Secrets of London
[16 lipca 1972] Sprawa, którą trzeba omówić | Robert & Nicholas - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24)
+--- Wątek: [16 lipca 1972] Sprawa, którą trzeba omówić | Robert & Nicholas (/showthread.php?tid=3552)



[16 lipca 1972] Sprawa, którą trzeba omówić | Robert & Nicholas - Robert Mulciber - 06.07.2024

16 lipca 1972, przed południem
Robert & Nicholas


Poproszony o spotkanie związane ze sprawą, którą Nicholasowi powierzył, nie kazał na siebie czekać szczególnie długo. Ledwie tylko otrzymał wiadomość zwrotną, zorganizował wszystko tak, żeby móc bez większych przeszkód udać się do Little Hangleton. Godzinę wybrał stosunkowo wczesną. Na wieczór posiadał już plany, zresztą - sam Nicholas czas również posiadał ograniczony, co wyraźnie zaznaczył w swoim liście.

Tym razem nie pojawił się na zewnątrz. Zadbał o to, aby o jego wizycie nie zaczęto przypadkiem rozprawiać w Little Hangleton. Teleportował się bezpośrednio do znanej już sobie piwnicy. Przygotowanej właśnie na wypadek kolejnych spotkań. Na wypadek potrzeby omówienia w nieco szerszym gronie wszystkich tych mniej i bardziej istotnych kwestii. Czy sprawa, którą chciał z nim przedyskutować Nicholas zaliczała się do takowych? Robert daleki był od zakładania... w zasadzie czegokolwiek, choć zarazem rozumiał, że coś musiało Traversa porządnie zaniepokoić. Poczynione wcześniej ustalenia były bowiem inne. Wcześniej przedstawiony niewymownemu plan działania, nie zakładał potrzeby odbycia jakiegokolwiek spotkania. Po wykonaniu pierwszego etapu, w sposób płynny miał się rozpocząć kolejny. Ten, który zakładał przeszukanie wskazanej nieruchomości.

Kiedy wreszcie znalazł się przed Nicholasem, wyglądał jak zawsze. A przynajmniej tak, jak zwykł wyglądać w ostatnich tygodniach. Ludzie z wolna już się do tego stanu rzeczy przyzwyczajali. Szary, lekki golf, a do tego zwykłe jeansy. Przynajmniej nie miał na sobie nic czarnego. To był olbrzymi postęp. Gładko ogolony. Odpowiednio ułożone włosy. Zachowana została ta sama dbałość o szczegóły wyglądu, która Mulcibera charakteryzowała od zawsze. Pod tym względem nie zmieniło się nic.

- Nicholasie. - przywitał się, dając mu znać o swojej obecności, być może odrywając przy tym od jakiegoś zajęcia? Czymkolwiek Nicholas się zajmował czekając na moment, kiedy Robert wreszcie się zjawi. - Nie mamy wiele czasu, dlatego byłoby dobrze od razu przejść do rzeczy. - poinformował go. Nie zamierzał bowiem rezygnować ze swojej wizyty w Szkocji, a także kilku innych kwestii, którymi chciał zająć się w tym kolejnym dniu. Wyglądało na to, że będzie on wypełniony po brzegi. Nie grozi mu choćby kilka chwil nudy. O godzinach już nawet nie wspominając. Robertowi to w żadnym stopniu jednak nie przeszkadzało. Działając na tak wysokich obrotach, był w stanie skupić się na innych kwestiach niż własne problemy osobiste. Te problemy, które zbyt często spędzały mu sen z powiek. Te problemy, przez które pojawiało się w jego głowie zdecydowanie zbyt wiele różnych obaw, wątpliwości. Gdyby tylko dało się ich tak po prostu pozbyć. Wymazać. Wykreślić. Niestety, życie nie działało w ten sposób. Przynajmniej nie do końca.




RE: [16 lipca 1972] Sprawa, którą trzeba omówić | Robert & Nicholas - Nicholas Travers - 06.07.2024

Po wykonaniu zadania, jakie zlecił mu Robert, oraz odbytej krótkiej rozmowie z Saurielem, Nicholas wrócił do swojego mieszkania, odstawiając rzeczy osobiste i te, jakie zostawił mu Mulciber w posiadłości Dworu Zmarzłoć. Było po północy. Tak zleciał czas na wykonaniu zadania. Zdążyli na całe szczęście przed wschodem słońca, że Rookwood mógł spokojnie wrócić do swojego legowiska. W podzięce Nicholas dał mu to, co sobie Sauriel zażyczył.

Siedząc w salonie, Travers rozmyślał. Zgodnie z planem, powinien raport przekazać Vulturisowi. Sytuacja jednak nieco się zmieniła po tym, co tam zobaczył. Może pierw powinien powiadomić Roberta? Nigdy nie prosił o spotkanie, jeżeli sprawa wydawała się mało pilna. Tutaj było jednak inaczej, gdyż Mulciberowi zależało na czasie wykonaniu zadań i zbieraniu informacji.

Ostatecznie napisał do niego list z krótką informacją. Nie spodziewał się otrzymać odpowiedzi od razu. Może nad ranem? Sowa jednak wróciła i przyniosła mu wskazane miejsce i czas spotkania. Robert był skłonny zjawić się od razu. Po co więc czekać. Odpisał mu i odesłał ponownie sowę. Tym samym nie przebierał się już. Zgarnął szatę i teleportował się prosto na teren Little Hangleton, swojej posiadłości. Jakby wrócił dość późno do swojego domu. Dla nikogo nie byłoby to podejrzane. Zresztą, okolica była cicha jak na cmentarzu. Żadnej żywej duszy, jakby pozamykali się w domach. Otworzył drzwi za pomocą tym razem zaklęć, używając różdżki. Wszedł do środka i zamknął drzwi na klucz.

W czasie oczekiwania na przybycie Mulcibera, Nicholas przebywał w gabinecie mając otwarte drzwi do środka pomieszczenia. Przy zapalonej świeczce, zapisywał coś na papierze, za pomocą pióra. Nie zwrócił uwagi na to, ile czasu mu zajęło zapisywanie najważniejszej informacji i pozostawieniu ją na przybycie Mulcibera. Zajął się także innymi sprawami. Zaś kiedy usłyszał znajomy głos Roberta, odezwał się informując tym samym, gdzie przebywał.

- Robercie.
Wstał od biurka zabierając ze sobą jedną z notatek i wyszedł ze swojego gabinetu do salonu, gdzie najpewniej zastał Mulcibera.
Nieprzespana porządnie noc, zarost na twarzy. Tak teraz wyglądał Nicholas. Ogarnie się później, aby być gotowym na swoje spotkanie, na które dostał zaproszenie.
- Będę się streszczał.
Oznajmił, gdyż domyślał się, że tego dnia każdy może mieć inne plany. Dla pewności bezpieczeństwa ich rozmowy, wzmocnił zaklęcie wyciszenia.
- Wiem, że zgodnie z planem, miałem zdać raport czy informacje Vulturisowi.
Zaczął, chowając różdżkę.
- Teren jest czysty. Nikt go nie pilnuje, nie patroluje, przynajmniej w nocy. Widocznych zabezpieczeń, nie zaobserwowałem. Poza tym… że na drzwiach wskazanego przez Ciebie mieszkania, widnieje informacja, że jest na sprzedaż. Póki pamiętałem, spisałem numer chyba telefonu.
Podał mu kartkę, co z tym Robert zrobi, jego decyzja.
- Jeżeli chodzi o wnętrze mieszkania… Nic tam nie było. Żadnych rzeczy osobistych, żadnych mebli. Nic.
W końcu przedstawił najważniejsze. To, co zobaczył, gdy przeszedł przez drzwi.
Dał mu chwilę pomyśleć. Czekał na ewentualne pytania. Sam Robert stwierdzi, czy to spotkanie było warte pojawienia się, czy Nicholas niepotrzebnie go ściągnął. Ale uznał, że Robert powinien o tym od razu wiedzieć.



RE: [16 lipca 1972] Sprawa, którą trzeba omówić | Robert & Nicholas - Robert Mulciber - 07.07.2024

Przejście pod drzwi do gabinetu, odnalezienie czekającego tam Nicholasa, nie zajęło Robertowi wiele czasu. Był już w należącym do Traversa domu w Little Hangleton, dzięki czemu zdążył zapoznać się wcześniej z tutejszym układem pomieszczeń. A nawet ciut więcej. Z tego względu nie tracił teraz czasu na podziwianie wnętrza i inne tego typu bzdury. Po prostu stał gdzieś na środku salonu, czekając na informacje, które były na tyle istotne, aby zrezygnować z wszystkich wcześniejszych planów.

Przyjął podaną przez Nicholasa kartkę, na którą z miejsca spojrzał. Jak na kogoś, kto miał poglądy mocno antymugolskie, Robert na temat mugoli posiadał zadziwiająco szeroką wiedzę. Niektórych mogłoby to zapewne zaskoczyć. Dla tych, którzy znali go ciut lepiej, musiało stanowić to jednak pewną oczywistość. Wszak Mulciber praktycznie od zawsze mieszkał w niemagicznym Londynie, więc mugole otaczali go w zasadzie na co dzień. Na każdym kroku? Byli zawsze blisko.

- To może być numer telefonu. - potwierdził przypuszczenia Traversa. Pewność zyskają jednak dopiero w momencie, kiedy sprawdzą to z wykorzystaniem jednej z tych śmiesznych budek, które zwykli wykorzystywać mugole. Albo sięgną po aparat znajdujący się w mieszkaniu jakiegoś mugola. To też była jakaś opcja. Ot, kwestia do przemyślenia, choć niekoniecznie już w tym momencie. - Zabiorę ją i postaram się zweryfikować. - z tymi słowy złożył kartkę na pół, a jeśli była wystarczająco duża, to również na cztery, by koniec końców umieścić w kieszeni swoich spodni. Nie powinien jej zgubić.

Kwestia tego, w jaki sposób wyglądał dom Greybacka... tutaj z niczym się nie śpieszył. Skoro zareagował na kartkę z numerem telefonu, to Nicholasa słuchał. Mniej lub bardziej uważnie, ale słuchał. Odnośnie tego ciężko było mieć jakieś wątpliwości. Zarazem jednak nie śpieszył się w tym przypadku z żadną odpowiedzią. Musiał to sobie poukładać we własnej głowie. Wszystko przetrawić.

- Jeśli mieszkanie jest wystawione na sprzedaż, to ktoś musiał się na ten krok zdecydować. A skoro tak, to zapewne otrzymał informacje o śmierci Greybacka. Rzecz jasna o ile to nie jest działanie samej Moody, albo jej ludzi. - westchnął ciężko. To zdawało się nieco komplikować sprawy. Pytanie na ile duże były to komplikacje? Tak z marszu ciężko było to określić. Sam nieruchomości nie miał okazji obejrzeć na własne oczy. Może właśnie na ten krok powinni się zdecydować? A przy okazji nawiązać kontakty z ludźmi, którzy nieruchomość sprzedawali. To mogło dostarczyć kolejnych informacji. Pomóc podjąć decyzje odnośnie tego, jakich konkretnie działań powinni podjąć się w tym momencie. - Czy wnętrze zostało odnowione? Wymieniono drzwi, odmalowano ściany? O ile byłeś w stanie cokolwiek w tym zakresie zaobserwować? - dopytał jeszcze o to, co przyszło mu do głowy; co mogło mieć znaczenie. Bo skoro ktoś zajął się odnowieniem, to mógł pozbyć się sporej ilości tych rzeczy, które byłyby w stanie dostarczyć im informacji. Powymieniać klamki, uchwyty. Od Beltane minęło dużo czasu. Zbyt dużo. Cholerny Rookwood, który pozostawił to wszystko bez jakiejkolwiek reakcji. W ogóle tematem się nie zainteresował. Naprawę chętnie rzuciłby teraz w Chestera jakimś crucio, ale na taki krok nie mógł sobie pozwolić. Nie mógł mieszać się w nic, co dotyczyło tego czarodzieja.




RE: [16 lipca 1972] Sprawa, którą trzeba omówić | Robert & Nicholas - Nicholas Travers - 07.07.2024

Zapisany numer na kartce, okazał się faktycznie numerem telefonu. Nicholas w przeciwieństwie do Roberta, nie mieszkał w dzielnicach i miastach typowo mugolskich. Nie miał przy tym zbyt częstego i codziennego kontaktu z mugolami. Stąd mógł mieć jedynie podejrzenia o coś, co wyglądało nawet w zapisie jak należące do ludzi bez magii.

Aby nie zapomnieć liczb, Travers wziął pierwszą z brzegu kartkę przeznaczoną do podręcznego pisania listów. Więc mogła mieć format duży do złożenia na dwa razy. To już zostawił Mulciberowi do zrobienia z tym co uważa, z podanym numerem. Ale dobrze wiedzieć na przyszłość, że to faktycznie był mugolski numer telefonu.

- Jeżeli mugolski, czy to znaczy że mugole kwestionują sprawę jego mieszkania?
Tak dodał swoje przypuszczenia, jeżeli chodziło o pozostawienie kontaktu. Czarodzieje najpewniej inaczej takie sprawy załatwiają, zostawiając kontakt do siebie lub pośrednika.

Po tym pytaniu, przedstawił Robertowi resztę cennych informacji, dając mu możliwość przeanalizowania wszystkiego. Nie wątpliwe, że rodziło to kolejne komplikacje.

- Na to wygląda.
Zgodził się z przypuszczeniem, że mieszkanie Greybacka zostało opróżnione, gdy wieść o jego śmierci dotarła do osób z jego otoczenia. Rodzina? Znajomi? Właściciel kamienicy? Mieszkania? Czy sam je wynajmował, wykupił?
- Wyglądało na totalnie wysprzątane, wyszorowane. Przystosowane odpowiednio na sprzedaż. Nie wydaje mi się, aby tracili czas na przemalowywanie ścian i wymianę drzwi. Ślady po przedmiotach czy meblach były widoczne na ścianach. W jednym pomieszczeniu nie było drzwi. Być może tych, o których wspomniał mi Pardus, że je rozwalił. W postaci astralnej nie wyczuję zapachów ani nie wykryję magicznych zabezpieczeń.
Odparł w odpowiedzi, przypominając sobie raz jeszcze cały układ wnętrza mieszkania Greybacka. Cały parter i piętro. Każde z pomieszczeń, w których nie było dosłownie nic. Mebli, firan, zasłon i przedmiotów osobistych. Nawet nie był wstanie sprawdzić, czy schody faktycznie skrzypiały.
- Mieszkanie w takim stanie można tanio sprzedać, dając możliwość nabywcy wprowadzenia własnego remontu.
Dodał informacyjnie. Gdyż sam wiedział jak często wygląda kupno mieszkań, względem stanu do ceny. Choć to było parę lat temu, kupował gotowe mieszkanie na Alei Horyzontalnej.



RE: [16 lipca 1972] Sprawa, którą trzeba omówić | Robert & Nicholas - Robert Mulciber - 07.07.2024

Ciężko było udzielić odpowiedzi na pytania, które zadawał Nicholas. Odnieść się do jego przypuszczeń. Wątpliwości, które mógł odczuwać w związku z tą sprawą. Na ten moment zbyt dużo było znaków zapytania. Brakowało natomiast czegoś, co można byłoby uznać za pewnik. Robert potrzebował co najmniej kilku godzin na to, żeby wszystko sobie poukładać. Wszystko przemyśleć.

- Nie wiem. - nie ukrywał tego przed Nicholasem. - Trzeba będzie to zweryfikować. Dowiedzieć się, jak to wszystko wygląda.

Dlaczego to nie mogło być prostsze? Łatwiejsze? Dlaczego człowiek musiał po drodze mierzyć się z jakimiś przeszkodami? Raz za razem starać się je pokonać? Mulcibera trochę to zirytowało. Liczył bowiem, że będzie w stanie względnie szybko zamknąć ten etap. Ruszyć ze wszystkim do przodu. Poczynić znaczące postępy. Może nawet udowodnić JEMU, że nie zasługiwał na swój obecny status w szeregach? Starał się jednak tego po sobie nie pokazać. Starał się odpowiednio panować nad własnymi emocjami.

Słuchając kolejnych słów Nicholasa, krążył po salonie. Było to ciut lepsze niż ciągłe stanie w jednym miejscu. Pomagało myśleć. A przynajmniej w taki sposób odczuwał to Robert. Nie można wykluczyć, że wrażenie było złudne.

- W takim razie, być może, nie wszystko byłoby stracone. Nie do końca. - wreszcie pozwolił sobie podzielić się tym, co pojawiło się w jego głowie. - Jeśli nie przeprowadzili tam większego remontu, nie wprowadzili większych zmian, to wciąż jest szansa, że dałoby radę pozyskać jakieś informacje. Raczej niewielka, ale nie rezygnowałbym z tego. - czy tym samym był więc pewien, że korzystanie z widmowidza wciąż miało sens? W zasadzie nie do końca. Wolał jednak opcji tej do końca nie skreślać. Tak całkowicie. Gdyby inne rozwiązania nie przyniosły oczekiwanych efektów, dobrze byłoby móc skorzystać z kolejnych. Nie mogli się w tym przypadku tak po prostu poddać. Harper Moody musiała kiedyś zapłacić za swoje czyny, a on miał zamiar przyłożyć do tego swoją rękę.

O to właśnie odpowiednio zadbać.

- Dziękuje, Nicholasie za Twoją pomoc. Wiedz, że bardzo to doceniam. - zamiast to wszystko kontynuować, zwrócił się do mężczyzny słowami, sugerującymi, że z jego strony byłoby to najpewniej już wszystko. Nie miał do dodania niczego więcej. Nie nasuwały mu się na myśl żadne pytania. Kwestie warte przedyskutowania. Zresztą, tego ostatniego to tak po prawdzie Robert nigdy nie miał w zwyczaju. Pierw wolał przemyśleć wszystko samodzielnie. Samemu sobie przeanalizować. Czuł się z tym bardziej komfortowo.




RE: [16 lipca 1972] Sprawa, którą trzeba omówić | Robert & Nicholas - Nicholas Travers - 07.07.2024

Tak Nicholas podejrzewał, że po dokonania badania miejsca zamieszkania, znajdując, właściwie to nic, sprawi to nowe problemy. Bo o ile był przekonany, miał zapewne sprawdzić, czy lokum pozostawało nadal w nienaruszonym stanie. Było jednak inaczej. Nawet Pardusa podpytał o te ważne kwestie, czy kiedy tam się znaleźli, było to miejsce faktycznie zamieszkane.

Trudne pytania, ale warte rozważenia, pomyślenia, wzięcia takich możliwości pod uwagę. Nicholas przyjął odpowiedź do wiadomości, skinieniem głowy. Domyślał się, że to trochę komplikuje im sprawy. Pomógł, jak mógł. Swoje zadanie wykonał, nie oczekując niczego w zamian. Dzięki temu mógł ponownie przećwiczyć Eksterioryzację, w miejscu obcym.

Udzielając odpowiedzi na dodatkowe pytania, podążał wzrokiem za Mulciberem, wyjaśniając dokładniej to, co zaobserwował. Ktokolwiek dokonał uprzątnięcia mieszkania Greybacka, chciał najpewniej jak najszybciej się go pozbyć. Czyżby był problematyczny? Nie wiadomo.

- Dlatego stwierdziłem, że lepiej jak Cię o tym od razu powiadomię. Nie wiadomo, kiedy podjęto decyzję o uprzątnięciu mieszkania i kiedy wystawiono na sprzedaż. Czy mają nabywcę, czy proces jeszcze trwa.
Wyjaśnił i przedstawił swój punkt widzenia. Dlaczego zdecydował się nie trzymać sztywno założonego planu. Trzeba było najpewniej podjąć inne działania.
- Nie ma sprawy. Wiesz, że zrobię wszystko o co mnie poprosisz.
Przyjął podziękowania. Tym samym wiedział, że swoją robotę zrobił odpowiednio dobrze i Robert był zadowolony na tyle, że cokolwiek wiedział już sprawie miejsca zamieszkania Urlicha Greybacka.
Korzystając jeszcze z okazji, Nicholas podszedł do Roberta, wyciągając po drodze z kieszeni, znajomy pęk kluczy.
- Oddaję. Zakładam, że nie będą mi już potrzebne. Zawartość świec i kadzideł, jaką mi tam zostawiłeś, bardzo mi pomogła w wykonaniu zadania.
Dodał od siebie również w swojej wersji podziękowania, za przygotowane przedmioty dla bezpiecznego przeprowadzenia eksterioryzacji. Oddał tym samym klucze, należące do posiadłości Dworu Zmarzłoć. Skoro zadanie wykonane, nie będą do tego wracać.
- Swoją drogą. Informować Vulturisa, czy zajmiesz się tym już osobiście?
Dopytał dla pewności. Czy ten plan wciąż był aktualny, czy ulega pewnym zmianom.



RE: [16 lipca 1972] Sprawa, którą trzeba omówić | Robert & Nicholas - Robert Mulciber - 07.07.2024

Łatwo było się domyślić, że nieruchomość nie była sprawdzana bez powodu. Robert miał w tym jakiś cel. Oczekiwał, że dostarczy mu ona jakiś informacji. A skoro została opróżniona, przygotowana na sprzedaż - szansa na zdobycie informacji faktycznie istotnych, przydatnych, znacząco spadała. To jeden z tych wniosków, które nasuwały się same. Nie trzeba było poświęcać temu więcej czasu, żeby się tego zwyczajnie domyślić.

- Tak. To był właściwy ruch. - potwierdził, że Nicholas nie popełnił w tym wypadku żadnego błędu; że nie doszło tutaj do zbędnego zawracania mu głowy przez byłego ucznia. Dobrze postąpił. Myślał. W dodatku myślał logicznie. I tym całym swoim logicznym myśleniem, Nicholas kolejny już raz udowodnił, że dla Roberta był właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Kimś, na kim Mulciber rzeczywiście mógł polegać.

Skinął głową. Dobrze wiedział, że Nicholas był kimś... w zasadzie mu oddanym. Nie raz już dał mu to do zrozumienia. I co istotne, w jego przypadku nie były to tylko i wyłącznie puste słowa. W ślad za nimi szły zawsze konkretne czyny. Czyny, które zawsze były warte więcej od tego, co opuszczało usta.

- Wiem i doceniam. - raz jeszcze to podkreślił. Możliwe, że w ostatnim czasie zwracał na takie kwestie nieco więcej uwagi. Możliwe, że wynikało to po części z jego obecnego statusu. Pozycji, jaką miał w organizacji. Jeśli chciał tutaj przetrwać. Jeśli chciał znów odgrywać ważniejszą rolę... potrzebował wokół siebie ludzi, którzy będą za nim. Zapewnią mu poparcie. Będą świadczyć o tym, że wciąż był kimś, z kim należało się po prostu liczyć.

Przyjął podane przez Nicholasa klucze. Chwilę na nie spoglądał po czym schował pęk do kieszeni. Na razie, jeszcze przez tych kilka dni, nie zdecyduje się zapewne na to, aby zwrócić je Lorraine. Mogły się przydać. A poza tym pośpiech bywał niezbyt dobrym doradcą. Potrafił człowieka sprowadzić prosto na manowce.

- Zajmę się tym osobiście. Nie ma sensu wprowadzać w tym wszystkim większego zamieszania. - to mówiąc pokręcił głową. - Na razie nie musisz niczym się przejmować. Gdyby jednak cokolwiek się zmieniło, będę z Tobą w kontakcie.

Tak samo, jak z pozostałymi śmierciożercami oraz osobami z organizacją powiązanymi - w mniejszym bądź większym stopniu. Każdy z nich mógł się bowiem do czegoś przydać. Okazać nagle potrzebnym. Robert cenił sobie to, że pewne osoby znajdywały się prawie że... cóż, na wyciągnięcie ręki. Wykonywania zadań nie odmawiały. Uczestniczyły we wszystkim tym w sposób naprawdę aktywny.




RE: [16 lipca 1972] Sprawa, którą trzeba omówić | Robert & Nicholas - Nicholas Travers - 12.07.2024

Co Robert zamierzał dalej uczynić z mieszkaniem Greynacka, Nicholas nie zamierzał się dopytywać. Wykonał swoje zadanie o które został poproszony, przy użyciu swoich zdolności, znanymi nielicznym osobom.

Postąpił dobrze, zmieniając plan działania, aby w pierwszej kolejności powiadomić jednak Roberta, niż wysyłać raport Vulturisowi, w sprawie przeprowadzonych oględzin miejsca zamieszkania Urlicha Greybacka.

Nicholas zapewnił po raz kolejny, udowodnił, że jest wstanie zrobić dla Roberta wiele. Okazując tym samym swoje wsparcie, oddanie. Od niego się dużo nauczył, dla niego gotów był do poświęceń. Niezależnie od tego, jaką pozycję w organizacji pełnili oboje.

Oddał klucze do posiadłości Dworu Zmarzłoć. Jeżeli znów będzie miał tam wrócić, to najwyżej już przez teleportację, czy zaś pożyczy ponownie. Musiał przyznać, że miejscówka idealna. Nie było żadnych problemów zewnętrznych. Nick ich nie namierzył. Nikt ich nie widział. Sauriel sprawdził dobrze w roli obserwatora i wsparcia. Choć było wiele jeszcze niewiadomych do końca w kwestii Eksterioryzacji, to dało Nicholasowi powód porozwijania tej dziedziny nadal. Zagłębiać dalej tajniki nekromancji.

- Rozumiem. Więc pozostajemy w kontakcie.
Przyjął do wiadomości jego wyjaśnienia, co znaczyło że jego robota się w tym momencie zakończyła.

Na tym mogli zakończyć spotkanie, gdyż oboje mieli dalsze plany tego dnia. Nicholasowi chodziło po głowie zapytać Mulcibera o sprawę kamieni na Beltane, lecz ze względu na ograniczony czas tego spontanicznego i nie planowanego spotkania, odpuścił sobie tego tematu, gdyż jest on obszerny i posiadał wiele niewiadomego. Może innym razem. Jeżeli znajdą na to czas.

Pożegnali się i Robert zapewne opuścił posiadłość, przez teleportację z pomieszczenia znajdującego się w piwnicy.

Nicholas pozostawał w domu, gdzie dokończył swoje sprawy w gabinecie, po czym pozwolił w końcu poddać się próbie choćby krótkiej drzemki w swojej sypialni. Niby jego ciało było nieruchome, jakby spało podczas Eksterioryzacji, to jednak dusza wędrowała poza ciałem, zbierając potrzebne obrazy i informacje. Chciał dać w tradycyjny sposób odpocząć organizmowi przed spotkaniem z Prewettem. Niestety, nie mógł zasnąć. Bezsenność mu na to nie pozwalała. Jego sen był coś na wzór czuwania. Stwierdzając, że to na nic, wstał i wziął prysznic. Ubrał w czystą odzież, tradycyjnie w kolorach czerni, uczesał włosy. Będąc gotowym do wyjścia, zabezpieczył dom od środka, włącznie z piwnicą. Opuścił swój dom wychodząc standardowo drzwiami. Zamknął na klucz porządnie i dodatkowo ponownie rzucił zaklęcia. Mając pewność, że teren jest zabezpieczony, teleportował się w pobliskie, znane sobie okolice ulicy Pokątnej. Przemierzając ulice w poszukiwaniu lokalu, w jakim chciał spotkać się z nim Laurent.


Koniec sesji