![]() |
|
[23.08.1972r.] Ręka twoja moją jest - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [23.08.1972r.] Ręka twoja moją jest (/showthread.php?tid=3585) |
[23.08.1972r.] Ręka twoja moją jest - Neil Enfer - 15.07.2024 INFO: Dla Neila i Isaaca to kontynuacja tej sesji Błędny rycerz był zdecydowanie dużo lepszą metodą transportu niż teleportacja. Może i było szybko, ale widział trasę, widział, jak świat się przesuwa. Co prawda jakby z taką prędkością w coś jednak wjechali, to by nic z nich nie zostało, ale czy ktoś kiedyś słyszał o wypadku błędnego rycerza? Chyba nie, więc to, że coś im się stanie było statystycznie niemożliwe. Dotarli na miejsce, Neil ciągnąć Isaaca za rękaw zabrał go na odpowiednie piętro, spróbował otworzyć drzwi, cierpliwie podnosząc klucze gdy te spały na ziemię. W końcu przejście zostało otworzone i Bagshot został wciągnięty do ciemnego mieszkania oświetlanego tylko tym światłem jakie wpadało z ulicy od latarni i nieba. - Łazienka jest tu, o. - rzucił i machnął ręką tuż po tym jak ściągnął buty z nóg. - Pójdę nam nałożyć ciasta. - poinformował go i odwrócił się w stronę kuchni jaka byłą dosłownie tuż obok. - Dam mu duży kawałek, największy. - zamruczał sobie pod nosem, zaczynając po ciemku grzebać w szafkach. Nie szukał po omacku, bo wiedział idealnie co gdzie jest. Nogi same szły do dobrych szafek, ręce same znajdywały klamki i szkła. Zaraz pokroi mu i nałoży wielki kawał, na pół talerza i sobie też, dzisiaj będą jeść a bogato. RE: [23.08.1972r.] Ręka twoja moją jest - Isaac Bagshot - 18.07.2024 Kiedy wysiedli, Isaac naturalnie pozwolił Neil'owi złapać się za rękaw marynarki. Nie rozglądał się specjalnie, nie podejrzewając chłopaka o złe intencje. Wątpił, że został zaciągnięty do jego domu, żeby pożegnać się z organami, pieniędzmi lub życiem. -Bardzo dobra lokalizacja, wszędzie blisko.- Zauważył, kiedy weszli już do środka. Również ściągnął buty i pozwolił sobie usiąść na kanapie, jeśli znalazł takową w salonie. Rozejrzał się po pokoju, w poszukiwaniu książek. Zawsze był ciekawy zbiorów jakie posiadał gospodarz. To dużo mogło powiedzieć mu o człowieku z jakim miał przyjemność aktualnie spędzać czas. Uwielbiał czytać księgi różnej maści, a rozmowa o nich sprawiała mu przyjemność. -Jak się odnajdujesz w Anglii, Neil?- Zagadnął, kiedy ten pojawił się w salonie. Obserwował go uważnie, chcąc się upewnić, że po akcji w Ministerstwie chłopak w miarę do siebie doszedł. Dobrze, że udało mu się przekonać Briana, żeby pozwolił im odejść. Odwdzięczy się koledze, zabierając go na piwo, jak tylko obaj będą mieli wolne popołudnie. -Jeśli potrzebujesz zrobić coś w domu magią, to mogę pomóc.- Dodał, pamiętając, że Neil aktualnie nie posiadał swojej różdżki, a magia bardzo ułatwiała życie. Bagshot miał dużo pytań do Francuza, ale zanim zacznie je zadawać, musi wybadać nieco grunt. Jeśli nie będzie skory do rozmów, to nie będzie go stresował, ale w ogólnym rozrachunku chłopak wydawał się zadowolony, że Isaac przyjął jego zaproszenie. RE: [23.08.1972r.] Ręka twoja moją jest - Neil Enfer - 18.07.2024 Zmarszczył lekko brwi na jego słowa. Bliska lokalizacja? No, sam nie wiedział, dla niego odległość łazienki od kuchni czy pokoju nie miała aż takiego znaczenia, ale kto co woli. Zaraz, on... O, zaraz... Nieważne. Salonu nie było, było za to krzesło w kuchni, bo jednopokojowe mieszkania z kuchnią i łazienką nie rozpieszczały. Fotel był jednak w jego sypialni, od której jest rzut beretem, dosłownie kilka metrów korytarzem. W kuchni znalazło się kilka książek, które w rzeczywistości były oprawionymi w twarde okładki notesami z przepisami jeszcze z czasów gdy utrzymywał kontakt z dziadkami we Francji. Poza tym było tu trochę roślin, w których tkwiły czy to wbite wykałaczką w ziemię, czy przyczepione do gałązek i liści, motylki z drutu owleczonego materiałem jak z rajstop. W kącie wisiały zioła na przyprawy, ale i suszone kwiaty nadające zapachu. Dorwał się do ciasta i zaczął je kroić. Pytania Isaaca były dziwne, były nietypowe, nie rozumiał czemu właściwie pyta o takie rzeczy, czemu go to interesuje, czy robi to z dobroci serca, czy chce jakieś informacje wyciągnąć od niego? Coś w jego głowie nie umiało wskoczyć na miejsce by odkryć jedną z unikanych możliwości. - Dobrze? Nie wiem... Bywam tutaj... Nawet jak tu mieszkałem, to mnie tu nie było, Akademia w końcu jest we Francji. - odwiedziny miasta, odwiedziny znajomych, wyjazdy, wszystko to było bez sensu. Skakanie między francuskim, a angielskim tylko po to aby w końcu osiąść tutaj, w miejscu, w którym nic go nie trzyma, w którym nic nie ma, a mimo tego reszta świata jest jeszcze bardziej obca. Chwycił talerze z ciastem w dłonie i odwrócił się do Bagshota. Wyglądał... Wyglądał... Nie... Nie ma co. Pewne wspomnienia wracały gdy widział go kiedy tak siedział na TYM krześle oparty o TĘ ścianę, kiedy czuł na sobie jego spojrzenie. Tęsknił, owszem, strasznie, ale dobrze się stało, że wszystko się rozpadło, tak jest lepiej niż żyć i latami się oszukiwać, że jednak jest jakakolwiek szansa na szczęśliwe zakończenie. Rodzice mieli rację, świat miał rację. Tacy jak oni są skazani na nieszczęście. Westchnął cicho i zacisnął zęby. Chciał pomóc, co? Gryzło go to. Nie potrzebował pomocy, nie potrzebował magii. Nie był aż tak leniwy, żeby musieć korzystać z czarów, aby oświetlić swój dom. Nie wiedział chwilę co powiedzieć i stał tak z ciastem w rękach, rozważając masę opcji. W końcu zirytowany zgrzytnął głośno zębami. - Możesz odpalić świece? - trochę ich było to odpalenia. To było uwłaczające jego godności, czuł to w kościach, to nieprzyjemne, skręcające uczucie kiedy wiesz, że jedna prośba zawsze ośmiela do kolejnej i ani się nie obejrzysz, a już wisisz komuś majątek. Odstawił talerzyki na stół i usiadł na miejscu. Nie posiedział długo, bo dosłownie kilka sekund później wstał. Jeszcze napoje. Sok musi im wystarczyć, bo woda gotowałaby się za długo i nie będą czekać na nią z jedzeniem ciasta. Zatem naleje im soku i będą mogli jeść. RE: [23.08.1972r.] Ręka twoja moją jest - Isaac Bagshot - 26.07.2024 Isaac usiadł więc sobie na krześle w kuchni. Sypialnia była bardzo osobistym miejscem, więc na pewno nie zdecydowałby się tam pójść. Zamiast tego, bardzo przyjemnie mu się siedziało w obecności Neila, który zabrał się za krojenie ciasta. -Beauxbatons?- Zapytał, przyglądając się roślinom przyozdabiającym kuchnię.- Tęsknisz za szkołą?- Zainteresował się. On sam czasami tęsknił za Hogwartem. Kiedy był nastolatkiem, życie wydawało mu się o wiele łatwiejsze. Nie, żeby miał zacząć narzekać na swój aktualny los - po prostu przez ostatnie miesiące tyle się działo, że momentami bywał zmęczony. A może to przez to, że pamiętał tylko o tych dobrych rzeczach, które przydarzyły mu się w szkole? W końcu minęło ponad jedenaście lat. -Tooo, gdzie ten kaktus?- Zainteresował się, przesuwając wzrok po grzbietach książek, które Neil posiadał w swojej kolekcji.-Mówiłeś, że masz fajnego kaktusa. Chciałbym go zobaczyć.- Doskonale pamiętał, że chłopak obiecał mu ciasto oraz kaktusa. Bagshot był dobrym słuchaczem i miał świetną pamięć. Na prośbę o zapalenie świec, skinął głową i wyciągnął różdżkę. W ułamku sekundy, każda świeczka znajdująca się w pomieszczeniu, zaczęła się palić. RE: [23.08.1972r.] Ręka twoja moją jest - Neil Enfer - 26.07.2024 Pokiwał głową na pytanie. Tak, Beauxbatons. Czasem przyjmował za pewniaka to, że ktoś wie do jakiej szkoły uczęszczał, a później sobie przypominał, że jest w złym kraju. Na kolejne pytanie natychmiast parsknął nieeleganckim, ironicznym śmiechem. - Tak, za budynkiem. Był piękny. - westchnął cicho, lekko rozmarzony. - Miał idealne ogrody. Znałem każdy ich kąt, każdą ścieżkę w labiryncie. Znałem każdy kwiat od pączka po moment zbiorów, nawet róże. - tak, mógłby tam wrócić, do tych ogrodów, mógłby pójść tam z namiotem, w sam środek labiryntu, zamieszkałby tam i został już na wieki. To niestety nie było możliwe, ale za to w domu robił sobie swój własny ogród. Śmiał się do siebie czasami, że kiedy się przeprowadzać będzie, to będzie potrzebował jednego auta na ubrania i wszystkie swoje rzeczy, a drugiego na rośliny. Uniósł brew na pytanie o kaktusa? Kaktusa? Czy to jakiś eufemizm? Czy ma kota o imieniu Kaktus? Zaraz... ZARAZ! Oh, więc to tak... Świece rozbłysły ciepłym światłem oświetlając Neila podchodzącego do Isaaca. Pochylił się nad nim i bez słowa objął za szyję przytulając go gorąco, pakując w to całe swoje zaskoczone szczęście. - Pamiętałeś... - zaszeptał nadal go obejmując i nie wierząc w to, że Bagshot przyłożył uwagę i pamięć do takiej pierdoły. Cofnął się z objęć, dał rękom przesunąć się z pleców na ramiona, przez szyję do szczęki. Ujął twarz mężczyzny i wejrzał mu pijany w ślepia. - Pokażę ci go, pokażę ci wszystko co chcesz. - kolejne szepty zakłóciły ciszą w kuchni. Chciał odpowiadać na jego pytania. Wiedział, że ten zapamięta wszystko. To było trochę przerażające, ale z drugiej strony ta potencjalna ilość uwagi jaką mógł otrzymać. Mógł podzielić się wszystkim i nie będzie się czuć jakby mówił do ściany. Znów go złapał za rękaw, tym razem szybko przenosząc chwyt na jego dłoń, w końcu tak wygodniej ciągnie się ludzi za sobą. Sypialnia była kilka kroków obok, oświetlona tylko światłem nieba i ulicy. - Tutaj też zapalisz świece? - powinien chyba dodać słowo ,,proszę" na końcu, ale miał poczucie, że proszenie jest tutaj w domyśle. Nawet dziwnie było mu z tym, że tym razem nie wywołało to w nim takiego obrzydzenia. Zwykła pomoc, prawda? Kiedy świece zostały odpalone ukazał się pokój. Tu również było sporo roślin, do tego pod sufitem wisiały powykręcane w spirale gałęzie, na nich siedziały papierowe łabędzie. Było też biurko z ułożonym chaosem na blacie. Zioła w fiolkach, formy do świec, notatnik. Na środku było łóżko na którym zmieściłyby się dwie osoby, w lekkim objęciu, ale jednak. Zmęczona życiem przytulanka wilka siedziała przy poduszce obserwując poczynania przybyłej do pokoju dwójki. Uwaga Neila była jednak skupiona na jednej z półek z książkami wszelakiej maści, były takie o zielarstwie, jedna była o anatomii, część znów była zapisanymi w pełni zeszytami. Przed książkami stała na półce niewielka doniczka, a w tej niewielkiej doniczce rósł sobie na spokojnie zielony, kolczasty kaktus. - To on. - rzucił ciągnąc Isaaca do kaktusa. - W jedną noc wyrósł. Szalone. Nie myślisz, że to nienaturalne? W przyrodzie one długo rosną, a tu... Magia i jest. To oszustwo jest. - zamarudził przyglądając się z nowym zafascynowaniem roślince. RE: [23.08.1972r.] Ręka twoja moją jest - Isaac Bagshot - 19.09.2024 Isaac uśmiechnął się lekko, słuchając wspomnień Neila. Było coś niezwykle kojącego w jego słowach - jakby natura była czymś, w czymś odnajdywał spokój. -Pasja do ogrodów. Każdy kwiat i krzew miał dla ciebie osobne znaczenie?- Zawsze cenił marzycieli. W czasach pełnych chaosu i niepewności, każdy powinien mieć swoje bezpieczne miejsce do którego mógł się przenieść. Czy to duchem, czy ciałem. -Lubię marzycieli.- Powiedział w końcu.-To dobrze, że znalazłeś coś, co jest twoja pasją, Neil. Wszyscy potrzebujemy odskoczni.- Jego spojrzenie na chwilę zawirowało gdzieś w przestrzeń, jakby sam na moment przeniósł się do miejsca, które kiedyś dawało mu ukojenie. Trwało to bardzo krótko, a kiedy wrócił, spostrzegł że chłopak stoi tuż przed nim. Popatrzył na niego nieco zaskoczony ale odpowiedział objęciem, układając ciepłą dłoń na jego karku. -Komuś zebrało się na czułości?-Mruknął cicho. Uczucie szczęścia i wdzięczności jakie biło od Francuza, zaczęło wlewać się w niego niczym fala. -Oczywiście, że pamiętałem...- Isaac miał w sobie rzadki dar - potrafił słuchać. Był uważnym obserwatorem, dostrzegającym najmniejsze oznaki zmiany emocji w głosie rozmówcy. Z własnego doświadczenia wiedział, jak mało ludzi naprawdę potrafi słuchać. Większość wolała przerywać, wtrącać swoje opinie, jakby rozmowa była wyłącznie pretekstem do tego, by mówić o sobie. Isaac widział to niejednokrotnie - te puste spojrzenia, ledwo skrywaną niecierpliwość, gdy próbował podzielić się czymś ważnym, a jego słowa tonęły w niezrozumieniu. Właśnie dlatego starał się być inny. Słuchał nie tylko tego, co mówiono, ale też tego, czego nie wypowiedziano na głos. Jego uważność i zdolność odczytywania subtelnych gestów sprawiały, że ludzie, nawet nieświadomie, otwierali się przed nim. Wyczuwał ukryte emocje, pragnienia, lęki, których sami nie potrafili zrozumieć. To było dla niego jak druga natura - dawać innym przestrzeń, by ich słowa miały wagę. W tym świecie, gdzie każdy spieszył się by mówić, Isaac był tym, który wiedział, jak słuchać. -Pokaż mi wszystko, co chcesz.- Powiedział szeptem, odpowiadając na ciche słowa Neila. Gdy chwycił jego dłoń, nie opierał się. Pozwolił mu prowadzić, czując rosnącą ciekawość i pewne nieokreślone napięcie, które unosiło się między nimi. Isaac wszedł do pokoju, a jego spojrzenie powoli przesuwało się po przestrzeni. Światło świec oświetliło rośliny, papierowe łabędzie i chaos na biurku, który w jego mniemaniu chaosem wcale nie był. Półka z książkami w szczególności przykuła jego uwagę - bardzo często była odzwierciedleniem osobowości właściciela. -Magia nie jest oszustwem, Neil. Magia to dar, który co prawda wcale nie czyni nas lepszymi, ale pozwala na zrozumienie świata w sposób, w jaki nie wszyscy będą mogli.- Odparł cicho, przyglądając się roślince. RE: [23.08.1972r.] Ręka twoja moją jest - Neil Enfer - 19.09.2024 Pokiwał mu głową. Czy miały osobne znaczenie? - Każdy ma swoją symbolikę i właściwości. Kiedyś, w szkole było ich więcej niż teraz mogę znaleźć, nawet w lasach przy domu. Nie mamy w tym kraju klimatu na wszystko co rośnie na świecie. - niestety musiał korzystać z tego co mógł znaleźć lokalnie, w akademii mieli i rośliny z Azji, z Afryki, nawet z Ameryki. Uśmiechnął się do niego lekko. Czy rośliny to była jego pasja? - Tylko w to byłem dobry, więc to musi mnie pasjonować. - zaśmiał się. Jaki to byłby dramat gdyby nie był dobry w nic, tylko w rośliny i do tego gdyby za nimi nie przepadał. Koniec świata. Objął go rozczulony jego pamięcią i dostał w odpowiedzi to samo, co jeszcze bardziej go wzruszyło. - Oui, parce que je t'aime bien. - przymykając oczy wymruczał, powoli puszczając go przytulenia. Czułość czułościami, ale kaktus wiecznie czekać nie będzie, a skoro miał pokazać wszystko co chciał, to nie mogli zwlekać! Poprowadzi go do rośliny licząc na przytaknięcie, a dostał coś zupełnie innego. Zmarszczył brwi i zacisnął usta. - I to chyba jest niesprawiedliwe. To, że nie każdy może. Albo po prostu jestem zły, nie wiem na co. Może po prostu nie lubię czarodziejów... - zamarudził powoli przechodząc ze zwykłej odpowiedzi w zadumanie. - Może jestem zły, że nie umiem z tego korzystać, ale też nie chce, bo to oszukiwanie... - coś mu się tu nie zgadzało, trochę widział w tym błędnego koła. - Jak to robisz, że... - zaciął się, myśląc nad pytaniem. - Jak to zrobiłeś, że nie pomyślałeś o rozwieszeniu moich ubrań, a o wysuszeniu ich czarami? Albo jak to zrobiłeś, że pomyślałeś, żeby odpalić świece magią, a nie zapałkami? - to było dla niego konfundujące. Zawsze kiedy była okazja do użycia magii, przypominał sobie o niej dopiero kiedy już wszystko naprawił własnymi rękoma. - Co jeśli spróbuję i moje czary nie podziałają. Już nieraz mnie zawiodły, prawie przez to umarłem... dwa razy? - spróbował policzyć i aż musiał podrapać się po głowie w tym myśleniu. Czuł, że nie może polegać na magii, nóż, zapałki i młotek były czymś co podziała zawsze w ten czy inny sposób, ale podziała. RE: [23.08.1972r.] Ręka twoja moją jest - Isaac Bagshot - 02.10.2024 -Jestem pewien, że znajdziesz różnorodne rośliny również w Londynie.- Powiedział, odstawiając kaktusa na swoje miejsce.-Nigdy jakoś szczególnie nie interesowałem się zielarstwem, ale w Anglii na pewno są szklarnie w których hodowane są egzotyczne rośliny.- Magia w końcu nie miała granic, prawda? Magiczny Londyn był całkiem spory a Isaac z własnego doświadczenia wiedział, że do kraju sprowadzano naprawdę różnorodne produkty. Na kolejne usłyszane słowa, przeniósł spojrzenie na chłopaka i zamyślił się na chwilę. Chciał odpowiednio dobrać słowa, żeby przekazać to, co o tym sądził. -Nie wydaje mi się, żeby było to niesprawiedliwie. Mugole mają swoje talenty, coś, czego my nigdy nie będziemy w stanie posiąść. My używamy magii, oni zaś posługują się technologią, umysłem i sprytem w sposób, który czasem jest dla nas zupełnie obcy. Każdy ma swoje ograniczenia i swoje dary. I oczywiście to, że nasze drogi są różne, nie oznacza, że jedna z nich jest lepsza.- Powiedział.-Dla mnie życie z magią jest tak samo naturalne, jak dla ciebie bez magii. I to nic złego, jeśli nie chcesz jej używać...- Przerwał w półzdania, gdy z cichym pyknięciem w sypialni Neila, pojawiła się jego domowa skrzatka. Jak zwykle ubrana była w koronkową sukienkę uszytą ze starej firanki, a na głowie miała mały, elegancki kapelusik. -Dobry wieczór!- Pisnęła cicho i zacisnęła palce na brzegu sukienki.-Czas do domu, paniczu. Przyszła wiadomość...- Powiedziała, prześlizgując wzrok na Neila. Isaac skinał głową, ale widać było, że miał nieco strapioną minę. Prawdopodobnie stało się coś, co wymagało jego pilnej interwencji. -Neil, dziękuję za zaproszenie i mam nadzieję, że będziemy w kontakcie. Trzymaj się i postaraj nie wpakować w żadne tarapaty, a jeśli już wpakujesz, to daj mi znać.- Uśmiechnął się szeroko, po czym po tym krótkim pożegnaniu, i on i jego skrzatka, zniknęli z cichym pyknięciem. RE: [23.08.1972r.] Ręka twoja moją jest - Neil Enfer - 02.10.2024 - Pewnie tak... - pokiwał głową na jego słowa. Kiedyś pójdzie do szklarni i do tego jeśli kiedyś wyjedzie za granicę, to tam też pójdzie do szklarni. Szkoda tylko, że tam można rośliny jedynie oglądać, a nie użytkować. Zarzucił swoje żale i wątpliwości i co jak co nie spodziewał sie usłyszeć tego co usłyszał. Że niby, że tak po prostu jeśli nie chce korzystać z magii to nie musi? Ale, przecież... Zawsze słyszał inaczej, przecież po to chodził do akademii, po to mieszkał w magicznej części Londynu. Całe życie się starał i próbował chociaż nie czuł do tego zbytniego pociągu. Jego życie było uwiązane magią, musiał iść do ministerstwa co miesiąc przez magię, magią leczył ojca... Może to było takie dziwne. Chciał z niej korzystać, ale nie umiał sprawić, że wejdzie mu to w krew. Usłyszenie, że nie musi się tak starać było naprawdę pocieszające i przeczyło wszystkiemu co do tej pory uważał. Magia jednak pozwalała zupełnie obcym ludziom teleportować się wprost do jego sypialni kiedy spał i nie był niczego świadomy. Są na tym świecie ludzie, którzy wykorzystają ją do paskudnych i okropnych celów, a potrafi ona nieraz dać dużo straszniejsze skutki niż zamachanie nożem czy wystrzał z broni. Uśmiechnął się do Isaaca kiedy podziękował za zaproszenie. Rozumiał, że musiał iść, ale nie mógł się doczekać kolejnego spotkania. Zaśmiał się i sięgnął po kolejne objęcia. Uściskał go mocno. - Tak zrobię jeśli tylko dadzą mi długopis i kartkę. - dokładnie, bo jak inaczej miałby dać mu znać? No i mogą nie chcieć przekazać jego wiadomości, ale na pewni kiedy będzie mógł to go wezwie. - Do kolejnego. - pomachał mu kiedy wstawał z ziemi i po chwili pozostał sam w swoim pokoju. Zrobiło się w nim dużo zimniej i mniej przyjaźnie, ale jego humor nie spadł za bardzo, bo zajęty był wyczekiwaniem na następną rozmowę z Bagshotem. Nawet później, leżąc w łóżku otulony zapachem kadzideł rozważał nad różnymi rzeczami związanymi z mężczyzną. Wypita herbata na sen, po której pozostały tylko wystygnięte fusy w szklance na szafce nocnej przyglądała się mu kiedy od dwóch godzin próbował zmrużyć oko. Chociaż tyle dobrze, że przy tej bezsenności jego myśli nie odpływały w kierunku wyrzutów sumienia i problemów życiowych, a w kierunku tego o czym będzie mógł z mężczyzną porozmawiać kolejnym razem. Koniec sesji
|