Secrets of London
[15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma (/showthread.php?tid=3556)

Strony: 1 2


[15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Urlett Reykjavík - 07.07.2024

Worcester Park, Londyn
Mieszkanie w kamienicy ukrytej przed mugolami




Zabrawszy kilka próbek z pracy, kontynuowała swoje badania w mieszkaniu. Przestronny i jasny apartamencik składał się z sypialni, pokoju dziennego oraz gabinetu, nie wspominając już o łazienkach, czy kuchni (używanej jedynie do parzenia herbaty). Wynajęta przestrzeń niemal nie zdradzała śladów użytkowania. Wszystkie ubrania i przybory toaletowe schowane były sterylnie w szafkach, za to gabinet był miejscem tętniącym życiem. Zainstalowane dodatkowo regały mieściły ogrom książek, bez których nie wyobrażała sobie pracy. Jej nieskończona pamięć powodowała równie nieskończony chaos umysłu, tak więc używała ich tylko w potrzebie. I to często nie osobiście.

Spowita w len, spoglądała na fiolki z podejrzaną zawartością i spisywała wszelkie procedury, którymi chciała je poddać. Nie, żeby miała je zapomnieć, ale obecna praca wiązała się z działaniem w grupie i pracodawca wymagał prowadzenia dokumentacji. Co było jak najbardziej zrozumiałe.

Pearl, znajdź proszę fragmenty o ogonku niedźwiedzim — nakazała swojej skrzatce, wiernemu asystentowi. To małe stworzenie wyszukiwało odpowiednie rozdziały, z którymi później Urlett zapoznawała się osobiście. Sama wolała nie ruszać książek. Zbyt wiele źródeł do rozproszenia.

Urlett otworzyła okno. Słońce zaszło i zapragnęła wpuścić do środka trochę chłodnego powietrza. Wróciła do ławy z fiolkami.




RE: [15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Leo O'Dwyer - 07.07.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=wOdkcrC.jpg[/inny avek]
Po całodniowym bieganiu po mieście kotek był zmęczony. Rano staż w Mungu, potem trochę za ladą Dziurawego Kotła, a na deser bieganina po Nokturnie. Trochę tarapatów się znalazło, nieco pracy dorywczej jako domorosły magomedyk, a na koniec nawet przepyszne smakołyki sowicie zalane mlekiem. Najedzony wałęsałem po mieście, docierając do niemagicznej części Londynu. Gdzie nogi poniosły, tam szedłem, pamiętając oczywiście, żeby nagle z kociej postaci nie wyrosnąć jakiemuś mugolowi przed oczami jako rozchichotany mężczyzna, bo wtedy to byłby ambaras, hihi. Może i zabawny, ale jakby mnie Ministerstwo dorwało, to już niekoniecznie. Byłem świadomy, że pewnie by mnie wyrzucony ze stażu, a ja nie chciałem, więęęc... westchnąłem leciutko, a właściwie prychnąłem. Koty chyba nie wzdychały.
Cóż, szukałem miejsca na drzemkę, a otwarte okna były idealne do szukania fajnych, ciepłych zakątków, szczególnie tam, gdzie mogłem znaleźć dużo książek. Do tych to ja miałem nosa niemałego, więc sprawnie wskoczyłem sobie na parapet. Miałem to w jednym pazurze! Opanowane do perfekcji. Wystarczyło się dobrze odbić, potem obrać odpowiednie położenie w locie i cyk... wylądować przednimi łapkami na parapecie. Purrrfecto!
Czyste, sterylne mieszkano. Trochę jak u mnie. Trochę, bo odkąd zadomowiła się tam Mayka ze swoimi wszystkimi roślinami, to było trochę chaosu. I dżungli sporo. Ale się tam odnajdowałem! I nie było tak pusto, odkąd wyprowadził się Dellian. Pociągnąłem nosem, ale nie wyczułem niczego smakowitego... Szukałem żarcia, kiedy byłem przeżarty! Szczyt łakomstwa!!! NIE LEO! NIE BĘDZIESZ ŻARŁ, BO NASTĘPNYM RAZEM TAK LEKKO NIE WSKOCZYSZ NA PARAPET!
Ale chwila! Moment! Tak przeszedłem sobie po całym mieszkanku i tu, gdzie były książki, były również inne takie fajne kuszące do czynienia zła... Tu czułem nosem dziwne specyfiki. Niekoniecznie mile pachnące. A nad tym wszystkim tańcowała blondwłosa wiedźma - nie miałem wątpliwości, że to wiedźma, bo mugole takich niecnych rzeczy nie robili. Jakieś ważenie eliksirów tu się tworzyło...? Czy co to...? I jeszcze nie mieli skrzatów w mieszkaniach. Dobrze, że ta druga była zajęta księgą. Tak, dobrze, że była zajęta.
Czemu ja bywałem taki ciekawski?!?!?! Mogłem sobie wskoczyć na te półki i drzemać niezauważony, a mnie kusiło tu na stolik, wskoczyć wśród te fiolki. Co ona tam zapisywała?! Chciałem to zobaczyć. Musiałem to zobaczyć! Ale też nie chciałem by mnie szybciochem stąd wyrzuciła i - co najgorsza - zamknęła okno, więc... przyszło na taktyczne zagrania.
Wróciłem do sypialni, żeby co nieco tam z tych poukładanych szafeczek wyrzucić, narobić hałasu, schować się pod łóżkiem, a jak czarownica pójdzie tam patrzeć, co się odjaniepawliło, to ja, cyk!, przemknę przez próg i wskoczę na biurko. Przeczytam co tam było napisane i powącham wszystkiego, co tylko sobie zamarzę. O, yeah!
Czy ciekawość to nie był przypadkiem pierwszy stopień do piekła...?


RE: [15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Urlett Reykjavík - 12.07.2024

Minimalistyczny styl życia Urlett nie oferował kotkowi wielu obiektów do harców. W szafie znalazł niemal tylko i wyłącznie ubrania. Małe puzderko upadło na podłogę ze stuknięciem, ale nie dołączył do niego brzęk rozsypanej biżuterii, gdyż było zbyt dobrze zamknięte. Klamra do włosów nie wzbudziła swoją muzyką wielkich nadziei, ale jedyna fiolka perfum miała szansę stać się gwiazdą wieczoru.

Na pojedynczy dźwięk Urlett by pewnie nie zareagowała. Ale tłuczone szkło tylko głuchego nie zaalarmuje. Podniosła się znad biureczka. To nie dobiegało z dworu.

Zostań. Kontynuuj — nakazała Perle. Sama szybkim krokiem ruszyła do sypialni. Kto wie, może upragniony małżonek sam się zmaterializował? Nawet o tym nie myślała. Zobaczyła otwartą szafę. Wyrzucone przedmioty. Krople Tears of Banshee stające się powoli jednością z powietrzem.

Brwi delikatnie zmarszczyły się w geście konfuzji. Zamknęła drzwi za sobą. Pani Lestrange miała nieskazitelną opinię landlorda. Nie wynajęłaby nawiedzonego mieszkania. A przynajmniej nie bez poinformowania o dodatkowych współlokatorach. Urlett była gotowa do ataku ewentualnego wyskakującego z ukrycia napastnika. Może chował się za zasłonką, a może w łazience, a może tylko opadł na podłogę za łóżkiem? Ze swojego obecnego miejsca mogła go nie dostrzec. Drobnym ruchem dłoni zakluczyła drzwi niewerbalnym zaklęciem i powoli okrążyła łóżko, rozglądając się za źródłem zamieszania. Czy włamywacz rzeczywiście miał więcej sensu niż duch? A któż to wie, jak to w Londynie bywało?




RE: [15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Leo O'Dwyer - 13.07.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=wOdkcrC.jpg[/inny avek]
Zmarszczyłem niezadowolony pyszczek, i to nie tylko z powodu intensywnego zapachu perfum, chociaż to też mogło mieć na to wpływ. Pani blondynka sprytnie zamknęła za sobą drzwi, okno było tu zamknięte, rzeczy w szafie naruszyłem, więc łóżko było jedynym miejscem zniknięcia, ukrycia się, schowania... Jednocześnie będąc najbardziej oczywistym do tego typu spraw. Sprawdzało się tylko jako tymczasowa kryjówka, więc... przegrałem tę potyczkę?
Chociaż, kiedy tak obserwowałem spod łóżka jej łydki, to nie zdawała się być gotowa na zajrzenie pod nie. Raczej za nie, więc trochę odetchnąłem. Może wcale nie była taka mądra i może wcale nie pisała tam jakichś fajnych mądrych rzeczy, tylko papki mózgowe, co to nic nie znaczyły. Może ktoś jej płacił za robienie bestsellerów dla samotnych matek w okolicy albo dojrzewających nastolatek, gdzie cały ten osprzęt wokół wcale nic nie znaczył?
I tak z perspektywy czasu stwierdzałem, że przesadziłem z robieniem tego bałaganu, ale ten jej minimalizm zaburzył całą moją koncepcję. Ja się zirytowałem... nieco, bo ogólnie to ja raczej pogodny kociak byłem, ale wolałem, kiedy wszystko przychodziło z lekkością albo na farcie, więc... Kiedy tylko zajrzy do łazienki, to ja wpadnę do szafy, a jak wróci na swoje miejsce, to ja się wymknę z tej szafy, z tego pokoju-pułapki i... I potem to się zobaczy. Najlepsza zawsze była improwizacja niż utarte, sztywne plany.
Rozciągnąłem się więc, tak siedząc pod tym łóżkiem. Gotowałem się do startu, ale tak powoli, bo jak na razie obserwowałem jej kostki. Już miałem to w głowie, ja wiedziałem, kiedy ruszyć jak ten dziki kocur spod tego łóżka, żeby znaleźć swoje miejsce w szafie i przeczekać tę inspekcję. W szafie skoczę na wyższe półki... A może na samą szafę...? O, tak wysoko to mnie nie zobaczy, szczególnie kiedy zwinę się w słodką kulkę. Może nawet się tam zdrzemnę i uderzę do jej notatek w nocy, kiedy wszyscy będą spali...?


RE: [15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Urlett Reykjavík - 14.07.2024

Obeszła łóżko, ale nikogo nie znalazła. Gestem ręki popchnęła zasłony zaklęciem, ale nic za nimi nie było. Mruknęła coś pod nosem.

Zgodnie z przewidywaniami intruza, zajrzała do łazienki. Tam również odkryła pustkę. Niepokoiło ją to. Musiała być jakaś przyczyna w upadku tych wszystkich przedmiotów. Czyżby magiczni tajniacy wpadli ją szpiegować jako przybysza z innego kraju? Miała oficjalne zatrudnienie w szanowanej firmie. Jej kariera była jawna, czemu ktokolwiek miałby podejrzewać, że jest inaczej?

Wróciła do sypialni i złapała się pod boki. Teraz nie wróci do pracy, bo będzie zbyt rozproszona myśleniem o tajemniczym wydarzeniu.

Przykucnęła przy rozrzuconych przedmiotach. Perfum wsiąknął w podłogę. Jej jedyny zapach. Z gardła wydarł jej się cichy, smutny jęk. Sprzątnęła flakonik zaklęciem, a szkatułkę oraz klamrę podniosła, by odłożyć je do szafy. Wyprostowała się i skierowała ku meblowi. Czy intruz już znalazł się w środku? Czy dostrzegłaby jego rude futerko wśród swoich smętnych, neutralnych szat?




RE: [15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Leo O'Dwyer - 21.07.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=wOdkcrC.jpg[/inny avek]
Bywałem łobuzem, ale bywałem również kociakiem pełnym uczuć. Obserwowałem Urlett tak podejrzliwie, jakby zaraz miało jej przyjść do głowy spojrzenie w górę, gdzie wdrapałem się na szafę po jej drzwiach, aleee... Tak ją obserwowałem, tak narzekałem w myślach na jej przezorności, aleee... Ale smutno mi się zrobiło, kiedy ją obserwowałem pochylającą się nad tymi rozlanymi perfumami. Nie chciałem AŻ TAK broić, ale... się stało i teraz było jej smutno, a mi było głupio, że doprowadziłem ją do bycia nieszczęśliwą. Miały to być drobne psikusy, nic właściwie nieznaczące, może po prostu niewiele, tak trochę utrudniające życie, aleee...
Ale stało się, więc oparłem zamyślony pyszczek o przednie łapy, po czym podniosłem swój tyłek, kiedy stała już pod szafą.
Nawet nie pomyślałem, że mógłbym ją przerazić. Typowe. Po prostu zeskoczyłem z szafy na jej ramię, ledwo łapiąc równowagę. Przepraszam śliczna panią, ale musiałem nieco wbić pazury w twoją sukienkę, żeby utrzymać się na górze, ale to nic, prawda? Bo wtuliłem swój puchaty policzek w twój policzek.
Nie smuć się, Śliczna Pani. Kotek nie chciał, kotek jest tu z tobą. Kotek przytuli - myślałem sobie, łasząc się do jej twarzy i szyi. Zresztą ciekawe, czy miała tam łaskotki. Zatopiłem w tej jej szyi swój pyszczek, o ile jeszcze nie pofrunąłem w zaskoczeniu przez pokój. Kto wie, może ta Śliczna Pani nie lubiła kotów...?


RE: [15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Urlett Reykjavík - 26.07.2024

Smutek odbijał się głównie w oczach. Reszta twarzy pozostawała w neutralnym wyrazie, który w przypadku Urlett przyodziany był w uniesione kąciki ust. Jej smutny uśmiech zniknął jednak bardzo szybko, gdy tajemnicze stworzenie znalazło się na ramieniu.

Zgodnie ze swoimi oczekiwaniami, kot poleciał szybko z ramienia, ale na szczęście nie przez cały pokój, tylko na podłogę. Czarownica strzepnęła go z siebie całym ruchem ciała, przerażona sytuacją. Była też zbyt oniemiała, by wydać przy tym jakikolwiek dźwięk.

A mogło skończyć się jeszcze gorzej.

Gdy kociak wylądował na podłodze, mogła zarejestrować jego kształt, jednocześnie rozpoznając brak zagrożenia. Napięcie jeszcze nie ustało. Nie była przyzwyczajona do takich wydarzeń. Ani do zwierząt w pomieszczeniach innych niż sowy.

Pearl, chodź tutaj! Wyrzuć tego kota!

Zawołana skrzatka pojawiła się w sypialni. Miała bardzo jasną skórę i niemal przejrzyste oczy. To, co odróżniało ją od lokalnych skrzatów, były białe włoski, pokrywające ciało stworzenia. Teksturą przypominały sierść świni. Pearl spojrzała na rudego kota i ostrożnie wystawiła dłoń w jego kierunku. Najwyraźniej wiedziała, jak z nimi postępować. Najpierw dać się powąchać, pokazać przyjazne zamiary. Dopiero wtedy mogła podjąć próbę delikatnego złapania kota... Oczywiście o wzięciu go na malutkie ręce nie było mowy. Wzrost skrzatów pozwalał im traktować tak tylko kocięta.

Tymczasem Urlett zastanawiała się, skąd, na Loftura*, wzięło się owo zwierzę w jej mieszkaniu.




* Galdra-Loftur - legendarny czarodziej z Islandii


RE: [15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Leo O'Dwyer - 04.08.2024

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=wOdkcrC.jpg[/inny avek]Tarapaty! W tarapaty kot spada na cztery łapy! Tak miękko wylądowałem, że uwielbiałem nad życie te kocie mięśnie. To było niczym coś najdoskonalszego. Świat mógł wokół wirować, ale ja wiedziałem, gdzie góra, gdzie dół, gdzie ja, gdzie podłoga, a kiedy się z nią łączyłem było drobne ugięcie łapek i wyprostowanie. Fajnie, elegancko. Leo chciał więcej! Leo chciał więcej! Albo nieee... Tak, zmieniłem zdanie, kiedy ujrzałem tę straszną skrzatkę. Co oni jej zrobili? Czy ona tak miała? Czy skrzaty tak miały?
Zrobiłem pozycję przyczajonego kotka. Nie podobały mi się plany tych dwóch kobiet. Ja chciałem tu zostać i im pomóc w tych wszystkich fikuśnych badaniach. Mogłem coś mieszać, tak na przykład. Potrafiłem mieszać.
Pokręciłem kocim pyszczkiem i ostrzegłem syczeniem. Nie-nie. Ja się nie dam nabrać. Ja słyszałem, co żeście do siebie mówiły. Nie zamierzam się bawić w wyrzucanie tego kota. Ten kot chciał tu zostać!!! Słyszycie!? Nie, nie słyszycie, ale ja wam zaraz to pokażę!
Przyczaiłem się, przyczaiłem i zaraz w te pędy wystrzeliłem obok skrzatki, żeby nie była w stanie mnie złapać. Jak będę biegał z prędkością światła, to mnie nie złapie. A jak zniknę, to mnie nie znajdzie. My koty czasami potrafiliśmy być niewidzialni, a czasami za głośni, ale teraz... Teraz mnie nie złapiesz, bo ja-kot sobie tak postanowiłem. Tylko że miałem tę tendencję, że dosyć szybko zmieniałem zdanie, więc kiedy moje łapy wskoczyły na biurko, a mój wzrok padł na księgę, to moja uwaga znowu została odebrana przez ciekawość. Usiadłem na księdze swoim zadkiem i spojrzałem na koślawe litery. Co też tam było napisane...? - pomyślałem, machając ogonem z ciekawością.
Ale cholera! Gonili! Trzeba było uciekać, więc pewnie dla większej zabawy niż własnego bezpieczeństwa, postanowiłem jeszcze zrobić rundkę po gabinecie, zanim podejmę kolejne kroki.


RE: [15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Urlett Reykjavík - 04.08.2024

Urlett i Pearl osłupiały. Nie spodziewały się kota, który dostał dzika. Prawdę powiedziawszy, mało miały doświadczenia z tymi stworzeniami. Ojciec Urlett posiadał różne psy, ich usposobienie różniło się jednak znacznie od wszelkich kotów.

Skrzatka nie potrzebowała kolejnych poleceń, by rozpocząć pościg. Teleportowała się w pogoni za kotem, lecz metoda ta była zbyt wolna i nieskuteczna. Brak było Perełce jakiegokolwiek doświadczenia w takich wysiłkach fizycznych.

Urlett natomiast ruszyła za kotem do gabinetu, gdzie chwilowo zatrzymał się nad księgami botanicznymi. Naukowy bełkot. Od groma szczegółowych opisów od ogółu, na pojedynczych komórkach kończąc. 101 właściwości, hodowla, podlewanie, pasożyty. Opisane w bardzo nieprzystępny sposób. Lanie wody.

Kobieta wykorzystała ten moment na zebranie myśli. Pearl była bezużyteczna. Musiała sobie poradzić sama. Jak zawsze. Chociaż tego typu przygód jeszcze nie miała. Musiała przyznać, że podoba się jej takie przerwanie monotonii. Stojąc w drzwiach, zatoczyła dłonią koło obejmując cały gabinet.

Arresto Momentum.

Rzucony czar powinien znacznie spowolnić nieujarzmione zwierzę. Tak jak i skrzatkę, która nie przerwała prób teleportowania się za kotem.



[roll=O]


RE: [15 lipca 1972] Wlazł kotek na płotek, a za płotkiem siedziała wiedźma - Leo O'Dwyer - 11.08.2024

Łohohoho! Podobała mi się ta zabawa! Ja uciekałem, a ta skrzatka mnie goniła, ale nie mogła dogonić, bo trzaski teleportacji były zbyt powolne w stosunku do kocich mięśni. Czy ja wspominałem, jak ja bardzo je uwielbiałem?!?!?! UWIELBIAŁEM JE BARDZO! Mogłem właśnie wszystko. Wskakiwać, zeskakiwać. Wspinać się! Biegać też. Skradać. Położyć się kompletnie. Wleźć pod szafę albo na szafę. Przebiec pod stołem albo znowu wskoczyć na ramię Urlett, ale ja najswobodniej w świecie biegałem sobie wokół biurka rozbawiony. To była zabawa w co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?
Tylko że nie można też było tego robić w nieskończoność, bo kiedy ta druga strona nie miała z tobą szans, to robiło się mniej zabawne i nawet nudne, poza tym Pani Blondynka zaczęła agresywnie miotać zaklęciami, a ja, cóż, chyba znowu przegłodniałem, więc wskoczyłem na krzesło i zmieniłem się w rozchichotanego człowieczka. Przeczesałem włosy palcami i rozciągnąłem się, pozostawiając ręce w górze w geście chwilowego poddania się.
- Wygrałem! - krzyknąłem i zaraz pomachałem rękoma, żeby już nie strzelała. Ja-kot być grzeczny. - Przepraszam bardzo, ale za bardzo cenię sobie swoje futerko, żeby ryzykować ustrzelniem przez Piękną Panią. Wnoszę o zaprzestanie ostrzału, błagam! - poprosiłem grzecznie, choć przez te puste przebiegi uśmiech nie schodził mi z twarzy. Byłem zziajany, ale szczęśliwy. Nic tak nie dodawało humoru, jak wygrane pojedynki.
- Co to Arresto Momentum??? - zapytałem ją, przekrzywiając głowę z ciekawością i sięgając łapami... znaczy dłońmi po jedną z fiolek. Powąchałem zawartość i się zmarszczyłem niezadowolony. Nie pachniało zbyt przyjaźnie. - I co wy tu robicie na mugolskich dzielnicach?! Jakieś tajemne mieszanki ziół? - pytałem sobie w najlepsze, sięgając jeszcze po kolejną fiolkę. Może coś było tu jadalne?