![]() |
|
[9.07.72] Bombastic side eye - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [9.07.72] Bombastic side eye (/showthread.php?tid=3737) |
[9.07.72] Bombastic side eye - Louvain Lestrange - 11.08.2024 Niespecjalnie mu się śpieszyło, żeby pojawić się pod adresem gabinetu siostrzyczki, po odbiór swojego "zamówienia". Domyślał się, że tym tematem upuszczał na jej barki nie mały ciężar i nie będzie zbyt ukontentowana taką, a nie inną "prośbą: od swojego braciszka. Nie były to jednak jego prywatne fanaberie, nie dla rozrywki organizował te całe wybuchowe "zabawki". Chociaż kiedy rozmyślał gdzie i do czego mógł użyć materiał wybuchowy na bazie rogu buchorożca, potrafił się lekko rozmarzyć z zajadłym uśmieszkiem na twarzy. Na przykład taka warownia Longbottomów. Wyglądałaby przecudownie rozsypana po całej Dolinie Godryka. Tyle w nich samych miłosierdzia i poszanowania dla szlam i mugoli, aż strach pomyśleć co musi się kryć pod dachem ich domu. Miłość zdrajców krwi reglamentowana, po równo tak żeby dla każdej wszy ludzkiej starczyło. Albo zostawić niespodziankę gdzieś w kominku rezydencji Mulciberów. Nie to, że miał do nich jakiś uraz, ale skoro ich dziedzicem jest ten romski kundel, to może lepiej żeby ich majątek przykrył się pod ruinami, niż został przepuszczony na opium i heroinę. Albo najzwyczajniej wepchnąć ten granat Vakelowi w dupę bo pewnie i tak ma ogoloną, spodziewając się niezapowiedzianych gości. Może po tym jak wyjebałoby w kosmos jego truchło, choć raz znalazło by się na wspólnym poziomie ze swoim ego. Oh, tyle możliwości, tyle okazji do sprowadzenia sprawiedliwości, tak wiele idiotów, a tak mało buchorożców w pobliżu. Przyszedł na chwilę przed zamknięciem, żeby mieć pewność, że znajdzie Ann bez zbędnego towarzystwa. Idąc Horyzontalną minę miał nietęgą, bo już z takiej odległości czuł jak rażące spojrzenie wbija mu się czaszkę penetrując ją na wylot. Dlatego trochę był zmieszany, ale tuż przed wejściem przystanął na moment, by uzbroić się w zadziorny i nonszalancki uśmieszek. Wchodząc do środka obrócił wiszący znak na drzwiach napisem "Zamknięte" na zewnątrz i przekręcił klucz w zamku, co by im nikt nieproszony nie przeszkadzał. - Oh, budynek jeszcze stoi. Czyli udało się... albo masz w tyłku moje prośby, nie zdziwiłbym się. - rzucił w kierunku wnętrza, zamiast zwykłego przywitania. Czuć było w jego głosie sarkazm i ironię, czyli tradycyjny sposób Louvaina na komunikację ze światem wokół niego. |