Secrets of London
[03.03.1972] Ashling & Timothy - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [03.03.1972] Ashling & Timothy (/showthread.php?tid=377)



[03.03.1972] Ashling & Timothy - Baba Jaga - 01.11.2022

Papieros między jego palcami ćmił się lekko, kiedy stanął na rogu ulicy, której długość dzieliła go od miejsca spotkania. Cały ten plan i tajemniczy klient wydawał mu się wyjątkowo postarać o ukrycie swojej tożsamości, ale jeden z jego kolegów po fachu zaręczał go gorliwie, że sprawa była warta świeczki.
Z początku jeżył się, wyraźnie niechętny na tego typu aranżowany wypad, zdając się w pełni na swój instynkt, który zdawał się wietrzyć podstęp i podświetlać wszystkie lampki w jego głowie na czerwono. Tego typu przeczucia zdarzały mu się z rzadka i może nie należał do osób zanadto przesądnych, ale wychodził z założenia, że przezorny zawsze ubezpieczony. Tym bardziej, że klienci częściej przychodzili do niego, a nie on do nich. Jego lokal wydawał się o wiele bardziej bezpieczny i komfortowy, jeśli miał być szczery. Ale no cóż... nie można było mieć wszystkiego. Prawda?
A szkoda. Z kwaśną minął kończył dopalać papierosa i wcale się przy tym nie śpieszył. O wiele chętniej otworzyłby butelkę ognistej, siedząc w mieszkaniu, w swoim ulubionym fotelu ustawionym w kącie koło okna. Myślałby sobie o sprawach odległych i pozwalał w pełni oddać szeroko pojętemu marazmowi.
W końcu jednak wymówka do zwlekania, w postaci papierosa, dokonała swojego żywota i Fletcherowi nie pozostało nic innego jak rzucić kiep na chodnik i przygnieść go butem. Potem ruszył ulicą, trzymając się blisko ściany i lawirując między smętną masą ludzką, która w większości pewnie dopiero wracała z pracy. Był już wieczór i mimo, że dni robiły się coraz dłuższe, ciemność wciąż przysnuwała niebo stosunkowo szybko. Lampy uliczne niedługo powinny się dopiero zapalić, jednak w sklepach przy ulicy już świeciły światła.
Jego cel wylewał na ulice ciepłe, acz przyćmione światło. Pub nie należał do najlepszych w okolicy, ale na pewno do jednych z tych, które były w stanie zapewnić nieco więcej prywatności, gdyż gustowała w nim klientela, która ponad wszystko zwykła interesować się własnym kuflem i interesem. To natomiast, przypadało mu do gustu.
Usadził się przy jednym z dalszych stolików, ówcześnie zamawiając przy barze ciemne piwo. Jeśli całe spotkanie okazałoby się niewypałem, to przynajmniej odrobina alkoholu okaże się jakimś wynagrodzeniem.


RE: [03.03.1972] Ashling & Timothy - Bard Beedle - 02.11.2022

Ubierz się ładnie, ale nie za ładnie.
Te słowa powinny wzbudzić jej niepewność, ale ostatecznie skończyło się to tylko na wzruszeniu ramionami. W końcu nie jeden raz zapominała ostatnimi czasy o jakiś rodzinnych wydarzeniach, rocznicach czy sama magia wiedziała jeszcze tylko o tym. Rozmasowała więc tylko skronie, zerkając na jej kalendarz wypełniony jedynie pracą i pracą, więc to nie tak, że miała przekładać coś innego niż dodatkową papierologię, zastanawiając się, kiedy doszła do momentu w swoim życiu, kiedy to wszystko wydawało się niesamowicie puste. Odetchnęła głębiej, wyrzucając wszystkie ubrania ze swojej szafy, szukając czegoś, co nadawałoby się na wyjście, ale najchętniej wparowałaby tam w mundurze mimo niechęci rodziny do paradowania w tym. Może dzięki temu umknęłaby dłuższemu spotkaniu i mogła zaszyć się w domu nad raportami.
Decyzja stanęła na czarnej sukience, podkreślającej jej figurę, ale jednocześnie nie dającej zbytnio pola do wyobraźni w kwestii odsłoniętego dekoltu czy skróconego przed kolana materiału. Jednocześnie, dzięki zręcznemu krawiectwu mogła dyskretnie schować różdżkę do kieszeni, na wszelki wypadek gdyby musiała się bronić. Kto wie, co się wydarzy. Chociaż zawsze powtarzała sobie, że w najgorszym wypadku mogłaby się zmienić, ale nie chciała skończyć jako osoba, którą zamkną w Azkabanie za zjedzenie kogoś w swojej wilkołaczej formie.
I koniecznie ubierz to, musi pasować ci do stroju.
Nie wnikała czemu miałaby przyjść z niebieskim szafirem przypiętym do jej sukienki, ale zrobiła, jak sobie życzyli. Może rzeczywiście ominęła jakąś ważną rocznicę, nie chciała już ostatecznie wnikać, malując się jeszcze na szybko aby uniknąć wszelkich pytań o jej stan, o jej zmęczenie, o jej życie…wszystko, co mogłoby zwrócić na siebie uwagę, maskowała odpowiednimi kosmetykami. Dopiero kiedy zorientowała się, że czas zjawić się na miejscu, wymknęła się z domu, Alastorowi zostawiając notatkę i znikając, uważając, aby poruszać się ostrożnie.
Miejsce nie wydawało się oszałamiające, wciąż jednak dawało prywatność, stąd też mogła zrozumieć, czemu akurat ktoś z nazwiskiem Greyback wydawał się zainteresowany zawitaniem do środka. Mimo to, gdy na szybko przesunęła spojrzeniem po towarzystwie w środku, nie znalazła nikogo kto mógłby być zainteresowany jej towarzystwem. Skierowała się więc w stronę głównego szynku, rozglądając się jeszcze po okolicy kiedy znajoma twarz zwróciła jej uwagę – zatrzymała się w pół kroku, próbując skojarzyć na szybko znajomą twarz.


RE: [03.03.1972] Ashling & Timothy - Baba Jaga - 02.11.2022

Gdyby ktoś kazał mu się ładnie na to spotkanie, zapewne uniósłby z powątpiewaniem jedną brew, dając rozmówcy parę sekund na to, by przemyślał swoją prośbę. Następnie, widząc że kwestia poruszana jest całkiem na poważnie, uniósłby też drugą, w wyraźnie niepomiernego wręcz zdumienia. Potem natomiast stwierdziłby, że w takim razie nigdzie iść nie zamierza.
Całe szczęście jednak, nikt nie wywierał na nim tego typu presji. W lokalu pojawił się w zwyczajowej koszuli, tym razem w kolorze czerni, i z szarym płaszczem zarzuconym na plecy. Pogoda może nie należała do najgorszych, ale wciąż była zwyczajową angielską. Jednym słowem - kapryśną, a do tego dzień chylił się ku końcowi, przez co temperatura spadał.
Teraz wierzchnia część ubrania została przewieszona przez oparcie krzesła na którym siedział, a on sam przekręcał palcami podkładkę, na której stała jego szklanka, co jakiś czas upewniając się też, czy na pewno szkło znajdowało się na samym jej środku. Próbował w ten sposób zająć czymś myśli i umilić sobie nieco oczekiwanie na klienta. Za każdym razem kiedy słyszał, że drzwi do lokalu otwierają się i zamykają, podnosił na moment wzrok, najpierw orientując się czy to ktoś właśnie wchodził, czy może wychodził, a jeśli to pierwsze, poświęcał parę chwil na to, by przyjrzeć się nowemu przybyszowi. Obserwował, analizował i rozważał, a kiedy dochodził do wniosku, że to nie jego wyczekiwany nieznajomy, wracał z powrotem do nudnej czynności jakiej się poświęcał. W końcu drzwi otworzyły się ponownie, wpuszczając do nagrzanego oddechami pomieszczenia nieco świeżego, chłodnego powietrza, a spojrzenie Fletchera znowu zwróciło się w kierunku wejścia.
Zastygł na chwilę, przyglądając się jej sylwetce i twarzy. Blond włosom, dużym oczom, czarnej sukience i w końcu szafirze, który miała do niej przypięty. Pobieżny opis jaki otrzymał odnośnie spotkania, zawierał sobie zaledwie płeć czy kolor włosów, więc w pierwszym odruchu podniósł rękę, a kiedy zwróciła na niego uwagę, wskazał swój stolik. Im dłużej jednak się jej przyglądał, tym bardziej dochodził do wniosku, że ją zna, a na domiar złego, że niekoniecznie ze strony biznesowej. Nie mógł jednak do końca pochwycić tego gdzie i kiedy się poznali. Większość ludzi, którzy nie byli zbytnio skorzy do podtrzymywania z nim kontaktów, szybko wyrzucał ze swojej pamięci. Próbował jeszcze cofnąć próbę zaproszenia ją do swojego stolika, cofając rękę, ale zrobił to zbyt szybko i zbyt nieostrożnie, przez co zahaczył łokciem o kant stolika. Poczuł, jak urażone nerwy rażą nibyprądem, a on tylko zaklął pod nosem, skrzywił się i na moment skrzywił wokół własnego bólu, co najpewniej nie wyglądało jakkolwiek poważnie czy zachęcająco.


RE: [03.03.1972] Ashling & Timothy - Bard Beedle - 06.11.2022

Miejsce wyglądało na niemal opustoszałe i dochodziła do wniosków, że jej rodzina tak naprawdę nie zamierzała się tutaj pojawić. Nie rozumiała, czemu miały służyć te wszystkie podstępy i wysłanie jej tutaj, nie umiała dojść do sedna tego całego żartu, ale ponieważ tu była a oni nie, musiała chyba wracać do domu, pójść spać, a idealnie wypełnić jeszcze dziś parę raportów albo dodatkowych działań które mogły poczekać do końca przyszłego tygodnia, ale nie, musiała nad tym usiąść najszybciej jak się dało, bo inaczej obawiała się, że pomyłki i problemy zaczną się piętrzyć. I po prostu lubiła mieć wszystko załatwione jak najszybciej, pilnując się, aby być rzetelnym pracownikiem.
Dostrzegła, że osoba na którą zerknęła macha w jej kierunku, dlatego po krótkiej chwili namysłu ruszyła w jej kierunku. W najgorszym wypadku może się dowie, że jej rodzina jednak tu nie przyjdzie i ta…osoba miała zamiar przekazać wiadomość. W końcu może wydarzyło się coś, co miało wpływ na ich obecność, nie chciała ich oceniać. I dopiero kiedy przystanęła przy stoliku, magiczne światło w jej głowie zapaliło się aby jednak rozpoznać twarz, którą miała właśnie przed sobą, nie spodziewając się, że los podstawi ją jeszcze przed tym człowiekiem.
- Timothy Fletcher, jak się tu znalazłeś? – Nie mogła uniknąć zaskoczenia, które mimo wszystko dość szybko spłynęło z jej twarzy. Nie wiedziała, czy powinna się przysiąść, ale skoro sam ją zachęcił do podejścia, to mogła zrobić to na chwilę, zwłaszcza, że niestety obcasy dawały jej się we znaki, dlatego wolała chociaż przez chwilę siedzieć, nawet jeżeli ten miałby ją zaraz wygonić…gdzieś indziej, tak.
- Wiem, że to dość…dziwne pytanie na spotkanie po latach, nie widziałeś może tutaj kogoś z mojej rodziny? Albo ktoś nie przekazywał tu wiadomości? Miałam się z nimi spotkać. – Nie chciała głośno szafować nazwiskiem, wiedząc, że było mało popularne w szerokich kręgach, dlatego wolała skierować go na te tory ogólnikami. Spojrzeniem uciekła na chwilę na szklankę znajdującą się tuż przed nim aby zaraz wrócić do jego twarzy, zastanawiając się, co dokładnie miało się dziać w tym momencie; czy czekał na kogoś, czy może jednak przyszedł się napić i mu przeszkodziła.


RE: [03.03.1972] Ashling & Timothy - Baba Jaga - 09.11.2022

Rozcierając łokieć i zauważając, że dziewczyna zareagowała na jego nieopatrznie zadartą ku górze dłoń, zaczął żałować, że to nie głową zarąbał w blat stolika. Może gdyby zrobił to odpowiednio mocno, to nie musiałby teraz ponosić konsekwencji robienia rzeczy, zanim się pomyślało. Co prawda konieczność rozmawiania z drugą osobą wcale nie była aż takim tragicznym wydarzeniem w życiu, jednak nie zmieniało to faktu, że zdecydowanie była to niewłaściwa osoba. Tak, dokładnie tak. To wcale nie z nią miał się tutaj spotkać. Jego klientka powinna być o wiele bardziej ukierunkowana wizualnie na robienie interesów, a nawet eleganckie spędzanie czasu. Miała być średniego wzrostu blondynką o dużych, zielonkawych oczach. Przysięgam, uduszę go gołymi rękoma, pomyślał, zaciskając na chwilę mocniej oczy i przełykając własną głupotę i to, jak łatwo dał się podejść.
Miał nadzieję, że może jednak się wycofa. Że skoro zamknął oczy, to da sobie spokój, zgodnie z zasadą, że czego się nie widziało, to nie istniało. Tak, może po prostu dziewczyna przestanie istnieć? Albo on przestanie. Tak na prawdę wszystko jedno. Nie był mentalnie gotowy na uprawianie tego wieczoru głupich rozmówek.
Kiedy usłyszał swoje imię i o zgrozo - nazwisko, uniósł wreszcie powieki, lustrując ją spojrzeniem o wiele uważniej, marszcząc przy tym brwi, jakby na prawdę nie miał pojęcia, z kim w ogóle miał do czynienia. Bo nie miał, a przynajmniej przez tych parę błogich sekund nieświadomości, bo w końcu lampka w jego głowie zapaliła się, oblewając go blaskiem wiedzy.
- Ashling Greyback, nie poznałem cię - rzucił, kręcąc głową z niedowierzaniem. Kto by pomyślał, że kiedyś dzielili jeden dom w Hogwarcie, tak samo jak i jeden rocznik. Nie raz patrzył zaintrygowany na te jej wielkie oczyska, które sprawiały że wyglądała jak sarna, a którymi jednocześnie przeszywała ludzi na wylot.
- Nie mówiąc o tym, że się ciebie tutaj absolutnie nie spodziewałem. Cóż za zbieg okoliczności. Rodzina? Nie wiem, nie słyszałem. Ostatni raz, kiedy widziałem jakiegoś Greybacka to przy kanałach na No... Nie, nie widziałem - odchrząknął i kaszlnął, jakby absolutnie zdziwiony, czemuż go nagle zadrapało w gardle. Upił ze dwa łyki piwa, żeby przepłukać gardło. - Przepraszam. - odchrząknął jeszcze raz, splatając ręce przed sobą na stoliku. - A czemu pytasz? Szykuje się jakiś spęd rodzinny? Urodziny, imieniny, towarzyskie zgromadzenie?


RE: [03.03.1972] Ashling & Timothy - Bard Beedle - 12.11.2022

Może z kimś bardziej rozpoznanym w sygnałach międzyludzkich wyszłoby to planowane zamknięcie oczu i ktoś inny odwróciłby się i odszedł, Ashling jednak nie rozpoznałaby dyskretnych sygnałów nawet jeżeli te dziabnęłyby ją w wilczy zad, dlatego jakiekolwiek działanie Fletchera nie przywiodło jej nic na myśl. Ot, coś zamierzał zrobić, co dokładnie to nie wiedziała, ale co miała z tego odczytać. Usiadła więc na wcześniej wypatrzonym miejscu, a z tej sytuacji dla nikogo nie było dobrego wyjścia. Chyba, że nagle zjawiliby się tu z jakiegoś powodu czarnoksiężnicy.
Pamiętała Timopthy’ego ze szkoły, ale nie spędzali ze sobą wyjątkowo dużo czasu, ale to akurat nie była jego wina. Ashling nigdy nie była zbyt popularna i jako osoba w szkole i potem jako auror – dość prostolijne poczucie sprawiedliwości sprawiało, że nikt za nią nie przepadał. A panna Greyback nie błyszczała swoim nazwiskiem, czasem przezywana od pchlarzy, czasem pytana o to, czy jak kogoś ugryzie to zaraża innych. Spotkania z Timothym wspominała raczej pozytywnie, a przynajmniej na tyle, że nigdy nie robił sobie z niej żartów, przynajmniej nie bezpośrednio.
- Przepraszam, jestem…ubrana tak jakoś…specyficznie. – Nagle poczuła się dość speszona będąc w sukience, przeważnie na spotkania ze znajomymi wyruszała w spodniach i ciepłym swetrze przy chłodniejszej pogodzie, nie zaś w …czarnej sukience i czymkolwiek, co miała na sobie, dlatego dość niezręcznie gdy zdała sobie sprawę z faktu, że czuła się trochę jak na spotkaniu…
…chwila moment. Nie. Nie zrobiliby jej tego, prawda, nie wrzuciliby ją w tak dziwną sytuację, prawda, prawda, prawda?! Policzki jeszcze bardziej pokryły się szkarłatem kiedy wspomniał o tym, że nikogo nie widział, już nie chcąc wspominać o kanałach i w ogóle chyba wewnętrznie czując jakąś potrzebę spotkania się na miejscu, czując, jakby teraz zapaść się miała przed Fletcherem. Może jednak coś spadnie jej na głowę i ją zabije? Albo stanie się coś innego, co sprawi, że zniknie z tego miejsca i nie zrobi z siebie głupka.
- Nie, nie wiem właśnie, po prostu mnie poprosili abym tu przyszła bez podania szczegółów… - Mówiła co raz ciszej, nie mając nawet zbytnio możliwości aby wytłumaczyć cokolwiek. Wbiła spojrzenie w jego szklankę, wyglądając tak jakby chciała wysadzić szkło samym wzrokiem, mając nadzieję, ze czymkolwiek miało być to dziwne spotkanie, nie było ono z Fletcherem. Jeszcze tego brakowało, aby dawni znajomi kojarzyli ją jako beznadziejną starą pannę.
- A co ty tu robisz? – Bardzo starała się zmienić temat, tak aby jednak móc odznaczyć tę uprzejmą rozmowę i zostawić go…jego działaniom….


RE: [03.03.1972] Ashling & Timothy - Baba Jaga - 17.11.2022

Może i Greyback za szczenięcych lat nie zachowywała się jak osoba popularna, ale niektórzy z jej rówieśników chętnie się za nią oglądali. Wystarczyło, że była ładna dla oka, by jej nazwisko i dziedzictwo zeszło na drugi plan, a koledzy z klasy siedli w bibliotece by prowadzić rozważania na temat tego, czy można zarazić się wilkołactwem od polecenia w ślinę. Wszystko to oczywiście w imię większego dobra i nauki, przez co na samo wspomnienie Timothy poczuł, jak chłodny dreszcz zdaje mu się wspinać wzdłuż kręgosłupa i po karku. Dobrze, że nie umiała czytać w myślach.
- Nie ma za co przepraszać - machnął dłonią, chcąc jakoś rozluźnić atmosferę i dodatkowo podkreślić, że na prawdę, nie było problemu, jemu to absolutnie nie przeszkadzało, ale tylko trącił stojącą przed nim szklankę, która zakołysała się niebezpiecznie. Złapał ją szybko, zaciskając na moment usta w wyrazie bezbrzeżnego rozczarowania i zażenowania. Dzisiaj zdecydowanie nie był jego dzień.
Obydwoje wreszcie zdali sobie sprawę z tego, co właściwie tutaj robili i że wszystko było jednym wielkim kłamstwem. To dobrze, bo przynajmniej rozwiązywało to wiele niezręcznych słów, pauz czy spojrzeń, których teraz mogli zręcznie uniknąć, żonglując naokoło podłości swoich znajomych, rodziny i faktycznego powodu, przez który znaleźli się w tych skromnych progach.
Odchrząknął, widząc jak kobieta zapada się w sobie. Błagam babo, nie rób mi tego, pomyślał starając się patrzeć gdzie w bok, jakby nagle coś zwróciło jego uwagę. Nie musiała mu się przecież tłumaczyć. Rozumiał. Bardzo dobrze rozumiał, ale nie był też nikim, kogo by jakoś bardzo obchodziło zażenowanie, które ją trawiło.
- Może się czegoś napijesz? - złamał się wreszcie, przeklinając samego siebie. Poodbijali by sobie jeszcze przez chwilę piłeczkę zakłopotania, pogawędzili o głupotkach i poszliby w swoje strony. Znaczy ona by poszła, a on dopiłby swoje piwo i pomyślał o tym co jeszcze miał do zrobienia i jak bardzo mu się tegoż nie chciało. Nie czekał w sumie nawet na jej odpowiedź, bo podniósł rękę w kierunku barmana, a kiedy ten zwrócił na niego uwagę, pokazał na migi, że chce drugi raz to samo. Jeśli piwo nie było pierwszym wyborem Ashling, jeśli chodzi o alkohole, to mówi się trudno. Jak postanowi, że to dla niej koniec rozmów na dzisiaj, to wtedy Tim będzie miał dwa piwa. Wszystko przemyślane.
- Czekałem na klienta, ale sądząc po godzinie, już się nie zjawi - uśmiechnął się do niej, może trochę rozczarowany, ale tylko po to, by uwiarygodnić swoje słowa. W końcu nikt nie lubił marnować czasu i potencjalnych pieniędzy, a przynajmniej on bardzo tego nie lubił.