![]() |
|
[05.1959] Hogwarts, tricks and love - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: [05.1959] Hogwarts, tricks and love (/showthread.php?tid=3780) |
[05.1959] Hogwarts, tricks and love - Thomas Figg - 27.08.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI Może… może jest coś między nami, ale nie mogę się zmusić, aby powiedzieć to na głos.Ciepła, kwietniowa sobota, była idealnym dniem do leniuchowania - ciężko jednak było odpoczywać w momencie, kiedy był to twój ostatni rok w Hogwarcie i musiałeś uczyć się do bodaj najważniejszych egzaminów w swoim życiu - od których w dużej mierze zależało czy uda się rozpocząć pracę w wymarzonym zawodzie. Cóż, zdawał sobie sprawę z tego, że nawet jeśli nie pójdą mu owutemy, to będzie mógł pracować jako magiczna taksówka ze swoim drygiem do teleportacji. Z jednej strony nie mógł już się doczekać dorosłego życia, kiedy opuści progi tego zamku, aby zacząć nowy rozdział - miał nadzieję już jako kłatwołamacz. Poczuł przypływ nostalgii na fakt, że niedługo już po raz ostatni przekroczy wrota wejściowe do zamku i zostawi go za sobą na zawsze. Będzie mu brakowało tego miejsca, okazji na płatanie figli i ludzi, przecież w tym miejscu poznał tyle osób, z niektórymi nawet nawiązał mocne więzi. Westchnął rozmyślając teraz o osobach z którymi spędzał czas w Hogwarcie najwięcej czasu i poczuł jak uśmiech wpływa mu na usta. Zdecydowanie poznał tutaj sporo ciekawych osób, a z niektórymi tylko umocnił wcześniejsze więzi, szczególnie z rodzeństwem Longbottomów (co prawda bardziej z młodszą siostrą, z którą wspólnie spłatał niejednego figla). Siedział właśnie przy arkadach na korytarzu na drugim piętrze oczekując właśnie na Brennę, w czwartek umówili się na spotkanie tutaj w sobotę po śniadaniu. Wpadł na pewien rodzaj dowcipu, który idealnie mogliby razem odstawić. I choć niby mógłby to zrobić potajemnie zupełnie sam, to jednak z kimś było nie tylko raźniej ale i ciekawiej. Nie mówiąc już o tym, że w towarzystwie młodszej z rodzeństwa Longbottomów czuł się po prostu dobrze, zapominał o niektórych z dręczących go wciąż spraw i mógł cieszyć się chwilą - sam nie do końca rozumiał dlaczego tak jest - nigdy do tej pory nie miał tego dziwnego uczucia w brzuchu jak przez ostatnie tygodnie przy niej. Serce zabiło mu szybciej, gdy usłyszał czyjeś kroki i nie mógł powstrzymać się od uśmiechu, który zagościł mu na twarzy. RE: [05.1959] Hogwarts, tricks and love - Brenna Longbottom - 27.08.2024 Brenna nie była najbardziej pilną uczennicą Hogwartu, ani tą najpopularniejszą, ani najbardziej chętną do dowcipów, mającą najwięcej zainteresowań czy angażującą się w najwięcej zajęć pozalekcyjnych – ale w każdej z tych dziedzin (pęd do nauki, życie towarzyskie, płatanie żartów, dodatkowe zainteresowania i zajęcia) klasyfikowała się tak gdzieś pomiędzy osią przeciętności, a osobą „naj”, nigdy poniżej tejże linii i w efekcie okazywała się uczennicą bardzo zajętą, wiecznie gdzieś pędzącą. Wczoraj wieczorem uczyła się więc z kolegami z Gryffindoru, po nocy włóczyła po korytarzu z Mavelle, potem czytała książkę podkradzioną Hardwickowi i spała krótko, a i tak na ten sen szkoda było czasu. Teraz na spotkanie z Thomasem też biegła ze śniadania, zjedzonego w towarzystwie Ślizgońskich koleżanek i jeszcze w pędzie kończyła swojego tosta z dużą ilością marmolady. – Cześć, Tommy – rzuciła, wyhamowując tuż przed nim, bo oczywiście biegła. Jedną ręką odruchowo poprawiła włosy, po potterowsku rozczochrane – genów nie dało się oszukać, a z kolei Brennie szkoda było czasu na codzienne używanie specjalnej maseczki z serii Ulizanna, produkowanej przez rodzinę jej matki – a drugą wpakowała sobie do ust resztą tosta. – Co wykombinowałeś? Tylko błagam, nie mów, że to miałby być jakiś dowcip wycinany McGonagall, bo McGongall to już jest na mnie cięta, wczoraj urządzała mi pogawędkę, i jeśli znowu będę musiała słuchać o odpowiedzialności i myśleniu o swojej przyszłości, to chyba rzucę się jak nic z rozpaczy z jakiegoś najbliższego okna. Brenna nie do końca rozumiała, o co Minerwie chodzi. Bywała czasem bardzo bystrą dziewczynką, a czasem absolutnie nieogarniętą, i jakoś nie docierało do niej, że w tym wypadku chodziło prawdopodobnie o to, że nauczycielka zobaczyła swoją wychowankę ze starszym Ślizgonem o nie najlepszej reputacji. A że dla Brenny to był tylko kolega, którego pogróżek w ogóle się nie bała, bo i po prawdzie jeśli jej groził, że ją udusi czy coś to tylko w żartach, i który ani nigdy z nią nie flirtował, ani jej nie przyszłoby do głowy z nim flirtować, patrzyła więc na profesor z absolutną pustką w oczach, absolutnie nie pojmując, o co chodzi. RE: [05.1959] Hogwarts, tricks and love - Thomas Figg - 27.08.2024 Drgnął, kiedy faktycznie to była Brenna i zobaczył ją spieszącą się w jego stronę - w sumie to nie pamiętał czy kiedykolwiek widział ją niezabieganą, wiecznie w ruchu, zawsze jej dużo i wszędzie. Znów poczuł to dziwne uczucie w żołądku, jakby go ssało z głodu, ale przecież zjadł obfite śniadanie. - Cześć, Brenna - przywitał się z szerokim uśmiechem, który z jakiegoś powodu nie chciał mu zejść z ust, zdecydowanie chyba za bardzo cieszył się ze spotkania z młodą Longbottomówną. Pokiwał głową z niedowierzaniem, ale nawet nie skomentował jej włosów, które tak często zdawały się żyć własnym życiem - słyszała to chyba od każdego kto ją spotkał częściej niż raz. - Co tym razem przeskrobałaś? - zaśmiał się i dodał. - Z tym skakaniem to bym uważał, bo potem będziesz słyszeć jej wyrzekania w trakcie lotu i jak już się w skrzydle szpitalnym obudzisz, nic przyjemnego, uwierzmy na słowo - dodał jeszcze, cóż miał z tym niejako doświadczenie po końcówce ubiegłego roku, ale cóż, już sobie z tym poradził, a przynajmniej tak to wyglądało. - A miałem nadzieję, że przeklniemy kuwetę, która będzie za nią biegać i śpiewać piosenkę o kotach fałszując przy tym niczym Pringle - udał zawiedzionego, zdecydowanie będzie musiał kiedyś wypróbować ten figiel sam, lepiej żeby Brenna nie podpadała za bardzo opiekunce swojego domu, a on? On miał ostatni rok, a raczej ostatnie tygodnie, żeby zostawić po sobie "pamiątkę" i uwiecznić się w pamięci innych osób. - Ale znalazłem to, zobacz - podszedł bliżej, aby upewnić się, że nikt ich nie podsłucha i przypadkiem nie podejrzy tego co chciał jej pokazać. Bezwiednie wziął głębszy oddech, aby poznać jej zapach - coś co jak zauważy za kilka lat będzie robił w stosunku do osób mu bliskich. Pokazał jej pergamin, na którym przepisał zaklęcie zmieniające kolor włosów na jaskrawy różowy, a dodatkowo zmieniał skórę na zieloną w fioletowe kropki. - Myślałem, że w bibliotece jest teraz tak tłoczno, że przyda im się odrobina rozrywki - uśmiechnął się jak najniewinniej jak tylko w danej chwili potrafił. - Testowałem to na jednej z opuszczonych klas, możemy to dość prosto umieścić na drzwiach - wyjaśnił cały swój misterny plan. RE: [05.1959] Hogwarts, tricks and love - Brenna Longbottom - 29.08.2024 – Nic nie przeskrobałam! Słowo honoru i z ręką na sercu, nie tym razem, to znaczy byłam z Mav na korytarzu po ciszy nocnej, ale przecież nikt nas nie przyłapał, a poza tym byłam na korytarzu już po tej rozmowie, więc nie mam pojęcia, o co jej chodziło… Może poczuła, że musi dać mi pogadankę tak na wszelki wypadek albo nie wiem, jest jasnowidzem i przewidziała, że będziemy coś knuć? – wyrzuciła z siebie, tak jak bardzo często się jej zdarzało mówiąc dużo i szybko, że przerwy pomiędzy słowami niemal znikały, i ciężko było momentami za wypowiedzianą nadążyć. – Słyszałeś wyrzekania w trakcie lotu? – spytała z nagłym zainteresowaniem, spoglądając na Thomasa uważnie. Opowieści o jego przygodzie rzecz jasna do niej dotarły, ale nie było w tych historiach ani słowa o tym, że McGonagall stała na górze i na niego wyrzekała albo coś takiego. Roześmiała się na ten pomysł z kuwetą, ale nie podchwyciła go. Były rzeczy, na które nawet Brenna by się nie poważyła, a jednym z nich było bez powątpienia posłanie śpiewającej kuwety za nauczycielką transmutacji. Za jakimś uczniem, ewentualnie na przykład za tą niedojdą, która w tym roku uczyła OPCM? Jasne, żaden problem! Ale jednak w Minerwie było coś takiego, że wzbudzała nieraz niechęć, owszem, ale także pewien szacunek. Brenna ją szanowała i, po prawdzie, także do pewnego stopnia lubiła. Przysunęła się nieco, gdy Figg dzielił się swoim genialnym planem, a potem pochyliła nad pergaminem. – To chyba nie z jakiejś księgi z biblioteki, nie? Jestem pewna, że dawno usunęli takie czary – powiedziała z pewnym rozbawieniem. Oczywiście, że nie wsadzaliby takich zaklęć tam, gdzie uczniowie mogą je łatwo znaleźć, bo cała szkoła ciągle chodziłaby przefarbowana na różowo. Brenna miała też już dość rozsądku, aby tak od razu nie rzucać na innych podejrzanych zaklęć nie wiadomo skąd, ale jeszcze nie dość, aby nie być gotową użyć takiego, skoro Figg twierdził, że już je sprawdził i najwyraźniej był dalej cały i zdrowy. – Skoro je testowałeś i nie było efektów ubocznych, to czemu nie, to będzie całkiem zabawne, zwłaszcza że widziałam, że weszło tam paru Ślizgońskich chłopców… – To nie tak, że Brenna miała uprzedzenia wobec Ślizgonów. Lubiła wielu z nich. Po prostu większość Gryfonów na ten dowcip raczej się będzie śmiać, a podejrzewała, że tę konkretną grupkę różowość włosów może załamać i zdawało się jej to nawet całkiem zabawne. – Tylko potem musimy bardzo – bardzo szybko zwiewać, żeby nas nie przyłapali, jestem prawie pewna, że widziałam, jak do biblioteki idzie Padma, jak Padmę przyprawimy o różowe włosy, to jak nas dorwie… – Tu umilkła i przesunęła palcem po gardle w bardzo wymownym geście. RE: [05.1959] Hogwarts, tricks and love - Thomas Figg - 30.08.2024 Zaśmiał się z opowieści Brenny, gdyby nie to że znał ją już trochę to podczas jej słowotoku miałby trudność iw rozumieniu słów. Sam uważał ten jej nawyk za uroczy, a do tego tak bardzo pasujący do zabieganej osoby, tak jak i czas nie nadążał za nią tak jej usta nie nadążały za wyrażaniem myśli. Pokiwał rozbawiony głową na boki. - Myślę, że domyśliła się po tym z kim znalazłaś się na korytarzu, przecież nie ma ona trzeciego oka niezbędnego do przepowiadania przyszłości - w sumie to była prawda, sztywna i zawsze poważna McGonagall z talentem do wróżbiarstwa? To było nie do pomyślenia, a gdyby tak było to biada tym wszystkim gryfonom, którzy podejmowali się łamania regulaminu szkoły. - Nie, chociaż, nie wiem, ale raczej nie. Wtedy raczej nie skupiałem się na słuchaniu kogokolwiek - odpowiedział zgodnie z prawdą zauważając, że nie ma problemu rozmawiać o tym z Brenną, co dawało mu do myślenia, bo do tej pory jedynie jego młodsza siostra Nora była osobą przy której nie czuł się skrępowany na wspomnienie o tym inaczej niż w formie żartu. Odurzony jej zapachem nie wyłapał od razu pytania, jego umysł zadziałał niczym umysł górskiego trolla, kiedy ktoś zadaje mu pytanie z zaawansowanej numerologii. Na szczęście dal niego pytanie, które otrzymał śnie było z tych bez odpowiedzi. - Kiedyś może i była w bibliotece, ale ja znalazłem ją w gabinecie Pringle podczas szlabanu, obstawiam, że ktoś wykorzystał zaklęcie z niej do jakiegoś żartu i mu ją zarekwirowano. Pokażę ci potem całą, jest tam wiele użytecznych zaklęć. - obiecał jeszcze i schował kawałek pergaminu do kieszeni szaty. Lepiej nie chwalić się czymś takim zbyt długo na korytarzu. - Tak, utrzymuje się około dwunastu godzin, ale potem znika bez śladu - oczy aż mu się zaświeciły na wieść o Ślizgonach w bibliotece, nie żeby miał coś przeciwko nim, ale nie było bardziej wdzięcznego obiektu dowcipów zmieniających wygląd niż właśnie Ślizgoni - z jakiegoś powodu straszną uwagę przykładali do wyglądu. - W taki razie będziemy musieli się bardzo pospieszyć, żeby nas nie przyłapała, że to nasza sprawka - zgodził się i pociągnął Brennę za sobą w stronę biblioteki, nie było co marnować czasu, mogli skoro zgadzali się co do wykonania figla, to lepiej wcześniej niż później. RE: [05.1959] Hogwarts, tricks and love - Brenna Longbottom - 31.08.2024 – To jest wysnuwanie nieusprawiedliwionych wniosków i stawianie oskarżeń bez zgromadzenia należytego materiału dowodowego – oświadczyła z oburzeniem Brenna, nieodrodna córka, bratanica i wnuczka glin. – Nie można kogoś karać tylko dlatego, że stoi z kimś na korytarzu, bez żadnych dowodów na wolę popełnienia przestępstwa, poza własnymi domysłami, na to nie ma żadnego paragrafu. Tfu, znaczy się, nie ma żadnego punktu w szkolnym regulaminie. No, ale było skuteczne, przynajmniej do pewnego stopnia, bo nie powstrzymało Brenny przed zgodzeniem się na udzielenie Thomasowi pomocy przy drobnym figlu, ale już sprawiło, że od razu zastrzegała, że żadnych żartów wobec profesor McGonagall. Nie żeby Minerwa była zadowolona, gdyby odkryła, że jej wychowanka przyprawiła kogoś o różowe włosy, nawet jeśli tylko na parę godzin, ale hej, byli w szkole pełnej magicznych dzieciaków, takie żarty zdarzały się na porządku dziennym i chyba nikt nie spodziewał się, że mogłoby w ogóle być inaczej. – Taaak, wyobrażam sobie. To znaczy nie wyobrażam sobie. Chyba nie chcę sobie wyobrażać – stwierdziła, wzdrygając się lekko, bo to był zaiste cud, że Thomas w ogóle stał tutaj cały i zdrowy. Brenna wolała jednak, żeby kombinował, jak przefarbować komuś włosy niż bawić się w gorące krzesło z życiem i śmiercią. – Ooo, to rozumiem! Oczy aż jej zabłysły na informację o książce skonfiskowanej przez Prince. Nie mogła być naprawdę niebezpieczna – takiej nauczycielka by się pozbyła. Ale musiała być interesująca, skoro kobieta postanowiła zadbać, aby pozycja nie dostała się w uczniowskie ręce. To nie tak, że Brenna planowała chodzić i używać jej co chwilę – wbrew pozorom na żarty tego typu pozwalała sobie niezmiernie rzadko, zwykle albo pomagając komuś, albo sięgając po nie, gdy ktoś bardzo, bardzo ją wkurzył, a to jednak zdarzało się rzadko. Raczej nie lubiła robić ludziom ot tak na złość. Ale róż na włosach nikogo nie skrzywdzi, niektórych rozbawi, a zawsze dobrze mieć możliwości. Nawet jeśli niekoniecznie zamierzało się z nich skorzystać. – Czekaj, czekaj, trzeba się rozejrzeć, czy na pewno jest czysto – mruknęła, kiedy Thomas pociągnął ją w stronę biblioteki i zbliżyli się do wejścia. O tej porze, w dzień wolny od zajęć, niektórzy jeszcze jedli śniadanie, inni spali, a inni uczyli się do egzaminów, więc było na korytarzach dość pusto, ale Brenna nie zamierzała dać się złapać. – Sprawdzę, czy nikt nie idzie z drugiej strony – rzuciła, wysforowując na przód. RE: [05.1959] Hogwarts, tricks and love - Thomas Figg - 31.08.2024 Zachichotał przysłuchując się jej krótkiej przemowy na tem niesprawiedliwości grania niewinnych osób, które nie złamały żadnego punktu regulaminu. - Chcesz potem zostać adwokatem? - zapytał może żartobliwie, ale zaraz dodał. - Bo gadane masz na pewno, niejednego byś przekonała swoją argumentacją - dobra tam może i nie był obiektywny, ale też nie kłamał, co jak co ale Thomas nie zwodził ludzi, zwłaszcza tych bliskich sobie. - Obyś nigdy nie musiała - zgodził się z nią cicho. Czy żałował tego co się wtedy wydarzyło? Być może, czy gdyby cofnął czas to nie zrobiłby tego? Otóż zrobiłby, uderzał wówczas o samo dno, ale w pewien sposób to kształtowało to kim był. Czy całkowicie poradził sobie z tamtymi demonami? Nie, ale nie mógł przejmować się tym i obawiać się ich na każdym kroku bo zatoczył by koło, wystarczy, że wtedy popełnił ten błąd. Odetchnął przywołując na usta uśmiech, co w towarzystwie Brenny było nad wyraz łatwe, sam jej widok sprawiał, ze miał ochotę rozciągać usta w półkole skierowane do góry. Zwykle nie prosił ludzi o uczestniczenie w procederze żartu, chyba, że wspólnie na niego wpadli, wolał jednak nie wpychać innych w kłopoty. Normalnie mówił tylko zaufanym osobom, gdzie powinni się zjawić o danym czasie, albo jakich miejsc unikać. aLe teraz? Kiedy niedługo miał opuścić Hogwart i coś cały czas go trapiło, nie mógł nie posłuchać tego dziwnego głosu w swojej głowie (skoro już nie namawiał go do skakania z wieży tylko do spędzenia z kimś czasu). - Dobrze, ale chyba jest czysto - nie zamierzał się kłócić, Miałą rację, że lepiej było dwa razy sprawdzić i nie dać się złapać na próbie rzucenia zaklęcia na drzwi od biblioteki. Może i był koniec roku, ale utrata punktów czy szlaban w ostatnie miesiące roku nie było czymś wymarzony przez jakiegokolwiek normalnego ucznia. Thomas wiedział, że o tej porze nie będzie tłumów w tym miejscu. W wolne dni zamek nie tętnił tak życiem, za spóźnienie się do biblioteki nie groziło nic, w przeciwieństwie do spóźnienia się na zajęcia. - I jak? - rzucił przyciszony głosem wyciągając różdżkę i chowając ją w rękawie. Odczekał, aż Brenna potwierdzi mu, że nikogo w okolicy nie ma. Zabrał się wówczas za rzucanie zaklęcia. Całe szczęście nie było zbyt skomplikowane, no i rzucał je już wcześniej, dlatego nie poszło długo z tym. Minęła chwila, a framuga drzwi błysnęła delikatnym światłem, jakby słońce odbiło się od niej. Zachichotał i po pędził w stronę młodej Longbottomówny. Łapiąc ją za rękę pociągnął w stronę, aby mogli skryć się za zakrętem korytarza i oczekiwać czy faktycznie zaklęcie zacznie zmieniać ludzi. - Udało się - wydyszał po tym szybki sprincie próbując uspokoić oddech i teraz dopiero zdał sobie sprawę, że wciąż trzyma dłoń dziewczyny. Nie żeby mu to jakoś przeszkadzało, ale nie wyglądało to przecież dobrze, dlatego zabrał swoją rękę. Odwrócił spojrzenie i zerknął na Brennę bo właśnie uderzyło go przemyślenie. To wszystko co wokół niej czuł, jak się zachowywał, przecież to było tak jasne, ale nigdy do tej pory nie potrafił tego powiedzieć i określić. Zadrżał od samego odkrycia, bo chciał je powiedzieć na głos, a jednocześnie wiedział, że gdyby to powiedział to wszystko mógłby zniszczyć, przecież w tej chwili rzucałby na szalę całą ich znajomość. Głośno przełknął ślinę, w tym momencie cały ten dowcip przestał go interesować, a wewnątrz siebie toczył walkę o to czy nie powiedzieć o tym co właśnie odkrył. RE: [05.1959] Hogwarts, tricks and love - Brenna Longbottom - 02.09.2024 – No co ty? – przeraziła się Brenna nienażarty, i gdyby była katoliczką, może by się właśnie przeżegnała, tak na wszelki wypadek. Wiedziała, że praca w BUM oznacza dużo roboty papierowej, ale w przypadku bycia prawnikiem tonęłaby w nich wiecznie, powietrze wypełnione kurzem w archiwach stałoby się lepiej znane niż to miasta i lasu, i obawiała się, że w pewnym momencie nie widziałaby już ludzi, a paragrafy. – Chcę zostać detektywem Brygady, jak tata. I jak dziadek. I jak wujek, i jak ciocia, i jak drugi wujek… no dobra, on został aurorem, ale to i tak całkiem blisko – wyliczyła Brenna, bo w jej rodzinie może i nie wszyscy pracowali w Departamencie Przestrzegania Prawa, ale niemal wszyscy. – Słuchaj, Tommy, jak zachce ci się skądś skakać, to najpierw wpadnij pogadać, co? – powiedziała jeszcze i poklepała go niedbale po ramieniu. Thomas może nie był jej bratem ani krewnym, i może nigdy nie miał być aż tak bliski jak Erik, ale był obecny w jej życiu właściwie od zawsze, i do pewnego stopnia Brenna traktowała jego i Norę jako członków rodziny. Chyba sobie na tym etapie roiła nawet, że pewnego dnia to Erik i Nora się pobiorą, i w ogóle wszystko będzie pięknie, jedna, wielka rodzina – jeszcze nie pojmowała w pełni ani jak dużym problemem byłoby, gdyby dziedzic rodu zapragnął ożenić się z dziewczyną półkrwi, ani że w tym, że jej brat wydaje się absolutnie niezainteresowany innymi dziewczynami tkwi jednak coś więcej niż „widać musi do tego dorosnąć, teraz ma inne priorytety”. Wystrzeliła sprawdzić korytarz, a gdy upewniła się, że nie widać ani nie słychać uczniów, nauczycieli czy duchów, wróciła do Thomasa, też wyciągnęła różdżkę i zabrała się za ustawianie zaklęcia z drugiej strony drzwi. Zdusiła chichot, narastający w gardle, kiedy znaki rozbłysnęły magią i pognała razem z nim oddalić się od wejścia do biblioteki, bo to absolutnie nie oni, prawda? Zaraz pociągnęła go, zmuszając, żeby zwolnił – jak będą biegać i dyszeć, to od razu jak ktoś ich zauważy, uzna, że są podejrzani, a tak to tylko sobie wracają ze śniadania, prawda? Nie przejmowała się ani trochę, że złapał ją za rękę – miała w zwyczaj łapania za nie innych i jeszcze ciągania korytarzami. – To co? Obchodzimy teraz korytarz, i wychodzimy z drugiej strony, niby to oddać książki do biblioteki, zobaczyć, jak z tymi włosami wyszło? – spytała, zdmuchując z twarzy kosmyk włosów, który wciskał się do ucha. Jeśli szło o Brennę, mogła nawet wejść do tej biblioteki i też dać się przekolorować, nikt wtedy nie będzie ich podejrzewał. RE: [05.1959] Hogwarts, tricks and love - Thomas Figg - 02.09.2024 Popatrzył na Brennę, w tak młodym (byłą przecież dopiero w czwartej klasie, nie miała jeszcze nawet SUMów, a już wiedziała, co chce robić w życiu - nie wiedział czy bardziej podziwia jej zdecydowanie czy trochę zazdrości takiej pewności siebie. - Czyli pragniesz podtrzymać rodzinną tradycją... Myślę, że jako detektyw spiszesz się wcale nie gorzej niż prawnik, a na pewno będziesz mogła się upewnić, że nie jest próba aresztowania niewinnej osoby - tak, to zdecydowanie nie był zły kierunek kariery dla młodej Longbottomówny - na pewno pozwoli jej to spożytkować te całą energię, którą ją roznosi. To czego sobie nie wyobrażał to Brenna, która skończyła w jakiejś pracy za biurkiem. Uśmiechnął się i pokiwał głową i nie mógł sobie przecież darować takiej okazji. - Pewnie... Pod "najpierw" masz na myśli, ze będziesz chciała się pożegnać czy może jako "zamiast"? - puścił jej oko, nie żeby był nieczuły i o coś takiego posądzał dziewczynę, ale też dawał jej znać, że wszystko jest ok. Nie z każdym poruszał ten temat, a już na pewno przy bardzo małej liczbie osób (w sumie to policzyłby na palcach jednej ręki) jakkolwiek żartował z tego tematu. Jednak niemal od zawsze była w pobliżu, wiedział, że może z nią porozmawiać, spędzić czas, bo była mu bliską przyjaciółką z dzieciństwa. Podczas rzucania zaklęcia wraz z Brenną czuł jak adrenalina krąży mu po ciele, czuł ekscytację tym, że praktycznie bez przeszkód udaje im się zrealizować plan. Dlatego, kiedy już byli w bezpiecznej odległości pozwolił sobie na cichy chichot - chciał być na miejscu, kiedy ludzie odkryją co się stało z drzwiami, a raczej z nimi kiedy przez nie przejdą. - Nie wiedziałem, że chcesz spędzić sobotę z różowymi włosami i kolorową skórą - zażartował patrząc na swoją wspólniczkę w dowcipie i pokiwał głową. - To całkiem sprytne, gdyby nie fakt, że chcesz pracować w przyszłości nad pilnowaniem przestrzegania prawa top bałbym się, że możesz źle skończyć - rzucił żartobliwie, ale pokiwał głową na zgodę. - Cóż, odgonimy od siebie podejrzenia, bo przecież nie pakowalibyśmy się we własny dowcip, żeby nim oberwać - powoli ruszył w stronę biblioteki, ale naokoło. Zanim faktycznie ludzie odkryją, że czar czai się we framudze i go zdejmą to będą musieli jakoś opuszczać i wchodzić do biblioteki. Tak naprawdę to miał zupełnie inny problem, który bardziej go zajmował. Był w coraz większej rozterce, nie rozumiał tego co się w nim dzieje i dlaczego nagle jest tak bardzo zadowolony ze spędzania czasu z nią - w tej chwili cieszył się z faktu, że potrafi ukrywać swoje emocje. Gdyby dało się z niego czytać jak z otwartej książki to byłby w tarapatach. Nie mógł przecież teraz wypalić, że się w niej zakochał. Znaczy pewnie by mógł, bo przecież nie mogło to być trudniejsze od podjęcia decyzji o skoczeniu z wieży? Otóż dla Thomasa było to o wiele trudniejsze - skok miał go uwolnić, a tutaj? Wszystko by tylko skomplikował. Dlatego nie mógł się zmusić co do tego, żeby powiedzieć o tym co odkrył. Teraz jeszcze nie wiedział, ale za kilka dni jednak jej powie, kiedy już zda sobie sprawę, że to co czuł to faktycznie jest miłość, ale kocha ją jak siostrę. Jednak do tego czasu będzie mu zarówno niezręcznie w jej obecności ale jednocześnie będzie chciał spędzać z Brenną sporo czasu. Koniec sesji
|