![]() |
|
[10.06.72, wieczór] Ciemność nad Londynem - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [10.06.72, wieczór] Ciemność nad Londynem (/showthread.php?tid=3905) |
[10.06.72, wieczór] Ciemność nad Londynem - Florence Bulstrode - 16.09.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Atreus Bulstrode - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty Ciemność rozlewała się nad Londynem, a na Horyzontalnej i Pokątnej rozbłyskiwały uliczne latarnie. Ruch słabł powoli – pozamykano już sklepy i zakłady, czynne pozostawały tylko niektóre lokale, a i te nie były tak zatłoczone, jak jeszcze rok wcześniej. Od Beltane minęło niemal półtora miesiąca, i strach, jaki zawisł nad czarodziejami w maju, słabł powoli, ale nie rozwiał się jeszcze zupełnie. Niektórzy wciąż pamiętali, co czuli uciekając z Polany, opłakiwali przyjaciół albo dochodzili do siebie po obrażeniach. Niektórzy wciąż bali się ciemności. Florence mimo wszystko wątpiła, aby do zmasowanego ataku doszło tego wieczora na Pokątnej po zmierzchu, wędrowała więc w stronę skrzyżowania z Horyzontalną niezbyt szybko, z miną tam samo niewzruszoną jak zwykle. Wizyta na otwarciu nowej wystawy u Averych była raczej z jej strony bardziej ukłonem ku towarzyskim obowiązkom niż wyrazem autentycznego zainteresowania – Florence lubiła sztukę, i może nawet sama miałaby ochotę wrócić do malowania, gdyby nie było to zajęcia tak brudne, ale na pewno nie abstrakcyjną – nie myślała więc teraz o obejrzanych obrazach nowej, „obiecującej” artystki. – Masz jeszcze eliksir na bezsenność? – spytała brata, bo rozmyślała o uzupełnieniu domowych zapasów eliksirów, a także o tym, czy jutro może uda się jej wyjść z Kliniki o czasie i odwiedzić bibliotekę Parkinsonów. – Kupię je w takim razie – odpowiedziała sama sobie, zanim jeszcze on odpowiedział, chyba nawet nie zauważając, że ta odpowiedź nie zdążyła paść na głos, zbyt pochłonięta układaniem w głowie listy tomików do przeczytania. Z pewną irytacją przekonała się, że wcale nie ma u Parkinsów kopii każdej książki, jaka kiedykolwiek powstała, bo cóż, odkąd wiedzy o nekromancji zakazano, bez wątpienia z półek znikło parę pozycji. Mieli minąć właśnie zaułek, gdy z tego wyłoniło się… dziecko. Florence przystanęła gwałtownie, nie chcąc wpaść na dziewczynkę. Uzdrowicielka w pierwszym odruchu chciała ją po prostu minąć – w drugim spojrzała na nią uważniej, kiedy dotarło do niej, że dzieciak ma ledwo kilka lat i na pewno nie powinien być o tej porze na ulicy. – Zgubiłaś się? – spytała, pochylając się lekko i marszcząc czoło, gdy zauważyła, że dziewczynka ubrana jest w coś, co dało się nazwać tylko łachmanami. Dzieciak z Nokturna? Niektórzy naprawdę, ale to naprawdę nie powinni mieć dzieci… Mała nie odpowiedziała. Zamiast tego uniosła opakowanie zapałek. RE: [10.06.72, wieczór] Ciemność nad Londynem - Atreus Bulstrode - 19.09.2024 Nigdy nie był specjalnym fanatykiem sztuki, a kiedy w życiu zdarzył mu się moment, kiedy bywał w galeriach częściej, to tylko dlatego że kazała mu Cressida. Od tamtego czasu stronił od tego typu rozrywek, biorąc w nich udział przede wszystkim kiedy zwyczajnie wypadało, albo lepiej - Florence mu kazała. Bo już nawet nie chodziło o to, że mogła się gdzieś tam czaić panna Avery, gotowa popaść w histerię albo naopowiadać innym gościom jakichś bzdur, ale patrzenie się na widoki zwyczajnie było nudne. Większość z nich i tak nie miała za grosz polotu i głębi, znajdując się na ładnie oświetlonej ścianie chyba tylko dlatego, że obok znajdowała się plakietka z jakimś cholernie ważnym nazwiskiem, które nie było warte zapamiętania. - Tak - mruknął machinalnie, ale po prawdzie to nie miał bladego pojęcia. Nawet eliksiry na bezsenność nie zawsze pomagały na skręcający się wpływem więzi żołądek, a kiedy już miał trochę spokoju, często był tak zmęczony że już nie potrzebował wspomagaczy i zasypiał z miejsca, jakby nawet chroniczna bezsenność musiała się ugiąć przed potęgą magii Beltane. Ale im więcej razy Brennie zdarzało się rozrabiać nocami, tym pewniejsze miał zdanie, że wolał już nie móc zasnąć z naturalnych przyczyn i łyknąć sobie na to eliksir. Zerknął na siostrę przelotnie, kiedy ta odpowiedziała w sumie sama sobie, ale nic nie powiedział, samemu mieląc w głowie ostatnie dni, zmęczenie i zmarnowany w galerii wieczór. Pewnie też z tego wszystkiego zwyczajnie wyminąłby smarkatą, która stanęła im na drodze, zwalniając tylko na moment skoro Florence musiała wstrzymać przez nią kroku, ale siostra najwyraźniej poczuła się do jakiegoś obywatelskiego obowiązku, chcąc małej pomóc. Atreus obrzucił dziecko przelotnym spojrzeniem, brwi marszcząc dopiero kiedy ta uniosła w dłoniach pudełko z zapałkami. Okej. Czyli co, chciała do tego szluga? Albo raczej galeona, dlatego Bulstrode poklepał się po kieszeniach, szukając monety, a kiedy wreszcie ją znalazł, wyciągnął dłoń w kierunku dziecka. I zatrzymał się w połowie tego gestu, bo coś było z tą małą nie tak. Ale zanim zdążył powiedzieć Florence, że się stąd zwijają, mała potarła zapałką o bok pudełeczka, krzesząc płomień. RE: [10.06.72, wieczór] Ciemność nad Londynem - Florence Bulstrode - 19.09.2024 Oczy dziecka były wielkie i… jakby pozbawione koloru, a kiedy Florence w nie patrzyła, poczuła się nagle dziwnie. Wzdrygnęła się i spróbowała odsunąć, gdy dotarło do niej, co jest nie tak: nie chodziło tylko o strój dziecka, ale też wionęło od niego chłodem i… nie miało przyszłości: żadnej, którą Bulstrode mogłaby dostrzec. Zrozumiała, że mają do czynienia z duchem za późno. Zapałka zapłonęła błękitnym światłem. Florence odruchowo uniosła dłoń ku skroni, gdy poczuła nagły, piekący ból: a potem ciemność, która otaczała ich oboje stała się głębsza i przez moment spowijał ich mrok. Chwilę później znów rozbłysło światło. Nie było bardzo jasne: zbliżał się już zmierzch. Florence zamrugała, odruchowo sięgając ku bratu, by schwycić go za przedramię, gdy zorientowała się, że noc zamieniła się w dzień, a londyńska ulica… w las. Pod stopami mieli mech i paprocie, otaczały ich drzewa, wysokie, pradawne, ale niektóre z nich… połamane. Ziemię zaścielały gałęzie, poniewierające się wokół, jakby ledwo co przeszła tędy wichura, a kiedy Bulstrode rozglądała się, wciągnęła nagle powietrze ze świstem, palce mocniej wczepiła w ubranie brata. Bo jej wzrok padł prosto na oderwaną rękę, pokrwawioną, poranioną, spoczywającą pomiędzy drzewami. Widok sam w sobie był już nieprzyjemny, jako uzdrowicielka jednak zniosłaby go zapewne ze spokojem, gdyby nie dezorientacja i tak nagłe… przeniesienie. – Teleportowała nas gdzieś? – spytała, puszczając wreszcie brata, uświadamiając sobie, że schwycenie go to głupi odruch, że w takich chwilach przede wszystkim sięga się po różdżkę. Sięgnęła po tę pośpiesznie, wciąż się rozglądając, próbując zrozumieć, gdzie są i wypatrzeć to coś, co mogło urwać tę… …dłoń. Zaraz. - Cóż. Miałam nadzieję, że znajdziemy kogoś żywego. Możliwie w całości. Niech pan ich przez chwilę nie rusza, proszę. Głos, jej własny, rozbrzmiał wyraźnie, chociaż Florence nie otworzyła ust. I druga Florence, ta trochę rozczochrana, w ubraniu w nieładzie, wyłoniła się spomiędzy krzaków, zbliżając do ręki. Choć była tuż obok nic, zdawała się ich nie dostrzegać, gdy przykucała przy ręce, poddając ją oględzinom. A ta Florence, która tego wieczora była z bratem w Galerii Averych, wzdrygnęła się ponownie, bo rozpoznała i to ubranie, i tę scenę. Beltane. Przeszukiwanie lasu… Odwróciła głowę, spoglądając tam, gdzie w dziurze powinna leżeć oderwana noga i tak… była tam. Byli w Kniei Godryka, 2 maja 1972, kilkanaście godzin po tym, jak doszło do walk na Polanie, a ludzie uciekali w las, przed śmierciożercami i rozszalałą wichurą. RE: [10.06.72, wieczór] Ciemność nad Londynem - Atreus Bulstrode - 20.09.2024 Błękitne światło płomienia oblepiło blade palce dziewczynki i w sumie to była ostatnia rzecz na jaką zwrócił uwagę, zanim otoczyła ich ciemność. Gęsta, nieprzebyta, ale w jakiś sposób nie napawająca go niepokojem, a czymś zupełnie zgoła innym. Atreus czuł, jak gdzieś w środku narasta charakterystyczne uczucie, którym napełniały człowieka te momenty, kiedy odważnie zbierał się w sobie. Bulstrode lubił te momenty, nawet jeśli miały w sobie jakiś słodko-gorzki posmak, bo zwykle następowały po czymś raczej nieprzyjemnym i nadwyrężającym nerwy, ale teraz, czując nagle na swoim przedramieniu palce siostry, potrząsnął głową. Wspomnienie chciało się do niego dobić, ale kiedy padły jej słowa, jednoznacznie odmówił mu dojścia do głosu, zamiast tego odwracając przytomniejsze spojrzenie na Florence i kładąc dłoń na jej własnej, którą go trzymała. Spojrzenie przeskoczyło czujnie po otoczeniu. Wydawało się znajome, chociaż nie można było powiedzieć, by Atreus przesadnie gustował w spacerach po lesie otaczającym Dolinę Godryka. Ale teraz pomagał mu krajobraz wyrwanych i połamanych drzew, który można było oglądać w gazetach na długo po Beltane. - Knieja? - mruknął, spoglądając na nią może trochę pytająco, jakby w niej szukając potwierdzenia swoich przypuszczeń, jednocześnie nie odpowiadając na zadane przez nią pytanie. Nie sądził, by zostali teleportowani. Nie kiedy w otaczającym ich świecie jasno świeciło słońce, a na Pokątnej przed chwilą było ciemno. A potem usłyszał znowu jej głos, rozbrzmiewający tym razem z zupełnie innej strony, przywołując do siebie skutecznie ich uwagę. Tak samo do samej Florence, jak towarzyszącego jej mężczyzny no i dłoni. I nogi. Przez moment przypatrywał się tej scence, szybko uświadamiając sobie, że osoby przed nimi, podobnie jak dziewczynka, nie posiadały żadnej aury, a to znaczyło że nie było prawdziwe. - To jakaś... wizja? - zaryzykował, mimowolnie podchodząc nieco bliżej. - To naprawdę ty? - zapytał, ale nie chodziło mu o wygląd, bo nawet jeśli rozczochrana i w nieporządku, Florence wciąż wyglądała jak Florence. Bardziej o to, czy to faktycznie mogło się wydarzyć. RE: [10.06.72, wieczór] Ciemność nad Londynem - Florence Bulstrode - 20.09.2024 – To moje wspomnienie – powiedziała Florence, nieświadoma, że przez jej gest jedno ze wspomnień Atreusa właśnie umknęło na zawsze, zbyt wcześnie oddane płomieniom Limbo. Opuściła powoli różdżkę, przypatrując się samej sobie. Pomyślała, że jej ubrania naprawdę okropnie tamtego wieczora wyglądały – absurdalna myśl, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie wtedy albo teraz – a potem że przypomina to myślodsiewnię. I wreszcie że duch najwyraźniej bawił się jej umysłem. – Wieczór po Beltane. Przeszukiwano las. Większość dnia spędziłam w namiotach medyków, znoszono ciała i rannych, ale kiedy już zaczął sprawnie działać transport do szpitala, poszłam z Carrowem sprawdzić parę miejsc, do których nie dotarto – stwierdziła i jej ton brzmiał spokojnie, ale trochę ponuro. Gdy walka się skończyła, wcale nie wszystko się uspokoiło. Ranni, zaginieni, umierający, martwi, rozszalałe zwierzęta, dziwne istoty czające się pośród drzew, a do tego wszystkiego niemożliwość teleportowania się i anomalie magiczne. Florence zacisnęła usta, bardzo mocno, obserwując samą siebie, gdy oglądała dłoń. Doskonale pamiętała, że starała się ocenić, co zadało obrażenia. Jak mogłaby nie pamiętać? Beltane wstrząsnęło Bulstrode do głębi. Zawsze uważała się za neutralną do szpiku kości, nie mieszającą w żadne konflikty, a chociaż nie podchodziła może do idei czystej krwi tak restrykcyjnie, to i tutaj przeżarła do pewnego stopnia światem, w jakim dorastała. Wierzyła, że są wyjątkowi, bo w ich krwi płynął dar Ravenclaw, sądziła – wtedy i teraz – że mugolaki jak najbardziej powinny uczyć się magii, ale uważała, że trudno im pogodzić współistnienie w dwóch światach i choćby Ministrem powinien być ktoś półkrwi, nie krwi mugolskiej. Nigdy nie poparłaby śmierciożerców, ale sądziła, że ta wojna nie jest jej wojną. Jak się myliła, przekonała się, gdy z Polany zniesiono jej brata, jej przyjaciela, a potem do namiotów trafiali ludzie o różnym statusie krwi. Gdy odkryła, że była to wojna Patricka i że ta zapukała i do drzwi jej kuzyna. – Może wystarczy tej zabawy? – rzuciła w przestrzeń, a świat zaczął się zamazywać i znów stali na ciemnej ulicy. Zanim jednak Florence zdążyła cokolwiek zrobić, odejść, duch odpalił kolejną zapałkę, a ona spojrzała na błękitny ogień, choć tak bardzo nie chciała tego robić. Ból przeszył jej głowę, aż syknęła, wszystko znów zawirowało i… …znaleźli się w niewielkim pomieszczeniu, w którym panował półmrok, a Florence stłumiła westchnienie, bo tę scenę rozpoznała od razu. Na łóżku przed nimi leżała jedna z ich ciotek: Arabella Bulstrode – a jej skórę pokrywały ciemne plamy zaklęcia. Jej syn stał w pobliżu, pochylając się nad matką i, na całe szczęście, przysłaniając inną osobę, również oglądającą Arabellę. Florence za to, która przyklękła przy stopach ciotki, zżeranych przez czerń była doskonale możliwa do rozpoznania. RE: [10.06.72, wieczór] Ciemność nad Londynem - Atreus Bulstrode - 22.09.2024 - Hm, rozumiem - nie rozumiał, ale miał wrażenie, że akurat w tym temacie mieli podobne odczucia z Florence. Przypominało to myślodsiewnię, tak, ale nie mogło nią być. Duch ewidentnie sobie z nimi pogrywał, chociaż Atreus nie rozumiał dlaczego, skoro wyglądał na tak zmarnowanego i w jakiś sposób smutnego - takich żartów spodziewał się raczej po czymś pokroju Irytka, a nie wychudłej dziewczynki z ulicy. Słuchając jej słów, postąpił do przodu parę kroków, żeby mieć lepszy ogląd na całą sytuację. To mogły być jej wspomnienia, ale w jakiś sposób Atreus nie sądził by miał zobaczyć tutaj cokolwiek, co nie było w jakoś oczywiste. Jego siostra była uzdrowicielem, zawsze porządna i do bólu sztywna, mogła co najwyżej się do kogoś życzliwie uśmiechnąć i to byłby szczyt rzeczy wręcz niemożliwych dla niej. A i też zależy do kogo ten uśmiech byłby kierowany, bo jeśli do kogoś z rodziny lub przyjaciół, to Atreus też nie byłby aż tak zszokowany. A potem świat zamazał się, jakby ponaglony przez jej własne słowa i znowu stali na okrytej wieczornym niebem londyńskiej uliczce, z tą samą dziewczynką stojącą nieopodal. Mała była niezwykle szybka, jeśli chodziło o te zapałki i nie zdążyli nawet zrobić kroku, czy to by odejść, czy to by zabrać jej te zapałki, a zapłonął kolejny płomyk i świat się zmienił. Teraz byli w jakimś pomieszczeniu. Okropnie oświetlonym, z ustawionym łóżkiem i paroma osobami. Atreus potrzebował chwili, żeby skojarzyć ciotkę Arabellę, ale kiedy wreszcie to zrobił, zmarszczył brwi, widząc dodatkowo jej stan. - Co jej jest? - zapytał, znowu robiąc to samo, czyli idąc do przodu, przez otaczające ich wspomnienie. Arabella zajmowała większość jego uwagi, ale mimowolnie rozejrzał się; po wnętrzu i po osobach, które stały dookoła niej, ostatecznie jednak wracając spojrzeniem do ciotki. RE: [10.06.72, wieczór] Ciemność nad Londynem - Florence Bulstrode - 23.09.2024 Florence z pewnym zadowoleniem odnotowała, że Atreus niewielkie miał szanse rozpoznać Nicholasa - ona sama go nie znała, a i chłopak chyba od ładnych kilku miesięcy przebywał za granicą. Młody Lupin zaś odszedł ku książkom, znikając z oczu Florence i z tego elementu wspomnienia: nie widziała go wtedy, skupiona na Arabelli. Florence nie miała wielu tajemnic ani nawet wspomnień, których mogłaby się wstydzić. Pomyślała, że to że strony ducha jakaś złośliwości, skoro wyciągnął akurat to, o którym nie chciała rozmawiać z żadnym z braci. Mimo to wciąż trzymała nerwy na wodzy, nie pozwalając, aby irytacja czy ślad wyrzutów sumienia przejęły nad nią kontrolę. Nie pomoże jej gniew na ducha, a bracia też nie mówili jej wszystkiego. - Śmiertelna klątwa - odparła krótko, bo i nie było co udawać, że jest inaczej, a poza tym... cóż. Zrobiła to, co robiła wielokrotnie. Zdjęła klątwę. - Tutaj została przełamana. Po raz kolejny ogarnęła ich ciemność, i Florence odetchnęła, cicho, ale z ogromną ulgą. Nie chciała, by Cedric pojawił się w tym wspomnieniu. Sekundę później ponownie stali na Pokątnej, a mała zjawa tkwiła przed nimi, sięgając po kolejną zapałkę. Florence odruchowo wyciągnęła rękę, chcąc powstrzymać widmo, ale dłoń przemknęła tylko przez niematerialne ramię, i ciało uzdrowicielki przeniknął chłód, jakby zanurzyła palce w lodowato zimnej wodzie. Chciała zamknąć powieki, ale błysk błękitnego ognia przyciągnął jej spojrzenie tak, jak płomień przyciąga ćmę. I nagle znów nie byli na Pokątnej. Stali w promieniach zachodzącego słońca, na wrzosowiskach Doliny Godryka. W oddali malowała się ściana lasu, a kilka metrów od nich szła druga Florence, z miną wyrażającą irytację. Mogło wynikać z jej stroju, ewidentnie transmutowanej szaty uzdrowiciela, zmienionej na tyle, by nie zwracała uwagi w mugolskiej wiosce, mogło z osoby idącego za nią stażysty. Nagle przed nimi znikąd pojawił się mężczyzna. Szarżował z nieludzką prędkością, a choć jego ciało zdawało się w pełni materialne, był pozbawiony głowy. Florence uniosła różdżkę, nie zdążyła jednak rzucić żadnego czaru. Widmo przemknęło przez nią, potem przez Leo i pominęło dalej, w las. Młody chłopak, towarzyszący kobiecie rzucił się do biegu za nim, ale ledwo dopadł granicy drzew, a dosięgło go pętajace zaklęcie Florence i jej krzyk, domagający się, by natychmiast wracał. - Zaczynam mieć wrażenie, że przyciągają ją wspomnienia z granic śmierci i życia - odetchnęła Bulstrode. - Nie wiem, kto to był. Miałam odczucie, jakby próbował kogoś znaleźć - powiedziała, uprzedzając ewentualne pytania. RE: [10.06.72, wieczór] Ciemność nad Londynem - Atreus Bulstrode - 25.09.2024 Pewnie gdyby nawet Lupin pojawił się w tym wspomnieniu, Atreus niewiele by sobie o tym pomyślał. Dla niego wyglądało to jakąś wizytę domową, jak z resztą było widać - na członku ich własnej rodziny, a to z kolei nie wymagało więcej tłumaczenia. Cedric natomiast, mógł robić tam albo za stażystę, albo innego rodzaju wsparcie, bo w sumie to Bulstrode nie miał pojęcia, na jakim etapie znajdowała się jego kariera i czy w ogóle jakąkolwiek posiadał. Auror jeszcze przez moment przyglądał się Arabelli, rozlewającym się po ciele czarnym plamom, jakby próbował je zapamiętać, ale nie sądził by mu się to kiedykolwiek miało przydać; klątwy miały to do siebie, że często działały wręcz skrajnie różnie, szczególnie te śmiertelne. Ich autorzy wkładali w nie bardzo dużo serca, nakreślając indywidualizmem. A potem znowu na moment otuliła ich ciemność i wrócili na Londyńską uliczkę. Znowu, tylko na chwilę, bo dziewczynka była nad wyraz utalentowana w błyskawicznym zapalaniu tych zapałek. Nie zdążyli nawet mrugnąć, a ogienek zamrugał ponownie, wtrącając ich do kolejnego wspomnienia. Dopiero teraz, za trzecim razem, Atreusowi przyszło do głowy, ze żadne z tych wspomnień nie dotyczyło niego. Co prawda kiedy zobaczył roztaczające się dookoła wrzosowiska zawahał się, czy zaraz nie zobaczy siebie i Brenny siedzących na starym murku, ale przed nim szybko odmalowała się sylwetka Florence i podążającego za nią chłopaka. Odetchnął, bo nawet jeśli nie robił wtedy z Longbottom nic takiego, to nie chciał przecież chociażby myśleć o tym, że ktoś mógłby podejrzewać że coś było między nimi na rzeczy. Zerknął na siostrę, tę prawdziwą, przez moment przyglądając się jej reakcji, ale szybko powrócił do obserwowania scenki. I dobrze zrobił, bo nagle do dwójki dołączyła trzecia osoba, szarżując na nich szaleńczo i co ważniejsze - pozbawiona głowy. Atreus zmarszczył brwi, odprowadzając widmo spojrzeniem i oglądając jeszcze, jak Florence rzuca zaklęcie na Leo. - Mnie zastanawia, czemu tylko twoje - rzucił, nieco zamyślony, wciąż spoglądając w miejsce gdzie duch się rozpłynął. Ale czy to faktycznie był duch? W Kniei działo się pełno dziwnych rzeczy i już jakiś czas temu doszło do niego, że chociażby Travers widział jego samego, leżącego pod płonącym na niebiesko krzewem. - Może swoją głowę? - parsknął, ale nawet jeśli na moment kąciki ust uniosły się do tego niewybrednego żartu, głos pozostał neutralny. - Wiesz, ktoś mówił mi, że widział też mnie w okolicach Kniei. W sensie wizję mnie z momentu kiedy byłem w limbo. Kiedy natomiast byłem w niej pod koniec maja sam, była tam jakaś niewidzialna ściana. Cokolwiek się tam teraz dzieje, wydaje się pokazywać jakieś obrazy. Rzeczy związanych z Beltane - pokręcił głową, odganiając nieco myśl, że może w takim razie wie, kim była bezgłowa postać. W końcu kiedy ktoś zabrał głowę, oddzielając ją od martwego ciała, nic dziwnego że widmo dawnego właściciela by jej szukało. RE: [10.06.72, wieczór] Ciemność nad Londynem - Florence Bulstrode - 25.09.2024 - Być może za moment nadejdzie twoja kolejka - powiedziała Florence i zabrzmiało to niemal złowieszczo. Bo ilu wspomnień nie chciałby jej pokazać? Ale gdy świat zamazał się przed ich oczyma po raz trzeci i znowu stanęli na ciemnej ulicy, nic takiego się nie stało. Duch spojrzał na Bulstrode wielkimi, smutnymi oczyma, a potem rozpłynął się w powietrzu. Florence wypuściła powietrze z płuc - nieświadomie wstrzymała oddech - i rozluźniła napięte mięśnie ramion. Odruchowo poszukała wzroku brata, jakby chcąc się upewnić, czy to wszystko tylko się jej nie przyśniło, że też widział te dziwy w ciemną, londyńską noc. - Musiała tutaj umrzeć. Biedne dziecko. To... dziwny wieczór - powiedziała uzdowicielka, tym razem niemal miękko, przez moment przypatrując się bratu uważnie. Ale nie padały pytania, których nie chciałaby usłyszeć i pomyślała, że właściwie Atreus bardzo rzadko pytał. Tym razem mogła się tylko z tego cieszyć - że najwyraźniej uznał drugie wspomnienie za jedną ze zwykłych lekarskich wizyt, które nie powinny go interesować. Do pewnego stopnia przecież taką było. Po prostu Arabellę zaklęli śmierciożercy, a żadna wzmianka o tym nigdy nie trafiła do kliniki czy Ministerstwa. - Mówiąc szczerze, zgadzam się z tobą. Ten mężczyzna zapewne ma coś wspólnego z Beltane, a chociaż do namiotów nie trafiło żadne... ciało, które tak by wyglądało, to nie znaczy, że go nie było. Wracajmy do domu, zanim wydarzy się coś jeszcze - poprosiła, ruszając w ciemność, krokiem nietypowo dla siebie szybkim. W tej chwili Florence marzyła o tym, aby znaleźć się w kamienicy Bulstrodów, we własnym łóżku. Wspomnienia - wszystkie trzy związane z sabatem przecież, i wszystkie trzy nieprzyjemne - pozostawiły po sobie chłód i sprawiały, że pamięć biegła ku rzeczom, o których Florence wcale nie chciała myśleć. I przypominały też jeszcze o jednym: że właściwie pierwszy raz w życiu z premedytacją kryła tak wiele przed swoją rodziną. RE: [10.06.72, wieczór] Ciemność nad Londynem - Atreus Bulstrode - 25.09.2024 Skrzywił się w niechętnym uśmiechu, bo ostatnie czego chciał, to dzielić się z nią swoimi wspomnieniami. Ale podejrzewał, że Floren też nie była przesadnie szczęśliwa, że kolejne zapałki rozpalane przez dziewczynkę wywoływały jej wspomnienia do tablicy. Kiedy ponownie cofnęło ich do Londynu, gotowy był już przygotować się na kolejną zmianę krajobrazu - w sumie nie mieli co innego z tym duchem zrobić, kiedy raz za razem wrzucał ich i wyławiał z wiru obrazów, ale tym razem dziewczynka spojrzała na uzdrowicielkę i najnormalniej w świecie rozpłynęła się w powietrzu. - Tak, wracajmy - zgodził się krótko. Może było mu odrobinę żal dziewczynki, ale nie było tego po nim widać. Jeśli umarła gdzieś pośród tych uliczek, to na tyle dawno by historia o tym zapomniała, albo w taki sposób by nikt o tym nie pamiętał, albo nie mógł się dowiedzieć. Była tylko wspomnieniem samej siebie, dość irytującym, biorąc pod uwagę jej zdolność do rozpalania cudzych wspomnień, by musieli je przeżywać przy towarzyszących im osobach. Ruszył za siostrą szybkim krokiem, podzielając jej entuzjazm do tego, by przypadkiem na londyńskich alejkach nie zaskoczyło ich tego wieczoru coś jeszcze. Koniec sesji
|