Secrets of London
12 grudnia 1960 - Łazienkowe rendez-vous - Enzo i Leon - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Wątek: 12 grudnia 1960 - Łazienkowe rendez-vous - Enzo i Leon (/showthread.php?tid=3699)

Strony: 1 2


12 grudnia 1960 - Łazienkowe rendez-vous - Enzo i Leon - Enzo Remington - 29.07.2024

12 grudnia 1960
Hogwart, męska łazienka na czwartym piętrze
[Obrazek: 70710ab6ab4a9305909ba3f2fbc80771f8e1e738_hq.jpg]

Zamek był chłodny o tej porze roku. Śnieg przykrywał szkockie Highlands, skrywając pod pierzynką również Hogwart, lecz grube, kamienne mury nie chroniły przed zimnem tak dobrze, jak mogłoby się wydawać. Jedno ciało pragnęło bliskości drugiego, by podzielić się ciepłem, ewentualnie mogło po prostu skryć się pod kocykiem, lecz ta pierwsza opcja była o wiele przyjemniejsza! Lorenz, nazywany zwykle nieco ładniej: Enzo, nie miał jednak przy sobie towarzysza, którego mógłby zaprosić do dzielenia się żarem namiętnych serc, zresztą, sytuacja temu nie sprzyjała. Zajęcia ledwie się skończyły, należało więc wdrapać się do pokoju wspólnego na szczycie wieży Gryffindoru i zabrać za dodatkowe prace. Ciężki żywot ucznia!

Stopy Enzo nie zawiodły go jednak prosto do schodów mających ponieść go na wyższe piętra, bo złapała go całkiem przyziemna, ludzka potrzeba. Na szóstym roku nauki dokładnie wiedział, jak rozmieszczone są łazienki i ta na czwartym piętrze wydawała się nie gorsza, niż inne, by ulżyć sobie po zbyt dużej ilości gorącej herbaty, która ratowała uczniów w czasie mrozów. Pożegnawszy się z kolegami, do których i tak miał zamiar wkrótce dołączyć, skierował się do drzwi toalety.

Nie spodziewał się, że po wejściu zobaczy jakże znajomą, jakże miłą oku twarz.

- Leon! - Zawołał wesoło, widząc bliskiego kolegę z rocznika niżej. - Nie zamarzłeś jeszcze, mój drogi? - Zagadnął, podchodząc bliżej, a potrzeba ciała nagle zeszła na drugi plan, gdy pojawiła się opcja rozmowy z ulubionym znajomym. Odruchowo poprawił ubranie: szary szkolny sweter ubarwił musztardową koszulą pod nim tak, by wystawał kołnierzyk, pod którym zaś przewiązał czerwoną, aksamitną apaszkę upstrzoną ciemniejszym deseniem. Nie był to kanon Hogwartu, lecz łatwo było skryć osobliwość pod szalikiem. - Powiedz, proszę, że nie grzejesz dłoni pod ciepłą wodą? - Śmiał się, choć nie miał powodów, by mógł tak przypuszczać. Leon mógł po prostu myć ręce. - Jest wiele ciekawszych sposobów na rozgrzanie się.


RE: 12 grudnia 1960 - Łazienkowe rendez-vous - Enzo i Leon - Leon Bletchley - 31.07.2024

Panująca zima sprawiała, że mury tego zamku według niego roztaczały znacznie więcej chłodu, niż zazwyczaj. Przenikał przez materiał stanowiących część mundurka szkolnego białej koszuli, szarego swetra i szkolnej szaty. Sam Leon wydawał się być bledszy, niż zazwyczaj był przez wszystkie pory roku. Bardziej zmęczony i osłabiony, niż na co dzień.

Było też coś, co uwielbiał w tym czasie - jak okiem sięgnąć wszędzie dostrzegał świąteczne dekoracje w postaci lodowych sopli, świec czy złotych bombek na choinkach oraz zdobiących ściany festonów z ostrokrzewu i jemioły. To także nietopiące sople zwisające z balustrad schodów i ciepły, suchy śnieg padający mu na głowę z zaczarowanego sklepienia.

Samo Hogsmeade wyglądało niczym świąteczna kartka. Okres przedświąteczny w Hogwarcie to także wyśpiewujące kolędy zbroje, będący okropnym i sprośnym śpiewakiem Irytek oraz cukierki niespodzianki. Nie mógł też pominąć chóru duchów kolędników, który często widywał w sali wejściowej - lubił słuchać jak śpiewają Święta w Hogwarcie. Tak, jest tym dziwnym uczniem, który zdrada ogromne zainteresowanie hogwardzkimi duchami.

Jak co roku niebawem będzie musiał spakować wszystkie swoje rzeczy do stojącego przy jego łóżku kufra i wróci do rodzinnego domu na trzy dni przed Yule. Nie mógł doczekać pobytu wśród swoich bliskich, wspólnego przystrajania jodły, położenia w palenisku kłody drewna i wieszania pod sufitem jemioły i ostrokrzewu. Nie mógł też doczekać się wymiany prezentów. Jak co roku zakupił je dla swoich bliskich podczas jednej ze swoich wizyt w Hogsmeade.

W chwili, w której starszy o rok Gryfon wkroczył do łazienki na czwartym piętrze, Leon stał pochylony nad jedną z umywalek obmywając twarz. Niefortunnie, podczas zmierzania do znajdującego się na siódmym piętrze pokoju wspólnego Ravenclawu, choroba dała o sobie znać krwotokiem z nosa. Noszona przez niego koszula nadawała się wyłącznie do prania - przebierze się jak dotrze do dormitorium.

Lorenz. Cześć. — Powitał starszego od siebie czarodzieja spokojnie, z wesołą nutą w głosie. Tak jak sam wolał jak do niego inni zwracali się zdrobnieniem zamiast pełnym imieniem, tak do tego ucznia zawsze mówił pełnym imieniem - w duchu uważał, że Enzo bardziej pasuje do żółwia, niż do człowieka.

Jestem tego bliski. Jeszcze parę dni i będę w domu rodzinnym, wygrzewając się przed kominkiem. Jakie masz plany? Wracasz do domu czy zostajesz na ferie w Hogwarcie? — Odwracając się do niego twarzą, oparł się plecami o jedną z umywalek. Uniósł jedną z brwi na widok musztardowej koszuli i apaszki, stojących w sprzeczności z obowiązującym w tym zamku wizerunkiem ucznia. Obowiązujące w Hogwarcie wymogi co do ubioru bardzo mu odpowiadały, bo sam preferował ciemne i stonowane kolory. Poruszony przez niego temat okazał się bardzo na czasie. Wśród Krukonów powracał on regularnie niczym bumerang. W dalszym ciągu się uśmiechał.

Doprowadzałem się do porządku. — Odparł krótko, bez wdawania się w szczegóły spoglądając przy tym w bok jakby coś zainteresowało go na drzwiach pobliskiej kabiny. To mogło być to wyryte różdżką serce i inicjały jednej z wielu szkolnych miłości. Nie można powiedzieć, żeby lubił poruszać temat swojej choroby. — Właśnie myślałem o kubku gorącej herbaty z miodem i cytryną. — Dodał na słowa Gryfona, zaczynając przyglądać mu się wnikliwie czemu przyświecał zamiar poznania intencji szatyna*.


* wykaz intencji (jasnowidzenie)


RE: 12 grudnia 1960 - Łazienkowe rendez-vous - Enzo i Leon - Enzo Remington - 01.08.2024

Enzo potrzebował chwili, by dostrzec, że Leon nie tylko myje dłonie, ale również opłukuje twarz, a jego krukońskie szaty przybrały odcień gryfońskiej czerwieni. W sekundę pojawił się przy koledze i położył dłoń na jego plecach, zupełnie, jakby spodziewał się, że Leon padnie za chwilę na posadzkę.

- Najpierw musisz dożyć powrotu do domu. - Zmarszczył ciemne brwi. Leon mógł wyczytać z niego emocje, gdy Lorenz nosił je na widoku, łatwe do odczytania dla każdego, kto tylko to potrafił. Intencje szybko się zmieniały, z rozbawienia, chęci przyjacielskiego podokuczania młodszemu uczniowi, do prawdziwej troski i sympatii. - Ja też wracam. Matka nie pozwoliłaby mi zostać w Hogwarcie na święta. - Westchnął, choć nie był z tego powodu do końca niezadowolony. Ferie w szkole mogły być spokojne, ale z pewnością nie ciekawe. Zresztą, musiał spotkać się z matką i ojcem, jak i szerszą rodziną. Mugolskie święta różniły się od tych czarodziejskich, lecz Enzo nie uważał, by były gorsze.

Enzo nie wpisywał się w kanony normalności. Był głośny, wszędzie go było pełno, a mimo to nie miał dość talentu, by wybić się w nauce. Nauczyciele raz po raz karali go na różne sposoby, gdy widzieli odstępstwa od przyjętego statutu, lecz on niewiele sobie z tego robił, wciąż wymyślając coś nowego, co grałoby profesorom na nerwach.

- Nikt ci nie dokucza, co? - Upewnił się jeszcze, przyglądając Krukonowi dokładnie. - Chodź, pójdę z tobą do Wielkiej Sali, sam też chętnie czegoś się napiję. - Zaproponował, lecz nim zebrał się do drogi, wyciągnął różdżkę. - Poczekaj, może nie podpalę ci koszuli. - Ostrzegł z małym rozbawieniem i rzucił zaklęcie. Chłoszczyść nie było trudne i już po chwili wywabione plamy z krwi zaczęły uciekać z materiału. - I już, uśmiechnij się. - Sam rozciągnął kąciki ust, jednocześnie łapiąc za brodę kolegi i kierując jego twarz ku sobie.


RE: 12 grudnia 1960 - Łazienkowe rendez-vous - Enzo i Leon - Leon Bletchley - 02.08.2024

Echo kroków stawianych przez starszego ucznia docierało do jego uszu. Drgnął nieznacznie czując jego dłoń na swoich plecach. Było to miłe, nawet jak była to niespodziewanie udzielona pomoc. Postawa Lorenzo na razie nie wzbudziła w nim w skrajnych emocji, jak niezadowolenie z tego faktu, że ktoś udziela mu pomocy, o którą w tym momencie nie poprosił.

To jeszcze nie mój czas. — Zapewnił szatyna z dozą pewności w głosie. Skrupulatnie przestrzegał zaleceń uzdrowiciela. Po drugie w tym wieku nie opuszczało go przeświadczenie, że może dokonać wielu rzeczy jako dorosły czarodziej. Za sprawą swojego daru dojrzał rozbawienie, chęć przyjacielskiego podokuczania mu (nie traktował tego poważnie i nie miał powodu do niezadowolenia). Bardzo miło było mu dostrzec szczerą troskę i sympatię. Wywołało to ciepły uśmiech na jego twarzy.

Z tego wiem, to uczta z okazji Yule jest naprawdę wspaniała. Nie da się spędzić tego czasu z rodziną i ze wszystkimi przyjaciółmi. — W takich chwilach jak ta Leon pozostawał rozdarty - chciałby mieć przy sobie ich wszystkich, co w chwili obecnej nie było możliwe.

Poza zimnem to nie. Cieszę się, że pytasz. — Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wpisuje się w stereotyp szkolnej ofiary przez słabości ciała. Przez wszystkie lata spędzone w tych murach wiedział, z kim powinien się zadawać i kogo powinien unikać tak aby płynął sobie względnie swobodnie w szkolnej rzeczywistości. — Bardzo miło z twojej strony. — Przystał na propozycję Enzo.

Mam nadzieję, że tego nie zrobisz. — Przyswoił sobie to ostrzeżenie, w rzeczywistości nie mając powodów do obaw. Za dotknięciem gryfońskiej różdżki plamy z krwi zniknęły tak szybko jak się pojawiły na jego koszuli. Złapany za brodę spojrzał ponownie na tego szatyna, obdarzając go swoim promiennym uśmiechem, unosząc ramiona tak aby zarzucić mu je na ramiona.

Prawdziwy z ciebie wybawca, jak rycerz Baron Pechowiec z Fontanny Szczęśliwego Losu. I nie, nie waż się mówić, że najbliżej mi do Ashy z tej właśnie baśni. — Zażartował w tym momencie, poważniejąc tylko na moment kiedy postanowił uświadomić go, że daleko mu do kobiety z tej baśni, nawet jak łączyła ich nieuleczalna choroba.




RE: 12 grudnia 1960 - Łazienkowe rendez-vous - Enzo i Leon - Enzo Remington - 03.08.2024

- Mam nadzieję, że nie. Szkoda byłoby stracić cię tak wcześnie. - Enzo nie wahał się pomagać przyjaciołom, czy w zasadzie każdemu, kto pomocy potrzebował. Choć pochodził z mugolskiej rodziny i przez to czasem jemu samemu się obrywało, gdy czystokrwiści uczniowie brutalnie wyrażali swój sprzeciw dla rozcieńczania czarodziejskiej krwi, to nigdy nie stracił wiary w ludzi, jak również chęci do niesienia pomocy, nawet jeśli miałoby to być zwykłe poklepanie po plecach. Na słodki uśmiech Bletchleya odpowiedział swoim własnym. - Och, tak jest o wiele lepiej. - Pochwalił krótko.

Pozostanie na święta w szkole zawsze było kuszące, Lorenz wiedział jednak, że nie może sobie na to pozwolić. Z rodzicami w czasie roku szkolnego miał sporadyczny kontakt, gdy oboje mieli obawy przed używaniem sowiej poczty i nie zapuszczali się do magicznych dzielnic sami, zaś z mugolskimi listami były problemy, tak w szkole, jak i okolicach. Remington próbował nawet odkryć sposób na używanie telefonu, lecz jego próby szybko spełzły na niczym. Jedynym kontaktem z matką i ojcem były listy, które sam wysyłał i dostawał odpowiedź za pośrednictwem tego samego ptaka.

- Uczta pożegnalna też jest niczego sobie i przynajmniej wszyscy uczniowie są na niej obecni. - Zauważył. - Niewiele osób zostaje w zamku podczas przerwy. To musi być całkiem kameralne grono.

Rozmowa o świętach nie była jednak tak interesująca, jak to, co działo się z Leonem. Po opanowaniu kataklizmu, obaj mogli oddać się przyjemnościom, bo do tego Enzo zaliczał objęcie, którym uraczył go kolega. Sam opuścił dłonie, by ułożyć je w dole pleców Leona, nieco za wysoko, by było to niestosowne, nieco za nisko, by uznać za normalne dla przyjaciół. Nachylając się do przytulenia, musnął wargami policzek drugiego ucznia, tak lekko, jakby ten gest był zupełnie przypadkowy.

- A do kogo ci bliżej? Do której księżniczki? - Zapytał dla żartów. - Musisz być księżniczką, skoro ja jestem rycerzem.


RE: 12 grudnia 1960 - Łazienkowe rendez-vous - Enzo i Leon - Leon Bletchley - 04.08.2024

Cieszą mnie twoje słowa, ale tym razem o tym nie rozmawiajmy. — Postanowił z uśmiechem zakończyć tę dyskusję dotykającą tematyki przedwczesnej śmierci. Bycie synem nauczycielki wróżbiarstwa i spirytystki. Interesował się duchami i starał się o nich zdobywać wiedzę o tych istotach. To, podobnie, jak bycie synem swojej matki, zaczynało kształtować jego poglądy na temat życia doczesnego i przekroczenia bram zaświatów. Dla należycie przygotowanego umysłu to tylko początek nowej drogi. Kresu życia nie należało się bać. Tak powtarzała mu jego matka. Leon zdawał sobie sprawę, że od zawsze istniał podział na uczniów przez wzgląd na ich pochodzenie. Czym w młodości skorupka nasiąknie, tym na starość śmierdzi - takie powiedzenie niejednokrotnie słyszał w swoim domu rodzinnym. Zdaniem jego rodziców z pewnych rzeczy po prostu powinno się wyrosnąć.

Krótkim śmiechem skomentował skierowaną do niego pochwałę. Leon nie zamierzał namawiać tego Gryfona na pozostanie tutaj w czasie świąt. Nawet jak nie miałby w planach powrotu do swojego domu rodzinnego to rozumiał, że to czas przeznaczony wyłącznie dla rodziny.

Póki to nie jest uczta pożegnalna na moim ostatnim roku... ja zawsze chętnie wyczekuję uczty powitalnej. — Dla Leona pobyt w Hogwarcie stanowił jak dotąd najlepszy czas w swoim życiu. Zdołał trochę wyrwać się spod opieki swoich rodziców i zawarł wiele znajomości. Niektóre z nich przetrwają całe lata, natomiast inne rozpadną się w trakcie jego pobytu w tym zamku albo z biegiem lat po opuszczeniu przez niego i swoich kolegów Hogwartu. To, jak potoczą się losy jego znajomych ze wszystkich roczników, nawet dla niego pozostawało tajemnicą.

Nie wiem, jak to jest w pokoju wspólnym Gryffindoru, ale w naszym już teraz panują pustki... oznacza to wolne fotele przy kominku. — Może w tym momencie ulegał jakiemuś złudzeniu, jednak Gryfoni zawsze wydawali mu się bardzo rozrywkowi i wszędobylscy oraz skłonni do wpadania w tarapaty przez podejmowanie lekkomyślnych decyzji.

Hm... do Glisty. — Nie byłby sobą, gdyby nie wybrał najmniej oczywistej postaci z całej baśni. Glista miała pewne przymioty, których on nie posiadał. Była ogromna i odporna na zaklęcia. Wydawał się być tym szczerze rozbawiony. Zsunął dłoń z ramienia szatyna, aby lekko uderzyć pięścią w jego ramię. — Gdybym nią był to bym cię nie walnął. — Wymruczał zaczepnie, nie pozwalając mu na to odpowiedzieć - w tym momencie go pocałował w usta. Wszystko do tego zmierzało i nie zamierzał stąd wyjść bez dokończenia całej tej konwersacji... nawet jeśli miała przebiegać w ten sposób.




RE: 12 grudnia 1960 - Łazienkowe rendez-vous - Enzo i Leon - Enzo Remington - 04.08.2024

- Nigdzie cię nie puszczę, więc nigdzie nie idziesz. - Potwierdził Enzo, przyciskając go do siebie nieco mocniej, wierząc, że Leon ma przed sobą długie i dostatnie życie. Śmierć w takim wieku nie była mu pisana i mógł to stwierdzić nawet nie mając talentu do jasnowidzenia i wróżenia! Nie znał szczegółów przypadłości kolegi, ale zasłabnięcie czy krwotok z nosa nie były przecież zagrażające życiu. - Mam co do ciebie jeszcze zbyt wiele planów.

Temat ferii zimowych nie był interesujący, ale stanowił dobry punkt zaczepienie dla ich małej wymiany zdań. Wszystko, co należało powiedzieć, zostało powiedziane: obaj wracali do domu, by spędzić przerwę świąteczną w gronie najbliższych i przez to przegapią uroczystości w Hogwarcie. Wiele i zarazem niewiele do stracenia.

- To tak tęsknisz za szkołą, czy za kolegami? - Lorenz pociągnął temat uczty powitalnej i miał na myśli, rzecz jasna, tylko siebie, lecz nie powiedział tego wprost. On był tym, za którym inni uczniowie wzdychali z tęsknotą podczas wakacji, nie było innej możliwości! Był popularny i chociaż wielu uznawało go za równie interesującego, co irytującego, nie dało się ukryć, że nazwisko Remington odbijało się echem po szkolnych korytarzach. - Mi została jeszcze tylko jedna taka uczta po wakacjach. - Przypomniał. Koniec szkoły zbliżał się nieubłaganie i chociaż Enzo nie sądził, by był to definitywny koniec jego edukacji, z pewnością będzie to miało bardzo emocjonalny wydźwięk, zważając na to, że Hogwart był jego życiem przez ostatnie lata. Powrót do domu rodzinnego na stałe równał się powrotowi do mugolskiego świata, a było to coś, czego Enzo nie zamierzał tolerować. Matka będzie musiała przekonać się do magii, czy tego chciała, czy nie. Drugą wielką zmianą było pozostawienie za sobą znajomych z młodszych roczników.

Uderzenie w ramię było niespodziewane i Enzo wziął je początkowo za upomnienie, aby unieść nieco ręce, co też zrobił, przesuwając je na łopatki kolegi. To, co zrobił Leon, dowiodło jednak, że zupełnie źle odczytał jego intencje. Złączenie ust uznał za swego rodzaju pozwolenie, zachętę, z której natychmiast zamierzał skorzystać. Pchnął Leona tak, by ten mógł trafić plecami na jedną z umywalek, i pogłębił pocałunek, ręce znów przesuwając o wiele niżej.

- Ktoś może nas nakryć. - Przypomniał między pocałunkami, lecz nie przestał. - Chodź... chodź do kabiny.

Przypomniał sobie, że przyszedł do łazienki za potrzebą.


RE: 12 grudnia 1960 - Łazienkowe rendez-vous - Enzo i Leon - Leon Bletchley - 05.08.2024

Bardzo odpowiadało mu to, że Lorenz nie zamierzał go tak szybko wypuścić. Zostawszy nieco mocniej przyciśnięty zamruczał cicho, odczuwając kolejny dreszcz ekscytacji za sprawą bliskości dwóch ciał i zapewnienia, że Enzo ma wobec niego wiele planów. Nie mógł doczekać się ich poznania. Co więcej, w tym celu nie zamierzał wykorzystywać swojego daru.

Najbardziej za kolegami — Z ust Leona padła oczywista odpowiedź, nawet jak na razie nie wskazał żadnego konkretnego ucznia. Lorenz zasłużył sobie na miejsce w tym gronie. W głębi duszy przeczuwał to, że to będzie jedna z tych znajomości, które pozostaną jedynie miłym wspomnieniem i cennym doświadczeniem. Przyszłość mogła go pozytywnie zaskoczyć. — A tobie będzie brakować Hogwartu? — Jak już o tym rozmawiali to postanowił zaspokoić swoją ciekawość. Pytał o całokształt, głównie o relacje z rówieśnikami i młodszymi od siebie uczniami.

Nie przerywając wymiany pocałunków, samemu je pogłębiając czuł na swoich plecach jedną z umywalek i dłonie szatyna zmierzające znacznie niżej. Pierwsze mu nie przeszkadzało, drugie z kolei było pożądane przez niego.

Ktoś może nas nakryć. Wypowiedziane przez wymieniającego z nim pocałunki chłopaka było z kolei niepożądane. Doskonale wiedział, że każdy z uczniów mógł przekroczyć próg tego pomieszczenia i przyłapać ich na nieobyczajnym zachowaniu. Nieszczególnie o tym myślał.

To nas nakryje... — Wymruczał w odpowiedzi, samemu nie zamierzając przerwać tych pocałunków. Na bladych i chłodnych policzkach Leona pojawił się wyrazisty rumieniec, który nie miał nic wspólnego ze wstydem. — Ostatni raz... — Pomimo swoich wcześniejszych słów przystał na to, zaczynając stawiać pierwsze kroki do tyłu, w stronę jednej z kabin w której zamierzali zniknąć. Wypowiadając swoje słowa w tym momencie nie sugerował, że to ich ostatnie spotkanie, tylko, że niekoniecznie chciał takich schadzek w jednej ze szkolnych łazienek, ograniczonej do tak wąskiej przestrzeni jak kabina.




RE: 12 grudnia 1960 - Łazienkowe rendez-vous - Enzo i Leon - Enzo Remington - 05.08.2024

Dźwięki wydawane przez Leona działały na Enzo elektryzująco i sprawiały, że ten chciał pogłębiać pocałunki, mocniej zaciskać palce na miękkości jego ciała i czerpać z chwili tak, jak tylko mógł. Sam pozwolił sobie na pomruk przyjemności, zwalniając nieco tempa, gdy w końcu oderwał się od młodszego kolegi.

- Znajdę cię po szkole. - Nie poprosił, a nakazał Leonowi. Z tym jednym zdaniem wymalował przed nim cały obraz wspólnej przyszłości pełnej takich chwil, jak ta i nie miało znaczenia nic poza ich złączonymi ciałami. Nie mógł jeszcze wiedzieć, że gdy Leon będzie kończył szkołę, on sam będzie już daleko za oceanem, zaczynając karierę w Nowym Jorku. - Wtedy nie będzie mi z Hogwartu brakować niczego.

Nie mogli tak po prostu oddać się pożądaniu, nie na środku łazienki, do której mógł wejść każdy, czy to uczeń, czy pracownik, czy nawet duch. Tylko przed skrzatami domowymi byli bezpieczni, ale ich obecności mogliby nawet nie zauważyć. Nie tylko zbliżenia były potępiane w Hogwarcie, lecz obecność dwóch chłopców w jednoznacznej pozycji mogłaby wywołać skandal.

- Nie pozwolę, żeby to był ostatni raz. - Źle odczytał intencje Leona, lecz posłusznie poszedł za nim do kabiny. A skoro tam już byli... - Moment, muszę... - Zaczął, lecz nie skończył myśli, nie chcąc nazywać czynności po imieniu. Mimo to, złapał za guzik przy rozporku, by bez wahania go rozpiąć. Potrzeby ciała nie pozwalały czekać ani chwili dłużej.


RE: 12 grudnia 1960 - Łazienkowe rendez-vous - Enzo i Leon - Leon Bletchley - 08.08.2024

Zdrowy rozsądek, którym kierował się Leon, został zagłuszony przez odczuwane emocje i doświadczaną w tym momencie przyjemność, jaką czerpał z bliskości z tym chłopakiem podczas wymiany żarliwych pocałunków i możliwości dotykania go. To zwolnienie tempa, a ostatecznie przerwanie tych pocałunków wiązało się z odczuwaniem przez niego pewnego niedosytu. Pozwoliło mu to na zaczerpnięcie tchu. Wciąż pozostawał zarumieniony pod wpływem tego ładunku emocji, jakich w tym momencie doświadczył.

Uśmiechnął się delikatnie, słysząc to zapewnienie. To, czy były to słowa rzucone na wiatr, pokaże dopiero czas, kiedy faktycznie opuszczą mury tego zamku. Przekona się, ile tak naprawdę były warte tego rodzaju przysięgi. Może nie okażą się mrzonką, ale swoistym marzeniem. Wizją, która miała szansę się ziścić we właściwym czasie i miejscu. W coś takiego może wierzyć wyłącznie ktoś, kto podporządkował swoje całe życie przeznaczeniu. Leon wierzył w przeznaczenie i miał spore zadatki na stanie się beznadziejnym przypadkiem idealisty.

Kontynuuj, proszę... co się stanie, jak już mnie znajdziesz? — Prawdopodobnie to było jedno z tych pytań, których nie powinien zadawać, jednak ono wymknęło się z jego ust. Możliwe, że zdecyduje się spojrzeć w przyszłość za pomocą kart tarota. — Wtedy wszystko będzie idealnie. — Dostrzegający wszystkie swoje wady Leon (nierzadko przesadnie się na nich skupiając, zamiast eksponować swoje zalety, chciał aby powodziło mu się na polu zawodowym, jak i prywatnym. Zapewnienia starszego ucznia wskazywały odpowiedni kierunek, nawet jeśli wszystko zostanie zweryfikowane przez czas.

Nie do końca to miałem na myśli... — W tym momencie zdał sobie sprawę z tego, że ten szatyn nie do końca zrozumiał jego intencje. Nie chciał tego kończyć, ale też nie chciał się ukrywać po toaletach, nawet jak to z pewnością nie zostałoby dobrze odebrane przez rówieśników i profesorów. To nawet mogło dotyczyć jego matki, która nauczała wróżbiarstwa.

Może pójdziemy już po herbatę? Wiem jak się dostać do szkolnej kuchni. Znam też kilka miejsc, w których możemy posiedzieć. Jedno jest na tym na piętrze, drugie natomiast na siódmym. — Zaproponował opierając się plecami o drzwi kabiny. Herbarium, o którym wspominał, było pomieszczeniem pełnym zakonserwowanych roślin. Podobało mu się to pomieszczenie. Natomiast to na siódmym to Pokój Życzeń.