Secrets of London
[26.08.1972 (wschód słońca)] mleko się rozlało | Nora & Sam - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [26.08.1972 (wschód słońca)] mleko się rozlało | Nora & Sam (/showthread.php?tid=3818)

Strony: 1 2 3


[26.08.1972 (wschód słońca)] mleko się rozlało | Nora & Sam - Nora Figg - 29.08.2024

Rozmowa z Thomasem, którą chwilę temu odbyła nie należała do najłatwiejszych. Musiała jednak wyjaśnić mu wszystko po tym, kiedy spanikowana poprosiła go o to, aby wrócili do domu. Czuła, że traci grunt pod nogami, musiała stamtąd uciec, zniknąć, najlepiej tak, aby nikt nie zauważył jej dramatycznego wyjścia. Brat oczywiście zrobił to, o co go poprosiła, jak zawsze był jej wsparciem, nie wypytywał co się stało, po prostu zabrał ją do domu. Sama z siebie zaczęła mu tłumaczyć co właściwie się wydarzyło, najwyraźniej uważała, że to odpowiedni moment na to, aby opowiedzieć komuś jeszcze o tym, co kiedyś zrobiła. Chciała sprawdzić, czy będzie patrzył na nią inaczej, chciała zobaczyć, czy będzie uważał jej czyny za godne potępienia.

Nie miała pojęcia, gdzie jest Sam. Odleciał wysoko, daleko od niej. Nie miała szansy tak naprawdę wyczytać z jego twarzy jak zareagował na informacje, którymi się z nim podzielała. Miała świadomość, że to było dużo, naprawdę dużo. Ukrywała przed nim od siedmiu lat, że mają razem córkę. Nie robiła tego ze złych pobudek, tak, czy siak jednak samo to, że to zrobiła nie było do końca w porządku. Miał prawo wiedzieć, tyle, że zrobiła to dla jego dobra. Przynajmniej wtedy sobie tak to tłumaczyła, nie chciała na siłę, kurczowo zatrzymywać go przy sobie. Jeśli kogoś kochasz puść go wolno, tej myśli się trzymała. Wybrał dla siebie wtedy inne życie i nie chciała mu go zabierać. Wydawało jej się to słuszne, jedyne rozwiązanie, które w przeszłości miało dla niej sens.

Zdawała sobie sprawę, że Sam na pewno mocno przeżył to wyznanie. Inaczej nie musiałby przed nią uciec, zdawała sobie sprawę z przypadłości, która była jego przekleństwem i starała się wierzyć w to, że tylko dlatego zostawił ją samą, że zniknął przez to, że bał się, że klątwa żywiołów może się odezwać. Nie zniosłaby myśli, że zrobił to z innego powodu, nie umiała sobie wyobrazić tego, że mógł nie chcieć więcej na nią patrzeć. Mieli przecież spędzić razem resztę życia. Teraz jednak nie była pewna tego, czy tak się stanie. Co jeśli to było dla niego zbyt wiele, co jeśli nie będzie chciał jej znowu zaufać? Gdy o tym rozmyślała łzy napłynęły jej do oczu. Wszystko popsuła, a miało być tak pięknie, tyle lat na to czekała.

Była zmęczona, nie zamierzała jednak jeszcze się położyć. Poszła do kuchni, zamierzała wypić kolejną herbatę, może skorzystać z jakiegoś eliksiru, który pomoże jej ukoić nerwy. Nie potrafiła się uspokoić, mimo wszystko nie żałowała, że powiedziała mu prawdę. Nie chciała dłużej skrywać przed nim tej tajemnicy, nie kiedy wręczył jej ten pierścionek, kiedy planowali wspólne życie. Musiała być w stosunku do niego szczera.

Nacisnęła klamkę od drzwi i weszła do kuchni.




RE: [26.08.1972 (wschód słońca)] mleko się rozlało | Nora & Sam - Samuel McGonagall - 29.08.2024

Lot nie koił.

Lot był tylko zapewnieniem bezpieczeństwa dla niego. Dla niej. Dla innych.

Lot był tylko odsuwaniem w czasie upadku.

Jak to się stało, że znalazł się w Londynie? Chyba kominek u Longbottomów. Chyba rozbił się o warsztat w którym mieli razem żyć, o domek ogrodnika, który przyniósł mu tyle samo radości co zgryzoty, co radości co...

Miał tam eliksiry uspokajające, ale nie był pewien czy wystarczą. W końcu kominek, kominek był drogą, niemal się do niego wczołgał, a potem dalej do kuchni, do serca domu, gdzie działo się wiele, ale klątwa nie przyszła. Może było to głupie z jego strony, skoro pomyślał, że tam będzie bezpieczny, z dala od Kniei, która wcale nie była winna, ale zakorzenione w dziecku przekonania były tak trudne do wykorzenienia, nawet gdy stanął w obliczu prawdy. Był przesądny, ale to może przecież mogło go uratować, mogło osłonić.

A więc kuchnia, kuchnia pachnąca Norą, mająca całą jej miłość, całe oddanie, będąca jej największym marzeniem, które on chciał ochronić za wszelką cenę, kosztem samego siebie. Schował się właśnie tam, na dnie serca swojej ukochanej, jak przed ośmiu laty, gdy je połamał kłamiąc o tym, że nie chce z nią dłużej być. Schował się właśnie tam, w kuchni w której pierwszy raz po latach powiedział jej prawdę, powiedział, że ją kocha. Wtedy trafił tu przypadkiem, anomalią. Teraz zupełnie celowo zaszył się w kącie osuszając butelka za butelką, otumaniając zmysły, odkładając cichutko szkło obok szkła w mroku, opierając skroń o szafkę i rozpaczliwie próbując nie myśleć o tym wszystkim. Jakie miało to znaczenie? Przecież chciał być ojcem dla Mabel. A jednak... jego matka okłamywała go całe życie, czego nie potrafił jej wybaczyć. Czy nie mówienie prawdy też było kłamstwem? Nie potrafił tego rozsądzić. Brenna na pewno znałaby odpowiedź, ale to nie był czas by zawracać jej głowę. Musiał poradzić sobie z tym sam. Zupełnie sam.

Skulił się bardziej, czując zbierające się łzy. Może jeśli zaśnie i obudzi się, to świat znów będzie milszym i prostszym miejscem? Może jeśli da się ponieść temu odrętwieniu rozchodzącemu się po członkach, może wtedy to wszystko przestanie tak boleć?

Nie zanotował w pierwszej chwili tego, że ktokolwiek pojawił się w środku. Podkulił nogi bardziej, twarz docisnął do kolan, ukrywając piekące oczy przed światłem, licząc na cud, licząc na to, że nikt go nie przegoni z miejsca w którym nie stanowił zagrożenia, do którego klątwa nie znała drogi.


RE: [26.08.1972 (wschód słońca)] mleko się rozlało | Nora & Sam - Nora Figg - 30.08.2024

Weszła do środka. Do swojej kuchni, miejsca, w którym czuła się najbardziej bezpiecznie. Tutaj mogła odetchnąć z dala od wszystkich. Cukiernie za chwilę pewnie zacznie być pełna ludzi, pracowników, klientów, nie do końca była pewna czy miała ochotę z kimkolwiek dzisiaj rozmawiać. Musiała pomyśleć.

Dopiero po tym jak weszła w głąb pomieszczenia zorientowała się, że nie jest tutaj sama.

Zatrzymała się w miejscu, jakby ją zamroziło. Nie spodziewała się bowiem, że tak szybko się zobaczą.

Pojawił się tutaj, może wcale nie było tak źle?

Zauważyła puste butelki po eliksirach, musiał je wszystkie wypić. Zaczęła kalkulować w głowie, czy w ogóle było to bezpieczne, czy taka ilość mikstur na pewno mu nie zaszkodziła.

- Sam.. - Powiedziała cicho, nie była pewna, czy zauważył jej obecność. Wydawało jej się, że nie.

Najwyraźniej chciał ukoić ból, nerwy, kto wie po które fiołki sięgnął.

Wreszcie ruszyła się z miejsca. Nie mogła tak stać bezczynnie i się w niego wpatrywać. Bała się tej konfrontacji, z drugiej jednak strony najgorsze już miała za sobą. Podzieliła się tą prawdą, którą ukrywała przed światem przez tak wiele lat.

Przystanęła przed nim, a później przykucnęła. Nie miała pojęcia, czy może go dotknąć, czy nie zareaguje na jej dotyk jak poparzony, zraniły go jej słowa, tego była pewna. Nie potrafiła jednak trzymać rąk przy sobie. Położyła swoją drobną dłoń na jego ręce, miała nadzieję, że jej nie odrzuci. - Jak się czujesz? - Bo tylko to się dla niej liczyło, czuła się odpowiedzialna za to, że znajdował się w takim stanie, musiała teraz wszystko naprawić. Nie ułatwiało tego wcale to, że sprawa była zupełnie świeża, rana dopiero się otworzyła.




RE: [26.08.1972 (wschód słońca)] mleko się rozlało | Nora & Sam - Samuel McGonagall - 30.08.2024

Zaciskał mocno oczy, zaciskał mocno ciało kuląc nogi, dociskając kolanami do klatki piersiowej. Nie był pewien, jej głos dochodził jak przez mgłę. Zacisnął się mocniej. Chciał być kamieniem, kamienie miały łatwo w życiu, leżały i kontemplowały świat, kontemplowały Knieję, były szczęśliwe mając swoje miejsce, z góry ustalone. Takie głazy narzutowe, ich misję liczono nie w latach, nie dekadach, a wiekach. Przemieszczały się wolno, tego był pewien, i śpiewały - tak mówił mu ojciec. Mówił mu kiedy był małym chłopcem.

Tak chciał mówić swojemu dziecku.

Teraz miał dziecko, ale część jego lat umknęła bezpowrotnie.

Zadrżał, ale był to odruch, odrętwiałe eliksirami ciało przyjmowało tyle ile mogło przyjąć, resztę lepił słodki smak magii, która teraz hamowała większość zgryzot i żalu, większość pytań o to, jak mogłoby wyglądać ich życie, gdyby Nora podjęła inną decyzję.

Nie bolało już. Przy piątej butelce przestało boleć.

Bezładnie przechylił się i opadł na podłogę. Jak kamień. Chłodna ziemia zetknęła się z jego policzkiem i było to dobre.

– niszujesi – wymamrotał wciąż nie otwierając oczu, wciąż zasłaniając sobie twarz brudnymi dłońmi. Byłby beznadziejnym ojcem. To pewne. Był beznadziejnym ojcem. Zawinął się tak mocno, że nawet w butach podwinął mocno palce u nóg, jakby były listkami mimozy.


RE: [26.08.1972 (wschód słońca)] mleko się rozlało | Nora & Sam - Nora Figg - 31.08.2024

Nie dało się nie zauważyć jak bardzo było mu źle. Kulił się w sobie, jakby chciał się zamknąć tak, aby nikt nie mógł do niego dotrzeć. Czuła się winna temu, że teraz przeżywał takie okropne chwile. Wszystko przez nią. Nie mogła sobie wybaczyć, że postąpiła w taki, a nie w inny sposób, nawet jeśli w przeszłości uważała to rozwiązanie za odpowiednie. Wiedziała, że go to zrani, chyba każdego by zraniło, nie spodziewała się jednak, że tak bardzo.

Nie musiałaby się mierzyć z konsekwencjami podjętych przed siebie decyzji gdyby ich drogi znowu się nie spotkały. Tyle, czy jednak tak naprawdę nie czekała na to przez cały ten czas, gdy nie było go obok? Ciągle tliła się w niej nadzieja, że jednak znowu będą razem. Gdy wreszcie udało jej się dostać to, o czym marzyła ponownie to zniszczyła. Tym razem czuła się w pełni odpowiedzialna za sytuację. Nie wydawało jej się bowiem, żeby Samuel tak łatwo jej wybaczył. To nie było coś, o czym można zapomnieć. Ukrywała przed nim te informację przez wiele lat. Wiedziała, że było to nie do końca sprawiedliwe, nie dała mu wyboru, nie zapytała, czy chciałby być w ich życiu wcześniej, a miał do tego prawo.

Powinna była się do tego przygotować, tyle, że nie do końca wiedziała jak. Nie miała pojęcia, kiedy mu o wszystkim powie, to zdarzyło się zupełnie nieplanowanie.

Rozejrzała się jeszcze raz wokół narzeczonego. Wypił sporo eliksiru, to mogło się skończyć różnie. Zaczęła szukać w głowie jakichś znajomych medyków do których mogliby się udać, gdyby zobaczyła, że dzieje się z nim coś złego.

Nie do końca wiedziała, co powinna zrobić. Wybrała opcję, która wydawała się jej być najlepszą. Położyła się tuż obok niego na podłodze, na boku, opierając policzek o kafelki. Postanowiła zachować między nimi małą odległość, bo nie wiedziała jak zareaguje, gdy znajdzie się zbyt blisko niego. Skrzywdziła go bardzo mocno.

- Jestem ci winna wyjaśnienia. - Zależało jej na tym, aby wytłumaczyć mu dlaczego postąpiła tak, a nie inaczej. Może dzięki temu łatwiej mu będzie zrozumieć to wszystko, miała przynajmniej taką nadzieję.




RE: [26.08.1972 (wschód słońca)] mleko się rozlało | Nora & Sam - Samuel McGonagall - 01.09.2024

Słuch działał kiepsko, ale zapach wdarł się przez nozdrza wprost do serca zagubionego, przeklętego chłopca. Słodki zapach doprawiony morską solą i łzami przelanymi z jego winy tak tej nocy, jak i osiem lat temu. Osiem czerwonych rubinów jako osiem długich lat, które chciał jej ofiarować w przekonaniu, że tak będzie lepiej. Osiem lat ofiarowanych jej i ukradzionych jemu. Głowa nie miała jednak przestrzeni na kotłowanie się myśli i rozsądzanie o winie. Słodki zapach, ciepły, spokojny głos. Nie puszczał swoich dłoni, nie rozluźniał napiętego ciała, ale też nie umykał przed nią, nie odsuwał się, on - kamień z Kniei przypadkiem znaleziony na posadzce w kuchni pięknej klubokawiarni.

Czas mijał.

Zegar tykał.

– Mmf.. – wymamrotał, co mogło być stęknięciem, a mogło być prośbą by mówiła. Prawda była taka, że nie była mu nic winna. Nigdy. To on ją porzucił, to on zdecydował za nią. Teraz gdy już odrobił lekcje, gdy zrobił niezbędną matematykę, wiedział, że nie mogła wiedzieć o ciąży, gdy się rozstawali wtedy, na peronie. Teraz nagle wydawało mu się to takie oczywiste, co tylko gięło bardziej kręgi, wyciskało łzy. Ale eliksiry działały, a zaborcze ostre pęta nie zaciskały się na nadgarstkach. Byli bezpieczni.

– ..mf proszz... – powtórzył, przesuwając się ekstrawagancko (przez wzgląd na bycie kamieniem) ku niej o te trzy centymetry, tylko po to by oprzeć czubek głowy o ciepłe ciało, by poczuć jej wibracje, by ukryć się w jej woni. Nie był pewien czy była prawdziwa, może była tylko łaskawym snem, ale napór jej istnienia na czaszkę rozlał po nim ulgę.


RE: [26.08.1972 (wschód słońca)] mleko się rozlało | Nora & Sam - Nora Figg - 02.09.2024

Serce jej się łamało, kiedy widziała go takiego zrozpaczonego. Nie znała jednak metody, która mogłaby przynieść ukojenie od razu. To nie było możliwe.

Leżała więc na tych zimnych kafelkach, wpatrując się w mężczyznę, którego kochała nie potrafiąc mu pomóc.

Najważniejsze, że nie uciekł, nie wzniósł się ponownie w powietrze i nie zniknął. Uważała to za sukces, zważając na to, jak zakończyła się ich ostatnia rozmowa. Spowodowało to, że pojawiło się gdzieś światło, nadzieja, że być może nie wszystko stracone.

Dźwięk, który z siebie był chyba zgodą na to, żeby opowiedziała mu wszystko ze swojej perspektywy. Najwyższy czas, nie zamierzała nigdy więcej ukrywać przed nim prawdy.

Przesunął się nawet do niej, oparł o jej ciało, co dodało jej odwagi. Wyciągnęła prawdą dłoń, bo chciała pogładzić go po policzku, liczyła na to, że jej nie odrzuci, a później zaczęła mówić.

- Dowiedziałam się o tym, że będę, znaczy będziemy... - Poprawiła się od razu, bo teraz już wiedział, że był jej ojcem, Mabel przecież była ich wspólnym dzieckiem. - mieć Mabel po tym, jak nasze drogi się rozeszły. - Wtedy kiedy przyniósł jej bukiet z wrzosów, kiedy mieli razem wyjechać, a została sama. Zostawił ją na peronie i powiedział, że nie może wyruszyć z nią.

- Bardzo długo głowiłam się co zrobić, nie chciałam, żebyś czuł się do mnie przywiązany na siłę, nie chciałam zabierać ci tego, co kochałeś, nie chciałam, żebyś opuszczał Knieję przeze mnie. Wydawało mi się, że wolisz pozostać wolnym, a to nie pozwoliłoby ci na to. - Nie było to może słuszne, ale wtedy wydawało jej się najlepszą decyzją. - Nie powinnam odbierać ci wyboru, ale czułam, że tak będzie lepiej, dla ciebie. - To nie tak, że nie wyobrażała sobie wiele razy, że jej życie byłoby zupełnie inne, gdyby miała go u swojego boku, wiele razy chciała go znaleźć, tyle, że nigdy się na to nie odważyła. Podjęła decyzję, było za późno, żeby ją zmienić. - Nikomu nie wyznałam kto jest ojcem Mabel, bo nie chciałam, żebyś się dowiedział. To nie było do końca przemyślane, a później, później kiedy się spotkaliśmy, kiedy znowu się pojawiłeś dotarło do mnie jaki błąd popełniłam. - Mimo, że było to stosunkowo niedawno to już zdążył okazać Mabel więcej miłości, niż mogła oczekiwać, a nawet nie wiedział, że jest jej ojcem.




RE: [26.08.1972 (wschód słońca)] mleko się rozlało | Nora & Sam - Samuel McGonagall - 02.09.2024

Byli siebie warci, czyż nie? On zdecydował za nią, ona za niego.

Poprzednim razem pnącza wystrzeliły z ziemi i omal ich nie zabiły, wtedy gdy Nora bardzo rozzłościła się za to, że jej nie powiedział o matce. Że postanowił przekreślić ich związek. Ona też postanowiła to zrobić. Żeby go nie zmuszać do relacji.

Co by było gdyby?

Zdanie zalśniło znów w jego głowie, tak jak myślał o tym lecąc nad brzegiem morza, nocą gdzieś przed siebie, gdzieś do kniei, a potem kominkiem do serca swojego istnienia.

Czy mógł być na nią zły? Chroniła siebie i ich dziecko. Czy przyjąłby wtedy, mając te siedemnaście, osiemnaście lat dwie kobiety pod swój dach podniszczonej ciasnej leśniczówki? Co gdyby matka dała się porwać swemu duchowi na wieść o tym, że zostanie babcią? Z drugiej strony... Może Nora miałaby szansę poznać jego ojca Altaira? Może usłyszałaby jeszcze, jak nie nazywa go Samuelem, tylko małym Sagittae, strzałą, która zawsze trafia do celu.

Myśli te wzmogły uczucia żałoby, ośmiu straconych lat, które mogły być ich, ale nie były. Poczuł wilgoć na swoich dłoniach, a potem jego ramiona zadrgały, gdy jak deszcz na spękaną ziemię, tak na jego duszę przybyły słone łzy. Osiem lat jak osiem czerwonych rubinów w pierścionku, który wciąż zdobił dłoń Nory. I każde dziesięć lat odmieni jeden na zielony. Dojrzały. Uleczony.

Mimowolnie przysunął się do niej bardziej, nie uciekając od jej dłoni a przeciwnie, domagając się więcej pieszczoty, ulgi w dotyku, zapewnienia, że wszystko będzie dobrze. Domagając się obietnicy, że to się nigdy nie powtórzy... chciał ją o to poprosić. Nie mógł. Pozostawały mu tylko łzy za tym, co bezpowrotnie odeszło. W najczarniejszej nocy nie można było przyspieszać świtu nowego dnia.


RE: [26.08.1972 (wschód słońca)] mleko się rozlało | Nora & Sam - Nora Figg - 03.09.2024

Decyzje, które podjęli mogły być inne, gdyby wtedy ze sobą porozmawiali. Nie zrobili jednak tego. Los chciał, aby ich życie potoczyło się właśnie w ten sposób, ale najwyraźniej też chciał, aby ponownie na siebie trafili. Siła wyższa przecież spowodowała, że znowu się spotkali, że ten żar, który kiedyś płonął rozpalił się ponownie. Nic nie działo się bez przyczyny. Może właśnie tak miało być.

Nie zamierzała się wybielać. Widziała zło, które wyrządziła, skrzywdziła Samuela. Utrzymywała przed nim tajemnicę, która była naprawdę bolesna. Wierzyła, że robi dobrze, że dzięki temu wszyscy będą szczęśliwi, bo przecież tylko i wyłącznie o to jej chodziło. Taki był cel. Nie miała wtedy pojęcia o tym dlaczego postanowił ją zostawić. Pogodziła się z tym, przyswoiła myśl, że będzie samotną matką. Nie zdradziła nigdy nikomu kto jest ojcem Mabel przez to, że nie chciała, żeby brał odpowiedzialność za to, co wydarzyło się w przeszłości. Chciała mu dać przestrzeń, bo wydawało jej się, że właśnie tego potrzebował. Teraz wiedziała, że chodziło o coś zupełnie innego. Czasu jednak nie można było cofnąć, można za to w pełni wykorzystać ten, który mieli przed sobą. Czymże bowiem było te osiem lat w stosunku do całego życia? Byli młodzi, mogli jeszcze naprawdę dużo przeżyć i nie żałować tej rozłąki.

Nie odsunął się od niej, nie odrzucił jej dotyku. To był dobry znak. Widziała, że nadal jest roztrzęsiony, nie ma się temu co dziwić, jednak wysłuchał jej, dał jej opowiedzieć, jak to wszystko wyglądało z jej strony. Nie przestawała go gładzić po twarzy, chciała mu przynieść ukojene, chociaż wiedziała, że nie przyjdzie zbyt prędko.

Nic nie mówił, co trochę ją przerażało, ale zakładała, że nie jest wcale tak źle, bo nadal trwał przy niej po tym całym monologu, który wygłosiła.

- Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz. - Czy w ogóle powinna tego oczekiwać? Pewnie nie, ale nadal tliło się w niej światło, nadal wierzyła, że jakoś im się ułoży. Nie przerażały ją łzy, jeśli to było to, czego potrzebował mógł płakać do ostatniej łzy, a ona nadal będzie przy nim.




RE: [26.08.1972 (wschód słońca)] mleko się rozlało | Nora & Sam - Samuel McGonagall - 06.09.2024

Właściwie nigdy nie był na nią zły. Wiedział, że nie ma prawa, tak samo jak nie miał prawa złościć się na swoją matkę, która podjęła przed laty decyzję o tym, żeby nazwać klątwę błogosławieństwiem, żeby nie szukać pomocy i z radością przyjmować każde pnącze, każdą dziką, trującą roślinę, którą magią powołał do życia. Nie miał prawa, bo cóż on wiedział o świecie, jeden raz, w zagubieniu i zgryzocie, jeden raz w palącej zazdrości i niezrozumieniu dziejącej się przed jego oczami sytuacji, jeden raz podjął decyzję i była ona zła.

Pozbawił ich ośmiu lat.

Kiedy on miał osiem lat, jego ojciec zaczął chorować, skończyły się zabawy, skończyły harce po Kniei i wspólne wypady na ryby. Kiedy miał osiem lat nie wiedział, nie był świadom co się dzieje, ale był to początek końca. On nie był swoim ojcem, mimo że twarz miał tak podobną, on nie był chory, wciąż sprawny, mógł dać Mabel to, czego Altair nie miał sił już ofiarować swojej rodzinie. On miał jeszcze szanse, ale smutek wypełniał go i wilżył mu oczy. Nawet po tylu eliksirach, nie miał siły się bać, że przywoła klątwę. Ostatecznie to nie ziemia dała mu korzenie, a jego dłonie stały się korzeniami, gdy wyruszyły ku swojej ziemi, ku słodkiej woni kwiatu, leżącego obok niego. Wczepił się w nią ciasno, ukrył twarz w miękkiej piersi łkając w poczuciu winy i nieutulonego żalu, w żałobie za tym co było przekreślone. I płakał, płakał długo, aż słońce wstało wysoko, aż Nora zdała sobie sprawę, że umilkł, a jego oddech był wolny i miarowy, głowa zaś bardzo ciężka. Zaszyty w nią, zaklęty w latach osamotnienia wrósł korzeniami w tą, która go skrzywdziła. Dziesięć lat na każdy jeden czerwony kryształ, jako pokutę zadaną od Kniei z żywicznym kamieniem wziętym wprost z drzewa, pod którym szeptali sobie miłosne zaklęcia po raz pierwszy i ostatni.