Secrets of London
[05/08/1972] A kiedy dzieci? || erik & geraldine - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Inne części Anglii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=145)
+--- Wątek: [05/08/1972] A kiedy dzieci? || erik & geraldine (/showthread.php?tid=3717)

Strony: 1 2


[05/08/1972] A kiedy dzieci? || erik & geraldine - Erik Longbottom - 04.08.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic IV

—05/08/1972—
Oxfordshire (Czarne Wesele), Wielka Brytania
Erik Longbottom & Geraldine Yaxley



Longbottom nie był zadowolony z tego, w jakim położeniu został postawiony przez Geraldine. Przyszli na to przyjęcie razem, jakby na to nie patrzeć... Praktycznie nie spędzili ze sobą czasu. I wbrew pozorom nie chodziło o to, że Erik był jakoś wyjątkowo zaborczy i chciał, żeby z jakiegoś powodu przyjaciółka poświęciła mu więcej uwagi. Tu chodziło o zasady.

Jego nie można było zostawiać samego na takich spędach! Chociaż miał wyjątkowo gładki język i potrafił się jako tako dogadać praktycznie z każdym, tak przecież tutaj było pełno czystokrwistych. I nie każdy był tak otwarty na dialog, jak Elliott Malfoy czy Perseusz Black. Przechodził go dreszcz, ilekroć uświadamiał sobie, że mógłby tutaj wpaść na Fortinbrasa Malfoya.

Och, w końcu! Już myślałem, że nigdy cię nie znajdę! — odezwał się, gdy w końcu namierzył w tłumie znajomą sylwetkę. Zatrzymał się tuż obok Geraldine, darując sobie ponowne wylewne powitanie w formie uścisku i cmoknięcia jej dwukrotnie w każdy policzek. — Byłem o tyle od katastrofy. — Zbliżył do siebie opuszki kciuka i palca wskazującego, dbając o to, aby się jednak nie dotknęły. — Przysięgam ci, moja droga, jeszcze kilka minut, a sam zostałbym trzecią kapibarą tego wieczora...

Ugh, coś takiego z pewnością przedostałoby się do gazet. A znając szczęście, pewnie jeszcze okazałoby się, że paru plotkarom przypomniałyby się wydarzenia z marcowego balu charytatywnego i całej afery z bobrem i laską Perseusza Blacka. Och, to było przerażające połączenie. Może i dobrze, że dzisiaj za dużo nie piłem, pomyślał. Z drugiej strony, po ciężkim poranku należało mu się, żeby mógł sobie chlapnąć parę kolejek, nie myśląc o konsekwencjach.

Wiesz co, tak sobie pomyślałem, że...

Nie zdołał dokończyć myśli, bo tuż obok, jak spod ziemi wyrosła starsza para, wpatrując się w nich bacznie i... Używając w stosunku do nich imion Vespery i Perseusza?

Przepraszam, o co cho...

Perseuszu, twoja obsługa powiedziała nam, że tylko wy możecie wpuszczać gości do kwater na piętrze. Doprawdy, mało logiczne! Cóż za szczęście, że udało nam się was znaleźć! Ciebie i naszą drogą, kochaną Vesperę!

Staruszkowie wbili rozanielone spojrzenie w Geraldine. Erik przymknął na moment oczy, próbując zachować spokój.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=6bggVVD.png[/inny avek]


RE: [05/08/1972] A kiedy dzieci? || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 04.08.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/25a00cc4ea42fa20c836961fb2748ac8/73d888c07df5dfde-db/s500x750/5d8ee362c4a85c28e66fd10e1eb4e3ef867c4777.pnj[/inny avek]

Gerry nie miała pojęcia, że Erik zirytuje się tym, że poszła ogarnąć ich wspólnego znajomego. Fakt, zajęło jej to więcej czasu niż zakładała, ale trochę nie miała na to wpływu. Spotkali po drodze kilka innych osób i jakoś tak trochę się to wszystko przeciągnęło. Nie chciała go zostawić samego na tak długo, ale jakoś tak wyszło.

- Przepraszam! - Zaczęła rozmowę od tego krótkiego słowa, bo czuła, że trochę przegięła. - Nie chciałam cię na tyle zostawiać, ale jakoś tak wyszło, mam nadzieję, że mi wybaczysz? - Zrobiła minę zbitego psa, żeby chociaż trochę wzbudzić litość. Nie miała pojęcia, czy to zadziała, czy nie, ale warto było spróbować.

- Próbowałam uratować kogoś innego przed katastrofą, chyba mi się to udało. Cieszę się, że i ty sobie poradziłeś. - Miała lekkie wyrzuty sumienia, że Erik musiał to zrobić sam, ale nie była w stanie ogarnąć wszystkich swoich przyjaciół jednocześnie. Gdyby tylko umiała się rozdwoić...

- Na szczęście obeszło się bez takiego dramatycznego zwrotu akcji, myślę, że dwie kapibary to i tak zbyt wiele jak na jedno przyjęcie, w ogóle nie sądzisz, że to dziwne, że pozwolili na to, żeby coś takiego stało się na takim weselu? - Zastanawiała się, czy tylko jej dało to do myślenia. Nie miała pojęcia, czy ktoś sobie chciał zrobić żarty, ale nie wydawało jej się, żeby Blackowie specjalnie zapewniali gościom takie rozrywki. Ktoś pewnie za to beknie, sama była ciekawa kto.

- Hmm? - Wydusiła z siebie jeszcze, jednak nie było jej dane dowiedzieć się tego, o czym pomyślał sobie jej przyjaciel.

Zmrużyła oczy, bo ktoś odezwał się do nich używając danych osobowych pary młodej. Pięknie, ta osoba musiała być chyba mocno ślepa, skoro pomyliła ich z nowożeńcami. Zdecydowanie ich nie przypominali, na pewno nie wizualnie.

Ger spojrzała spanikowana na Longbottoma, nie miała pojęcia co właściwie się dzieje, czy powinni grać w tę grę, czy od razu wyjaśnić, że coś się pomyliło tym staruszkom.

- Tak, tak, tylko my możemy wpuszczać gości na górę. - Dosyć szybko wcieliła się w swoją nową rolę, nie wiedzieć czemu nie chciała sprawiać przykrości parze staruszków.

Zbliżyła się do Erika i złapała go pod rękę, żeby jeszcze bardziej przypominać parę młodą, tak się chyba zachowywali nowożeńcy, czy coś? Próbowała sprawiać pozory. - Myślę, że możecie wejść na górę. - Dodała z uśmiechem.




RE: [05/08/1972] A kiedy dzieci? || erik & geraldine - Erik Longbottom - 06.08.2024

Swojego ojca też byś tak zostawiła bez opieki? — spytał, starając się jak najlepiej odwzorować jej własną mimikę twarzy. — Mogło mi się coś stać! I co byś wtedy powiedziała Brennie? Morfeuszowi? Dziadkowi Godrykowi? — Na wzmiankę o tym ostatnim w jego oczach zagościła powaga. Oboje od lat byli członkami londyńskiego Klubu Pojedynków, a więc całkiem dobrze orientowali się w tym, jaki człowiekiem był stary Longbottom. — To mogło się dla ciebie bardzo źle skończyć.

Wzruszył sztywno ramionami. Nie miał zbytnio prawa krytykować przyjęcia, skoro w Warowni doszło do licytacji jego skromnej osoby i spontanicznej przemiany jego najlepszej przyjaciółki w bobra na oczach połowy czarodziejskiej socjety.

Może to taka próba rozluźnienia atmosfery? — Uniósł pytająco brew, bo sam nie miał na podorędziu lepszych odpowiedzi. — Sojusz Blacków i Rookwoodów to poważna sprawa kontekście socjety. Rodziny o długiej i bujnej historii. Czystej historii, jeśli wiesz, co mam na myśli. Może to wynik ustępstw, na jakie poszły rodziny w stosunku do pary młodej?

Pierwszy raz zobaczył Vesperę w towarzystwie Perseusza dopiero podczas Beltane i ich spotkanie nie trwało jakoś zatrważająco długo. Wiedział też o tym, że kobieta spodziewała się dziecka. Może i były to lata siedemdziesiąte, a nie czarodziejskie średniowiecze, ale niektórzy dalej woleli ukrywać tego typu incydenty. A nic tak nie łagodziły nastrojów w skorej do oceniania innych socjecie jak wielkie wesele. Może to miał być prztyczek w nos skierowany w stronę nestorów obu rodów? Bądź co bądź, młodzi pewnie też chcieli coś mieć z tej imprezy.

Ekhm… Tak, oczywiście. Wybaczcie — zawtórował słowom Geraldine. Rozejrzał się na boki ponad głowami starszej pary. Kompletnie nie kojarzył ich nazwisk, średnio orientował się też w układzie pomieszczeń rezydencji, ale... Przecież nie mogli ich tak po prostu zostawić? Jeszcze trafią na jakichś wrednych nastolatków, którzy wywiodą ich w pole. A to byli tylko starsi ludzie. — Oczywiście, zaprowadzimy was na górę.

Uśmiechnął się bez emocji, gdy Yaxley złapała go za rękę. Erik przesunął się bliżej partnerki mężczyzny o kuli i pozwolił jej chwycić się z drugiej strony i tak całą czwórką ruszyli w stronę schodów. Chociaż wspinaczka po stopniach zajęło im nieco czasu, tak koniec końców znaleźli się w końcu na piętrze. Longbottom zaczął rozglądać się nerwowo na prawo i lewo, szukając jakiegoś oznaczenia niezajętej sypialni. Nazwiska. Uchylonych drzwi. Księgi gości. Czegokolwiek.

A więc... — zaczął, zerkając spanikowany na Geraldine.

Wyglądacie jak z obrazka, moi drodzy! — odezwała się kobieta, uśmiechając się do nich zza gigantycznych okularów. — Daphne i Chester muszą piać z radości. Wiadomo, silna krew to dobra krew. A wy... Cóż, idealny chó... Idealne wychowanie. Teraz tylko czekać na dzieci, prawda? Ale chyba nie każesz długo czekać swoim rodzicom i teściowi, prawda Perseuszu? Vespera też wygląda na bardziej niż gotową!

Dobrze gada — wymamrotał starszy facet. — Każdy porządny czarodziej musi zrobić trzy rzeczy w życiu: wziąć sobie żonę, spłodzić syna i przelecieć się na smoku.

Erik rozchylił usta w zdziwieniu, nie mając pojęcia, jak zareagować na to wszystko.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=6bggVVD.png[/inny avek]


RE: [05/08/1972] A kiedy dzieci? || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.08.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/25a00cc4ea42fa20c836961fb2748ac8/73d888c07df5dfde-db/s500x750/5d8ee362c4a85c28e66fd10e1eb4e3ef867c4777.pnj[/inny avek]

- Nie porównuj się do mojego ojca. Wiesz, że on jest niezrównoważnony. - O, to już był cios po niżej pasa. Nie zamierzała ukrywać, że jest inaczej. Akurat Erik powinien zdawać sobie sprawę, że z Gerardem nie było najlepiej, szczególnie po tym, jak spadł z konia i uderzył się w głowę, ciągle gadał coś o jakiejś Karen Moher. Wolałaby, żeby inni nie mieli przyjemności słuchać o tym wszystkim. - Nie bądź taki, nie próbuj wzbudzić we mnie wyrzutów sumienia, już jestem, wszystko będzie dobrze. - Dodała całkiem mocno rozbawiona tą sytuacją. Erik Longbottom bojący się tłumu, tego to się nie spodziewała. - Trochę się zgubiłam, czy dla mnie, czy dla ciebie. - Ona by sobie jakoś poradziła, z dziadkiem, siostrą, wujem, najwyżej uciekłaby z kraju i miała święty spokój.

- Może to jakaś nowa moda, u was w końcu był bóbr, Blackowie nie chcieli być gorsi... - Podzieliła się jeszcze tą drobną myślą, która pojawiła się w jej głowie. - Na naszych przyjęciach też były zwierzęta, znaczy w lesie, ale na nie polowaliśmy, to chyba coś innego. - Nie do końca rozumiała panujące aktualnie trendy, ale nie było to nic nowego.

- Nie sądzę, aby ich rodziny były skłonne pójść na jakiekolwiek odstępstwa, sam wiesz, jacy oni są. - Rookwoodowie i Blackowie mieli pewną opinię wśród czarodziejów, Ger wolała nie myśleć o tym za dużo, bo czuła, że mogłoby się to źle skończyć.

- Perseus przecież niedawno miał inną żonę, zastanawiam się, jak udało mu się rozwieść tak szybko, czy to nie powinno trwać dłużej? - Zapewne miał znajomości, nic innego nie przychodziło jej do głowy. - Trochę nie rozumiem tego, że tak szybko zapragnął mieć kolejną, wiesz, jaki to ma sens, jeśli bierzesz ślub z osobą, którą ledwie znasz, czy to nie powinno znaczyć czegoś więcej? Czy źle myślę. - Yaxley raczej nigdy nie zamierzała brać ślubu, więc te rozważania były dla niej zupełnie nowe. Nie miała pojęcia dlaczego niektórzy decydowali się na taki krok, ale czyż małżeństwo nie traciło na wartości, gdy stawało się codziennością? - Zresztą ta Vespera, ona chyba też już miała męża, a nawet mężów. - Dla Ger świadczyło to o tym, że te decyzje nie były przemyślane.


Na całe szczęście pojawiła się ta para staruszków, która nie dała powiedzieć Gerry wszystkiego, co siedziało jej w głowie. Nie sądziła, żeby Erik miał jakiś problem z wysłuchaniem jej. Mogłaby jednak powiedziec trochę zbyt dużo, co nie zawsze przynosiło odpowiednie efekty.

Schody były dosyć szerokie, dzięki czemu zmieścili się na nich wszyscy. Całkiem zabawna sytuacja, ale jakoś tak Yaxley nie miała serca odmówić tej parze pomocy. Byli starzy, niedołężni, dla takich osób miała w sobie sporo empatii. Nigdy nie wiadomo, jak ona skończy i jak będzie zachowywała się w tym ostatnim etapie życia (o ile w ogóle dożyje takiego sędziwego wieku).

- Och tak, tatuś jest ze mnie dumny, nie mógł sobie wymarzyć lepszej córeczki. - Próbowała brzmieć poważnie, ale wcale nie było to takie proste. Na myśl, że Chester Rookwood mógłby być jej ojcem robiło jej się słabo. Miała Gerarda, który mimo swoich pewnych mankamentów był chyba najlepszym egzemplarzem na jaki mogła trafić. Nigdy na niego nie narzekała, wręcz przeciwnie, naprawdę ceniła swojego starego.

- Jeszcze dzisiaj zabierzemy się do roboty, żeby nie zawieść wszystkich. - Dodała na wzmiankę o dzieciach, chociaż było to chyba skierowane do Erika, Yaxley nie umiała milczeć. Nawet w takiej durnej sytuacji.

Rozglądała się uważnie, kiedy przemierzali pomieszczenie. Gdzieś tu musiał być pokój, w którym znalazłoby się miejsce dla tej pary staruszków.

- Dobrze, że nie przelecieć smoka. - Mruknęła cicho Erikowi na ucho, tak, żeby dziadkowie jej nie słyszeli.




RE: [05/08/1972] A kiedy dzieci? || erik & geraldine - Erik Longbottom - 08.08.2024

A wasze zwierzęta były przed naszym bobrem czy dopiero po? — spytał z nutką sarkazmu w głosie. — Dobrze by było wiedzieć, kto wyprzedził trendy i wprowadził do czarodziejskiej socjety nową modę.

Ostatnie miesiące były na tyle intensywne, że czasem można było zapomnieć, co się, kiedy działo. Erik pokręcił z niedowierzaniem głową na wspomnienie tego, że Bal Longbottomów odbył się praktycznie tuż przed Ostarą i rodzina zdołała wziąć w niej dosyć aktywny udział. Nawet on podniósł się z łóżka, aby wybrać się na poszukiwanie czekoladowych jaj i obejrzenie paru straganów. Ciekawe, czy sierpień okaże się równie zajęty... Bądź co bądź, ledwo skończyły się obchody Lammas, a kalendarz zdawał się wypełniać sam z siebie.

Nie znam za dobrze nestorów ich rodzin — przyznał z ociąganiem, bo rzadko kiedy z własnej woli okazywał swoją własną niewiedzę. — Rookwoodowie są ortodoksyjni. Przez krótki czas współpracował z ojcem Vespery przy planowaniu systemu zabezpieczeń na Polanie Ognisk przed Beltane. — Wzruszył sztywno ramionami. Dalej pamiętał sprzeczkę między pracownikami departamentu a Chesterem. Nie było to jedne z jego ulubionych wspomnień. — A z Blackami... Nigdy nic nie wiadomo. Są dobrze usytuowani, mają krewnych w wielu prominentnych rodach. To chyba znaczy, że czasem mogą sobie pozwolić na coś więcej.

Uwagę na temat poprzedniej żony Perseusza, jak i byłego partnera Vespery puścił mimo uszu. Różne plotki krążyły po mieście, ale nie chciał się w nie wdawać. Widział, że Black był zadowolony z jego układu, a nie był też z nim na tyle blisko, aby robić mu wyrzuty, że ''nie zachowywał się jak zwykle''. Każdy miał jakiś ciężar, z którym musiał sobie na co dzień radzić. Może tę dwójkę połączyły wspólne tragedie miłosne i zawiedzenie się na poprzednich towarzyszach życia? Na to pytanie mogła odpowiedzieć tylko para młoda.

~~*~~

Longbottom zagryzł dolną wargę, gdy Geraldine po raz kolejny udowodniła przypadkowym gościom, że doskonale sprawdza się w roli młodej Vespery. W przeciwieństwie do kobiety postanowił się nie odzywać, wychodząc z założenia, że lepiej, aby to ona podejmowała decyzję w ramach tej rozmowy. Może pójdą spać i zapomną, że w ogóle nas dzisiaj spotkali, pomyślał z nadzieją, przyspieszając nieco kroku. Gdzie ten pokój, gdzie ten pokój...

Mhmm — Pokiwał nieśmiało głową. — Małżeństwo nie lubi ociągania się, prawda?

Uśmiechnął się krzywo, prowadząc grupę w głąb korytarza. Eh, że też padło akurat na nich. Przecież na sali kręciło się mnóstwo kelnerów, a już na pewno krewnych Blacka i Rookwoodówny. Czemu oni nie obsługiwali gości i nie dbali o to, aby wiedzieli, gdzie mogą odpocząć?

To rezerwują ponoć na kryzys wieku średniego — odpowiedział cicho swojej partnerce przez zaciśnięte zęby.

Kiedy w końcu udało im się znaleźć odpowiednie drzwi, Erik skłonił głowę przed starszą parą. Mężczyzna poklepał go mocno po ramieniu, prosząc, aby był dla Vespery jak najlepszym mężem i dał z siebie wszystko tej nocy. W tym czasie kobieta uniosła powoli dłoń, prosząc Geraldine, aby ta się nad nią pochyliła, po czym pocałowała kobietę po dwa razy w każdy policzek. Potem do pozdrowień w stosunku do panny Yaxley dołączył niedowidzący czarodziej, błagając wręcz, aby była wyrozumiała w stosunku do swojego nowego partnera. Po tym przydługim pożegnaniu Erik i Geraldine zostali pozostawieni sami sobie na środku korytarza. Co to w ogóle miało być?, pomyślał tępo, wbijając puste spojrzenie w Gerry.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=6bggVVD.png[/inny avek]


RE: [05/08/1972] A kiedy dzieci? || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.08.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/25a00cc4ea42fa20c836961fb2748ac8/73d888c07df5dfde-db/s500x750/5d8ee362c4a85c28e66fd10e1eb4e3ef867c4777.pnj[/inny avek]

- U nas zwierzęta były odkąd pamiętam, tylko w innej formie. My je zabijamy na rodzinnych przyjęciach. - Dodała całkiem poważnie, bo jednak tutaj nie do końca tak to wyglądało.

Wiele się działo, bardzo łatwo można było się zgubić w tym, co gdzie i kiedy. Czystokrwiści mieli naprawdę bardzo mocno napięte kalendarze, wliczając do tego problemy Yaxley ze wspomnieniami... cóż trochę się w tym wszystkim gubiła. Dobrze było wiedzieć, że nie tylko ona.

- Ja też niezbyt, ale to jedne z tych rodzin, których wolałabym unikać, nie wyglądają na takich, którzy są specjalnie postępowi. - Przynajmniej tak się jej wydawało, ale co ona tam mogła wiedzieć. Sama nie do końca umiała rozgryźć swojego ojca, a co dopiero innych.

- Skoro tak mówisz, to może faktycznie to było zaplanowane, kto wie. - Wcale nie tak łatwo było to ocenić, szczególnie gdy znało się niewielu członków ich rodziny.


Nie miała problemu z tym, żeby udawać, że wie co robi. Para staruszków najwyraźniej nie do końca znała parę młodą, nie wydawało jej się, żeby ktokolwiek mógł się dowiedzieć o tym, że przez chwilę weszła w rolę Vespery. Ona z Erikiem mieli rozrywkę, a para staruszków została zaopiekowana. Brzmiało to, jakby każdy wygrywał w tym układzie, najwyraźniej nie widziała tego, że Longbottom czuje się w tym trochę nieswojo.

Udało im się w końcu znaleźć jakiś pokój. Nie miała pojęcia, czy był zarezerwowany, czy nie. Doprowadzili tam staruszków, którzy pożegnali się z nimi dość czule i rzucili nawet mądre rady na przyszłość. Wspaniale.

Gdy zamknęły się drzwi sypialni odsunęła się od Erika i wybuchnęła głośnym śmiechem.

- Całkiem niezłe to było, nie sądzisz? - Zapytała jeszcze przyjaciela.

- Bylibyśmy idealną parą. - Dodała jeszcze lekkim tonem. Nie dało się zaprzeczyć, że Yaxley i Erik wyglądali razem naprawdę nieźle. Do tego pochodzili z odpowiednich rodzin, cóż ich bliscy na pewno by się cieszyli, gdyby połączyło ich coś więcej.




RE: [05/08/1972] A kiedy dzieci? || erik & geraldine - Erik Longbottom - 10.08.2024

Podczas, gdy panna Yaxley bawiła się w najlepsze, bawiąc się kosztem staruszków, Erik pozostawał wstrząśnięty spotkaniem, w jakie został uwikłany. Pierwszym uczuciem, jakie go ogarnęło, gdy pozbyli się swoich starszych towarzyszy, było... Współczucie. W stosunku do pary młodej. Nie wyobrażał sobie, jak Perseusz zachowałby się w takiej sytuacji. Zawstydzenie? Wyznaczenie granic kosztem opinii? Niezręczność? Teraz już się nie dowie i, prawdę mówiąc, nawet się cieszył, że wyświadczył Percy'emu i Vesperze tę małą przysługę. Nie chciałby trafić na takich gości na własnym przyjęciu.

Jeśli przez ''niezłe'' masz na myśli ''przerażające'', to zgadzam się z tobą w pełnej rozciągłości — stwierdził ze wzrokiem utkwionym w zamknięte drzwi. Westchnął ciężko i poprowadził Geraldine powolnym krokiem w stronę schodów, po których chwilę wcześniej sami się wspięli. — Prawdę mówiąc nie wiedziałem, że wśród konserwatystów lot na smoku jest uznawany za tak ważny życiowy przystanek. — Pokręcił powoli głową z minimalnym uśmiechem, który jednak zaraz przemienił się w grymas. — Słyszałaś coś o tym, jak to wygląda w przypadku kobiet?

Może nurkowanie z trytonami?, pomyślał przelotnie, starając się wyobrazić, co według konserwatywnych kobiet byłoby równie ważnym wydarzeniem, co znalezienie męża i urodzenie dziecka. To musiało być coś poważnego. Bądź co bądź, mało który czarodziej miał okazje często ujeżdżać smoka... U czarownic musiało to działać jakoś podobnie. A jeśli były w to zaangażowane jakieś magiczne stworzenia, to niewykluczone, że Geraldine przez swoją profesję wiedziała, o co chodzi!

Oh, tak. Jesteśmy doskonale do siebie dopasowani. Powinniśmy poprosić Dolohova, żeby postawił nam partyjkę tarota. Kto wie, co byśmy tam zobaczyli? — zażartował, ściskając delikatnie rękę czarownicy. — Chociaż... Wiesz, osobiście uważam, że Geraldine Yaxley brzmi dużo lepiej niż Geraldine Longbottom. Jest bardziej dźwięczne. Nie, żebym nie doceniał propozycji, ale wolałbym nie ryzykować. Moja rodzina mogłaby cię wręcz powalić na kolana na dłuższą metę.

Gdyby nie to, że dużo chętniej oglądał się za przedstawicielami swojej własnej płci, to może nawet coś by z tego było. Geraldine nie dawała sobie w kaszę dmuchać, więc niewykluczone, że stałaby się jedną z niewielu osób, które potrafiła opanować jego głupotę. Inna sprawa, że cała reszta okoliczności mogła niekoniecznie zgrywać się z wizją ich ''idealnego'' związku. Erik pokręcił głową. Nie było sensu nad tym dywagować. Ger była dla niego przede wszystkim przyjaciółką. Sojuszniczką. Prawdopodobnie jedyną kobietą, której mógłby przyłożyć podczas treningu i nie zalać się wyrzutami sumieniami. Po co psuć ten idealny układ?
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=6bggVVD.png[/inny avek]


RE: [05/08/1972] A kiedy dzieci? || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.08.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/25a00cc4ea42fa20c836961fb2748ac8/73d888c07df5dfde-db/s500x750/5d8ee362c4a85c28e66fd10e1eb4e3ef867c4777.pnj[/inny avek]

Cóż, Gerry nie przejmowała się takimi rzeczami. Podchodziła raczej lekko do podobnych sytuacji, bawiło ją to, ale ona raczej mało co traktowała poważnie. Taki już miała charakter. Nie spodziewała się jednak, że to spotkanie ze staruszkami może tak bardzo wstrząsnąć jej przyjacielem. Nie przyzwyczaił się jeszcze do tego, że te starsze pokolenia zawsze mają coś durnego do powiedzenia? Po tylu latach przebywania w towarzystwie powinien być gotowy na wszystko. Ger nie miała z tym problemu, bo jej matka niemalże na każdym obiedzie rodzinnym powtarzała jej, że jest już stara i powinna zacząć interesować się powiększeniem rodziny. Niedoczekanie...

- Czy ja wiem, czy takie przerażające, można do tego przywyknąć. - Sama pewnie w życiu nie zadałaby podobnego pytania nikomu, jak widać jednak niektórzy nie mieli granic. - W przypadku kobiet? Może przejażdżka na kelpie, wiesz, to też dosyć ekstremalne. - Nie miała pojęcia, jak właściwie to wyglądało, w ogóle pierwszy raz spotkała się z tym, że lot na smoku był uznawany za coś, co powinien zrobić mężczyzna, jednak w sumie nigdy jakoś specjalnie się tym nie interesowała, nie obchodziły jej te ich wszystkie durne pomysły. Daleko jej było do typowej konserwatystki.

Mieli problem z głowy. Odprowadzili dziadków do pokoju, mogli opuścić piętro, zejść na dół tymi samymi schodami, którymi weszli. Perseus powinien się cieszyć, że nie spotkał tego małżeństwa i że to akurat oni zajęli się sprawą.

- Dolohov chyba zna się na rzeczy, wiesz, że kiedyś nawet pomógł mi z jedną sprawą? - Dodała jeszcze. Kiedyś podchodziłaby sceptycznie do tego, co mówili wróżbici, ostatnio jednak coś się zmieniło. Zaczynała wierzyć w to, że to ich gadanie ma jakiś sens. Sama nie mogła uwierzyć w to, jak zmieniło się jej zdanie na temat wróżbiarstwa, zdecydowanie już go nie lekceważyła.

- Chyba nie sądzisz, że zmieniłabym nazwisko? Za bardzo lubię swoje. - Dodała jeszcze śmiejąc się przy tym całkiem głośno. Nie wyobrażała sobie siebie nigdy jako czyjejś żony, nie zastanawiała się nad tym, jakie mogłaby nosić nazwisko. Nie była stworzona do tego, aby zostać małżonką. To ograniczyłoby to, co tak bardzo kochała. Jej wolność. Może kiedyś przyjdzie jej zmienić zdanie, może kiedyś pokocha kogoś tak mocno, że będzie chciała to zrobić. Póki co jednak, nie spotkała jeszcze nikogo takiego, dla kogo gotowa byłaby zmienić swoje przekonania.

- Co do rodziny, to mam wrażenie, że moja mogłaby konkurować z twoją. - Szczególnie ostatnio. Yaxleyowie mieli swoje problemy, z którymi przyszło walczyć głównie jej. Nie narzekała na to, że tak się działo, wzięła to na siebie, jak miała w zwyczaju, zależało jej na bliskich, więc nie widziała w tym żadnego problemu, no, może poza tym, że czasem brakowało jej sił, ale jakoś się z tego wszystkiego dźwignie, jakoś sobie poradzi, jak zawsze przecież sobie radziła.

- Tak naprawdę, to nigdy nie zrobiłabym ci takiej krzywdy Erik, cieszę się z tego, że jesteś moim przyjacielem. - Nie była lekkim w obyciu człowiekiem, jej tryb życia był na dłuższą metę męczący, chyba nikt normalny nie byłby z nią w stanie dłużej wytrzymać. Odpowiadało jej to, jak wyglądała ich relacja i nie chciała tego popsuć. Ten komentarz to miał być tylko i wyłącznie kolejny durny żart, który zdecydowała się powiedzieć na głos. Ceniła sobie znajomość z Erikiem, bo jako jedna z nielicznych osób nigdy jej nie oceniał, a był przy niej, kiedy potrzebowała pomocy.




RE: [05/08/1972] A kiedy dzieci? || erik & geraldine - Erik Longbottom - 16.08.2024

Pracował w Brygadzie Uderzeniowej, więc miał świadomość tego, że niektórzy czarodzieje starej daty potrafili być nieco ekscentryczni. Zwłaszcza ci, którzy wychowywali się jeszcze w poprzednim stuleciu i już dawno powinni przekazać swoją pozycję w rodzie młodszym potomkom. Czasem zdarzało się, że jakimś staruszkom wydawało się, że świat zatrzymał się wraz z wejściem w nowe stulecie, jednak Erikowi przypadki te nie utkwiły zbytnio w głowie. Wychowywał się w domu razem z Godrykiem, więc w jego głowie standardem było to, że nawet w zaawansowanym stadium życia czarodzieje zachowywali bystry umysł i uznawał to raczej za zasadę niż odstępstwo od niej. Teraz przy każdym takim incydencie będzie zastanawiał się, na jaki przypadek trafił.

Tak? Nic mi o tym nie wspominał — odezwał się z nutką rozbawienia w głosie. Nie, żeby Dolohov był jakkolwiek zobowiązany do tego, aby dzielić się z nim listą swoich klientów. — Zdarza mi się odwiedzić jego gabinet raz na kilka tygodni. Ostatnio rozmawialiśmy o Beltane. Chyba i do niego dotarły jakieś plotki na temat walk na Polanie Ognisk, Limbo i tych wszystkich magicznych ogniskach kowenu. — Westchnął ciężko. — Im częściej z nim rozmawiam, tym mocniej jestem przekonany, że nigdy nie rozumiem zasad wróżbiarstwa.

Vakel mógł mu tłumaczyć, jak to wygląda od strony specjalisty, włącznie z nawiązaniami do wewnętrznych przeżyć i emocji osoby szukającej porady u wróżbity, jednak dalej miał wrażenie, że to wszystko było strasznie... niestabilne. Jakby zdolność prekognicji wcale nie była tak pomocna jak by się mogło wydawać w porównaniu z umiejętnością odczytywania symboli i znaków zawartych w samej wizji. To z kolei sprawiało, że pole do interpretacji tylko rosło, bo w gruncie rzeczy każdy wróżbita mógł postrzegać dany obraz przyszłości w zupełnie odmienny sposób. A w obecnych okolicznościach, gdy niebezpieczeństwo ze strony Śmierciożerców i Czarnego Pana było tak duże, nadmiar niewiadomych w niczym nie pomagał.

Wyobrażasz sobie, jak by wyglądał Erik Yaxley w dokumentach? — Wykrzywił usta, bo ten układ imienia i nazwiska jakoś mu nie przypadł do gustu. I nawet dodania drugiego imienia zbytnio nie pomagało w tej sytuacji. Zaśmiał się krótko, gdy Geraldine nawiązała do tego, że oba rody mogły ze sobą konkurować. — Czyli mówisz, że najlepiej by było wpuścić ich wszystkich do lasu i odebrać po tygodniu ocalałych?

Pokręcił powoli głową. W sumie ciekawiło go, kto zacząłby pierwszą burdę podczas wspólnego przyjęcia. Starsze pokolenie, które być może nie znało się tak dobrze, jak ich dzieci i wnuczęta? A może doszłoby do jakichś spięć między Brenną i kuzynkami Longbottomów a kuzynostwem Geraldine? Ech, tyle opcji...

Ja też nie — potwierdził dyplomatycznie, ciesząc się, że nie musi się tłumaczyć w szczegółach z tego, co teraz stało się ich wspólną decyzją. — Wychodzi nam na zdrowie to, że nie mamy ze sobą kontaktu non stop. Gdybyśmy ze sobą mieszkali, stalibyśmy się wręcz niepokonani. Wyobrażasz sobie, jak by to wpłynęło na całą resztę społeczności? Srebrne Różdżki mogłyby się równie dobrze od razu zamknąć, podobnie jak Klub Pojedynków w Hogwarcie.
[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=6bggVVD.png[/inny avek]


RE: [05/08/1972] A kiedy dzieci? || erik & geraldine - Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.08.2024

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/25a00cc4ea42fa20c836961fb2748ac8/73d888c07df5dfde-db/s500x750/5d8ee362c4a85c28e66fd10e1eb4e3ef867c4777.pnj[/inny avek]

Gerry nie miała tyle szczęścia co Erik, znaczy nie można powiedzieć, że zupełnie, ale ostatnio jej ojciec również nie cieszył się do końca sprawnym umysłem. Wszystko zaczęło się od tego, że spadł z konia i zaczął te swoje opowieści o Karen Moher, myśleli, że mu to przejdzie, jednak tak się nie stało. Yaxley do tego przywykła, ba obiecała mu nawet, że zajmie się tą babą, chociaż nie miała pewności do tego, czy ona faktycznie istnieje. Była więc naprawdę bardzo odporna na wszelkie inne ekscentryczne pokazy innych czarodziejów. Nic nie było jej w stanie zdziwić, ani zaskoczyć, była tolerancyjna jeśli chodzi o takie wyskoki, nawet jeśli nie zawsze były na miejscu.

- To było dawno, na szczęście, zdążyłam się już po tym pozbierać. - Wolała nie chwalić się nikomu o tym, że jeden z jej kochanków okazał się być kotem animagiem, który łasił się do małej dziewczynki. Na samą myśl ją skręcało, na szczęście, jak się okazało Dołohov nikomu o tym nie wspomniał. To tylko zachęcało do kolejnej wizyty w jego gabinecie, zabawne, że jeszcze niedawno uważała wszystkich wróżbitów za bajkopisarzy, jak to się może zmienić w krótkim czasie...

- Dla mnie przez długi czas wróżbiarstwo to były bujdy, jednak chyba zaczęłam zmieniać zdanie. - Akurat Erikowi mogła się do tego przyznać.

- Tak samo okropnie jak Geraldine Longbottom, myślę, że to głupi pomysł byśmy zmieniali nazwiska. - Pociągnęła dalej ten temat, zdecydowanie i ona i jej przyjaciel nie powinni póki co myśleć o zmianie. Nie miała pojęcia, czy Erik miał aktualnie kogoś na oku, i jak wyglądało jego życie miłosne, w sumie jej to nawet zbytnio nie obchodziło, nie rozmawiali ze sobą nigdy akurat o takich tematach, i może to nawet lepiej. Yaxley niespecjalnie lubiła się otwierać i gadać o swoich uczuciach, traktowała to jako słabość, zupełnie niepotrzebną.

- Myślę, że to mogłaby być najlepsza opcja, ciekawe czy wszyscy wyszliby z lasu. - Pewnie ktoś by się z kimś pokłócił, tydzień w lesie brzmiał jak wyzwanie. Z drugiej strony przecież kiedyś byli już razem na wakacjach i ich rodziny nawet jakoś się dogadały, więc może nie byłoby tak źle?

Zaśmiała się w głos słysząc kolejny komentarz Longbottoma. - To prawda, razem bylibyśmy niezwyciężeni. - Przynajmniej tak się wydawało również jej. Erik był całkiem wprawionym czarodziejem, do tego fizycznie potrafił za nią nadążyć, mogliby zdziałać cuda - wspólnie. - Bez sensu tak zabierać im całą zabawę. - W duecie pewnie nikt nie potrafiłby im stawić czoła. - Lepiej będzie, jak zostanie tak jak jest. - Mogli dzięki temu rywalizować ze sobą.