Secrets of London
[15.08.1972] Przeklęte przedmioty | Geraldine & Thomas - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19)
+--- Wątek: [15.08.1972] Przeklęte przedmioty | Geraldine & Thomas (/showthread.php?tid=3841)

Strony: 1 2


[15.08.1972] Przeklęte przedmioty | Geraldine & Thomas - Geraldine Greengrass-Yaxley - 04.09.2024

adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic II

Poranek minął jej spokojnie. Nie zamierzała dzisiaj wybierać się do lasu. Nawet osoby takie jak Yaxley czasem potrzebowały odpoczynku, no i wieczorem umówiła się z Gio do kina. Wolała więc nie zniknąć w jakimś lesie, bo tam traciła poczucie czasu. Wybrała się z psami na spacer, dotarła na niewielkie targowisko, postanowiła rzucić okiem na przedmioty, które można było tam dostać. Nie było to wielkie miejsce, ledwie kilka straganów. Jej uwagę przykuło niewielkie, srebrne lusterko. Wpadło jej w oko przez to, że pamiętała iż jej babka Jose miała podobne. Pamiętała, jak przeglądała się w nim kiedy jeździła do niej do Kanady. Postanowiła je kupić.

Wróciła do domu, siedziała na parapecie paląc szluga w oknie, w ręku miała to niewielkie lusterko w którym się przeglądała. Niby nie przywiązywała wagi do takich rzeczy, ale wzbudziło w niej trochę sentymentów i przypomniało o dzieciństwie. Nie miała wtedy żadnych problemów, życie było takie kolorowe, wiele by dała by móc do tego wrócić. Z drugiej strony, czy aby na pewno, na samą myśl, że znowu miałaby wykonywać polecenia rodziców po jej plecach przechodził dreszcz. Zdecydowanie dobrze być dorosłym człowiekiem, pozostawała nadzieja, że szybko upora się z tym cały syfem, który ciągnął się za nią od kilku miesięcy. Była bliska rozwiązania zagadki. Zgasiła szluga w jednej z wielu popielniczek, które znajdowały się w kuchni. Ponownie spojrzała w lusterko i omalże wypuściła je z rąk. - Kurwa mać. - Jej skóra zrobiła się zielona, ciemnozielona. Na szczęście udało jej się utrzymać przedmiot w dłoni, bo niewiele brakowało, żeby padła na nią klątwa rozbitego zwierciadła i siedmiu lat nieszczęścia, tego nie była w stanie na siebie wziąć.

Nie zamierzała zwlekać. Wiedziała, że musi coś z tym zrobić. Wybiegła z mieszkania w pośpiechu. Wzięła przedmiot ze sobą, póki co nie powiązała go z tą przypadłością, która jej się przytrafiła. Tyle, że zupełnie nieświadomie nie zostawiła przedmiotu w mieszaniu.

Pamiętała o tym, że jej nowy znajomy Thomas Figg miał doświadczenie związane z klątwami, bardzo szybko więc znalazła się przed cukiernią, w której Thoran zamawiał pączki. Miała nadzieję, że zastanie go na miejscu. Czuła, że ktoś zrobił sobie z niej żarty, pewnie jacyś gówniarze.

Wparowała do cukierni i zaczęła rozglądać się po jej wnętrzu w poszukiwaniu znajomej twarzy. Jej skóra aktualnie przybrała fioletowy kolor.




RE: [15.08.1972] Przeklęte przedmioty | Geraldine & Thomas - Thomas Figg - 05.09.2024

Po dość burzliwych wydarzeniach z ranka, kiedy to wracając z Mabel ze spaceru był świadkiem rabanu jaki rozegrał się w ich kuchni, Thomas stwierdził, że on zajmie się pilnowaniem Nory (lokalu, nie siostry), a ona niech spędzi nieco czasu z córką. Nie wiedział co myśleć o tym wszystkim, podstawowym pytaniem dla niego było przede wszystkim to czy jego siostra była szczęśliwa - bo na smutną nie wyglądała, a to było istotne. Drugą z kwestii było to co mówił Leo, że jej wybranek to Thoran. Miał wrażenie, że jak na tak krótki czas to wydarzyło się jednak trochę zbyt dużo.

Rozejrzał się po izbie, było tutaj całkiem sporo osób, ale na szczęście już wszyscy obsłużeni, dlatego zaczął leniwie przyglądać się gościom. Spojrzenie zatrzymał na jedne z par, która siedziała przy stoliku pod oknem. Na ich stoliku stały dwie filiżanki parującej kawy i dwa talerzyki ciastami, ale wszystko to było zupełnie nieruszone. Mężczyzna i kobieta byli zbyt pochłonięci swoją obecnością, aby zwrócić uwagę na cokolwiek innego w swoim otoczeniu. Zdawali się zupełnie nie zwracać uwagi na to co dzieje się wokół nich, jakby poza sobą nie byli w stanie dostrzec niczego, ani usłyszeć. Z większym zaciekawieniem przyglądał się im, zupełnie nie przejmując się tym, że można by to odebrać za wścibskie, ale z drugiej strony byli tak zajęci sobą, że nawet nie zauważyli go jako gapia.
Siedząca zaś przy stoliku para zdawała się być jeszcze bardziej pochłonięta sobą. Teraz mógł obserwować chyba coś na co nie powinien się tak wgapiać, pogrążeni w pocałunku zdawali się jeszcze bardziej skupiać uwagę tylko na sobie samych (jakby to było bardziej możliwe niż wcześniej). Odniósł wrażenie, że gdyby ktoś teraz do nich podszedł mógłby zostać poparzony przez intensywny żar ich uczucia. Uśmiechnął się widząc, że mimo mrocznych wydarzeń, które działy się obecnie na Wyspach, potrafi jeszcze płonąć tak żarliwy płomień uczuć i być tak pochłoniętym przez obecność drugiej osoby. Przez chwilę aż sam się zastanowił czy i w jego życiu ktoś taki się pojawi kiedyś... Ale przerwał takie gdybania, w obecnych czasach nie w głowie mu było rozglądać się za miłosnymi uniesieniami - to jednak miło było patrzeć na takich, którzy nadal pielęgnowali w sobie uczucia do drugiej osoby mimo zagrożeń jakie niosła przyszłość obecnie.


Dzwonek do drzwi oznajmił przyjść kolejnej osoby, zerknął więc w tamtą stronę i przekrzywił głowę ze zdziwienia. Weszła bowiem Geraldine, ale tak jakby nie do końca ona, jak ją dobrze pamiętał to była mniej zielona.
- Emmm, wszystko w porządku? - zapytał zamiast standardowego powitania i zapytania czym może służyć. Ale cóż, to jak prezentowała się


RE: [15.08.1972] Przeklęte przedmioty | Geraldine & Thomas - Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.09.2024

Rozglądała się uważnie po pomieszczeniu. Nie szukała długo znajomej twarzy, wyłoniła się zza lady. Energicznie ruszyła w jego kierunku. Miała szczęście, bo akurat nikt nie stał w kolejce po ciastko, czy inne pyszności. Nie zmieniało to jednak faktu, że w cukierni znajdowali się inni ludzie. Inni ludzie, którzy mogli zobaczyć, że nie wygląda normalnie, kolory na jej ciele zmieniały się co kilka minut. Aktualnie była fioletowa, trochę przypominała wielkiego buraka. W dłoni nadal trzymała niewielkie, srebrne lusterko, z którym wyszła z domu. Nie wiedzieć czemu.

- Czy wszystko w porządku? - Gdyby nie to, że aktualnie jej twarz była fioletowa, to pewnie by się zaczerwieniła. Panna Yaxley była wkurwiona. Niestety denerwowała się bardzo szybko i od razu można było to zauważyć po jej wyrazie twarzy.

Zbliżyła się do mężczyzny, nachyliła nad nim i wysyczała przez zęby. - Jak kurwa wszystko może być w porządku, jak jestem zielona? - Najwyraźniej jeszcze pozostała na tym etapie, kiedy to ten kolor zdobił jej skórę.

Po chwili do niej dotarło, że to nie była jego wina, że próbował być nawet miły, a ona zachowała się jak kutas, bo była wkurwiona na to, że ktoś sobie z niej zażartował. - Jakieś dzieciaki rzuciły na mnie klątwę, tak mi się wydaje. - Uniosła lusterko do swojej twarzy, żeby jeszcze raz przyjrzeć się swojej skórze. Westchnęła ciężko, gdy zauważyła, że jest jednak fioletowa. - Czy możesz coś z tym zrobić? - Zapytała teraz nieco bardziej spokojnym tonem głosu. - Spójrz tylko jak wyglądam. - Wręczyła mu w rękę lusterko, jakby to w nim miał zobaczyć jej oblicze.




RE: [15.08.1972] Przeklęte przedmioty | Geraldine & Thomas - Thomas Figg - 06.09.2024

Thomas przez cały czas zastanawiał się czy czasem to nie był jakiś ostatni krzyk mody, żeby paradować w innym odcieniu skóry niż normalny - nigdy nie mógł nadążyć za modą i gdyby zapewne nie siostra to by chodził ubrany jak w poprzedniej epoce, na szczęście potrafiła nieco pomóc Figgowi w doborze bardziej modnych ubrań.
- Nooo, mogłaś to sobie zrobić sama, wtedy byłoby w porządku, bo to byłoby zamierzone? - odpowiedział niezbyt roztropnie, nie wiedział przecież o żadnej klątwie, jednak po chwili już aktywowała jego drugą naturę. To co pchało go do zajmowania się tymi przeklętymi przedmiotami i ratowaniem ludzi czy pozwalaniem kontynuować wykopaliska.
- Leo, zastąp mnie, proszę! - krzyknął jeszcze w stronę zaplecza i odwrócił się w stronę Geraldine. Chodź, pójdziemy w nieco bardziej ustronne miejsce. Opowiesz mi tam co to za dzieciaki i klątwa[/b] - dodał pokazując jej drogę, aby mogli przejść do części mieszkalnej, potrzebowali nieco prywatności i miejsca, gdzie nie było postronnych ludzi, skoro mieli działać nad zdjęciem klątwy.
- Nie potrzebuje lusterka, żeby widzieć jak wyglądasz - rzucił żartobliwie ale wziął od niej przedmiot. Poczuł dziwne mrowienie pod palcami i zerknął w dół. W lot pojął co się stało - to te cholerne lusterko, był nieuważny... Jęknął widząc, że stał się cały niebieski, oby tylko Kapitana nie było w salo...
- O kurde, Thomas, bawisz się w smerfy? ja nie mogę, będę tym kotem stamtąd! Ale to muszę być rudy! - płonne były jego nadzieje, bo oto jego kocur wylegiwał się na kanapie i od razu zwrócił na nich uwagę.
- Zaraz cię zmienię w dynię jak się nie uspokoisz, zmykaj, będziemy zdejmować klątwę - odparował Figg chcąc pozbyć się stąd swojego towarzysza.
- Mogłeś się zmienić w jakiegoś zabawniejszego smerfa niż smerf maruda - odparował mu kocur, ale uciekł stąd, nie chciał przypadkiem zarobić klątwą.
- Przepraszam za niego - mruknął tylko wchodząc do środka i kładąc lusterko na stole - ewidentnego winowajcę ich kolorowych skór.


RE: [15.08.1972] Przeklęte przedmioty | Geraldine & Thomas - Geraldine Greengrass-Yaxley - 06.09.2024

- Czy naprawdę sądzisz, że zrobiłabym sobie taką krzywdę sama?! Musisz mieć mnie za kompletną wariatkę. - Właściwie nie ma się co dziwić, skoro poznał jej wyimaginowanego brata bliźniaka, którego żarty były na podobnym poziomie. Nie, Geraldine nigdy w życiu nie zrobiłaby sobie czegoś takiego, nawet jeśli chodziło o poświęcenie dla kamuflażu.

Miała szczęście, że Thomas nie był w cukierni sam. Głupio by było tak opowiadać o tym wszystkim przy ludziach próbujących na spokojnie wypić kawę. Niestety już zdążyła zwrócić na siebie uwagę.

Udała się więc z nim do szczęści mieszkalnej, trochę bardziej potulna, bo liczyła na to, że pomoże jej się pozbyć tej kolorowej skóry.

- Sorry, trochę się zawinęłam, faktycznie nie potrzebujesz lusterka. - Była tak wkurzona, że wcale nie dziwiło ją to irracjonalne zachowanie. Często gdy pojawiały się nerwy nie myślała do końca jasno.

Figg postanowił jednak sięgnąć po lusterko. Ledwie do dotknął, a jego skóra zaczęła się zmieniać.

- Pierdole, to nie żart pojebanych dzieciaków, to to lusterko. - Doszła wreszcie do jakichś słusznych wniosków, to musiał być ten przedmiot, skoro po jego kupnie przydarzyło jej się to samo. - A już chciałam im nogi z dupy powyrywać. - Na szczęście najpierw postanowiła zająć się przywróceniem sobie naturalnego koloru skóry.

[b] - Co to są smerfy? - Przeniosła wzrok na kocura, który wdał się z nimi w rozmowę. Dopiero po chwili do niej dotarło, że to on powiedział te słowa. - Dlaczego on mówi? - Kolejne pytanie, pojawiało się ich coraz więcej, a przecież dopiero się spotkali.

Roześmiała się, gdy Thomas zagroził kotu, że zamieni go w dynię, była ciekawa, czy zwierzę w ogóle się tym przejmie. Miała świadomość, jakie zachowania potrafią prezentować koty - te mniejsze i większe. Nie bez powodu w jej mieszkaniu można było znaleźć psy, a nie koty.




RE: [15.08.1972] Przeklęte przedmioty | Geraldine & Thomas - Thomas Figg - 06.09.2024

Zapewne gdyby znali się nieco lepiej to by się jej odgryzł, ze za kompletną wariatkę to jej nie ma, z odpowiednią intonacją, że za wariatka to jednak ją ma - hej przychodziła po pomoc do cukierni! To jakby ktoś szedł do apteki kupować ser! Może od koloru skóry też trochę mieszało się w głowie? Na Merlina, oby nie!
- Ja? Ciebie? Skądże znowu, cóż za dziwny pomysł - odpowiedział niezwykle niewinnym głosem prowadząc ją do salonu, może i igrał z diabłem zaczynając się do wyraźnie wkurzonej kobiety, ale cóż nie byłby sobą, gdyby odpuścił sobie choć tyle.
Machnął ręką na jej przeprosiny i popatrzył jak Kapitan znika na schodach wiodących do góry.
- Przestań, biorąc pod uwagę okoliczności rozumiem poziom wkurwienia - nie żywił urazy, bo i też nie powiedziała mu nic takiego. Poza tym Thomas nie należał do osób, które długo i głęboko żywią urazę (poza kilkoma wyjątkami).
- To brzmi jak jakiś kiepski żart uczniów w Hogwarcie, dałaś się nieźle podejść - dość mocne słowa, jak na kogoś kto sam był niebieski niczym chaber. Przez moment trawił widok tego przedmiotu i dopiero pytania Geraldine wyrwały go z zamyślenia.
- Takie wymyślone stworzonka, mugolski komiks - wytłumaczył zdawkowo, na sam przymiotnik "mugolski" większość czarodziejów reagowała z obrzydzeniem, więc nie rozgadywał się za bardzo. - Jak to dlaczego? Bo potrafi, wiesz jak ciężko mu się czasami zamknąć? - krótki rant dość szybko wydobył się z ust Figga. Ostatnie dni to było bezustanne naciskanie sobie na odcisk z Pazurem. Powrócił do badania lusterka, wyjął różdżkę i tknął nią delikatnie przedmiot - ten zawibrował i zdawało się, że Thomas wie już wszystko.
- Daj mi chwilę - powiedział i pobiegł po schodach do góry. Nie dalej jak dziesięć sekund później zbiegał już niosąc swoją podręczną torbę, miał tam wszelkie niezbędne rzeczy do łamania klątw i rozbrajania pułapek. Bez zbędnego gadania położył ją na stole i zaczął szukać czegoś, po kolei wyciągał niektóre fiolki i oglądał płyny pod światło. Stanowczo powinien następnym razem podpisać te wszystkie eliksiry. W końcu znalazł ten o żółtawym kolorze, zupełnie jak słoneczniki.
- Dobra, weź łyk tego, a ja rzucę zaklęcie i powinnaś wrócić do normy - powiedział łapiąc w rękę swoją różdżkę i zajmując pozycję, najpierw eliksir potem zaklęcie, dlatego przed rzuceniem czekał na ruch panny Yaxley.

Rozproszenie na skutki klątwy na Ger:
[roll=Z]
[roll=Z]


RE: [15.08.1972] Przeklęte przedmioty | Geraldine & Thomas - Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.09.2024

- Nie dziwny, ostatnio coraz więcej osób uważa mnie za wariatkę. - Rzuciła, jakby to wcale nie było nic takiego. Wbrew pozorom zaczęło ją to przerażać, ale Thomas nie był odpowiednią osobą, aby dzielić się tymi obawami. Dużo gówna działo się w jej życiu i póki co jeszcze tego wszystkiego nie ułożyła, ale była coraz bliżej. Na pewno szybciej by się jej to udało, gdyby nie to, że co chwilę przydarzały jej się rzeczy, jak chociażby ta zmiana koloru skóry, które ją rozpraszały od tego, czym faktycznie powinna się zajmować.

- To dobrze, bo to pojebana akcja, nie wiem dlaczego mi się to przytrafiło. - W tonie jej głosu mógł wyczuć lekkie rozczarowanie. Zdecydowanie ostatnio zbyt wiele dziwnych sytuacji ją spotykało, powoli przestawała wierzyć w to, że ma na wszystko jakikolwiek wpływ. Nie chciało jej się już walczyć z wiatrakami.

- Tylko nikomu o tym nie mów, to mogłoby zszargać moją opinię. - Dodała jeszcze nieco ciszej, konspiracyjnym tonem, ale uśmiechnęła się przy tym więc najwyraźniej powoli faktycznie zaczęło z niej schodzić ciśnienie. Dała się podejść gówniarzom, potężna łowczyni potworów - wspaniale.

- Skąd znasz mugolskie komiksy? - W jej ręce nigdy żaden nie trafił, więc postanowiła dowiedzieć się, jakim cudem Thomas miał szansę coś takiego przeczytać. Nie, żeby sama chciała sięgnąć po ten komiks wymyślone, niebieskie stworzonka nie brzmiały jako jakiś sukces literatury.

- Nie wytrzymałabym z takim kotem, pewnie zwisnąłby za ogon nad drzwiami. - Nie była szczególnie wyrozumiała dla zwierząt.

Nie zdążyła się odezwać, kiedy Figg zniknął na schodach. Cóż, nie miała innego wyjścia jak na niego zaczekać, nie trwało to specjalnie długo - w mgnieniu oka pojawił się znowu obok niej, tym razem zaopatrzony w torbę, cóż może była to jego apteczka pierwszej przeciwklątwowej pomocy.

- Jesteś pewien, że mogę to wypić? - Nie znała się na eliksirach, nie zamierzała jednak zwlekać, jeśli to miało jej pomóc, wlała w siebie jednym haustem zawartość fiolki.

- Jak mnie zabijesz, to zabiję cię bardziej. - Rzuciła jeszcze nim jego zaklęcie poszybowało w jej stronę.




RE: [15.08.1972] Przeklęte przedmioty | Geraldine & Thomas - Thomas Figg - 08.09.2024

Thomas już prawie zadał jej pytanie czy chce o tym porozmawiać i czy nie chce ciepłej herbaty, nie miał w zwyczaju przecież ignorować innych osób i oznak, że potrzebują chwili odpoczynku i pogadania o swoich problemach. Jednakże Geraldine przyszła do niego w innej sprawie niż towarzyska rozmowa - zanotował więc w pamięci, żeby zwrócić na nią szczególną uwagę, ale nie wściubiać swojego nosa między drzwi i framugę.
- Nie zamierzam mówić nikomu, ale podejrzewam, że wiele osób widziało cię jak szłaś tutaj - zauważył, bo przecież trudno było ukryć odmienny kolor skóry, a jednak żeby tutaj przyjść musiała pokonać ładny kawałek na Pokątnej, ale to chyba samo w sobie już problemem nie było aż tak wielkim niż informowanie wszystkich wszem i wobec co się stało. Cóż tego drugiego Thomas też nie zamierzał robić.
- Trochę ich trafiło w moje ręce podczas podróży - wzruszył ramionami, nie było sensu ukrywać skąd zna mugolski rzeczy, co prawda nie chciał jej zdradzać zbyt wiele, nie znał jej na tyle, aby ufać jej i w pełni przekazać informację na temat tego, że odwiedza niemagiczny Londyn nie tylko w celach przemieszczania się.
Zmierzył ją dziwnym spojrzeniem marszcząc brwi, kiedy wspomniała o wieszaniu kota za ogon nad drzwiami - cieszył się, że ani Pazur, ani Lady czy Karl nie usłyszeli jej słów, wolałby nie myśleć co by się stało, gdyby tak było. Wieszanie kota z ogon? Ekstremalne zachowanie i nie rozumiał czemu ktoś miałby tak robić. - Nie jest taki zły, tylko strasznie próbuje być zabawny - powiedział zdając sobie sprawę, że równie dobrze ktoś mógłby to powiedzieć o nim.

- Tak, jestem - potwierdził i spoglądał jak wypija zawartość fiolki i uderza ją zaklęcie. Z zadowoleniem obserwował jak jej skóra wraca do normalności. Uśmiechnął się i podszedł nieco bliżej, także dzieliło ich niecały metr od siebie i przyglądał się uważnie pannie Yaxley. - Wiesz, mordowanie klientów źle sprzyja biznesowi - odpowiedział na jej wcześniejsze słowa i pokiwał głową.
- Wróciłaś do normalności - oznajmił z uśmiechem i pewnie podałby jej lusterko, żeby mogła się zobaczyć, ale nie było to najlepszym pomysłem, nadal musiał przełamać klątwę.
Zanim jednak zabrał się do tego, samemu też wychylił zawartość fiolki z tym samym płynem i rzucił na siebie zaklęcie.

[roll=Z]
[roll=Z]

Poczuł jak otacza go magia i po całym ciele rozlewa się ciepłe przyjemne uczucie, jakby ktoś oblał go ciepłą wodą. Z zadowoleniem stwierdził, że i tym razem udało się przełamać efekt klątwy.
- Dobra teraz trzeba zająć się tym lusterkiem. - mruknął pod nosem odwracając spojrzenie w kierunku przedmiotu leżącego na stole.


RE: [15.08.1972] Przeklęte przedmioty | Geraldine & Thomas - Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.09.2024

Na całe szczęście Thomas postanowił nie zadawać tych pytań. Nie było szans, aby Yaxleyówna się przed kimkolwiek otworzyła. Musiała sama sobie radzić z tymi wszystkimi problemami, ciągle usilnie to sobie powtarzała, póki co nie przynosiło to jednak niczego dobrego.

- Ty to potrafisz pocieszyć, nie ma co. - Dlaczego się nie teleportowała? To było dobre pytanie, zazwyczaj, gdy coś ją złościło wybierała ruch. Aktywność fizyczna pomagała jej w radzeniu sobie z wkurzeniem, pewnie liczyła na to, że jak to rozchodzi, to będzie mniej zirytowana, nie do końca pomogło. Grunt jednak, że już zaczęła się uspokajać.

- Ciekawe, może podróżowaliśmy w inne miejsca. - Ona raczej podczas swoich wypraw uczyła się o różnych, bardziej egzotycznych dziedzinach magii. Może każdy trafiał na to, co faktycznie go interesowało. Nie oceniała jednak Figga, zdawała sobie sprawę, że świat mugoli może być całkiem ciekawy, jednak nie powiedziała o tym głośno. Lepiej, aby nie mówiła w głos o swoim sympatyzowaniu z niemagicznymi, to mogło być różnie odebrane w kręgach w których się obracała.

- Rozumiem, ale na dłuższą metę pewnie strasznie by mnie to irytowało. - Na całe szczęście jej psy nie potrafiły mówić, więc były zdecydowanie dużo prostsze w obsłudze, nie wtrącały się też w jej rozmowy ze znajomymi, czasem jedynie przychodził wyżebrać nieco głaskania.

Gdy uderzyło w nią zaklęcie poczuła się dziwnie. Wibracje przeszły jej ciało. Nie miała pojęcia, czy to zadziałało, dała sobie kilka sekund, nim spojrzała na swoje ręce. Efekt przecież musiał zejść, na pewno nie stało się to od ręki. Wyciągnęła dłoń przed siebie i zaczęła ją obracać, nie była już ani zielona, ani fioletowa. Odruchowo chciała złapać za lusterko, żeby spojrzeć na twarz, jednak zatrzymała dłoń w locie. W końcu to ono spowodowało to, że jej skóra zaczęła zmieniać kolor, wolała drugi raz tego nie przeżywać.

- O tym nie pomyślałam. - Rzuciła z uśmiechem, była już całkiem zadowolona, bo udało mu się osiągnąć sukces.

- Całkiem szybko poszło, ta klątwa chyba nie jest jakaś mocno upierdliwa. - Słyszała opowieści o klątwach, których nie dało się zdjąć przez lata. Tutaj wystarczył eliksir, zgrabnie rzucone zaklęcie i problem się rozwiązał.

Przyglądała się mu, kiedy rzucał zaklęcie na siebie, chciała zapytać, czy może jakoś pomóc, ale się powstrzymała, bo pojawiła się obawa, że mogłaby mu jedynie zaszkodzić.

- Kurde, tobie też schodzi, chyba problem z głowy! - Odparła z entuzjazmem.

Tak właściwie to nie do końca z głowy, bo przecież było jeszcze to cholerne lusterko. Szkoda by było, żeby jeszcze komuś sprawiło kłopoty. - Może powinniśmy je rozwalić, tak na popiół, żeby nikt już go nie dotknął? - Wydawało jej się to być najprostszym rozwiązaniem.




RE: [15.08.1972] Przeklęte przedmioty | Geraldine & Thomas - Thomas Figg - 08.09.2024

Popatrzył na Geraldine po jej komentarzu, to prawda nie był zbyt współczujący, ale wyznawał zasadę, że śmiech lepiej poprawia humor niż klepanie po pleckach - co nie znaczy, że nigdy nikogo po plecach nie klepał. Ale zazwyczaj robił to jak już kogoś znał na tyle, żeby wiedzieć kto kiedy tego potrzebuje.
- A to nie wiedziałaś, że mężczźni nie mają podzielnej uwagi? - zapytał ze szczerym zdziwieniem - Więc, albo mogę pocieszać albo pomagać ,ale nie dwie rzeczy na raz, sorry takie ograniczenia płci - mrugnął jeszcze do niej.
- Zapewne, skoro nigdy nie spotkaliśmy się podczas naszych podróży. - zgodził się z nią, w sumie to Smerfy nie pochodziły znowu z tak daleka, bo ledwie z Belgii, ale już nie zamierzał zanudzać jej opowieściami o tym, nie była to raczej forma rozrywki dla dorosłych czarodziejów.
- Możliwe, że to kwestia przyzwyczajenia, od zawsze towarzyszy mi kot, taka rodzinna tradycja - zdradził nieco tajemnicy na temat tego, dlaczego Pazur mówił - z drugiej strony nie było wcale tajemnicą, że Figgowie darzyli koty specjalnymi względami.

Z zadowoleniem oglądał jak skóra wraca mu znowu do normalnego odcienia i nie wygląda już wpadł do kociołka z niebieskim barwnikiem.
- Oczywiście, że szybko, co ty myślałaś, że przyszłaś do jakiegoś partacza od klątw? - udał oburzenie, ale podzielał jej zdanie, to musiała być jakaś wyjątkowo słaba klątwa, która nie wymagała zbyt dużego nakładu pracy - a przynajmniej,niej jej efekty, jak z samą klątwą mu pójdzie to się dowie zaraz.
Zerknął na Geraldine i pokiwał przecząco głową. - Cóż w pewien sposób to by rozwiązało problem, ale sam klątwa nie zawsze znika gdy niszczysz przedmiot, wręcz rzadko się to dzieje - cóż używanie silnej czarnej magii pomagało, ale nie widział, żeby któreś z nich miało rzucać avadę na lusterko, trzeba było to rozwiązać nieco konwencjonalnie. - Żeby potem ten popiół nie był odpowiedzialny za wysyp klątw. Lepiej pozbyć się przyczyny - stwierdził sięgając ponownie do swojej torby i wyciągnął kredę oraz notes. Przewertował kilka stron i zerknął na przedmiot leżący na blacie. Dla upewnienia się jeszcze sięgnął do torby po liście malwy i ułożył je na tafli lustra. Obserwował je przez chwilę aż z cichym syknięciem zniknęły, jakby spłonęły. Nakreślił za pomocą kredy dość szybko krąg* na stole, trójkąt wpisany w koło i otoczony trzema mniejszymi okręgami, w te mniejsze okręgi ustawił specjalne świeczki.
- Dobra, nie ma co zwlekać, możesz się rozgościć to może zając chwilę - powiedział zapalając świeczki i wskazując kobiecie krzesło nieopodal. Domyślił się ,że wolałaby zostać i upewnić się, ze klątwa została złamana, ale cóż, to nie było takie hop siup. Skupił się teraz w pełni na swoim zadaniu - łamaniu klątwy ciążacej na lusterku. Domyślał się, że dla Geraldine to nie będzie ekscytujące. Co tu ciekawego w recytowaniu mantry rytuału, kiedy polowało się na magiczne bestie? To brzmiało zapewne dla niej jak niezwykła nuda, ale cóż. W tym przypadku jednak nie było żadnego lania eliksiru po prostu recytował słowa rytuału, a im dalej w to brnął tym mocniejszy stawał się płomień na świeczkach - aż w końcu rzucił zaklęcie mające całkowicie zniszczyć klątwę.

Rozproszenie:
[roll=Z]
[roll=Z]

Płomienie buchnęły mocno, lustro zaczęło zaś tryskać kolorowymi iskrami, zupełnie jakby walczyło z próbą złamania klątwy. Jednak nie trwało to długo, iksy zniknęły, świeczki się wypaliły i słychać było nagły trzask szyby - tafla lustra pękła. Wszystko ustało tak nagle jak się zaczęło.
- No to ten. Będziesz musiała tylko wymienić samo lusterko, ale rączka jest cała - podrapał się po głowie i za pomocą różdżki zniknął resztki po świeczkach i krąg. Podniósł lusterko i wtedy zauważył, ze pod przedmiotem stół się przypalił na węgiel.
- O kurwa - jęknął widząc co stało się z meblem jego siostry.

Odkryj wiadomość pozafabularną