Secrets of London
[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122)
+--- Wątek: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki (/showthread.php?tid=3526)

Strony: 1 2 3 4


[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Bard Beedle - 02.07.2024

Podczas gdy jedno pomieszczenie było przeznaczone na dwa stoły do gry w pokera, drugie, niewiele mniejsze, zgromadziło tych, którzy chcieli sprawdzić swoje szczęście przy obsługiwanej przez ciemnowłosego Petera ruletce. Choć miejsc siedzących było tutaj zaledwie 6, nic nie stało na przeszkodzie, żeby do zabawy przyłączyło się więcej osób. Może nawet i 10? O ile tylko znajdą dla siebie miejsce.

Widząc, że przy stole zebrała się wreszcie odpowiednio liczna grupa graczy, chcących stracić trochę pieniędzy, Peter postanowił zabrać się do swojej roboty.

- Dobry wieczór. Tego wieczoru będę waszym kurierem, przepraszam, chciałem powiedzieć krupierem. Bla, bla, bla, mam na imię Pete. Niektórzy z was mnie zapewne kojarzą. - mężczyzna najwyraźniej niewiele sobie robił z tego, że przy jego stoliku wieczór postanowiła zacząć również sama Agnes. Nic nie wskazywało na to, żeby był tym szczególnie przejęty. Bardziej z tego powodu ostrożny. - Nasze koło ma 37 pól, 18 czarnych, 18 czerwonych i jednego zielonego. Jeśli wypadnie zielone pole z liczbą 0, wszystkie postawione żetony przechodzą do kolejnej tury. W innym wypadku, wygrana będzie zależna od postawionych przez was zakładów. - dał wam chwilę na to, żebyście przetrawili zasady gry. - Mamy dwa rodzaje zakładów: możecie obstawiać konkretne liczby lub wskazać wygrany w danej rundzie kolor. Dopuszczalne jest również połączenie jednej i drugiej formy, w celu zwiększenia szans na wygraną. Osobiście to polecam. - tutaj Pete się uśmiechnął. - Stawiając na same liczby, możemy wytypować ich 6, przeznaczając na to maksymalnie 30 żetonów w dowolnej konfiguracji. Wybierając sam kolor, możemy postawić do 10 żetonów. Nie jest dopuszczalne stawianie jednocześnie na obydwa kolory. Poza tym, byłoby to zbyt proste, prawda? - tutaj znów otrzymaliście kilka chwil na reakcje. - Co by tutaj jeszcze... tak, właśnie. Jeśli ktoś z was zdecyduje się postawić zakład mieszany, czyli liczbę i kolor, ma prawo wytypować do 3 liczb oraz jeden kolor. Na taki zakład możemy przeznaczyć do 80 żetonów. Nie można obstawić zera, ale to raczej oczywiste. Aby wziąć udział w grze, wystarczy 1 żeton. I to by było wszystko. Wszyscy gotowi?

Sam Pete na gotowego wyglądał. Gotowego do tego, aby zakręcić kołem i sprawdzić, któremu z was dopisze szczęście. Zanim jednak to nastąpi, każde z was musiało postawić swoje zakłady.


Brak kolejki, obowiązują dwa posty na rundę (6 dni), do gry należy się uprzednio zapisać.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Czas trwania rundy: do 6 dni
W jaki sposób ją rozgrywamy? Na luzie - ode mnie otrzymacie post początkowy i końcowy i od was też oczekuje tego samego. Wyglądać to będzie w następujący sposób:
1 - mój post (24h na post)
2 - wasze zakłady (48h na post)
3 - mój post (24h na post)
4 - zabieracie żetony (lub tracicie) i decydujecie czy wchodzicie do kolejnej rundy (48h na post)

Koło ruletki składa się z 36 pól w kolorach czarnym i czerwonym. Jednego zielonego (z 0). Obok niego jest plansza, na której gracze mogą obstawiać zakłady. I teraz tak - o ile na potrzeby fabuły możecie założyć, iż wygląda ona tak jak w rzeczywistości, to mechanicznie proszę was o to, żebyśmy stosowali wyłącznie opisane poniżej formy zakładów.

Formy zakładów
a) czarne / czerwone pole - nazwijmy je zakładami niskimi
b) wybrane pola od 1 do 36 - nazwijmy je zakładami wysokimi

Ilość zakładów na rundę
W przypadku postawienia niskiego zakładu, przewiduje możliwość postawienia jednego zakładu podczas danej rundy - co za tym idzie nie możesz postawić jednocześnie na pola czarne i czerwone.
W przypadku postawienia zakładu wysokiego, możemy wytypować od 1 do 6 pól.
Dopuszczam możliwość połączenia zakładu wysokiego z niskim, przy czym takie połączenie pozwala na 1 zakład niski i wybór maksymalnie 3 pól do zakładu wysokiego.

Wysokość zakładów
W przypadku zakładu niskiego, możemy postawić do 10 żetonów o wartości łącznej do 50 galeonów.
W przypadku zakładu wysokiego, na wszystkie 6 pól możemy postawić łącznie 30 żetonów o wartości łącznej 150 galeonów, w dowolnej konfiguracji.
W trakcie jednej rundy gracz może więc zdecydować się na zakład w wysokości maksymalnie 200 galeonów. Minimalna wysokość zakładu to 1 żeton, czyli 5 galeonów.

Warunki wygranej, podział puli
Za każdym razem, kiedy koło zostanie wprawione w ruch, wylosowane zostanie jedno z pól na ruletce, część uczestników wygra, część natomiast przegra - zależnie od poczynionych zakładów. Informacja o tym, ile żetonów udało się zgromadzić w puli oraz jaka jest ich wartość, będzie każdorazowo podawana po zakończeniu przyjmowania zakładów.

Szczęśliwiec, któremu udało się wytypować zwycięskie pole, zgarnia 100% kwoty, jaka została na nie postawiona (w przypadku większej liczby graczy, którzy obstawili zwycięskie pole, kwota do niego przypisana jest dzielona pomiędzy nich)
70% pozostałej puli przeznaczone jest dla tych, którzy wytypowali zwycięskie pole
30% pozostałej puli zostanie podzielone pomiędzy tych graczy, którzy zdołali wytypować odpowiedni kolor
Jeśli na ruletce wypadnie 0, wszystkie postawione pieniądze przechodzą do puli przeznaczonej na następną rundę



RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Bard Beedle - 04.07.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=BGV5PJj.png[/inny avek]

Na ten moment, z alkoholem się nie śpieszyła. Zdążyła już bowiem napić się zarówno wina, jak i szampana. Co prawda w obydwu przypadkach, do połowy pełne lampki oddała jednej z kelnerek, ale to mało istotne. Na własnym przyjęciu trzeba było, przynajmniej na samym początku, trzymać pewien poziom. Odpowiedni poziom. Dlatego też, do pomieszczenia z ruletką, Agnes zmierzała trzymając w rękach jedynie swoją torebkę. Tę torebkę, w której dla własnej wygody, trzymała obecnie żetony do gry.

- Jak zawsze kochanie. Wiesz przecież, że wolę zaczynać od... nieco lżejszego kalibru. - uśmiechnęła się. Dla niej takim lżejszym kalibrem była ruletka. W pełni losowa, nie wymagająca nadążania za wszystkim, co akurat działo się przy stole. Rozważań dotyczących tego, kto jakie karty miał na ręku; jakie szanse na wygraną. - Poza tym przy ruletce można zawsze na spokojnie porozmawiać. W niczym to nie przeszkadza.

Błysnęła uśmiechem w stronę młodszej krewniaczki.


Kiedy wszyscy zainteresowani znaleźli się przy stole, wyłożyła na jego blacie zawartość swojej torebki. A w zasadzie, to tylko część tej zawartości. Łatwo było określić, że nie zamierzała przeznaczyć na grę więcej jak około... 30 żetonów? Może kilku mniej, kilku więcej. Następnie wysłuchała tego, co do powiedzenia miał krupier. Nie przerywała.

- Urodziłam się gotowa. - zakomunikowała, dopiero, kiedy mężczyzna skończył. Następnie odliczywszy 10 żetonów, umieściła je polu z kolorem czarnym. Tym samym zdecydowała się na drugi rodzaj zakładu. - Do tego dorzucę jeszcze 16 i 10. - nad tym musiała się zastanowić. Ostatecznie wytypowała jednak własną datę urodzin, czego musieli być świadomi Ci, którzy kobietę znali. Urodziła się bowiem 16 października. Na obydwa wybrane pola, przesunęła kolejne 4 żetony, po dwa na każde z nich. - Teraz Twoja kolej, Camille, kotku.


10 żetonów na kolor czarny
2 żetony na 16
2 żetony na 10


RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Lorien Mulciber - 05.07.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2IS0Khx.png[/inny avek]
Lorien, wciąż uzbrojona w swój kieliszek z niedopitym szampanem (który swoją drogą nie należał do jej ulubionych trunków, ale cóż począć), trzymając pana męża pod ramię, ruszyła w stronę pokoju z ruletką.

Decyzja logiczna i co ważniejsze… strategiczna. Przede wszystkim pani Mulciber zauważyła jak kieruje się tam Agnes. A w tym momencie to od niej była w stanie dowiedzieć się większości plotek na temat brytyjskiej socjety i aktualnej sytuacji na salonach. Niemal trzy miesiące nieobecności mogły być zabójcze dla pozycji wśród czystokrwistej śmietanki towarzyskiej.
W dodatku nie trudno było się domyślić, że przy stołach pokerowych zasiadli właśnie najbardziej zajadli i krwiożerczy gracze z jakimi kiedykolwiek miała okazję w życiu grać. Postanowiła zaczekać aż alkohol nieco bardziej uderzy im do głów, potracą swoje żetony lub upiją się zwycięstwem. Aż staną się nieostrożni, a zakłady ryzykowne. Wtedy zaczynała się najlepsza zabawa.
Nawet jeśli żadne z nich nawet nie zbliży się do tego skoku adrenaliny jaki dawała obawa o utratę majątku, domu czy drobiazgów wartych więcej niż czyjaś roczna pensji. Czasem tęskniła za czasami, gdy cokolwiek było jeszcze tak ekscytujące jak dawne rozgrywki w skąpanych w półmroku kasynach Prewettów. Nieświadomie przesunęła palcami po złotym łańcuszku na szyi, oplatając go wokół palca wskazującego. Nawyk bawienia się cenną przywieszką w kształcie wagi pozostał od lat ten sam.
- I jak tu wygrywać jak najszczęśliwsze liczby już obstawione?- Zaśmiała się serdecznie obserwując żetony ułożone na 16 i 10. Niczego innego się po Agnes nie spodziewała. Do właśnie takiego poziomu samouwielbienia powinno się w życiu dążyć.

Co prawda Lorien nie zasiadła na krześle - głównie dlatego, że obstawianie byłoby w ten sposób trudniejsze. Mały człowiek, krótkie rączki i te sprawy. Dlatego  wsparła się wygodnie o blat, napawając wzrok znajomą planszą. Decyzje, decyzje...
Uznała, że na początek nie wypada specjalnie przebijać zakładów gospodyni, może jedynie nieco ją podjudzić do odważniejszych decyzji. Przechyliła się przez stół kładąc 10 żetonów na polu czerwonym. Jej ulubionym kolorze.
To nad liczbami musiała się jeszcze chwilę zastanowić. Pewnie gdyby wierzyła, że jest w tym cokolwiek więcej niż zwykły łut szczęścia zaczęłaby rozważać wszelkie “potencjalne ważne” daty. Ślub, urodziny rodziny, przyjaciół, pierwszą wygraną rozprawę sądową.
Ostatecznie, po bardzo głębokim namyśle, przesunęła po dwa żetony na 7, 18 i 33. Zdawałoby się, że kompletnie niezwiązane ze sobą liczby.
Dopiero wtedy usiadła, nonszalancko zakładając nogę na nogę i obserwując dalsze poczynania ludzi przy stole. Wygrana czy przegrana - na dłuższą metę to i tak nie miało żadnego znaczenia.

//
10 żetonów na czerwone
2x na 7, 18, 33 - łącznie 6 żetonów


RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Bard Beedle - 05.07.2024

W przeciwieństwie do Agnes, Camille zasiadła do ruletki z kieliszkiem wina w dłoni. Żyła już tyle lat, że nie zwracała uwagi na to, że alkohol stał się nieodłączną częścią jej życia. Na szczęście nie musiała go sobie odmawiać, a przynajmniej nie podczas spotkań towarzyskich.
- Rozgrzewka przed pokerem zawsze jest wskazana, zwłaszcza że stoły były chyba dość oblegane. Sporo osób udało się w ich kierunku. Brakowało mi twoich przyjęć, Agnes - uśmiechnęła się kącikiem ust. Mówiła szczerze - ostatnio tak bardzo pochłaniała ją praca, że przestawała mieć czas na cokolwiek innego. Nadeszła jednak pora, by zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad tym, w którą stronę teraz chciała pójść. Była tak blisko osiągnięcia celu, ale jednocześnie tak daleko, że potrzebowała odetchnąć. - Zauważyłaś, że przyszłam sama. Byłaś może na weselu Blacków? Albo dobiegły cię uszu plotki, które z pewnością się rozeszły po tej... niecodziennej imprezie?

Zapytała niewinnie, a torebkę przewiesiła przez oparcie krzesła, uważnie obserwując pola, które objaśniał krupier. Odliczyła 10 żetonów i położyła je na polu czerwonym. Następnie spojrzała na krupiera i uśmiechnęła się lekko, czarująco wręcz.
- Do tego 1 żeton na pole 10, a drugi na 6 - przełożyła dwa żetony w palcach, zanim nie ustawiła ich na odpowiednich polach. - Jak twoje życie towarzyskie, ciociu? Nie mogłam nie zauważyć, że również przy twoim boku nie ma nikogo interesującego.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Bo się zgubię: 20 żetonów, 10 na zakład niski, 2 żetony zakład wysoki, zostaje 8 żetonów



RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Richard Mulciber - 05.07.2024

Podejście z Lorien do stolika z ruletką. Skorzystanie z usługi kelnerki Elise.

Po odbytej krótkiej rozmowie z "córką" oraz wzniesionym toaście, Richard towarzysząc Lorien, udał wraz z nią i większością osób w kierunku drugiej sali, przeznaczonej na gry hazardowe. Zarejestrował, że większość męskiego grona zdecydowała się od razu skierować na stoły pokera. A on, towarzysząc "małżonce", najwyraźniej utkwił w babskim towarzystwie przy ruletce. W większości. Gdyż poza nim, znalazł się także towarzysz Sophie.

Swoje żetony mieli tradycyjnie na tacce, którą postawił przy zajmowanym miejscu przez Lorien. Nie będzie ich przecież trzymał cały wieczór i pilnował. Nie planował też grać, a jedynie towarzyszyć swojej żonie brata.

Rozejrzał się po obecnych osobach, rejestrując obecność znanej mu Camille Delacour. "Dlaczego ona też musi tu być?" – zadał sobie to pytanie w myślach, mając nadzieję, że dzisiaj nie poniosą go mdłości od nadmiaru zapachów damskich perfum. Niektóre kobiety umiały dobierać odpowiednie zapachy, ale inne, nie posiadały tego umiaru.

Skupił swoją uwagę na krupierze, który swoją przemowę zaczął od wydurniania się. Richard patrzył na niego poważnie, jakby spojrzeniem chciał przekazać, żeby nie robił z siebie durnia. Choć go sam osobiście nie znał, zniósł jego sposób wyjaśniania zasad ruletki.

Obserwował, jak obstawiały kobiety. Niektóre się trochę zastanawiały. W tym również Lorien. Richard stał obok, w pobliżu jej osoby. Doceniał, że nie potrzebowała jego pomocy w postawieniu żetonów na planszy i dosięgła pewnych pól, aby obstawić swój zakład. Spojrzenie skierował na kolejne osoby i proszę. Niespodzianka. Słoneczko Roberta też postanowiło zagrać w ruletkę! ”Błagam, nie przegraj moich galeonów." – kibicował jej w swojej głowie. Niczego po sobie nie okazując. Nie planował robić scen pokroju swojego brata, jakie miały miejsce miesiąc temu na pewnym wydarzeniu. Może nie teraz. Nie dzisiaj? Rozwój sytuacji sam pokaże.

Korzystając również z obecności kelnerek, gdzie przy tutejszym stoliku podeszła rudowłosa Elise, Richard postanowił poprosić o szklankę whisky. Typowo na trzeźwo się nie da. A swój nałóg palacza musiał dzisiejszego wieczora ograniczyć, więc zostawał mu alkohol.

Wzmianka o ślubie Blacków przez Camille, zwróciła jego uwagę. Jakie plotki krążyły wśród tej rodziny?


[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=7u6XwWd.png[/inny avek]


RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Bard Beedle - 06.07.2024

Po dokonaniu wymiany na żetony podążył wraz z Sophie przekroczył próg pokoju, w którym miała odbywać się druga z gier hazardowych. Razem podążyli w stronę stołu do ruletki, przy którym już zaczynali się gromadzić pierwsi gracze. Przy stole oprócz pełniącego funkcję krupiera Petera dostrzegł Agnès i Camille, rodziców swojej towarzyszki wieczoru. Niewykluczone, że do nich ktoś jeszcze dołączy.

Matthias doskonale znał obowiązujące w tej konkretnej gry hazardowej. Nie zamierzał w żaden sposób ponaglać krupiera ani tym bardziej mu przerywać. Naprawdę zależało mu na tym, aby bawić się wręcz szampańsko.

Salut Peter. — Patronującemu ich rozgrywce krupiera zdołał poznać w przededniu tego przyjęcia. Z pewnością jeszcze nieraz spotkają z okazji przyszłych wieczorków hazardowych, jakie niewątpliwie zorganizuje obecna w tym pokoju Agnès. — Ja tak samo. — Jak przystało na nałogowego hazardzistę, samo spoglądanie na ten stół do ruletki i na czarno-czerwoną kompozycję pół oraz ciąg liczb budziło w nim to charakterystyczne podekscytowanie, potrzebę rozdysponowania swoich żetonów i pragnienie zdobycia prawdziwej fortuny. Temu nie sposób się oprzeć.

Matthias pierwsze dziesięć żetonów przeznaczył na obstawienie koloru czarnego, umieszczając je na tego rodzaju polu.

Liczby... 9, 12 i 21 — Wytypował odpowiednie liczby, samemu decydując się ustawić na tych numerach po dwa żetony. — Następnym razem zechcesz sama wybrać liczby? — Zaproponował stojącej przy jego boku Sophie, uśmiechając się do niej w ramach subtelnej zachęty.

To właśnie jedna z moich kuzynek, Camille. — Starał się dyskretnie wskazać na rozmawiającą z ciotką blondynkę.


10 żetonów na kolor czarny
Po 2 żetony na 9, 12 i 21
Zostaje mi: 34 żetony


RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Sophie Mulciber - 08.07.2024

Sophie stała na tyle blisko Matthiasa, że stykali się ramionami. Zerkała nerwowo w stronę wuja oraz macochy, z którymi przyszło jej wziąć udział w swojej pierwszej grze. Wyglądała na nieco zestresowaną, jednak uśmiechnęła się, kiedy towarzysz zaproponował żeby obstawiła kolejne liczy.
- Dobrze.- Skinęła głową, po czym przygryzła lekko dolną wargę. Zastanawiała się, które liczby powinna wybrać po tej kolejce. Może dzień urodzenia ojca, wuja oraz Lorien?
Sophie zerknęła na kuzynkę Matthias'a.
- Jest bardzo ładna.- Szepnęła. Zazdrościła blondynkom, ponieważ jej zdaniem zazwyczaj były bardzo piękne. Sama wolałaby mieć jasny kolor włosów i bladą skórę, nieskażoną żadnymi brzydkimi piegami. Kiedy była młodsza, to kupiła sobie krem dzięki któremu miała pozbyć się tych okropnych znamion. W magiczny sposób miały wyblaknąć, a jej skóra stać porcelanowa. Było to oczywiście oszustwo, a jedyne co uzyskała to swędzącą wysypkę, która pojawiła się od razu po użyciu specyfiku. Biedna Sophie.

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=uOq7goW.jpeg[/inny avek]


RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Bard Beedle - 08.07.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=BGV5PJj.png[/inny avek]

- Rien ne va plus. – czuwający nad wszystkim Peter, korzystając z dobrze znanej stałym bywalcom kasyn wstawki w języku francuskim, poinformował wszystkich o tym, że czas na obstawianie dobiegł końca. Nadszedł ten moment, w którym należało wprawić w ruch koło od ruletki, a następnie, w przeciwnym kierunku do ruchu tego koła, rzucić kulkę. To też zrobił mężczyzna. – Za chwilę zobaczymy, gdzie się zatrzyma.


Czekając na wyrok losu, Agnes spojrzała w kierunku Lorien.

- Zobaczymy czy takie szczęśliwe, moja droga. – odpowiedziała. Prawda była jednak taka, że zapewne nikt by się nie zdziwił, gdyby przynajmniej pierwsze kolejki ustawione zostały właśnie na korzyść pani Delacour. Skoro napracowała się nad organizacją tego wieczorku, to jakaś nagroda jej się za to należała, nieprawdaż? No cóż, tę kobietę albo kochało się za to jaka była, albo też miało problemy z tym, żeby choćby tolerować.

Następnie uwagę z powrotem przeniosła na Camille.

- Mi również ich brakowało, Kotku. – uśmiechnęła się. Prawda była taka, że dawno już takiego przyjęcia Agnes nie miała okazji zorganizować. W ostatnich miesiącach sporo podróżowała po Europie. Do domu wróciła dopiero w lipcu. – Postaram się jednak zadbać o to, żeby w najbliższym czasie to nadrobić. – padła deklaracja. Tylko czy pani Delacour faktycznie zamierzała tego słowa dotrzymać? Po prawdzie nie była nigdy kimś, kto tego typu sprawami zaprzątał sobie głowę. Było dobrze zachować pewien dystans względem tego, co wychodziło z ust Agnes. I nawet nie dlatego, że w tym momencie kłamała. Ona po prostu nie miała do tego głowy. Była zbyt  roztrzepana, zapominalska, miała wiele pomysłów, ale sporo z nich tak po prostu porzucała.

Nie śpieszyła się z odpowiedzią na pytanie dotyczące wesela Blacków. Skupiona na wpatrywaniu się w srebrną kulkę, na zaklinaniu jej w myślach, odezwała się ponownie dopiero po upływie krótkiej chwili.

- Musiałam odmówić, na początku sierpnia byłam na krótkiej wycieczce w Hiszpanii. Chciałam jeszcze przez chwilę nacieszyć się słońcem. Poza tym sama wiesz, hiszpańscy chłopcy są tacy… - nawet nie musiała tłumaczyć jacy Ci hiszpańscy chłopcy byli, o co jej tutaj chodziło. Dało się to bowiem odczytać. Ton głosu, wyraz twarzy, one mówiły wyraźnie w czym rzecz. – O, chyba już zwalnia. – to mówiąc nachyliła się nad stołem, chcąc znaleźć się możliwie blisko koła ruletki. Dostrzec, w którym polu za chwilę zatrzyma się kulka. – No ale, Camille… czy chcesz mi powiedzieć, że stałaś się po tym weselu bohaterką jakiś gorących plotek? Czy może chodzi tu o kogoś innego? - ciężko było jej sobie wyobrazić Camille jako bohaterkę jakiś mniej grzecznych opowieści. Blondynka nie wydawała się taka. Choć może? Jak to w końcu się mawiało? Cicha woda brzegi rwie. I inne takie. Czasem człowiek mógł się zdziwić. Zdziwić tak porządnie. – A Ty Lorien? Byłaś z mężem na tym weselu? – zagadnęła drugą z kobiet, nie chcąc jej z tej rozmowy wykluczać. Dała jej tych kilka chwil na odpowiedź. Zwłaszcza, że nie chciała jakoś szczególnie śpieszyć się z tym, aby opowiadać o swoim obecnym życiu towarzyskim oraz uczuciowym. Znaczy chciała, po prostu miała na to jeszcze cały wieczór.


Kulka wreszcie się zatrzymała, wybierając pole o numerze 3, w kolorze czerwonym.

- Moi drodzy, los zdecydował. – poinformował Peter, przerywając na moment prowadzone przy stole rozmowy. – Wypadła czerwona trójka.

Znaczyło to tyle, że szczęśliwej liczby nie obstawił nikt. Dwie osoby zdołały jednak poprawnie wytypować pole. Zgodnie z zasadami, nie zyskiwały tym samym jednak szczególnie wysokiej nagrody. Pula, co łatwo było przeliczyć, wynosiła 58 żetonów. Pomiędzy Lorien i Camille, miało jednak zostać rozdzielone jedynie 30% tej puli, zaś pozostała część przechodziła na kolejną rundę. Peter sprawnie wszystko przeliczył.

- 9 żetonów dla pani Lorien i 9 żetonów dla ślicznej Camille. – poinformował, podane ilości przekazując obydwu kobietom. Żadna z nich nie wyszła na tym na plus, Camille była tego jednak nawet i całkiem bliska. Straciła bowiem zaledwie 3 żetony. Mogła więc czuć się wygraną? I to nawet podwójnie, sądząc po tym, że spojrzenie Petera zatrzymało się na niej chwilę dłużej. Czy to coś znaczyło? Czyżby wcale nie był aż tak bardzo zapatrzony w tą młodą kelnerkę imieniem Elise?

Pozostałe żetony, przesunięte zostały przez krupiera na bok, tworząc pulę znajdującą się w grze, ale nie postawioną na żadne pole planszy.


- No cóż, widać szczęście niekoniecznie mi tutaj dopisało. – skomentowała to wszystko Agnes. Tak ciut kwaśno. – Nie to, co wam, kochane. – nie zamierzała jednak się wycofywać. Nie tak szybko. Kiedy plansza ponownie była pusta, a krupier dał znać, że mogą zaczynać kolejną rundę, blondynka obstawiła kolejne liczby. Tym razem zaryzykowała bardziej. Wytypowała 6 liczb, na każdą stawiając po 4 żetony. Były to kolejno: 1, 8, 12, 21, 27 i 33. – Wasza kolej.

Cofnęła się, czekając na to, co zrobią pozostali gracze zgromadzeni przy stole.


Na posty czekam do 11.07, godziny 9.Kolejka nadal nie obowiązuje.

Posiadane żetony:
Agnes – 86
Lorien – 93
Camille – 17
Matthias – 34

W puli znajduje się 40 żetonów z poprzedniej rundy.

Agnes obstawiła 6 pól po 4 żetony, łącznie 24 żetony
Wytypowane pola to: 1, 8, 12, 21, 27, 33


RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Lorien Mulciber - 09.07.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2IS0Khx.png[/inny avek]
Nie mogła się nie zgodzić ze słowami Camille. Ruletka była miłą, niefrasobliwą grą - popisem odrobiny szczęścia. Idealną rozgrzewką nim przesiądą się do pokerowych stołów.
Zaśmiała się serdecznie słysząc o hiszpańskich chłopcach. Wystarczająco cicho, by nie przeszkadzać kobietom w pogawędce, ale jednak, żeby dać znać że słucha co dzieje się przy stole. Nawet jeśli jej wzrok był utkwiony w srebrnej kulce. Czarne, czerwone, czarne…
Nie skomentowała, że przecież młodzież siedzi wśród nich i może nie wypada opowiadać takich historii. Agnes była jaka była, ale była przy tym rozczulająco nieszkodliwa.

Zapytana o ślub, wymieniła tylko szybkie spojrzenie z Richardem, przez moment zastanawiając się nad odpowiedzią i ważąc każdy argument. Nie, nie byli na weselu Blacków, choć sama Lorien o konkretny powód nie spytała. Może dlatego, że uroczystość wypadła zaledwie parę dni po niesławnym lammas? A może za decyzją stało coś innego, coś czym pani Mulciber się po prostu nie interesowała jakoś szczególnie? Wbrew pozorom zostanie tamtego wieczora w domu nie było złym pomysłem, biorąc pod uwagę ilość krążących “poweselnych” plotek.
- Niestety, nie mieliśmy tej przyjemności. Ale słyszałam, że to była wyjątkowa uroczystość.- Odpowiedziała ostatecznie. W niemal bezwiednym, choć wyjątkowo dopracowanym, geście, Lorien przesunęła palcami po przedramieniu Richarda. Nawet jeśli sam gest z zewnątrz był niemal niedostrzegalny, a jej ruch wyglądał jakby tylko wychyliła się, aby lepiej widzieć Agnes, to jednak ścisnęła szwagra lekko za nadgarstek. Pomóż mi.

Skorzystała przy okazji z faktu Elise przechodziła obok nich. Oddała dziewczynie ostatecznie swojego niedopitego szampana i posłała jeden z tych uroczych uśmiechów.
- Mia cara, czy mogę cię prosić o lampkę wina? Czerwone im bardziej wytrawne tym lepiej.- Poprosiła. Mało rzeczy uszczęśliwiłoby ją teraz jak wino z winnicy Shafiqa.
Przekręcając głowę, żeby złożyć zamówienie u Elise, jednocześnie zdołała przyjrzeć się pasierbicy. I temu całemu chłopaczkowi od Delacour. Matthias? Dobrze pamiętała?
Sophie wpatrywała się w niego jak w obrazek, co było… dość urocze, ale jednocześnie niepokojące. Młodzieńcze zauroczenia nie przynosiły z reguły niczego dobrego. Ale z drugiej strony, kiedy ostatnio Sophie była taka szczęśliwa? Powinna przy najbliższej okazji wypytać Agnes o jej tajemniczego krewnego. Nie teraz. Nie chciała robić Sophie wstydu i udawać protekcjonalną matkę. Zresztą, nie po to tutaj była, żeby Sophie niańczyć. Jeśli kogokolwiek dziwiło skąd u Lorien dało się wyczuć taki spokój - niesforna panienka smakowała dorosłości na przyjęciu, gdzie alkohol płynął strumieniami a galeony były warte tyle co nic; odpowiedź była bardzo prosta. To nie był Nokturn. To nie były te mugolskie speluny, gdzie szło przegrać grube pieniądze nawet mając znakowaną talię kart i jasnowidza u boku (jasnowidza, który akurat tamtego pamiętnego wieczoru dostał w pysk od jakiegoś mugola (trzeba przyznać - mugol wyglądał potem gorzej), więc może mu się to trzecie oko zamknęło?). Byli w kulturalnym gronie polityków, lekarzy, prawników - każdy jeden gorszy od drugiego w buduarach, ale tu? Wszyscy zachowywali pozory. Nie było specjalnie wielu opcji, żeby Sophie stała się tu jakaś wielka krzywda. No poza momentami rubasznymi opowiastkami Agnes.

I wtedy padły wyniki pierwszych zakładów.
Klasnęła lekko w dłonie, gdy jakimś cudem wypadło na jej korzyść. Czerwone. Oczywiście, że czerwone. Podpucha, czy jednak mały łut szczęścia?
Założyła 16, ale odzyskała 9. Czyli wygrała łącznie 45 galeonów, bo przecież wiadome, że wkład początkowy się nie liczył do ogólnego rachunku. Wyjątkowo prosta arytmetyka. Odczekała chwilę, aż gospodyni postawi swoje żetony - Agnes zaczynała grać o wyższą stawkę, a wiedziona doświadczeniem Lorien wiedziała czym może się to skończyć. Co bardziej narwani próbowaliby w tym momencie grać o wszystko albo nic, ale pani Mulciber miała czas. Zresztą nie mogła wszystkiego przegrać jeszcze przed pokerem.
Przesunęła tym razem 5 żetonów z powrotem na czerwone pole. Z tacy dobrała jeszcze kilka, ostatecznie rozkładając po 2 żetony na liczby: 5, 19 i 30.

Odkryj wiadomość pozafabularną
5 żetonów na czerwone
2x 5, 19 i 30 -> 6
Łącznie 11 żetonów



RE: [26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - stół do ruletki - Bard Beedle - 09.07.2024

Doskonale wiedziała, że na słowa ciotki należało brać poprawkę. Uśmiechnęła się jednak szeroko, bo jeżeli chodziło o przyjęcia, to miała wrażenie, że ta zasada nie obowiązywała. Agnes wydawała się nie tylko kochać przyjęcia, ale wręcz nimi żyć. Sęk w tym, że jak sama wspomniała: nie tylko przyjęcia w Londynie ją absorbowały, co było całkowicie zrozumiałe. Gdyby Camille miała więcej czasu lub chociażby cząstkę ciotczynego wigoru i charakteru, to bez wątpienia sama by żyła podobnie.
- Czas zdaje się działać na tworzą korzyść, ciociu. Zupełnie jakbyś go cofała, a jego upływ nie dodawał, a odejmował ci lat - roześmiała się, przenosząc wzrok z Agnes na ruletkę, która została wprawiona w ruch. Jej błękitne oczy śledziły tor kulki, a dłoń pod stołem zacisnęła się mocno na jej własnym udzie. Delacour na ułamek sekundy wstrzymała powietrze, rozchylając pełne usta, gdy kulka zaczęła zwalniać. Nie to, żeby była hazardzistką, bo nigdy nie czuła ciągot do hazardu, ale na Matkę i Merlina - te emocje, ta adrenalina uderzająca do głowy. Doskonale rozumiała każdą osobę, która była nieco słabszej woli: łatwo było wpaść w tę pułapkę. - Nie ja, oczywiście. Plotki zbyt szybko dotarłyby do matki, a sama wiesz, jaka jest.
Wygrała! No, może nie całkowicie, ale przynajmniej częściowo. Oczy kobiety zabłyszczały, gdy obok pojawiły się nowe żetony. Cudowne uczucie.
- Sama wiesz, jaki mam stosunek do małżeństwa, ciociu - mruknęła, przebierając palcami po idealnie okrągłych krążkach. Na moment umoczyła usta w białym winie. Przyjęcia przyjęciami, ale to właśnie porządnego alkoholu jej brakowało w Londynie. Nic nie mogło się równać winom z Francji. - Chociaż mogę ci w tajemnicy powiedzieć, że zaczynam rozważać zmianę swoich poglądów.
Szepnęła konspiracyjnie, wykrzywiając usta w tajemniczym, nieco zadziornym uśmiechu. Jednocześnie zerknęła na Lorien i Roberta-Richarda. Chwilę wpatrywała się w mężczyznę, marszcząc brwi. Jej wzrok odruchowo powędrował na jego dłoń, tę na której wdowcy nosili obrączki. Czy pomyślał o tym, by ją przełożyć, gdy wcielał się w Roberta? Ich spojrzenia na chwilę się spotkały. Camille myślała. Widać było, że się waha, lecz nie zdecydowała się powiedzieć nic, co mogłoby zaburzyć tę fasadę pozorów. Nie dlatego, że była wtajemniczona w podmiankę, lecz dlatego, że nie była pewna co do osoby, która tutaj siedzi. Wyglądał jak Richard, którego znała, lecz Richard nie miał żony. Być może coś kombinował? Nie chciała mącić, więc tylko nieznacznie skinęła głową. Pochwyciła też wzrok mężczyzny, który wcześniej rozdawał jej żetony. Wytrzymała jego spojrzenie, lecz nawet brew jej nie drgnęła. Nawet nie zaszczyciła go uśmiechem, bo... Po co? Zdążyła już się nauczyć, że bycie uprzejmą mogło mieć katastrofalne skutki, jeśli chodzi o kontakty damsko-męskie.
- 10 żetonów na czerwone, ponownie. Po dwa żetony na 12 i 7 - zdecydowała. Miała jeszcze pieniądze, w razie czego pójdzie i wymieni galeony na żetony, a przy okazji uzupełni kieliszek. - Nie ma pani czego żałować, Lorien.
Odezwała się miękko, odrywając wzrok od ruletki. Posłała kobiecie lekki uśmiech.
- Na weselu było pełno zwierząt i cyrkowcy, a między gośćmi latała kura. Można mówić co się chce o bogactwie rodziny Blacków, lecz jeżeli chodzi o przyjęcia, to muszą się jeszcze wiele nauczyć. Słyszałam, że niejaki Atreus Bulstrode wdał się w bójkę z Rosierem. Podobno poszło o kobiece względy - powiedziała niewinnie, delikatnie wzruszając ramionami. Nie przepadała za plotkami, ale rewelacje które im wszystkim sprzedawały nie były plotkami - była tam, widziała na własne oczy. Wszystko było potwierdzone naocznie. - Nasz drogi przyjaciel Anthony Shafiq także miał pewien problem z kobietą podczas przyjęcia, tuż przed krojeniem tortu. Mam wrażenie, że śluby wyzwalają w niektórych pannach... Wiele emocji.
Nie wiedząc czemu, jej wzrok przeniósł się na Sophie i Matthiasa, lecz to młodziutka ruda kobieta stała się obiektem zainteresowania Camille. Biedna Sophie, taka młoda, całe życie było przed nią, a trzymała się kogoś, kto był tak cholernie, uparcie idealny. To nie była wina kuzyna, że jej matka wznosiła go na piedestały, ale Camille nie potrafiła pozbyć się niechęci przez tę całą sytuację. Idealny, obyty, młody, rozsądny. Aż do porzygu, bo był zestawiany z nią: bezdzietną, niezamężną kobietą, która uciekła z Francji do Londynu, by pracować w szpitalu.


Odkryj wiadomość pozafabularną
17 żetonow: 10 na zakład niski, 4 żetony zakład wysoki, zostają 3 żetony