Secrets of London
[noc z 9 na 10 czerwca 1972, sen] Koński targ - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Pokój Życzeń (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=117)
+---- Dział: Sny (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=116)
+---- Wątek: [noc z 9 na 10 czerwca 1972, sen] Koński targ (/showthread.php?tid=3846)

Strony: 1 2


[noc z 9 na 10 czerwca 1972, sen] Koński targ - Electra Prewett - 05.09.2024

adnotacja moderatora
Electra Prewett / Pierwsze koty za płoty

Zadanie Miesiąca Równości 1/5

Była wolna.
Tak, była wolna i tylko to się liczyło. Nie miała żadnych zmartwień, nie miała nawet żadnych myśli w głowie. Żyła bazując wyłącznie na swoich instynktach.
Większość dnia spędzała leniuchując na pastwisku. Mogła wtedy do woli jeść trawę i przebywać blisko swojej rodziny. Jej ukochaną rozrywką było jednak bieganie. Nigdy nie czuła się tak dobrze, jak wtedy kiedy galopowała po równinach. A kiedy była już zmęczona po całym dniu, wracała na noc do swojego posprzątanego boksu. Tak, życie w stadninie było dobre. Jedyne co ją czasem drażniło, to kiedy ludzie próbowali ją ujeżdżać. W głębi serca była dziką klaczą i nie znosiła, kiedy próbowano ją kontrolować. Czasami pozwalała na siebie wsiąść, kosztowało to jednak jej jeżdźcó dużo wysiłku. Może to z tego powodu właściciel stadniny nie darzył jej sympatią. I może z tego powodu pewno dnia postanowił się jej po prostu pozbyć.
Myślała, że jak co rano zaprowadzą ją na pastwisko, ale zamiast tego, kazali jej wejść do jakiegoś dziwnego metalowego powozu. Oczywiście, nie poddała się bez walki. Wierzgała i kopała, aż nie trafiła w któregoś ze stajennych. Zaczęły się wrzaski i przekleństwa, a jej zarzucono na głowę worek, tak że nie widziała gdzie celować. Ostatecznie udało im się ją zamknąć w metalowym powozie, który po chwili ruszył. Gdzie ją zabierali? I czy w tym metolowym powozie był uwięziony jeszcze jakiś koń?

[inny avek]https://i.pinimg.com/236x/08/b5/ac/08b5ac4ab8fa7ce68d10e69cd6ab5341.jpg[/inny avek]


RE: [noc z 9 na 10 czerwca 1972, sen] Koński targ - Mona Rowle - 05.09.2024

Kiedy zabrano ją z pastwiska, początkowo nie rozumiała, co się działo. Była wolna, jeszcze chwilę temu czuła wiatr w grzywie i galopowała po zielonych łąkach. To było jej życie! Jak każda klacz, większość dni spędzała na swobodnym leniuchowaniu, delektowaniu się trawą w towarzystwie rodziny.

Ale pewnego dnia… zamiast na pastwisko, poprowadzono ją w zupełnie innym kierunku. Gdzie ją zabierali? Co się z nią stanie?

Wagon, którym jechała, zatrzymał się z gwałtownym szarpnięciem. Drzwi otworzyły się z jękiem, a do wnętrza wtargnął szum świata zewnętrznego. Poczuła, jak ktoś próbował wepchnąć kolejnego konia. Hałas, chaos, kopyta uderzające o metal, a potem... w końcu poczuła jej obecność. Nowa klacz z dziwnym materiałem na głowie, weszła, walcząc do ostatniej chwili. Słyszała jej wierzganie, kopniaki i to, jak ludzie krzyczeli na nią, aż w końcu spętały ją sznury i wrzucono do środka, zamykając drzwi za nią z hukiem.

— Hej... jesteś tam? — próbowała nawiązać kontakt chwilę potem, szepcząc, w nadziei, że ta druga odpowie. Choć sama nie wiedziała, co chciałaby usłyszeć. — Wiesz, dokąd nas zabierają? Co oni nam zrobią? Poczekaj, ściągnąć ci to…?


RE: [noc z 9 na 10 czerwca 1972, sen] Koński targ - Electra Prewett - 06.09.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/236x/08/b5/ac/08b5ac4ab8fa7ce68d10e69cd6ab5341.jpg[/inny avek]
Zdarzało jej się wcześniej widzieć jak inne konie ciągną bryczki, nigdy by jednak nie przypuszczała, że sama kiedyś znajdzie się w takiej bryczce. Chociaż metalowy powóz bardzo się różnił od bryczek, które znała. Jechał tak szybko, że musiał być ciągnięty przez co najmniej szóstkę koni. Poza tym, nie czuła przepływu powietrza, więc ten powóz był zamknięty jak boks na noc. Nie mogła tego znieść; ślepota tylko pogłębiała uczucie irytacji. Już miała znowu zacząć wierzgać, kiedy usłyszała rżenie innej klaczy.
— Tak, jestem... — spróbowała skierować swój łeb w stronę źródła głosu — nie chciałaby przecież, żeby towarzyszka rozmawiała z jej zadem. — Nie mam pojęcia gdzie nas zabierają. Boję się, że mogli mnie tu zamknąć za karę... Byłabym wdzięczna, gdybyś pomogła mi się pozbyć tej szmaty. — grzeczne klacze nie powinny zdejmować sobie worka z głowy, ale ona nigdy nie była grzeczną klaczą.
— Ale myślę, że raczej nie zrobią nam nic aż tak złego. Przecież ludzie zawsze o nas dbają, prawda? — do tej pory zaznała od ludzi wyłącznie dobroci. Owszem, właściciel stadniny i niektórzy stajenni za nią nie przepadali, ale nawet oni opiekowali się wszystkimi końmi. Ludzie nie mogli przecież chcieć dla koni źle.


RE: [noc z 9 na 10 czerwca 1972, sen] Koński targ - Mona Rowle - 06.09.2024

Potrząsnęła głową, próbując się zorientować w tej absurdalnej sytuacji. Kiedy wspomniała o szmacie na głowie, klacz parsknęła.

— Za karę, mówisz? No cóż, możliwe, że nas tu wtrącili, bo za głośno chrupałyśmy trawę... A może to dlatego, że kiedyś strzeliłam jeźdźca w nogę jak ty przed chwilą? Ale wiesz co, jeśli oni naprawdę myślą, że ta szmata powstrzyma klacze jak my... to mają w głowie więcej siana niż my!


W końcu wzięła głęboki oddech i dodała:
— Rusz trochę pyskiem w moją stronę, pomogę ci! Tak, nachyl się trochę... jeszcze!— klacz chwyciła zębami brudną szmatę z jej głowy, szarpiąc delikatnie, aż ta druga klacz warknęła gardłowo. Po chwili udało się – szmata zsunęła się, a ona mogła wreszcie zobaczyć swoją towarzyszkę. Klacz była niemal jej sobowtórem.

— Lepiej? – zapytała z uśmiechem. — To prawda! Ludzie nigdy by nas nie skrzywdzili. Ja zawsze miałam zieloną łąkę do biegania i świeże jabłka do schrupania, więc może teraz po prostu zabierają nas na wycieczkę krajoznawczą? Chociaż muszę przyznać, że bardzo nieładnie cię potraktowali z tym workiem na głowie... Ale racja, racja… przecież ludzie zawsze się nami opiekowali, prawda? Dbają o nas, karmią, głaszczą, więc... pewnie chcą, żebyśmy były... hm... szczęśliwe? Może to jakiś końskie spa, tylko... naprawdę dziwne spa.


RE: [noc z 9 na 10 czerwca 1972, sen] Koński targ - Electra Prewett - 07.09.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/236x/08/b5/ac/08b5ac4ab8fa7ce68d10e69cd6ab5341.jpg[/inny avek]
Uśmiechnęła się pod workiem. Ta druga klacz też miała niezły charakterek!
— Założę się, że ten jeździec sobie na to zasłużył! Zresztą masz rację, żadna szmata nie może powstrzymać takich klaczy jak my.
Starała się celować łbem tak, jak poinstruowała ją towarzyszka, co nie było proste. Normalnie nie była tak uległa, ale z jakiegoś powodu czuła, że mogłaby się przyzwyczaić do wykonywania poleceń innej klaczy. Gdy wreszcie zsunięto jej worek, a oczy przyzwyczaiły się do panującego w powozie półmroku, mogła przyjrzeć się twarzy drugiej klaczy. Na Matkę Koni, wyglądała, jakby mogła być jej odbiciem w kałuży! Prawie zarżała gardłowo z wrażenia.
— Zdecydowanie lepiej kochana. — odniosła wrażenie, że łączyła ją z towarzyszką jakaś głębsza więź. — Może, byłoby fajnie móc pogalopować sobie po jakimś innym terenie niż równina. Słyszałaś o górach? Podobno są to najwyższe pagórki na świecie! — w jej tonie czuć było ekscytację. — Oby w tym końskim spa codziennie na śniadanie były kostki cukru...
W tym momencie, metolowy powóz nagle zatrzymał się z trzaskiem. Siła odśrodkowa sprawiła, że rzuciło ją na ścianę. Musiała mocniej stanąć kopytami na podłożu, żeby nie zgnieść drugiej klaczy swoim dużym zadem. Z zewnątrz dało się słyszeć głosy ludzi, którzy coś wykrzykiwali. Czyżby już dotarły do spa?


RE: [noc z 9 na 10 czerwca 1972, sen] Koński targ - Mona Rowle - 07.09.2024

Klacz parsknęła z rozbawieniem na słowa swojej nowo poznanej koleżanki.
— Kostki cukru? Szalejesz, moja droga. Ja zauważyłam, że od cukru to mnie tylko tyłek rośnie! — parsknęła, lekko potrząsając grzywą. — Chociaż... może mój wielki zad spodobałby się jakiejś klaczy? — dodała z psotnym błyskiem w oku.

Radość złagodziła dziwaczność tego wszystkiego. Podróż do końskiego spa mogła nie być taka zła, zwłaszcza z taką kompanką u boku. Może to nie będzie koszmar, jak się obawiała. Może nawet czekała je jakaś przygoda!

— Uważaj! — zaśmiała się, choć serce biło jej szybciej. — Nie chcesz przecież, żebym skończyła jako naleśnik, prawda? Chyba dotarłyśmy — szepnęła z ekscytacją, jakby już widziała przed sobą to wymarzone spa. Po chwili dodała plotkarskim tonem: — Ciekawe, co mówią... Słyszysz? Może rozmawiają o tym, jak nas ugłaskać masą cukrowych kostek?

Po chwili można było usłyszeć z zewnątrz, jak ktoś krzyczy:
— Ostrożnie, te dwie mają więcej energii niż reszta stada razem wzięta!

Klacz ledwo powstrzymała się przed śmiechem na głos.
— Ha! A co ty na to? — szepnęła do swojej towarzyszki.

Drzwi do wagonu otworzyły się, a dwie ciekawskie klacze zerknęły na zewnątrz.


RE: [noc z 9 na 10 czerwca 1972, sen] Koński targ - Electra Prewett - 08.09.2024

— Duży zad nie jest wcale taki zły siostro. — nie obchodziło jej to, co myślały sobie inne konie, ona kochała swoje ciało takie jakie jest! — No widzisz... na pewno znajdzie się jakaś klacz, która to doceni. — w jej oku również pojawił się błysk. Większość klaczy marzyła o tym, by zostać wybraną przez jakiegoś silnego ogiera. Rzadko kiedy spotykało się samice preferujące towarzystwo innych samic...
Niestety, nie było jej teraz dane pogłębiać znajomość z towarzyszką, bo najwyraźniej dotarły już do celu tej wycieczki.
— Powinni przygotować ze dwa worki łakoci, żeby wynagrodzić nam te warunki jazdy. — prychnęła. Próbowała nasłuchiwać, co mówią ludzie na zewnątrz, ale głosów było tyle, że nie dało się niczego wyłapać. Komentarz o jej zasobach energii bardzo ją rozbawił, chociaż musiała przyznać, że był zgodny z prawdą.
— Przynajmniej wiedzą, z kim zadarli. — odpowiedziała koleżance.
Drzwi wagonu otwarły się ze skrzypieniem, wpuszczając do środka promienie słońca. Wzrok obu klaczy nie zdążył się jeszcze przyzwyczaić do światła, zanim ludzie nie zaczęli łapać je za uzdy i wyciągać z wagonu siłą. O nie, ona nie da tak sobą pomiatać! Zarżała i próbowała się im wyrwać, ale chyba z pięciu chłopów się na nią rzuciło.
— Kurwa! Ogarnijcie w końcu te klacze!
[inny avek]https://i.pinimg.com/236x/08/b5/ac/08b5ac4ab8fa7ce68d10e69cd6ab5341.jpg[/inny avek]


RE: [noc z 9 na 10 czerwca 1972, sen] Koński targ - Mona Rowle - 10.09.2024

Klacz prychnęła, irytując się coraz bardziej na ludzki głos mężczyzny, który je szarpał. Jak śmiał! Jakże typowe — niezależnie od gatunku, każda męska jednostka była nad wyraz drażliwa, zwłaszcza gdy napotykała opór. Czuła, jak narasta w niej frustracja. Potraktowali ją, , i jej nową towarzyszkę jak zwykłe, bezrozumne zwierzęta.

— Porażka... — mruknęła do siebie.

Szarpnięcie za uzdę było mocniejsze, a mężczyzna starał się zmusić je do ruchu. Ale ta klacz wcale nie miała zamiaru mu ułatwiać sprawy. W końcu jej zad był dostatecznie duży, by pokazać im, że klacz taka jak ona nie da sobą pomiatać. Jej towarzyszka, zmagająca się z równie irytującym traktowaniem, parsknęła z rozbawieniem, choć sytuacja daleka była od zabawnej.

— Patrz na to, przyjaciółko — rzuciła, mrugając do niej. — Oni naprawdę myślą, że mogą nas po prostu wciągnąć do tego... gdziekolwiek nas prowadzą. Wiesz co, zróbmy im psikusa. Pokażmy im, że z nami nie można zadzierać.


Ludzie zaczęli ich coraz mocniej ciągnąć w stronę wielkich, metalowych drzwi. Ściskając uzdy, mężczyźni krzyczeli coś, ich twarze czerwieniały od wysiłku. Wtedy nagle klacz przysunęła się bliżej do drugiej i odparła:

— Proponuję... spontaniczną rewoltę. Zatem naprzód! — zawołała, parskając.

I zanim klacz zdążyła odpowiedzieć, jej towarzyszka wierzgnęła, wyrywając się z rąk ludzi, a przy okazji trącając jednego z mężczyzn w bok.

— Hej! Cholera, te klacze to prawdziwe potwory!

To był znak dla niej. Klacz nie czekała dłużej, zrobiła to samo – uderzyła kopytami o ziemię z taką siłą, że ludzie stracili na moment równowagę. Rzuciła głową, próbując się wyrwać z uścisku, a jej duży zad porządnie trącił kolejnego z nich, który aż zachwiał się na nogach.

— Teraz! Biegnij! — zawołała do swojej towarzyszki, kiedy obie poczuły, że mają chwilową przewagę.

Nie mogły tak po prostu dać się wciągnąć do tej dziwnej budowli. W końcu były wolne, dzikie i nie zamierzały dać się ujarzmić.


RE: [noc z 9 na 10 czerwca 1972, sen] Koński targ - Electra Prewett - 11.09.2024

[inny avek]https://i.pinimg.com/236x/08/b5/ac/08b5ac4ab8fa7ce68d10e69cd6ab5341.jpg[/inny avek]
Mrugnięcie towarzyszki dodało jej odwagi. Tak, jeśli będziemy działać razem, to może uda nam się uciec!
— Ihahaa! Czas na rewolucję klaczy! — zarżała głośno i również zaczęła się wierzgać. Szarpnęła tak mocno, że jeden z ludzi trzymających ją za uzdę upadł z impetem na ziemię. Nawet nie wiedzą, jak mają rację; faktycznie prawdziwe z nas potwory.
Facet, który upadł, szybko się podniósł i już miał się na nią rzucić, kiedy tupnięcie drugiej klaczy wyprowadziło go z równowagi. Na okrzyk towarzyszki, wyskoczyła z wagonu, omijając oszołomionych ludzi.
Najchętniej po prostu pognałaby przed siebie, ale była na nieznanym terenie. W pobliżu znajdowała się jakaś budowla, przypominająca z daleka stadninę, wokół której były rozstawione dziwne, metalowe bryczki. Ciekawe, dlaczego tych bryczek było tam tak dużo? Tak czy siak, nie zamierzała się o tym przekonać, bo wnioskując po zachowaniu ludzi, celem ich podróży nie było żadne końskie spa.
Rozejrzała się dookoła, szukając jakiejś drogi ucieczki. Niestety, przerwy między wagonami były zbyt małe, żeby jej duży zad się przez nie przecisnął.
— Biegnijmy w prawo, ten długi powóz na pewno gdzieś się kończy! — krzyknęła do drugiej klaczy. Musiały działać szybko, żeby zgubić swoich oprawców. Jednak zanim zdążyła się na dobre rozpędzić, usłyszała świst powietrza i poczuła zaciskającą się na szyi linę. Złapali ją na lasso! Stanęła dęba, łudząc się, że jakoś uda jej się wyswobodzić, ale lina była zaciśnięta naprawdę mocno.
— Ha! Spróbuj się uwolnić teraz! — odwróciła się w stronę z której dobiegał głos. Za linę trzymała dorosła kobieta w jeździeckim stroju. Musiała być bardzo silna, skoro samej udało jej się złapać biegnącą klacz. — Czas by to głupie zwierzę wreszcie zrozumiało, kto stoi nad nim wyżej w hierarchii. — w tonie kobiety można było wyczuć wyższość, a jej spojrzenie przypominało wzrok drapieżnika, który właśnie złapał ofiarę. Klacz aż przeszedł dreszcz.


RE: [noc z 9 na 10 czerwca 1972, sen] Koński targ - Mona Rowle - 12.09.2024

Klacz prychnęła rozdrażniona irytującym głosem kobiety. Jak śmiała traktować jej przyjaciółkę z taką pogardą? Jakby była niczym więcej niż narzędziem. Jakby to właśnie ludzie stali wyżej w jakiejś absurdalnej hierarchii. Przecież ona, jak i jej towarzyszka, zasługiwały na wolność, na szacunek! Klacz naprawdę nie mogła znieść tej niesprawiedliwości.

— Dużo sypną za te dwie!

W głowie klaczy wciąż kotłowały się myśli. Na widok towarzyszki spętanej liną, klacz westchnęła i spuściła wzrok. Było coś w tym obrazie, co zmusiło ją do tego, by też przestać walczyć. Nie miała siły na kolejne wierzganie, a duma powoli ustępowała miejsca wyczerpaniu. Jeśli nawet tak silna i odważna klacz nie była w stanie się uwolnić, co mogła zrobić ona? Czy walka miała sens, skoro ludzie mieli nad nimi taką władzę? W ciszy obserwowała, jak mężczyźni podchodzą bliżej, unosząc sznur w jej kierunku. Pozwoliła założyć sznur na szyję, nie prostowała.

Klacz nie mogła uwierzyć, że to wszystko działo się naprawdę. Jeszcze tego ranka spokojnie przeżuwała trawę na pastwisku, rozkoszując się wolnością, a teraz ciągnięto ją i jej towarzyszkę w stronę jakiegoś dziwnego miejsca. Ludzie, którzy trzymali je na uwięzi, wyraźnie byli czymś podekscytowani. Kobieta w jeździeckim stroju nadal miała ten okropny uśmiech na twarzy. Uważała, że kontroluje sytuację.

Z daleka zauważyły inne konie – uwiązane, zmęczone i zestresowane. Powoli do obu klaczy zaczynało docierać, gdzie się znajdują.

— To koński targ... — powiedziała cicho. — Chcą nas sprzedać... To dlatego nas zabrali.

Targ był pełen ludzi – mężczyzn i kobiet, którzy krążyli wokół zwierząt, oceniając je, sprawdzając ich stan zdrowia, bo przecież były tylko towarem na sprzedaż. Klacz wstrzymała oddech, a serce zaczęło bić szybciej. Jeszcze nigdy nie była na takim miejscu. Zawsze żyła na spokojnych łąkach.

Kiedy zatrzymali się na targowisku, dwie klacze zostały przywiązane do ogrodzenia. Przed nimi zaczęło krążyć kilku ludzi, oceniających je wzrokiem. Ludzie podchodzili, dotykali ich, podnosili im kopyta, jakby oceniając wartość na podstawie ich ciała. Jeden z mężczyzn wydał się szczególnie zainteresowany klaczą. Podszedł bliżej, przyjrzał się jej mięśniom, a potem wyciągnął rękę, żeby dotknąć jej pyska.

— Silna, ale nieco dzika. Tylko dla doświadczonego jeźdźca — mruknął pod nosem do kobiety, która ich tu przyprowadziła. Klacz parsknęła w odpowiedzi, odsuwając się od dotyku mężczyzny.