Secrets of London
[25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Aleja horyzontalna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Wątek: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" (/showthread.php?tid=3837)

Strony: 1 2


[25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Basilius Prewett - 03.09.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Basilius Prewett - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Gdy już się upewnili, że wariatka na pewno sobie poszła, a on poczuł się nieco lepiej, Basilius szybko ogarnął swoją twarz, tak by zmyć z niej krew, narzucił na piżamę płaszcz, by nie paradować po ulicy w starym t-shircie i spodniach, przetransportowal Icarusa ostrożnie na fotel, rozkazując przy tym aby się nie ruszał i poszedł po pomoc do Florence. Na całe szczęście wystarczyło jedynie przejść kilka kroków, bo kuzynka mieszkała tuż obok, tak że nawet dla niego w tym stanie nie było to żadne wyzwanie.
Otworzył mu nieco zaskoczony skrzat, który, gdy Prewett wyjaśnił, że chciałby rozmawiać z czarownicą, bez słowa ruszył po najstarszą z rodzeństwa Bulstrode. W tym czasie Basilius oparł się o ścianę, przymykając na chwilę oczy, bo jakoś tak chyba mogło mu się trochę zakręcić w głowie... Wyglądało na to, że przejście tych kilku kroków przy zmęczeniu spowodowanym tym całym zamieszaniem, jak i niewyspaniu było jednak było pewnym wyzwaniem, wbrew temu co chwilę temu zakładał. Poza tym dalej bolał go nos, a obrzęk wcale nie malał. No i znowu poleciała mu z niego krew i jakoś ciężej było mu oddychać. Jasna cholera, chyba rzeczywiście był złamany. Może powinien był jednak rozważyć karierę w rodzinnej mafii kasynowej, skoro już i tak, w wyniku dziwnych aktywności i awantur w środku nocy, kończył ze złamanym nosem.
Słysząc kroki natychmiast otworzył oczy, ale nawet nie próbował się wyprostować i udawać, że miał więcej energii, niż w rzeczywistości. Florence i tak przejrzałaby go w pięć sekund.
Przepraszam, że cię budzę, ale zaatakowała nas historyczka magii, Icarus ma złamane żebra, a ja nos – powiedział, uznając, że najlepiej będzie jak najszybciej wytłumaczyć Florence, co się tak właściwie stało bo zakładał, że dla czarownicy widok jej odpowiedzialnego kuzyna z krwawiacym nosem, włosami w chaosie i jeszcze z narzuconym na piżamę płaszczem, mógł być nieco zaskakujący.


RE: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Florence Bulstrode - 04.09.2024

Nocne pobudki w nagłych sytuacjach nie były może dla Florence codziennością, ale się zdarzały. Gdy jesteś medykiem i klątwołamaczem, a w rodzinie masz funkcjonariuszy, osoby zajmujące się podejrzanymi interesami i nade wszystko krewnych lubiących pakować się w kłopoty, to nie było nic nadzwyczajnego. Średnio dwa czy trzy razy w roku pilnie wzywano ją do kliniki. Czasem na progu stawała poturbowana Geraldine, a bywało, że do drzwi pukał Atreus.
Teraz, kiedy zdenerwowany skrzat stanął na progu sypialni, i jąkając się wspomniał, że panicz jej potrzebuje, też w pierwszej chwili - już chwytając różdżkę I zakładając domowe pantofle - założyła, że chodzi o najmłodszego brata.
Była niewymownie zdumiona, gdy Joker dodał, że mowa o Basiliusie.
Sześćdziesiąt sekund była już na dole, wciąż w koszuli nocnej, rozczochrana - nigdy nie pozwalała, by ktoś ją tak zobaczył poza sytuacjami takimi jak ta, ale spojrzenie jasnych oczu miała przytomne i wbiła je w Prewetta, natychmiast dostrzegając nie tylko ten złamany nos, ale też inne objawy, wskazujące na to, że nie jest najlepiej. Nic dziwnego, że sam nie wziął się za leczenie: w takim stanie mógłby sobie ten nos przypadkiem usunąć, zamiast go poskładać.
Już miała kazać mu wejść do kuchni, gdy padło wyjaśnienie.
Które niczego nie wyjaśniało.
– Historycy magii stali się ostatnio bardzo niebezpieczni – powiedziała chłodnym tonem. Iskra niepokoju przebiegła gdzieś po kręgosłupie, bo złamany nos mogła poskładać w piętnaście minut tak, że nie będzie po tym śladu – jeśli zaś uderzenie nie strzaskało kości, wpychając ją mocno do środka, a tu się to raczej nie zadziało, nie był to uraz jakoś niebezpieczny. Złamane lub popękane żebra jednak? To było coś innego. Jeżeli doszłoby do przemieszczenia… – Wezmę torbę i płaszcz – poinformowała, odwracając się i ruszając od razu do stojaka. – Joker, przynieś moją torbę – rzuciła do skrzata, już wsuwając dłonie w rękawy, bo jeśli jednak nikt nie umierał, nie zamierzała biegać po londyńskiej ulicy w koszuli nocnej. Zwykle była dla skrzata uprzejma, ale w chwilach Florence po prostu wydawała polecenia, nie bacząc na uprzejmości: nieważne, kto był ich adresatem.
Chwilę później wychodzili na ulicę, oboje rozczochrani i gdyby się przyjrzeć, ubrani zdecydowanie nieodpowiednio. Szczęśliwie kamienica, w której mieszkała trójka Prewettów, mieściła się na tyle blisko, że wystarczyło przejść parę kroków. Florence po drodze nie pytała, co takiego się stało – jakim cudem historyczka magii ich zaatakowała o tej porze, dlaczego zostali tak poturbowani i o co tu w ogóle chodziło.
Te pytania zada później.
– Ty siadaj i czekaj – oznajmiła tonem nie znoszącym sprzeciwu, wskazując Basiliusa palcem, ledwo wkroczyli do domu Prewettów. Zsunęła torbę z ramienia i ostrożnie postawiła ją na podłodze. – A ty się nie ruszaj, nie odzywaj i nie oddychaj zbyt głęboko – przywitała Icarusa, siadając obok niego, z zamiarem obejrzenia obrażeń.


RE: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Icarus Prewett - 04.09.2024

Ze wszystkich kuzynów i kuzynek Icarusa, Florence była zdecydowanie tą najbardziej odpowiedzialną. Jako młodszy chłopak nawet się jej trochę bał. Była to kobieta, której nie powinno się wkurzać. Nie dlatego, że kogokolwiek by mogła skrzywdzić. Jej oceniające spojrzenie było dostateczną karą. Człowiek wtedy czuł się jak kompletny idiota, a w dodatku uczucie to było w pełni adekwatne.

Icarus był szczególnym rodzajem głupca. Miał naprawdę ogromną wiedzę w swoim dość wąskim obszarze zainteresowań. Gorzej było za to z życiową mądrością, a raczej... zdrowym rozsądkiem. Wyjście do prawdopodobnie przeklętej pseudohistoryczki było zdecydowanie nieprzemyślane. Owszem, Icarus był wtedy pijany, ale nie był to absolutnie żaden argument. Szczególnie dla Florence, która pewnie by zapędziła Icarusa na jakiś odwyk, terapię i spotkanie grupy AA. Dlatego lepiej, żeby nie wiedziała.

Kiedy kuzynka wpadła razem z Basilem do domu, Icarus wciąż posłusznie siedział na fotelu. Miał się przywitać z kuzynką, ale ta go uciszyła i nie miał odwagi, żeby cokolwiek mówić. Popatrzył za to na Basila porozumiewawczo. I tak nie mógł głęboko oddychać, bo za każdym razem, gdy nabierał powietrza, bał się, że coś mu przebije płuco, a wtedy to mogiła.

Wreszcie jednak się odezwał. Nie mógł znieść tego, że nie był w stanie w żaden sposób się wytłumaczyć.

– Jakby co, to nie mogliśmy się spodziewać, że starsza, drobna kobieta będzie aż tak silna – odparł z nadzieją, że Florence nie uzna, że są aż takimi idiotami.


RE: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Basilius Prewett - 06.09.2024

Najwyraźniej ktoś wypuścił za dużą ich ilość na wolność – mruknął na wzmiankę o historykach magii, bo... Bo nawet jeśli nie lubił tylko jednego przedstawiciela tego zawodu, który już i tak nie żył, to nie mógł sobie nie pozwolić czasami na drobne złośliwości wobec tej całej profesji.
Florence zareagowała w sumie... Tak jak się spodziewał, że Florence zareaguje. W przeciwieństwie do większości przedstawicieli magicznego społeczeństwa, zwłaszcza tych związanych z Mungiem, Basilius nie bał się swojej starszej kuzynki, która chyba też miała w swoim sercu odrobinę więcej łaskawości dla rodziny, a on też nigdy szczególnie nie dawał jej powodów do bólu głowy. Dzisiaj oczywiście się nie liczyło.
Gdy szli do ich kamienicy, niczego nie wyjaśnił, zbyt skupiony na powolnym kroku, zwłaszcza że Bulstrode o nic nie pytała, a gdy wreszcie weszli do środka, bardzo grzecznie i z wielką chęcią usiadł i czekał na swoją kolej. Prawdę mówiąc, gdyby nie ból nosa, jak i niepokój o brata, to najchętniej zamknąłby teraz oczy i po prostu zasnął.
Nie musiałeś tego dodawać Ari – powiedział, krzywiąc się nieco, bo może lepiej byłoby nie podkreślać Florence, jak głupio skończyli z tymi urazami. – Zresztą nie była taka drobna. Jestem pewny, że pod tą luźną szatą miała... jakieś mięśnie. – Musiała mieć przecież jakąś siłę. Jasne, oni byli fizycznie beznadziejni, ale przecież nie mieli słabych kości, aby tak łatwo je połamać. – Co z nim, Flo? – Skrzywił się kolejny raz, tym razem z bólu i wyjął z kieszeni spodni od piżamy chusteczkę, którą oczywiścił sobie płynącą z nosa krew.


RE: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Florence Bulstrode - 06.09.2024

Icarus był jej kuzynem, częścią rodziny, młodszym bratem Basiliusa, Florence zawsze więc traktowała go podobnie do reszty krewnych z tego pokolenia, nawet jeżeli widziała wyraźnie, że ciotka była mu niechętna. Nie identycznie, bo zawsze były jakieś drobne różnice, wynikające z charakterów, wieku i tego, ile czasu razem się spędzało. Z Basiliusem, Krukonem, uzdrowicielem, kuzynem młodszym tylko o dwa lata, człowiekiem, który przez większość czasu albo był rozsądny, albo rozsądnego udawał, znajdowała na przykład wspólny język łatwiej niż z innymi. Laurent Prewett wzbudzał w niej matczyne instynkty i wstyd za własną rodzinę: za to, jak był traktowany i w jaki sposób jego ojciec zranił innych romansem z jego matką. Atreus był jej dużo młodszym bratem, źródłem trosk zarazem i ukradkowych uśmiechów, do którego chyba największą miała słabość, może trochę z powodu charakteru, a może dlatego, że czuła się za niego odpowiedzialna mniej więcej odkąd miała jakieś osiem lat, a on zaczął raczkować po domu i regularnie robić sobie krzywdę. Inaczej więcej – ale nigdy gorzej. Kochała Icarusa tak, jak kochała innych, opatrywała rozbity nosy i pokaleczone kolana jak innym, pilnowała, aby dostawał prezenty urodzinowe nie gorsze od pozostałych i tak jak na innych patrzyła surowym wzrokiem, kiedy uważała, że coś przeskrobał. Nie obwiniała dzieci o grzechy ojców. Istnienie Icarusa sprawiało jednak, że nieustannie obwiniała Dedalusa, tak samo, jak obwiniała Edwarda.
Chyba nawet stojąc nad trumną Dedalusa niewiele znajdowała w sobie rozpaczy i tęsknoty za wujem, i żadnego przebaczenia dla kogoś, kto świadomie zranił żonę, naraził reputację rodziny, a swojego syna skazał na życie z otaczającymi go pogłoskami o byciu bękartem czy kimś o „zepsutej krwi”, jak śmierciożercy twierdzili głośno, a wielu innych przyciszonymi głosami. Nigdy nie należącego w pełni do świata wyższych sfer czarodziejskich – nigdy nie mającego wpasować się dobrze i gdzie indziej, ze względu na noszone nazwisko.
Teraz więc też Icarus został potraktowany podobnie, jak potraktowałaby każdego innego kuzyna. Bezceremonialnie uniosła mu koszulę, wyciągnęła różdżkę, rzuciła zaklęcie, dzięki któremu skóra na boku zatraciła swoje kolory (swoją drogą nienaturalne, bo siniec już się pojawił), pokazując żebra pod spodem. Obejrzała je bardzo uważnie, zacmokała z niezadowoleniem.
- Jedno żebro złamane, drugie pęknięte. Trzecie tylko obite. Dzięki Merlinowi, bez przemieszczeń, ale najbliższe dwa dni spędzi w łóżku - oceniła na pytanie Basiliusa.
A potem, gdy się odezwał, spojrzała na niego bardzo, bardzo uważnie. Wzrok miała chłodny, skupiony, można by pomyśleć, że próbowała czytać mu w myślach – albo… albo sprawdzała czy nie planuje rychłej potyczki z innymi historykami, jak jasnowidzeniem stale „skanowała ich” jako młoda dziewczyna, gdy dostawała pod opiekę całe stadko młodszych krewnych i uciekała się do tego, aby nad nimi zapanować.
- Nie mogliście też przewidzieć, że taka kobieta, skoro jest agresywna, mogłaby mieć przy sobie na przykład różdżkę? - spytała spokojnie, a potem zwróciła spojrzenie na Basiliusa. - Możecie mi wyjaśnić, jak to się stało, że połamała was "starsza, drobna historyczka magii" Dlaczego w ogóle biliście się ze starszą, drobną historyczką magii? - spytała, po czym wycelowała różdżką ponownie w Prewetta. - Nie ruszaj się.
Zaklęcie transmutacyjne wypełniało braki, sprawiało, że kości znów się zrastały. Uczucie było dziwne, nie tyleż bolesne, co mało przyjemne. Oczywiście, to było za mało, aby Icarus doszedł do siebie - taka magia nie była trwała. Ale stanowiło pierwszy krok w procedurze leczenia.


RE: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Icarus Prewett - 06.09.2024

Czasami Icarus miał wrażenie, że tylko dzięki wsparciu kuzynów i rodzeństwa mógł czuć się jak prawdziwy Prewett. W gruncie rzeczy był nim w takim samym stopniu jak oni, ale... po tyradach macochy o tym jak nie należał do tej rodziny miło było być traktowanym jak reszta. Nawet kiedy spędzał święta w Hogwarcie, zawsze dostawał paczki podpisane ręką Florence. I jeśli ktoś miałby stanąć na czele tej nieboskiej rodziny, to tylko ona. Dbała o każdego kuzyna, była odpowiedzialna i za zasłoną pozornej surowości kryła czułe serce. Jeśli ktoś na tym świecie był dobrym człowiekiem, to właśnie Florence Bulstrode.

Dlatego Icarus zawsze dziwił się, czemu ojciec tak jej nie znosił. Być może był zazdrosny? Fakt, że młodsza kobieta miała w rodzinie więcej szacunku niż on musiała go złościć. Była też kwestia tego, że zdradził Elise. Icarus zdawał sobie sprawę z tego, że samo jego istnienie było krzywdzące dla matki Basila i Electry. W pewnym stopniu to rozumiał. Ojciec powtarzał mu, że to była kwestia aranżowanego małżeństwa, że pokochał dopiero jego matkę, która odeszła z tego świata przedwcześnie. Jednak wciąż był to trudny temat. Skaza na reputacji Dedalusa, która ściągnęła na niego wstyd i antypatię ze strony reszty rodziny.

Icarus uśmiechnął się krzywo na słowa Basila. Może ledwo oddychał z bólu, ale gdy trafiała się okazja dokuczenia bratu... trzeba było z niej skorzystać.

– Ja tam się nie zastanawiałem, co ma pod szatą – powiedział złośliwie, ale po chwili spoważniał, bo Florence była w pomieszczeniu i beznadziejne poczucie humoru jej kuzynów musiało być dla niej co najmniej żenujące.

Nie spodziewał się też tak poważnego urazu. Przynajmniej brzmiało to dość poważnie, bo Icarus słabo znał się na medycynie i nie wiedział, jak to ocenić.

Zaczął opowiadać dopiero po tym jak Florence skończyła rzucać zaklęcie leczące. Jego działanie było nieprzyjemne, jakby coś obcego poruszało się w jego klatce piersiowej.

– Wierz mi lub nie, ale sądziłem, że będzie to uprzejma awantura, a nie dzika bijatyka. I ta baba nawet nie używała różdżki. Po prostu powaliła na ziemię dwóch dorosłych facetów – odparł, samemu czując zażenowanie. – Wcześniej wieczorem była w moim barze. Zaczęła się ze mną kłócić o akwedukty, ale opuściła Convivium bez zamieszania. Dopiero później przyszła pod nasz dom i zaczęła się drzeć, że nie znam się na historii czy coś w tym stylu, więc wyszedłem do niej, bo przeszkadzała Basilowi. No i wtedy się na nas rzuciła. Te złamane żebra są od tego, że mnie kopała, jak już leżałem na ziemi. Na szczęście odwróciłem jej uwagę zaklęciem i uciekliśmy do domu.


RE: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Basilius Prewett - 06.09.2024

Ty miałeś się nie ruszać i nic nie mówić – odgryzł się bratu, bo nawet jeśli Icarus był teraz połamany, to i tak zasługiwał na drobne złośliwości za takie komentarze. Miał dziwne wrażenie, że Icarus wykorzystywał czasem każde jego słowo, aby zażartować w ten głupi sposób tak charakterystyczny dla uczniów Hogwartu, czy też Millie Moody.
Skinął jednak głową z pewną ulgą, gdy usłyszał, że żebra Icarusa nie doznały żadnego złamania z przemieszczeniem. Przeżyje dwa dni w łóżku. Najwyraźniej jednak nie uniknął opowiedzenia Electrze o tej historii.
Sam Basilius bardzo chciałby wiedzieć jak do tego doszło, że drobna historyczka magii ich pobiła, ale zdecydowanie nie planował przedstawiać to kuzynce w takim świetle w jakim przedstawił to jego brat.
To znaczy... Jeśli już chcemy być tak szczegółowi, to dałeś się jej szarpnąć i przewrócić, ja cię tylko broniłem i dostałem, a ona zaczęła cię kopać – powiedział, przymykając jednak na chwilę oczy, bo ból i zmęczenie stawały się coraz mniej przyjemne. Dodatkowo w nosie odczuwał takie dziwne uczucie niestabilności, a zaschnięta krew podrażniała jego skórę. – I nie, nie przeszkadzała mi. Po prostu się darła na całą okolicę, więc wiedziałem, że trzeba coś z tym zrobić. Poza tym... Poza tym byliśmy przygotowani na to, że miała różdżkę. – Bo przecież Icarus powiedział osłaniaj mnie, gdy tylko otworzył te przeklęte drzwi, a on, chociaż nie miał zbyt dużo czasu na reakcję, rzeczywiście wyciągnął różdżkę. – Florence, to naprawdę tylko brzmi gorzej, niż było w rzeczywistości.


RE: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Florence Bulstrode - 06.09.2024

Florence wysłuchiwała ich opowieści w milczeniu, ale było to milczenie bardzo wymowne. Zwiastujace, że prędzej czy póżniej wypełnią je jakieś słowa. Być może wiele słow
Nie przerywała jednak. Nie patrzyła na nich nawet oceniająco, kiedy mówili: skupiła się na wyjściu z torby niewielkiej skrzyneczki, wypełnionej eliksirami, z której z kolei wyjęła flakonik Szkiele Wzro. Starannie odmierzyla porcję - już dawno nauczyła się na pamięć alergii, wzrostu, wagi i dodatkowych uwarunkowań kuzynostwa i braci, wiedziała więc, ile nałożyć.
- Pij - poleciła, podstawiając Icarusowi łyżeczkę do ust, najpierw jednej, potem drugiej mikstury. Nie padło zwykle w takich chwilach wobec krewnych i przyjaciół "mój drogi" czy choćby imię, i już to było oznaką pewnego potępienia.
Ból, pod wpływem zaklęć i eliksirów, przeszedł teraz w lekkie ćmienie, nieprzyjemne, ale nawet nie w połowie tak uciążliwe, jak kilka minut wcześniej.
- Będziesz musiał wypić kolejną łyżeczkę za godzinę. Następna porcja jutro rano o dziewiątej i potem w południe. Basilius sprawdzi, czy wszystko dobrze się zarasta. Nie wolno ci się za wiele ruszać ani nadwyrężać. Za chwilę założę opatrunek.
Bardziej po to, by Icarus pamiętał o wytycznych czy nie przestawił sobie czegoś we śnie, gdy zaklęcie zacznie puszczać, a mikstura jeszcze nie dopełni dzieła.
- Pokaż nos - zażądała wstając I podchodząc do drugiego Prewetta. Ton miała stanowczy, ale dotyk jej dłoni był bardzo ostrożny: przesuwała palcami powoli, by nie sprawić mu cierpienia, a potem wyciągnęła różdżkę, i użyła tego samego czaru, co wcześniej na Icarusie. Z trudem powstrzymała skrzywienie się. - Łyżka eliksiru przeciwbólowego i nastawiamy. Chyba że marzy ci się garb na nosie - poinformowała, wciąż nijak nie komentując ich opowieści.
Ale och, ten komentarz miał nadejść. Florence przetwarzała całą tę sytuację i że niby nie wyglądała aż tak źle, jak brzmiała. Skupiała się teraz na złamanych żebrach i nosie, na tym, że obaj mężczyźni wyglądali nie najlepiej, na naprawieniu szkód i ograniczeniu fizycznego cierpienia.
Reszta poczeka.
Co się odwlecze, to nie uciecze.
Tymczasem machnęła różdżką, przywołując odpowiedni eliksir, taki, który Basilius mógł przyjąć pomimo choroby.


RE: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Icarus Prewett - 06.09.2024

Zadziwiające było to, że mimo bolących żeber udało mu się prychnąć na słowa Basila.

– Bohater Horyzontalnej normalnie. Dostaniesz medal honoru za walkę ze starszymi paniami – rzekł sarkastycznie do brata.

Uciszyło go to, że dostał na łyżeczce naprawdę paskudny w smaku eliksir. Icarus był w stanie bez problemu pić czystą wódkę (choć za nią nie przepadał), ale to już była przesada. Poczuł aż łzy w oczach. Jednak pokiwał grzecznie głową, obiecując tym samym, że przyjmie lek rano. Miał ochotę zapytać, czy można go mieszać z alkoholem, ale powstrzymała go przed tym ostatnia resztka zdrowego rozsądku wspierana przez strach przed gniewem Florence. Już jej oceniające spojrzenie sprawiało, że chciał zakopać się pod ziemią ze wstydu.

– Postąpiliśmy jak idioci, to prawda. I... dzięki, że nam pomagasz. Jesteś nieoceniona – zwrócił się do Florence, starannie dobierając słowa. Nie chciał jeszcze bardziej się pogrążać.


RE: [25.07.1972, noc] "To było przemyślane" - Basilius Prewett - 07.09.2024

Znali się zdecydowanie zbyt długo, by nie zauważył, że Florence nie była zachwycona tym, co miało miejsce przed drzwiami ich kamienicy. Miał też dziwne przeczucie, że cokolwiek jeszcze powie będzie jedynie wykorzystane na ich niekorzyść, dlatego też po prostu siedział i milczał, wiedząc jednak, że nawet to nie uchroni ich przed nieuniknionymi słowami potępienia. Dlatego też jedyne co to obrzucił brata gniewnym spojrzeniem, ale nie skomentował w żaden inny sposób jego słów, a potem uśmiechnął się nieco złośliwie, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że eliksirowi, który właśnie przyjmował Icarus daleko było do smacznych.
Oczywiście na wzmiankę o zaleceniach magimedycznych skinął głową.
Przypilnuję go – zapewnił Florence, która wciąż była... Nie dało się nie zauważyć, że nawet nie zwróciła się do nich ich imieniami. Czy tak się czuli niektórzy stażyści w Mungu, gdy Florence oceniała ich starania? Nie, chyba nie. Stażyści mieli o wiele gorzej, bo nigdy nie mogli być pewni, czy przeżyją.
Gdy przyszła kolej na niego, dał po prostu robić swoje Bulstrode, samemu krzywiąc się nieco na myśl o tym, co miało zaraz nastąpić. Paradoksalnie nie miała być to ostatnia sytuacja w ciągu następnych kilku tygodni, gdy kuzynka będzie mu coś nastawiać, ale na szczęście nie był jasnowidzem, aby o tym wiedzieć.
Na pewno garb na nosie pasowałby do rodziny – mruknął cicho, próbując jednak jakoś rozładować atmosferę, bo przecież nazwisko zobowiązywało ich raczej do zupełnie innego trybu życia, niż ten który z bratem prowadzili. Nie skomentował jednak w żaden sposób słów Icarusa, że zachowali się jak idioci, bo w sumie nieco by się z tym stwierdzeniem kłócił, ale jednocześnie bardzo zależało mu na tym, aby Florence nie wiedziała o tym, że chciał się z tym stwierdzeniem kłócić. Dlatego więc po prostu skinął głową na znak, że mogła działać i wypił odpowiedni eliksir przeciwbólowy, który mu podała. Eh... Czy to wszystkie tego rodzaju środki smakowały tak paskudnie, czy tylko te które ze względu na chorobę mógł przyjmować?
W tym samym czasie Cerber, który wcześniej spał w kuchni, przyszedł sennie do salonu, wskazując na wolne miejsce na kanapie, jakby nigdy nic.