![]() |
|
[19.06.72, wykopaliska w Walii] Klątwa Blackwooda - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Wyspy Brytyjskie (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=125) +--- Dział: Walia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=126) +--- Wątek: [19.06.72, wykopaliska w Walii] Klątwa Blackwooda (/showthread.php?tid=3715) Strony:
1
2
|
[19.06.72, wykopaliska w Walii] Klątwa Blackwooda - Cathal Shafiq - 03.08.2024 Wykopaliska w Walii rozpoczęły się na dobre wiosną tego roku – po tym, jak teren przejęto od mugoli, którzy natknęli się na ruiny, a potem zaczęli wpadać w czarodziejskie pułapki i obrywać klątwami. Po kilku miesięcy udało się odsłonić większość ruin wioski, zasypanej pod ziemią dobre kilkaset lat temu, i skrywającej tajemnice mieszkającej tutaj czarodziejskiej społeczności, najwyraźniej odciętej od reszty magicznego świata. Po kilku miesiącach tych prac Cathal wiedział też, że tutejsze sekrety są dużo większe niż ktokolwiek – w tym on – się spodziewał. Intrygowało go to. Wprawiało niemalże w podekscytowanie, a Shafiq nie był człowiekiem łatwo ulegającemu emocjom, wręcz przeciwnie, miewał skłonności raczej do znudzenia, może po części przez swoją chorobę. I właśnie o wiosce rozmyślał, stojąc na jednym z wzgórz, które ją otaczały. Za jego plecami, w dolinie, za zrujnowanym murem znajdowały się resztki zabudowań. Na innym wzgórzu, na granicy lasu, rozłożono obozowisko pracowników. A z drugiej strony wzniesienia ciągnęły się wrzosowiska, o tej porze roku jeszcze nie rozkwitające. Przez wrzosowiska ciągnęły się zabezpieczenia, mające zagwarantować, że żaden mugol ani czarodziej nie wejdzie ot tak do wioski, niczego nie zniszczy i przy okazji sam się nie zabije. Gdzieś na wrzosowiskach znajdowało się i sześć filarów, otaczających wioskę. Cathal przymknął oczy i wydmuchał kłąb dymu. Kawa i papierosy, te dwa nałogi pomagały mu zapanować nad umysłem, nie zawsze posłusznym. Myśli płynęły leniwie, przetwarzając obrazy z wioski i odruchowo porównując je z treściami starych ksiąg, z tym wszystkim, co zobaczył podczas prac w innych krajach, z dźwiękiem słów wypowiadanych przez innych archeologów, z którymi rozmawiał w przeszłości i niedawno. Shafiq prawie zapomniał (prawie – bo zapomnieć nie mógł, ale po prostu wciągnięty we wspomnienia o tym teraz nie myślał, na chwilę tracąc poczucie teraźniejszości), że czekał na Figga. I że Aletha pewnie się zdenerwuje, że ściągnął tutaj innego klątwołamacza, ale naprawdę nie zamierzał niepotrzebnie ryzykować. Bywał człowiekiem porywczym, na pewno jednak nie nieostrożnym. RE: [19.06.72, wykopaliska w Walii] Klątwa Blackwooda - Thomas Figg - 05.08.2024 Wiadomość od Cathala była dla Thomasa niespodzianką, ale bardzo przyjemna i wyczekiwaną niespodzianką. Wiedział on, że mężczyzna cały czas szuka nowych miejsc, gdzie może odkrywać przeszłość, sam zapewne przykleiłby się do niego jak rzep do psiego ogona, gdyby nie fakt, że w Anglii trzymały go inne zobowiązania. Jednak Walia była na tyle blisko, a na dodatek przedstawiona przez niego pokrótce historia miejsca sprawiła, że nie mógł odmówić - jego wewnętrzny poszukiwacz przygód aż palił się do tego. Pojawienie się Figga zwiastowało ciche pyknięcie, widać było, że ewidentnie się cieszył, co zdradzał w połowie niedojedzony tost, który trzymał w ustach i naciągana na grzbiet kurtka. Rozejrzał się dokoła siebie i dojrzał Shafiqa na szczycie wzgórza - szybko pochłonął do końca jedzenie i ruszył w stronę tego, który go tu ściągnął. - Wybacz, musiałem jeszcze nakarmić koty, a Pazur wyjątkowo wybrzydzał w tym na co ma ochotę - rzucił tytułem wyjaśnienia z przepraszającym uśmiechem na ustach. Stanąwszy obok Cathala rozejrzał się po okolicy, lubił krajobraz Walii, co prawda bardziej przemawiał do niego ten Szkocki, ale ten też był niczego sobie. - Całkiem imponujący widok, podejrzewam, że historia za tym się kryjąca jest równie piękna - powiedział podziwiając widok na wykopaliska, był to dość duży obszar, zapowiadało się na całkiem niezłą zabawę. RE: [19.06.72, wykopaliska w Walii] Klątwa Blackwooda - Cathal Shafiq - 06.08.2024 Nie kontaktował się wcześniej z Thomasem: miał na miejscu dobrą klątwołamaczkę, z którą współpracował wcześniej przez lata, i która była w dodatku tak uparta, że dobranie jej w duet z innym klątwołamaczem byłoby problematyczne. Zresztą drugi nie był dotąd potrzebny: Leta dobrze sobie radziła, a Cal wolał zużyć budżet na coś innego. Aż natknęli się na dość nietypową klątwę. Cathal zmierzył Figga spojrzeniem, milcząc o sekundę czy dwie dłużej niż byłoby to naturalne u kogoś innego - porównywał mimowolnie wspomnienie z tym, co teraz widział, wychwytując drobne różnice, jakie bez wątpienia pojawiły się od ich ostatniego spotkania. A potem rzucił niedopałek, wdeptał go w ziemię i obrócił się ku ruinom. - Zależy, co uważasz za piękne - powiedział, wsuwając dłonie w kieszenie spodni. Były ciemne, ale już sprane, wytarte na kolanach, wyposażone w liczne kieszenie, z porządnego materiału, nieco luźne, bez wątpienia robocze: pozwalające klęczeć na piasku, gdy pochylałeś się nad znaleziskami, wchodzić do zakurzonych przestrzeni, nie krępowały ruchów. - Jeśli człowieka, który odizolował grupę czarodziejów od świata, jako pretekst wskazując zapewne zagrożenie mugoli, a potem przejął nad nimi władzę absolutną i przekazywał ją z pokolenia na pokolenie, aż powstało tu coś przypominającego sektę... Ktoś pewnie dostrzegłby w tym materiał na poemat. Ale Shafiq nie był poetą. Interesowały go wyłącznie te wiersze, które wyryto na bardzo starych ścianach: jak ten, który pewien faraon ułożył dla swojej żony, zaskakując Cathala tym, że tacy ludzie faktycznie najwyraźniej potrafili kochać. - Ostatni... szef wioski najwyraźniej nie przepadał za kobietami. Może to zresztą było rodzinne. W każdym razie natknęliśmy się na pomieszczenie zabezpieczone tak, że nie mogą wejść do niego kobiety. Może i bym się ucieszył i przeniósł tam swoją pracownię... - Alethea, Nell, Ginny i Pandora na raz to było dość dużo dla Cala. - Ale nie wiem czy w środku nie ma pułapek albo klątw, a obie te rzeczy te specjalizacja naszych pracownic, nie pracowników. Leta pewnie chciałaby rozbroić te zaklęcia ochronne sama, ale obawiam się, że skoro w samej strukturze mają odstraszać właśnie kobiety, byłoby to ryzykowne. Pomyślał o Cassandrze, o zwoju, który zostawiła, o wspomnieniu, w którym się pojawiła. I o tym, że Blackwood może niekoniecznie nie lubił kobiet. Może jednej konkretnej się obawiał. RE: [19.06.72, wykopaliska w Walii] Klątwa Blackwooda - Thomas Figg - 09.08.2024 Wraz z kolejnymi słowami Cathala, Thomas odczuwał, że jego wyraz twarzy zmienia się z wesołego na obrzydzenie. Westchnął kiwając głową z niedowierzaniem, chociaż to jest coś co Czarny Palant powinien zrobić, zaszyć się gdzieś i dożyć swojego krasu nie niepokojąc nikogo innego niż tych, którzy postanowili słuchać jego kocpołów i za nim podążać. - Cóż, okolice za to wybrali całkiem ładną, bo o niej mówiłem - sprostował swoje wcześniejsze słowa przenosząc swoje spojrzenie z krajobrazu jaki się przed nim rozpościerał na Shafiqa. Wsłuchiwał się uważnie w opowieść o tej wiosce i jej ostatnim szefie i prychnął. - Skoro tak nie lubił kobiet to tłumaczy czemu wymarli - odezwał się, choć podejrzewał, ze mogło to dotyczyć raczej czegoś innego niż samej niechęci do rodzaju żeńskiego. - Liczysz, że miałbyś spokój? Musiałbyś też się otoczyć zaklęciem wyciszającym, żeby ich krzyki nie dochodziły do środka - zażartował i pokiwał głową. To tłumaczyło dlaczego pojawił się on tutaj, skoro spec od takich spraw obecny na miejscu nie mógł wejść do środka. - Podejrzewam, że nie znaleźliście run podtrzymujących tej osłony? - niby pytał, ale jednak stwierdzał bardziej. Gdyby je znaleźli to nie wzywali by go tutaj tylko sami je usunęli. Zapewne wszystko siedziało w środku, wiec czego go mała przeprawa przed zniesieniem tej osłony. RE: [19.06.72, wykopaliska w Walii] Klątwa Blackwooda - Cathal Shafiq - 10.08.2024 – Wspomniałeś o historii, która się za nią kryje – powiedział Cathal, lekko wzruszając ramionami, bo i nie miało to znaczenia. To miejsce w każdym razie kryło wiele historii: i niektóre z nich były może piękne, ale wszystkie te, do których się dokopali, zarówno w tym dosłownym, jak i metaforycznym sensie, opowiadały o zniewoleniu, pogoni za potęgą i władzą. – Raczej nie lubił, kiedy mieszały się w sprawy, jakie uważał za własny interes. Wszyscy zginęli w katastrofie, która pochłonęła też wioskę. Prawdopodobnie zresztą wywołali ją sami. Kryła się za tym kolejna, mroczna opowieść: tej jednak Cathal nie zamierzał opowiadać Thomasowi. Nie był jeszcze pewien, komu ją ujawnią i jaka jej część powinna zostać zaprezentowana światu, ale postanowił już, że pozostanie tajemnicą przez kolejne miesiące. Nie chciał, by w prace na wykopalisku wtrąciło się nadmiernie Ministerstwo Magii albo, co gorsza, śmierciożercy, zainteresowani sekretami Blackwella i magią, która spoczywała pod tutejszą ziemią. Shafiq był człowiekiem pod pewnymi względami zazdrosnym, a to był jeden z tych obszarów, na których szczególnie nie lubił się dzielić. Nie życzył sobie, by specjaliści z Ministerstwa zaczęli na każdym kroku patrzeć mu na ręce. Ani by ludzie kuzyna zgłosili się po wyniki badań, bo ich złowrogi szef uznał, że może dzięki nim zdobyć większą moc. To wszystko było elementem pracy Cathala, a on nie lubił odpowiadać przed głupcami, i gdy coś mogło zdezorganizować pracę na wykopaliskach. – Ginny prawdopodobnie by nie krzyczała, Pandora też nie sądzę. One… uruchamiają się w inny sposób. Nell i Leta… już prędzej – mruknął. – Pieczęć już dawno usunąłem z wejścia. Została klątwa, która zdaniem Alethei uaktywnia się, kiedy zbliżają się kobiety. Nie wiem, co dokładnie miałyby takiej zrobić, ponieważ jakoś żadna nie była chętna na królika doświadczalnego, ale zakładam, że nic miłego. Augustus musiał być dobry w takich dziedzinach magii. Czarnej, oczywiście. Nekromancja, klątwy, wszystko to było obecnie zakazane. I między innymi stąd Cathal nie chciał eksplorować pomieszczenia, póki Pandora i Leta nie sprawdzą przedmiotów i sprzętów. – Wchodzimy do środka, czy najpierw masz jeszcze jakieś pytania? – spytał, wskazując na wioskę. RE: [19.06.72, wykopaliska w Walii] Klątwa Blackwooda - Thomas Figg - 12.08.2024 - To było zanim mi ją streściłeś przedstawiając jej makabryzm - odpowiedział bez swoich zwyczajowych wesołych nut w głosie, do prawdy, skrócona historia tej wioski nie przyprawiała o radość. Dlatego te nie tryskał humorem na prawo i lewo - dość smutna historia. - Katastrofie, coś mi mówi, że jest to kwestia o którą lepiej nie pytać, bo albo lepiej nie wiedzieć, albo sam nie wiesz więcej - podejrzewał, że miała z tym wiele wspólnego czarna magia. Z jednej strony chciał dociekać, żeby mieć pojęcie czy jest to coś czego powinni się obawiać, jednak z drugiej strony im mniej osób wiedziało całą historię tym nawet lepiej prawda? To eliminowało fakt, że śmierciożercy mogliby coś wynieść dla siebie. Na tyle na ile poznał Cathala to nie przejawiał zapędów, aby sympatyzować z postulatami Czarnego Palanta, dlatego też nie odczuwał zbyt wielkiej potrzeby dowiedzenia się wszystkiego. Cóż, może i nie powinien, ale jednak Shafiq miał u niego dość spory kredyt zaufania, dobre wiedział, że stawiał on na pierwszym miejscu wiedzę. - Nie dziwię im się, kto wie czy miała być to forma odpychania czy karania gdy kobiety spróbowałyby sforsować jego zabezpieczenia - zakładał, że jednak była to ta druga forma, skoro nie pałał szczególnym uwielbieniem dla płci pięknej to raczej nie dbał o takie konwenanse jak to, aby ich nie krzywdzić. Uśmiechnął się krzywo i popatrzył na mężczyznę, który go tu ściągnął. - Chyba jednak nie do końca, skoro skończyli jak skończyli - drobna dawka czarnego humoru jeszcze nikogo nie zabiła, szczególnie, ze nie był on szczególnie krzywdzący w tej sytuacji. - Myślę, że nie mamy na co czekać, im szybciej zapoznam się z tą klątwą, tym szybciej będę wiedział jak ją złamać. Prowadź - odpowiedział, bo zgodnie z prawdą to nie był Egipt czy inny "egzotyczny kraj" tutaj był bardziej u siebie niż gdziekolwiek indziej, dlatego nie potrzebował się aklimatyzować czy chwili na przygotowanie. Dotarł do nich już gotowy do pracy. RE: [19.06.72, wykopaliska w Walii] Klątwa Blackwooda - Cathal Shafiq - 13.08.2024 Cathal uśmiechnął się tylko, niezbyt szeroko i tak naprawdę bez cienia wesołości. Thomas Figg był w jego oczach zbyt dobry, żeby nie wyszło mu to pewnego dnia bokiem i być może odrobinę naiwny – patrzył na niego oczyma człowieka, którego ani trochę nie poruszała historia tego miejsca, bo za każdymi wykopaliskami, na których pracował, stały równie mroczne opowieści. Piramidy pięły się ku niebu i wwiercały w ziemię krwią, potem, głodem i śmiercią maluczkich w Egipcie, grobowce w Peru wyśpiewywały historie umarłych częstokroć gwałtowną śmiercią, a irlandzkie kurhany były grobowcami zawiedzionych nadziei i zdaniem Cassandry na wzgórzach wciąż zawodzili umarli. Historia świata była wypisana krwią, a Cathal Shafiq, który nie był ani trochę dobrym człowiekiem, rzadko odczuwał z tego powodu jakieś emocje. Interesowały go historie same w sobie i wszystkie odkrycia, jakich mógł dokonać. – Sam pewnie wiesz, że w takich sprawach trzeba być ostrożnym ze stawianiem wniosków, a prace mogą trwać miesiącami. Wciąż badamy okoliczności zniszczenia wioski – odparł Shafiq enigmatycznie, po trochę zgodnie z prawdą, a po trochu absolutnie nie. Prace trwały, mieli więcej pytań niż odpowiedzi, ale to, co udało się odkryć, już sugerowało, że Augustus usiłował wzmocnić swoje moce, by utrzymać władzę i że doprowadziło to do katastrofy. Kolejna historia, jakich wiele, ale nie mniej fascynująca niż inne, zwłaszcza że źródła tych mocy zdawały się tu wciąż płynąć. – Im większa potęga, tym łatwiej o arogancję, która doprowadza do upadku. Ruszył w dół wzgórza, niezbyt spiesznie, ale i nie wolno – był na tyle wysoki, że kroki stawiał długie. Prowadził Thomasa ku wyrwie w murze, już z tej strony wydobytym częściowo spod ziemi. Kiedyś musiał mieć kilka metrów wysokości, teraz widoczna była tylko jego część mająca w niektórych miejscach koło metra, w innych może ze dwa, popękana i pokruszona. Pierwotnie roiło się na nim od pułapek i klątw, a i teraz Thomas mógł dostrzec pozostałości po runach – pieczęcie, które straciły swoją moc zapewne wiele lat temu, gdy na skutek pęknięć układy zostały naruszone. Po murze wędrowała widmowa sylwetka, ale Cathal nawet na nią nie spojrzał, duch więc musiał być tutaj traktowany jako coś „normalnego”. Widać było, że trwały tu wykopaliska. Dzięki czarom mieli dużo większe możliwości i spod ziemi wyłoniło się wiele zabudowań, ale teren pozostawał nierówny, część ruin tkwiło wciąż częściowo w ziemi, musieli poruszać się ostrożnie, a tu i ówdzie magiczne taśmy odgradzały części wioski, których jeszcze niesprawdzono albo na których mogło grozić potencjalne niebezpieczeństwo. Shafiq prowadził jednak Thomasa do centralnego punktu, zdawałoby się: najbardziej okazałego budynku, i najlepiej zachowanego. Mógł być siedzibą Augustusa lub jakimś punktem publicznym… Cathal obecnie był już niemal pewny, że właśnie ta pierwsza wersja była prawdziwa. – Wszystkie pułapki i klątwy po drodze już rozbroiliśmy. Musimy wejść pod ziemię. RE: [19.06.72, wykopaliska w Walii] Klątwa Blackwooda - Thomas Figg - 16.08.2024 - Owszem, ale wiesz, tylko krowa nie zmienia zdania - odpowiedział wzruszając ramionami i pociągnął nieco dogłębniej swoją myśl. - Na początku nie stawiasz przecież wniosków tylko założenia i wraz z postępem pracy dowodzisz ich prawdy albo je najzwyczajniej w świecie obalasz i zajmują ich miejsca inne, bardziej doprecyzowane już - wiedział jak ważne jest poznanie prawdy i odkrycie całkowicie tajemnicy danego miejsca, ale na początku przecież nikt im nie bronił nieco puścić wodzę fantazji. No ale też nie zamierzał się z Cathalem kłócić bo w sumie obaj mówili o czymś innym jednak, jeden o założeniach, drugi o wnioskach. - Lepiej będzie jak zajmę się pracą - skwitował to wszystko krótkim zdaniem. - Bardzo ładna parafraza mitu o Ikarze - uśmiechnął się półgębkiem i rozglądał po okolicy kiedy tak był prowadzony na miejsce swojej pracy. Ząb czasu bardzo mocno nadgryzł te wioskę, być może gdyby nie wspomniana wcześniej katastrofa to kto wie jak wyglądałaby ta wioska. Czy nadal tęskniłaby życiem mimo tak długiego okresu izolacji od reszty świata? Westchnął przyglądając się murom i starym runom, które miały utrzymywać zaklęcia zabezpieczające wioskę. - Wiecie co to był za budynek? O jego przeznaczenie mi chodzi - doprecyzował swoje pytanie przyglądając się i zerknął na Shafiqa. Przestał już przyglądać się otaczającym ich ruinom i skinął głową. - Dlaczego oni zawsze muszą prowadzić nas pod ziemię, zupełnie jakby wszyscy nienawidzili świeżego powietrza - zamarudził dla samej zasady, bo przecież nie siedział w tym od wczoraj i swoje już pod ziemią spędził - mimo to nadal nie był fanem tego typu miejsc. Całe szczęście, że nie nabawił się jeszcze klaustrofobii, choć w sumie było blisko po przeżyciach z Peru - wzdrygnął się na samo wspomnienie tamtych wydarzeń. - Dobra, klątwa nie przełamie się sama od stania i patrzenia się na nią - mruknął poprawiając torbę na ramieniu i ruszając pod ziemię. Czas było się zabrać do pracy. RE: [19.06.72, wykopaliska w Walii] Klątwa Blackwooda - Cathal Shafiq - 17.08.2024 - Być może masz rację. I to, że Cathal to powiedział, byłoby najbardziej podejrzane dla tych ludzi, którzy znali go lepiej niż Thomasa – co Shafiq był uparty nie tylko jak osioł, ale jak całe stado osłów. Skłonienie go do zmiany zdania było niemalże niemożliwe, i wprawdzie bywał ostrożny w osądach, ale gdy już wyrobił w sobie jakieś przekonanie, stado diabłów by go od tego nie odciągnęło. Nie raz, nie dwa, wykopaliska stawały w miejscu na dzień lub dwa, tylko dlatego, że Shafiq i Crouch rzucali się sobie do gardeł względem jakiejś teorii albo tego, gdzie powinni kopać czy iść dalej, i żadne nie chciało ustąpić. Tym razem ustępował, bo ani myślał dzielić się z kimkolwiek tym, co odkryli. – Naprawdę? Zawsze patrzyłem na mit o Icarze inaczej. Nie widzę w nim arogancji. Jedynie pragnienie podążania za marzeniami. Zapłacił za to najwyższą cenę, ale zarazem stał się nieśmiertelny, i całe pokolenia zapamiętały jego imię. * Cathal przystanął przed budynkiem, wodząc spojrzeniem po kamiennych ścianach, nadgryzionych wprawdzie zębem czasu, ale zachowanych w zaskakująco dobrym stanie, po niewielkich oknach – okiennice czy szyby, o ile były w nie wprawione, przepadły dawno temu – po podniszczonym dachu. Zbierał myśli kilka sekund dłużej niż ktoś „normalny”, zanim odpowiedział, bo w jego głowie znów przetwarzały się wszystkie znaleziska, mogące świadczyć o przeznaczeniu budynku. Przede wszystkim pod nim znajdowały się wejścia do centralnego filara układu, ale o tym ani myślał wspominać. – Prawdopodobnie rezydował w nim Blackwood, a przed nim jego przodkowie. W podziemiach urządził sobie kilka pracowni, magazynów. Wykorzystał znacznie starszy kompleks. Samo miejsce mogło być też lokacją do zebrań i tym podobnych, ale ciężko mieć pewność. Augustus bez wątpienia był tyranem, a sądząc po zabezpieczeniach tego budynku i podziemi, nie chciał tu wpuszczać byle kogo. Shafiq otworzył wejście, odpowiednio zabezpieczone. Przejście pod ziemię znajdowało się w jednym z pomieszczeń i były to drzwi, jak Thomas od razu zauważył, bez wątpienia do niedawna zabezpieczone runami oraz pieczęciami. Te – podobnie jak inne – bariery musiały jednak zostać już dawno przełamane, bo Cathal ruszył ku nim pewnie i sprowadził Figga krętymi, wiekowymi schodami (chyba ekipa archeologiczna zabezpieczyła je dodatkowo, bo choćby prowizoryczna poręcz wyglądała na nowo) do czegoś, co wyglądało jak pracownia. Bez wątpienia trwały już w tym pomieszczeniu prace archeologiczne. Część rzeczy musiała być wiekowa, jak resztki stołu, pusty portret na ścianie, porozwalane półki, ale wniesiono tu i lampy, stołki, narzędzia. Nie był to jednak cel ich wyprawy. Cathal zapalił lumos i ruszył do kolejnego wyjścia (tu Thomas mógł dostrzec na nim zabezpieczenia numerologiczne, ale ktoś złamał już kod – a był to Ulysses Rookwood), by poprowadzić go korytarzem ku bezpośrednio ścianie… ta jednak zafalowała, gdy się zbliżyli. – Tu jest ukryty gabinet, obłożony tą klątwą. My możemy wejść do środka, ale jak wspomniałem... nie został rozbrojony. Mogą tam być inne niespodzianki poza tym przekleństwem. RE: [19.06.72, wykopaliska w Walii] Klątwa Blackwooda - Thomas Figg - 17.08.2024 Mimo tych wszystkich współprac Thomas nie zdołał poznać bardziej Cathala, nie żeby się przed tym wzbraniał, ale jakoś nigdy tej dwójce z tym po drodze nie było. Wystarczała im ta znajomość pozostawiona na stopie bycia współpracownikami, bez konieczności je rozwijania dalszego. Obaj skupiali się raczej na rozwikływaniu zagadek (w przypadku Figga to zdejmowaniu klątw i rozbrajaniu pułapek) niż siedzeniu przy ognisku i dyskutowaniu o swoich życiach. Dlatego też z błogą nieświadomością przyjął do siebie fakt, że Shafiq przyznał mu rację - nawet potraktował to jako swego rodzaju wygraną. - To prawda, w początkowej części o tym jest, jednak w momencie kiedy zdecydował się podlecieć zbyt blisko słońca, może i nie była to czysta arogancja ale połączona z upojeniem wolnością, to jednak nadal ona tam była - wzruszył ramionami, to nic dziwnego, że ludzie na swój sposób interpretowali różne rzeczy. Teraz jął się zastanawiać czy czasem Ikar i Dedal nie mieli czegoś wspólnego z czarami, a tak naprawdę ich skrzydła nie były z wosku ale rzucili je na swoje ręce i po prostu młodzieniec w trakcie lotu utracił przemianę. Zanotował sobie w pamięci, że musi kiedyś wybrać się do Grecji na badania. Było tak wiele ciekawych rzeczy do przebadania i potwierdzenia, obawiał się, że nie starczy mu życia, aby się nimi wszystkimi zająć. * Podążając za Cathalem nie odzywał się tylko rozglądał po kompleksie i przysłuchiwał słowom badacza tajemnic. Widział po drodze dowody działań innego klątwołamacza. Znowu miał to uczucie, ze stanowczo czegoś mu nie mówi, ale nie potrafił ulokować tego w konkretnym miejscu, nie zamierzał tez węszy na wszystkie możliwe sposoby, żeby dowiedzieć się co to jest takiego. Dobrze wiedział, że zadając jak najwięcej pytań nie związanych ze swoim zadaniem może narazić się na ostracyzm ze strony Shafiqa i tym samym brak kolejnych zleceń. Dlatego nie zamierzał pieklić się i domagać wyjaśnień, nie były mu przecie potrzebne. Zeszli niezły kawałek, nim doprowadzono go do ściany... - Zadał sobie cholernie dużo trudu, żeby zabezpieczyć ten gabinet, albo trzymał tam coś niesamowicie ważnego albo był paranoikiem, nie wiem które gorsze. Paranoicy lubili nakładać kilka klątw ochronnych na siebie, traktowali je jak cebule - mruknął i kucnął przed barierą, musnął ją palcami jakby chciał tym wybadać co się na nią składa. Nim wejdą będzie musiał coś sprawdzić. Wyjął ze swojej torby kamień i przetransmitował go w szczura (samca dokładnie, bo zakładał, ze bariera na kobiety zadziała również na inne gatunki), któremu obwiązał sznurek wokół brzucha. - Chce coś sprawdzić tylko - wyjaśnił puszczając zwierzę przodem, aby spróbowało pokonać barierę samodzielnie, innej drogi nie miało. |