![]() |
|
[20.06.1972] Gold Digger | Asmodeus, Faye - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Ulica Pokątna (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=19) +--- Wątek: [20.06.1972] Gold Digger | Asmodeus, Faye (/showthread.php?tid=3927) |
[20.06.1972] Gold Digger | Asmodeus, Faye - Faye Travers - 18.09.2024 20 czerwca 1972
sklep jubilerski Złota Chimera Ostatnio miała szczęście w nieszczęściu, można by rzec. Wielu zwykłych czarodziejów - ba, nawet mugoli - chciałoby teraz być na miejscu Faye, która odkryła prawdziwą żyłę złota. No, może nie prawdziwą, bo z tego co wiedziała, żyłą złota określało się miejsca, które dawały ogromne korzyści finansowe. W przypadku Faye jednak ta żyłka była maleńka i, prawdę mówiąc, była bardziej utrapieniem niźli korzyścią. Już do jednej osoby szła, żeby zapytać o swoje znalezisko, ale w życiu nie pomyślałaby, że gdy tylko wróci na miejsce, gdzie je znalazła, dostrzeże więcej świecidełek. Faye Travers nie była kobietą, która lubiła otaczać się pięknymi rzeczami. Jak chociażby teraz: na sobie miała krótkie szorty do kolan, luźne i zapewniające swobodę, w odcieniu plażowego piasku. Buty, które wzuła na stopy, były znoszone, acz raczej zadbane. Widać było, że dużo przeszły: dosłownie i w przenośni, ale ich właścicielka dbała o nie, uważając że dobre obuwie było podstawą w jej pracy. Szkoda życia na niewygodne buty, prawda? A koszulka... Cóż, była po prostu obrzydliwie zwyczajna. Faye ubierała się raczej jak turysta z zimnych krajów, który przyjechał na letnie wakacje do Londynu. Podczas gdy inni paradowali po dzielnicach magicznego Londynu w szatach czy garniturach, ona poprawiała plecaczek niczym mały podróżnik powsinoga, i szła tam, gdzie musiała. Lubiła Londyn, ale zdecydowanie nie lubiła lata. Wychowała się w Szkocji, gdzie było zimniej i bardziej deszczowo: do tej pory nie przeszkadzało jej to, ale tegoroczna pogoda chyba oszalała. Słońce grzało jej skórę i włosy, sprawiając że pojedyncze pasma rudziały, zmieniając się z pięknego odcienia jesiennych kasztanów w... Coś. - Dzień dobry - uśmiechnęła się na wstępie, zanim jeszcze drzwi Złotej Chimery zdążyły się na dobre zamknąć. Traversówna rozejrzała się z ciekawością po sklepie. Nie była sroką i nie obwieszała się złotem, co zresztą było widać, bo kobieta nie miała nawet jednego pierścionka czy łańcuszka na swoim ciele. Ale nie oznaczało to, że nie lubiła popatrzeć na ładne rzeczy. Lubiła - po prostu nie lubiła ich nosić. RE: [20.06.1972] Gold Digger | Asmodeus, Faye - Asmodeus Burke - 21.09.2024 Co do zasady ludzie uwielbiali otaczać się pięknem. To była jedna z najbardziej naturalnych potrzeb odróżniających człowieka od zwierząt. Problem polegał na tym, że każdy miał inną definicję piękna. Dla jednych były to klejnoty i złoto, dla innych zabytkowe dębowe meble, obrazy, rzeźby, wytworne szaty, skomplikowana muzyka klasyczna, a dla jeszcze innych kwiaty, górskie krajobrazy, biel drobnego piasku i widok horyzontu nad oceanem. Obcowanie z pięknem czyniło ludzi bardziej szczęśliwymi, wzmagały pozytywne nastawienie. Piękno często utożsamiane było z dobrem, tak jak piękni ludzie zwykle szybko zyskiwali uznanie otoczenia. Asmodeusz tym razem obcował z pięknem pod postacią zapachu świeżo zaparzonej senchy z wyraźnym aromatem truskawki i ananasa. Herbaty były jedną z jego drobnych pasji. Chętnie bywał w cukierniach i herbaciarniach. Nigdy nie doceniał mocnego, gorzkiego posmaku kawy, mimo jej wspaniałego zapachu. Za to smak herbat, nawet jeśli gorzki, miał w sobie o wiele więcej duszy. Siedział w ulubionym fotelu tuż za kontuarem i rozkoszował się gorącym napojem, idealnym dla angielskiej, chmurnej aury. Drobna biała filiżanka z porcelany, z wyżłobionymi wspaniałymi rokokowymi wzorami lśniła w jego ręce. Dostał ją niedawno od jednego z klientów, wracającego z podróży po Europie Środkowej i wyjątkowo ją lubił. Podniósł się, odstawiając filiżankę, gdy tylko usłyszał dzwonek anonsujący przybycie klienta. Jego oczom ukazała się młoda dziewczyna w swobodnym, dosyć mugolskim ubiorze. - Dzień dobry, czy mogę w czymś pomóc? - zapytał uprzejmie, ale niezbyt nachalnie Asmodeus. Był przyzwyczajony do klientów, którzy musieli wielokrotnie przemyśleć swoje zakupy, zanim zostawili sporą ilość galeonów w jego kasie. Niektórych drażniło ich długotrwałe przyglądanie się kosztownościom, ale on sam wychodził z założenia, że lepiej było poświęcić więcej czasu na dopasowywanie biżuterii niż wyjść niezadowolonym. Dobieranie klejnotów do osób, ich aury, osobowości i urody wcale nie było prostym zadaniem. Czasem potrzebował dłuższej rozmowy z klientem, żeby odnaleźć coś o właściwym oddziaływaniu. Choćby w przypadku szafirów. Szafiry mogły stanowić prawdziwą klątwę dla osób, które nie były właściwe dla ich aury. Mogły sprowadzać nieszczęścia, a nawet śmierć. Ich piękna niebieska barwa mogła być dla kogoś barwą nieba, a dla innych barwą nieskończonych głębin oceanu, w których tonęli pochłonięci przez mroczną, ciemną wodę. RE: [20.06.1972] Gold Digger | Asmodeus, Faye - Faye Travers - 24.09.2024 - Gdyby pan nie mógł, to by mnie tu nie było, prawda? - odpowiedziała nieco zaczepnie, ale absolutnie nie agresywnie. Styl wypowiedzi Faye był tak samo swobodny, jak jej ubiór. W jej tonie głosu nie było ani grama złości, a pomimo tego że wyglądała na te swoje dwadzieścia coś lat, to biła od niej jakaś taka dziecięca frywola. Tak, swoboda to było zdecydowanie najlepsze określenie dla tej kobiety. Swoboda i nieskrępowanie konwenansami, które fruwały między ludźmi i zmuszały ich do przybierania masek oraz gry pozorów. Dla Faye istniała jedna maska: jej samej. Nie musiała udawać kogoś, kim nie jest, nawet nie była pewna czy byłaby w stanie to robić. Aktorką była bowiem beznadziejną, co objawiło się u niej już w magiprzedszkolu, gdy wypieprzyli ją z jasełek organizowanych z okazji Yule. Dostała wtedy zaszczytną rolę drzewa, której i tak nie podołała, bo szumiała tak energicznie, że nie pozwalała innym małym aktorom się skupić na swoich kwestiach. Kilka gibkich kroków i Traversówna już znalazła się przy ladzie, rzucając okiem na filiżankę. Miała dobry węch, dlatego zmarszczyła nos, wyczuwając egzotyczne nuty w herbacie. Ona sama nie była wielką koneserką tego napoju, tyle co potrafiła zaparzyć susz zgodnie z tym, co ktoś napisał na etykiecie. Ale zdecydowanie potrafiła docenić gamę smaków i woni, przebijającą się ponad cierpką woń liści. - To truskawka? - zapytała, zaciągając się zapachem, na ten ułamek sekundy skupiając się całkowicie na zapachu. Wbrew jednak być może pewnym oczekiwaniom nie nachyliła się nad filiżanką a tym bardziej nie sięgnęła po nią, bo pomimo całej swojej niewinności i naiwności kobieta odebrała całkiem solidne wykształcenie i dobrze rozumiała szeroko pojęte dobre maniery. Miast tego przeskoczyła wzrokiem do sylwetki mężczyzny. Jej tęczówki miały barwę ciepłego brązu, a z oczu biło coś, co śmiało można było określić mianem "sympatyczności". - Czy byłby pan w stanie zidentyfikować pewien przedmiot? Znalazłam coś w lesie i nie jestem pewna, czy jest warta zachodu kogokolwiek, czy jest po prostu... Ładna. Zaczęła, sięgając do jednej z wielu głębokich kieszeni szortów. Zawiniątko udało jej się znaleźć stosunkowo szybko. Niewielki woreczek, który położyła na ladzie i przesunęła w stronę Asmodeusa. Z pozoru niczym się nie wyróżniał, lecz gdy mężczyzna tylko rozwinął materiał, jego oczom mógł okazać się złoty łańcuszek z wisiorkiem. Łańcuszek był owszem, dobrej próby złotniczej. Wyglądał na solidny i drogi, chociaż jak to w przypadku złota bywało: wystarczył mocniejszy ruch, by zerwać maleńkie ogniwa. To jednak wisiorek przykuwał uwagę, bo w złocie osadzony był kamień. Doskonale oszlifowany, stosunkowo niewielki lecz piękny. Połyskiwał krwistą czerwienią i mienił się pod wpływem wpadającego do sklepu światła. Wyjątkowo ładny okaz rubinu. - Nie znam się na kamieniach ani złocie, nie wiem czy to jest prawdziwe, czy to jakieś barwione szkiełko - powiedziała Faye, wzruszając ramionami. Nie mówiła na razie gdzie to znalazła, nie wyglądała też jakby od tej informacji zależało jej życie. Zastanawiający był jednak fakt, że znalazła coś takiego w lesie. Takich rzeczy raczej nie widywano w lasach. Zwłaszcza że łańcuszek był nieuszkodzony, więc ryzyko że ktoś zgubił błyskotkę, było znikome. |