![]() |
|
Idy marcowe (3.1962) [Icarus & Mona] - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29) +--- Dział: Retrospekcje (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=25) +--- Wątek: Idy marcowe (3.1962) [Icarus & Mona] (/showthread.php?tid=3844) Strony:
1
2
|
Idy marcowe (3.1962) [Icarus & Mona] - Icarus Prewett - 05.09.2024 Icarus Prewett był jednym z tych uczniów Hogwartu, którzy otrzymywali każdego dnia egzemplarz Proroka Codziennego. Nie było w tym nic dziwnego, bowiem Dedalus zawsze powtarzał, że historyk musi znać również wydarzenia mu współczesne i przez to wykupił dla syna prenumeratę. Zwykle chłopak czytał gazetę do śniadania i tego marcowego poranka również tak było. Czasem, kiedy był znudzony, pomijał ważne newsy polityczne i przechodził do działu z plotkami. Jednak teraz pierwsza strona przykuła jego uwagę i to w tym stopniu, że niemal opluł się sokiem dyniowym. Przeczytał artykuł kilka razy, by na pewno uchwycić każdy fakt. Czuł się, jakby właśnie na jego oczach rozgrywała się historia. Rozejrzał się po Wielkiej Sali. Musiał powiedzieć o wszystkim Monie, tylko z nią mógł o tym porozmawiać. No... może nie tylko, ale na pewno średnio był w stanie wyrazić swoją opinię przy innych Ślizgonach, którzy mieli obsesję na punkcie czystości krwi. Na szczęście dostrzegł swoją dziewczynę (od trzech miesięcy nadal trochę w to nie dowierzał) siadającą przy stole Ravenclawu. Natychmiast zerwał się i podbiegł do niej z gazetą w ręku. Jego oczy aż iskrzyły z ekscytacji. – Nie uwierzysz, co się stało! – powiedział odrobinę pozbawiony tchu przez bieg dookoła stołów. Pokazał jej nagłówek artykułu: "Leach na Ministra?". – Historia dokonuje się na naszych oczach. Uwierzysz w to? Możemy mieć Ministra mugolaka! Mówił chyba trochę za głośno, bo jakaś koleżanka Mony spojrzała na niego z konsternacją. Albo to widok Ślizgona, który cieszył się z wyboru kogoś o mugolskim pochodzeniu na tak wysokie stanowisko ją tak dziwił. Icarus z pewnością różnił się poglądami od wielu swoich kolegów. Pasjonował się starożytnym Rzymem, a wielkość tego imperium została osiągnięta w głównej mierze właśnie dzięki mugolom. Poza tym czytał mnóstwo niemagicznych kronik i... cenił sobie dorobek mugolskiej społeczności. RE: Idy marcowe (3.1962) [Icarus & Mona] - Mona Rowle - 05.09.2024 Usłyszała szybkie kroki, a następnie znajomy glos Icarusa, na co się ciepło uśmiechnęła. Ostatnie trzy miesiące były pełne nieoczekiwanych zmian, ale ich związek, mimo że wciąż świeży, zdawał się jedną z tych najlepszych. Zanim zdążyła podnieść wzrok, poczuła chłodny powiew, a przed nią wylądował egzemplarz Proroka Codziennego. Uniosła brwi, spoglądając na Icarusa, który stał nad nią, ciężko dysząc i z oczami pełnymi ekscytacji. Był energiczny, nawet bardziej niż zwykle, co samo w sobie było już nie lada wyczynem o tak wczesnej porze. Kiedy podsunął jej gazetę prosto pod jej nos, musiała odsunąć się lekko, żeby cokolwiek zobaczyć. Mona zmarszczyła czoło i spojrzała na nagłówek: ,,Leach na Ministra?" Zamrugała parę razy, analizując słowa, które zdawały się wciąż nie do końca do niej docierać. Mugolak? Na Ministra? Przez chwilę myślała, że to może jakiś żart, jedna z tych absurdalnych historii, które czasem publikowali, by przyciągnąć uwagę. Ale nie. Artykuł wyglądał całkiem poważnie. No cóż, polityka zawsze była dla niej czymś odległym, jak nieznośne tło podczas wakacyjnych spotkań rodzinnych, kiedy starsi krewni kłócili się o Ministerstwo, a ona dyskretnie wycofywała się w stronę wyjścia. Ona nie śledziła polityki, bo cóż... była nudna. Walia, gdzie dorastała, była cicha, zielona i daleka od wszystkich tych niekończących się debat o czystości krwi. Niektórzy czarodzieje z pewnością będą wściekli, ale z drugiej strony może świat potrzebował nowych perspektyw, jeśli miał przetrwać? — Czy to... dobrze? – zapytała, unosząc wzrok na Icarusa, który niemal kipiał z emocji. Był tak podekscytowany, że pomimo jej zdziwionej twarzy, miała ochotę śmiać się wraz z nim. Lubiła, kiedy Icarus był szczęśliwy, lubiła, kiedy się śmiał— — To... ciekawe – stwierdziła niepewnie, starając się ukryć swoje zdezorientowanie. — Ale powiedz mi, dlaczego to jest aż takie ważne? To tylko polityka, prawda? – zmarszczyła brwi, próbując zrozumieć jego punkt widzenia, ale jej ton zdradzał, że nie do końca angażowała się w tę rozmowę tak, jak pewnie by chciał. Podniosła gazetę i spojrzała na nią jeszcze raz, jakby próbując dostrzec w tym wszystkim to samo, co tak bardzo ekscytowało Icarusa. Cóż, może miał rację. Może to naprawdę była jakaś ważna zmiana. Ale w tamtym momencie bardziej interesowało ją to, czy Icarus w tych swoich emocjach nie zapomniał zjeść śniadania. — Jadłeś już, Icarusie? — zapytała w zamian. RE: Idy marcowe (3.1962) [Icarus & Mona] - Icarus Prewett - 05.09.2024 Icarus złożył dłonie w piramidkę. Dobra, to był czas na zanudzanie swojej dziewczyny polityką. Ale... może mógł tym zmienić jej zdanie? Przekonać ją o tym, że polityka była ciekawym i ultra ważnym tematem. – Mo, to jest bardzo dobra wiadomość. Pierwszy raz w naszym kraju ministrem może zostać mugolak. Dotychczas czystokrwiści czarodzieje rządzili Ministerstwem i ma to odzwierciedlenie w ich decyzjach. A ktoś z mugolskiej rodziny może zmienić nasze stosunki z niemagicznym światem, poprawić je, zapewnić komunikację i wymianę informacji. Wyobraź sobie wspólne badania naukowe! A może ich technologie będzie można zastosować... no nie wiem, do leczenia smoków. Mówił jako pasjonata, pełen nadziei i zapału. Ojciec powtarzał mu zawsze, że takie sytuacje miały swoje ciemne i jasne strony, ale euforia spowodowana informacją o Leachu przeważała ponad wszystkim. Może był naiwny... Ale młodzi ludzie nie mogli tacy nie być. Bez takich ludzi świat by się nigdy nie zmieniał. – Więc tak, to ogromnie ważne. Wszyscy jesteśmy częścią społeczności i decyzje ministrów mają wpływ na każdego z nas. Mogą nam zapewnić tyle nowych możliwości, ale i odebrać bardzo dużo. Nawet biuro ochrony magicznych... – nagle przerwał opowieść, bo Mona spytała go czy jadł. Trochę wytrąciło go to z równowagi i z koncentracji. Czy jadł? Wziął sobie tosta z tacy, ale nie ruszył go, bo dostrzegł nagłówek. – Nie... nie było czasu – zająknął się. – Ale w perspektywie tych wydarzeń jest to mało ważne. Jak mogę jeść, kiedy dzieją się w kraju takie rzeczy. RE: Idy marcowe (3.1962) [Icarus & Mona] - Mona Rowle - 05.09.2024 Stłumiła westchnięcie, kiedy usłyszała, w jaki sposób Icarus skrócił jej imię. Serio, jak tu dyskutować o skomplikowanych sprawach (o jakiejś polityce!), kiedy cała jego twarz promieniowała, a sama Mona miała ochotę ją wycałować? Była tak bardzo skończona. Zamiast tego sięgnęła po ciepłe pieczywo, które leżało na srebrnej tacy i sprawnym ruchem wysmarowała kromkę truskawkowym dżemem. Wzięła własny, nienaruszony talerzyk i podsunęła go pod nos Icarusowi. Ona może i nie była politycznym geniuszem, ale przynajmniej wiedziała, że pełny żołądek to podstawa. Och, wciąż czekał na jej odpowiedź. — Usiądź — odparła spokojnie i poklepała miejsce obok siebie. — Nie możesz podbijać zarówno magicznego, jak i niemagicznego świata na pusty żołądek, mój drogi. Oparła brodę na dłoni, patrząc na niego z rozczuleniem, podczas gdy opowiadał o przyszłych wspólnych badaniach i współpracy z mugolami. Naprawdę w to wierzył, widziała to w jego oczach. Dlaczego sama Mona więc tego nie widziała? — Wiem, że to może przynieść zmiany – dodała, próbując znaleźć równowagę między swoją ignorancją a jego zaangażowaniem. – Ale to nie zmieni wszystkiego od razu. Może te wszystkie badania i wymiana informacji... to bardziej coś na przyszłość, a nie na dziś. Co osoba z nie-czarodziejskiej rodziny mogłaby zaoferować nam… czego byśmy nie mieli? – zapytała, unosząc brew i starając się nie zabrzmieć sarkastycznie. To był Icarus. Jej Icarus, i choć miała własne zdanie (miała?), nie chciała go zranić. – Czego właściwie nie wiemy o niemagicznym świecie, co tak bardzo byśmy potrzebowali wiedzieć? Ja tu raczej widzę zagrożenie względem nas. I znowu próbujesz mnie przekonać smokami – rzuciła nieprzekonana, a potem wymamrotała ciszej do siebie: — Poza tym... nie wiem, czy chciałabym kogoś takiego blisko jakiegokolwiek smoka… A dlaczego dla ciebie jest to takie istotne, Icarusie? Powiedz mi. Co takiego posiadał niemagiczny świat, że wizja mugolskiego ministra tak mu się podobała? Mona uświadomiła sobie, że ciężko jej było o to spytać. RE: Idy marcowe (3.1962) [Icarus & Mona] - Icarus Prewett - 06.09.2024 Posłusznie usiadł przy stole, chociaż Krukoni patrzyli na niego trochę krzywo. Myślał, że zaraz mu ktoś powie, żeby spadał do swojego stolika, ale w końcu nie byli to Ślizgoni. Tutaj ludzie zachowywali minimum taktu. W grucie rzeczy też Icarus nie chciał podbijać świata. Wiedza była kluczem do potęgi, to racja, ale on zupełnie nie widział siebie jako polityka. Był teoretykiem, a przy pierwszej prawdziwej debacie, popłakałby się, gdyby oponent zaczął używać typowych w polityce argumentów ad personam. Co nie znaczyło, że nie mógł stać z boku i komentować współczesnych wydarzeń. Taka była rola intelektualisty, szczególnie takiego obeznanego w historii. Machiavelli, jeden mugolski filozof, porównywał przecież ówczesną sobie renesansową Florencję do starożytnego Rzymu. Taką właśnie unikalną analizę zdarzeń mogli zaproponować jedynie historycy. – Może masz rację, nie wszystko zmieni się od razu, ale to wciąż jest rewolucyjne. Jestem pewny, że ktoś z mugolskiej rodziny będzie bardziej chętny do dialogu, a to jest już jakiś krok naprzód. – wyjaśnił. – A mugole mogą zaproponować nam tak wiele! Wiesz, że nawet jeśli ich gazety nie mają poruszających się zdjęć, to nie jest jedyne źródło informacji? Ojciec mi kiedyś opowiadał, że mugole mają specjalne pudła, w których pokazują się ruchome obrazy przekazywane na żywo ze specjalnego studia. Dzięki temu są informowani o rzeczach na bieżąco. I to bez magii, wyobrażasz sobie? My potrzebujemy czarów do najmniejszych rzeczy, a oni radzą sobie bez niej tak dobrze. Też mają specjalne urządzenia do rozmawiania. Spójrz: załóżmy, że ty jesteś w Walii w rezerwacie, a ja w moim domu w Londynie. W takiej sytuacji możemy rozmawiać przez to urządzenie tak samo jak gadamy teraz. A co do smoków, to...– zastanowił się. Właściwie nie znał urządzeń, które by mogły pomóc przy opiece nad tymi bestiami. – Na pewno by coś się znalazło. Albo by coś stworzyli. Na przykład maszynę do karmienia smoków. To, o czym mówił w tym kontekście robiła już magia, ale pominął to. Spojrzał na Monę i zauważył, że było w jej spojrzeniu coś głębszego niż normalnie. – Jest coś, co byś chciała mi powiedzieć, prawda? Nie musisz się z tym kryć – rzekł. Rozumiał, że wiele osób czuło strach przed mugolami. Każdy słyszał o tym, co działo się dawniej w Salem. Wojna, a właściwie dwie wojny, też wstrząsnęły każdym czarodziejem. Tak straszne wydarzenia powodowały nieufność, to prawda. Ale nie znaczyło to, że należało się całkowicie odciąć. RE: Idy marcowe (3.1962) [Icarus & Mona] - Mona Rowle - 06.09.2024 Ale polityka? Mugole? Dla niej wciąż było trudne do pojęcia. Mona ścisnęła w dłoniach filiżankę, czując ciepło herbaty na palcach. Uśmiechnęła się lekko, bardziej z grzeczności niż z prawdziwego przekonania. Sprawa wydawała się wyjątkowo ważna dla Icarusa, a ona czuła jedynie w sobie narastający niepokój. Nie chodziło o to, że nie chciała go wspierać – w końcu był jej partnerem, kimś, kto wnosił do jej życia tyle radości i energii. Ale ten temat... to wszystko, co się wiązało z mugolami... jakoś nie mogła się do tego przekonać. Chyba nie podobało jej się to, że bardzo pragnął zaangażować się w coś, co wydawało się takie niepewne i niestabilne. Kiedy Icarus wspomniał o tych mugolskich „pudłach” do rozmów na odległość, w jej wyobraźni od razu zmaterializował się obraz małej, drewnianej skrzynki stojącej na stole w pokoju. A w środku Icarus, ciasno upchnięty, z zadowoloną miną, ale jakoś wciąż podekscytowany. Ale zamiast tego powiedziała tylko: – Po prostu pierwszy raz widzę cię takiego... szczęśliwego w kwestii mugoli. Zdaję sobie sprawę z tego, że to część twoich zainteresowań, ale... – zaczęła delikatnie. – Nie zrozum mnie źle, ale dlaczego akurat tak fascynuje cię możliwy mugolski minister? Przecież polityka zmienia się jak prąd. Dziś to wszystko wydaje się obiecujące, a jutro może nie mieć żadnego znaczenia. Dlaczego jest to takie ważne dla ciebie? Nie może to być sama obietnica możliwości, o których mówisz? Skrzywiła się na jej własny dobór słów, ale Mona naprawdę próbowała zrozumieć jego entuzjazm. Zastanawiała się też, czy przy wzięciu pod uwagę szerszej perspektywy, właśnie to ich od siebie nie różniło. Ja nie lubię zmian, a ty je kochasz. A może to nie było to. Może Mona po prostu obawiała się, że ten kandydat go zawiedzie, a wtedy wszystko, co teraz widziała oczach Icarusa, przepadnie. RE: Idy marcowe (3.1962) [Icarus & Mona] - Icarus Prewett - 06.09.2024 Wziął głęboki oddech. Rzeczywiście miał inne powody do radości niż sama wizja postępu. – Mo, jestem pół-krwi. Moja mama była mugolką – ściszył głos, gdy to mówił. Nie chciał, by ktoś poza Moną to usłyszał. Jako jedna... właściwie z kilku osób, znała jego tajemnicę. – Jak inaczej mogę ją poznać niż przez kontakt z jej światem? Chciałbym choć odrobinę dowiedzieć się o tym, kim była, jak żyła... Leach też ma niemagicznych rodziców. Takie osoby jak ja czy mugolaki mogą się z nim bardziej utożsamić. On... reprezentuje poniekąd nasze interesy. I tak, polityka ciągle się zmienia, ale osoby z mugolskim pochodzeniem są w niej coraz bardziej widoczne. Leach przeciera szlaki. Może przyjdzie taki czas, że nikt nie będzie mówił, że takie osoby mają brudną krew i że coś jest z nimi nie tak? To nie było dla niego łatwe wyznanie, szczególnie to o matce. Nie było nic bardziej osobistego niż stosunek do nieżyjącej matki, której nigdy się nie znało. Icarus w jakiś sposób tęsknił za nią, choć nawet nie wiedział jak wyglądała. Nie znał brzmienia jej głosu, nie miał wspomnień z tego jak go przytulała, gdy przyśnił mu się koszmar ani jak mu robiła herbatę. Była niczym jedna z postaci historycznych, o których się uczył. Przekazywała mu jakieś dziedzictwo. Dlatego tak chętnie zgłębiał mugolską historię, dlatego tak chciał znać tamtą kulturę. Była to jedyna nić kontaktu między nimi. Rozumiał, że Mona nie do końca mogła się tym tak interesować. Była czarownicą czystej krwi wychowaną w ściśle magicznym środowisku. Ale... miał nadzieję, że zrozumie jego motywację. RE: Idy marcowe (3.1962) [Icarus & Mona] - Mona Rowle - 06.09.2024 Mona siedziała przez chwilę w ciszy, czując, jak jej serce powoli topnieje pod ciężarem słów Icarusa. Była. Użył formy przeszłej. I nagle wszystko okazało się jasne jak słońce. Jej usta mimowolnie ułożyły się w literę „o”. Była taka głupia! Czy naprawdę musiał wyznać jej coś tak osobistego, by w końcu zrozumiała, że chodziło o jego rodzinę? Była okrutna, prawda? Przecież doskonale wiedziała, jak wielkie znaczenie miała dla niego rodzina, jak patrzył na swojego ojca z niezmiernym podziwem. Dlaczego nie pomyślała, że mógłby darzyć podobnymi uczuciami swoją matkę? Niemagiczny świat posiadał jego mamę. A raczej wspomnienia o niej, historie, których Icarus nigdy nie poznał, a desperacko próbował odkryć. Mona rozluźniła ramiona i powoli odstawiła ciepły napój na stół, który wcześniej kurczowo trzymała. Kiedy wspomniał o ,,brudnej krwi’’, poczuła palące ukłucie wstydu. Jak mogła być tak niewrażliwa? – Och, Ari – zaczęła cicho. — Ja nie wiedziałam... Powinnam była się domyślić. W tym przypadku... to rzeczywiście ma sens. Przepraszam, że wcześniej nie widziałam tego wszystkiego w ten sposób. Nie chodzi wyłącznie o postęp, politykę... tylko o ciebie – dodała. Jej dłoń powędrowała w stronę jego, żeby delikatnie ścisnąć ją w przepraszającym geście. Potem zawahała się, zastanawiając się, jak ująć to, co czuła. – Nigdy nie miałam wątpliwości co do tego, kim jestem, skąd pochodzę... – przyznała, bawiąc się krawędzią swojego rękawa. – Moja rodzina zawsze była taka... jednolita, wszystko było jasne i klarowne. Czasem chyba zapominam, że inni mają inaczej. A ty po prostu miałbyś szansę na odszukanie tego kawałka siebie, który został ci odebrany, zanim miałeś szansę go poznać. Jej spojrzenie zmiękło jeszcze bardziej, a głos przybrał łagodniejszy ton. – Rozumiem, dlaczego to dla ciebie takie ważne. Ale Icarusie... – przymknęła na chwilę oczy, ignorując cichy niepokój w jej sercu. – Tylko proszę, nie pozwól, żeby ta polityka cię zawiodła. Nie chciałabym, żebyś się rozczarował, gdy okaże się, że te obietnice nie spełnią twoich oczekiwań. RE: Idy marcowe (3.1962) [Icarus & Mona] - Icarus Prewett - 07.09.2024 Zrozumienie Mony było w tej sytuacji najważniejsze. Nie chciał oczywiście, żeby myślała, że ku jego politycznym poglądom popchnęły go tylko osobiste motywacje. Był też idealistą. Wierzył w to, że w idealnym świecie mugole i czarodzieje żyli razem, wspierali się i dzielili doświadczeniami. – Nie mam ci nic za złe, Mo – ścisnął jej dłoń z uśmiechem. – Po prostu cieszę się, że rozumiesz. I... ja też rozumiem, że twoja rodzina nigdy nie miała takich problemów. Właściwie, poza mną i Laurentem też mamy samych stuprocentowo czystokrwistych Prewettów. Też wychowałem się w magicznym środowisku i mało wiem o mugolach. Ale... nie mogę uwierzyć w to, że w jakikolwiek sposób są gorsi od nas. Nie znosił nastawienia wielu uczniów ze Slytherinu. Traktowali krew jako coś, co definiowało człowieka i decydowało o jego wartości. A przecież w żyłach każdego czarodzieja i mugola płynęła ta sama krew. – I wiem, że mogę się zawieść na politykach. Są to tylko ludzie, ale... Nurt zmian, który niosą to coś abstrakcyjnego. Każda drobna zmiana w tę stronę jest czymś, co trzeba świętować – powiedział z entuzjazmem. Może to nie było jakoś bardzo rozsądne, ale był optymistą. Uważał, że ludzie byli z natury dobrzy i powoli zmierzali do jak najlepszego stanu społeczeństwa. A fakt, że tak dobre rzeczy jak wybór Leacha na ministra działy się za młodości Icarusa sprawiał, że miał ogromne szczęście. Szykowały się dobre czasy. Wiedział to. RE: Idy marcowe (3.1962) [Icarus & Mona] - Mona Rowle - 07.09.2024 W przeciwieństwie do niego, Mona była realistką. Wolała najpierw na chłodno przeanalizować sytuację. A jednak, w głębi serca chciała być już zawsze tą osobą, której Icarus by ufał z takimi rzeczami. Wciąż bała się o niego i ewentualne rozczarowania, jakie mogły go spotkać w mugolskim świecie. Żadne z nich nie miało dużej wiedzy na ten temat, ale to był jej obowiązek! Zresztą, czy on by nie zrobił tego samego dla niej? Chciała, żeby był szczęśliwy, nawet jeśli nie podzielała wszystkich jego nadziei. A może po prostu wiedziała, że jego szczęście było jej własnym. Postanowiła na razie odsunąć na bok swoje wątpliwości i różnice między nimi. W typowy dla siebie sposób zaczęła myśleć na głos. — To komiczne oceniać kogoś w kategoriach krwi, która płynie w żyłach — powiedziała, ponawiając próbę zmuszenia go do zjedzenia czegokolwiek. Jeszcze raz podsunęła mu talerzyk. — W praktyce przecież wychodzi na to, że czystość krwi nie ma żadnego znaczenia w kwestii tego, jakim człowiekiem się jest, prawda? Wiesz, moja rodzina nigdy nie przywiązywała większej wagi do takich rzeczy. W Walii jest inaczej. Ludzie tam mają inne podejście. Może kiedyś przyjedziesz i sam się przekonasz? — mrugnęła do niego figlarnie. Skoro Icarus czuł się tak silnie związany z Leachem i jego historią, może lepiej byłoby się dowiedzieć więcej o tym człowieku, zanim Mona pozwoliłaby swoim wątpliwościom urosnąć jeszcze bardziej. — A wiadomo coś więcej o tym Leachu? – zapytała, prostując się na siedzeniu. – Poza tym, że jest kontrowersyjny tylko dlatego, że pochodzi z mugolskiej rodziny? Teraz sama jestem ciekawa, czego możemy się po nim spodziewać. |