Secrets of London
[06.06.1972r.] Smutne, dolewki? - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [06.06.1972r.] Smutne, dolewki? (/showthread.php?tid=3690)

Strony: 1 2 3


[06.06.1972r.] Smutne, dolewki? - Neil Enfer - 29.07.2024

Przeleciał spojrzeniem otoczenie, wyłapując co będzie do sprzątnięcia, na co trzeba będzie zwrócić szczególną uwagę, czy ktoś przypadkiem czegoś nie zostawił, jak zegarka, czy sweterka na wieszaku. Czasem ludzie coś zostawiali i po to wracali, a czasami pomimo cenności danej rzeczy nigdy o nią nie pytali nawet jeśli pracownicy kojarzyli, że coś musi do kogoś należeć. Dzisiaj miało być się bez fantów, chyba, póki co, bo jeszcze wiele może się zdarzyć.
Widział, jak jedna parka zbiera się od stolika , więc na sekundę kucnął za ladą, wyciągając świeżą ścierkę, w końcu nie będzie jakaś ufajdoloną przecierać stolików. Podniósł się akurat, jak kobieta patrzyła w jego kierunku, więc uśmiechnął się do niej miło w podziękowaniu za skorzystanie z gościny kawiarni, skinął też głową jej partnerowi, co chociaż na barmana nie spojrzał, to zasłużył na pożegnanie.
Westchnął cicho, bo pomimo zmęczenia jakie czasem w nim ta praca wywoływała, to lubił ją, bo dawała wiele okazji do oglądania sobie interesujących zachowań innych, do oglądania ich w szczęśliwych chwilach. Wziął więc ścierkę i wyszedł zza lady aby przetrzeć stolik i zebrać z niego naczynia. Mógłby użyć do tego magii, ale czasem się bał, że jeśli będzie używać jej za często, to zapomni jak funkcjonować bez niej, to to samo kiedy zęby ci zanikają kiedy pijesz samo kakao i nic innego.


RE: [06.06.1972r.] Smutne, dolewki? - Enzo Remington - 30.07.2024

Co za ciężki dzień!

Enzo nie był przyzwyczajony do rozwiązywania tak dużej ilości problemów w tak krótkim czasie. Zaczęło się od sprawy afrykańskiej i ta właśnie sprawa ciągnęła się i ciągnęła, a co gorsza, przez nią zaniedbywano inne, równie ważne zadania. To, co działo się w biurze tego dnia, wołało jednak o pomstę do nieba i Remington nie mógł zrobić nic, jak tylko poszukać odpowiedniego miejsca do utopienia stresu w alkoholu.

Zdecydował się na klasyczny pub crawl - jedno piwko tu, drugie piwko tam, trzecie jeszcze gdzieś indziej... i w żadnym z tych miejsc nie udało mu się znaleźć odpowiedniego rozmówcy, który chciałby mierzyć się z jego osobą i osobowością!

Po trzech piwach, wypitych po bardzo ciężkim dniu, był już nieco niepewny na nogach, lecz wciąż czuł, że może pić dalej. Ileż to było dla takiego faceta, jak on - trzy piwa! Problemem w kolejnym lokalu mogła jednak być dostępność stolika, lecz w porę zauważył, że pracownik wyciera jeden z blatów.

- Aha! Znalazłem! Siedzę! - Ucieszył się, odsuwając krzesło, by usiąść przy mytym przez Neila stoliku. - I teraz nie wstanę stąd, póki nie przyniesiesz mi piwa, mój drogi. - Enzo uśmiechnął się pięknie do mężczyzny, prezentując szparę między zębami. Na moment oparł podbródek na dłoniach, gdy łokcie wsparł na jeszcze mokrym blacie. To ta niespodziewana wilgoć zmusiła go do zabrania rąk. - Albo wiesz co? Nie, nie będę cię kłopotał, sam sobie przyniosę z baru. Właśnie tam wracasz, prawda?

Nie widział innego barmana, a ktoś go obsłużyć musiał!


RE: [06.06.1972r.] Smutne, dolewki? - Neil Enfer - 30.07.2024

Stolik nie był uświniony, bo i czym miałby być? Trochę okruszków po ciastku się posypało, jeszcze półkrążek mokrości od spodu filiżanki z mrożoną kawą i tyle. Jedno machnięcie ścierki i było czysto, chciał mimo wszystko porządnie swoją robotę wykonać i nie obrócił się na dźwięk dzwoneczka nad drzwiami. Nie mógł jednak wzroku nie podnieść na tak entuzjastyczne oznajmienie ze strony klienta, co to zaraz szurnął krzesłem i posadził poślada na siedzisku.
Neil spojrzał na niego zmieszany, zszokowany, do tego co jak się do niego odezwał! Mój drogi? Nie wstanie dopóki nie przyniesie mu piwa? Czy on wyglądał mu na jego żonę? Do tego co się tak uśmiechał, co tak patrzył? Umysł wilkołaka nie do końca to pojmował, a wszystko stało się tak szybko, że trudno było na tym nadążyć. Dopiero ostatnie słowa go wyrwały z szoku. Oj tak, już on mu da iść samemu za bar!
Przestąpił w bok, chcąc zagrodzić mu drogę, do tego wystawił w jego stronę dłoń z grożąco wystawionym pazurzastym palcem.
- Siedź. - nakazał mu i choć słowo krótkie było, to wyczuł francuskie zawahanie głosu w lekkiej złości. - Przyniosę, tylko powiedz jakie. Mamy zwykłe i smakowe. Te z efektem magicznym się skończyły. - zarzucił ofertą. Piwa z magicznym efektem były, ale po zapachu czuł, że klient chyba już trochę wypił i nie chciał jeszcze bardziej rozpędzać tego pociągu niedoli.


RE: [06.06.1972r.] Smutne, dolewki? - Enzo Remington - 30.07.2024

Szok, który pojawił się na twarzy Neila, nie miał dla Enzo żadnego znaczenia. Ba, można było przypuszczać, że pozostał zupełnie niezauważony! Alkohol we krwi pięknie zakrzywiał rzeczywistość, uwydatniał jej piękne aspekty i przykrywał mgłą te mniej przyjemne. Osoba barmana wydała się przyjemna, miła i do tego tak towarzyska! Tak, tak, ten mężczyzna właśnie z pewnością będzie chciał podtrzymać rozmowę.

Podniósłszy pośladki z krzesełka tak chyżo, jakby wcale nie miał trzech piw w organizmie, zamierzał pohasać w kierunku baru. lecz powstrzymała go dłoń. Niegrzeczna, dłoń niemilca, który zakazywał mu dotarcia do miejsca, do którego dotrzeć zamierzał!

- W łóżku też jesteś tak dominujący? - Wyrwał mu się niegrzeczny żart, zupełnie niepasujący do sytuacji, lecz mający jakże wielki potencjał, o ile Neil nie spłoszy się jak sarenka na polance! Nie, żeby Enzo miał jakiekolwiek pojęcie o sarenkach. W Londynie i innych miastach, po których się rozbijał, sarenek nie było. - Nie zostawiaj mnie tu samego! - Zamarudził, naprawdę spragniony towarzystwa. - Sam zobaczę, co macie! Przyrzekam, wybiorę, wypiję i ucieknę w ciemność nocy, mon chéri. - Zanucił z francuska, choć znał tylko pojedyncze zwroty. - Nie pozwól mi siedzieć w samotności, nie zasługuję na to! Nie każ mi błagać, nie zwykłem tak jęczeć, jak Marta w łazience!

Z tymi słowy, Enzo zamierzał złapać Neila za tę wyciągniętą dłoń i samemu zaprowadzić go do baru!


RE: [06.06.1972r.] Smutne, dolewki? - Neil Enfer - 30.07.2024

Gdyby usłyszał jego opinię na swój temat parsknąłby nieładnym, ale całkowicie szczerym śmiechem. On i towarzyskość? No dobrze, pracował za barem, rozmawiał z klientami, ale to tylko kilka godzin dziennie, po których resztę doby poświęcał na regenerację. Czy nie byłby więc idealnym urzędnikiem? Siedziałby sam i robił co mu każą. No, ale nie miało znaczenia to jaki był, a to jaki miał być. Był w pracy gdzie trzeba było dbać o opinię klientów, tylko, że ten zdawał się być od początku potencjalnie wielkim problemem.
Spróbował go zatrzymać, ale słowa Enzo były... Widoczna pustka wystąpiła w oczach Neila. ...Co?
- Em... Ee… Yyy... Mm. - chciał się wybronić z zadanego pytania, ale zamknął w końcu usta. Czy był w łóżku dominujący? Cóż, najpierw to musiałby z kimś z tym łóżku skończyć, żeby się przekonać. Młody, niewinny umysł został oszołomiony tym pytaniem, ale resztki profesjonalizmu przebiły się na powierzchnię i jeszcze próbował się ratować, ale wiedział, że to zdecydowanie nie jego koniec zmiany.
Błagania i prośby były nietypowe i niespodziewane, ale docierały do wrażliwego serca, które powinno po tylu latach obrywania po tyłku być nieco twardsze, ale nie było i ciekawe czy to się kiedyś zmieni, bo na razie się nie zapowiadało.
Uniósł brwi i przechylił lekko głowę w bok słysząc francuski zwrot, którego patrząc na urodę chłopka, się nie spodziewał. No... Skoro aż tak nie chce być sam, to jak mógł go odrzucić? Sam nieraz pragnął przytulenia, pogłaskania czy zwykłego spojrzenia, a teraz kiedy przyjaciela nie ma w miecie, a rodzina jest daleko i on czuł się odrobinę samotny. Odruchowo więc, choć z głośnym, zrezygnowanym westchnięciem, zacisnął dłoń na jego ręce kiedy go złapał.
- Zaraz, co? Jakaś kobieta jest zatrzaśnięta w łazience, czemu nie powiedziałeś od razu? - zafukał, trochę rozeźlony, ale zaraz wyczuł, że coś mu nie pasuje. Przecież facet dopiero wszedł, skąd miał wiedzieć kto jest w łazience. Z drugiej strony nie widział kto wchodzi, może on wszedł wcześniej i zdążył pójść. Że trzymał jego dłoń, to pociągnął bo w stronę ubikacji, która zdecydowanie nie była obok baru do którego klient go ciągnął. Najpierw muszą pomóc biedaczce, chyba, że to było powiedzenie jakiego nie rozumiał. Może i było, może i nie, sprawdzić na pewno nie zaszkodzi.


RE: [06.06.1972r.] Smutne, dolewki? - Enzo Remington - 30.07.2024

Śmiech wyrwał się z ust Enzo, gdy Neil zaczął dukać w odpowiedzi na kiepski żart. I to zepsuło cały czar dominującego mężczyzny!

- Nie martw się, tym razem ja mogę dominować. - Mrugnął porozumiewawczo do barmana, nie pozwalając mu tak łatwo uciec z haczyka. To nie był dzień na zaciąganie kogokolwiek do łóżka, a z pewnością nie tak słodkiego dzieciaka. Noc się jeszcze nie kończyła, ale zmęczenie dawało o sobie znać i jakiekolwiek spotkanie nieco bardziej towarzyskie mogłoby zakończyć się wielką klapą zanim by się zaczęło. - Żartuję, żartuję! - Enzo uniósł lekko dłonie, by obronić się w ten sposób. - Wybacz głupi żart. Ach, to gdzie były te piwa?

Uścisk dłoni na jego własnej był przyjemnym zaskoczeniem. Zazwyczaj ludzie, a zdecydowanie mężczyźni, nie reagowali tak przychylnie na jakiekolwiek próby kontaktu, barman najwyraźniej jednak znał się na swojej pracy i wiedział, że gdy ktoś potrzebował złapania za dłoń, to za dłoń należało złapać! Enzo zakołysał się na nogach i naprawdę gotów był pójść po swoje piwo, ale Neil zmienił kierunek!

- Co? Nie, czekaj! - Zawołał, czując, jak na nowo narasta w nim wesołość. - Mówię o Marcie z łazienki na trzecim piętrze! - Zaśmiał się, bo o jakiej innej mógłby mówić? Chłopak wyglądał na młodszego, ale informacje o zniknięciu ducha z Hogwartu byłyby wspomniane choćby w Proroku? - Nie wiedziałem, że macie tutaj swoją osobistą Martę w toalecie! Czemu o niej dotąd nie słyszałem?


RE: [06.06.1972r.] Smutne, dolewki? - Neil Enfer - 30.07.2024

Do dominującego mu najwidoczniej daleko, aa i do mężczyzny nie do końca by siebie zaliczał. Z resztą inicjatywę po raz setny przejął klient, a Neil niezręcznie pokiwał szybko głową, w ostatniej chwili powstrzymując się przed rzuceniem ,,poproszę". Zabranie z niego presji przewodzenia brzmiało jak marzenie, tylko po co to mrugnięcie. Czy on mówił na poważnie? Czy on był z... no wiecie, z TYCH? Ojciec mu o nich stale opowiadał nawet nie wiedząc, że jego własny syn jest trochę krzywy. Ze zmarszczonym z zmieszaniu i lekkim zdegustowaniu noskiem zaśmiał się nerwowo kiedy najwidoczniej i mężczyźnie zrobiło się niezręcznie. Może w innych okolicznościach, może gdyby nie miał w głowie nadziei i uczuć do bliskiego przyjaciela, to kto wie.
Trzymając go za dłoń pociągnął go w stronę łazienki, co spotkało się z buntem. O CO MU CHODZI? Wilkołak już kompletnie nic nie rozumiał. Może to był jego błąd? Może niepotrzebnie próbował pojąć logikę i sens kogoś pijanego? tak czy inaczej zatrzymał się i spojrzał na niego. Szukał sensu, bardzo chciał go znaleźć, ale nowe informacje jakie dostawał ni jak mu nie pomagały.
- Em... Przepraszam, Pana, ale chyba nie do końca się rozumiemy. Nie mówi Pan o tym, że jakaś klientka utknęła łazience? Poza tym nie mamy tutaj trzech pięter... - próbował tłumaczyć swoje niepewne myśli. - No i nie znam nikogo o imieniu Marta, tak mi się co najmniej wydaje. - co najmniej? Nie, to było bynajmniej, zaraz... No i przez to całe zamieszanie mieszał z akcentem słowa. Zaraz sam siebie przestanie rozumieć. Jak to jest, że cały dzień był spokój i jedna osoba jest w stanie wprowadzić takie zamieszanie. Było to na swój sposób denerwujące, ale z drugiej strony trochę to podziwiał? Mieć w sobie tyle życia, żeby pół minuty być w stanie postawić wszystko na nogi i przewrócić trzy razy do góry nogami. Może i ciśnienie mu podniósł, ale czasem taki skok emocji jest dobry dla zdrowia, prawda? Patrzył na niego, jak sroka w gnat i nie umiał wyciągnąć z siebie żadnej mądrej myśli i żadnego inteligentnego zdania. To był ciekawy stan.


RE: [06.06.1972r.] Smutne, dolewki? - Enzo Remington - 30.07.2024

Enzo nie sądził, by płeć miała większe znaczenie, gdy przychodziło do przyjemności. Mężczyzna czy kobieta, każdy przeżywał intymność na swój sposób! Rzecz jasna nie można było być z tym aż nazbyt otwartym, lecz w momencie, gdy alkohol wirował w głowie, a obok znalazł się tak nieporadny, niepewny siebie barman, którego można było wodzić za nos, grzechem byłoby nie skorzystać z okazji!

Neil nie rozumiał wiele, a Enzo jeszcze mniej, lecz wkrótce nadeszło oświecenie. Spojrzał na nowego kolegę, wahając się chwilę, lecz w końcu na powrót otworzył usta.

- Klientka w łazience? Nic o tym nie wiem! - Wyparł się, jakby to miała być jego wina. - W łazience tutaj jeszcze mnie nie było, choć niedługo będę musiał iść. Mówię o Jęczącej Marcie, ze szkoły, z Hogwartu! Ach, na Merlina! - Dłoń powędrowała do czoła, by zderzyć się z nim w teatralnym pacnięciu. - Nie chodziłeś do Hogwartu? Stąd ten akcent? Wiedziałem, że coś w tobie jest! - Naturalnie, jakby byli starymi przyjaciółmi, Enzo zarzucił rękę na ramiona Neila. - Myślałem, że mam kolejny temat na audycję: "Nawiedzona toaleta w londyńskim pubie"!, a to tylko wychowanek Beauxbatons i jego słodka niewiedza. Czy Kanada i Ilvermorny? Ile jeszcze masz dla mnie sekretów, Mały Książę?


RE: [06.06.1972r.] Smutne, dolewki? - Neil Enfer - 30.07.2024

Bawił się nim? Nie pierwszy raz i na pewno nie ostatni takie coś dzieje się w jego życiu. Tym razem miał poważne uczucia wobec kogoś. Pewnie nigdy nie podąży za nimi, ale lubił marzyć i wyobrażać sobie wspaniałe scenariusze, bo jeśli czegoś mocno pragniesz, to to może w końcu kiedyś przyjdzie.
Gubili się myśląc, że się rozumieją, ale powoli do jednego i drugiego zaczynało docierać, że popełnili błąd w swoich ocenach.
Marszczył i unosił brwi patrząc na niego i starając się nadążać. Aż lekko podskoczył widząc uderzenie w czoło.
- Ostrożnie. - zaszeptał ledwo słyszalnie. Zaraz przyszło połączenie wątków. No tak, Marta z Hogwartu, miało to sens, że jej nie znał, nawet po oczach było widać, że neurony się mu połączyły.
Pokręcił głową na pytanie o Hogwart i zaraz jakoś tak mu się ciepło zrobiło. ,,Coś w tobie jest". Lekko się zarumienił, bo to był chyba komplement? Sam nie wiedział, chyba nie? Ale trochę go tak odczytał. Przygarbił się na sekundę mrużąc oczy, zaskoczony gestem objęcia, ale szybko naprostował się i spojrzał na niego, choć przyglądanie się mu z tak bliska wywoływało porządne speszenie, bo przecież, nie byli przyjaciółmi tak naprawdę, byli przyjaciółmi bo przez mężczyznę przemawiał alkohol. Czy rano będzie miał wyrzuty sumienia? Będzie zażenowany swoim zachowaniem? Hm, chyba nie, a przynajmniej nie wyglądał na takiego co by się takimi rzeczami przejmował.
- Nie, nie mam sekretów, po prostu to tylko było Beauxbatons, we Francji, tak. I tam mamy inne duchy, własne, ale nasze nie jęczą, zazwyczaj. - bo tu mowa była o duchu, prawda? No jak coś ma nawiedzać to tylko duch. Spojrzał na niego kątem oka, ale zaraz odwrócił głowę, nie umiejąc ułożyć na niczym ocząt. - To... opowiadasz w radiu o duchach? Tym się zajmujesz? Pewnie dużo o nich wiesz. - bo o to chodziło? Mógł czegoś nie pojmować, w końcu interesował się światem w zerowym procencie. Co mu klienci powiedzieli, co mu w pracy zagadali współpracownicy. Gazet raczej nie czyta, radia nie słucha, no chyba, że jest w domu, ale tam mugolskie jest włączone, a nie wiadomości magiczne. Czasem ulotkę przeczyta. Czyżby teraz miał u boku kogoś kto siedzi w samym centrum zarządzania informacją?


RE: [06.06.1972r.] Smutne, dolewki? - Enzo Remington - 30.07.2024

Życie było teatrem, a Enzo był aktorem na scenie. Był też scenografem i reżyserem, i każdym innym, gdy tylko była potrzeba, ale przede wszystkim musiał czerpać z tego, co daje los! A los zesłał mu bardzo miłego mężczyznę, który jeszcze nie uciekł. To było obiecujące.

- Och, nic mi nie będzie. - Zaśpiewał, nie mając w planach żadnego większego przedstawienia, które skończyłoby się prawdziwą krzywdą. Takich rzeczy się nie planowało, po prostu nachodziły człowieka w najgorszym momencie! Jak to się mówiło - wypadki chodzą po ludziach, lecz ludzie po wypadkach niekoniecznie.

Z ramieniem zarzuconym na kark nowego kolegi, mógł poprowadzić go prosto do baru, gdzie miał wybrać sobie kolejne piwo. Od tego nieporozumienia aż zaczęło go na nowo suszyć! Musiał jak najszybciej ugasić pragnienie.

- Podasz mi coś lekkiego? Coś jasnego, jakiś lager? - Poprosił, puszczając wolno barmana, za to samemu sadzając tyłek na wysokim stołku barowym. - Jest tyle zawodzących duchów, aż dziw, że w Beauxbatons nie ma żadnego! I naprawdę, naprawdę nigdy nie słyszałeś o Marcie? - Zdziwił się Enzo wyraźnie. Nachylił się nad blatem, opierając o niego łokcie. - W radiu opowiadam o różnych rzeczach. Sobotnia audycja południowa. Lorenz Remington, może słyszałeś? - Przedstawił się i gdyby miał długie włosy, z pewnością odgarnąłby je z ramienia w eleganckim geście. Nie miał jednak długich włosów, więc mógł tylko wyszczerzyć zęby. - Przyjaciele mówią mi Enzo. Możesz mówić mi Enzo, mój drogi. O samych duchach niewiele wiem, ale chciałbym kiedyś przeprowadzić z jakimś wywiad!