wrócił myślą do tego zbolałego grymasu, z jakim Severine wyjaśniła mu, że nie zjadła dzisiaj ani jednego posiłku.
Jesteś – powiedział nagle, zbywając kwestię eliksirów na później. – Trochę podobna do twojego brata z czasem zaczynam to dostrzegać.
Po jego kompletnie suchym tonie nie dało się wyczytać, czy mówił to w ramach komplementu czy obrazy.


RE: [06/1975] Przemyśl to sobie - Desmond & Severine - Severine Crouch - 10.07.2024

Gdyby mogła czytać w jego myślach, z pewnością obruszyłaby się na nazwanie mugolskich wynalazków prymitywnymi. Och, wręcz przeciwnie; Severine wychodziła z założenia, że mugole od jakiegoś czasu byli kilka(dziesiąt) kroków przed czarodziejami, którzy rozleniwili się dzięki magii. Oni się rozwijali, szukali odpowiedzi, podczas gdy... Och, zresztą nie miało to żadnego znaczenia.

Wstrzymała oddech zaskoczona jego propozycją. Nikt nigdy nie zapraszał jej do restauracji w sprawach innych niż biznes - a przecież ich biznes zaraz miał dojść do skutku, wystarczyło aby sięgnęła do jednej z szuflad i wyciagnęła eliksiry. Nie było żadnych warunków, które trzeba było omówić nad tatarem i lampką wina.

Zgoda, ale na pizzę i tak poczekam. Już za późno, nie ma odwrotu, jeśli jej nie odbiorę, pójdę do mugolskiego więzienia — powiedziała niezwykle poważnie, choć w jej oczach tliła się iskierka rozbawienia. Zgasła jednak natychmiast pod wpływem kolejnych słów Desmonda, a sama Severine zamarła w bezruchu.

Aha — odparła równie sucho, nie mając pojęcia, czy był to komplement, czy może obraza. W końcu uśmiechnęła się niezgrabnie, wyjęła ze szkatułki na biżuterię kolczyki - dwie wiszące na złocie perełki - i sprawnie je założyła — A więc nie jestem kukułczym jajem, jak mawiają.

Nie wiedziała, czy ta myśl jest bardziej pokrzepiająca, czy sprawiła jej przykrość, dlatego odwróciła się do Desmonda plecami.

Rozepnij mi zamek. Coś podeszło i się zaciął — poprosiła, nie widząc w tym nic zdrożnego. Sama sobie nie poradzi - nie bez uszkodzenia sukienki, albo różdżki, którą zgubiła gdzieś w tym chaosie.


RE: [06/1975] Przemyśl to sobie - Desmond & Severine - Desmond Malfoy - 10.07.2024

Widząc zaskoczenie na twarzy Severine, spodziewał się, że mu odmówi i przygotował się na to psychicznie. Sam w jej sytuacji odrzuciłbym zaproszenie, strasznie frustrowały go podobne niespodzianki. Uśmiechnął się mechanicznie, kiedy usłyszał jej zgodę, choć wewnętrznie faktycznie ucieszył go taki zwrot akcji.
Niech będzie – mówił beznamiętnie. – Chociaż interesującym byłoby. Zobaczenie mugolskich. Mechanicznych dementorów.
Gdy to powiedział, uderzyła go nagła świadomość tego, że czarodziejski zwyczaj nieprzerwanego torturowania wszystkich więźniów ot tak, mimochodem, nie musiał być powszechny w innych społeczeństwach.  Prędko odepchnął od siebie wiercący w żołądku dyskomfort - przecież winni mogli po prostu nie popełniać przestępstw. Nieposzanowanie prawa musiało być surowo karane, inaczej moralne zepsucie rozpleniłoby się do tego stopnia, że zachwiałoby podwalinami obecnego porządku. Naturalny instynkt człowieka był chaotyczny, był brutalny, jego zwierzęce pragnienia należało utrzymywać pod ścisłą kontrolą, tak jak on utrzymywał swoje.

Lekko zbity z pantałyku kontrastem między treścią swoich przemyśleń a beztroską atmosferą obecnej sytuacji, spojrzał po sylwetce odwróconej do niego tyłem Severine. Nerwowo przyjrzał się matowemu lśnieniu pereł jej kolczyków, jego oczy gładko spłynęły po jej długiej, smukłej szyi do szerokich, kościstych ramion, do prostej, szerokiej talii. Był suwak. Widział suwak.
On też. Lubi perły – powiedział, starając się nie dopuścić do świadomości tego, że musiał właśnie płonąć rumieńcem. – Tak to chyba jego ulubione dodatki.

Jeśli ona nie widziała w tym nic zdrożnego, to on również.

Delikatnie przesunął plik kartek, żeby zrobić na stoliku miejsce na odstawienie piwa. Następnie podniósł się sztywno z kanapy i wyciągnął ręce do zapięcia sukienki. Najpierw ostrożnie naciągnął materiał wokół niego, później szybko go rozpiął w taki sposób, że ledwo poczuła dotyk jego dłoni. Przez parę pełnych napięcia sekund debatował ze sobą, czy powinien pociągnąć sukienkę w dół czy w górę, żeby pomóc jej się rozebrać. Ostatecznie pociągnął w górę.


RE: [06/1975] Przemyśl to sobie - Desmond & Severine - Severine Crouch - 10.07.2024

Na wzmiankę o dementorach przez plecy Severine przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Wyprostowała się nagle i spojrzała na Desmonda z trwogą odbijającą się w błękicie spojrzenia. Trwało to jednak krótko, bowiem zaraz uśmiechnęła się do niego pobłażliwie, ale nie zmieniło to faktu, że zaniepokoiło ją to jego zainteresowanie mugolskimi torturami i nie sądziła, aby był to jedynie efekt propagandy czystej krwi. Czy o to pokłócili się z Oleandrem...? Nie, na pewno nie o to.

No wiesz co? — pokręciła głową z udawanym oburzeniem. Nie wiedziała jak z nim rozmawiać na te tematy. Nie chciała z nim rozmawiać na takie tematy, jakby podświadomie wyczuwała drzemiący w jego duszy mrok. Coś obrzydliwego, lepkiego, czego bała się dotknąć. A może to wypite wcześniej wino zaszumiało w jej głowie, do tego stopnia, że znieczuliło ją na pewne sprawy, uczyniło ją bardziej skłonną do frywolności.

Niby to ja jestem papugą, a jednak to Oleander mnie naśladuje — zachichotała, nie spodziewając się, że Desmond zrozumie jej grę słów. Uzna najwyżej, że wyraźnie podpita, szalona samotna prawniczka, mówi coś od rzeczy - to przecież nie pierwszy raz, gdy papla coś bez ładu i składu i wcale nie zachowywała się tak, jakby miała być to dla niej katastrofa.

W tamtej chwili największą trudnością był zepsuty suwak. Nie sprawa, nad którą powinna pracować, nie Atticus, ani znienawidzony ojciec. Tylko ta przeklęta sukienka. Poczuła szarpnięcie, a potem chłód na plecach i już miała się odwrócić do chłopaka z podziękowaniem, kiedy poczuła, jak materiał unosi się w górę i nie wiedziała, co powinna zrobić, więc w pierwszej chwili stanęła w bezruchu. Co chciał zrobić? Zdjąć jej sukienkę, żeby zobaczyć, jak niekształtne ciało skrywa pod ubraniem? Bliznę....?

Och nie, tylko nie bliznę. Odsunęła się od niego gwałtownie.

Nie jestem tak pijana — rzuciła drżącym głosem.


RE: [06/1975] Przemyśl to sobie - Desmond & Severine - Desmond Malfoy - 11.07.2024

"No wiesz co?" - nie wiedział. Ze zmrużonymi lekko oczyma przyjrzał się jej twarzy, próbując rozszyfrować, skąd wzięĺa się ta bardzo wyraźna zmiana w emocjach, które od niej odbierał. Skąd tyle negatywności? Nie zostało jej powiedziane nic nieuprzejmego, nie próbował też wycelować w nią żadnej zaowalowanej agresji. Z apatycznym cieniem frustracji przyjął fakt, że nie zamierzała mu wyjaśnić ani krzty tego, co się właśnie wydarzyło.

Jakby chciała go ukarać, jej kolejne słowa wyglądały na kompletny bełkot i to zakończony śmiechem. Wyglądało, jakby bawiło ją to, że nie pojmuje jej sekretnego szyfru. Napił się piwa, żeby ukryć swoją irytację.
Tak oczywiście – odparł po chwili. – Na pewno Oleander uważa cię. Za osobę godną. Naśladowania.
Agitowanie jej nie było rozsądne, ale przecież jego słowa same w sobie wcale nie były w żaden sposób raniące. To, w jaki sposób Severine je zinterpretuje, nie leżało w sferze jego odpowiedzialności.

Kiedy prawniczka w dziwnym strachu odskoczyła od niego, wyrywając mu z palców materiał sukienki, wzdrygnął się ze złości i wyciągnął ręce w jej kierunku. Z jedną dłonią na jej talii i drugą na jej szyi, siłą przyciągnął ją do siebie.
Przestań histeryzować – mruknął.
Ruchy, które wykonywał, gdy zmuszał Severine do tego, żeby przestała się wyrywać, przywiodły mu na myśl wciąż świeże wspomnienia.

Pamiętał, jak Maya wymusiła na nim zrobienie czegoś podobnego i z pewnym zaskoczeniem zauważył, że Oleandra trzymał już tak więcej niż raz. Jak prawdziwe rodzeństwo, oni byli do siebie podobni. Ale Severine była bardziej chwiejna. Słabsza.
Tylko nie krzycz nienawidzę tego – rzucił w przestrzeń, ściągając jej sukienkę przez głowę. Robił to stopniowo, żeby uniknąć osłabienia uścisku.


RE: [06/1975] Przemyśl to sobie - Desmond & Severine - Severine Crouch - 12.07.2024

Musiała przyznać, że czuła się nieco niezręcznie w towarzystwie Desmonda - ona, która zdawała się nie zwracać uwagi na konwenanse, żyć chwilą i mieć odpowiedź na wszystko, nagle nie wiedziała, jak powinna się przy nim zachować. Dotychczas jawił jej się jako przyjaciel Oleandra, równie infantylny (zupełnie tak, jakby ona była niby dojrzała) i młodzieńczo impulsywny co jej brat, ale też, będąc zupełnie szczerym, nie miała okazji, by obcować z nim częściej, poza przelotnymi spotkaniami i nigdy lub prawie nigdy tête-à-tête. Przecież kiedy przyszedł do niej pierwszy raz, założyła, że trapiącym go problemem były te, które mieli zazwyczaj chłopcy w jego wieku. W które mógłby wplątać się Oleander.... w część z nich przynajmniej...

Tymczasem Desmond okazał się inny i nie miała pojęcia, czy ta odmienność była czymś dobrym. Na ten moment na pewno byłq czymś nowym i odświeżającym i sama Severine nie mogła zaprzeczyć, że była chłopaka zwyczajnie ciekawa.

Obawiam się, że on myśli inaczej — pokręciła głową w zamyśleniu, przypominając sobie załącznik do jego ostatniego listu. W co właściwie Desmond w nią pogrywał i skąd wzięło mu się to porównywanie jej do Oleandra? Czy to był jakiś wyrafinowany żart tej dwójki? Kolejny wymierzony w nią cios? — Ale to nie

Chciała tylko wrócić do sypialni, przebrać się w coś wystarczająco eleganckiego na wizytę w restauracji i jednocześnie wygodnego, napełnić żołądek, który coraz bardziej domagał się posiłku, a potem... potem wróciłaby do tego samotnego mieszkania i poszła spać. Może odurzyłaby się wcześniej szklaneczką laudanum lub dwiema. Jeśli nie będą rozmawiać o Oleandrze, być może będzie to całkiem przyjemny wieczór.

Ale wtedy Desmond chwycił ją za szyję i nie pozwolił jej odejść. Właściwie, to Severine nigdzie się nie ruszała - nie wiedziała dokąd ma uciec, ani co powiedzieć. Nigdy w życiu nie wyobrażała sobie nawet, że znajdzie się w takiej sytuacji, dlatego pozwoliła mu dokończyć. Kiedy jednak przełożył jej sukienkę przez głowę, pośpieszne chwyciła materiał i przycisnęła go do piersi. Byle tylko nie zobaczył blizny. Jeszcze nie czas, żeby świat się o niej dowiedział.

Dziękuję — rzuciła ostro, z wyrzutem wybrzmiewającym w jej vibrato — Dalej poradzę sobie sama.