![]() |
|
[16.08.72] Envoyer sur les roses - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +--- Wątek: [16.08.72] Envoyer sur les roses (/showthread.php?tid=3549) Strony:
1
2
|
[16.08.72] Envoyer sur les roses - Jonathan Selwyn - 06.07.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic I Rozliczono - Jonathan Selwyn - osiągnięcie Piszę, więc jestem Nie miał pojęcia, jak powiedzieć o liście przyjaciołom. Najchętniej nie mówiłby wcale. Najchętniej wepchnąłby go głęboko w zakamarki szafy i zamknął w niewielkim pudełku, jak to robił ze wszystkimi pozostałymi lub rzucił na pożarcie płomieniom. Niestety tym razem wiadomość z Francji nałożyła na niego termin, który teraz wisiał nad nim niczym, o ironio, gilotyna. Gdyby pewien Francuz napisał mu w tak przedramatyzowany sposób że przyjedzie tylko po niego, oczywiście dalej milczałby jak grób, zbyt zażenowany trzymaną tak długo tajemnicą, pewny, że poradzi sobie ze wszystkim sam, ale… Zimą przybędę do Londynu, aby móc wysycić się tym co mi Ciebie ukradło. To już nie chodziło tylko o jego, a o jego bliskich. Bliskich, których pomocy jednocześnie potrzebował, aby uporać się z tym problemem i jednocześnie bardzo jej nie chciał. Przekonanie o słuszności jego decyzji nie rozwiązywało jednak kwestii tego, że chyba pierwszy raz w życiu zabrakło mu właściwych słów. Może właśnie dlatego od ciągnących się w nieskończoność dwóch minut wpatrywał się w Morpheusa w niezręcznym milczeniu. Dzisiaj obudził się w środku nocy. Nie pamiętał co mu się śniło, ale na pewno musiało wywołać w nim na tyle silne przerażenie, by trzymało go jeszcze, gdy rano, wyglądający jak zwykle idealnie, przemierzał korytarze Ministerstwa Magii. To wtedy gdy zobaczył znajomą sylwetkę, wiedziony odwagą, po prostu podszedł do Morpheusa i poprosił, czy mogliby porozmawiać u niego po pracy, a ten jak na złość się zgodził. I teraz Longbottom, i jego bezczelność dobrego przyjaciela, siedział u niego w salonie, co boleśnie uświadamiało Selwynowi, że raczej się z tego już nie wykręci. – Ja… – zaczął wreszcie, wpatrując się w swoje dłonie. Specjalnie wybrał Morpheusa. Przed Charlotte było mu zbyt głupio się do tego przyznać, a Anthony… To on był od ogarniania problemów Shafiqa, nie na odwrót. Poza tym Morpheus już i tak zobaczył fragment listu w wizji, nie było sensu dłużej tego ukrywać. Chyba, że skłamie, że w Mediolanie zaręczył się z Charlotte i to o tym chciał porozmawiać. Lottie na pewno zrozumiałaby, że nie robiłby z nich narzeczeństwa bez poważnego powodu i… Nie. Nie. Powie prawdę. Westchnął ciężko i przeniósł spojrzenie na Morpheusa z nieco mniej zjawiskową wersją swojego typowego uśmiechu. – Morphy, a propos tej wizji na urodzinach…. Myślę, że kiedy byłem we Francji mogłem zrobić coś umiarkowanie do skrajnie głupiego. A co u ciebie? Nowa szata? RE: [14.08.72] Envoyer sur les roses - Morpheus Longbottom - 08.07.2024 Z jakiegoś powodu Morpheus nie był wcale zaskoczony, gdy wychodząc z Departamentu napotkał Jonathana, zdecydowanie kierującego się w jego stronę. To nie tak, że to przewidział, nie do końca o to chodziło, ale też o pewnego rodzaju przeczucie wisiało nad nim od momentu, gdy wszedł do Ministerstwa. Trzecie Oko miało swoje sposoby na przekazywanie mu informacji i większość wahała się od całkowitego bełkotu do ledwie zrozumiałych metafor. Nic nie było jasne. Bez wahania zgodził się na spotkanie z przyjacielem, zapisując w swoim podwójnym kalendarzu bieg wydarzeń. Nie dlatego, że nie będzie pamiętał, że za kilka godzin ma odbyć rozmowę, ale po to, aby wiedzieć, gdy miną kolejne tygodnie, jaka była kolejność wydarzeń w jego życiu, bo zaczynało mu się to mylić, a nie chciał, aby przez głupią pomyłkę, ktokolwiek dowiedział się o zmieniaczu czasu. Stary zegar głośno tykał, kolejne sekundy, minuty, upływały w pełnym napięcia milczeniu. Gdyby sprawa nie była tak poważna, jak mu się wydawało, to rzuciłby żartem, że czuje się niemal jak przed swoim pierwszym razem, z całą niezręcznością kto, komu i w jakiej pozycji. Gdy milczenie zostało przerwane, spojrzał bardzo powoli na swoje ubranie. Nie było to nic wyjątkowego, nie jak na ślub, nie jak na Lammas, raczej standardowa magiczna szata w głębokim odcieniu oberżyny, z czarnymi haftami przedstawiającymi pogoń dzikiego gonu. — Zauważyłeś? Ręcznie haftowana. W skali od podchodzę do swojego byłego do planuję skoczyć z klifu i rozwalić sobie głowę o skały, jak bardzo głupiego? — rozsiadł się wygodnie, aby dać przestrzeń Jonathanowi do rozwinięcia swojej myśli. Zapalił papierosa, przysunął sobie nogą stolik, na którym stała popielniczka i spojrzał wyczekująco na resztę opowieści. Sprawa była poważna, z tego co zdążył zrozumieć po swojej wizji, tym wiele znaczącym fragmencie listu, a słowa Selwyna jeszcze bardziej go zmartwiły. Próbował jednak nie dać tego po sobie poznać, aby Jonathan nie zamknął się w sobie, jak ostryga. RE: [14.08.72] Envoyer sur les roses - Jonathan Selwyn - 09.07.2024 – Tak, widać, że ktoś się znał na hafcie. Dałbyś mi może namiary i... ‐ Westchnął ciężko i z frustracji, aż podniósł się ze swojego miejsca na fotelu, by zacząć chodzić po całym salonie w nerwowym rytmie. Nie miał pojęcia, czy spokojny ton głosu Morpheusa, który gotowy był go wysłuchać, pomagał, czy też wręcz przeciwnie, jedynie utrudniał całą sprawę. Żałował, że znalazł się w tej sytuacji. Żałował, że oni znaleźli się w tej sytuacji, a jeszcze najwyraźniej nie udało mu się zamaskować zmartwień, tak dobrze, jak myślał, że to robił. Anthony przecież wysłał mu list, zaznaczając, że mógł powiedzieć mu o wszystkim. List, na który odpowiedział długo i nie na temat, walcząc przy tym z wyrzutami sumienia. A teraz Morpheus był gotowy go wysłuchać, tylko by usłyszeć od niego, że był przez niego w niebezpieczeństwie. – Nie wiem – mruknął, nie przerywając swojego chodu, jakby ruch miał mu pomóc wyrzucić z siebie odpowiednio sformułowane zdania. – Powiedziałbym, że mam byłego, do którego nie chcę za nic podchodzić, ale obawiam się, że przez to on pragnie, abyście skończyli w podobnym stanie, jak po upadku z klifu – powiedział w końcu, wreszcie się zatrzymując. Spojrzenie jednak uciekło mu za obramowane bordową zasłoną okno na Londyn. Nie mógł mu pozwolić przybyć do tego miasta. – Wiesz – zaczął, opierając dłonie na parapecie. – Jak teraz to powiedziałem, to nie wiem, czy to samo w sobie było głupie. To znaczy... Byłem w związku. Z... Kimś kto... Jest niebezpieczny, ale nie wiedziałem wtedy, że on... Na początku wydawał się normalny. Nie sądziłem, że zrobi to co zrobił i planuje zrobić. – Nie było żadnych znaków, których zafascynowany nie widział. Żadnych. – To wampir. RE: [14.08.72] Envoyer sur les roses - Morpheus Longbottom - 21.07.2024 Ręce mu opadły. Nie dosłownie, bo trzymał kieliszek, ale metaforycznie już tak. Czy to już zaliczało się do jakichś magicznych fenomenów ostatniego miesiąca, że dawna miłość pobudzała ogień, niekoniecznie miłości, wysyłając odpowiednio skonstruowany list? — Za chwilę wydepczesz sobie dziurę w dywanie i gdzie drugi taki znajdziesz? — zapytał go. I on również westchnął. — Dwa pytania. Po pierwsze, wybacz mi i nakarm moją ciekawość, jak wygląda taki układ, przecież im nic nie działa — wskazał kieliszkiem okolice własnego krocza, nawiązując do faktu, że brak pulsu jest ściśle związany z brakiem erekcji oraz ostatecznie ejakulacji. Miał na twarzy to samo spojrzenie, jak wiele lat temu, gdy Alcuin zaczął otwarcie przy nich mówić o tym, co Antoniusz powinien zrobić i jak powinno żyć i jak zamierza protestować wobec małżeństwa Shafiq'a z Edith. I chociaż w przypadku wilkołaków miał bardzo liberalne poglądy, zakorzenione w hipokryzji bliskiego pokrewieństwa z jednym i znajomości i z innymi, na przykład z Verą Travers. W przypadku jednak wampirów zastanawiał się, na ile ich egzystencja jest możliwa do określenia jako ludzka, a na ile są to standardy duchów, dusz które już nie do końca są istotami rozumnymi. Nie mają pulsu, nie żyją. W formie czysto teoretycznej potrafił znaleźć zrozumienie dla pragnienia stania się wilkołakiem, natomiast przy bladolicych pijawkach wola życia uciekała kominem. — Moje drugie pytanie to... Jak ci pomóc się go pozbyć. Nie zamierzam biernie czekać, aż wydłubie mi trzecie oko. Mówię tutaj zarówno o ścieżce legalnej, jak i nieco mniej. Założył nogę na nogę i postukał paznokciem w kieliszek wyczekująco. Nie próbował rozwiać ciężkiej atmosfery. Prawdą było, że w przypadku Morpheusa, mógł wyrządzić poważną krzywdę, po prostu przemieniając go w jednego z nocnych wędrowców. Pal licho fakt niesprawności seksualnej, ale Morpheus składała się w połowie przynajmniej z jasnowidzenia, daru który znikał, co udowodniono w wielu pracach naukowych, w przypadku nabycia klątwy lykantropii lub wampiryzmu. Oto jeden z największych strachów Morpheusa zaglądał mu w oczy. RE: [14.08.72] Envoyer sur les roses - Jonathan Selwyn - 31.07.2024 Jonathan zatrzymał się, bo Morpheus miał rację – dywan, po którym właśnie deptał, był unikatowy, robiony specjalnie na zamówienie w Mongolii i chociaż gdzieś w kamienicy, miał schowane inne, podobne, tak taki wzór miał tylko jeden. Nie warto było, więc uszkodzić delikatnego materiału. – Naprawdę Morphy? – zaśmiał się cicho, wciąż wpatrując się w okno, chociaż nie było mu do śmiechu. – Myślałem, że akurat ty z nas wszystkich będziesz wykazywał się największą wyobraźnią w tych tematach. Grunt to znaleźć kreatywne aktywności, które przyniosą satysfakcję obu stronom, czyż nie? Wiesz, francuscy czarodzieje napisali nawet poradniki na ten temat, wybacz mi, że nie chcę o tym zbytnio mówić, ale mogę ci pożyczyć... – Już mu wystarczyło, że musiał przyznać się do tamtej przeklętej relacji, nie czuł się gotowy na dzielenie się jej szczegółami nawet z tak bliskim przyjacielem. Paradoksalnie Selwyn wciąż miał i pewnie będzie mieć już zawsze, pozytywny stosunek do wampirów. To nie ich stan był problemem, a ten jeden, konkretny przedstawiciel wampiryzmu. Kim by był, aby oceniać wszystkich przez pryzmat tego jednego problemu? Nie odpowiedział od razu na drugie pytanie, dalej tkwiąc zapatrzony na miasto. Nie wszyscy rozumieli czemu wybrał mieszkanie w dzielnicy mugolskiej, ale jednak... Czy było coś bardziej magicznego, niż życie w jednym z serc tego dziwnego stwora, jakim był Londyn? Nie unikał jednak spojrzenia Morpheusa z powodu widoków, a poczucia winy, które go nagle ogarnęło. Mogli przez niego zginąć, Morpheus mógł przez niego zginąć, lub stracić swoje trzecie oko, a Jonathan miał wrażenie, że byłby to dla niego los gorszy, niż śmierć. Nie miał prawa narażać przyjaciela na takie niebezpieczeństwo prosząc go o pomoc. Nie po trzymał specjalne miejsce w sercu na przyjaźń z tym tajemniczym Krukonem w barwnych szatach, by skazywać go na wieczny chłód. Zamiast tego powinien poradzić sobie sam z problemem, tak by nie narażać niepotrzebnie nikogo z nich. A jeszcze gadał tutaj o sytuacji spowodowanej przez własną głupotę, kompletnie ignorując fakt, że Morpheus chyba pierwszy raz potwierdził, że Dolohov był jego byłym! – Ma focha, że nie dałem mu się przemienić i wyjechałem z Francji – powiedział po dłuższej chwili milczenia, wreszcie odwracając się w stronę Longbottoma. Ma focha... Jak to lekko brzmiało. Westchnął ciężko. Mówię tutaj zarówno o ścieżce legalnej, jak i nieco mniej. I to był ten problem, bo Selwyn obawiał się, że nie będzie w stanie zebrać się na to mniej legalne rozwiązania. – Nie wiem, Morpheuszu, naprawdę nie wiem. Nie mam rozwiązania, nie wiem co robić po prostu... – zastukał palcami o parapet, po czym powrócił na swoje miejsce w fotelu i jeszcze raz westchnął. – Przepraszam, nie powinienem był w cię to mieszać. Widziałeś list. Nie spodziewałem się, że będzie chciał zrobić coś takiego. Proszę nie myśl, że czegoś od ciebie oczekuję w tej sprawie, sam to załatwię, a ty po prostu... Po prostu potraktuj to proszę jako ostrzeżenie, aby być uważnym do momentu, aż będzie po. Nie chcę abyś ryzykował, a kontakt z nim może być niebezpieczny. Już i tak dodałeś sobie kłopotów, mój drogi, zapisując się głupio do klubu improwizatorów Brenny – Jakim cudem w głosie Jonathana, który czuł się teraz strasznie winny, dało się usłyszeć kierowane do przyjaciela wyrzuty? Tego nawet on nie wiedział. Jonathan wyprostował się nieco i wreszcie zatrzymał swój wzrok dłużej na Longbottomie, nie tylko po to, aby zobaczyć wyraz jego twarzy, ale też dlatego, by zerknąć na towarzyszące mu obecnie emocje i czy przypadkiem w ich nici, nie pojawiła się nowa barwa. Rzut na nici i aurę Morpheusa (Percepcja III) [roll=Z] [roll=Z] RE: [14.08.72] Envoyer sur les roses - Morpheus Longbottom - 21.08.2024 Wzniósł oczy do nieba, czy raczej na śliczny sufit i sztukaterię oddzielającą go od dekoracji ściennych. Jonathan miał dużo lepszy gust niż on do dekoracji wnętrz, a przynajmniej do tego, aby eksperymentować i wyrażać się przez niego. Morpheus wybierał sprawdzone rozwiązania, klasyczne kolory i tylko czasami decydował się na jakąś ekstrawagancję, jak na przykład czterometrowa Atena w holu czy dramatyczny pomnik w ogrodzie. — Nie kręcą mnie truposze, mój drogi, ale pożycz, proszę. Doedukuję się w wolnym czasie — prośba była zdecydowanie na serio, chociaż nie z powodów, o których mógł myśleć Jonathan. Morpheus dawno temu nauczył się, że to, co wzbudza erotyczne podniecenie bardzo blisko wiąże się z ryzkiem, a im mroczniejsze dusze, tym większe łaknienie tego typu interakcji i kontrolowanego zagrożenia. Wampiry zaś pochodziły bezpośrednio z nekromantycznych form magii, co sprawiało, że już na wstępie były dla niego naznaczone piętnem, zwyrodnieniem w swojej esencji. Jeśli czarna magia była nowotworem na duszy ludzkości, to krwiopijcy są przerzutami. Longbottom był pewien, że znajdzie bardzo skuteczne odpowiedzi na to, jak pozbyć się byłego kochanka Selwyna nie tylko z jego życia, ale również z tego świata. — Zaproponowała sama, bo wiedziała, że inaczej prowadziłbym prywatną wendettę i naraził przy tym jej klub. Tak czy tak... — postukał palcami w podłokietnik, nie chcąc dać się zbić z tropu odbijaniem piłeczki. Równie dobrze można było go łajać za wybór pracy wysokiego ryzyka zamiast ciepłego stołka w OSHM-ie. — Znasz jego dokładną datę urodzenia? Z godziną? Mogę skonstruować jego kosmogram i zaprojektujemy odpowiednią klątwę na jego podstawie, tak aby trzymał się od ciebie, naszej czwórki, w spokoju. Mogę też poszukać przepowiedni na jego temat, jeżeli jest nieśmiertelnym nieco dłużej, na pewno jakaś go dotyczy, bo nie może żyć za długo bez impaktu na konstrukt świata i losu. Żarty z morderstwa żartami, nawet jeżeli Morpheus był do tego zdolny. Ostatnio wypożyczył z Departamentu Tajemnic kilka ciekawych dzienników, których zawartości chciał użyć, a to brzmiało jak idealnie nielegalna sprawa w idealnie nielegalne testy magiczne. Jonathan nie musiał o nich nawet wiedzieć, był na to za ładny. RE: [14.08.72] Envoyer sur les roses - Jonathan Selwyn - 24.08.2024 Jonathan jedynie skinął głową, nie mając na razie najmniejszej ochoty na wyciąganie z jednej z biblioteczek w swojej sypialni książki, która tak dobitnie przypominała mu o tej całej sytuacji. Da ją Morpheusowi, gdy już będzie wychodził. Prawdę mówiąc, spodziewał się raczej, że przyjaciel mu odmówił, ale kto wie, czym zajmowała się Departament Tajemnic? Może Longbottom uznał, że naprawdę potrzebował edukacji w tamtym zakresie? Westchnął nieco zbyt dramatycznie, bo może i tamatem Zakonu odsuwał nieco myśli ich obojgu od jego wampirzego przyjaciela, ale naprawdę chciał dać znać Morpheusowi, że ten pomysł mu się nie podobał. – Morphy, nie przeczę, że twoje oblicze i ta ciemna aureola loków idealnie by pasowały na źródło inspiracji do nie jednego fresku przedstawiającego anioły zemsty, lub też na wzór rzeźby przedstawiającej oblubieńca samej Nemezis, ale... – Urwał, bo najgorsze w tym wszystkim było to, że Selwyn doskonale wybór przyjaciela rozumiał, zwłaszcza że chodziło nie tylko o naprawianie świata, a śmierć tak bliskiej Longbottomowi osoby. I to jeszcze Brenna zaproponowała mu to pierwsza! Przecież nie będzie się obrażał na Brennę! – Dokładasz sobie zdecydowanie za dużo ryzyka mój drogi, a świat potrzebuje cię tak żywego, jak to tylko możliwe. Rozumiał pracę w Departamencie Tajemnic. Rozumiał też uczestniczenie w kółku książki Brenny. Ale i to i to? No dobrze, to też rozumiał. Po prostu tu chodziło o Morpheusa, a on szalenie nie chciał, by przyjaciel jeszcze bardziej igrał z losem. Pokręcił głową i ponownie zaczął chodzić po pokoju, walcząc z przemożną chęcią, by po prostu położyć się na dywanie i dać się pochłonąć tym wszystkim myślom, próbując jednocześnie ukryć pewną frustrację, która wyniknęła z tego, że nie udało mu się podejrzeć nici Morpheusa, chyba z tych wszystkich nerwów, a przecież potrzebował tego zapewnienia. Nie ważne, że czarodziej oferował pomoc. Że nie zrobił nic, co by wskazywało na to, że jest na Selwyna wściekły. Po prostu czasem łapał się na tym, że w sytuacjach takich jak ta, potrzebował wyraźnego dowodu. Chociaż słowa, które zostały chwilę później wypowiedziane, też pomogły. Ponownie się zatrzymał i zerknął na swojego rozmówcę powoli kręcąc głową. – Nigdy mi tego nie powiedział – przyznał się cicho, bo jeśli istniało jakieś wampirzo-romantyczne BHP, to zdecydowanie się do niego nie stosował. W tamtym momencie wystarczyło mu tylko zapewnienie, że czym jest wiek w obliczu ich wspólnego szczęścia, które trwało tu i teraz. Westchnął cicho. Klątwa. Genialne, szkoda tylko, że nie miał tego co do niej potrzebne. – Poszukanie przepowiedni... Gdybyś mógł... Tak. To dobry pomysł. Morphy... Strasznie cię za to wszystko przepraszam. Gdyby wiedział, że tak to się skończy, nigdy nie rozpocząłby tego związku. Nigdy nie zrobiłby nic, co sprawiłoby, że życie jego przyjaciół byłoby w jakimkolwiek niebezpieczeństwie. Nie odwrócił wzroku tylko dlatego, że ponownie spróbował zerknąć na ich nici. Tak tylko dla pewności. Nici (Percepcja III) [roll=Z] [roll=Z] RE: [14.08.72] Envoyer sur les roses - Morpheus Longbottom - 04.09.2024 Kiedy Jonathan spojrzał na nici łączące ich dwójkę, mógł dostrzec, że nic, absolutnie nic się nie zmieniło. Ciężkie liny przywiązania do siebie, niczym te używane przez żeglarzy na statkach, cumowały ich do siebie. Molo i okręt. Bezpieczna przystań i podróżnik przez świat. Nie dało się stwierdzić, który jest, który, we mgle rzeczywistości. Nici znajdujące się bardzo blisko pokrewieństwa, złączenia krwią, z nutą pożądliwości, która była tam od wielu, wielu lat, przynajmniej od czasu, gdy znali się już jak łyse konie i byli daleko w dorosłości, żarłoczność, która czyniła go głodem, rozpaczą łaknienia. Grzechem obżarstwa. Nie było w tym żalu, nie było gniewu. Morpheus nie patrzył na niego inaczej. Morpheus przyjął groźbę byłego kochanka Jonathana jako kolejną z kolei informację. — Szkoda. Pamiętasz, czy był odporny na widzenie nici? Czy był oklumentą? I co może o mnie wiedzieć? — dłoń Morpheusa podążyła do czasozmieniacza ukrytego pod jego ubraniem, a w głowie świeciło pustką, bo nie mógł sobie przypomnieć czy Jonathan o nim wiedział, czy nie. Trzymanie sekretów i zabawa czasem miały swoje konsekwencje i tak, jak niektórzy byli przeklęci fotograficzną pamięcią, on zapominał. Mylił się. Nic w jego głowie nie leżało w porządku chronologicznym ani logicznym, a przepuszczenia mieszały się z faktami. W tym momencie Morpheus przypominał Brennę. To wychowanie pośród policyjnej braci. Przypominał Woody'iego. Przypominał Jeremiaha. W końcu przypominał swojego ojca. Nie chodziło o urodę, ale może dlatego najbardziej kojarzył się z Brenną, mieli wiele wspólnych cech. Chodziło o gesty, o ten błysk w oku. — Zdradzisz mi więc, kogo szukam? Imię, nazwisko, portret, fotografię? — odłożył filiżankę i splótł palce. Postukał wskazującym o swój knykieć i podniósł się do prostego siadu. Wywrócił fusy z herbaty na spodek, obrócił nim trzykrotnie według wskazówek zegara. Kiedy nie było wiadomo, dokąd kroczyć, należało zapytać bogów. Uniósł filiżankę i spojrzał na spodek. Symbol: Dla Jonathana
[roll=Symbol]Skrzywił się na widok znaku. — Powiedzcie mi coś, czego nie wiem... — westchnął bardziej do siebie i położył filiżankę na fusy, tak jakby zamykał książkę z frustracją lub zrywał połączenie przez sieć fiuu, poirytowany. RE: [14.08.72] Envoyer sur les roses - Jonathan Selwyn - 16.09.2024 Jonathan wiedział co ujrzy, gdy spojrzy na swoje nici w stronę Morpheusa. Przyjaźń, przywiązanie, w której jednak, z jego strony, nie było pożądania, a jedynie róż braterskiej zażyłości. Chyba też podświadomie wiedział, co ujrzy w niciach Morpheusa w swoją stronę, a jednak... Jednak gdy zobaczył, źe nic się nie zmieniło, odczuł ulgę. Najwyraźniej nie tak łatwo dało się naruszyć więź wytworzoną przez te wszystkie lata wspólnych głupot i poważnych rozmów. Jonathan zaśmiał się ponuro. – Tak, był oklumentą Morphy. Jak już pewnie zauważyłeś wszystkie ograniczenia w tej relacji, nadrabiał innymi, wyróżniającymi go od tłumu cechami. Mam w końcu dobry gust. – Bo przecież to nie mógł być zwykły wampir. Nie, Jonathan przy tym swoim przeklętym uroku, musiał zwrócić uwagę wampira z najwyższej półki, najlepszej partii w całym Paryżu. Westchnął ciężko. – O tobie? Myślę, że niewiele. To znaczy... Tyle ile opowiada się komuś bliskiemu o przyjaciołach. No może trochę mniej, bo bywał o was zazdrosny. Podstawowe informacje. Jakieś historyjki z Hogwartu, możliwe, że słyszał przelotnie o twoim jasnowidzeniu i że lubię gdy nie więzisz swoich loków. Coś w postawie Morpheusa dziwnie go uspokoiło, tak że ponownie usiadł na kanapie i chociaż trudno byłoby powiedzieć, że ogarnął go całkowity spokój, to rzeczowy ton głosu przyjaciela i ten charakterystyczny dla jego rodziny błysk w oku, sprawił, że zaczął mieć wrażenie, że był to problem do rozwiązania. Kto wie? Gdyby Longbottom pokazywał mu się od takiej strony częściej, te dwadzieścia parę lat temu, może nie tylko do Anthony'ego zapałałby silniejszą sympatią? – Mówimy o wampirze imieniem Jean Baptiste François Gabriel de la Rochefoucauld Montbel. To dość... Znaczący dyplomata. Anthony go poznał, gdy sam był ambasadorem. Mam... – zawahał się po czym sięgnął po wcześniej przygotowaną tutaj teczkę, otworzył ją i wyciągnął zdjęcie, wręczając ją przyjacielowi. Prawdę mówiąc w teczce nie znajdowało się nic więcej. Po prostu nie chciał, wpatrywał się w tę fotografię, na której, elegancko ubrany Jean, uśmiechał się do niego. Sam nie wiedział czemu miał to w domu. Tak jakoś... wyszło, że gdy się pakował to je zabrał. Pewnie po prostu zaplątało się w inne rzeczy. Przy okazji spróbował zerknąć na uformowany z fusów kształt, który jednak przyjaciel szybko zasłonił. – Co ci wyszło? – spytał, próbując podnieść filiżankę do góry o ile ten mu ją to pozwolił. Czyżby fusy, w jakiejś swojej złośliwej oczywistości, postanowiły przypomnieć mu, że jest uwielbiany przez wielu? RE: [14.08.72] Envoyer sur les roses - Morpheus Longbottom - 04.10.2024 Wywrócił oczami po suficie, gdy usłyszał o lokach. Tak naprawdę od jakiegoś czasu chciał przestać je zaczesywać Ulizanną, ale robił to tak długo, całe swoje dorosłe życie, że zapominał, że powinien po prostu przestać jej używać i przypomniał sobie o tym w momencie, gdy poprawiał ostatni kosmyk. Ostatnio jednak miał postanowienie, że chociaż zapuści, włosy, będzie łatwiej, bo i tak zapomniał się obcinać przez ostatnie dwa miesiące. Jakoś mu to umknęło. Nie zamierzał jednak mówić Jonathanowi głośno o tym, że dojrzał do zmian, bo obawiał się, że przyjaciel użyje tego jako wymówki, aby przestać zajmować się problemem wampira, a wejść do szafy Morpheusa i ją wymienić. Na przykład zabierając mu magiczne szaty, a dając ciepłe swetry. Grymas Morpheusa tylko się pogłębił na pytanie o wróżbę. — Miłość, Jonathanie. I małżeństwo. Patrząc na twoją sytuację, to brzmi jak przestroga. Przemienienie w wampira, jako forma przysięgi między dwójką. Z jakiegoś powodu obie moje wróżby, które dotyczyły miłości w ostatnim czasie, dotyczyły również wampirów — przymknął oczy i wyciągnął z kieszeni karty. — Opowiedz mi więcej o waszej relacji. Niech karty nas poprowadzą. Wykonywał swój prosty taniec dłońmi w rytm cichej melodii, której nikt nie słyszy, a jednak jest wyczuwalna w powietrzu. Karty przesuwały się między palcami wieszcza niczym liście nadchodzącej jesieni, w których zapisano sekrety wszechświata. Każda karta miała swoją duszę, swoją historię, a w czasie tasowania tańczyły one na granicy światów, przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Wyłożył trzy, dokładnie w takiej kolejności. To co było, to co jest, to co będzie. Karty dla Jonathana
[roll=Tarot][roll=1d2] [roll=Tarot] [roll=1d2] [roll=Tarot] [roll=1d2] Morpheus popatrzył na karty z umięśnionymi brwiami. Zasłonił dłonią usta i zaczął się histerycznie śmiać. |