![]() |
|
[03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20) +--- Wątek: [03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym (/showthread.php?tid=3800) Strony:
1
2
|
[03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Charlotte Kelly - 26.08.2024 Dzień dobiegał już końca, słońce znikło za budynkami, niebo pociemniało. Pora nie była może jeszcze bardzo późna, ale rozbłyskiwały latarnie, a ruch na ulicach magicznego Londynu zanikał. Zamknięto już sklepy, nikt nie spieszył po sprawunki, większość czarodziejów zdążyła wrócić z pracy do domów. Przechodnie wciąż przemykali po Horyzontalnej i Pokątnej, ale już niezbyt liczni – tu ktoś wracał z nadgodzin w Ministerstwie, tam jakaś para wychodziła z restauracji, kilka osób szło grupą, pewnie do jakichś znajomych. Charlotte mogłaby przysiąc, że było tych ludzi mniej niż jeszcze kilka miesięcy temu o tej porze i nie musiała być naukowcem, aby wysnuć wniosek, że Beltane zaszczepiło w ludziach pewną nerwowość. Nie na tyle dużą jednak, aby niektórzy w lecie nie zaczęli zapominać o widmie wiosennych ogni, skuszeni wizją dobrej zabawy. O, grupka czarodziejów na przykład, która śmiała się głośno w pobliżu wejścia do kamienicy, w której znajdowało się mieszkanie Kelly’ch – pewnie w maju czy czerwcu nie odważyliby się na przebywanie na zewnątrz, zwłaszcza w stanie podchmielenia… Chociaż coś za dobrze byli ubrani, jakoś tak elegancko, na bandę pijaczków… Charlotte nie przyjrzała się im jednak uważnie, bo gdy zerknęła w jedną z mijanych witryn i przystanęła, by odruchowo poprawić włosy, dostrzegła w odbiciu także swojego syna. – Jessie – powiedziała srogo, odwracając się do niego. – Wiesz, która jest godzina? Czy te przebrzydłe gobliny znowu kazały ci pracować po godzinach? – spytała, jakby wcale sama nie wracała z Ministerstwa późną porą. Ale w swojej hipokryzji pani Kelly uważała, że to coś zupełnie innego! W końcu chodziło o karierę naukową, a taka wymagała poświęceń. Poza tym ona nie pracowała dla goblinów. Można było wyjąć czystokrwistą kobietę z rodu czystej krwi (czy też raczej: Charlie sama się z niego wyjęła), ale pewne uprzedzenia pozostawały na całe życie. O, te dla goblinów na przykład. Charlotte uważała, że ranią zmysły estetyczne, w ogóle nie znają się na modzie, a nie pomagało i to, że miała je za wredne i chciwe – sama też może była wredna, ale przynajmniej dobrze przy tym wyglądała. RE: [03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Jessie Kelly - 26.08.2024 Jessie nie lubił się spóźniać. I to nie tylko dlatego, że było to uważane za zachowanie niekulturalne, które pokazuje, jak bardzo "w poważaniu" ma się osobę, z którą umówiło się na spotkanie. Brak szacunku do czyjegoś czasu, co czyjejś osoby. A jeśli ktoś spóźniał się na jakieś ważne spotkania - rozmowa o pracę, czy sama praca, to już mogło postawić tę osobę w bardzo złym świetle. Oczywiście, światło to mogło przygasnąć, lub zgasnąć całkowicie, jeśli miało się dobry powód, przez który doszło do owego spóźnienia. Czasami awarie czy wypadki po prostu się zdarzają i chociaż magia, krążąca w ich żyłach, potrafiła zdziałać wiele, tak nie potrafiła zmienić każdego biegu wydarzeń i nie na wszystko miała wpływ. Dzień chylił się już ku końcowi, ludzie zdążyli już wrócić do swoich domów i zapewne zasiadali z rodzinami (lub sami) do kolacji lub powoli przygotowywali się do snu, by wcześnie i z energią powitać następny dzień. Latarnie rozświetliły ulice. Wśród tych nielicznych person, które pojawiały się jeszcze na ulicach Pokątnej i Horyzontalnej, był Jessie. Trochę zmęczony, na zewnątrz mało radosny, ale w środku szczęśliwy, że w końcu udało mu się wyrwać z pracy. Swoją pracę lubił, ale czasami miał ochotę swoich współpracowników zganić i posłać do kąta, ale wtedy musiałby sam wszystko naprawiać, a na to nie miał ani sił, ani ochoty, a wołać co chwila starszych pracowników, by pomogli mu coś naprawić, też nie miał ochoty. Nie wiedział dokładnie, która była godzina, ale był pewien, że jego spóźnienie nie było na tyle duże, by jego mama się na niego gniewała. Oczywiście, wolałby być na czas i nie kazać jej czekać, ale tak wyglądało dorosłe życie - czasami plany ulegały zmianie bez względu na to, czy to się komuś podoba, czy nie. A przynajmniej Charlotte mogła sobie spokojnie poprawić włosy. -Mieliśmy mały problem z jednym depozytem. Musiałem zostać chwilę dłużej - powiedział lekko, chociaż nie był to lekceważący ton. -Wiesz, może rozważyłbyś trochę łagodniejsze mówienie o kimś, kto pilnuje twoich pieniędzy, hm? RE: [03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Charlotte Kelly - 27.08.2024 Charlotte bardzo rzadko gniewała się na swoje dzieci, i wtedy, gdy były małe, i gdy dorosły. Nie miała zamiaru obsztorcowywać syna za to, że późno przychodził na kolację, zwłaszcza że ona też ledwo wyszła z pracy. Zapewne gdyby nie wrócił do domu na noc wcale, to pretensje miałaby tylko o tyle, że mógł dać znać, bo czasy były niebezpieczne, a on był dzieciakiem mugolaka i zdrajczyni krwi: połączenie ściągające na niego uwagę, nieważne, jak bardzo pragnął trzymać się z boku. Ale po prostu nie mogła przepuścić okazji do narzekania na gobliny. Wciąż nie zapomniała, jak jeden ośmielał się jej insynować, że ukradła goblińską tiarę. To był prezent ślubny! Co z tego, że ślub się nie odbył? A nawet zakładając, że niby to powinna oddać, to należałoby ją sprezentować z powrotem ciotce, a nie goblinów, tylko dlatego, że jeden z nich wykonał tę sto lat temu. - Na wszelki wypadek część funtów trzymam w mugolskim banku - przypomniała, bardzo z siebie dumna, chociaż pomysł mugolskiej bankowości wyszedł od Neda, a ona przez lata załapała dość, aby dać radę potem z pewnym trudem (i pomocą rodzeństwa mugolaczki z pracy, którą Charlotte zmanipulowała w wiarę, że pani Kelly jest dobrą osobą), założyć konto i w Londynie. - Nie ufam tym małym draniom. Mugolom też tak średnio ufała, ale zakładała optymistycznie, że nie zawiodą tego zaufania i jedni, i drudzy na raz. Poza tym, niestety, nie miała całych gór pieniędzy: chociaż nadwyżka była całkiem przyzwoita, pozwalała od czasu do czasu na pewne szaleństwa i w razie czego nawet na nie pracowanie przez kilka miesięcy. Tymczasem grupka podchmielonych czarodziejów zbliżyła się do nich. Charlotte początkowo nie zwracała na nich uwagi - zdawali się raczej rozbawieni, może lekko podpici, ale nie pijani, nie wydawali się zagrożeniem, ale jeden z nich nieoczekiwanie podszedł bliżej. - Hej, a wy jeszcze tutaj? - spytał jeden z nich, chwytając ją lekko za ramię. Już - już miała mówić, żeby zabierał tę rękę, bo mu ją inaczej połamie, gdy padły kolejne słowa... - Zaraz będą podawać tort, trzeba wracać! Podobno robiła go sama Aurora. - Jaki tort? - wyraziła zainteresowanie Charlotte, dostrzegając, że część grupki wchodzi do restauracji Zorzą, gdzie trwało jakieś przyjęcie. A Zorza była lokalem bardzo luksusowym, znanym ze swojego wystroju, smacznych potraw oraz bogatego menu. - Malinowo waniliowo marakujowy. Siedem pięter! Harold chciał czekoladowy, ale Patricia nalegała - westchnął mężczyzna, a Charlotte zamiast wyrwać rękę, przesunęła ją tylko, ujmując go stanowczym gestem pod ramię. - Byłoby nieuprzejmie nie spróbować tortu, który wybrała Patricia - powiedziała, rozpływając się w uśmiechach. W końcu niecodziennie człowiek miał okazję spróbować tortu robionego przez samą Aurorę! I nie będą musieli robić kolacji. - Jessie? RE: [03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Jessie Kelly - 27.08.2024 Jessie nie raz słyszał w pracy rozmowy, przeprowadzane między sobą przez gobliny. Nie raz również w takich rozmowach uczestniczył. Różnice między czarodziejami i goblinami były spore, ci drudzy nosili również w sobie żal do tych pierwszych i gdy tak się tego słuchało, i to nie z podręczników czy plotek, a z ust samych "poszkodowanych", aż dziw brał, jak te dwie rasy zdołały dojść do porozumienia, które pozwoliło im na wspólną pracę. Kwestia własności była głównym tematem, który rozpoczynał między pracownikami Gringotta wiele sprzeczek, ponieważ niejeden depozyt klientów był wytworem goblińskich rąk i gobliny czasami nie potrafiły utrzymać języka za zębami, przez co niejeden czarodziej opuścił bank z zepsutym humorem, ponieważ został przez któregoś z pracowników nazwany "złodziejem". Na szczęście do tej pory udawało się jakoś załagodzić sytuację, by bank nie stracił wszystkich swoich klientów. -Mhm - mruknął, zdając sobie sprawę, że pomysł założenia mugolskiego konta musiał wyjść od jego ojca. -Uwierz mi, oni nie ufają ci równie mocno. Wszystkie zabezpieczenia, strzegące skrytek w podziemiach banku Gringotta, mówiły same za siebie. Jessie zmrużył oczy, dostrzegając zbliżających się do nich czarodziejów, którzy, sądząc po ich stanie, dobrze się tego wieczoru bawili. Nie byli jeszcze tak okropnym stanie upojenia, by przebywanie obok nich wywoływało obrzydzenie albo mogło zwiastować kłopoty, ale zdecydowanie kilka kolejek ognistej było już za nimi. I kiedy jeden z nich tak bezceremonialnie chwycił Charlotte za ramię, Jessiemu brew drgnęła i chciał już gościa odepchnąć, kiedy jego następne słowa wzbudziły zainteresowanie jego mamy i kobieta ujęła jego ramię. Aurora? Jaka Aurora? Patricia? Harold? Siedmiopiętrowy tort? Co tu się odwalało? Czyżby mama mu o czymś nie powiedziała, gdy umawiali się na wyjście? Nie, nie byłaby taka zaskoczona. No dobrze, mama dała się im wciągnąć. Ciekawe, czy w ogóle wiedziała, kim jest ta cała Aurora... No ale skoro chciała tam iść, to trzeba było ją pilnować. Oczywiście, Jasper nigdy by nie podejrzewał, że Charlotte zrobiłaby coś głupiego, gdyby spuścić ją z oczu, ale mogłaby zrobić coś głupiego, gdyby spuścić ją z oczu. -Patricii byłoby przykro, gdybyśmy tak wzgardzili wybranym przez nią tortem - no co miał zrobić? Zepsuć mamie zabawę, odciągając ją od imprezy? -Ha! Tak jest, młody! - obok niego pojawił się drugi szczęśliwy czarodziej, ścisnął go mocno ramieniem i potargał mu fryzurę. -A po torcie strzelimy sobie jeszcze kolejeczkę! RE: [03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Charlotte Kelly - 28.08.2024 – Doskonale. Absolutnie nie powinni mi ufać. Chociaż pod tym względem są rozsądni, a to się im rzadko zdarza – oświadczyła Kelly, z lekkim uśmiechem na twarzy. Oczywiście, tak naprawdę ten brak zaufania wynikał z ogólnego braku zaufania do czarodziejów, ale cóż sami – byli – sobie – winni. Mogliby wreszcie przyjąć do wiadomości, że jak komuś coś sprzedajesz, to ten ktoś cię nie okrada, a poza tym zacząć lepiej się ubierać. Na twarze nic nie poradzą, ale ubiór przecież już dałoby się poprawić! A te ich marudzenia, że czarodzieje nie zdradzają im sekretów produkcji różdżek? Phi! Dlaczego mieliby to robić? Gobliny też nie dzieliły się tajnikami goblińskiego rzemiosła… Jasper pod względem wyglądu przypominał Neda, a czasem Charlotte zdarzało się wzdychać w duchu, że był też niestety często aż zbyt dobry, zupełnie jak jego ojciec. O ile jednak krew nie była wodą, to swoje robiły też wpływy otoczenia, i chłopak spędził ze swoim ojcem chrzestnym dostatecznie wiele czasu, aby najwyraźniej przejąć pewne rzeczy także po nim. Gdyby na przykład usłyszała ten komentarz o pakowaniu się w kłopoty, pokręciłby głową nie tyleż urażona, ile zirytowana, jak bardzo był w stylu Selwyna. Wmaszerowali razem, całą grupą, do eleganckiej restauracji. Nikt ich nie zatrzymywał. Tak jak zawsze jej ściany porastały gęste rośliny, a w samym centrum szemrała fontanna, ale tego dnia stoliki były udekorowane znacznie bardziej elegancko, a donice z kwiatami zostały zastąpione absurdalną wręcz ilością białych róż. Na długim stole pod jedną ze ścian wystawiono całą masę przekąsek: były tam różne ciasta, słodycze, napoje, krakersy cieniutkie jak papier, miseczki pełne bitej śmietany, ciasteczka wielkie jak dłoń z kawałkami czekolady, cukrowe róże, stosy makaroników w różnych kolorach i wymyślne kanapki. Były tam i wina, same z wyższej półki, i szampan, z gatunku najlepszych, a oczy Charlotte śmiały się, kiedy patrzyła na to wszystko. – Nie jest aż tak okazale, jak podczas mojego ślubu, ale całkiem – całkiem – powiedziała, pochylając się nieco ku synowi, gdy puściła ramię osobnika, który ich tu wprowadził, bo wszyscy zaczęli oklaskiwać młodą parę. Niska, pulchna, ciemnowłosa Patricia i jej jasnowłosy, bardzo wysoki partner, zabrali się właśnie za krojenie tortu, który był równie wysoki jak sama panna młoda. – Aurora to właścicielka, uczyła się w jakiejś Francji czy Włoszech sztuki cukierniczej, ten tort wart jest z pewnością dwa razy tyle, co moje miesięczne zarobki. – A zarabiała jako Niewymowna naprawdę dobrze. Nie była może obrzydliwie bogata, jak niegdyś, ale stać ją było właściwie na wszystko, na co miała ochotę. – A już pomijając cenę, rzadko przygotowuje wypieki osobiście – uzupełniła jeszcze szeptem, gdy talerzyki z tortem zaczęły krążyć pomiędzy gośćmi, i wreszcie podsunięto je także jej i Jessiemu. Sama cena ceną, Anthony choćby na ich rodziny rok rocznie zamawiał jakieś arcydzieło sztuki cukierniczej, ale dobicie się do Aurory wcale nie było łatwe. RE: [03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Jessie Kelly - 28.08.2024 -Najważniejsze, żeby nie przestali ufać mi, bo mógłbym mieć wtedy w pracy nieciekawie - rzucił komentarzem bardziej do siebie, niż jako odpowiedź na zbyt radosne, jego zdaniem, stwierdzenie matki. Gobliny, które musiały pracować z czarodziejem, któremu nie ufały, stawały się goblinami jeszcze bardziej zrzędliwymi, niż na co dzień, co mogłoby być szokiem nawet dla czarodziejów, którzy pracowali z nimi już od dłuższego czasu. Ciągłe patrzenie na ręce, krzywienie się na widok różdżki, która wciąż pozostawała poza zasięgiem goblinów, ciągłe mamrotanie pod długim nosem i podważanie umiejętności szczególnie młodszych pracowników. Gobliny były bardzo złośliwe, ale skrupulatne, to trzeba było im przyznać. I kiedy zdarzały się momentu, gdy nie były złośliwe, potrafiły mówić bardzo mądrze i ciekawie. Ale tego już matce nie musiał mówić. Charlotte z całą pewnością i tak by się z nim nie zgodziła, a po co mieli dążyć do ewentualnej sprzeczki. Ze swojego podobieństwa do ojca, nie tylko z wyglądu, Jasper był dumny, chociaż tej dumy starał się za bardzo nie uzewnętrzniać, ograniczając się jedynie do uśmiechu i krótkiego "dziękuję", gdy ktoś przy nim wspomni o tym na głos. Czasami w żartach mówił, że ten świat nie byłby w stanie przetrwać z wiernymi klonami Charlotte Kelly, więc jeśli Rita wdawał się w ich matkę, on, dla równowagi, powinien być podobny do ojca. Prawdą jednak było, że czasami żałował, że nie był trochę bardziej podobny do matki. Że może był czasami za miły, za dobry. W szkole zdarzało mu się być dla kogoś złośliwym, ale nie były to złośliwości, przez które ktoś mógłby się na niego obrazić, albo powiedzieć "Zdecydowanie wdał się w swoją matkę". Kiedyś ta jego "dobroć" z całą pewnością wpakuje go w kłopoty, z których już się nie wykaraska. Nie sam. Wciąż jednak mógł mieć nadzieję, że stanie się to później, niż prędzej. -Jak musiałby wyglądać, żeby był bardziej okazały, niż ten z twojego ślubu? - spytał, unosząc brwi na widok tortu. Faktycznie, tort robił wrażenie, ale może było to spowodowane rozmiarem tortu. -Jestem ciekawy, czy i kiedy się zorientują, że nie jesteśmy gośćmi -powiedział na tyle cicho, by poza matką nikt nie mógł go usłyszeć.- Kojarzysz w ogóle tę parę? Nawet nie zauważył, kiedy talerzyk z kawałkiem ciastka pojawił się na jego dłoni, ale narzekać ani zbyt długo nad tym rozmyślać nie miał zamiaru. Trochę go ta marakuja zniechęcała, ale po pierwszym, małym kęsie musiał przyznać, że ciasto nie było takie złe. -Więc albo są obrzydliwie bogaci, albo sprzedali dla tego tortu tiarę po babci. RE: [03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Charlotte Kelly - 29.08.2024 Charlotte krytykowała czasem swoje dzieci - głównie ich wybory modowe albo decyzje o pracy dla goblinów - ale robiła to niezmiernie rzadko. Może wynikało to z tego, że była tak przekonana o własnej doskonałości, że oczywiście zakładała, że jej dzieci też są świetne. A może ze wspomnienia własnej, jakże nieprzyjemnej relacji z matką. Nawet więc jeśli czasem wolałaby, aby Jasper był bardziej samolubny i mniej miły, bo samolubstwo bardzo przydawało się w życiu, nie dzieliła się ta opinią na co dzień. - Och, masz miał dwanaście pięter. Każde w innym smaku. Oświadczyłam, że nie wyjdę za mąż, jeśli nie dostanę droższego i ładniejszego tortu niż kuzynka Cecylia - powiedziała Charlotte, uśmiechając się do wspomnień. Ustąpili jej w tej sprawie, jak w wielu innych, kompletnie nieświadomi, że Crouchówna wyjść za mąż owszem, planuje, ale za zupełnie innego kandydata. - Bardzo nam wszystkim smakował, a wiesz, jak wybredny jest wujek Anthony. Specjalnie załatwiła wszystko tak, aby tort dostarczono wcześniej i w inne miejsce. Nie zamierzała stracić radości jedzenia go, a potem resztki wolała rozdać mugolskim bezdomnym niż sprezentować je większości krewnych na weselu, którego nie będzie. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, z zadowoleniem, gdy spróbowała tortu. Był idealny, taki niezbyt słodki, z mocno wyczuwalną nutą czekolady, puchatym biszkoptem, warstwą lukru, w której na pewno nie znalazła się ani odrobina margaryny czy innych tańszych zamienników. No po prostu cudo sztuki cukierniczej, nawet jeśli nie dorównywało tamtemu tortowi sprzed lat, a poza tym za darmo, uczciwa cena. - Dlaczego mieliby się zorientować? - stwierdziła, wzruszając lekko ramionami. Była pewna, że każdego przekona, że są tutaj legalnie, a nawet jak nie, mogła wskazać winowajcę, że och, ten tam ją tutaj zaciągnął, nie chciała się z nim szarpać, by nie psuć uroczystości, a syn poszedł z nią, by zadbać o jej bezpieczeństwo... - Patricia dziś wyjątkowo pięknie wygląda - powiedziała nieco głośniej, odsuwając się od syna, by zwrócić się do zajadającego się tortem mężczyzny, co ich tu wprowadził. - Suknia Rosierów to był doskonały wybór - stwierdziła. Teraz oczywiście sukni od Rosierów miała w szafie zaledwie parę sztuk, tu jakaś kupiona za zaoszczędzone pieniądze, tam prezent urodzinowy od Tonyego, ale wciąż przeglądała ich katalogi i rozpoznawała projekt. Przy okazji wiedziała, że to oznaczało: są majętnymi ludźmi, ale nie z wpływowego rodu. Kupili gotową suknię, drogą i piękną, ale gdyby pochodzili od takich Malfoyów, szyto by na zamówienie. - Miałam wątpliwości, czy odcień kości słoniowej nie podkreśliłby bardziej jej cery, ale ta złamana biel doskonale komponuje się z oczami. - Eee... tak - odparł człowiek, który zapewne nie odróżniał więcej niż jednego odcienia bieli. - Ciągle mówiła o tej sukience, odkąd ją pół roku temu wybrała, a jeszcze ta afera z welonem... dobrze, że zdołali go zaszyć, zupełnie bez śladu, ale nie wiem czy wybaczy młodszej siostrze, że go przedwczoraj rozdarła. - Straszne przeżycia. Cieszę się, że teraz promienieje - odparła Charlotte z udawanym współczuciem, zadowolona z zebranych informacji. - Jessie, skarbie, będą chyba wznosić kolejny toast, chodź po kieliszki... I oczywiście, że ją znam, Patricia, ma młodszą siostrę, sukienkę wybrała pół roku temu, bardzo ją sobie chwali. Od Rosierów, z katalogu wiosennego letniego. RE: [03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Jessie Kelly - 29.08.2024 Jessie zmarszczył lekko brwi, powtarzając w myślach kilka razy słowa, wypowiedziane przez Charlotte. -Kuzynka Cecylia... To ta, która miała krzywe zęby i za każdym razem mówiła, że to jeden z kanonów piękna w Chinach, czy Indiach? - a może nie była to kuzynka Cecylia, tylko jakaś dziewczyna ze szkoły, której imienia już nawet nie pamiętał. A może ktoś jeszcze inny? -No cóż, miał do wyboru dwanaście smaków. Byłoby prawdziwą klapą, gdyby żaden z nich mu nie smakował. Nie wiem, czy byłoby to gorsze przeżycie dla niego, widzieć tort i nie móc zjeść tortu, czy dla cukiernika, że dwanaście pięter, każde inne i sławnej osobistości nie smakowało żadne z nich. Do tortu, który miał pojawić się na ślubie Charlotte i Jonathana, z oczywistych względów nie mógł porównać tortu, który zajadał teraz niewielkimi kawałkami, ale musiał przyznać, że z każdym kolejnym kawałkiem smakował on coraz lepiej, o czym świadczyć mógł błogi wyraz twarzy. Aż mu się trochę zrobiło szkoda jego rodzeństwa, że nie mogli tego tortu spróbować. Odwrócił głowę, zainteresowany, kiedy matula odsunęła się od niego i zagadnęła gościa, który ją tu zaciągnął. Gość przez chwilę miał naprawdę głupi wyraz twarzy, przez który Jessie parsknął cichym śmiechem, omal nie krztusząc się ciastem. Oczywiście, sam nie byłby w stanie wymienić tyle odcieni barw, ile byłyby w stanie wymienić jego mama i siostra, ale zawsze go bawił widok kobiety, która trajkotała o jakichś seledynach, pudrowych różach, czy błękitach pruskich, a słuchający je facet jedynie pomrukiwał i potakiwał głową, chociaż nie miał absolutnie zielonego pojęcia, o czym jego partnerka właśnie mówiła. Zaśmiał się cicho i pokręcił lekko głową, idąc z matką do stolika, na którym ustawione były tace z kieliszkami szampana, przy którym zaczęło zbierać się coraz więcej ludzi. -No dobrze, Pannę Młodą znasz. A powiesz mi coś o Panu Młodym? Oprócz tego, że ma na imię Harold? RE: [03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Charlotte Kelly - 29.08.2024 – Nie, to nie ta – powiedziała Charlotte, trochę rozbawiona. Tej kuzynki Cecylii Jessie nigdy nie poznał: nie zniżyłaby się do kontaktów z krewną, która nosiła nazwisko mugolaka ani z dziećmi tegoż mugolaka. – Ale jak tak myślę, to faktycznie ma wystające zęby – dodała z odrobiną satysfakcji. – Skarbie, problem w tym, że każde było pyszne, a on nie powinien próbować dwunastu… W końcu cierpiał na cukrzycę. Nawet jeżeli przed laty nie była tak zaawansowane, to dwanaście pięter było przesadą. To było słodko gorzkie wspomnienie: i tą słodyczą był zarówno smak malin i pistacji na jednej z warstw, jak i myśl o uwolnieniu się od rodziny, ale zrównoważoną goryczą rychłego rozstania z przyjaciółmi i świadomością, że nic nie będzie już takie same. Że nieważne, co przyniesie dobrego i złego Ameryka, nie ma już odwrotu. Było wiele i jednego, i drugiego, ale Charlotte kochała swoje dzieci, w ostatecznym rozrachunku uważała więc, że to pierwsze przeważyło. – Szampan czy wino? – spytała Jaspera, sama sięgając po kieliszek z szampanem, z dość wysokiej półki. Zdecydowanie, para młoda i ich rodziny nie pożałowali na to przyjęcie: ewentualnie Aurora była jakąś ich znajomą, to też było możliwe. Uniosła kieliszek wraz z innymi, a potem dopełniła toastu, smak drogiego trunku zmieszał się z tym malin i wanilii. Para młoda promieniała, i Harold ucałował swoją oblubienicę w policzek. Charlotte rzuciła synowi rozbawione spojrzenie na to rzucone jej wyzwanie, a potem zaczęła rozglądać się po najbliższym otoczeniu, w poszukiwaniu dobrej ofiary. Odrzuciła dwójkę młodych, zbyt zapatrzonych w siebie nawzajem, i rodziców, o znękanych minach, próbujących uspokoić dziesięciolatka. Przesunęła się nieco bliżej dwóch starszych kobiet, by usłyszeć ich rozmowę, i pochyliła przy nich, odstawiając talerzyk opróżniony z tortu, niby to przypadkiem trącając jedną z nich. – Och, bardzo panią przepraszam, naprawdę nie chciałam – zapewniła szybko, robiąc zakłopotaną minę. – Pani… przepraszam, chyba nie miałyśmy przyjemności? Są panie od strony Harolda czy Patricii? – Nic nie szkodzi – zapewniła jedna z kobiet, nawet jeżeli druga obrzuciła ją niechętnym spojrzeniem. – My od Harolda, to mój bratanek. – My od Patricii. Właśnie zachwycałam się tortem. Chociaż brakuje mi odrobinę czekolady, Patricia wspominała, że Harold ją sugerował… – Musiała postawić na swoim, jak zawsze – parsknęła towarzyszka haroldowej ciotki. – Ślizgonki już tak mają. – Moja droga, bardzo proszę, nie obrażaj żony mojego bratanka… - Wydają się oboje bardzo szczęśliwi – powiedziała Charlotte ugodowo, zupełnie do siebie niepodobnym tonem. – Dom w Hogwarcie nie wszystko determinuje. Ja na przykład byłam Puchonką. – Ja byłam w Gryffindorze – oświadczyła marudząca kobieta. – Jak Harold. Powinien znaleźć sobie przyzwoitą Gryfonkę. – Trisha, proszę cię… – Nie będę paniom już przeszkadzać – odparła Charlotte gładko, zgarnęła krakersa dla siebie i dla Jessiego, i wróciła do syna. – Gryfon, ma ciotkę, jest pod pantoflem żony. RE: [03.08.72] Z mamą jest zabawniej niż z chrzestnym - Jessie Kelly - 29.08.2024 Czyli jednak to była jakaś dziewczyna ze szkoły. W sumie było to do przewidzenia. Rodzina od strony matki, na wieczność już obrażona za solowy występ Jonathana podczas ich ślubu, była mu praktycznie nieznana, a jeśli już kogoś kojarzył, to tylko dlatego, że Charlotte czasami wspominała o kimś w rozmowie, jak teraz o tej całej kuzynce Cecylii. A ponieważ nie znał tej części rodziny za dobrze, to zdarzało mu się pomylić jedną osobę z drugą i czasami mógł powiedzieć coś, czego niektóre osoby nie chciałyby słyszeć - szczególnie, gdy mówił właśnie o nich. -Czyli to był ktoś ze szkoły - wzruszył lekko ramionami, bo w sumie za dużo się nie pomylił, skoro ta kuzynka faktycznie miała wystające zęby. -Czemu nie? Jakby spróbował każdego po małym kawałku, to chyba nic by mu się nie stało. No, mogłoby go trochę zemdlić, gdyby któreś było bardzo słodkie. Bardziej bym się martwił o wuja Morpheusa - który przecież miał cukrzycę, więc zajadanie się dwunastoma różnymi ciastami mogło nie być najlepszym dla niego pomysłem. -Nie cierpiał po tym za bardzo? - oczywiście, istniały medykamenty, i całą pewnością wuj Morpheus pamiętał o regularnym ich stosowaniu, ale kto wie, czy i kiedy organizm przyzwyczai się do leku i nie będzie on tak skuteczny? Albo czy w natłoku emocjo po prostu wyleci to z głowy, zostawiając człowieka z niepewnym "Nie no, na pewno wziąłem leki", po czym okazuje się, że jednak się tego leku nie wzięło. Na pytanie matki nie odpowiedział słownie, po prostu sięgając po jeden z kieliszków z winem. Szampan nigdy nie był jego ulubionym alkoholem - zawsze irytowały go te bąbelki, musujące na języku. A kiedy wzniesiono toast, jego kieliszek również poszedł w górę, zawołał nawet wspólnie z pozostałymi gośćmi, życząc młodej parze szczęśliwego pożycia (i szybkiego dorobienia się gromadki dzieci, ale tę część Jasper przemilczał, zajmując usta winem). Ciekawie było obserwować Charlotte, gdy tak niby przypadkiem trącała ludzi, a potem prowadziła przemiłą, w jej wykonaniu, rozmowę z dwiema starszymi paniami, z których jedna marszczyła się, jak mops. -Ładnie - powiedział, kiedy matula wróciła do niego z nowymi informacjami, i stuknął swoim kieliszkiem o ten jej. -A spróbujesz się jeszcze dowiedzieć, kim był ten przemiły jegomość, który wpisał nas niespodziewanie na listę gości? Może dla niego Charlotte również byłaby taka miła? I w momencie, gdy ostatnie słowa padły z jego ust, jakieś dzieciaki zaczęły się ganiać przy stołach, również obok nich, a para młoda zaczęła zapraszać gości na parkiet. -Uważaj - powiedział, nachylając się do matki. -Chyba jakiś stryj po trzech kieliszkach będzie próbował cię zaciągnąć do tańca. |