Secrets of London
[28/06/1972] Wezwanie do brudnej roboty || erik & patrick, thomas - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+--- Wątek: [28/06/1972] Wezwanie do brudnej roboty || erik & patrick, thomas (/showthread.php?tid=3811)

Strony: 1 2


[28/06/1972] Wezwanie do brudnej roboty || erik & patrick, thomas - Erik Longbottom - 27.08.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III

—28/06/1972—
Okolice Dziurawego Kotła, Niemagiczny Londyn
Erik Longbottom & Patrick Steward, Thomas Figg



A przecież ledwo zaczął się czerwiec, komentował bezgłośnie Erik, zmierzając za Patrickiem w stronę jednej z bocznych uliczek znajdujących się w sąsiedztwie przejścia do magicznych dzielnic Londynu. Tak jak maj upłynął mu stosunkowo powoli przez żałobę, jaką nosiła rodzina po śmierci wuja Derwina, tak pierwszy letni miesiąc niósł ze sobą całą masę wrażeń. Niektórzy mogliby powiedzieć nawet, że zbyt dużą.

Chociaż Longbottomowi rzadko kiedy brakowało wrażeń, tak teraz musiał przyznać, że cierpiał nieco na ich nadmiar. Począwszy od rytuału miłosnego z Beltane, który powiązał go z Norą i Elliottem i przechodząc do walki z górskim trollem w Górach Kaledońskich, rozbicia traktora na mugolskiej farmie czy wizycie na statku widmo, wszystkie znaki na niebie i ziemi zdawały się popychać go ku jednej konkretnej tezie: to lato miało być wyjątkowo ciekawe. Jakby nie żyli w wystarczająco interesujących czasach.

Czy wezwanie do mugolskiej dzielnicy miasta miało raz jeszcze uświadomić mu, że zagrożenie mogło w gruncie rzeczy czaić się na każdym skrzyżowaniu? Mężczyzna zmarszczył brwi, rozglądając się uważnie na prawo i lewo, zanim przeszli przez ulicę, bo łaskawie parę kierowców-niemagów postanowiło ustąpić im pierwszeństwa. Notka, jaka dotarła do Ministerstwa Magii, nie była zbyt szczegółowa, jednak padło na niej wystarczająco dużo informacji, aby wzbudzić zainteresowanie funkcjonariuszy. Zwłaszcza że wiadomość pochodziła od nikogo innego jak Thomasa Figga.

Kiedy znaleźli się w końcu w zaułku, Longbottom poczuł dreszcz przebiegający mu po plecach, gdy wyczuł sygnaturę magiczną zaklęć zwodzących. Zerknął czujnie przez ramię. Może to i lepiej? Bądź co bądź, nie była to Horyzontalna czy nawet Pokątna, więc ukrycie się przed wzrokiem wścibskich mugoli było dosyć dobrym posunięciem.

Oby nie stało się nic naprawdę złego — rzucił z nadzieją, rozglądając się za bratem Nory.

Kiedy w końcu go dostrzegł w cieniu jednego z bocznych budynków, uniósł wysoko rękę na powitanie, zaznaczając tym samym ich przybycie na miejsce. Nie, żeby ponadprzeciętny wzrok i mundur Brygady Uderzeniowej nie były wystarczająco sygnałami.



RE: [28/06/1972] Wezwanie do brudnej roboty || erik & patrick, thomas - Thomas Figg - 30.08.2024

Odkąd wrócił do Anglii miał wrażenie, że zawsze coś się dzieje, nie pamiętał, aby choć jeden dzień mógł w spędzić w "spokoju". Oczywiście przygody z Mabel nie zaliczały się do tych rzeczy, na które by narzekał, jednak dzisiaj nie była to jedna z tych przygód. Dzisiaj samotnie wybrał się do niemagicznego Londynu, musiał odwiedzić kilka miejsc w prostych celach zakupowych, ale nie przeszkadzało mu się też nieco poszwendać po starych śmieciach. Był już w takim wieku, że czasami łapała go nostalgia i nie zawsze z nią walczył, czasami po prostu się jej poddawał.

Zerknął na zegarek, trochę czasu już minęło od tego kiedy wysłał wiadomość do Ministerstwa, zastanawiał się czy ktokolwiek potraktuje poważnie jego doniesienie. Po prawdzie liczył, że dotrze to do któregoś z rodzeństwa Longbottomów to dawało mu największe nadzieję na to, że zostanie "wysłuchany". Nie zliczył ile już papierosów wypalił stojący obserwując jedno z mieszkań po przeciwnej stronie ulicy - chciał być pewny, że nie przegapi niczego. Doprawdy, gdyby nie poświęcił tych kilku chwil, żeby przejrzeć raporty z zaginięć mugoli na ich posterunku policji to zupełnie nie zainteresowałby się tą sytuacją.

Rzucił kolejny niedopałek na ziemię i przydepnął go butem, aby dokładnie dogasić. Normalnie pozbyłby się go za pomocą różdżki, ale był w niemagicznej okolicy i tylko mógłby napytać sobie biedy tym. Rozejrzał się ponownie ciekaw, czy jest sens w czekaniu nadal tutaj, a może powinien zainteresować się sprawą samotnie? Wszakże chodziło o dobro niewinnych, którzy nie mogliby się samodzielnie ochronić. Jednak wszelkie jego rozmyślania na temat tego czy zostać szaleńcem lub bohaterem zostały rozwiane przez pojawienie się dwóch przedstawicieli BUMu.
- Już myślałem, że nikogo nie przyślą - powiedział witając się z obojgiem mężczyzn uściśnięciem ręki. Obu znał, jednego od dzieciństwa, a drugiego za sprawą Nory i jako osobę wciągającą go w szeregi Zakonu.
- Przypadkiem trafiłem na informację o zaginięciach mugoli w tej okolicy - zaczął streszczać całą sytuację. - Z  tego co widziałem to tam mieszka czarodziej. Wchodziło do mieszkania z kimś jeszcze, mugolem którego spotkał na rogu, a wychodził już sam niosąc klatkę z papugą, która zdawała się coś krzyczeć ale nic zrozumiałego. Minęło kilka godziną mugol nadal nie wyszedł z tego mieszkania - musiał teraz już brzmieć jak jakiś lunatyk, który obserwuje innych przez cały dnie. Chciałby się mylić, ale jeśli faktycznie mieszka tam człowiek, który dla zabawy zamienia mugoli w zwierzęta i potem sprzedaje jako ciekawe zwierzątka?


RE: [28/06/1972] Wezwanie do brudnej roboty || erik & patrick, thomas - Patrick Steward - 30.08.2024

Dla Patricka czerwiec był miesiącem krycia się w cieniu i zastanawiania nad tym, kim właściwie był i kim teraz – przez nieopatrzne zrządzenie losu na Beltane – właśnie się stawał.
Paradoksalnie, kiedy nie pracował i nie musiał nosić munduru aurora; większość wolnego czasu spędzał właśnie w mugolskiej części Londynu. W bluzie z kapturem, z rękami wsuniętymi do kieszeni jeansów, mógł stopić się z tłumem. Znowu był nierozpoznawalny. Znowu nikt go nie znał. I nawet jeśli przypadkiem jakiś mugol trącił go ramieniem, w tłumie, zimno skóry Stewarda nie zaskakiwało aż tak, nie wzbudzało pytań.
Nawet lęki dotyczące wspomnień ojca – tak dobrze ujarzmione przez Sebastiana – tutaj, w mugolskiej części Londynu przerażały dużo mniej. Łatwiej było oprzeć się plecami o ściankę autobusowej wiaty lub przysiąść na jednej z parkowych ławek w Hyde Parku i odsunąć się myślami od samego siebie. Po prostu obserwować i widzieć. A potem odsunąć się od tajemniczego zaginięcia Alanny (przecież ciągle, jakby to głupio nie brzmiało, wydawało mu się, że znał ją bardziej niż wskazywałaby na to ich znajomość) oraz od… od Florence.
Ledwie przed paroma dniami zerwali łączącą ich więź. Patrick nie był wcale pewien, czy naprawdę chciał by ta została zerwana, bo jakby to żałośnie nie zabrzmiało, pokazała mu inną twarz Bulstrode. Już nie tylko pragmatycznej przyjaciółki, do której mógł przybiec w trudnych chwilach, ale wrażliwej kobiety. I czasami, czasami zdarzało mu się żałować, że kiedy miał okazję, nie spróbował jej pocałować.
Kiedy wszedł razem z Erikiem w zaułek, podniósł głowę i rozejrzał się odruchowo po okolicy. Niezbyt atrakcyjne tylne fasady budynków mieszkalnych nie miały w sobie wiele artyzmu, ale raczej nie musiały go mieć, by pełnić swoją funkcję.
- Jakby było naprawdę źle, dowody zobaczyłbyś wysoko na niebie – odpowiedział, mimowolnie kierując wzrok jeszcze wyżej.
Ale nieba nie zdobił Mroczny Znak.
Wsunął ręce do kieszeni obszernej bluzy – odwrotnie do Erika, wolał na górną część munduru nałożyć coś, co sprawiało, że nie przyciągał uwagi mijanych mugoli. Posłał Thomasowi powitalne kiwnięcie głową a potem krótko uścisnął jego dłoń.
- Znasz go? – zapytał na wzmiankę o czarodzieju. Tak właściwie to mieszkanie w mugolskiej części Londynu nie było niczym szczególnym wśród przedstawicieli Świata Magii. Przesuwał wzrokiem po budynku, szukając okien wskazanego przez Figga mieszkania. Sama historia zaś… Magia nie była na stałe. Nawet gdyby mieli stanąć twarzą w twarz z mistrzem transmutacji to transmutowanie mugoli w zwierzęta było raczej krótkotrwałą procedurą, która musiałaby prowadzić do czegoś dalej. Przeniesienia ich w inne miejsce? Może w takie, w którym zaklęcia transmutacyjnie mogły być jakoś podtrzymane? O ile rzeczywiście czarodziej transmutował mugola w papugę a nie był przypadkiem znanym ornitologiem. – W sumie… skoro go nie ma, to chyba nie zawadzi zbliżyć się do drzwi i zapukać? Zawsze może się okazać, że wspomniany przez ciebie mugol siedzi w środku i pilnuje dobytku.
A jeśli nikt nie odpowie na pukanie to zawsze można się przecież… włamać. W końcu dostali zgłoszenie, istniała realna szansa, że w środku jest ktoś, kto potrzebuje pomocy.


RE: [28/06/1972] Wezwanie do brudnej roboty || erik & patrick, thomas - Erik Longbottom - 31.08.2024

Nie musimy od razu zakładać, że naprawdę zły scenariusz jest od razu tym najgorszym — mruknął z krzywą miną, zerkając za Patrickiem w stronę nieba.

Może takie właśnie były efekty zboczenia zawodowego wynikającego z wieloletniej pracy w siłach bezpieczeństwa Ministerstwa Magii? Zawsze spodziewać się najgorszego? W gruncie rzeczy na pewno nie byliby pierwszymi, chociaż w tych czasach dużo łatwiej było rozbudzić podobne sentymenty w pracownikach Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Wystarczyło spojrzeć na Alastora i jego krewnych. Tam już królowała dewiza stałej czujności. Erik westchnął przeciągle, przesuwając się bliżej Thomasa.

Nie zakładał z góry, że wezwanie miało cokolwiek wspólnego z działaniami Śmierciożerców. Bardziej obawiał się, że Figg mógł znaleźć jakieś zwłoki, porzucony czarno-magiczny artefakt albo inne cholerstwo, które mogło narobić problemów w dzielnicy mugoli. A w gruncie rzeczy ukrycie czegoś po niemagicznej stronie Dziurawego Kotła było bardzo sprytne. Nie sposób było prześwietlić całej metropolii za machnięciem czarodziejskeij różdżki. A przejście na Pokątną znajdowało się wystarczająco blisko, że jak komuś zależało na ukryciu czegoś to...

A więc mowa tylko o prawdopodobnym porwaniu i... nielegalnej zmianie mugola w papugę — podsumował bezosobowym tonem, mrugając parokrotnie. Cóż, z dwojga złego już chyba wolał to niż przeklętą pozytywkę lub kamień manipulujący aurami. I wszystko wskazywało na to, że ich koledze udało się uzbierać całkiem wiele przydatnych informacji. — Mhmm… Dobrze będzie tam zapukać. I to raczej szybciej niż później, skoro minęło już kilka godzin.

Skinął głową w stronę Patricka. W końcu z ich dwójki był od niego wyższy stopniem, więc nie miał problemu z tym, aby podporządkować się zaleceniom czarodzieja.



RE: [28/06/1972] Wezwanie do brudnej roboty || erik & patrick, thomas - Thomas Figg - 01.09.2024

Skrzywił się na słowa Patricka, jasno wskazujące co oznaczałoby że sprawa jest naprawdę pilna i poważna. Jednak z drugiej strony czy naśladownicy Czarnego Palanta trudziliby się z odwzorowywaniem ich znaku? Szczególnie nad miejsce, gdzie potencjalnie sami mieszkali? Wątpił w to, trzeba by było być totalnym głupcem, aby robić coś tak idiotycznego. Nie był detektywem i najpewniej kierował dwójkę BUMowców do mieszkania niegroźnego czarodzieja, który mieszkał w niemagicznej cześci Londynu, ale czy na pewno tak było?
- Osobiście nie, ale widziałem go raz czy dwa w pobliżu klubokawiarni Nory - zawahał się czy na pewno powinien wspominać, ale uznał, ze nie warto się ukrywać z obserwacjami, cała tu obecna trójka należała do Zakonu, więc nie powinien przed nimi nic ukrywać. - Wyczułem od niego swąd czarnej magii, nie pomyliłbym go z niczym innym - w tym miał rację, jako łamaczowi klątw jego nos już dawno wyczulił się na ten nieprzyjemny zapach. Może nie był psem tropiącym czarną magię i jej ślady, Jenak z niczym nie pomyliłby jej zapachu.
Przestąpił z nogi na nogę i sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów. Zaoferował każdemu z mężczyzn jednego zanim sam odpalił swojego, zaciągnął się dymem i wypuścił go w powietrze po kilku sekundach.
- Cóż, nie wysyłałbym na ślepo zgłoszenia - nie chciał być jak pastuszek, który wołała, że wilk się zbliża, żeby stroić sobie żarty z innych osób. - W pobliskim sklepie zoologicznym znają go dość dobrze, dostarczone przez niego egzotyczne okazy ptaków zawsze kupują niemal natychmiast ludzie ubrani w dziwne "sukienki" - zerknął znacząco na obu mężczyzn, jeżeli to niebyła jakąś poszlaką to on... W sumie to nie był żadnym detektywem, wszystko to trafiło mu się jak ślepej kurze ziarno, więcej w tym wszystkim było przypadku niż faktycznej pracy Thomasa nad dedukcją i śledzenia tego wszystkiego.

Samo mieszkanie ręcznego jegomościa nie sprawiało wrażenia magicznego, gdyby jednak podeszli bliżej mogliby wyczuć specyficzną formę zabezpieczenia, jakby coś miało nie tylko zmuszać mugoli od kierowania się w inne strony, ale również sprawiać, że i czarodzieje nie będą się interesować danym miejscem. Zaś spojrzenie w okna sprawiało, że mogli dostrzec mogolską rodzinę jedzącą obiad - więc albo Thomas miał jakieś omamy i stroił sobie żarty, albo ktoś zabezpieczył swoje lokum w dość niecodzienny sposób.


RE: [28/06/1972] Wezwanie do brudnej roboty || erik & patrick, thomas - Patrick Steward - 03.09.2024

Patrick wzruszył ramionami. W tym geście było coś nonszalanckiego, jakby naprawdę wcale nie brał pod uwagę aż tak poważnego scenariusza. I w sumie nie brał, bo gdyby rzeczywiście śmierciożercy mieli zaatakować w mugolskiej części Londynu, na miejscu pojawiłoby się o wiele więcej ludzi, niż tylko ich dwóch (no, chyba że Thomas zdołałby dostrzec dopiero co planowany atak a oni we dwóch mieliby strasznego pecha).
Zresztą, będąc zupełnie szczerym, wcale nie podejrzewał by brat Nory próbował ich wzywać dla sportu. Czarodzieje czasem mieszali w życiu mugoli, zwłaszcza kiedy mieli do nich ułatwiony dostęp. Albo płatali im figle, czasem tragiczne w skutkach. Nie tak dawno Steward zetknął się ze sprawą czarnoksiężnika, który sprzedawał mugolom figurki Ponuraka na wyprzedażach garażowych. Z boku wyglądało to niewinnie, ale te figurki później wybuchały, niszczyły domy a jedną osobę nawet pozbawiły życia.
- Nierozsądne – skomentował uwagę Thomasa o swędzie czarnej magii. Ale to chyba oznaczało, że czarodziej, którego mieszkanie właśnie obserwowali, był wyjątkowo pewny siebie, skoro nie obawiał się krótko po jej użyciu paradować po Pokątnej. – Ale to wyjaśnia czemu wzbudził twoją uwagę. I… spokojnie, nie podejrzewam żebyś wzywał nas bez potrzeby – zaznaczył na wszelki wypadek, posyłając bratu Nory przepraszający uśmiech.
Kiwnął na słowa Erika, choć wychodziło na to, że poza zamianą mugola w papugę, w grę mógł jeszcze wchodzić nielegalny handel i Patrick wolał się nie zastanawiać czy kupowanie takiego ptaka przez czarodziei było powodowane dziwnym fetyszem czy też służyło zdobywaniem mugoli do jakichś mroczniejszych celów.
- Dobra, podchodzę tam. Zapukam, poczekam czy ktoś mi otworzy, jeśli nie to mogę spróbować z alohomorą. A jeśli i to się nie uda… to zawsze możemy sprawdzić, czy jest jakieś otwarte okno by dostać się do środka. A jak i to zawiedzie to mamy trzy tropy: pierwszy to sklep zoologiczny, drugi: mugolska policja, można tam sprawdzić, czy nie ma nic o zaginięciach w tej dzielnicy? Trzeci, już właściwie zacząłeś, Thomasie. To obserwacja. – zaryzykował, spoglądając na obydwu mężczyzn. Zawsze istniała szansa, że czarodziej wybierał jakieś konkretne osoby do transmutacji. Może pod kątem potencjalnego nabywcy? Skoro rozchodziły się na pniu, to najpewniej od początku był na nie kupiec. – Możecie podejść ze mną, ale chyba lepiej żeby ktoś został na zwiadach, tak na wszelki wypadek, gdyby okazało się, że ten facet zaraz tu wróci.
O ile nie było nic do dodania, Patrick ruszył w stronę wspomnianego mieszkania. Zamrugał, starając się zwalczyć narastające w sobie przeczucie, że nie było tu nic ciekawego. Pewnie, gdyby nie słowa Thomasa i świadomość magicznych zabezpieczeń, poddałby się.
Teraz jednak przezwyciężył własne myśli i zapukał do drzwi. Raz. Drugi. Trzeci. Czwarty. Mocno, tak na wszelki wypadek, jakby w środku naprawdę miał ktoś być. A potem jeśli nikt mu nie otworzył, stanął z boku tak by nie dostrzegł go żaden mugol (jeśli podeszli z nim to po prostu poprosił ich o zasłonięcie go), wyciągnął różdżkę i wyszeptał: alohomora.


RE: [28/06/1972] Wezwanie do brudnej roboty || erik & patrick, thomas - Erik Longbottom - 16.09.2024

Nie dało się ukryć, że mugolski Londyn, choć łatwy łup dla oddziałów złożonych z czarodziejów, obfitował w miejsca znacznie bardziej ''godne'' uwagi Śmierciożerców niż przypadkowy zaułek w okolicy przejścia na Ulicę Pokątną. Czyż nie lepiej byłoby skupić uwagę na pałacu Westminsterskim, Big Benie, pałacu królewskim, a nawet okolicach Hyde Parku? Gdyby chcieli wywołać jak największy chaos - a to przecież było ich specjalnością - z pewnością zaczęliby swoje pokazy właśnie tam.

Czy jesteś w stu procentach pewien, że dym papierosowy... eee… nie stępił twojego węchu? — dopytał nieśmiało Erik w nawiązaniu do uwagi mężczyzny o zapachu czarnej magii.

Po chwili uniósł wymownie brwi, gdy Thomas sięgnął po swoją osobistą paczkę fajek. Odmówił krótkim machnięciem dłoni. Wprawdzie sam nie był wolny od tego grzechu, tak w tym przypadku wolał nie poświęcać najbliższych minut na zaciąganie się papierosem. Zwłaszcza jeśli w grę miała jeszcze wchodzić czarna magia i czarnoksiężnicy. Wolał być ostrożny z oskarżeniami o korzystanie z tego rodzaju technik.

Ludzkie zmysły potrafiły być zawodne, a Londyn sam w sobie nie był najłatwiejszym polem operacyjnym pod słońcem w tym konkretnym względzie. Chociaż sporą ilość czarno-magicznych fenomenów i wypadków szło zidentyfikować i bez wskazówek węchów, tak w mieście, w którym roiło się od palaczy, zarówno tych magicznych jak i niemagicznych, łatwo było o zbyt szybkie połączenie kilku kropek. Ale są jeszcze ta ptaki..., napomniał się Longbottom, wzdychając ciężko.

Nie chcę zanadto krytykować naszych ziomków, ale dziwne ciuchy mogą wskazywać na jakichś tradycjonalistów — napomknął z krzywą miną. Wpływ kultury mugoli na społeczeństwo czarodziejów był praktycznie widoczny gołym okiem. Żeby nie sięgać daleko, wystarczyło przypatrzyć się codziennej garderobie jego siostry. Bardzo łatwo przyszło jej zrezygnować z tiar i wielowarstwowych szat na rzecz T-shirtów i dżinsów. — Jak się okaże, że noszą kiczowate nakrycia głowy i posługują się niezrozumiałym słownictwem, to będziemy mieli już prawie sto procent pewności, że coś się tu kroi.

Skinął głową, kierując się za Patrickiem i Thomasem w stronę kamienicy.

Mogę poczekać na zewnątrz — zaproponował bez większego wahania. — Thomas najwięcej widział, więc może w środku też mu się coś rzuci w oczy, więc dobrze by było, gdyby poszedł z tobą.

Erik nie miał większego problemu z tym, aby czasem odpuścić i usunąć się na bok. Bądź co bądź, jego zestaw umiejętności i domysłów nie zawsze musiał być tym, który okaże się kluczowy do rozwiązania danej sprawy. A kto wie, może Figg razem ze Stewardem zdołają razem coś tam znaleźć? Odprowadzając obu mężczyzn wzrokiem, Erik pozostał pod wejściem, aby po niedługim czasie przesunąć się w stronę pobliskiej ławki.



RE: [28/06/1972] Wezwanie do brudnej roboty || erik & patrick, thomas - Thomas Figg - 17.09.2024

Popatrzył na Patricka, który podzielił się z nieswoim planem i planami awaryjnymi. Co jeżeli faktycznie tylko się pomylił i śledził niewinnego człowieka? A może to wszystko było powiązane w jakiś chory sposób i porwani mugole byli tylko transportowani pod postacią ptaków, bo tak było łatwiej? Potrząsnął głową wiedzą, że gdybanie na nic się nie zda.
- Słuchaj no, może nie mam tak czułego węchu jak ty, ale musiałabym chyba nawdychać się oparów prosto z kotłów Titanica, żeby nie poczuć swędu czarnej magii - odgryzł się Erikowi momentalnie, bo to prawda, że palenie nie sprzyjało wyczuwaniu zapachów, jednak czarna magia Miałą charakterystyczny swąd, który przebijał się nawet przez dym papierosów. -Nie mówię, że na pewno para się jakąś zakazaną magią może przypadkiem ten zapach do niego przyległ? Ale jakoś sam nie wierzę w przypadki - dodał jeszcze i postukał się po nosie.
Skoro Erik zaoferował się, że zostanie na czatach, to nie zamierzał się wykłócać. Myślał, że to raczej on zostanie tutaj, skoro jako jedyny wiedział jak wygląda właściciel tego mieszkania no i nie był detektywem, dlatego też wątpił czy jego para oczu będzie jakkolwiek użyteczna wewnątrz. Jedyne na co by się przydał to gdyby mieszkanie było obwarowane klątwami lub pułapkami, ale kto robił coś takiego ze swoim domem? Paranoik, ale paranoicy bardziej sprawdzają czy nie są śledzeni.

Nikt im ze środka nie odpowiedział, dało się słyszeć jaki przytłumiony skrzek, jednak odpowiedzi brak. Thomas rozglądał się czy nikt nie patrzy i zasłaniał sobą Patricka otwierającego im zamek. W środku to co ich uderzyło to zaduch i zapach kojarzący się z kurnikiem. Zdecydowanie ktoś tutaj często przetrzymywał ptaki i rzadko pozwalał świeżemu powietrzu wpaść do środka. Wewnątrz panowała względny porządek, mieszkanie składało się z salonu połączonego z aneksem kuchennym, krótkiego korytarza prowadzącego do łazienki i sypialni i to tyle. W rogu salonu stały dwie puste klatki na ptaki i worek ziarna.  Na jedynym stole w tym pomieszczeniu stał kubek i obok niego leżała otwarta księga, z której żaden z nich nie byłby w stanie odczytać czegokolwiek - zapisana była jakimiś dziwnymi szlaczkami, jakby jakieś dziecko po prostu po niej bazgrało.
- To chyba po arabsku - zwrócił się do Stewarda pokazując na księgę, nie znał tego języka, ale podczas swoich podróży widział podobne pismo w krajach bliskiego wschodu właśnie. Tylko obrazki na drugiej stronie zdradzały, że była to księga o transmutacji żywych stworzeń w inne gatunki. Wcześniej słyszalne ciche skrzeczenie dochodziło z sypialni, tym razem głośniej - gdyby Patrick tam ruszył to znalazłby klatkę z wielką papugą arą.
Thomas zajął się rozglądaniem czy czasem mieszkanie to nie jest zabezpieczone w żaden sposób, nie chcieli przecież aktywować jakiejś pułapki czy alarmu, ale nie mógł znaleźć śladów takich środków bezpieczeństw.


RE: [28/06/1972] Wezwanie do brudnej roboty || erik & patrick, thomas - Patrick Steward - 16.10.2024

Na dobrą sprawę, Patrick pewnie też nie miałby nic przeciwko temu, żeby odpuścić i pozostać z boku. Problem w tym, że nie miał zielonego pojęcia jak wyglądał ich domniemany handlarz. Na zewnątrz mógł się więc okazać tak samo bezużyteczny jak byłby wewnątrz, gdyby nie udało im się nic interesującego odnaleźć.
Oddalając się w stronę drzwi wejściowych, posłał tylko Erikowi dłuższe, trochę żegnające, trochę niespokojne a trochę zamyślone spojrzenie.
- Uważaj na siebie – rzucił. – I jakby działo się tu coś alarmującego, to spróbuj dać nam znać – poprosił, ale nie dodał już w jaki sposób Longbottom mógłby to zrobić.
W myślach, Patrick założył, że najwyżej Erik będzie ciskał kamieniami w szybę albo narobi na tyle dużego hałasu na dworze, że zdążą albo uciec, albo przynajmniej się schować przed powracającym właścicielem mieszkania. W głowie aurora najprostsze rozwiązania niemal zawsze były najlepsze.
A potem pozostało mu skupić się na… bądź co bądź, niezbyt pewnie mądrym z prawnego punktu widzenia, ale być może jedynym słusznym, działaniu polegającym na wejściu do mieszkania handlarza. Wolał się nie zastanawiać, jak miałby wyjaśnić swoje postępowanie Harper, gdyby całe wezwanie okazało się jednak mocno przesadzone.
- Przynajmniej mamy pewność, że facet naprawdę jest zapalonym… ornitologiem – rzucił w stronę Thomasa, gdy uderzył w nich zapach ptactwa.
Rozejrzał się odruchowo po pomieszczeniu a potem, dość ostrożnie, podszedł do okna – by sprawdzić czy widział z niego Erika i czy Erik mógł go zobaczyć. Jeśli tak, uniósł lekko rękę do swojej twarzy – trochę jakby miał mu pomachać a w rzeczywistości, by zwrócić na siebie jego uwagę i wskazać mu właściwe okno. Zaraz po tym cofnął się w głąb mieszkania, by nie przykuwać niepotrzebnej uwagi.
Myślał gorączkowo.
- Jeśli natkniemy się tutaj na coś podejrzanego, zabierzemy ją – rzucił, zastanawiając się czy znał kogoś, kto posługiwał się arabskim. Może ten kuzyn Sebastiana, egzorcysta? Albo ktoś z rodziny Shafiqów? Tym, w każdym razie, mógł się martwić później.
Odruchowo sprawdził karmę, upewniając się czy była mugolska, czy też kupiona w magicznej menażerii.
Patrick zrobił kilka kolejnych kroków, tym razem przystając przed wejściem do sypialni, jakby zastanawiał się, czy czasem nie popełniał kolejnego błędu. Ptak, który znajdował się w środku, mógł ale wcale nie musiał, być transmutowanym człowiekiem. Z drugiej strony… z drugiej strony, zabranie go stąd – nawet gdyby się okazał tylko ptakiem, trochę uwiarygadniałoby interwencję, nawet jeśli okazałaby się niepotrzebna. To, co w końcu widział w środku, pokrywało się z tym, co zeznał im wcześniej Thomas. Byli w domu czarodzieja, który bardzo ale to bardzo interesował się ptakami. Puste klatki, zamieszkana klatka. Książka o transmutacji, chyba o niej, może nawet czarnomagiczna – jeśli, znowu, Figg się nie mylił i jej właściciel parał się czarną magią…
Najwyżej zostanę złodziejem ptaków - pomyślał Steward, wchodząc do sypialni. Była jeszcze druga możliwość: mógł zostać (o ile już nie był) idiotą.
- Dzień dobry – przywitał się cicho z papugą. Zagryzł dolną wargę, szukając wzrokiem w ptaku czegoś, co wskazywałoby na to, że nie był tylko zwykłym ptakiem, ulubionym zwierzątkiem pana domu, ale przemienionym w papugę człowiekiem.


RE: [28/06/1972] Wezwanie do brudnej roboty || erik & patrick, thomas - Erik Longbottom - 24.10.2024

No dobrze, może pozostawienie pod drzwiami kamienicy osoby, która nie miała bladego pojęcia, jak wygląda ich obiekt zainteresowanie, nie było idealnym rozwiązaniem. Erik zareagował jednak impulsywnie, wychodząc z założenia, że skoro Thomas miał okazję obserwować już mężczyznę, to być może uda mu się zidentyfikować w mieszkaniu coś, co potwierdziłoby jego domniemania. Mimo wszystko, gdy za parą czarodziejów zamknęły się drzwi, Longbottoma ogarnęło zwątpienie. Może jednak za szybko się zgłosił do tego, żeby zostać na zewnątrz? Ehh, niby pierwsza myśl najlepsza, pomyślał, modląc się w duchu o to, aby ta decyzja ich nie spaliła.

Nie można mieć też aż tak wielkiego pecha — skomentował pod nosem, przysiadając na ławce, nieopodal głównego wejścia.

Nie do końca świadom własnego podenerwowania, mężczyzna zaczął wystukiwać butem przerywany rytm. To zgłoszenie pozwoliło mu raz jeszcze przemyśleć swoje dotychczasowe decyzje. Może powinien zacząć coraz poważniej myśleć o jakimś wewnętrznym awansie zawodowym? Wprawdzie chciał i musiał dalej pracować w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, chociażby ze względu na swoją działalność dla Zakonu Feniksa, jak i to, że w gruncie rzeczy nie miał przyszykowanego planu B, tak... Poniekąd strzelał sobie w kolano tym, że coraz częściej stawiał się w sytuacjach, gdy musiał wybierać pomiędzy dobrem organizacji, a odpowiednim wypełnianiem obowiązków służbowych.

Rosnąca ostatnimi czasy rozpoznawalność, wywiad dla Lockharta, te wszystkie oczy zwrócone ku Dolinie Godryka i jego rodzinie... To wszystko sprawiało, że mimowolnie sam zdecydował, że ktoś musi przyjąć na siebie światła fleszy. Ledwie parę dni temu udało mu się wykorzystać swoją znaną twarz podczas małego śledztwa Brenny. Ale czy w pewnym momencie nie zacznie to działać na jego niekorzyść? Wieści o jego obecności w danej dzielnicy czy miejscowości zaczną się rozchodzić coraz szybciej, a to mogło negatywnie wpłynąć na prowadzone przez niego śledztwa. Zwłaszcza takie wymagające stałego kontaktu z ludźmi z zewnątrz.

Wypuścił powoli powietrze przez usta, kręcąc powoli głową. Z drugiej strony, sława nigdy nie była pewna. Owszem, były jednostki, którym udało się zagwarantować sobie dosyć stałą pozycję w mediach czarodziejów poprzez swoje osiągnięcia i rozpoznawalność, ale przecież byli też mniejsi celebryci, którzy po prostu schodzili z języków ludzi, kiedy tylko sezon plotek dobiegał końca, a reporterzy przerzucali uwagę czytelników i słuchaczy na nowy cel. Kto wie, może za kilka tygodni lub miesięcy okaże się, że będzie mógł bez trudu zniknąć w tłumie?

Marzenia ściętej głowy — mruknął, niezbyt wierząc w tę wersję zdarzeń. Musiałby chyba całkowicie wycofać się z życia towarzyskiego, aby doprowadzić do tego stanu rzeczy. A miał jednak świadomość tego, że im więcej pojawiał się w gazetach, tym mniejszą uwagę przykuwały poczynienia jego krewnych. Brenna miała większe pole do popisu. Mavelle i reszta kuzynek. Nora. Dora. Nawet Charles, który obecnie ukrywał się w Warowni.

Longbottom przeniósł wzrok na rzędy okien okalające ścianę kamienicy, aż w jednym z nich wypatrzył sylwetkę Patricka. Uniósł minimalnie w odpowiedzi dłoń, dając czarodziejowi znać, że jak dotąd nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Dla pewności rozejrzał się na prawo i lewo. Żadnych awantur. Nikt go nie zaczepił, a wszelcy przechodnie zdawali się zbyt zajęci swoimi codziennymi sprawami i chęcią dostania się do celu swych dzisiejszych spacerów, żeby w ogóle zwrócić na niego uwagę. Może jednak nie będzie tak źle?